żałuję że nie jestem lesbijką...

25.09.08, 21:58
Poważnie. Czasami wydaje mi się, że byłabym o wiele bardziej szczęśliwa i
spełniona w życiu osobistym, gdybym była lesbijką. Tu już nawet nie chodzi o
to że faceci są tacy beznadziejni, be i w ogóle. Po prostu nie potrafię
dogadać się z facetami. Jak dla mnie to zawsze były, są i będą istoty z innej
planety. Nie rozumiem tych ich mechanizmów myślenia, a te które znam i
rozumiem - no cóż, chyba wolałabym nie wiedzieć...

Nie potrafię zaakceptować tego, że jeśli facet uważa mnie za atrakcyjną to
nieważne będzie za bardzo co powiem, zrobię, jak się zachowam a i tak będzie
dobrze. Natomiast jeśli będę w jego oczach pasztetem (co za okropne
określenie- ciekawe kto to wymyślił:/) albo przeciętniarą nawet, to mogę sobie
błyskać inteligencją i dowcipem a najprawdopodobniej nie będę nawet atrakcyjną
partnerką do krótkiej pogawędki bo przecież w tym czasie można z ładniejszą
pogadać... I naprawde nie mowcie mi że tak nie jest, bo chyba nikt nie wie
tego lepiej niż ja. Otóż z urody jestem przęciętna, ale nauczyłam się jak
ukryć swoje mankamenty a wydobyć zalety. No i niestety, reakcje często tych
samych facetów na moją osobę 'przed' i 'po' są zupełnie różne. Denerwuje mnie
to strasznie... Tak jak i z resztą wieeele inych typowo męskich spraw.

Kobiety (oczywiście te, które znam), są zupełnie inne. Dobre, kochane,
ludzkie. Nieważne czy wyglądam ładnie, czy nie, one zawsze traktują mnie tak
samo. Ogólnie rzecz biorąc po prostu o wiele lepiej dogaduję się z kobietami,
mam wiele świetnych koleżanek i... prawie żadnych kumpli. Szczerze mówiąc już
sama zaczyam świadomie unikać męskiego towarzystwa z czystej niechęci po prostu.

Problemem nawet nie jest to, że chciałabym mieć 'swojego misiaczka' z którym
mogłabym się pokazac i pojsc na zakupy. Niestety oprócz heteroseksualnej
orientacji zostałam obdarzona również niemałym temperamentem seksualnym.
Problem w tym że do jego zaspokojenia potrzebni mi są faceci, tylko że ja ich
nie znoszę! Niestety krókie romanse, przygody nie są dla mnie, nie potrafię
tak przedmiotowo podejśc do tego.
Chciałabym być lesbijką...
Wiem, że to stek bezładnych wypocin, ale musiałam to z siebie wylać, teraz
możecie sobie po mnie pojechać.
    • dziadek_54 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 25.09.08, 22:04
      Nie widze zadnego powodu do jazdy :)
      Owszem jest to troche bezladnie napisane, ale ciąg logiczny zdaje
      sie byc zachowany , a i co do argumentacji trudno sie przyczepic.
      troche mnie smiesza te "wszyskie kobiety , sa dobre kochane" etc ,
      ale rezta jest ok).
      Nie wiem tylko co miałbym w odpowiedzi na ten post napisac.
      Podoba mi sie to co napisałas .
      • kunegunda123 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 25.09.08, 22:13
        dlaczego Ci się podoba? czyżby dlatego, że dużo w tym prawdy?

        ok, dla przykładu wezmę Ciebie na warsztat. Czytam Twoje posty od jakiegoś
        czasu, widać że pewną wiedzę życiową i doświadczenie posiadłeś, ale: na posty
        kobiet, które podejrzewają swoich partnerów/mężów o zdradę odpisujesz że nie
        powinny tak węszyć bo jak coś znajdą to ich wina - nie powinny myszkować itp. No
        ludzie, i co to za odpowiedź? Gdzieś tam chwaliłeś sie swoimi zdradami - jakie
        to męskie, nie przepraszam 'faceckie' wg twojego slownika...
        • dziadek_54 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 25.09.08, 22:39
          kunegunda123 napisała:

          > dlaczego Ci się podoba? czyżby dlatego, że dużo w tym prawdy?

          Mnie jest obojetne czy to prawda czy nie.
          Czytam post i zastanawiam sie czy ma sens . Zastanawiam sie nad
          poziomem argumentacji .To jest dla mnie wazne . Sama sprawa opisana
          w poscie ma mniejsze , dla mnie , znaczenie.
          Przeciez i tak Cie nie znam , więc jaka to dla mnie róznica czy
          piszesz prawde czy nie ?
          Natomiast jest ogromna roznica czy czyta sie tekst spojny i
          ciekawy ,czy rozwlekly i glupi. )
          Podoba mi sie Twoj tekst, abstrachując od meritum .
          >
          > ok, dla przykładu wezmę Ciebie na warsztat.

          Dakj spokoj, nie warto starego dziada "kroic". :)

          Czytam Twoje posty od jakiegoś
          > czasu, widać że pewną wiedzę życiową i doświadczenie posiadłeś,

          Myślę ,że tak :)

          ale: na posty
          > kobiet, które podejrzewają swoich partnerów/mężów o zdradę
          odpisujesz że nie
          > powinny tak węszyć bo jak coś znajdą to ich wina - nie powinny
          myszkować itp.

          Tak uwazam :)
          Życie jest zbyt powazna sprawa, by uzalezniac je od seksu , czy
          wierności łożkowej :)Są w życiu ważniejsze sprawy . Seks jest rzeczą
          marginalną w życiu czlowieka i nie warto rozbijac zwiazku z powodu
          jakiejs tam przelecianej sąsiadki.

          N
          > o
          > ludzie, i co to za odpowiedź?


          Odpowiedz taka dobra jak kazda inna :)
          Tak to widzę.

          Gdzieś tam chwaliłeś sie swoimi zdradami

          Nie chwalilem sie. To nie w tych kategoriach .
          Po prostu dla mnie seks jest(raczej był) tylko fizjologiczna
          czynnoscia, nigdy nie przywiazywałem do niego wiekszej wagi , był
          jak podanie reki , jak pocalunek w policzek . Oboje z żoną to
          akceptowaliśmy i tak nam zeszło 32 lata.
          Ja sie nie chwale, zdradami, ja tylko doradzam inne rozłozenie
          akcentow i priorytetow w zwiazku . Dla mnie zwiazek oparty na seksie
          i wiernosci łóżkowej jest smieszny by nie powiedzie "pierwotny".
          Własnie przez przeszacowywanie waznosci seksu dochodzi do wielu
          niepotrzebnych , a bardzo bolesnych , rozstan. Sugeruje kobietom ,
          ze wiedza o zyciu seksualnym męża nie jest w ich intersie . Tylko
          tyle.
          Oczywiscie mozesz sie z tym nie zgadzać, mnie tylko chodzi o to
          zebys mnie rozumiała.

          - jakie
          > to męskie, nie przepraszam 'faceckie' wg twojego slownika...

          Nie :) Zawsze byłem słabym kogutem , to nie jest faceckie , to jest
          pewna filozofia zycia, a nie jego styl.
          • kochanica-francuza Dziadek, rozumiem, że żona też 25.09.08, 23:13
            cię zdradzała, ot tak - fizycznie - i ty to rozumiałeś?
            • dziadek_54 Re: Dziadek, rozumiem, że żona też 26.09.08, 07:26
              Pytanie jest źle postawione , nie umiem na nie odpowiedzieć.
              Nigdy sie nie interesowałem tym co robi moja żona w dziedzinach
              intymnych. Tak samo jak nie interesowałem sie tym gdzie chodzi
              sikac , czy gdzie myje ręce. Są setki wazniejszych spraw niz
              zajmowanie sie takimi duperelami .
              To jest tak jak z tą temperatura i termometrem .
              - Stłucz pan termometr nie bedziesz pan miał grączki.
              Wystarczy sie tym nie interesować by wszelkie problemy zniknęły.
              • 4g63 Re: Dziadek, rozumiem, że żona też 26.09.08, 13:21
                w sumie racja, taka już natura ludzka, system próbuje ją na siłę zmieniać, co powoduje tylko frustracje i problemy, w świecie zwierząt jest to prostsze, a człowiek na siłę próbuje być ucywilizowany, jesteśmy zwierzętami i koniec, żaden kościół czy sytem tetgo nie zmieni, i dopóki ludzie tego nie zrozumieją to do tąd będą posty tego typu, problemy ze zdradą i rozbite rodziny w których wszyscy cierpią.

                co do dziewczyny która tu zaczęła temat - dziewczyno - taka jest ludzka natura, faceci dostrzegają w kobiecie to czy będzie w stanie urodzić zdrowe potomstwo, czy ma dobre geny i czy to potomstwo będzie ładne, a kobieta zazwyczaj patrzy na faceta pod kątem utrzymania tego potomstwa i w obu przypadkach mózg ludzki wytwarza związki chemiczne które powodują albo przyjemność albo dyskomfort przy poznaniu drugiej osoby. Np kobieta poznaje biednego faceta, mózg wytwarza chemię która powoduje że kobieta sie źle czuje - więc nie chce mieć z nim doczynienia, poznaje faceta z ładnym samochodem to mózg wytwarza chemie która ją do niego zachęca. Tak jest w przypadku facetów i kobiet i jest to uwarunkowane po części przez geny, po części przez kulturę i warunki społeczne.. Tak było od tysięcy lat i długo jeszcze będzie i nie ma co się dąsać, tylko iść za głosem serca... A jeśli przyjemość sprawia Ci przebywanie i uprawianie seksu z kobietami to w czym problem... mnie np faceci nie pociągają, za to uwielbiam kobiety..., mimo że są z innej planety niż ja.


                T
                • majkel33 Nie spotkałaś jeszcze prawdziwego mężczyzny... 26.09.08, 15:04
                  Może i Ty się tak zachowujesz, że na starcie nie dajesz szans mężczyznom, którzy
                  się nie wyróżniają! W każdym razie mnie nie kręcą błyszczące laski - lalki. Nie
                  mógłbym być z kobietą, która nie ma nic interesującego do powiedzenia. Ale też
                  nie mógłbym być też z kobietą, która uważa się za coś lepszego niż ja i która
                  robi mi awantury z byle powodu bo uważa, że wie lepiej.

                  Co do Twoich stosunków z kobietami - no cóż ani one Ciebie ani Ty ich nie
                  traktujecie jako potencjalnych partnerów a taki układ jest dużo prostszy!
                • ewolucja3 Re: Dziadek, rozumiem, że żona też 26.09.08, 16:21
                  4g63 wyadje Ci się, że rozumiesz teorie ewolucji - tymczasem - nic
                  nie zrozumiałeś! Piszesz o stereotypach zakorzenionych KULTUROWO
                  • 4g63 Re: Dziadek, rozumiem, że żona też 26.09.08, 19:30
                    jasne że rozumiem teorię ewolucji, nie wiem, gdzie jej ująłem, ale wydaje mi się że trafnie oceniłem z czego wynikają pewne zachowania, oczywiście, moja wypowiedź jest bardzo uproszczona, na pewno armia naukowców może to wyjaśnić znacznie dokładniej..

                    a jeśli uważasz że gdzieś się mylę, to proszę, przytocz gdzie i uzasadnij z czego wynika Twoja taka a nie inna ocena..
                  • wilma.flintstone Re: Dziadek, rozumiem, że żona też 27.09.08, 15:52
                    ewolucja3 napisał:

                    > 4g63 wyadje Ci się, że rozumiesz teorie ewolucji - tymczasem - nic
                    > nie zrozumiałeś! Piszesz o stereotypach zakorzenionych KULTUROWO

                    Bzdura. Kulturowo to jest zakorzeniona meska monogamia, uwazana
                    zreszta za jedno z wiekszych osiagniec KULTURY i CYWILIZACJI
                    Zachodu. Wlasnie dlatego, ze tak skutecznie ujarzmia meska nature i
                    biologie (jak widac po wypowiedzi Dziadka54 - nie u wszystkich,
                    oczywiscie ;)))
                    • zdanka1 Re: Dziadek, rozumiem, że żona też 27.09.08, 16:01
                      Po prostu taka forma najlepiej się sprawdziła dla przenoszenia
                      genów ludzkich. Po cholere komuś 5 kobiet, jesli będzie mógł
                      zapewnić pzrezycie tylko dzieciom jednej czyli tylko z ta jedną
                      przekaze swoje geny dalej?
                      Jesli będzie chciał zapewnic pzrezycie 5 kobietom i ich dzieciom
                      najprawdopodobniej nie przezyje zadne z dzieci, bo dla kazdego
                      jedzenia będzie za mało. Nic co kulturowe, nie spada z ksiezyca.
                      • nikodem_73 Re: Dziadek, rozumiem, że żona też 27.09.08, 19:28
                        I dlatego w islamie wielożeństwo jest zachwalane? Że niby jak - na pustyni
                        łatwiej wyżywić rodzinę?
                        • wilma.flintstone Re: Dziadek, rozumiem, że żona też 28.09.08, 15:34
                          nikodem_73 napisał:

                          > I dlatego w islamie wielożeństwo jest zachwalane? Że niby jak - na
                          >pustyni łatwiej wyżywić rodzinę?


                          To samo chcialam powiedziec. Widzialam kiedys dokument o
                          Afganistanie, chmary dzieciakow umierajacych z glodu i glowny
                          bohater filmu zwierzajacy sie dziennikarce, ze pamieta imiona i z
                          wygladu kojarzy w zasadzie tylko kilku najstarszych synow, tych
                          ktorzy pomagaja mu utrzymac rodzine. A poza tym to wie, ze ma ponad
                          trzydziescioro dzieci...

                          Ale na pewno w naszym konsumpcyjnym swiecie Zachodu przynajmniej po
                          czesci uklady monogamiczne sa wynikiem uwarunkowan ekonomicznych i
                          tego, ze zalezy nam na wygodnym zyciu, co nie jest mozliwe przy
                          posiadaniu rozlicznego potomstwa. Ale jest to tez na pewno zwiazane
                          z rola i waga opinii kobiety w naszej kulturze, ktora jest pod tym
                          wzgledem calkiem odmienna od tradycyjno-patriarchalnego podejscia.
                          Ze nie wspomne takiego drobiazgu jak chrzescijanstwo, bo zgodnie z
                          jego doktryna zone ma sie tylko jedna.
                          • zdanka1 To niezwykle proste , ale z innej strony. 28.09.08, 21:12

                            > > I dlatego w islamie wielożeństwo jest zachwalane? Że niby jak -
                            na
                            > >pustyni łatwiej wyżywić rodzinę?



                            Moze zastanówcie sie nad bardzo prosta sprawa- islam powstawał jako
                            ostatnia z wielkich religii , nie dla społeczeństwa osiadłego, ale
                            koczowniczego, które miało głownie - walczyć i podbijać. A zeby
                            walczyć i podbijac to tzreba mieć wojowników i to jak najszybcuiej,
                            jak najwiecej, a w tym celu najlepeij jak rodzi kilka, nie jedna.
                            Tyle tylko , z e to samo, co sprawdza sie dla podbojów, nie sprwdza
                            sie po ich zakonczeniu. To samo wielozenstwo i hatremy wykończyło
                            sułtanat całkowicie - wiele zon, to wielu pretendentów do tronu i
                            spadku, wiec wzjamne wyzynanie się i intrygi. Wiec jak widac -
                            wielozeństwo jako strategi nie sprawdziło się w ogóle , kiedy
                            zakończyły się podboje, a rozpoczelo ustabilizowan zycie i
                            państwo... Drugim taskim sladem deficytu kobiet, jako towaru jest
                            chocby raj islamu - zaprojektowany jak burdel dla męczenników, czyli
                            walczących męzczyzn.

                            Poza tym, Wielozeństwo w islamie nie jest zachwalane, ale jest
                            dopuszczalne i dopuszcza 4 zony. W rzeczywistosci na 4 zony moze
                            sobie pozwolić TYLKO i wyłacznie męzczyzna, który ma tak duzy
                            majątek, ze potrafi utrzymac te 4 zony wraz z potomstwem i to
                            róznież jest zapisane w Koranie. W rzeczywistosci na 4 zony moze
                            pozwolic sobie około 10% całej populacji. Ale o tym zdaje się
                            zapomina większosc powołujcych sie na islam, choc to niemal ten sam
                            werset.

                            Warto dodac, ze w tymze samym Koranie ejst tez zapis, ze zdrada
                            pozamałzeńska i cudzołóstwo jest karane smiercią przez
                            ukamieniowanie obojga. dopiero potem zaczeto kamieniowac tylko
                            kobiety.
                            • wilma.flintstone Re: To niezwykle proste , ale z innej strony. 28.09.08, 23:37

                              Jak wiec wytlumaczysz fakt posiadania kilku zon przez wspomnianego
                              przeze mnie mezczyzne z reportazu o Afganistanie? Ani on koczownik,
                              ani zamozny...Poza tym w wielu tradycyjnych, np. afrykanskich
                              plemionach mysliwych i zbieraczy, ktore ciagle sie przenosza z
                              miejsca na miejsce i takze potrzebuja nowych rak do zdobywania
                              pozywienia, calkiem czesto mezczyzni rezygnuja z posiadania wiecej
                              niz jednej zony. I oto nie tylko ze wzgledow ekonomicznych, ale
                              takze emocjonalnych, bo okazuje sie ze nawet kobiety ktorym od
                              dziecka wpajany jest model wielozenstwa wsrod mezczyzn, stwarzaja
                              potem w takich zwiazkach problemy.
                            • a.nancy Re: To niezwykle proste , ale z innej strony. 10.10.08, 09:42
                              > Moze zastanówcie sie nad bardzo prosta sprawa- islam powstawał jako
                              > ostatnia z wielkich religii , nie dla społeczeństwa osiadłego, ale
                              > koczowniczego

                              biorac pod uwage czas, jaki jest potrzebny, by wychowac wojownika, to argument
                              nietrafiony. populacja homo sapiens zaczela rosnac dopiero po przyjeciu
                              osiadlego trybu zycia. przemieszczanie sie w towarzystwie tlumu kobiet, z czego
                              wiekszosc ma powieszona na sobie piatke dzieciakow lub/i jest w ciazy, jest malo
                              praktyczne. poza tym ten tlum trzeba wykarmic, obronic...

                              w ogole nie mitologizujmy tego islamskiego wielozenstwa.
                              masz calkowita racje tutaj:
                              > Poza tym, Wielozeństwo w islamie nie jest zachwalane, ale jest
                              > dopuszczalne i dopuszcza 4 zony. W rzeczywistosci na 4 zony moze
                              > sobie pozwolić TYLKO i wyłacznie męzczyzna, który ma tak duzy
                              > majątek, ze potrafi utrzymac te 4 zony wraz z potomstwem i to
                              > róznież jest zapisane w Koranie. W rzeczywistosci na 4 zony moze
                              > pozwolic sobie około 10% całej populacji. Ale o tym zdaje się
                              > zapomina większosc powołujcych sie na islam, choc to niemal ten sam
                              > werset.
                • beznickowa01 Re: Dziadek, rozumiem, że żona też 29.09.08, 12:23
                  Masz racje.., zachecam do poczytania ksiązek Morrisa Desmonda takich
                  jak np:"Ludzkie zoo" , "Naga małpa" czy " Zwierze zwane
                  czlowiekiem" mozna wtedy wiele zrozumiec, inaczej spojrzec na
                  rzeczywistosc... nabrac zdrowego dystansu...
                • elielieli Re: Dziadek, rozumiem, że żona też 30.09.08, 18:43
                  a jak wytlumaczysz taka sytuacje, kiedy facet spotyka brzydka,
                  glupia i chamska babe i jest w niej zakochany po same uszy i broni
                  jej zaciekle przed wszystkim i wszystkimi?Zdarza sie!
              • aniorek Re: Dziadek, rozumiem, że żona też 26.09.08, 14:55
                Skoro seks jest tak malo istotny, to po co marnowac cenny czas na posuwanie
                sasiadki? ;)
                • dziadek_54 Re: Dziadek, rozumiem, że żona też 26.09.08, 15:11
                  A po co czlowiek pije jak i tak zawsze rano ma kaca?:)
                  rozumiem ,ze Twoje pytanie jest retoryczne i żartobliwe. :))
                  • fundrive Re: Dziadek, rozumiem, że żona też 28.09.08, 14:09
                    > rozumiem ,ze Twoje pytanie jest retoryczne i żartobliwe. :))
                    Wg mnie nie.
                    Być może to kwestia semantyki ale sformułowanie "seks jest mało istotny" to jednak podstawowa niekonsekwencja twojego światopoglądu.
                    Jeśli bowiem seks jest wg. Ciebie tak mało istotny to co za problem zrezygnować ze skoków w bok jeśli partnerce tak na tym zależy?
                    Tezy: "Seks nie jest jedyną wartością w życiu" i "Seks nie jest istotny w życiu" to nie są stwierdzenia tożsame. Wręcz przeciwnie. Dzieli je kolosalna przepaść.

