czy jestem skazana na emocjonalnych popaprańców?

21.10.03, 12:39
każdy facet, z którym się spotykam, okazuje się prędzej czy póxniej
emocjonalnie popaprany... już nie wiem, czy przyciągam taki typ facetów, czy
to jakaś samosprawdzająca się przepowiednia - ostatni, z którym się (niestety
na krótko) związałam był cudowny - początki bajeczne, byłam zakochana i
szcześliwa, jednak gdzieś tam głęboko w środku obawiałam się, ze to kolejny
popapraniec. Kiedy jednak te obawy rozwiał, zachowujac się - w porównaniu z
poprzednimi - niestandardowo, czyli plany na przyszłość, rozpieszczanie mnie
i dbanie o mnie - kiedy uśpił moją czujność, prawda wyszła na jaw... niestety
kolejny taki typ... nie może się zaangażować, boi się, owszem, możemy się
spotykać, ale po to, żeby pójść ze sobą do łóżka...
nie tracę wiary w to, ze gdzieś jeszcze żyją normalni faceci, ale gdzie oni
są? i jak się uwolnić od tych popaprańców, albo jak szybko takiego rozpoznać
i nie dać się znowu wciągnąć w kolejną taką przygodę?
    • fitit Re: czy jestem skazana na emocjonalnych popaprańc 21.10.03, 12:42
      Oj, Ty się musisz jeszcze sporo nauczyć. Powodzenia !
      • euphemia Re: czy jestem skazana na emocjonalnych popaprańc 21.10.03, 12:43
        a jakieś bardziej konkretne wskazówki?
        • fitit Re: czy jestem skazana na emocjonalnych popaprańc 21.10.03, 12:47
          euphemia napisała:

          > a jakieś bardziej konkretne wskazówki?


          > Musisz go omotać. Ja też kiedyś długo uciekałem, aż w końcu taka jedna
          mnie załatwiła. Z perspektywy czasu mogę stwierdzić, że miała rację.
          • euphemia Re: czy jestem skazana na emocjonalnych popaprańc 21.10.03, 12:54
            fitit napisał:
            > > Musisz go omotać. Ja też kiedyś długo uciekałem, aż w końcu taka jedna
            > mnie załatwiła. Z perspektywy czasu mogę stwierdzić, że miała rację.

            omotać? człowieku, on sie boi bliskości! przecież go nie zmuszę... choć czasem
            bardzo bym chciała
            • fitit Re: czy jestem skazana na emocjonalnych popaprańc 21.10.03, 12:56
              euphemia napisała:

              > fitit napisał:
              > > > Musisz go omotać. Ja też kiedyś długo uciekałem, aż w końcu taka jedn
              > a
              > > mnie załatwiła. Z perspektywy czasu mogę stwierdzić, że miała rację.
              >
              > omotać? człowieku, on sie boi bliskości! przecież go nie zmuszę... choć
              czasem
              > bardzo bym chciała


              > To znaczy, że to nie ten.
        • olciak Re: czy jestem skazana na emocjonalnych popaprańc 21.10.03, 12:47
          A bardzo Ci się spieszy? znajdziesz kiedyś na pewno takiego popapranego w
          granicach "akceptowalnych" ;-) bo nie popapranych zupełnie brak - wśród obu
          płci, dla jasności! dopóki nie poznasz człowieka - rozmowy, rozmowy, rozmowy,
          bywanie w różnych miejscach i sytuacjach - nie dowiesz sie, jak i czy jego
          poparanie może wpływać na...
          Powodzenia:-)
          • euphemia Re: czy jestem skazana na emocjonalnych popaprańc 21.10.03, 12:52
            no tak, tych rozmów zabrakło niestety... zgadzalismy się co do tego, że to
            bardzo ważne, żeby rozmawiać, ale niestety te najważniejsze rozmowy dotyczyły
            już tylko rozstania - ciągle jakoś dla mnei niejasno tłumaczył swoją niemożność
            zaangazowania się
    • Gość: lola Re: czy jestem skazana na emocjonalnych popaprańc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.03, 12:50
      Słowko "popapraniec" zrobiło zawrotna kariere..
      • olciak ad: słówko popaprańec 21.10.03, 13:04
        a nie uważasz, ze jest doskonałym, "pudłem" mieszczącym
        różnistych "wyczynowców" - płci obojga?
        mnie się b. podoba i robię z niego użytek ;-)

