red.olga
17.09.08, 10:57
O kobietach które poświęcają się w imię miłości jak także dla niej mówi się, że są idiotkami. To brutalna prawda. Tylko, że nikt nie zauważa iż mężczyzna też potrafi poświecić się dla kobiety. Są mężczyźni którzy są wstanie ratować kobietę z opałów. Jednego mam blisko w sercu i jestem z niego dumna.
W imprezowy weekend wiele się może zdarzyć kobiety same najlepiej o tym wiedzą. Najtrudniejsze są powroty do domu po takich libacjach . Brak zrozumienia ze strony naszych jakże dzielnych mężczyzn niejedną z nas doprowadza do szału. Mimo zmęczenia po całym dniu pracy my musimy towarzyszyć wybrańcom naszych serc w owych libacjach. Zazwyczaj godzimy się z brakiem wyrozumiałości i dzielnie znosimy to. Tego wieczoru była okazja na to, żeby uratować kryzys tożsamości mojego mężczyzny. Michał postanowił Mie odprowadzić do domu. Dołączył do nas jego kolega, który miał do niego jakąś sprawę „ do głosu„ dochodzi kobieta. Jak zwykle jak słodka idiotka próbuję zwrócić na siebie uwagę! Jakimś głośnym mówieniem, poprawieniem włosów czy innym lekkim krokiem. Słodycz chodząca zwróciła uwagę tylko, że nie Michała lub jego kolegi ale jakiś typków stojących przy osiedlowym zagajniku. Właśnie w tym momencie przypominam sobie cały film w zwolnionym tempie klatka po klatce. Jak by ktoś go kręcił poklatkowo. Trzech ciemnych typków osaczyło mnie. Nagle z ziemi wyrósł prawdziwy obrońca słodkości. Michał postanowił dzielnie przedostać się przez nich i chociaż wyciągnąć mnie z tego kręgu. Jego kolega widać chciał nadrobić to że jest mniejszy i też dojść do głosu by stanąć w obronie swojego kolegi. I tak to jest drogie kobiety kiedy dwóch się bije na raz powstał z tego niezły ambaras. Michał zrobił duży zamach aby trafić jednego z „Typków” . W tym momencie wspólnie się wdali w bójkę. Michał myślał, że za jego plecami stoi „Typek”. W tym samym momencie jego kolega postanowił, że go osłoni. Odwrócił się i trafił tym ciosem swojego kolegę. Jednocześnie zadając z całej siły uderzenie i wybijając mu ósemkę przy okazji kontuzjował swoją dłoń. „Typki” się rozbiegły gdzieś w głąb osiedla. Ja za tą słodycz miałam ciężki widok krwi. Przetransportowałam ich do lekarza. Zostali od razu zbadani, opatrzeni a na koniec dostali rafastin, receptę do ręki i wypis. Zgłoszenia pobicia nie trzeba było wnosić…. Przez chwilę miałam dwóch narzekających na ból dzielnych rycerzy, ale magiczny środek zadziałał i rycerze przeistoczyli się w uśmiechnięte potulne baranki
Tego nie dało się krócej opowiedzieć. Dobrze, że tak się tak historia skończyła gdyby nie dwóch dzielnych rycerzy nie poznała bym rafastinu bo następnego dnia mi się przydał