            • polski_kibol Re: Dziadek, rozumiem, że żona też 26.09.08, 16:17
              To o czym tu piszesz, to powody dla których 90% polskich lesbijek zostało
              lesbijkami - czyli brak atrakcyjności (przede wszystkim fizycznej) dla mężczyzn.
              • pe1 Re: Dziadek, rozumiem, że żona też 26.09.08, 16:51
                lesbijką nie można "zostać", czy się tego chce czy przez przypadek, tak samo jak
                nie można "zostać" leworęcznym
              • leszlong Re: Dziadek, rozumiem, że żona też 26.09.08, 16:53
                @polksi_kibol: Kolejny geniusz, który uważa, że lesbijki są brzydkimi kobietami.
                A może to faceci byli za brzydcy dla tych lesbijek albo za mało męscy??
                • polski_kibol Re: Dziadek, rozumiem, że żona też 26.09.08, 19:08
                  1. Nie przekręcaj mojego nicka, zwłaszcza że ma on w w sobie nazwę kraju w
                  którym się urodziłaś (co pewnie jest dla Ciebie zakałą)
                  2. Wspomniany przeze mnie procent lezb właśnie tak wygląda, a że twierdzisz że
                  część z nich poszło w ramiona innych kobiet bo mężczyźni byli za mało męscy, to
                  tylko potwierdza moje słowa :D
                  • ranika2 Re: Dziadek, rozumiem, że żona też 30.09.08, 17:58
                    Koleżanka najwyraźniej popełniła zbrodnię literówki, nie trzeba być
                    aż tak wrażliwym na tego typu pomyłki, a skoro już się jest, to
                    przyzwoitość nakazuje unikania hipokryzji, co w Twoim chłopcze
                    wypadku oznacza sprawdzenie poprawności ortograficznej swojej
                    wypowiedzi. Podpowiem, żebyś mógł uniknąć wysiłku intelektualnego-
                    zgrubienie od słowa "lesbijka", to po prostu "lesba", nie
                    żadna "lezba". Oczywiście czepiam się szczegółów, ale wybaczysz, mam
                    nadzieję, moją nadgorliwość. A teraz spróbuj się skupić i uważnie
                    przeczytaj to, co napiszę. Autorka tematu swobodnie dywaguje o
                    orientacji seksualnej, ale jest świadoma tego, że lesbijką nie
                    zostanie. Bo albo już nią jest, albo nigdy nią nie była. Jej uroda,
                    czy też uroda mężczyzn, z którymi obcuje nie ma tu nic do rzeczy.
                    Jeśli nadal nie rozumiesz, to spróbuj wyobrazić sobie siebie samego
                    na wyspie pełnej brzydkich, czy też odrzucających Cię w inny sposób
                    kobiet, na której przebywa oprócz Ciebie jeszcze jeden atrakcyjny
                    mężczyzna. "Zostaniesz" gejem?
          • fundrive Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 14:33
            > Ja sie nie chwale, zdradami, ja tylko doradzam inne rozłozenie
            > akcentow i priorytetow w zwiazku . Dla mnie zwiazek oparty na seksie
            > i wiernosci łóżkowej jest smieszny by nie powiedzie "pierwotny".
            > Własnie przez przeszacowywanie waznosci seksu dochodzi do wielu
            > niepotrzebnych , a bardzo bolesnych , rozstan. Sugeruje kobietom ,
            > ze wiedza o zyciu seksualnym męża nie jest w ich intersie . Tylko
            > tyle.

            No, no.
            Nieczęsto spotykam osobę, która ma odwagę napisać to co Ty napisałeś.
            Kilka razy w towarzystwie próbowałem forsować tezę podobną do Twojej i spotykałem się z reakcjami typu pukanie w czoło oraz święte oburzenie.
            I to czasem w wykonaniu osób (obojga płci), które same miały to i owo na sumieniu.
            Nie mogę powiedzieć, że seks jest mało ważnym elementem życia bo uważam, ze jest bardzo ważnym (przynajmniej dla mnie) ale uważam, ze dosyć niemądre jest ustawianie przez kobietę (ew. mężczyznę) wierności fizycznej jako podstawowego kryterium udanego związku.

            Oczywiście każdy ma do tego prawo.
            Tylko czy warto.
            • jajofka owszem 26.09.08, 14:38
              ta teoria ma sens i ja też chętnie podpisałabym się pod tym nogami i
              rękami, z jednym tylko wyjątkiem, nie wyobrażam sobie walki z hiv,
              kiłą, rzeżączką, rakiem macicy w wyniku hpv, wszami łonowymi etc,
              które mój małżonek (bądź ja) złapalibyśmy przy okazji swobodnego
              korzystania z życia i uprawiania seksu na boku "bo nie on jest
              najważniejszy w związku". dzięki temu, że ja jestem wierna i mój mąż
              mnie też (taką mam nadzieję), mogę mieć prawie pewność, że
              przynajmniej takie kłopoty będą mi w życiu oszczędzone.
              • dziadek_54 Re: owszem 26.09.08, 14:51
                no wiesz, to juz jest tylko kwestia zaufania do partnera.
                Ufania mu ,ze bedzie postepowal rozsadnie, zachowywał sie
                odpowiedzialnie. To nie jest taki znowu trudne.
                Ja nie mowie o lataniu z ptakiem w reku po pigalaku .
                Zreszta o seksie nie lubie i nie umiem rozmawiac.
                To sie robi , o tym sie nie gada.
              • basia172 Re: owszem 27.09.08, 14:08
                jajofka napisała:
                "nie wyobrażam sobie walki z hiv,
                > kiłą, rzeżączką, rakiem macicy w wyniku hpv, wszami łonowymi etc,
                > które mój małżonek (bądź ja) złapalibyśmy przy okazji swobodnego
                > korzystania z życia i uprawiania seksu na boku "

                Ja oprócz STDs do tego spisu niedobrych stron wolnych związków dodałabym, ze o
                ile facet faktycznie moze myśleć że posuwa sąsiadkę mimochodem i dla nikogo nie
                ma to większego znaczenia, to rzeczona sąsiadka moze jednakowoż widziec to
                inaczej (patrz: Fatalne zauroczenie, a sprawa jeszcze bardziej się skomplikuje
                gdy facet posuwając sąsiadkę spłodzi dziecko.
            • dziadek_54 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 14:46
              fundrive napisał:
              > No, no.
              > Nieczęsto spotykam osobę, która ma odwagę napisać to co Ty
              napisałeś.

              Zawsze mowie to co mysle, chociaz niejednokrotnie mi za to doope
              skopano.


              > Kilka razy w towarzystwie próbowałem forsować tezę podobną do
              Twojej i spotykał
              > em się z reakcjami typu pukanie w czoło oraz święte oburzenie.
              > I to czasem w wykonaniu osób (obojga płci), które same miały to i
              owo na sumien
              > iu.

              To po prostu nieznajomiosc hidtorii tylko. To co ja pisze jest
              klasycznym opisem małzenstwa ! Zanim zaczęło byc "związkiem".


              > Nie mogę powiedzieć, że seks jest mało ważnym elementem życia bo
              uważam, ze jes
              > t bardzo ważnym (przynajmniej dla mnie) ale uważam, ze dosyć
              niemądre jest usta
              > wianie przez kobietę (ew. mężczyznę) wierności fizycznej jako
              podstawowego kryt
              > erium udanego związku.

              Kazdy "waży" seks tak jak mu pasuje. chodzi o to by go "wazyc" w
              zwiazku a nie demonizowac. Ja go "wywazyłem" swoja miara ,Ty swoja.
              Sex jest jednym z powiedzmy 20 składnikow ktore decyduja o jakosci
              małzenstwa. Nie nalezy go lekcewazyc ,ale nie mozna tez przeceniiac.
              >
              > Oczywiście każdy ma do tego prawo.
              > Tylko czy warto.

              Dokladnie o to wlasnie chodzi!
              Zeby nie poddawac sie stereotypowi "zdrada" -rozwod.
              To jest, a przynajmniej powinno byc, zdecydowanie bardziej złozone.
              • fundrive Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 15:07
                > Dokladnie o to wlasnie chodzi!
                > Zeby nie poddawac sie stereotypowi "zdrada" -rozwod.
                > To jest, a przynajmniej powinno byc, zdecydowanie bardziej złozone.
                Wydaje mi się, że w tej kwestii istnieje pewien stereotyp kulturowy. Presja i wpojone przekonanie, że tak trzeba się zachowac: zdrada = walizki za drzwi.
                Taki schemat postępowania widzę na okrągło. Ostatnio żona wyciągnęła mnie na "Seks w wielkim mieście"
                Tam też jest taki motyw.
                Facet zdradza - ona nie chce go widzieć.
                Mógłbym oczywiście podać kilka innych podobnych przykładów promowania takiej postawy w literaturze, kinie itp.
                Zawsze mnie to uderza kiedy się z czymś takim spotykam bo nie mieści mi się w głowie że ktoś potrafi tak po prostu z dnia na dzień przekreślić cały związek z powodu zdrady.

                Mam przy tym taka hipotezę (nie kazdy bynajmniej musi się z nią zgodzić):
                Wiele kobiet przywiązuje taką wagę do wierności fizycznej dlatego, że to dla nich bardzo łatwe. One same nie mają problemu z wiernością więc to bardzo wygodne ustanowić ją podstawowym kryterium udanego związku. Nic ich to bowiem nie kosztuje. Dopóki same nie mają takich potrzeb.
                • 1.xxx12345 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 15:21
                  fundrive napisał:

                  > Mam przy tym taka hipotezę (nie kazdy bynajmniej musi się z nią zgodzić):
                  > Wiele kobiet przywiązuje taką wagę do wierności fizycznej dlatego, że to dla ni
                  > ch bardzo łatwe. One same nie mają problemu z wiernością więc to bardzo wygodne
                  > ustanowić ją podstawowym kryterium udanego związku. Nic ich to bowiem nie kosz
                  > tuje. Dopóki same nie mają takich potrzeb.


                  bardzo trafne!!
                  • nikodem_73 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 17:04
                    Wiesz co? Nie możesz być kobietą ;)
                • permanentne_7_niebo Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 28.09.08, 11:51
                  fundrive napisał:

                  > Wiele kobiet przywiązuje taką wagę do wierności fizycznej dlatego,
                  że to dla ni
                  > ch bardzo łatwe. One same nie mają problemu z wiernością więc to
                  bardzo wygodne
                  > ustanowić ją podstawowym kryterium udanego związku. Nic ich to
                  bowiem nie kosz
                  > tuje. Dopóki same nie mają takich potrzeb.


                  ?
                • wilma.flintstone Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 28.09.08, 16:22
                  fundrive napisał:

                  > Wydaje mi się, że w tej kwestii istnieje pewien stereotyp
                  >kulturowy. Presja i wpojone przekonanie, że tak trzeba się
                  >zachowac: zdrada = walizki za drzwi. Taki schemat postępowania
                  >widzę na okrągło. Ostatnio żona wyciągnęła mnie na "Seks w wielkim
                  >mieście". Tam też jest taki motyw. Facet zdradza - ona nie chce go
                  >widzieć. Mógłbym oczywiście podać kilka innych podobnych przykładów
                  >promowania takiej postawy w literaturze, kinie itp.



                  A nie przyszlo Ci do glowy, ze to wszystko dlatego, ze zdradzona
                  osobe to po prostu boli zbyt mocno, zeby z tym zyc? Uwazasz, ze
                  gdyby nagle w filmie i literaturze zaczeto promowac zdrade, to cale
                  tabuny kobiet po prostu by sie godzily na bycie zdradzanymi, bo to
                  takie "trendi"? Wybacz, ale caly Twoj wywod, to odwolywanie sie do
                  kultury masowej i stereotypow zdaja sie sluzyc jedynie za
                  usprawiedliwienie dla zupelnego pominiecia uczuc drugiego czlowieka.
                  Jego dobra. A prawda jest taka, Panowie, ze seks (pomijajac
                  masturbacje) nie moze byc kompletnie wolny - uprawiamy go z druga
                  osoba ludzka, a zdradzajac, przeciwko drugiej osobie ludzkiej. I to
                  powinno byc dla nas najwazniejsze. Kogos sie uszczesliwia, a kogos
                  krzywdzi, wszystko ma swoje konsekwencje w realnym zyciu, bo nigdy
                  nie mozna byc pewnym ze druga osoba ma dokladnie te same odczucia
                  jakie mamy my.

                  Zgadzam sie, sex to nie musi byc zawsze uduchowiony i wzniosly akt,
                  ale jest on jednoczesnie najbardziej intymna forma kontaktu z drugim
                  czlowiekiem. I dlatego traktowanie go, jak to ktorys z Panow byl
                  laskaw ujac, na rowni z podaniem reki, jest mentalnym i emocjonalnym
                  przedszkolem. Bo mozna bzykac wszystko co sie rusza. Pod warunkiem,
                  ze sie pamieta, ze te co noc inne zrodla rozkoszy sa czesciami
                  calkiem konkretnych, realnych osob. I jesli sie o tym pomysli, to
                  sprawy przestaja byc tak proste jak Wam sie tutaj roi. No tyle, ze
                  do tego trzeba jeszcze aktywowac i wprawic w ruch neurony, a miedzy
                  wierszami niektorych wypowiedzi czytam, ze niektorzy aktywowac sa w
                  stanie co najwyzej nerwy rdzenia kregowego....
                  • fundrive Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 28.09.08, 17:53
                    > A nie przyszlo Ci do glowy, ze to wszystko dlatego, ze zdradzona
                    > osobe to po prostu boli zbyt mocno, zeby z tym zyc?
                    Ależ ona (ta zdradzona kobieta) nadal z tym żyje.
                    Tyle, ze bez tego mężczyzny.
                    Bez kogoś kogo przez ileś lat kochała, kto ją wspierał, śmiał się z nią, żartował, snuł plany, w niejednym przypadku był dobrym ojcem itp.
                    I nagle z dnia na dzień to nic nie znaczy.
                    > Uwazasz, ze
                    > gdyby nagle w filmie i literaturze zaczeto promowac zdrade, to cale
                    > tabuny kobiet po prostu by sie godzily na bycie zdradzanymi, bo to
                    > takie "trendi"?
                    Nie.
                    Uważam, ze przeważnie temat przedstawiany jest w kulturze stereotypowo i w uproszczony sposób.
                    Kobiety (te realne, nie w filmach) mają gotowe scenariusze postępowania: "Gdyby mnie mój zdradził to bym go za drzwi wyrzuciła itp"
                    I czasem dochodzi do zdrady.
                    I w wielu przypadkach okazuje się, że filmu, książki i babskie rady dobrych przyjaciółek nie załatwiają sprawy.
                    Bo ona (ta zdradzona) wcale nie uważa, ze jak pogoni faceta na cztery wiatry to będzie jej lepiej.
                    Ostatnio miałem taki przypadek w swoim otoczeniu. I okazało się, że życie jest dużo bardziej skomplikowane niż filmy.

                    Nie pisze tego co piszę żeby usprawiedliwić męskie instynkty. Nawet jeśli niektóre z nich sobie samemu także przypisuję.
                    Piszę o nie pojmuje natury kobiecej (wiem, wiem, nie ja jedyny:-)
                    Sam dawno temu zostałem zdradzony i ból jaki odczuwałem w niczym nie powodował, ze gotów byłem z dnia na dzień zrezygnować z tej kobiety.
                    Nawet gdybym chciał.

                    I dlatego tak niepojęte dla mnie jest, że można z dnia na dzień przestać tęsknić, kochać itp.
                    Ewentualnie, że można nadal tęsknić, kochać, pragnąć ale a jednocześnie nie odbierać telefonów, unikać spotkań.
                    To mi się kojarzy z wyrachowaniem.
                    • wilma.flintstone Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 28.09.08, 19:21
                      fundrive napisał:

                      > Ależ ona (ta zdradzona kobieta) nadal z tym żyje.
                      > Tyle, ze bez tego mężczyzny.


                      Milosc to nie jest proste rownanie pt: "kocham, czyli zniose
                      wszystko". Przeciwnie, ta sama krzywda czy przykrosc wyrzadzona
                      przez osobe kochana i przez kogos, dla kogo nie mamy zadnych uczuc,
                      smakuja zupelnie inaczej. I nawet jesli kochajac jestesmy sklonni
                      wybaczyc wiecej niz zwykle, to sa granice tego co czlowiek po prostu
                      DA RADE wybaczyc. A czasami sie po prostu nie da, nawet jesli sie
                      kocha.

                      Na nieszczescie dla tej dyskusji, a na szczescie dla mnie, jako
                      kobiety, nigdy nie zostalam zdradzona (lub tez, co pewnie bardziej
                      prawdopodobne, zostalam, ale na tyle sprytnie, ze o tym nie wiem;)))
                      Ale zostawil mnie kiedys mezczzyna, ktorego bardzo kochalam.
                      Odszedl, bo mielismy konflikty i on, prawdziwie po mesku, uznal ze
                      najlepszym rozwiazaniem bedzie sie ewakuowac. I mimo, ze po paru
                      tygodniach wrocil na kolanach, to juz nam nigdy nie wyszlo. Mimo ze
                      ja tego chcialam, bo, masz racje, nie przestaje sie kochac i nie
                      przekresla sie zwiazku w pare dni czy tygodni. Ale nie wyszlo, ten
                      temat wracal jak bumerang, ja po prostu nie umialam z tym zyc. I
                      owszem, tu tez masz racje, ja z tym nadal zyje, tak samo jak z
                      faktem, ze pare lat temu zlamalam reke. Tyle tylko, ze ja z tym zyje
                      bedac zona innego mezczyzny i traktujac tamtego jako kogos kogo
                      kiedys znalam, kto mnie zranil, a teraz jest juz takim samym
                      wspomnieniem jak tamta zlamana reka. Pamietam, ze bolalo, ale teraz
                      to juz przeszlosc. Tymczasem zycie z osoba, ktora nas zdradzila, to
                      zawsze w jakims sensie kontynuacja bolesnego doswiadczenia, mniej
                      wiecej jak zle zrosnieta kosc...Niektorym sie to udaje (moze robia
                      wszytsko druga reka?;)))), a innym - nie. Rozni sa ludzie na tym
                      swiecie.


                      > Bo ona (ta zdradzona) wcale nie uważa, ze jak pogoni faceta na
                      cztery wiatry to
                      > będzie jej lepiej.
                      > Ostatnio miałem taki przypadek w swoim otoczeniu. I okazało się,
                      że życie jest
                      > dużo bardziej skomplikowane niż filmy.


                      Zgadza sie, dlatego tez wiele par decyduje sie zostac razem i
                      kontunuowac zwiazek po zdradzie. Tyle, ze to juz nie jest ten sam
                      zwiazek. I nie kazdemu to musi odpowiadac, bo jesli ja sie zakochuje
                      w Iksinskim, takim jaki jest, i potem sie okazuje, ze on jednak jest
                      zupelnie inny, to Iksinski moze mi sie przestac podobac, czyz nie?
                      Bo jesli mi sie wydaje, ze spotkalam ksiecia, po czym sie okazuje ze
                      ksiaze ma maniery wlasnego lokaja, to ja sie wrecz moge rozczarowac,
                      czy mi sie wydaje? I z tym sie by wypadalo liczyc, jesli sie kogos
                      zdradza.