        a co do tych rozmów Autorki wątku - niemożności zaangażowania się itp, itd...
        to przecież schizofrenia - skoro wie, że nie może sie zaangażować, to po co
        zaczyna?
        To jego/ich problem z tą neimożnaością zaangażowania sie, nie Twój - skoro Ty
        na poważny zwiazek liczysz, więc głowa do góry:-)
        • euphemia Re: ad: słówko popaprańec 21.10.03, 13:16
          dziękuję za słowa otuchy:) ale problem i mój trochę, jednak musiałam trochę
          odcierpieć, ja sie zaangażowałam. A po co zaczyna? może nie wiedział, ze nie
          będzie mógł? Bardzo chciał ułozyć sobie życie.
          Ech, no trudno, trzeba jakiegoś nowego sobie znaleźć:)

          pozdrawiam:)
          • olciak Re: ad: słówko popaprańec 21.10.03, 13:18
            cyt. "Ech, no trudno, trzeba jakiegoś nowego sobie znaleźć:)"
            no i to jest dobry kurs!!!
            miłej nawigacji, żadnych sztormów i szczęsliwego zawitania w ciepłym, miłym i
            gościnnym porcie ;-)
            • euphemia Re: ad: słówko popaprańec 21.10.03, 13:25
              dzięki:)
              pozdrawiam ciepło:)))
              • emocjonalny_popapraniec .......................... 21.10.03, 13:58
                Jestem emocjonalnym popaprańcem. Jak ognia boję się głębszego zaangażowania.
                Nie czuję się osobą odpowiedzialną na tyle, aby móc zapewnić bezpieczeństwo
                mojego hipotetycznego gospodarstwa domowego. Jestem zbyt słaby, aby zapewnić
                bezpieczeństwo socjalne swojej kobiecie.
                Moje życie jest w dużym stopniu uzależnione od big bossa. Ot właśnie niedawno
                zostałem zwolniony i całe szczęście, że nie wpakowałem się w jakiś kredyt
                mieszkaniowy (a już trwały rozmowy), w jakiś ślub i jakieś dzieci.
                Wypstrykałem się ze znajomości, a w publikowanych ofertach pracy brak jest
                ogłoszeń, na które mógłbym odpowiedzieć. Niedługo zostanę zmuszony do wyjazdu z
                miasta, a ona zostanie tu, na miejscu. Bo przecież nie wróci do swojego miasta,
                gdzie szaleje wysokie bezrobocie. Do mnie też nie ma co jechać, bo bezrobocie
                jest jeszcze większe. U mnie mogę dostać prace za oszałamiająca kwotę 800 netto
                i mieszkać u mamy. Nawet jeżeli Ona przyjechałaby do mnie, to i tak nie
                dostanie pracy za więcej niż 800 – 1000 netto. Mieszkać wspólnie u mamy? To
                ponury żart. W dodatku byłoby to zamieszkiwanie bez perspektyw na własne lokum
                i prawdziwą samodzielność. No chyba, że perspektywą nazwać oczekiwanie na zgon
                mamy i przejęcie mieszkania.
                Ona mnie kocha i chce, abym został. Ale przecież nie mamy kasy na wspólne
                lokum. Wkrótce skończą się pieniądze i trzeba będzie zrezygnować z wynajmowania
                mieszkania. Wcześniej, tuż zaraz po studiach wynajmowaliśmy wspólnie pokój.
                Przeżycie traumatyczne. Jak szczury, 13 metrów kwadratowych, wąskie łóżko – cóż
                spałem na podłodze. Później pojawiła się szansa. Dostałem lepszą (o wiele
                lepszą) pracę, ona awansowała. Było nas stać na mieszkanie w centrum. Pierwsze
                poważne rozmowy o kredycie na mieszkanie. W pracy dostałem podwyżkę, jest
                ładnie osiągam średnią warszawską. I nagle kaboom. Decyzja szefa szefów
                likwiduje mój dział. Wszyscy w nim pracujący są na wylocie.
                Siedzę sobie teraz przed kompem i myślę jestem pieprzonym emocjonalnym
                popaprancem. Nie potrafię zadbać o dom, nie potrafię go nawet zbudować. A
                miłość? Jak nie znajdę do stycznia zatrudnienia, to zacznę miłością smarować
                kromkę chleba – z pewnością ma mało kalorii, będzie to zdrowa polska żywność.
                I w tej sytuacji postanowiłem unikać zaangażowania i uciec z obecnego związku.
                Tchórzostwo, brak wiary we własne siły, być może jedno i drugie. Ona jest
                inteligentna, młoda i atrakcyjna. Trochę popłacze i będzie jej z tym źle, ale w
                dłuższym horyzoncie czasowym z pewnością sobie znajdzie (w końcu) kogoś kto da
                jej to pieprzone gospodarstwo domowe – miłość, dom,
                dzieci ...........................
                • euphemia Re: .......................... 21.10.03, 14:31
                  przykra jest bardzo Twoja sytuacja, ale chyba ją jeszcze pogłębiasz mysląc o
                  sobie, że jesteś pieprzonym popaprańcem... nie rozumiem jednego i - jak mi się
                  wydaje najważniejszego - czy Ona Cię wspiera? czy wie o tym, co planujesz? czy
                  jesteście razem tylko dlatego, ze wspólnie wynajmujecie mieszkanie w centrum. A
                  może jej nie przeszkadzałby powrót do wynajmowanego, ciasnego pokoju, byleby z
                  Tobą byc? Dlaczego chcesz uciec? Fortuna kołem sie toczy i chyba jednak łatwiej
                  o dobrą pracę niż o pradziwą miłość, więc porozmawiaj z nią szczerze
                  • olciak Re: .......................... 21.10.03, 14:46
                    Przykre jest bardzo to, co piszesz, ale chyba źle siebie oceniasz - uciekasz,
                    poświecasz się, aby jej było lepiej... tylko cyz jesteś pewien, że jej może być
                    lepiej bez Ciebie? nie uciekaj, zanim nie porozmawiasz z nia - jeśli się
                    kochacie, to z pewnościa się Wam uda - a o pracę - tak jak napisała już
                    Euphemia - dla osoby doświadczonej - a z tego co piszesz wynika, że takją
                    jesteś - jest łatwiej niż o prawdziwą miłość...
                    trzymam kciuki!!!
                  • emocjonalny_popapraniec Re: .......................... 21.10.03, 14:49
                    euphemia napisała:

                    nie rozumiem jednego i - jak mi się
                    > wydaje najważniejszego - czy Ona Cię wspiera? czy wie o tym, co planujesz?
                    czy
                    > jesteście razem tylko dlatego, ze wspólnie wynajmujecie mieszkanie w centrum.
                    Wspiera mnie, ale jest zmęczona perspektywą powrotu do małego pokoju i
                    współlokatorów.
                    Jesteśmy razem bo mieliśmy plany na zycie i się kochaliśmy.
                    >A może jej nie przeszkadzałby powrót do wynajmowanego, ciasnego pokoju, byleby
                    z Tobą byc?
                    Nie zgodzi się. Nigdy więcej mieszkania w pokoju.
                    >Dlaczego chcesz uciec?
                    Bo nie będę już musiał mysleć o dwóch osobach. Emocjonalny popapraniec ucieka
                    od odpowiedzilaności.
                    >Fortuna kołem sie toczy i chyba jednak łatwiej
                    >
                    > o dobrą pracę niż o pradziwą miłość, więc porozmawiaj z nią szczerze
                    Moja fortuna to sinusoida. Jest albo bardzo dobrze albo wpadam w skrajność
                    (wersje uśredniona nie istnieje).
                    Rozmawiałem. Kocha mnie. Chce ze mną być. Ale nie wrócimy do pokoju, a ja muszę
                    znaleźć szybko pracę. Nawet jak znajdę, to nie mam pojęcia jak dużo wody w
                    Wiśle musi przeplynąć, abym ponownie mógł pewnie stanąć na nogach.
                    jak wspominałem jestem zmęczony sinusoidą. A zakładając, że miałaby ona cały
                    czas pojawiać się w moim życiu, to ja dziękuję.
                    • olciak Re: .......................... 21.10.03, 14:57
                      Jeśli podjąłeś taką decyzję??? a nie sądzisz, że jesli znajdziesz się ponownie
                      na górze, to bedziesz sobie pluł w brodę, ze nie mam jej obok? że nie mozesz z
                      nia dzielić radosci i trosk - bo zawsze idą w parze - życia zawodowego,
                      domowego, intymnego... Czy sądizsz, ze bez niej - jesli ja wciaż kochasz,
                      bedziesz mógł znaleźć szczęście? Sama praca Ci do tego wystarczy?
                      • emocjonalny_popapraniec Re: .......................... 21.10.03, 15:15
                        olciak napisała:

                        > Jeśli podjąłeś taką decyzję??? a nie sądzisz, że jesli znajdziesz się
                        ponownie
                        > na górze, to bedziesz sobie pluł w brodę, ze nie mam jej obok? że nie mozesz
                        z
                        > nia dzielić radosci i trosk - bo zawsze idą w parze - życia zawodowego,
                        > domowego, intymnego...
                        Będę sobie pluł w brodę. Dlatego dałem sobie czas na znalezienie pracy. Ale
                        później arevoir, adieu.
                        > Czy sądizsz, ze bez niej - jesli ja wciaż kochasz,
                        > bedziesz mógł znaleźć szczęście? Sama praca Ci do tego wystarczy?
                        Nie wiem.
                        Cóż jak na razie górę biorą silne emocje, a nie zimna analiza. Liczę na
                        pozytywną zmianę.
                        Wysłałem posta, bo tekst o emocjonalnym popaprańcu, pisany ręką kobiet, pasował
                        w pewnym zakresie do mojej sytuacji. Postanowiłem nakreslić optykę drugiej
                        strony, co nie do konca musi być zbieżne z odczuciami partnerów autorki.
                        Ale z moich obserwacji wynika:
                        - faceci boją się angażować, bo nie mogą poczuć własnej wartości,
                        - nie moga spełnić swoich aspiracji,
                        - wielu z nich wierzy w tradycyjny model rodziny - czyli obawiają się, że ona
                        będzie lepiej zarabiała, a on będzie mężem swojej żony,
                        - jesteśmy pawiami i lubimy podkreslać własne osiągnięca (te reklamy
                        nawiązujące do próżności) - a tu Polska jest taka jaka jest, trudno o
                        osiągnięcia :)
                        pozdro
                        • euphemia Re: .......................... 21.10.03, 15:28
                          emocjonalny_popapraniec napisał:

                          > Cóż jak na razie górę biorą silne emocje, a nie zimna analiza. Liczę na
                          > pozytywną zmianę.
                          o, widoczna poprawa:) pokalkuluj sobie na zimno, nie ma to jak trzeźwa ocena
                          sytuacji
                          powodzenia!:)

                          > Wysłałem posta, bo tekst o emocjonalnym popaprańcu, pisany ręką kobiet,
                          pasował
                          > w pewnym zakresie do mojej sytuacji. Postanowiłem nakreslić optykę drugiej
                          > strony, co nie do konca musi być zbieżne z odczuciami partnerów autorki.
                          > Ale z moich obserwacji wynika:
                          > - faceci boją się angażować, bo nie mogą poczuć własnej wartości,
                          > - nie moga spełnić swoich aspiracji,
                          > - wielu z nich wierzy w tradycyjny model rodziny - czyli obawiają się, że ona
                          > będzie lepiej zarabiała, a on będzie mężem swojej żony,
                          > - jesteśmy pawiami i lubimy podkreslać własne osiągnięca (te reklamy
                          > nawiązujące do próżności) - a tu Polska jest taka jaka jest, trudno o
                          > osiągnięcia :)
                          hmm, chyba jednak "odczucia partnerów autorki" były inne, a z pewnościa tego
                          ostatniego - to bardzo ciekawy człowiek, wiele osiągnął zawodowo, w tym
                          przypadku to ja miałam problem z tym, że zarabiam dużo mniej, nie chiałabym być
                          żoną przy mężu. Zgadzałyby się jednak te aspiracje - zachwycił się na poczatku,
                          ale później może uznał, że za młoda jestem i że czegoś mi brakuje... cóż,
                          zawsze to człowiek jakieś wnioski na przyszłość wysnuje, dziękuję, że chciało
                          Ci się napisać, zależało mi na męskim punkcie widzenia
                        • Gość: mmm Re: .......................... IP: *.klaudyny.waw.pl / 62.233.197.* 21.10.03, 20:59
                          gosciu mysle ze naprawde jestes popaprany jesli uwazasz ze kobieta ktora cie
                          kocha bedzie szczesliwsza bez ciebie. a moze myslisz ze jej milosc opiera sie
                          na wspolnym (duzym, luksusowym itd) mieszkaniu, kasie itd? czy tak nisko
                          cenisz te kobiete? gdybym ja miala wybierac: ciasna klitka + moj ukochany albo
                          luksusowy apartament + samotnosc to na pewno wybralabym to pierwsze. i mysle
                          ze twoja kobieta tez, a jesli nie - to cie nie kocha (co to za milosc ktora
                          trwa tylko gdy jest latwo). wiec jesli ja zostawisz bo ambicja ci nie pozwala
                          byc na pewien czas na jej utrzymaniu albo zarabiac mniej niz ona - tos zwykla
                          swinia i slowa o poswieceniu sie sa klamstwem, moze faktycznie chodzi ci o
                          wygode - bez kobiety bedzie ci po prostu latwiej (wieksza dyspozycyjnosc wobec
                          potencjalnych pracodawcow). ja ci dobrze radze - nie waz sie jej zostawic pod
                          pretekstem ze nie mozesz byc "ojcem rodziny". rzucic ja mozesz jesli jej nie
                          kochasz a nie z takiego absurdalnego powodu.
                    • euphemia Re: .......................... 21.10.03, 15:03
                      słuchaj, tak to już jest, że sa upadki i wzloty. To zrozumiałe, normalne, że
                      teraz fatalnie się czujesz, nie masz siły itd., ale jesteś przecież dorosły,
                      jakoś sobie w życiu dotychczas radziłeś, no i chyba znasz powiedzenie "co cie
                      nie zabije, to cię umocni".
                      Oprzyj sie na tym, że ona chce z Tobą być też wtedy, kiedy masz kłopoty - to
                      bardzo ważne. Postaw się w jej sytuacji, pomyśl, co Ty byś zrobił, gdyby ona
                      straciła pracę i chciała od Ciebie odejść - nie wydawałoby Ci się to absurdalne?