                      > Nie pisze tego co piszę żeby usprawiedliwić męskie instynkty.
                      >Nawet jeśli niektóre z nich sobie samemu także przypisuję.
                      > Piszę o nie pojmuje natury kobiecej (wiem, wiem, nie ja jedyny:-)

                      I tutaj tkwi sedno sprawy. Wiem, ze nie rozumiesz, bo inaczej nie
                      pisalbys ze dziwi Cie ze kobieta wymaga wiernosci od mezczyzny, bo
                      jej to latwiej przychodzi. To sprawa duzo bardziej zlozona i
                      dyskusja na wiele godzin. Nie trzeba jednak tej odmiennoscu kobiety
                      rozumiec. Wystarczy ja uszanowac i wszystko bedzie cacy.


                      > Sam dawno temu zostałem zdradzony i ból jaki odczuwałem w niczym
                      >nie powodował,ze gotów byłem z dnia na dzień zrezygnować z tej
                      >kobiety.

                      Przykro mi i zycze Ci wytrwalosci i sily. Pozdro.
                      • fundrive Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 28.09.08, 20:10
                        > Milosc to nie jest proste rownanie pt: "kocham, czyli zniose
                        > wszystko.
                        Ja też nie twierdzę, że potrafię wybaczyć wszystko.
                        Ale do pomiędzy wybaczeniem wszystkiego a odwracaniem się na pięcie z dnia na
                        dzień jest jeszcze wiele pośrednich postaw.

                        > Bo jesli mi sie wydaje, ze spotkalam ksiecia, po czym sie okazuje > ze ksiaze
                        ma maniery wlasnego lokaja, to ja sie wrecz moge
                        > rozczarowac, czy mi sie wydaje?
                        Ty się możesz rozczarować czym zechcesz bo sama określasz kryteria doboru partnera.
                        Tylko nie określaj ich zbyt wąsko bo znacznie zawężasz grono potencjalnych
                        kandydatów.

                        > I tutaj tkwi sedno sprawy. Wiem, ze nie rozumiesz, bo inaczej nie
                        > pisalbys ze dziwi Cie ze kobieta wymaga wiernosci od mezczyzny, bo
                        > jej to latwiej przychodzi.
                        To była hipoteza. I jestem otwarty na polemikę w tej kwestii.
                        A nie pisałbym, że postawa kobiet jest taka a nie inna gdyby nie doświadczenie
                        życiowe (moje osobiste jak również ludzi z bliższego bądź dalszego otoczenia).
                        Gdybym nie obserwował ewolucji postaw od pryncypialnych dam do notorycznych
                        przyprawiaczek rogów. Gdybym nie spotkał pamiętał jak znajoma która przed laty
                        nie pozwoliła się dotknąć dziś sugeruje mi niedwuznacznie że chętnie zdradziłaby
                        ze mną swego męża. Gdybym nie znał kobiet, które kiedyś deklarowały, że cnotę
                        stracą tylko z "tym jedynym" co im się zresztą poniekąd udawało tylko, ze po
                        kilku latach zaczynają nabierac ochoty by sprawdzić "jak to jest z innym facetem
                        niz mój mąż".
                        A skończywszy na kobietach, które narzucają swoim partnerom wysokie wymagania w
                        tej kwestii po to by je po jakimś czasie samemu łamać.

                        Wyczuwam w Twoim tonie lekką nutę protekcjonalizmu. Sugeruję powstrzymanie się
                        od niej bo choć nie jestem "dziadkiem" to zapewniam Cię, ze przeżyłem w życiu
                        trochę więcej niż się możesz spodziewać.
                        I nie chodzi o to, żebym zjadł wszystkie rozumy. Oj zdecydowanie nie.
                        Raczej chodzi o to, że życie bardzo często brutalnie weryfikowało poglądy tych,
                        którzy nie chcieli choćby w jednej setnej zgodzić się z moim spojrzeniem na
                        rzeczywistość.

                        > Przykro mi i zycze Ci wytrwalosci i sily. Pozdro.
                        Napisałem, że zostałem zdradzony DAWNO
                        Teraz to przeszłość praktycznie bez bezpośredniego wpływu na moje życie.
                        • wilma.flintstone Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 28.09.08, 22:15
                          fundrive napisał:

                          > Ale do pomiędzy wybaczeniem wszystkiego a odwracaniem się na
                          pięcie z dnia na
                          > dzień jest jeszcze wiele pośrednich postaw.

                          Nigdy nie powiedzialam niczego innego. Niekoniecznie trzeba konczyc
                          zwiazek z dnia na dzien, ale mozna probowac go ratowac i nie dac
                          rady. Co powinni miec na uwadze wszyscy zdradzajacy, miast wymagac
                          od partnera zeby odczuwal i reagowal tak jak im wygodnie.

                          > Ty się możesz rozczarować czym zechcesz bo sama określasz kryteria
                          doboru partnera.

                          Byc moze zabrzmi to PROTEKCJONALNIE, ale dokladnie takiej odpowiedzi
                          sie spodziewalam. Masz racje, Iksinski rozczarowac mnie moze takze
                          faktem, ze uwaza Matejke za najwybitniejszego polskiego malarza,
                          albo ze woli Taniec z Gwiazdami od filmu Bergmana, czy golonke od
                          muli w bialym winie. Tyle tylko, ze te wszystkie rzeczy nie sa u
                          Iksinskiego sprawa wolnego wyboru. A to czy mi przyprawi rogi czy
                          nie – jak najbardziej.


                          > To była hipoteza. I jestem otwarty na polemikę w tej kwestii. A
                          nie pisałbym, że postawa >kobiet jest taka a nie inna gdyby nie
                          doświadczenie życiowe (moje osobiste jak również >ludzi z bliższego
                          bądź dalszego otoczenia).Gdybym nie obserwował ewolucji postaw od
                          >pryncypialnych dam do notorycznych przyprawiaczek rogów. Gdybym nie
                          spotkał pamiętał >jak znajoma która przed laty nie pozwoliła się
                          dotknąć dziś sugeruje mi niedwuznacznie że >chętnie zdradziłaby ze
                          mną swego męża. Gdybym nie znał kobiet, które kiedyś deklarowały,
                          >że cnotę stracą tylko z "tym jedynym" co im się zresztą poniekąd
                          udawało tylko, ze po
                          > kilku latach zaczynają nabierac ochoty by sprawdzić "jak to jest z
                          innym facetem

                          Nikt nie twierdzi, ze kobiety nie zdradzaja. W epoce pigulki
                          antykoncepcyjnej, kiedy zdrada nie niesie za soba ryzyka
                          niepozadenej ciazy, na pewno jest to latwiejsze niz kiedykowliek
                          przedtem. Jednak biologii nie da sie oszukac, bo to mezczyzna jest
                          zaprogramowany na rozsiewanie genow, nie kobieta. Przez to wlasnie
                          mezczyznie zalezy na roznorodnosci i na coraz to mlodszych (czytaj:
                          zdrowszych i bardziej plodnych) partnerkach. I w tym sensie masz
                          racje, kobiecie jest latwiej powstrzymac sie od seksu i wyniki
                          przeroznych badan bezlitosnie te teze potwierdzaja: to mezczyzni
                          latwiej i szybciej decyduja sie na przygody na boku, a poza tym
                          czesciej niz kobiety ich szukaja. Faktem jest tez, ze dla kobiety
                          stabilny i trwaly zwiazek jest bardziej korzystny niz spolkowanie z
                          wieloma partnerami, ktore niesie w sobie ryzyko zostania na lodzie,
                          byc moze z nie wiadomo czyim potomstwem. I o potomstwo sie chyba
                          wszystko robija, bo wymaganie wiernosci od mezczyzny nie jest
                          kwestia jakis tam babskich kalkulacji czy wygodnictwa, ale
                          (pomijajac uwarunkowania emocjonalne), takze proba rozlozenia
                          odpowiedzialnosci za przyszle potomstwo na oboje partnerow. Bo nawet
                          w epoce antykoncepcji to jednak my wiecej w zwiazek inwestujemy i
                          wiecej ryzykujemy (starzejemy sie szybciej i gorzej niz mezczyzni),
                          wiec jasne jest ze ewentualna zdrada, zawsze zwiazana z potencjalnym
                          odejsciem partnera (a nuz sie w tej drugiej zakocha?) od nas i
                          naszych wspolnych dzuieci, to dla nas jest wizja bardziej
                          przerazajaca.


                          > Wyczuwam w Twoim tonie lekką nutę protekcjonalizmu.

                          Nieslusznie. No chyba, ze za protekcjonalizm uwazasz stawanie w
                          obronie wlasnych pogladow. Tyle tylko, ze w takim razie i Tobie
                          protekcjonalizmu odmowic nie mozna.

                          > Napisałem, że zostałem zdradzony DAWNO
                          > Teraz to przeszłość praktycznie bez bezpośredniego wpływu na moje
                          życie.

                          Przepraszam, ale nie doczytalam tego „dawno”. Mea culpa.
                          • fundrive Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 29.09.08, 17:15
                            > Byc moze zabrzmi to PROTEKCJONALNIE, ale dokladnie takiej odpowiedzi
                            > sie spodziewalam. Masz racje, Iksinski rozczarowac mnie moze takze
                            > faktem, ze uwaza Matejke za najwybitniejszego polskiego malarza,
                            > albo ze woli Taniec z Gwiazdami od filmu Bergmana, czy golonke od
                            > muli w bialym winie. Tyle tylko, ze te wszystkie rzeczy nie sa u
                            > Iksinskiego sprawa wolnego wyboru. A to czy mi przyprawi rogi czy
                            > nie – jak najbardziej.

                            No, nad gustem i smakiem można też pracować i go rozwijać :-)
                            A tak poważnie:
                            Zakładam, że interesuje cię tylko sam fakt czy Twój wybrany dokonał aktu zdrady czy też go nie dokonał.
                            Fakt, że on śni i marzy o seksie z inną kobietą, że miałby na to ochotę i że ta ochota jest bardzo silna zupełnie Ci nie przeszkadza.
                            Nie ma dla Ciebie też specjalnego znaczenia iż Twój mężczyzna nie zdradził Cię tylko dlatego, że nie miał okazji.
                            Najważniejsze, ze do samego aktu nie doszło.
                            Czy mam rację?
                            A może się mylę?
                            Może Ty szukasz mężczyzny, który będąc z Tobą nie pożądałby innych kobiet?

                            > I w tym sensie masz
                            > racje, kobiecie jest latwiej powstrzymac sie od seksu
                            I mniej więcej o to mi chodziło.

                            > to mezczyzni
                            > latwiej i szybciej decyduja sie na przygody na boku, a poza tym
                            > czesciej niz kobiety ich szukaja
                            I to jest podstawowa róznica.
                            Bo sama zdrada w wykonaniu kobiet nie może być zjawiskiem znacznie rzadszym niż zdrada męska. No bo z kim by Ci mężczyźni zdradzali?

                            Tak, tak, Wiem, wiem - Z młodszymi, wolnymi partnerkami.
                            Ale to by oznaczało, że ŚREDNIO , statystycznie kobiety przed ślubem mają większą ilość partnerów niż mężczyźni.
                            Natomiast faktem jest: to męzczyźni przeważnie przejawiają inicjatywę w kierunku skoku w bok. Natomiast kobiety raczej czekają aż okazja do zdrady sama przyjdzie. Ale sam akt zdrady ma miejsce mnie więcej tak samo często u obu płci. To po prostu logika.

                            Ponadto o ile wielu zdradzających facetów potrafi przyznać się przynajmniej przed samym sobą, że chodzi im przede wszystkim o seks o tyle zdradzające kobiety zazwyczaj potrafią sobie dorobić do swej zdrady skomplikowaną ideologię. One nigdy nie są winne.
                            Słucham po raz n-ty zwierzeń kolejnej kobiety, która za cholerę nie chce się przyznać do tego że po prostu miała ochotę na odmianę. Kolejna kobieta jest głęboko przekonana, że jej przypadek jest wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju. A ja słyszę podobną opowieść 5-ty, 6-ty czy 7-my raz. I czasem śmiać mi się chce.


                            • wilma.flintstone Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 29.09.08, 20:39
                              fundrive napisał:

                              > Zakładam, że interesuje cię tylko sam fakt czy Twój wybrany
                              dokonał aktu zdrady czy też go nie dokonał.
                              > Fakt, że on śni i marzy o seksie z inną kobietą, że miałby na to
                              >ochotę i że ta ochota jest bardzo silna zupełnie Ci nie
                              >przeszkadza. Nie ma dla Ciebie też specjalnego znaczenia iż Twój
                              >mężczyzna nie zdradził Cię tylko dlatego, że nie miał okazji.
                              > Najważniejsze, ze do samego aktu nie doszło.
                              > Czy mam rację? A może się mylę?
                              > Może Ty szukasz mężczyzny, który będąc z Tobą nie pożądałby innych
                              kobiet?


                              A skad to poczatkowe zalozenie? To o czym piszesz to zdrada
                              psychiczna, bo myslenie i marzenie o innej kobiecie lub wiernosc
                              tylko dlatego, ze zadna inna go nie chciala, to tez niespecjalnie
                              fair wobec mnie, prawda? Aczkolwiek, z drugiej strony, nie mam
                              dostepu do mysli i marzen mojego faceta i jak dlugo o tym wszystkim
                              nie wiem, bo nie przelozylo sie to na konsekwencje w realnym
                              swiecie, to w pewnym sensie jest to OK (pomijam juz fakt, ze pewne
                              sytuacje sa od nas niezalezne, bo mnie sie raz snilo ze mialam
                              romans z Ziobra!!!! :D). I tutaj w sumie zgadzam sie z Dziadkiem,
                              ze zbyt duza wiedza o zyciu seksualnym naszych partnerow nie lezy w
                              naszym interesie. Bo nie lezy, poniewaz w zasadzie tak naprawde nie
                              jest dla nas najgorsze to, ze nasz partner szczytowal szesnascie
                              razy w ciagu nocy z kims innym, ale bol ktory nam ten fakt sprawia.
                              I jesli pytasz jakiego partnera szukam to odpowiem tylko, ze takiego
                              ktory kocha mnie na tyle zeby mi tego bolu oszczedzic, nawet jesli
                              na widok dluzszych nog na ulicy wlezie z wrazenia na slup
                              telegraficzny i pomysli: "no z taka to by czlowiek zahulal!" (cytat
                              z mojego ojca ;)))). Uwazasz, ze tacy mezczyzni nie istnieja? Bo ja
                              mysle, ze jest ich bardzo wielu.


                              > Tak, tak, Wiem, wiem - Z młodszymi, wolnymi partnerkami.
                              > Ale to by oznaczało, że ŚREDNIO , statystycznie kobiety przed
                              >ślubem mają większą ilość partnerów niż mężczyźni.

                              Statystycznie, to jak wychodzisz z psem na spacer, to kazde z Was
                              ma po trzy nogi ;)

                              > Ponadto o ile wielu zdradzających facetów potrafi przyznać się
                              >przynajmniej przed samym sobą, że chodzi im przede wszystkim o seks
                              >o tyle zdradzające kobiety zazwyczaj potrafią sobie dorobić do swej
                              >zdrady skomplikowaną ideologię. One nigdy nie są winne.Słucham po
                              >raz n-ty zwierzeń kolejnej kobiety, która za cholerę nie chce się pr
                              > zyznać do tego że po prostu miała ochotę na odmianę.

                              Owszem, tyle ze dla kobiety ta odmiana to naprawde nie tylko
                              kwestia, przepraszam za dosadnosc, innego f***a. To naprawde musi
                              byc juz tak, ze przez lata mu wpajala, ze Sasnal a nie Matejko i
                              ze "Fanny i Alexander" miast braci Mroczkow i Kasi Cichopek, a on
                              dalej swoje...:D Jednym slowem - nasze zdrady najczesciej nosza
                              chociaz znamiona problemow, niedopasowania czy frustracji. A meskie,
                              niestety, czesto wiaza sie z faktem ze zona juz nie tak "waska" po
                              trzech porodach...I gdyby Twoja teoria o potrzebie odmiany u kobiet
                              byla prawdziwa, to kobiecy promiskuityzm bylby w porownaniu zmeskim
                              jak Himalaje przy Gorach Swietokrzyskich. No w koncu kobieta nie z
                              kazdym i nie zawsze przezywa orgazm (podobno ma z tym problem ponad
                              80 proc. z nas). Czy wiec nie warto by bylo spolkowac na potege,
                              zeby to w koncu przezyc? A jednak nie warto, bo dla nas (i tu
                              zatoczylismy kolko do biologii, raz jeszcze) orgazm moze byc
                              bardziej brzemienny (sic!) w konsekwencje. I nawet jesli pigulka
                              oszuka owulacje, to nie ludzka nature. Dlatego nie uwierze, ze zdrad
                              kobiecych jest co najmniej tyle co meskich.
                              • fundrive Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 30.09.08, 15:08
                                > A skad to poczatkowe zalozenie?
                                A stąd, że spodziewałem się takiej reakcji i liczyłem na nią, więc zasugerowałem
                                coś odwrtnego :-)
                                > I jesli pytasz jakiego partnera szukam to odpowiem tylko, ze takiego
                                > ktory kocha mnie na tyle żeby mi tego bolu oszczedzic,
                                Ten ból zależy od niego - to oczywiste, ale zależy też od Ciebie. Bo nastawienie
                                do pewnych spraw można zmieniać. Oczywiście nie z dnia na dzień, ale na pewno
                                nie jest to poza zasięgiem ludzkich możliwości.
                                Trzeba tylko chcieć oderwać się od założenia, ze niektóre normy i zasady muszą
                                być przyjmowane takimi jakimi przyjmuje je większosć ludzi i że najlepsza jest
                                pierwsza emocjonalna reakcja.

                                > Uwazasz, ze tacy mezczyzni nie istnieja? Bo ja
                                > mysle, ze jest ich bardzo wielu.
                                Czy istnieją?
                                Byłbym frajerem (w sensie taktyki prowadzenia sporu) gdybym napisał że nie istnieją.
                                Na pewno istnieją.
                                Pytanie tylko:
                                1) jaki stanowią odsetek wszystkich mężczyzn?
                                2) jak rozpoznać ten typ faceta?
                                3) czy to , ze teraz by nie zdradził to znaczy, ze nie zrobi tego za 10-15 lat?

                                I tutaj chciałbym zwrócić CI uwagę na pewne kwestie:
                                AD1: jaki stanowią odsetek wszystkich mężczyzn?
                                Moim zdaniem stanowią oni mniejszość. Niech będzie to powiedzmy 30% całej
                                populacji tych, którzy ze względu na wiek czy miejsce zamieszkania mogliby Cię
                                interesować.
                                30 % to teoretycznie całkiem niezłe założenie, prawda?
                                Ale to oznacza że 70% odpada w przedbiegach (wyobraźmy sobie, ze masz magiczne
                                okulary pozwalające Ci zajrzeć wgłąb ich psychiki i zobaczyć, czy byliby w
                                stanie zdradzić).
                                Zanim dojdziesz do takich kryteriów jak intelekt, empatia, czy też, nie
                                oszukujmy się: wygląd zewnętrzny - na wstępie odpada Ci 70%.
                                A gdzie tu mowa o chemii, rozumieniu się bez słów dyskusjach po świt o
                                malarstwie, filmie, filozofii itp.
                                Ty na wstępie odrzucasz znaczną część populacji męskiej. Ja przyjąłem, ze to 70%
                                ale jeśli to będzie tylko 50% albo 40% to nadal dosyć duży odsiew.
                                Może się okazać, że po wstępnej selekcji (za pomocą magicznych okularów)
                                zostanie Ci niezbyt duży wybór i trzeba zapomnieć o Sasnalu, Bergmanie itp a
                                zaakceptować w najlepszym razie Matejkę i braci Mroczków ciesząc się przy tym,
                                ze nie trafiłaś na kogoś kto "czyta Chopina, Sienkiewicza gra".
                                Baa, powiem więcej. Ty na pewno takich facetów (te 30%) spotykasz na co dzień. I
                                nawet Ci do głowy nie przyjdzie, że to są Twoi potencjalni kandydaci na
                                idealnego mężczyznę.
                                Bo wcale nie są nie tylko idealni ale w ogóle nie są zbyt ciekawi. Oni tylko
                                spełniają jedno z Twoich kryteriów, którego znaczenie Ty, moim zdaniem,
                                przeceniasz.

                                AD2 jak rozpoznać ten typ faceta?
                                Będę brutalny: jeśli wierzysz że unikając bawidamków, amantów i erotomanów
                                będziesz mogła wyselekcjonować tego właściwego to - JESTEŚ W BŁĘDZIE.
                                Są faceci, którzy swój testosteron noszą na wierzchu. Zakładam, ze nie o nich
                                tutaj chodzi.
                                Inny typ, to faceci, którzy już dawno uświadomili sobie, że muszą iść na
                                kompromis i nie wszystko mogą okazywać innym. Przyjmują, ze trzeba udawać
                                grzecznego bo nie chcą iść pod prąd norm społecznych ale wcale nie zamierzają
                                rezygnować z zaspokajania swoich potrzeb. Tylko że robią to tak, że nikt o tym
                                nie wie. Do czasu kiedy się wszystko nie wyda. I wtedy powszechny szok: Co? On?
                                Zdradza? Ten facet podkreślający na każdym kroku przywiązanie i lojalność wobec
                                żony?
                                To nie moje dywagacje.
                                To sytuacje i postawy, z którymi się zetknąłem w rzeczywistości.

                                AD3 czy to , ze teraz by nie zdradził to znaczy, ze nie zrobi tego za 10-15 lat?
                                Chyba sprawa jasna. Dziś on nie ma ochoty i nie interesują go inne babki. W
                                skali 2-3 lat powiedzmy, ze możesz być spokojna. Ale w skali 10-15 lat?
                                Nie uwierzyłabyś jak ludzie (faceci) potrafią się zmieniać pod Tym względem.
                                Znam mężczyzn, którzy w wieku 20 lat ziewali na widok ponętnych lasek a teraz
                                zachowują się jak nałogowi erotomani.
                                Po prostu dla niektórych 20 a nawet 25 lat to nie jest kres kształtowania się
                                charakteru i podejścia do tych spraw.
                                Inni gotowi są przysiąc Ci dozgonną wierność kiedy Cię zdobywają i nie tylko
                                przysięgają ale sami w to wierzą.
                                Ale za 10 , 15 lat?
                                Sam kiedyś liczyłem na to, że spotkam kobietę, która spowoduje, ze nie będę
                                widział innych kobiet (w sensie seksualnym). Bardzo chciałem żeby tak była i
                                bardzo intensywnie wmawiałem sobie, ze jestem tego bliski. Ale to były tyko
                                pobożne życzenia.

                                Dlatego - jeśli chcesz być tak pryncypialna to bądź. Ale mam nadzieję, ze moja
                                opinia uświadomi CI, że ten pryncypializm nie jest za darmo. I, że cena, którą
                                być może za niego zapłacisz nie będzie abstrakcyjną ceną w "obcej walucie" lecz
                                ceną wyrażoną w wartościach, które sama uznajesz.
                                Seks, wiernośc to nie jest jedyne kryterium nie tylko dla mnie ale na pewno dla
                                Ciebie.
                                Tylko ja zdaję sobie z sprawę z niektórych konsekwencji tego faktu.
                                Czego Ci również życzę.
                                • wilma.flintstone Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 30.09.08, 20:03
                                  fundrive napisał:


                                  > Ten ból zależy od niego - to oczywiste, ale zależy też od Ciebie.
                                  >Bo nastawienie do pewnych spraw można zmieniać.

                                  Tak, tyle tylko ze wszystko znowu sprowadza sie do tego, zeby to
                                  kobieta zmienila zdanie, no bo po pierwsze meskie zdanie na temat
                                  zdrady jest jasne, a po drugie to kobiecie "latwiej". I nawet jesli
                                  sie zgodzimy, ze, z powodow o ktorych w gruncie rzeczy oboje
                                  pisalismy, kobiecie rzeczywiscie zachowanie wiernosci przychodzi
                                  latwiej niz mezczyznie, to wymaganie zeby w zwiazku z tym zmienila
                                  nastawienie do czegos, co w sensie obiektywnym jest nieuczciwe i
                                  krzywdzace dla drugiego czlowieka, jest akrobatyka moralna,
                                  niestety.

                                  > I nawet Ci do głowy nie przyjdzie, że to są Twoi potencjalni
                                  >kandydaci na idealnego mężczyznę. Bo wcale nie są nie tylko idealni
                                  >ale w ogóle nie są zbyt ciekawi. Oni tylko spełniają jedno z Twoich
                                  >kryteriów, którego znaczenie Ty, moim zdaniem, przeceniasz.

                                  Na cale szczescie takie magiczne okulary nie istnieja i oszczedzaja
                                  nam dylematow...;) A powaznie, to cale te rozwazania i wyliczenia na
                                  pewno wygladaja przekonywujaco z punktu widzenia logiki czy
                                  statystyki. Ale o tym jak jest w realnym zyciu to chyba nie musze Ci
                                  opowiadac. Jednak w zwiazku z tym Twoja hipoteza, ze przeceniam
                                  znaczenie wiernosci miedzy dwojgiem ludzi nie moze byc prawdziwa. Bo
                                  gdyby byla, to, statystycznie czy tam matematycznie rzecz biorac
                                  nigdy nie odwazylabym sie na zwiazek z mezczyzna, poniewaz
                                  prawdopodobienstwo ze znajde wiernego i jeszcze na dodatek
                                  wielbiciela Bergmana jest w zasadzie zadne. Statystycznie, bo tak
                                  naprawde ktos kto ceni i rozumie Bergmana jest z duzym
                                  prawdopodobienstwem na tyle wrazliwy i wyrobiony intelektualnie, ze
                                  mozna zaryzykowac stwierdzenie, ze potrzeby jego penisa nie beda
                                  dlan priorytetem na tyle, zeby ranic swoja partnerke.


                                  > Są faceci, którzy swój testosteron noszą na wierzchu. Zakładam, ze
                                  >nie o nich tutaj chodzi.Inny typ, to faceci, którzy już dawno
                                  >uświadomili sobie, że muszą iść na kompromis i nie wszystko mogą
                                  >okazywać innym. Przyjmują, ze trzeba udawać grzecznego bo nie chcą
                                  >iść pod prąd norm społecznych ale wcale nie zamierzają
                                  > rezygnować z zaspokajania swoich potrzeb. Tylko że robią to tak,
                                  >że nikt o tym nie wie. Do czasu kiedy się wszystko nie wyda. I
                                  >wtedy powszechny szok: Co? On?

                                  Coz, bardzo przygnebiajacy jest ten Twoj portret mezczyzny, bo
                                  okazuje sie ze wszyscy jak jeden maz mozg macie miedzy nogami, tyle
                                  tylko ze jednym z Was bardziej sie chce/lepiej umieja to kamuflowac
                                  a inni mniej...A, no i jest jeszcze reszta, ktora nawet sie
                                  kamuflowac nie musi, bo akurat zadna panienka im nie chce dac, wiec
                                  nie ma takiej potrzeby. Smutne troche.


                                  > Ale za 10 , 15 lat?

                                  Nie wiem, wiec pozostaje mi miec nadzieje, ze moze moj facet jednak
                                  bedzie wierny, albo ze chociaz bedzie mial inne priorytety
                                  (wedkarstwo? golf? majsterkowanie? kariera zawodowa?)niz bieganie za
                                  dupami, kiedy ja bede w wieku post-balzakowskim. Statystycznie to
                                  calkiem mozliwe, bo on ani Bergmana ani Sasnala nie lubi....:D


                                  > Dlatego - jeśli chcesz być tak pryncypialna to bądź.

                                  Nie, to nie tak. Po prostu bylabym frajerka z punktu widzenia
                                  zarowno kobiety jak i erystyki, gdybym w tego takiej dyskusji byla
                                  mniej pryncypialna niz bylam ...;)
                                  • fundrive Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 01.10.08, 11:01
                                    > Tak, tyle tylko ze wszystko znowu sprowadza sie do tego, zeby to
                                    > kobieta zmienila zdanie, no bo po pierwsze meskie zdanie na temat
                                    > zdrady jest jasne, a po drugie to kobiecie "latwiej"
                                    Na prawdę tak to widzisz?
                                    Cóż.
                                    Musze przyznać, że po raz pierwszy w trakcie tej dyskusji jestem zaskoczony.
                                    Ja to widzę zupełnie odwrotnie.
                                    Postrzegam znaczącą część kobiet jako osoby niezdolne do kompromisu w stosunku
                                    do swoich oczekiwań dotyczących partnera, mające precyzyjnie określoną listę
                                    wymagań i traktujące każdego nowo poznanego mężczyznę jak kandydata na castingu
                                    lub na rozmowie w sprawie pracy: on ma się zareklamować a ja łaskawie go
                                    zaakceptuję lub nie.
                                    Kiedy czytam (lub słyszę) jak kobieta wymienia jako fundamentalne dla niej cechy
                                    potencjalnego kandydata na mężczyznę życia to aż mi włosy stają dęba.
                                    Albo są to jakieś zupełnie trzeciorzędne pierdoły albo cechy może i ważne ale
                                    takie, co do których lepiej być elastycznym bo się może okazać, że nie znajdzie
                                    się ideału chocby i za 80 lat.
                                    Oczywiście kategoryczne i pryncypialne określenie swoich wymagań nie powoduje,
                                    że tym kobietom udaje się stworzyć udany związek.
                                    Ale ani im w głowie weryfikacja swojego podejścia.
                                    Widzę, że ty chyba podobnie postrzegasz mężczyzn :-)
                                    No cóż.
                                    Nie ani ja ani Ty nie jesteśmy postronnymi, obiektywnymi obserwatorami życia ale
                                    jesteśmy też jego uczestnikami i stronami w tym odwiecznym "sporze". Więc pewnie
                                    zarówno w moim jak i Twoim przypadku punkt sposób postrzegania rzeczywistości
                                    zalezy od punktu siedzenia (czyli płci)

                                    > A powaznie, to cale te rozwazania i wyliczenia na
                                    > pewno wygladaja przekonywujaco z punktu widzenia logiki czy
                                    > statystyki. Ale o tym jak jest w realnym zyciu to chyba nie musze > Ci opowiadac.
                                    Alez własnie takie a nie inne moje poglądy wynikają z obserwacji relnego życia.
                                    To że potem próbuję ując w ogólne, mniej lub bardziej uniwersalne reguły to już
                                    wina mojego ścisłego, analitycznego umysłu.
                                    Kilkanaście lat temu miałem poglądy znacznie bardziej zbliżone do Twoich.
                                    Czy stałem się cynikiem?
                                    Chyba nie, raczej realistą.
                                    Po prostu odróżniam pobożne życzenia dotyczące tego jak powinna wyglądać
                                    rzeczywistość od tego jak rzeczywiscie wygląda.

                                    > Statystycznie, bo tak
                                    > naprawde ktos kto ceni i rozumie Bergmana jest z duzym
                                    > prawdopodobienstwem na tyle wrazliwy i wyrobiony intelektualnie, ze
                                    > mozna zaryzykowac stwierdzenie, ze potrzeby jego penisa nie beda
                                    > dlan priorytetem na tyle, zeby ranic swoja partnerke.
                                    Oj. na to nie licz.
                                    Kiedyś też ulegałem złudzeniu, że jak kobieta jest wrażliwa, inteligentna,
                                    delikatna, współczująca, skromna i pełna empatii i odruchów altruistycznych w
                                    relacjach ogólnoludzkich to tak samo będzie w sprawach damsko-męskich.
                                    Oj, jakże złudne to było założenie :-)

                                    > Nie wiem, wiec pozostaje mi miec nadzieje, ze moze moj facet jednak
                                    > bedzie wierny, albo ze chociaz bedzie mial inne priorytety
                                    To nie chodzi o to, zebym Ci wmawiał, ze Twoj facet z dużym prawdopodobieństwem
                                    Cię zdradzi.
                                    Chodzi o coś trochę innego.
                                    O to, ze raczej nigdy, jeśli zachowasz choć trochę trzeźwego i krytycznego
                                    spojrzenia na rzeczywistość, nie będziesz mogła być tego pewna. Żaden znak,
                                    żadna metoda selekcji nigdy nie da Ci tej pewności. I nie mówię o abstrakcyjnym
                                    prawdopodobieństwie typu "nie mam pewności czy jutro nie nie znajdę miliona
                                    złotych" tylko o zdarzeniu znacznie bardziej prawdopodobnym i częstym.
                                    Przejrzyj opinie kobiet na tym forum i nie tylko. 95% kobiet ma podejście niej
                                    lub bardziej zbliżone do Twojego (nt. zdrady, seksu itp)
                                    Czy sądzisz, że rozsądnie myślący o Tobie facet powie Ci wprost w oczy że nie
                                    spełnia Twoich wymagań?
                                    Co mu z Tego przyjdzie?
                                    Większosć facetów zaakceptowała ten schizofreniczny stan w którym mają dwa życia
                                    wewnętrzne: to grzeczne - dla swojej kobiety i to mniej grzeczne o którym swojej
                                    kobiecie mówić nie warto bo większość kobiet w tym również ta jego jedyna na
                                    każdym kroku kategorycznie odrzuca w tych kwestiach jakikolwiek kompromis.

                                    > Nie, to nie tak. Po prostu bylabym frajerka z punktu widzenia
                                    > zarowno kobiety jak i erystyki, gdybym w tego takiej dyskusji byla
                                    > mniej pryncypialna niz bylam ...;)
                                    Z punktu widzenia erystyki możesz być nadal równie pryncypialna.
                                    Ale jeśli mówiąc kiedyś swojemu facetowi - "jak mnie zdradzisz to nawet mi się
                                    nie pokazuj na oczy" - odczujesz jakiś wewnętrzny niepokój i niepewnośc, to
                                    znaczy, ze choć trochę zrozumiałaś z tego co chciałem CI przekazać.
                                    • wilma.flintstone Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 01.10.08, 12:31
                                      fundrive napisał:

                                      > Postrzegam znaczącą część kobiet jako osoby niezdolne do
                                      >kompromisu w stosunku do swoich oczekiwań dotyczących partnera,
                                      >mające precyzyjnie określoną listę
                                      > wymagań i traktujące każdego nowo poznanego mężczyznę jak
                                      >kandydata na castingu lub na rozmowie w sprawie pracy: on ma się
                                      >zareklamować a ja łaskawie go zaakceptuję lub nie.

                                      A tutaj to ja jestem zaskoczona. Naprawde nie wiem jakie kobiety
                                      miales okazje spotkac na swojej drodze, aczkolwiek ten obraz jest
                                      zbyt cyniczny by byl prawdziwy. Oczywiscie, mamy wymagania. Ale czyz
                                      Wy ich nie macie? Spojrz na wywody Dziadka - on nawet zeby ktoras
                                      przeleciec potrzebuje, zeby pierwej inteligentna byla ;) A powaznie -
                                      gdyby to byla prawda, to jak wytlumaczysz fakt ze wiekszosc ludzi
                                      jednak tworzy zwiazki i w nich lepiej lub gorzej zyje? Tak, tak,
                                      wiem, zaleznosci ekonomiczne, strach przed samotnoscia i inne te
                                      duperele. Aczkolwiek nie wiem, przynajmniej ja jestem otoczona
                                      parami, ktore wydaja sie tez i...kochac sie wzajemnie....A zakochac
                                      sie na podstawie castingu chyba raczej trudno? Czy ja moze jakas
                                      staromodna romantyczka jestem? No a ze ja, na ten przyklad, pewnie
                                      bym sie nie zakochala w facecie, ktory jezdzi stuningowanym golfem i
                                      mowi: "przyszlem, k..a, a tu, k...a, zamkniete!", no to coz...Nie w
                                      kazdym sie mozna zakochac. No ale i tacy przeciez znajduja na swe
                                      uroki amatorki, powiedzialabym ze recykling erotyczno-emocjonalny
                                      jest w przyrodzie dosc spory ;))))

                                      > Kiedy czytam (lub słyszę) jak kobieta wymienia jako fundamentalne
                                      >dla niej cechy potencjalnego kandydata na mężczyznę życia to aż mi
                                      >włosy stają dęba.

                                      Coz, moglabym byc plytka w analizie ludzkich charakterow i
                                      powiedziec, ze to pewnie stad ze dla faceta glowne kryteria wyboru
                                      to zgrabne nogi i jedrny tylek. Ale nie powiem, bo wiem ze tak nie
                                      jest. Poza tym sama spotkalam kobiete, ktora byla lata w zwiazku z
                                      facetem, bo, jak sama to ujela, byl "przystojny i gral w golfa". A
                                      poniewaz mieszkam w Szwecji, gdzie w golfa gra w zasadzie kazdy, to
                                      oznacza to, ze i damskie kryteria wyboru moga byc malo
                                      wysrubowane...:D


                                      >> zarówno w moim jak i Twoim przypadku punkt sposób postrzegania
                                      >rzeczywistości zalezy od punktu siedzenia (czyli płci)

                                      A to na pewno :-)

                                      > Alez własnie takie a nie inne moje poglądy wynikają z obserwacji
                                      >relnego życia.

                                      Ale to wlasnie nie jest prawda, bo, jak juz pisalam, z tego co mi
                                      wyliczyles, wychodziloby ze nie mam szans na znalezienie
                                      odpowiedniego kandydata na partnera. A jednak mi sie to udalo i to
                                      juz kilkakrotnie, bo jak wiemy, milosc jest wieczna, zmieniaja sie
                                      tylko partnerzy ;)))) Czyli albo to jest tak, ze Twoj rachunek
                                      prawdopodobienstwa nie zawsze sie sprawdza, bo jednak w koncu
                                      spotyka sie takiego, co to i braci Mroczkow nie lubi i na dodatek
                                      nie zdradza, albo sie idzie na kompromis i oglada razem z nim "M jak
                                      milosc". Moj maz jest inzynierem, matematykiem, ja jestem lingwista.
                                      Dwa zupelnie przeciwlegle bieguny. I on naprawde zasnalby na
                                      Bergmanie, ktorego ja dosyc lubie. Bo on woli filmy z Brucem
                                      Willisem. Ale za to oboje uwielbiamy teatr. Do czego zmierzam? Ano
                                      do tego, ze (wiem, okropnie to trywialne) jednak wiekszosc z nas
                                      idzie na kompromisy w zwiazku z drugim czlowiekiem, wiec i Twoje
                                      statystyki traca na aktualnosci. Bo nic nie jest w zyciu
                                      jednowymiarowe.

                                      > Ale jeśli mówiąc kiedyś swojemu facetowi - "jak mnie zdradzisz to
                                      >nawet mi się nie pokazuj na oczy" - odczujesz jakiś wewnętrzny
                                      niepokój i niepewnośc, to
                                      > znaczy, ze choć trochę zrozumiałaś z tego co chciałem CI przekazać.

                                      Bez obaw. Jedyne co mu, wbrew mojej pryncypialnosci w tej dyskusji
                                      (naprawde jestem az tak pryncypialna? Hmmmm, no w sumie jakies
                                      zasady tzreba miec...) powiedzialam, to zeby nie wazyl sie nigdy
                                      przyznac do zdrady, jesli mu sie ona przydarzy. Bo to walsnie, ten
                                      symboliczny "ciezar", z ktorym zdrajca zyc nie moze i mu sie wydaje,
                                      ze "bedzie lepiej" jak sie nim podzieli z Bogu ducha winna osoba, to
                                      jest dla mnie jest najwieksze swinstwo. Ale, wyobraz sobie, i tu dla
                                      Ciebie byc moze rebusik, on, facet ktory, zgodnie z Twoja teoria
                                      powinien myslec inaczej, no wiec to on mi powiedzial ze jesli ja go
                                      zdradze, to mi wystawi walizki za drzwi... I co Ty na to?
                                      • fundrive Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 03.10.08, 11:33
                                        > A tutaj to ja jestem zaskoczona. Naprawde nie wiem jakie kobiety
                                        > miales okazje spotkac na swojej drodze, aczkolwiek ten obraz jest
                                        > zbyt cyniczny by byl prawdziwy
                                        Prawdziwy to on na pewno jest. Pytanie tylko jakiego odsetka kobiet on dotyczy.
                                        > A powaznie -
                                        > gdyby to byla prawda, to jak wytlumaczysz fakt ze wiekszosc ludzi
                                        > jednak tworzy zwiazki i w nich lepiej lub gorzej zyje?
                                        Bardzo prosto - idą na kompromis. Rzecz w tym, ze wg. mnie powinno się iść na
                                        kompromis świadomie a nie robić sobie z gęby cholewę a potem łamac swoje własne
                                        zasady.
                                        Nieraz zdarzyło mi się w życiu przebudowywać diametralnie swoje własne poglądy,
                                        system wartości itp.
                                        I każda taka przebudowa uczyła mnie pokory i dystansu. Po każdej takiej sytuacji
                                        coraz mniej mam ochotę na formułowanie tez i mądrości życiowych zawierających
                                        duże stężenie słów typu; "zawsze", "nigdy" "wszystko", "nic", "na pewno", "za
                                        wszelką cenę"

                                        > A zakochac
                                        > sie na podstawie castingu chyba raczej trudno?
                                        No ja mam wrażenie, ze znaczna część związków (choć niekoniecznie większość)to
                                        efekt czegoś w rodzaju castingu.
                                        Przy czym pod pojęciem castingu rozumiem sytuację, w której jedna strona
                                        (zazwyczaj kobieta) jest bierna a druga (mężczyzna) staje na głowie, żeby do
                                        siebie przekonać.
                                        Nigdy tego nie lubiłem i zawsze mnie to wkurzało.
                                        Może dlatego mimo wybujałego temperamentu mam małą szansę zdradzić żonę. Po
                                        prostu mi się nie chce "zdobywać" :-) Zawsze wolałem równolegle rozwijająca się
                                        wzajemną fascynację

                                        > Poza tym sama spotkalam kobiete, ktora byla lata w zwiazku z
                                        > facetem, bo, jak sama to ujela, byl "przystojny i gral w golfa".
                                        No mniej więcej o tego typu podejście chodzi.

                                        > wychodziloby ze nie mam szans na znalezienie
                                        > odpowiedniego kandydata na partnera. A jednak mi sie to udalo i to
                                        > juz kilkakrotnie,
                                        No. Brzmi nieźle. Zupełnie jak tekst: rzucić palenie? Łatwizna. Robiłem to już
                                        wiele razy :-)
                                        A tak poważnie: oczywiście, ze Cie się udawało. Bo sama szłaś na kompromis, bo
                                        on szedł na kompromis , bo nie widziałaś wszystkiego o partnerze (on sam mógł o
                                        sobie wszystkiego nie wiedzieć).
                                        Krótko mówiąc: udawało Ci się bo rzeczywiste mechanizmy rządzące relacjami
                                        między ludzkimi są inne, niżby tego chcieli zwolennicy prostych rozwiązań i
                                        topornych zasad.
                                        > Moj maz jest inzynierem, matematykiem, ja jestem lingwista.
                                        Więc poproś go o krótkie wytłumaczenie podstawowych pojęć z zakresu
                                        statystyki(srednia, mediana, wariancja itp.)
                                        Może dzięki temu zrozumiesz, czym jest statystyka i nie będziesz powtarzać
                                        oklepanych frazesów o średniej ilości nóg w trakcie spaceru z psem :-)

                                        > Bo nic nie jest w zyciu jednowymiarowe.
                                        Doprawdy? No nie do wiary.
                                        A jak myślisz?
                                        Jaka jest moja przewodnia myśl od początku tej dyskusji?\

                                        > on mi powiedzial ze jesli ja go
                                        > zdradze, to mi wystawi walizki za drzwi... I co Ty na to?
                                        Przede wszystkim to przypuszczam, że mniej więcej właśnie takiej odpowiedzi i
                                        takiego stanowiska od niego oczekiwałaś.
                                        A co ja na to?
                                        No nic. Powtórzyłbym mu podobną argumentację co Tobie może z małym przesunieciem
                                        akcentów i dodaniem paru innych historyjek (prawdziwych) o kobietach o których
                                        mówiło się, ze "one by nigdy nie zdradziły" swojego partnera/męża. A ja słysząc
                                        to krztusiłem się i potakiwałem. Z powodów, których się łatwo domyśleć.
          • deela Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 27.09.08, 14:31
            > Tak uwazam :)
            > Życie jest zbyt powazna sprawa, by uzalezniac je od seksu , czy
            > wierności łożkowej :)Są w życiu ważniejsze sprawy . Seks jest rzeczą
            > marginalną w życiu czlowieka i nie warto rozbijac zwiazku z powodu
            > jakiejs tam przelecianej sąsiadki.

            amen czlowieku amen
            o ile dziala to w obie strony :F
          • permanentne_7_niebo Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 28.09.08, 11:36

            dziadek_54 napisał:

            > Po prostu dla mnie seks jest(raczej był) tylko fizjologiczna
            > czynnoscia, nigdy nie przywiazywałem do niego wiekszej wagi , był
            > jak podanie reki , jak pocalunek w policzek . Oboje z żoną to
            > akceptowaliśmy i tak nam zeszło 32 lata.

            Dziadku, rozumiem, że żona zdradzała Cię tak samo i nie było to dla
            Ciebie problemem? Opowiadala Ci, jacy są w łóżku Twoi sąsiedzi?
            • dziadek_54 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 28.09.08, 16:10
              A ja rozumiem ,ze Ty jak juz znajdzesz sie w towarzystwie , przy
              stole , to roztaczasz opowiesci o tym jaka zrobilas kupke, jaki
              miała kolor i konsystencje, jaki zapach , ile razy oddalas przy tym
              gazy.
              Na zakonczenie penie opowiadzsz jak i ktora reka sie
              podtarłas, oraz jak odniosłas , po dokladnym obejrzeniu, paierek do
              smietniak , by nie zapchal sie sracz.
              Używanie wszyskich , otworow ktore sa w ciele człowieka , jest
              czynnoscia intymna . Ale co Ty mozesz wiedziec o intymności?
              Nie chce mi sie na takim poziomioe rozmawiac.
          • pollyannadorosla Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 30.09.08, 20:28
            Życie jest zbyt powazna sprawa, by uzalezniac je od seksu , czy
            > wierności łożkowej :)Są w życiu ważniejsze sprawy . Seks jest rzeczą
            > marginalną w życiu czlowieka i nie warto rozbijac zwiazku z powodu
            > jakiejs tam przelecianej sąsiadki.


            gdyby ludzie myśleli o seksie, że jest marginalny to by się nie zdradzali ;-)
          • kulka_forever Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 30.09.08, 21:03
            Po części się z Tobą zgadzam, ponieważ sama myślę o seksie głównie jako o
            czynności fizjologicznej i nigdy nie budowałabym związku na takim fundamencie.
            Tyle, że przy tym nie czuję potrzeby częstego przypadkowego seksu - nie
            chciałoby mi się w to inwestować (czas, jakieś podchody, jakieś lokum, jakieś
            alibi, ryzyko-choroby, możliwość natknięcia się na jakiegoś szaleńca itd.).
            Perspektywa zdrady jest dla mnie odległa, choć biorę ją pod uwagę i nigdy nie
            obiecywałam mojemu chłopakowi, że się już nigdy z nikim nie prześpię. Moja
            postawa jest jasna: seks nie jest pierwszą, ani nawet którąś tam z rzędu
            wartością w związku i życiu. Natomiast jest mi trudno uwierzyć, że dla mężczyzny
            też może być nieważny, skoro jest to tak silna potrzeba, że jest skłonny stanąć
            na głowie, żeby ją zrealizować. A tym bardziej, że w naszej kulturze kobiety
            mają jednak różne akceptowane wzorce budowania własnej tożsamości i poczucia
            własnej wartości (nie musisz być dodą, możesz też np. koncentrować się na
            karierze czy dzieciach, zresztą czymkolwiek, możesz pasjonacko robić na
            drutach). "Kobiecość" (myślę, że głównie dzięki feminizmowi) to jest rozmyte,
            plastyczne słowo. Natomiast w przypadku mężczyzn, cokolwiek by nie robili, nawet
            jeśli to jest profesor, czy astronauta, to i tak wychowany w naszej kulturze
            będzie najczęściej, mniej lub bardziej świadomie oceniał siebie z perspektywy
            tego, czy ma tzw. "udane życie seksualne", kogo potrafi zaliczyć, czy potrafi
            kobietę zaspokoić tak, by ona go nie zdradzała, czy dostaje to samo, co
            bohaterowie z pornosów, tym mierzy swoje szczęście w życiu. I tak, niezależnie
            od deklaracji o więzi emocjonalnej i intelektualnej ze stałą partnerką, gdzieś
            na wewnętrznym polu bitwy w facecie wygrywa ta fajna "d*pa", która miała być na
            raz, bo przecież nie ma z nią o czym gadać, ale jakoś tak wychodzi, że się
            regularnie z nią spotykasz i zaczynasz wieść drugie "udane seksualnie życie". A
            nawet jeśli z żadną kochanką nie zwiążesz się na dłużej, to wciąż te jednorazowe
            skoki w bok, łechczące ego podboje pochłaniają twój czas i energię i w gruncie
            rzeczy wygrywają w sferze wartości z przywiązaniem do partnerki. To są tylko
            takie moje obawy - osoby w kilkuletnim związku, który być może będzie związkiem
            otwartym, a mam nadzieję, że mimo wszystko trwałym.
            • dziadek_54 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 30.09.08, 21:10
              Dziękuję za obszerną i bardzo ciekawą wypowiedź. Jeśli pozwolisz
              odpiszę jutro, bo jestem już zmęczony a chciałbym sie poważnie
              odnieść do kilku zagadnień.
              Byłbym wdzieczny gdybyś jutro przeczytała to , co mam na ten temat
              do powiedzenia :)
              Pozdrawiam.
    • usmiechmonalisy Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 00:17
      Myślę czasem baaardzo podobnie.
    • dawca_spermy Doskonale cie rozumiem 26.09.08, 00:50
      Gdybym byl kobieta, to bylbym lezbijka na mur beton!

      Moge sie podpisac pod kazda twoja opinia o facetach i kobietach.
      Do tego jeszcze ta fizjologia.... Kobiety to dziela sztuki.
      A facet? Zwlaszcza goly to smiech na sali, zalosne przedstawienie z marna
      dyndajaca koncowka. Bueeee...
      • kunegunda123 Re: Doskonale cie rozumiem 26.09.08, 01:11
        'Zwlaszcza goly to smiech na sali, zalosne przedstawienie z marna
        > dyndajaca koncowka. Bueeee...'

        cały ambaras polega na tym że ja dokładnie na odwrót myślę... a tak to spokój by
        był.
        • dawca_spermy Re: Doskonale cie rozumiem 26.09.08, 09:13
          Naprawde rajcuje cie goly facet?
          Ja zawsze myslalem, ze w stosunku miedzy kobieta i mezczyzna wszystko kreci sie
          wokol kobiecego ciala. Facet zaspokajajac kobiete zaspokaja rowniez siebie.
      • kobieta_na_pasach Re: Doskonale cie rozumiem 26.09.08, 11:05
        to tak, jak ja. ale, jak ostatnio rzucila na odchodnym moja znajoma,
        kiedy wymienilysmy poglady na nasze malzenskie zycie (obie z ponad
        20letni stazem), moze najwyzszy czas sie przerzucic na kobiety?
        tylko,ze ja tez za bardzo kobiet nie trawie:)))))
    • rrosemary Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 02:09
      też tak mam i wiele moich koleżanek i przyjaciółek też.
      Często w żartach dostaję od nich propozycję matrymonialne, bo po prostu jesteśmy
      blisko i bardzo dobrze się rozumiemy.

      Długo można się rozwodzić na ten temat, jednak zawsze pada okrutne zdanie "ale
      chemii nie przeskoczysz" :)
      Dobrze, że teraz mamy wybór jak żyć i nie musimy się godzić na niewygodne życie
      z facetem :)
      • alkud a może wakacje na Bliskim Wschodzie? :-) <<<<<< 27.09.08, 21:09
        religiapokoju.blox.pl/2008/07/Biale-materace-na-Bliskim-Wschodzie.html
        :-)))

        Lub randki internetowe :-)))

        religiapokoju.blox.pl/2008/09/Randki-internetowe-zwiazki-rozczarowania-i.html
    • 1.xxx12345 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 08:42
      kunegunda - dam ci standardową odpowiedź - JESZCZE NIE TRAFIŁAŚ NA SWOJEGO MISIA.

      twoje obserwacje są słuszne tylko w twoich kategoriach wartości! jeżeli byłabyś osobą o innych priorytetach, to dochodziłabyś do innych wniosków.
      sprowadzanie stosunków męsko-damskich do relacji ogólnych typu:

      facet -> szukam dobrej dupy, kobieta -> ma być pracowity i mnie bardzo kochać,

      jest spłycaniem tematu. jak już dziadek wspomniał, życie jest zbyt skomplikowane aby sprowadzać je tylko na płaszczyznę seksu. niestety zbyt wiele osób to robi. to nie twoja kategoria partnerów. zapewniam ciebie jednak, że istnieje mnóstwo mężczyzn, dla których inteligencja stoi przed urodą, dla których charakter jest ważniejszy niż umiejętność bawienia się na party itd. fakt, nie łatwo ich czasami odszukać, bo giną w cieniu głośno krzyczących macho-adonisów.



      • kunegunda123 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 09:12
        'jest spłycaniem tematu. jak już dziadek wspomniał, życie jest zbyt
        skomplikowane aby sprowadzać je tylko na płaszczyznę seksu.'

        ok, tylko że jak na razie to jest chyba jedyna płaszczyzna, na której potrafię
        się z facetami porozumieć:/

        co do reszty obyś miał/miała rację...
        • 1.xxx12345 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 09:20
          kunegunda123 napisała:

          > ok, tylko że jak na razie to jest chyba jedyna płaszczyzna, na której potrafię
          > się z facetami porozumieć:/
          >

          i więcej wspólnych tematów nie znajdziesz. mamy zbyt różne poglądy i priorytety
          życiowe.
          • dziadek_54 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 09:38
            1.xxx12345 napisała:

            > kunegunda123 napisała:
            >
            > > ok, tylko że jak na razie to jest chyba jedyna płaszczyzna, na
            której pot
            > rafię
            > > się z facetami porozumieć:/
            > >
            >
            > i więcej wspólnych tematów nie znajdziesz. mamy zbyt różne poglądy
            i priorytety
            > życiowe.


            Mów za siebie :)
            Ja uważam ,że mozna sie porozumieć z kobietą w setkach innyc
            tematow. Można wypracować podobne poglądy i dookreślic wspólne
            priorytety.
            Do tego potrzebna jest tylko jedna jedyna rzecz. Trzeba wyjsc za
            narzuconego modelu związku opartego na seksie .
            To jest tak jak z telewizorem , czy kompem. Na nic innego nie masz
            czasu bo cały zabiera Ci TV lub komp .Wydaje Ci sie ,że bez tego nie
            da sie życ. Wystarczy jednak wyrzucic TV z domu i zaczniesz
            znajdowac czas na spacet, tam zauwazysz, ze ptaki spiewaja, ze
            bzycza owady ,ze pada deszcz, poczujesz jego zapach.
            Tak samo jest z kobietą.
            Jesli widzisz w Niej tylko obiekt seksualny to dostajesz doopy i
            wypad. Jeśli jednak ograniczysz ogląd pod kątem seksualnośći , to
            zobaczysz ,ze kobieta ma 100 razy więcej do zaoferowania niz tylko
            doopę. A te , które tylko to mają do zaoferowania, nie są warte
            czasu który jest potrzebny na przelecenie ich .

            Pozdrawiam.
            • 1.xxx12345 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 10:13
              dziadek_54 napisał:

              > Jesli widzisz w Niej tylko obiekt seksualny to dostajesz doopy i
              > wypad. Jeśli jednak ograniczysz ogląd pod kątem seksualnośći , to
              > zobaczysz ,ze kobieta ma 100 razy więcej do zaoferowania niz tylko
              > doopę. A te , które tylko to mają do zaoferowania, nie są warte
              > czasu który jest potrzebny na przelecenie ich .
              >

              zgadzam się z jedną poprawką - tych co mają coś do zaoferowania poza dupą jest bardzo, bardzo mało.

              nawet jeżeli się na początku wydaje, "że taka inteligentna" (studia, zainteresowania, otwarta na świat, ....) to po paru latach idzie to wszystko w odstawkę i zostaje tylko pierwotny instynkt - dziecko i chłop-obrońca/zaopatrzeniowiec.
              widzę to po swoich znajomych, z którymi razem studiowałam. oooooooo, jaaaaaaaakie to wtedy one plany miały. dzisiaj - szkoda nawet wspominać.
              do tego, o czym ty mówisz, to potrzeba partnerki, która jest w stanie również przeskoczyć swój własny cień, i która CHCE to zrobić. niewiele jest takich.
              jeżeli taka właśnie jest twoja partnerka, to wygrałeś los na loterii życia. niewielu ma jednak to szczęście. jesteś od długiego czasu już na tym forum. weź pod uwagę tą młodą grupę 20-25 letnich kobiet, które właśnie wchodzą w dorosłe życie, zakładają rodziny. z ręką na sercu, jaki masz procent dojrzałych, przemyślanych wypowiedzi osób, które mają tworzyć podwaliny przyszłego społeczeństwa??
              • dziadek_54 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 10:56
                1.xxx12345 napisała:
                > zgadzam się z jedną poprawką - tych co mają coś do zaoferowania
                poza dupą jest
                > bardzo, bardzo mało.

                Nie zgadzam sie :)
                To ogromna przewazająca większośc kobiet , ktore , jak napisala
                kunegunda, są wspaniałe, zarowno ciałem jak i duchem :)
                To prostactwo facetów sprowadza je do roli dawczyń doopy .
                A zeby sie przekonac ,ze mam racje, wystarczy "wziąc" jedna z tych
                szarych , domowych myszek i leciutko zdrapac z Niej szary lakier
                codzinności. 99/100 przekona Cie , jak wielkie sa w nich pokłady
                potrzeby bycia docenianą. Zobaczysz , ile maja do zaoferowania nawet
                nudne żony Twoich kolegow, bedziesz ogromnie zdziwiony.

                weź po
                > d uwagę tą młodą grupę 20-25 letnich kobiet, które właśnie wchodzą
                w dorosłe ży
                > cie, zakładają rodziny. z ręką na sercu, jaki masz procent
                dojrzałych, przemyśl
                > anych wypowiedzi osób, które mają tworzyć podwaliny przyszłego
                społeczeństwa??

                ale to nie jest ich wina. :)
                Podsunieto im zle wzorce zachowan .
                Najpierw komunisci wmowili ludziom ,ze wszyscy sa rowni , to był
                pierszy bład. Nastepnie wychowali cale dwa pokolenia nauczycieli ,
                ktorzy byli do zawodu dobierani na zaszdzie negatywnej.
                Później Ci, delikatnie mówiąc , marni nauczyciele wzięli sie za
                wychowywanie młodziezy. Jednoczesnie wmowiono młodym kobietom ,ze
                powinny pracowac. To odbiło sie na wychowaniu dzieci.
                Mamy wiec taka sytuację ,ze te kobiety o ktorych mowisz sa
                produktem wychowyawnia przez ograniczonych nauczycieli , bez
                kontroli ze strony przepracowanych matek.
                Następnie przyszedł wolny rynek , jeszcze bardziej dociążyl kobiety
                praca w imie zwiekszenia konsumpcji , a młodziezy podetknął wzorzec
                oparty na seksie , modzie i uzywkach , bo to nakręca koniunkture.
                Wiekszośc wypowiedzi jest podobna bo to pokolenie ktoremu wychowanie
                zastapiono 'Bravo' , a kindersztube "Dziewczyna".
                Ale to nie jest powod, dla ktorego ja , 54 letni facet , mam temu
                ulegać.
                Mnie jest ich żal , zepchnieto ich do klatki zwanej seksualnoscia,
                powiedziano ,ze to cały ich swiat ,a pozniej zgloszono pretensje ,ze
                są tylko chodzącymi doopami .
                to tak jak z wilczurem .Jesli całe zycie bedziesz go trzymał pod
                szafa , dochowasz sie jamnika.
                Piszesz ,ze ja miałem szczęście, majac taka kobietę jak moja żona.
                Nie sądzę. Ja po prostu pozwolilem jej rozwinąc sie w kierunku ,
                ktory jej odpowiadal . Zakreslilismy krąg spraw wspolnych , krąg
                spraw w ktorych musi dominować jedna osoba, oraz krag w ktorym kazdy
                pomiesci swoje sprawy osobiste. Dziś jestesmy zupełnie roznymi
                ludzmi, kazde z nas inaczej pokierowalo swoim życiem, ale
                jednoczesnie nie rozstalismy sie i zrealizowalismy dokladnie 100%
                zamierzeń sprzed 30 lat. Co do joty :)
                Myslę ,ze na tym powinniśmy zakończyć tę dyskusje na cudzym wątku ,
                bo zbyt daleko odbiegamy od watku autorki.
                Gdbys uwazał ,ze jeszcze mozemy coś do tego dodac, to załóż proszę
                nowy wątek, nie bedziemy komuś przeszkadzali .
                Pozdrawiam.
                • gatta5 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 13:17
                  dziadek, jaki ty konserwatywny jesteś. Wszystkiemu winne są kobiety?
                  Wiesz tak naprawdę jest o wiele więcej wartościowych kobiet, niż
                  facetów - czy tacy w ogle są:-)) a twój związek? po co w ogóle coś
                  takiego kontynuowac? nie rozumiem.
                  • dziadek_54 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 13:20
                    gatta5 napisała:

                    nie rozumiem.

                    -właśnie w tym problem :)
                    • gatta5 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 13:22
                      przecież wygodniej byłoby ci być wolnym facetem
                      • dziadek_54 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 13:38
                        Nie rozumiesz tego co to jest związek mężczyzny i kobiety (w moim
                        zrozumieniu).
                        Otóz jest to zwiazek , po pierwsze , na cale zycie.
                        Po drugie , przed związkiem tym stoi zadanie wydania na swiat
                        potomstwai i wychowanie Go.
                        Nastepuje podział rol.
                        Mężczyzna zapewnia środki , a kobieta zajmuje sie małymi dziećmi.
                        Jest rzeczą oczywista, ,ze cierpi na tym jej wykształcenie, kariera
                        mozliwa do zrobienia etc.
                        Mijaja lata, np 25 , dzieci są juz dorosłe opuszczaja dom ,
                        pozostaje sie we dwojke.
                        co uwazasz powinno sie zrobic? Zostawić tę kobietę ktora poswieciła
                        kawał swojego zycia na wychowanie moich dzieci ?
                        Jak mam jej teraz oddac te lata? Mam jej oddac jeden z dyplomow ,
                        ktory mnie ułatwia zycie ? Przeciez to wszystko jest nasze ,
                        wspolne, razem do tego doszliamy. Wszystko co osiagnęlismy jest ,
                        conajmniej w połowie, jej zasługa. Teraz mam ją zostawic?
                        a ,ze nie ma miedzy nami namietnosci ?
                        Zostaje jeszcze cała masa innych uczuc.
                        Miłość, czyłość, a chciazby tylko , wdzieczność za spedzone ze mną
                        lata.
                        Jak pozyjesz w zwiazku 32 lata to dowiesz sie dlaczego !
                        My jestesmy szczęśliwi , zrealizowalismy plany życiowe w 100%.
                        Dlaczego mielibysmy sie rozstawac ? Tego to ja zupełnie nie
                        rozumiem .
                        A sex i skoki w bok ?
                        Przestan , to sa tylko nic nie znaczace pierdoły , to tylko margines
                        zycia dorosłego czlowieka.
                        • gatta5 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 13:58
                          widzać, ze uważasz się za najmądrzejszego i pewnie twoj związek
                          stawiasz za przykład. to żenada a nie związek, nic nie wart. plany
                          życiowe zrealizowane w 100% - to ile skoków w bok zakładaliście??
                          jestem pewna, że te plany, to tylko twoje plany były.
                          • dziadek_54 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 14:02
                            To juz nie jest głos w dyskusji , to tylko Twoja ocena.
                            Masz do niej prawo :)



                            forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=49779
                          • 1.xxx12345 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 14:58
                            gatta, związek to PARTNERSTWO dwojga ludzi, którzy szanują się nawzajem, szanuję
                            oczekiwania partnera, wychodzą sobie naprzeciw itd. związek to nie więzienie, w
                            którym instrumentalizuje się partnera, jako swoją wyłączną prywatną zabawkę,
                            który ma skakać tak jak ty mu zagrasz.
                            seks jest tylko jednym z aspektów związku i to wcale nie najważniejszym
                            (prokreacja tak, wyłączność nie). i abyś nie pomyliła sobie - jestem kobietą w
                            już dłuższym związku.
                          • carlos_m Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 15:19
                            po pierwsze bardzo fajne forum, najczesciej wiekszosc wypowiedzi nie
                            ma sensu lub jest bardzo obrazliwych, tutaj przeczytalem kilka
                            bardzo fajnych postow, gdzie ludzie opisywali swoje doswiadczenia i
                            przemyslenia
                            gatta - nie rozumiem Twojej agresji, dziadek opisuje swoje
                            przemyslenia, bez zaciecia do pouczania kogokolwiek, oceny czy
                            narzucania swojego zdania, bardzo cenie taki styl wypowiedzi, jezeli
                            nie zgadzasz sie z jego tezami to poprosimy o argumenty, przyklady...
                            co do meritum to w ja np. nie potrafie oddzielic sexu od zwiazku tak
                            jak dziadek, w przeszlosci kiedy zdradzalem stala partnerke wszystko
                            sie psulo i nie dlatego, ze ona odktyla, ale dlatego, ze ja nie
                            potrafilem z nia byc, wszystko tracilo sens, dlatego uwazam, ze dla
                            niektorych ludzi wiernosc jest wazna
                            pozdrawiam
                          • daga_1 Re: żałuję że ... Do Gatty. A Ty jesteś chyba 27.09.08, 13:28
                            jeszcze gó...arą, skoro tak piszesz. I w głowie Ci się nie miesci, ze mogą byc
                            takie małzenstwa. Bo dzisiaj większośc związków zaczyna się szybkim numerkiem po
                            spotkaniu w pubie. I na numerkach się konczy.
            • wilma.flintstone Dziadku, drogi! 28.09.08, 16:46
              dziadek_54 napisał:

              > Jesli widzisz w Niej tylko obiekt seksualny to dostajesz doopy i
              > wypad. Jeśli jednak ograniczysz ogląd pod kątem seksualnośći , to
              > zobaczysz ,ze kobieta ma 100 razy więcej do zaoferowania niz tylko
              > doopę. A te , które tylko to mają do zaoferowania, nie są warte
              > czasu który jest potrzebny na przelecenie ich .


              Coz za niespojnosc i brak konsekwencji! Wszak pare postow wyzej
              piszesz, ze seks to dla Ciebie czynnosc fizjologiczna, a jak
              wiadomo, odlac mozna sie w zasadzie wszedzie! Skoro tak, to i
              przeleciec mozna i byle kogo, nawet taka co ma do zaoferowania tylko
              doope, czyz nie? No w koncu cala rzecz polega na spuszczeniu sobie
              z krzyza, wiec po coz te poszukiwania "innych wartosci" w kobiecie?
              Cos mi te Twoje wywody traca czesto u podstarzalych panow
              spotykanymi delusions of grandeur...:D
              • dziadek_54 Re: Dziadku, drogi! 28.09.08, 17:15
                Twoja sprawa skoro tak uwazasz.
                Ja juz powiedziałem na ten temat wszystko co miałem do powiedzenia.
                To jest forum a nie klasa szkolna, nie jestem zobowiązany tlumaczyc
                dotąd az wszyscy zrozumieja. Ty uwazasz ,ze moja wypowiedz jest
                niespojna ,a ja ,ze Ty jej nie rozumiesz. To doba płaszczyzna do
                zakonczenia eozmowy .
                Pozdrawiam .
                • wilma.flintstone Re: Dziadku, drogi! 28.09.08, 17:48

                  Nie, Dziadku, to Ty nie rozumiesz. Nie rozumiesz, ze post, ktory
                  uwazam za niespojny z reszta Twoich wywodow mozna by przyrownac do
                  stwierdzenia, ze mocz oddawac nalezy tylko do sedesu
                  zaprojektowanego przez Phillipe Starcka, bo przed innym to nawet nie
                  warto rozpiac rozporka. Prawda jest tymczasem taka, ze zdarzylo Ci
                  sie odlac nie tylko do Starcka, ale tez i w szalecie miejskim oraz
                  pod krzaczkiem, bo fizjologia ma swoje prawa. A poniewaz, jak
                  twierdzisz, seks to tylko fizjologia, to zdarzylo Ci sie, moj drogi
                  meski szownisto, przeleciec niejedna kobiete, ktora nic wiecej
                  oprocz fizjologii Ci nie zaoferowala. Co wiecej, biorac pod uwage
                  Twoje przedmiotowe do seksu podejscie, niczego wiecej nie
                  poszukiwales i nie oczekiwales!

                  Ale masz racje, jestesmy na forum internetowym, i zwiazana z nim
                  fasada anonimowosci pozwala Ci nie tylko na to, zeby sie nie musiec
                  tlumaczyc. Umoliwia Ci tez owa fasada ubieranie swojego
                  prymitywnego i egoistycznego podejscia w quasi-filozoficzna otoczke
                  i gloszenie, ze oto plebs i wychowana przez zapracowane matki
                  gowniarzeria nie rozumie madrosci dojrzalego czlowieka. Jednak
                  liczba postow, w ktorych odsylasz do diabla interlokutorow
                  starajacych sie zadac Ci nieco bardziej merytoryczne pytanie lub nie
                  zgadzajacych sie z Twoimi bredniami swiadczy o tym, ze tak naprawde
                  to Ty sam masz tu niewiele do zaoferowania, oprocz ciezkiego kalibru
                  megalomanii. I TO wlasnie jest dobra baza do zakonczenia rozmowy.
                  Lacze uklony.


                  P.S Ale ciesze sie, ze sobie Ciebie poczytalam, bo od mojego
                  wlasnego ojca jestes mlodszy tylko o trzy lata, co sprawilo ze
                  pomyslalamm sobie, ze mimo iz do idealu mu bardzo daleko, to sa na
                  tym swiecie gorsi...:D
                  • dziadek_54 Re: Dziadku, drogi! 28.09.08, 18:21
                    wilma.flintstone napisała:

                    >
                    > Co wiecej, biorac pod uwage
                    > Twoje przedmiotowe do seksu podejscie

                    No widzisz tu jest całe clou roznicy miedzy nami .
                    Tak jest , ja mam całkowicie przedmiotowe podejscie do seksu!!!

                    A Ty masz podmiotowe. Jego Wysokość podmniot prawa rodzinnego SEX.

                    Własnie ta róznica uniemozliwia dyskusje. Tylko nie wiem co Cie tak
                    denerwuje, i co w tym jest nie konsekwentnego ,
                    oprocz "konsekwentnej" róznic w pojęciu seksu?

                    Dla mnie podmiotem w zwiazku jest drugi czlowiek ,a jego sex mniej
                    mnie obchodzi , natomiast dla Ciebie podmiotem jest sex a człowiek
                    jest tylko , przydatnym do sexu, narzędziem :)
                    I zostanmy przy tym .
                    Ani Ty mnie nie przekonasz ,ani ja nie mam ambicji przekonywać
                    Ciebie.

                    > >
                    >
                    • wilma.flintstone Re: Dziadku, drogi! 28.09.08, 18:48
                      dziadek_54 napisał:

                      > Dla mnie podmiotem w zwiazku jest drugi czlowiek ,a jego sex mniej
                      > mnie obchodzi ,


                      Wiesz, przyszlo mi do glowy skojarzenie ze slynna sztuka Jana Drdy
                      pt. "Igraszki z diablem" zrealizowana przez Telewizje Polska wiele
                      lat temu. Jest tam scena, w ktorej wyslannik Piekiel, dr Solfernus,
                      probuje przekonac pewnego zolnierza, zeby postawil swoja dusze w
                      grze w karty, gdyz dusza to takie "nadmuchane nic", ktore nie jest
                      mu do niczego potrzebne. Na co zolnierz odpowiada, ze skoro dusza to
                      takie sobie "nic", to chyba ona i gry nie warta?

                      I dla mnie to jest kwintesencja Twoich pogladow, a raczej
                      manipulacji. Sex to takie wielkie nic, bo to czlowiek sie w zwiazku
                      liczy. Tymczasem gdyby to rzeczywiscie czlowiek byl dla Ciebie
                      wazny, bzykniecie sasiadki nie byloby w Twoich oczach warte podjecia
                      ryzyka rozpadu waznego zwiazku (bo nie o sex jako akt fizyczny tu
                      chodzi, ale o wiernosc i zaufanie, nawet jesli realizowane poprzez
                      nie-bzykanie sasiadek). I nie traktowalbys aktu seksualnego na rowni
                      z odlaniem sie pod krzaczkiem, bo, jak juz napisalam w innym poscie,
                      ten "drugi czlowiek" moze miec na te sprawe zupelnie odmienny
                      poglad. Ale masz racje, na pewno sie w tej kwestii nie dogadamy :)
                      • dziadek_54 Re: Dziadku, drogi! 28.09.08, 18:55
                        wilma.flintstone napisała:

                        > Ale masz racje, na pewno sie w tej kwestii nie dogadamy :)

                        Uffff! nareszcie doszlismy do jakiegoś konsensusu :)
                        Dzieki Dobremu Panu i za to :)
                        >
                        >
                        • wilma.flintstone Re: Dziadku, drogi! 28.09.08, 19:27
                          dziadek_54 napisał:

                          > Dzieki Dobremu Panu i za to :)


                          No, jak to mowia, lepszy rydz niz nic ;)
                • beznickowa01 Re: Dziadku, drogi! 29.09.08, 14:09
                  Małe dziecko nie zrozumie pojecia, ze cos jest gorace zanim sie nie
                  poparzy..., tak wiele osob nie zrozumie o czym piszesz zanim nie
                  dojrzeje.... ( a wiadomo ze nie wszyscy mimo wielu doswiadczen i
                  wieku dojrzeje)
      • permanentne_7_niebo Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 28.09.08, 12:02
        1.xxx12345 napisała:

        > zapewniam ciebie jednak, że istnieje mnóst
        > wo mężczyzn, dla których inteligencja stoi przed urodą, dla
        których charakter j
        > est ważniejszy niż umiejętność bawienia się na party itd. fakt,
        nie łatwo ich c
        > zasami odszukać, bo giną w cieniu głośno krzyczących macho-
        adonisów.

        Gdzie???? Bo ja mam takie same kryteria, a tego typu facetów ani
        widu, ani słychu... Kunegunda, świetnie Cię rozumiem:)
    • mahadeva Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 09:42
      wiem, ze rozmowa ta jest dosc teoretyczna :) bo jestesmy bardzo
      przesiaknieci schematami, ze trzeba miec faceta, meza, zalozyc
      rodzine... trudno sie z nich wyrwac :) a jest jeszcze cos takiego
      jak natura, osobiste preferencje... mysle, ze na tym powinnas sie
      skupic, masz ochote na seks bez zobowiazan - rob to, masz ochote
      zamieszakac z kobieta - zrob to :)
      ja czekalam wiele lat nim poznalam fajnego faceta, chetnego do
      milego, porzadnego zwiazku, wczesniej faceci traktowali mnie tylko
      jako zabawke do lozka... ten w sumie tez lubi seks, ale oprocz tego
      przyjaznimy sie normalnie, spedzamy razem czas i jestem tylko ja na
      scenie :)
      masz racje - faceci mnie lubia, szanuja, koleguja sie - tylko
      dlatego, ze jestem atrakcyjna fizycznie, tak bylo zawsze... profesor
      mnie dlatego lubil i szef w pracy... no ale jakos mi to nie
      przeszkadza :) ja sie bawie swoim umyslem, oni moim cialem, a
      zreszta ja tez lubie swoje cialo, ostatnio zastanawialam sie, co
      jest w zyciu wartoscia, i wyszlo, ze cialo jest jadna z
      najwazniejszych :) lubie moje miesnie, skore i to, ze moge przebiec
      15 km bez wiekszego wysilku :) dziwne jest jednak to, ze dopiero
      pierwszy facet od lat trafil sie monogamiczny i uwielbiajacy tak
      bardzo to moje cialo :)
      • krzysztof-lis Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 14:08
        > masz racje - faceci mnie lubia, szanuja, koleguja sie - tylko
        > dlatego, ze jestem atrakcyjna fizycznie,

        A wiesz, że podświadomie postrzegamy osoby atrakcyjne jako posiadające również
        inne przymioty, m.in.:
        * inteligentne,
        * mądre,
        * uczciwe?

        Dotyczy to obu płci...
    • charrlie Widziałam je wczoraj... 26.09.08, 10:44
      Przyznam, że wczoraj widziałam dwie lesbijki... Pech chciał, że gdzie nie
      poszłam, tam one były. I tak 3 razy. Począwszy od kawiarni, kończąc na sklepie,
      w którym nadziałam się na nie "za półkami" całujące... A raczej "podgryzające
      sobie wargi". Wybaczcie, ale nie mogłam na to patrzeć. To było okropne. Dlatego
      też, czym prędzej opuściłam tamto miejsce. Tym bardziej, że to były takie typowe
      gó...ary... Liceum? Może gimnazjum?
      Nie wspominam już nawet o ich sprzeczce w kawiarni, kiedy to jedna o drugą była
      zazdrosna z powodu kelnerki... Która zresztą nie była zainteresowana ani jedną,
      ani drugą...
      • bene_gesserit Re: Widziałam je wczoraj... 26.09.08, 11:00

        Caly dzien chodzilas za dwoma napalonymi dziewuchami, starajac sie
        podsluchac, co sie da? Ale wlasciwie po co?
        • charrlie Re: Widziałam je wczoraj... 26.09.08, 11:26
          bene_gesserit napisała:

          >
          > Caly dzien chodzilas za dwoma napalonymi dziewuchami, starajac sie
          > podsluchac, co sie da? Ale wlasciwie po co?


          Ty w ogóle czytałaś/eś co ja napisałam? Bo mam wrażenie, że w ogóle. Albo ktoś
          ma tu kłopoty z czytaniem ze zrozumieniem.
          Pisze wyraźnie, że nie mogłam na to patrzeć i celowo opuściłam pole widzenia, w
          którym one się znajdowały. A to że je spotkałam po kawiarni w sklepie- było
          przypadkiem.
          Gdybyś przeczytał, wiedziałbyś, a nie pisał, że "cały dzień za nimi chodziłam,
          starając się podsłuchiwać".
          Boże, po co tu w ogóle cokolwiek pisać, jak taki przyjdzie i sobie wszystko i
          tak po swojemu opowie, nie istotnym jest fakt, że całkiem inaczej i nic się nie
          zgadza.
          • pacal2 też masz chyba kłopoty z czytaniem :) 26.09.08, 14:26
            Pisze jak wół:

            > bene_gesserit napisała:

            A ty całą perorę kierujesz do mężczyzny...
      • kobieta_na_pasach Re: Widziałam je wczoraj... 26.09.08, 11:06
        ale przyznaj, ze gorszy jest widok dwoch podgryzajacych sie
        facetow:)))))
        a gowniary z tego wyrosna.
        • charrlie Re: Widziałam je wczoraj... 26.09.08, 11:27
          Tak, tak. "Takich" dwóch facetów widziałam wczoraj. Przechodzili obok mnie. Na
          szczęście się nie podgryzali...
        • boldietorun gó...ary i zachowania lesbijskie 27.09.08, 11:07
          to czego ja nie zrobiłabym na ulicy z moją dziewczyną, ze strachu, a
          boję się ją nawet złapać za rękę, młodzież w wieku licealnym robi
          chyba po to by prowokować, szokować... i tak stadło bez własnego
          rozumu, chwytając się czegokolwiek, o czym się tylko mówi głośno w
          kontekście zakazów, przykłada się do skrzywionego już i tak
          wizerunku kobiet (bo za gejów się nie wypowiadam) homoseksualnych.
      • zdanka1 Re: Widziałam je wczoraj... 26.09.08, 12:36
        Rozbawiający post:))))))))))))))

        nie pamiętam już kto, jest autorem takiej psychologicznej teorii
        dotyczącej rozkładu orientacji płciowej wsród ludzi.
        W skrócie chodzi o to, ze orientacja jest linią ciagła, na jednym
        jej końcu mieszczą się 100% heteroseksualisci , a na drugim 100%
        heteroseksualisci. Obu jest w społeczństwie MAŁO. Na srodku linii
        znajduje siępunkt 0 - tutaj mieszczą się biseksualisci, którzy
        równiedobrze miewaja się w zwiazkach z facatami, jak i z kobietami.

        100% hetero----------------0-------------------100% homo

        Chodzi o to, z e wiekszosc społeczństwa miesci się pomiędzy punktem
        0, a 100% homo lub hetero, rózni sie tylko i wyłacznie połozenie , a
        wiec stopień nasilenia popędu homo lub hetero. Jesli gosc będzie
        znajdowął sie w połowie drogi międyz punktem 0 a 100% homo, to jest
        biseksualny z tendencja do wolenia jednak w łozku facetów :)

        Bardzo prosta , sensowna i madra teoria. Rozwala wszystkie sterotypy
        wg których swiat dzieli się na "heteroseksualnych macho i blondyny
        oraz homoseksualnych pedziów i lesby".
        a ja widziałam wczoraj sarne :)))
        • zz09 Re: Widziałam je wczoraj... 26.09.08, 15:37
          Dla ścisłości: to nie jest żadna teoria, tylko narzędzie do
          zapisywania ludzkiej orientacji. Tak jak papier w kratkę nie jest
          wykresem, tylko pomocą w jego narysowaniu. Teoria by była wtedy,
          gdyby np. odnosiła się do tego, jaki jest rozkład populacji w
          poszczególnych obszarach wykresu. W takim ujęciu, w jakim to
          przedstawiasz, mówisz tylko, że ludzie się różnią. Co jest oczywistą
          prawdą. No i może na tym warto by całą dyskusję zamknąć?
          Inna rzecz to sensacyjna wiadomość "Widziałam je wczoraj" (są tylko
          dwie w Polsce?!). Większość ludzi nieobytych z widokiem zachowań
          erotycznych dwóch osób własnej płci odczuwa przy takiej okazji jakiś
          rodzaj wstrętu czy w każdym razie dyskomfortu. Nie ma w tym według
          mnie nic wstydliwego ani homofobicznego. Pytanie tylko, czy na tym
          etapie należy się zatrzymać. Czy człowiekowi nie po to dane są
          narzędzia analizowania świata - także i SAMEGO SIEBEI - żeby mógł
          zrozumieć, skąd się ten odruch bierze i próbować go oswoić?
          Niektórzy przez całe życie będą powtarzać, jacy okropni
          są "podgryzający sie" faceci, a inni zaczną się zastanawiać, z czego
          taka reakcja wynika i jak można ją w sobie przewartościować.
          Przychodzi mo do głowy przykład kuzyna, który całe życie powtarza,
          że nie lubi francuskich filmów i nie ma takiej siły, żeby go
          przekonać, że 1. bywają różne 2. guzik o nich wie 3. ostatni oglądał
          25 lat temu 4. jest idiotą, skoro porusza się po świecie traktując
          takie dyrdymały jako drogowskazy.
          • zdanka1 Re: Widziałam je wczoraj... 26.09.08, 19:26
            Absolutnie nie - jest to teoria i nie ma tu zadnego błedu
            metodologicznego co. Musiałabym tylko dokładniej poszukać autorki i
            dokładnej nazwy - bo zwyczajnie tego nie pamiętam, kojarzę jednak ,
            ze to mniej wiecej lata 80-te XX wieku.
            Narzedziem badawczym jest w tym wypadku kwestionariusz,w oparciu o
            którego pytania ustala sie stopień zainteresowania partnerami płci
            homo i hetero oraz wywiad i te badania zostały już przeprowadzone
            na reprezentawtynej próbie populacyjnej. Linia ciągła nie jest jest
            niczym innym jak zobrazowaniem teorii, nie narzedziem badawczym.

            • pamejudd Re: Widziałam je wczoraj... 26.09.08, 21:44
              Nie ma bledu metodologicznego? Trafnosc teoretyczna tez gra?

              Dawaj pysiaczku odnosnik literaturowy i rozlozymy ten g**niany kwestionaiuszyk na drobinki.
              • zdanka1 Re: Widziałam je wczoraj... 27.09.08, 16:09
                Sugeruję najpierw wrócić do szkoły, zeby nauczyc się czytać ze
                zrozumieniem. Potem kupić sobie " Podstawy metodologii socjologii",
                zeby rozumieć o czym się mówi : technika, narzedzie, metoda, teoria -
                pierwsze rozdziały. A potem zwracać sie " pysiaczku" do swojej
                lubej, o ile tak lubi, bo ja z toba swiń nie pasałam.
    • t1000m Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 10:59
      coz, nikt nie ma lekko... wiele facetow moglo by napisac podobnie -
      prosciej zbudowac most do ameryki, niz zrozumiec kobiety... najlepiej
      dogaduje sie z kumplami, sa hetero i maja spory temperament w lozku...
      problem odwieczny... mysle ze zrozumiec sie do konca nie da, tak jest
      i juz; dobrze, jesli uda spotkac w polowie drogi; cos mozna zmienic,
      cos trzeba zaakceptowac i juz... wiezmy w przeznaczenie, ale tez
      pamietajmy, ze jemu trzeba pomoc :)
    • goblin.girl Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 11:02
      > Kobiety (oczywiście te, które znam), są zupełnie inne. Dobre, kochane,
      > ludzkie. Nieważne czy wyglądam ładnie, czy nie, one zawsze traktują mnie tak
      > samo.

      rozważania są dosc teoretyczne, jesli sie nie mylę, mowisz o relacjach z
      heteroseksualnymi kobietami, nie ma gwarancji, że dla kobiet homoseksualnych
      Twoja atrakcyjnośc nie byłaby na pierwszym planie, bez względu na to, co byś
      mówiła i jak sie zachowywała.
      Poza tym, mnie się osobiście wydaje, ze spotkałam w życiu kilku facetów, dla
      których byłam atrakcyjna, a jednak pozostanie na etapie skumplowania nie było
      wiekszym problemem, podobnie takich, dla których nie byłam atrakcyjna, ale też
      nie przeszkadzało to w utrzymywaniu znajomości. Sukcesem było poznanie faceta,
      dla którego jestem atrakcyjna (i vice versa), a jednoczesnie jesteśmy przyjaciołmi.
    • dona_lukrecja Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 12:22
      Mam takie samo zdanie o facetach, łącze się w bólu. z dwojga złego wolałabym już
      chyba być aseksualna.
      • mahadeva Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 12:28
        a ja mam dobrze, bo nikt mnie nei chce :)
        • dona_lukrecja Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 12:36
          mahadeva napisała:

          > a ja mam dobrze, bo nikt mnie nei chce :)

          Czy ty zawsze musisz wszystko odnosić do siebie?
          Chodziłas kiedyś na jakąś psychoterapię? Przydałoby się. Ja tu widze delikatny
          borderline.
          • zdanka1 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 12:40
            >Ja tu widze delikatny
            > borderline.

            He, he, a mocny borderline jest jak sztorm?:))))
            Ale zabawny temat:)
            • dona_lukrecja Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 12:41
              zdanka1 napisała:

              > >Ja tu widze delikatny
              > > borderline.
              >
              > He, he, a mocny borderline jest jak sztorm?:))))
              > Ale zabawny temat:)
              >
              Większośc zaburzeń osobowości można stopniować ze względu na nasilenie. Nie wiem
              co w tym zabawnego.
              • zdanka1 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 13:02
                Zabawnie brzmi okreslenia "delikatny borderline".
                Tak samo jak zabawnie brzmiałoby okreslenie " maleńka schizofrenia"
          • mahadeva Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 13:53
            nie wiem, jak mozna weszyc wszedzie zaburzenia psychiczne :) recze
            Ci, ze jestem relatywnie normalna :)
        • mrsnice Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 12:57
          a to ten trzyipółtygodniowy już cię nie chce?
          • mahadeva Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 13:52
            wlasnie caly czas mnie chce :) nadal nie moge w to uwierzyc :)
      • 1.xxx12345 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 12:31
        dona_lukrecja napisała:

        > Mam takie samo zdanie o facetach, łącze się w bólu. z dwojga złego wolałabym ju
        > ż
        > chyba być aseksualna.


        ale przecież to faceci wymyślili wibrator :)))
        • dona_lukrecja Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 12:37
          1.xxx12345 napisała:

          > dona_lukrecja napisała:
          >
          > > Mam takie samo zdanie o facetach, łącze się w bólu. z dwojga złego wolała
          > bym ju
          > > ż
          > > chyba być aseksualna.
          >
          >
          > ale przecież to faceci wymyślili wibrator :)))]

          Co ma piernik do wiatraka? A wibrator to dobra zabawka dla autoseksulanych :D
          • bogiemslawiena Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 13:07
            Wrzuć sobie na google temat " kontiunuum lesbiańskie/lesbijskie".
            Mam to samo, co ty. Mam kilka tak bliskich mi kobiet, że chętnie bym
            się z nimi związała :) Dotyk, ciepło i erotyzm w naszych relacjach
            jest tak naturalny jak rozmowa. Mimo wszystko nie określę siebie
            jako lesbijki ani nawer osoby biseksualnej. Bardziej pasowałoby
            określenie osoby wrażliwej na piękno.
            Jeśli zaś chodzi o facetów, to są kulturowo skrzywdzeni, podobnie
            jak kobiety. Być może dlatego nie potrafisz z nimi złapać wspólnego
            języja i wydają ci się poniekąd podgatunkiem. Ale wyboraź sobie, w
            jaki sposów w naszej kulturze jest wychowywany mężczyzna. Narzuca
            się na niego wiele zakazów, które wypaczają jego emocje. Inna sprawa
            jest taka, że ludzie są leniwi i jeśli ktoś ich nauczy żyć wg
            stereotypu, nie bardzo mają ochotę szukać własnej drogi, bo to boli.
            Więc lepiej żyć i bezpieczniej zgodnie z przyjętą normą. Zastanów
            się, jaka jest teraz norma. Norma to większość. Ale czy większość to
            lepsza wartość? Nie. Przypomina mi się zdanie "jedzmy gó..., miliony
            much nie mogą się mylić". W każdym razie nie spodziewaj się po
            ludziach wiele, będzie ci łatwiej.
            Oczywiście są też mężczyźni, których szukasz. Ale niestety mało
            ich :)
    • g.r.a.f.z.e.r.o Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 13:16
      Z twojego postu wyniki że koleżanki cie lubią bo jesteś niezbyt atrakcyjna.
      A faceci traktują cie inaczej "przed" a inaczej "po" jesteś łatwa...
      • kunegunda123 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 19:25
        'przed' oznacza przed zrobieniem sie, makijażem, 'po' kiedy wygladam już dobrze.
        umiesz czytać ze zrozumieniem...?
    • darr.darek Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 13:24
      kunegunda123 napisała:
      >Nie potrafię zaakceptować tego, że jeśli facet uważa mnie za atrakcyjną to
      >nieważne będzie za bardzo co powiem, zrobię, jak się zachowam a i tak będzie
      >dobrze. Natomiast jeśli będę w jego oczach pasztetem (co za okropne
      >określenie- ciekawe kto to wymyślił:/) albo przeciętniarą nawet, to mogę
      >sobie błyskać inteligencją i dowcipem a najprawdopodobniej nie będę nawet
      >atrakcyjną partnerką do krótkiej pogawędki

      Kobiety też mają pewien próg akceptowalności i podobnie reagują. Różnica może
      być w tym, że mężczyzna ma próg akceptowalności częściej związany z urodą,
      ciałem i wiekiem kobiety, a kobiety mając rozszerzone pole oceny mogą się skusić
      na krępego, łysego brzydala, który "tak swobodnie się czuje w swoim drogim aucie
      i tak mu pasuje drogie, dobrze umeblowane mieszkanie", że nagle dostrzegają jego
      intelekt (choć ma przeciętny) i inne "przymioty".

      Dodatkową różnicą jest sposób podchodzenia do związków. Wbrew Twoim wstępnym
      tezom, to raczej mężczyzna jest w stanie zaniżać często próg akceptowalności, bo
      chce się "wyżyć" w krótkich przygodach. Kobiety rzadko zaniżają próg
      akceptowalności tylko dlatego, żeby z kimś nieatrakcyjnym się "pobzykać" i
      zapomnieć następnego dnia. Z tym mogą być związane te nieprzyjemne "po":
      > ukryć swoje mankamenty a wydobyć zalety. No i niestety, reakcje często
      > tych samych facetów na moją osobę 'przed' i 'po' są zupełnie różne.

      Rada:
      Znajdź faceta (sporo?) starszego od siebie, który myśli o ustatkowaniu się i dla
      którego Twój młodszy wiek jest już dużym atutem. Nie szalej z wysokim progiem
      akceptowalności, jeśli samą Cię to denerwuje i nie jesteś ideałem. Chociaż
      jednak, nie zaniżaj tak progu, aby lecieć na "byle ładniejszego od diabła" -
      chyba jesteś na tyle duża, że potrafisz to wypośrodkować.

      Twój wysoki temperament seksualny jest atutem dla wielu (niektórych?) mężczyzn -
      większość kobiet ma niski temperament.

      Życie, rzecz jasna, nie składa się z samego seksu, ale namawianie "dziadka" do
      całkowitej swobody seksualnej (po trosze przeczy sam sobie, bo w takiej
      konkluzji wstrzemięźliwość pukania na boku powinna być wg niego bardzo łatwa) w
      ramach małżeństwa nie sprawdza się zwykle. Jeśli facet zamiast trzymać Cię jako
      swój skarb zaczyna wstawki o wspólnym pukaniu z innymi parami z żoną w roli
      "zachęty", to raczej nie będzie on mężczyzną Twojego życia.


      • permanentne_7_niebo Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 28.09.08, 17:01
        Twój wysoki temperament seksualny jest atutem dla wielu
        (niektórych?) mężczyzn -
        większość kobiet ma niski temperament.


        ????
    • 4g63 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 13:24
      problem w tym że kobiety olewają normalnych i fajnych facetów...
    • prawdziwy.optymista ...my faceci też żałujemy. 26.09.08, 13:36
      Wiesz punkt widzenie zależy od punktu siedzenia. Skoro dla facetów nie jesteś
      atrakcyjna, to gdybyś była lesbijką pewnie nie byłabyś atrakcyjną i dla nich.
      Grunt to uwierzyć w siebie, jeżeli sama uważasz się za nieatrakcyjną to jakim
      cudem ktoś ma w Tobie dostrzec coś pięknego? no i ten temperament seksualny.
      Mężczyźni boją się wiązać z takimi kobietami na dłużej bo obawiają się zdrady.

      ------------------------

      Czytam i popieram: kierowcatira.blox.pl
    • dannybailey Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 13:46
      a ja żałuje że nie jestem kobietą, tak trochę, ale co z tego...
    • jarek1947 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 14:19
      Nic straconego, jak Ci to pasuje to zawsze mozesz zmienić
      orientacje seksualną.
      • kunegunda123 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 19:27
        a można wiedzieć jak??? pomyśl najpierw zanim coś napiszesz.
    • galia29 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 14:26
      A mnie się teoria dziadka podoba- podoba o tyle,że też wydaje mi się,że ludzie
      robią zbyt wielkie dramaty wokół zdrad- przekreślają często lata wspólnego życia
      w imię czego tak na prawdę? Urażonej dumy? Poczucia własności? Jeśli związek się
      nie układa a do tego dochodzi zdrada to nie ma sensu go ciągnąć, ale często
      rozpadają się z powodu skoku w bok małżeństwa którym było ze sobą całkiem
      nieźle. I chociaż jestem kobietą to wydaje mi się,że to kobiece zdrady bardziej
      mogą być powodem rozstania ale nie dlatego ,że mężczyznom więcej wolno, tylko
      dlatego ,że kobiety zwykle w zdradę angażują emocje a to już oznacza znaczne
      oddalenie się psychiczne od własnego partnera, natomiast jestem skłonna
      uwierzyć,że dla mężczyzn jest to akt czysto fizjologiczny.W związku ważniejsze
      jest wspólne życie, wspólna codzienność, przyjaźń. I zdecydowanie podoba mi się
      uczucie, lojalność i podejście dziadka w stosunku do żony po 32 latach razem. To
      ja wolę ,żeby facet mnie zdradzał ale po 32 latach uważał za przyjaciela i
      doceniał to,że to również dzięki mnie wiele osiągnął niż żeby był mi wierny i
      myślał o mnie : ta stara mi życie zmarnowała;)
      Ja mężczyzn zaczynam chyba rozumieć w 32 wiośnie życia, ale to wymagało żmudnej
      nauki i zagłębienia się w psychologię oraz otwarcia się na to co mają do
      powiedzenia i akceptacji faktu,że tak! tak! są inni niż my i im z nami też
      trudno! Ale sama mam przyjaciółki z którymi stworzyłybyśmy idealną parę - to
      oczywiste, więcej nas łączy niż dzieli, byłoby znacznie łatwiej:) Dlatego mądra
      natura obdarzyła nas pociągiem do płci przeciwnej, bo idąc za tym co łatwiejsze
      i bardziej logiczne szybko wymarlibyśmy jako gatunek:) Ale w zasadzie... jedna z
      tych przyjaciółek nawet mi się podoba;))))), a dzieci już mam:))
      • 1.xxx12345 podpisuję się obydwiema rękami.... 26.09.08, 14:41
        • 0-gramma Re: podpisuję się obydwiema rękami.... 26.09.08, 14:56
          Nie trafiłaś na właściwego.

          -----------------------------------
          Grafolog
          • 1.xxx12345 Re: podpisuję się obydwiema rękami.... 26.09.08, 15:01
            było to do mnie???

            nie ograniczaj cudownej różnorodności świata do wyłączności twoich horyzontów
            postrzegania i akceptacji.
      • carlos_m Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 15:34
        wydaje mi sie, ze w zdrada wiaze sie czesto z utrata "poczucia
        bezpieczenstwa", gdyby kobieta byla pewna, ze maz jej nie opusci, w
        wielu przypadkach zwiazki by sie nie rozpadaly z takim hukiem...
        • nikodem_73 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 16:46
          To ma sens.
    • wodni.k Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 14:31
      kunegunda123 napisała:

      > Poważnie. Czasami wydaje mi się, że byłabym o wiele bardziej
      szczęśliwa i
      > spełniona w życiu osobistym, gdybym była lesbijką. Tu już nawet nie
      chodzi o
      > to że faceci są tacy beznadziejni, be i w ogóle.

      Chyba Cie rozumiem bo po 21 latach małżeństwa żałuję, że nie jestem
      gejem
    • amambilis Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 15:16
      Zaraz tam pojechać.
      To ładne marzenie - ja też wolałabym żonę zamiast męża... ;)
      amabilis.blox.pl/html
    • kasandra321 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 16:04
      Doskonale Cie rozumiem . Również wolałabym być lesbijką.
      Mysle, ze kiedys Kobiety wyeleminuja ten chory gatunek zwany "mezczyzna" , lub sam sie zniszczy.
      Zauwaz ,ez to mezczyzni zazwyczaj gwalca, bija, rabuja...zaczynaja wojny. O ile spokojniejszy bylby swiat bez tego testosteronu.
      Partenogeneza jest mozliwa:)
      Ja rowniez z p[odobnych wzgledow nie lubie facetow. Mysla tylko ta druga glowa, jak widza dupe i cycki to przeslaniaja im one caly swiat ... i nie jest wazna milosc , wiernosc ,zaufanie obietnice.
      Nie dla nich liczy sie inseminacja. Biologia i chemia...
      Coraz bardziej niecierpie facetow.
      Potrafia tylko ranic.

      • carlos_m Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 16:21
        kasandra, zakladam ze twoj post to nie prowokacja... moze
        Twoje "zle" doswiadczenia wynikaja z Twojego zachowania, jezeli od
        pierwszego spotkania traktujesz mezczyzne jak potencjalnego
        gwalciciela, ktory bedzie Cie bil, no i oczywiscie jest
        troche "niedorozwiniety" bo mysli tylko "dupach", wiec nie mial
        czasu, aby rozwinac sie intelektualnie to nic dziwnego, ze nie
        potrafisz znalezc z nimi porozumienia, znam wielu fajnych facetow,
        ktorzy maja partnerskie zwiazki, w ktorych obie strony sie
        realizuja. Wielu mezczyzn rzeczywiscie zachowuje sie jak "dupek",
        ale moze wystarczy poswiecic troche czasu i okaze sie, ze nie
        dlatego, ze sa zli, ale moze dletego, ze nigdy nie byli kochani, nie
        mieli wzorca, maja kompleksy. Latwo jest powiedziec, ze kobiety sa
        modre i czule, a faceci glupi i ograniczeni, a o wiele trudniej
        postarac sie zrozumiec druga osobe i jej pomoc. Prawie kazdy ma
        jakis problem i ja bym nie czekal na ksiecia z bajki lub postulowal
        o eksterminacje mezczyzn, ale moze dobrze sie rozejrzal w okolo, a
        moze jest w poblizu mily facet, ktory nie wie, czego oczekuja
        kobiety (bo mu zadna nie powiedziala) i wali gafe za gafa.
        • kasandra321 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 16:50
          Carlos nie oceniam nikogo na podstawie pierwszego wrazenia.
          W przeciwienstwie do facetow. Tak jak napisala zalozycielka tego watku mezczyzna woli pogadac ,adorowac , czarowac kobiety ktore sa wedlug niego atrakcyje na te mniej chocby nie wien jak inteligentne nie zwraca uwagi... coz nim rzadzi? oczywiscie poped. Dlatego kobiety traktuje przedmitowo. To co pisze wiem z autopsji.
          Bylam w swoim zyciu z kilkoma facetami. Teraz tez z kims jestem i drazni mnie to ze moj facet oglada sie za innymi kobieta ,czy masturbuje sie ogladajac jakies dupy. Mnie to rani. Moze uda mi sie zmienic orientacje . Zakladam ze gdy mowimy o wiernoci i ustalamy jakies zasady to powinnismy ich przestrzregac. Nie watpie ze zdarzaja sie wrazliwi mezczyzni, jednak sa to wyjatki. U kobiet empatia jest bardziej rozwinieta.
          • nikodem_73 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 16:58
            "I w ogóle kobiety są ubermenchen. I to co ja wiem o kobietach i mężczyznach
            jest prawdą objawioną"

            Jak można w dwóch akapitach nasadzić tyle banałów i stereotypów? Jest jakiś kurs
            przygotowawczy?
            • kasandra321 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 17:11
              Nie powiedziałam , ze kobiety sa jakimis nadludzmi . Sa zwyczajnie wrazliwsze. Co do kursu ktory upowaznia mnie do pisania takick "banałow" to jest to kurs pt: zwiazek z facetem
              • nikodem_73 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 17:28
                Oczywiście. Bo nie ma kobiet, które traktują facetów jak skrzyżowanie wibratora
                z bankomatem :D

                I chyba też sobie zafunduję jakiś związek z facetem skoro to usprawiedliwia
                wypisywanie BZDUR.
          • yl2001 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 17:12
            Natura, panie ...
            A dlaczego to nie mężczyźni mieliby wymagać, żeby na świecie nie było stałych
            związków, tylko wolny seks z kim popadnie?
            I to nie ma nic wspólnego z empatią.
          • carlos_m Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 18:01
            oczywiscie, ze mezczyzna bedzie adorowal kobiety atrakcyjne... nie
            podejrzewam tez, aby kobieta byla zainteresowana nieatrakcyjnym
            mezczyzna...
            na atrakcyjnosc wplywa zas wiele czynnikow, nie tylko wyglad
            zewnetrzny, ale inteligencja, klasa, zainteresowania, status
            spoleczny...
            miedzy kobietami a mezczyznami jest tylko taka roznica, ze u
            pierwszych wieksza wage ma status spoleczny, zas u drugich wyglad
            wewnetrzny. Zaden z nich nie jest gorszy...
            fakt, ze wiecej kobiet jest zawiedzionych mezczyznami, niz mezczyzn
            kobietami wynika tylko z poziomu oczekiwan, ktore kobiety czesto
            maja ustawione bardzo wysoko bez zadnego refleksu na temat tego, co
            oferuja w zamian....
            • carlos_m Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 18:03
              i tez kieruja sie stereotypami w stylu ja dam mu moje cialo, a za to
              wymagam .... (i tu cala lista), poniewaz wiele kobiet uwaza, ze
              mezczyznom zalezy tylko na seksie...
              • kasandra321 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 18:38
                Nie uwazam , ze mezczyznom zalezy tylko na seksie,choc zadza i chuc odgrywaja w ich zyciu wazniejsza role niz u kobiet.Wystepuje nawet u facetow taki odruch Pavlowa :jedrna pupa + cycki na ekranie i nastepuje wzód;) Nie jest tak?
                Kobieta nie robila by czegos co ranilo by jej partnera.
                Nie zachwycala aby sie dupa innej kobiety gdyby wiedziala ze rani to osobe z ktora jest.

                Jezeli chodzi o kierowanie sie steoretypami. Mam przykre byc moze doswiadczenia. Jessem osoba stosunkowo mloda mam 26 lat , robie doktorat , jestem niezalezna i nigdy nie chcialabym sie uzaleznic od drugiego czlowieka, mysle ze tez dosc atrakcjna. Kiedys ,jezdzilam dosc dyuzo stopem lubilam

                takie wagabunowanie.czesto s lyszalam teksty. jest Pani piekna, poradz sobie Pani w zyciu itp pierdoly.Bylam z 3 facetami wszystkich zostawilam.chyba tak naprawde ich nie kochalam. Teraz wydawalo mi sie ze znalazlam kogos , kogo kocham . Mamy wspolne tematy staram sie zawsze go wysluchac zreozuniec, gdy trzeba pocieszyc . seks jest ogolnie satysfakcjonujacy, jako,ze oboje mamy temperement.Tylko irytuje mnie to gdy on oglada krocze innej kobiety.wkurza mnie to i juz. moze dlatego ze go kocham i jestem zazdrosna. Mysle ,ze bedziemy musieli sie rozstac. Saq nawet gatunki malp ktore potrafia zyc w momogamii. Mezczyzni tego nie potrafia.












                • carlos_m Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 20:32
                  generalnie Cie rozumiem i w wiekszosci spraw zgaszam, jednak co do
                  ranienia to sie grubo mylisz, albo nie wiesz co rani mezczyzn:
                  - kotku zobacz Maliowski kupil zonie nowy samochod, a ty co?
                  - misiaczku jak to sie dzieje, ze tyle pracujesz i jeszcze nie
                  awansowales?
                  - nie pamietam kiedy ostanio kupiles mi bizuterie, chyba mnie juz
                  nie kochasz?
                  ....
                  ....
                  ....
                • carlos_m Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 20:37
                  co do zdrady to masz racje, ale latwo Wam mowic to nie w Waszysz
                  zylach buzuje testosteron, zrob eksperyment i przez miesiac
                  wstrzykuj sobie testosteron i pogadamy, moze okaze sie, ze silny
                  charakteru nic nie pomoze na hormony...
                  tak samo mezczyzni nie powinni narzekac, ze kobieta zaraz chce miec
                  dziecko, tak juz jest i koniec, trzeba o tym wiedziec rozmawiac i
                  zastanowic sie jak to pogodzic...
                • samentu Re: Wybacz 27.09.08, 02:16
                  ale żeby inteligentna i wykształcona dziewczyna wypisywała takie bzdury to
                  zwyczajnie nie przystoi
                  1. co do wzwodu to cycki + pupa na ekranie starczała mi jak miałem mniej niz 10
                  lat - uwierz że z wiekiem wymagania w tej kwestii sporo wzrastają
                  2. jak przeszkadza Tobie masturbacja partnera to w czym problem? Przecież facet
                  tego nie robi bo akurat się nudzi i ma na to ochotę ale dlatego że musi!
                  Podobnie jak sika to nie robi dlatego że chce tylko musi!
                  Czysta fizjologia. Jądra nie są z gumy i to co wyprodukuja musi zostać wydalone.
                  Toż to wiedza na poziomie biologii szkoły podstawowej:P
                  Więc jak przeszkadza Tobie że zajmuje się tym sam to się zaopiekuj swoim miśkiem
                  i jego interesem, a zapewniam Cię że reguralnie "oprózniany" na inne patrzeć
                  nie będzie bo nie będzie miał potrzeby:P
                • dziadek_54 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 27.09.08, 07:48
                  kasandra321 napisała:

                  > Jessem osoba stosunkowo mloda mam 26 lat , robie doktorat ,
                  > ac.

                  Saq nawet gatunki malp ktore potrafia zyc w momogamii. Mezczyzni
                  tego nie p
                  > otrafia.
                  >
                  > Nie chcialbym byćniegrzeczny , ale marnie widze ten Twoj doktorat.
                  Brakuje Ci logiki , a ona jest niezbedna , bez wzgledu na to czy
                  masz pracowac "w tematach" humanistycznych czy technicznych .
                  Piszesz ,ze mężczyźnie nie potrafia dochować monogamii a
                  jednocześnie jestes o to zazdrosna.
                  Jesli wiesz, ze w w lodówce jest zimno to nie starasz sie w niej
                  podgrzać kotleta.
                  Zgodnie z logika powinnaś zaakceptować fakt ,ze męzczyźni nie sa
                  monogamiczny i uwzglednic to w swoich planach, a nawet starac sie
                  osiągnąc z tego korzyść.
                  Twoje aktualna postawa swiadczy o tym ze nadal jestes na etapie
                  poszukiwania lodowki przydatnej do odgrzewania kotletow.
                  To źle wróży Twojej pracy naukowej.>
                  Pozdrawiam.
                  >
                  >
                  >
                  >
                  >
                  >
                  >
                  >
                  >
                  • kasandra321 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 27.09.08, 11:12
                    Jesteś niegrzeczny, ja widze doskonale swoj dotorat.
                    Wszystko jest kwestia zasad i umowy. Jezezli Twojej zonie nie przeszkadza Twoja niewiernosc nie ranisz jej tym, jezeli to działa rowniez w odwrotna strone to swiadczy tylko o tym ze cos sie miedzy wami wypalilo. Namietnosc , pasja , pozadanie.Co pozostaje? przyzwyczajenie? szare ,plaskie... wdziecznosc za wychowanie dzieciaczkow?taka dobroduszna...czulosc?A gdzie szukasz uniesien? U sasiadki? ok ,ale jak juz pisalam wszystko to kwestia zasad.
                    Jezeli chodzi o moje wymagania, to chcialabym zeby mezczyzna z ktorym jestem byl mi wierny, dal mi poczucie bezpieczenstwa, szanowal, kochal i vice versa. Tylko tyle . Jezeli sdobie tak ustalilismy, przyjelismy razem te zasady to nie powinnismy ich łamac.Prawda? Wiedzac o tym , ze sprawia to bol tej drugiej osobie. Jest tak?
                    Nie chce generalizowac, jednak jest tak , ze wiekszosc mezczyzn łamie te zasady. Jezeli chodzi o testosteron i kierowanie sie hormonami, to czy my kobiety ktore cierpimy na syndrom napiecia przedmiesiaczkowego dajemy sie nim zniewolic? Moze niektore tak ja nie. dlatego w nazwie naszaego gatunku mamy ten przyimek "rozumny" "homo sapiens' to ,ze nie dajemy sie zniewoloc zadza ,chuciom ,instynktom , to nas wlasnie rozni od zwiertzat.To ze potrafimy artykulowac swoje potrzeby, wczuc sie w sytacje innego czlowieka. Czy kobiete stres przedmisiaczkowy upowaznia do zdzielenia Cie w łeb patelnią? Szanownego Pana mysle , ze testosteron nie usprawiedliwia. Gdybysmy zamkneli sie w ramach istot , kierowanych tylko wydzielinami gruczołow kim bysmy byli? Jednak coraz czesciej widze ,ze spotakac mezczyne myslacego i czujacego jest coraz trudniej.
                    • dziadek_54 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 27.09.08, 11:57
                      no nic ! dziad wswoje , baba swoje.
                      Moj post był o czys zupełnie innym. dotyczył logiki ! na ten temat
                      nie piszesz ani słowa, chocia post napisalas pokaznych rozmiarow.
                      a ta Twoja teoria umow i przestrzegania jest łatwa do podwazenia.
                      Rownie dobrze moglby Twoj facet zarzadac wpisania do umowy ,ze nie
                      bedziesz miała okresu. kochasz Go zgadasz sie i co ?
                      Lamiesz umowe juz w pierwszym miesiacu obowiazywania. hehe.
                  • zdanka1 No to dobrze, z e nie zajałeś się nauką 27.09.08, 11:16

                    >Zgodnie z logika powinnaś zaakceptować fakt ,ze męzczyźni nie sa
                    >monogamiczny i uwzglednic to w swoich planach, a nawet starac sie
                    >osiągnąc z tego korzyść


                    Jak narazie to co napisałes jest nie tylko wbrew logice, ale przede
                    wszystkim - wbrew naturze. W jej planach jako samicy jest pzrede
                    wszystkim zapewnienie sobie samca , który bedzie dbał o nią i JEJ
                    potomstwo, bo to JEJ geny. Jesli miałaby akceptować to, ze jej
                    parner preferuje promiskuityzm działała by wbrew sobie - po nie
                    dosc, z e pozwalaąłby na rozprzestzrenianie jego genów na perawo i
                    lewo, to jeszcze akceptowałaby , ze wraz z tym rozsiewem , ona
                    ogranicza sobie coraz bardziej korzysci dla własnego potomstwa, an
                    rzecz potomstwa z pobocznych związków .
                    Jesli prezentujesz jakąś logike, to jest to logika bez uzycia
                    neuronów ...
                    ____
                    nie ma wybawców, którzy wiodą tłum
                    nie ma wybawców, którzy zbawią nas
                    jest tylko układ wrogich sił
                    • kasandra321 Re: No to dobrze, z e nie zajałeś się nauką 27.09.08, 11:37
                      racja:)
                    • dziadek_54 Re: No to dobrze, z e nie zajałeś się nauką 27.09.08, 12:00
                      A kopernik byla kobieta .hehe.
                      • zdanka1 Re: No to dobrze, z e nie zajałeś się nauką 27.09.08, 12:05
                        No popatrz, uwierzyłes Machulskiemu :)
                        • kasandra321 Re: No to dobrze, z e nie zajałeś się nauką 27.09.08, 12:12
                          ha,ha,ha...rozbawiłes mnie.serio:)
                          • kasandra321 Re: No to dobrze, z e nie zajałeś się nauką 27.09.08, 12:17
                            Rozbawiłaś. Przepraszam.
                          • dziadek_54 Re: No to dobrze, z e nie zajałeś się nauką 27.09.08, 12:18
                            Cieszy mnie bardzo , chociaz nie wiem jaki to ma zwiazek z dyskusja.
                            Mogłas mi to napisać na priv. :)
    • borys996 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 16:05
      "Nie potrafię zaakceptować tego, że jeśli facet uważa mnie za
      atrakcyjną to nieważne będzie za bardzo co powiem, zrobię, jak się
      zachowam a i tak będzie dobrze. Natomiast jeśli będę w jego oczach
      pasztetem...albo przeciętniarą nawet, to mogę sobie błyskać
      inteligencją i dowcipem a najprawdopodobniej nie będę nawet
      atrakcyjną partnerką do krótkiej pogawędki bo przecież w tym czasie
      można z ładniejszą pogadać..."

      Często kobiety tak samo traktują facetów...

      "Kobiety (oczywiście te, które znam), są zupełnie inne. Dobre,
      kochane,ludzkie. Nieważne czy wyglądam ładnie, czy nie, one zawsze
      traktują mnie tak samo."

      Oczywiście, bo jesteś kobietą a nie mężczyzną.

      Chyba zbytnio idealizujesz kobiety a demonizujesz facetów. Miej oczy
      otwarte, nie wszyscy faceci są tacy beznadziejni.
    • yl2001 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 16:24
      Jak jesteś ładna to ja mogę być 'misiaczkiem'.
      A na poważnie to która kobieta wybierze romantycznego mechanika zamiast
      szowinisty piłkarza?
      • galia29 Ja!!! 26.09.08, 16:50
        Mama alergię na piłkarzy:))))))))))))))
        • yl2001 Re: Ja!!! 26.09.08, 17:05
          :))))
          A co w takim razie z rokmenem olewusem-lekkoduchem?

          --------------------------------------------------
          "My baby's gone with the wind ..."
          • galia29 Re: Ja!!! 27.09.08, 07:48
            :)))
            Piłkarzem nie był,a na muzyków nie mam alergii -przeciwnie:))))
    • nikodem_73 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 16:43
      Jassssne. To tak sobie poparafrazuję:

      "Nie potrafię zaakceptować tego, że jeśli kobieta uważa mnie za bogatego to
      nieważne będzie za bardzo co powiem, zrobię, jak się zachowam, a i tak będzie
      dobrze. Natomiast jeśli będę w jej oczach "leszczem" (co za okropne określenie
      - ciekawe kto je wymyślił :/), albo przeciętniakiem nawet, to mogę sobie błyskać
      inteligencją i dowcipem, a najprawdopodobniej nie będę nawet atrakcyjnym
      partnerem do krótkiej pogawędki, bo przecież w tym czasie można z bogatszym
      pogadać..."

      Tak pitolić to mogę jeszcze długo. Jest to równie prawdziwe, jak to co Ty napisałaś.

      Może Cię zaskoczę, ale w pewnym wieku d*pa i cycki przestają facetowi
      przesłaniać świat i rozumie on, że rano fajnie jest o czymś pogadać. I wtedy to
      CO masz do powiedzenia staje się co najmniej równie istotne jak to jak wyglądasz
      (i tylko proszę, bez tekstów, że dla kobiet wygląd się nie liczy bo wybuchnę
      niepohamowanym śmiechem). Tyle, że różni faceci dochodzą do tego w różnym wieku.

      Dla szesnastolatka możesz mieć inteligencję opóźnionej w rozwoju ameby bylebyś
      miała wygląd. Dla sześćdziesięciolatka możesz wyglądać jak młodsza siostra
      potwora z Loch Ness bylebyś była inteligentna i dowcipna. Po prostu z czasem
      preferencje się zmieniają.

      A i na koniec - jeśli od początku nie masz wspólnego tematu na który możesz z
      facetem porozmawiać (Twój wygląd, wygląd innych kobiet, to jak bardzo się
      kochacie i plany na przyszłość się nie liczą) to odpuść sobie - prędzej czy
      później odkryjesz, że nic was nie łączy. Nie mówię, że macie interesować się
      dokładnie tym samym (takie pary to błąd statystyczny). Wystarczy JEDEN (ale za
      to dobry i szeroki) wspólny temat. Możecie nawet się nie zgadzać (a rzekłbym
      nawet, że to wskazane).
    • totenham75 Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 26.09.08, 17:18
      nawet jakbym chciał jakos po pani pojechac, to nie po kobiecie gejce
      • paralamentarzysta Re: żałuję że nie jestem lesbijką... 27.09.08, 16:27
        moze jeszcze sie odratuje, przeciez nie zmienila płci jeszcze
Inne wątki na temat:
Pełna wersja