                      Powodzenia, na pewno się uda!
                      • euphemia Re: .......................... 21.10.03, 15:05
                        i tak z szukającego pocieszenia stałam się pocieszającym:)
                        • olciak Re: do Euphemii 21.10.03, 15:19
                          A nie uważasz, ze taka terapia z zamianą ról też bywa skuteczna?
                          nie czujesz się lepiej?
                          miło chyab poczytać, ze facet, któy ma się za poparańca, jest inteligentnym i w
                          sumie myślącym, czułym gościem, który zaliczając dołek itd itp...
                          to chyba dobrze świadczy o tej płci? w sensie, że popapraniec popaprańcowi
                          nierówny.
                          pozdrawiam Was oboje serdecznie!!!
                          • euphemia Re: do Olciak 21.10.03, 15:33
                            pewnie, ze czuję się lepiej. i masz w tym duży udział:) dziękuję!:)

                            wiesz, ten mój ostatni popapraniec to bardzo wrażliwy i inteligentny człowiek,
                            potrafił być niezwykle czuły, same zalety... tyle, że chyba bardzo skrzywiony
                            przez poprzednie związki i neico rozchwiany emocjonalnie - gdyby tak mu wymazać
                            z głowy kawałek przeszłości, to byłby idealny:)
                            ale kto wie, gdyby tak mierzyć jakoś poziom popaprania, to może ja okazałabym
                            się gorsza od niego?:)

                            pozdrawiam!!!
                            • olciak Re: do Olciak 21.10.03, 15:49
                              czy moge Ci cos na priva skrobnac, Euphemio?
                              • euphemia Re: do Olciak 21.10.03, 15:50
                                jasne:)
                                • olciak Re: do Olciak 21.10.03, 16:08
                                  no to juz "poszło":-)
    • Gość: kobieta Re: czy jestem skazana na emocjonalnych popaprańc IP: *.bg.univ.gda.pl 21.10.03, 16:09
      Bo tych popaprańców są dwa rodzaje. Jeden gatunek - nadwrażliwi, często z
      bagażem przykrych doświadczeń, z obawa myślący o zabezpieczeniu przyszłości -
      chcą kochać ale boją się kolejnej porażki, jak co do czego reagują ucieczką.
      Ci drudzy wprost przeciwnie - twardziele, z góry Ci mówią :"zabawa owszem ale
      żadnych stałych związków". Czysta wygoda, żadnych zobowiązań. Może i kochają,
      na pewno chcą być kochani, ale po co rezygnować z wygody. Czysty egoizm.
      No, cóż mężczyźni - popaprańcy!
      • olciak Re: czy jestem skazana na emocjonalnych popaprańc 21.10.03, 16:13
        tak, jak już wcześniej pisałam - popapranie dotyczy obu płci. Te dwa typy
        spotkasz zarówno wśród kobiet, jak i meżczyzn...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja