z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada.

25.10.08, 19:12
Hej, jakie jest Wasze zdanie w takiej sprawie:
ona-rozwiedziona 30-latka z dzieckiem, szczęśliwa, niezależna,
radosna, pozbawiona kompleksów, piękna kobieta. On: żonaty, 30 letni
facet, mający dom, samochód, pieniądze, fajną pracę i dziecko. Nic
mu nie brakuje w życiu.
On i Ona znają się wiele lat, gdyż pracowali kiedyś razem, po kilku
m-cach spotykają się ponownie przypadkiem. On wyznaje z drążycm
głosem, jak On podobała mu się przez te lata, zdradza, jak na nią
patrzał, jak ją podziwiał, że ją skrycie kochał. Ona przyznaje, że
jej też się podobał, ale nie wychodziła z inicjatywą, gdyż oboje
byli zajęci. On pragnie się spotkać. Ona też. I teraz ...........
co????
Pytanie: Ona jest już wolna, nie ma nic do stracenia, On ma Rodzinę.
Czy powinni się spotykać? On ma pragnienie dotknięcia Jej,
pocałowania, bycia blisko, patrzenia na Nią, bo nie jest mu
obojętna, przez te wszystkie lata nie była, ale to ukrywał, bo ma
Rodzinę. Ona czuje się niezręcznie, nie wie, czy jest gotowa na
stały związek, nie wie, czego oczekiwać. Podobał jej się, to fakt,
ale tyle się zmieniło i ..... on ma Rodzinę. Pewnie nigdy tej
Rodziny nie zostawi, Ona zdaje sobie z tego sprawę i uważa, że tak
ma być. Ale też ma potrzebę .... bliskości .... z Nim ...
Tyle lat się mijali, tyle lat milczeli przyglądając się sobie z
ukrycia, tyle lat minęło, oboje wiele przeżyli. Czy powinni
zapomnieć, przejść obok siebie bez emocji, nie myśleć o sobie? On
nie potrafi, Ona dziś jeszcze potrafi, ale jak długo ....
    • mahadeva Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 19:31
      moim zdaniem najwazniejsze jest to, co do siebie czuja, trudno jest
      przeciez o prawdziwe uczucie
      nie wiem, jak to jest miec rodzine, bo sie z tym nie spieszylam -
      oni sie pospieszyli, teraz musza poniesc konsekwencje
      a co dom i samochod maja do rzeczy??
      • lapikus Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 19:55
        W przypadku facetów ma znaczenie dom i samochód. Może inaczej ....
        wiele osób jest ze sobą właśnie z powodu tego, że mają dom i
        samochód. Albo to, albo kredyty ich trzymają razem.
        Nie pisze tu o wielkiej miłości, na razie i On i Ona mają ochotę się
        spotkać na kawie, ale zarówno i On i Ona czują, że będzie ciąg
        dalszy.
        I nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że On chce tylko romansu. On sam
        nie wie, czego chce, po prostu strasznie chce być blisko niej,
        patrzeć na nią, bo jest dla niego piękna i wiele lat mógł patrzeć
        tylko z oddali. Dziś może z bliska, dziś może powiedzieć Jej, jak
        bardzo mu się podoba. Myśli o niej.
        Ona nie wie, czeho chce. Gdyby był wolny, pewnie poszłaby na całość.
        Blokuje Ja myśl o żonie i dziecku. TYLKO. Pewnie będzie ostrożna. I
        tutaj nasuwa się nastepne pytanie. Dlaczego to Ona ma ponosić
        jakiekolwiek konsekwencje za jego zdradę?
        • rosa_de_vratislavia Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 20:01
          lapikus napisała:

          > I nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że On chce tylko romansu. On
          sam
          > nie wie, czego chce, po prostu strasznie chce być blisko niej,

          Być blisko z kobietą, która nie jest żoną to romans własnie:)

          > Dlaczego to Ona ma ponosić
          > jakiekolwiek konsekwencje za jego zdradę?

          Słusznie. To on przysięgał wierność żonie,a teraz ugania się za
          spódniczkami. Ale owa spódniczka na dnie serca będzie miała poczucie
          winy. Choćby z tego powodu,że nie wyznaje zasady "solidarności
          jajników" i wie,że pośrednio przyczynia się do tego,że on żonę i
          dziecko okrada z czasu, który winien im poświęcić. Że nie pójdzie z
          dzieckiem na basen, tylko z Tobą na obiad etc.
          • mahadeva Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 20:09
            jesli sie okaze, ze kocha ta kobiete, a nie zone, to powinien sie
            rozwiesc, co wcale nie znaczy, ze nie kocha dziecka, mysle, ze da
            sie to jakos ulozyc, ze nadal bedzie o nie dbal, o jego wychowanie,
            ale bedzie z ta kobieta, ktora kocha. dziecko nie jest niczemu winne
            i zasluguje na milosc i opieke i mozna to zrobic takze bez
            malzenstwa, tylko trzeba sie wyzwolic ze stereotypow, jesli tego on
            nie chce, to niech da spokoj biednej kobiecie, i niech jej nie
            oszukuje
            a jesli chodzi o kilka bzykniec tylko, to w ogole moim zdaniem nie
            ma problemu
            • rosa_de_vratislavia Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 20:12
              mahadeva napisała:

              > jesli sie okaze, ze kocha ta kobiete, a nie zone, to powinien sie
              > rozwiesc,

              Otóż to. Ale w pierwszym poście nie ma słowa o tym, że to małżeństwo
              jest fikcją.
              Autorka wspomina jedynie o ochocie obu stron na romans. Albo
              zauroczeniu (bo słowo romans ją wyraźnie drażni:)
              A takie zauroczenia się zdarzają i nie oznaczają od razu miłości.
              • mahadeva Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 20:19
                to moze niech sie bzykna kilka razy i zobacza, czy im przejdzie
                jesli to tylko zauroczenie, to szybko sie znudza i po problemie
        • mahadeva Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 20:05
          lapikus napisała:

          > W przypadku facetów ma znaczenie dom i samochód. Może inaczej ....
          > wiele osób jest ze sobą właśnie z powodu tego, że mają dom i
          > samochód.

          to ja chyba zyje w jakims innym swiecie :) jeszcze nie zdarzylo mi
          sie zakochac w czyims samochodzie :) patrze raczej na czlowieka...

          ok, wracajac do sprawy - on biedaczek ponosi konsekwencje tego, ze
          zalozyl rodzine z niewlasciwa kobieta, taka, ktorej nie kocha, teraz
          musi jakos to sensownie rozwiazac

          ona wcale nie musi ponosic zadnych konsekwencji, milosc jest
          najwazniejsza, bo rozumiem, ze problemem nie jest relacja seksualna -
          ta przeciez nie niszczy rodziny... uwazam, ze ona powinna robic to,
          na co ma ochote - jesli chce goscia, niech go bierze... do mnie
          kleja sie zonaci, ale ja ich po prostu nie chce, wiec nie ma problemu
        • zmienilamnicka Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 20:05
          lapikus napisała:


          'Dziś może z bliska, dziś może powiedzieć Jej, jak
          > bardzo mu się podoba. Myśli o niej.


          jakieś brednie.
          zawsze mógł to powiedzieć, tyle, że teraz jej mąż mu z tej okazji gęby nie obije
          więc facet się zrobił "odważny".. tiaa powalająca odwaga

          > Ona nie wie, czeho chce. Gdyby był wolny, pewnie poszłaby na całość.
          > Blokuje Ja myśl o żonie i dziecku. TYLKO. Pewnie będzie ostrożna. I
          > tutaj nasuwa się nastepne pytanie. Dlaczego to Ona ma ponosić
          > jakiekolwiek konsekwencje za jego zdradę?


          głupie i naiwne pytanie. Dlatego, ze ona doskonale wie ze on ma żonę i dziecko i
          Świadomie chce wejść między nich.
          Więc doskonale sobie zdaje sprawę, ze jego żona może przyjść i wytargać ją za
          kudły jako tą wredną kochankę co daje pupy jej mężowi i od rodziny go odciąga.
          Więc doskonale zdaje sobie sprawę, że pewnego dnia jego dziecko może zadzwonić
          do niej z histerią "dlaczego zabierasz mi tatusia i rozbijasz dom!!! nienawidzę
          cię!!".

          Ona niech nie udaje głupiej naiwnej.
          Spotykając sie z nim doskonale wie, że chce jego rodzinę rozbić bo rola kochanki
          jej nie pasi.
          • mahadeva Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 20:11
            co to za rodzina jesli ojciec nie kocha najwyrazniej wcale zony, bo
            mysli o zwiazku z inna
            • zmienilamnicka Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 20:16
              taka rodzina jakich wiele. I widać bardzi trwała jeśli facet twierdzi że inna mu
              sie podoba a rozwodzić się nie zamierza.
              To, że żonaty facet chce przelecieć lub poromansować z chętna rozwódką to dziś
              jest tak częste, ze az rozwijać tematu się nie chce.

              Ale, ze rozwódka nadal taka naiwna i nadal sama nie wie czego chce, czy
              korzystac z instytucji kochanka, czy szanować swój tyłek i z zonatymi się nie
              puszczać, to juz podejrzane.. bo widać ani nieudane małżeństwo ani rozwód nic
              jej nie nauczyło.
          • lapikus Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 21:21
            Patrząc sterotypowo: trzeba żyć w małżeństwie nawet, jeśli nie
            jesteś szczęśliwa, ponieważ: masz kredyt, masz zobowiązania, masz
            dziecko, co powiedzą rodzice, teściowie, sąsiedzi i wiele, wiele
            innych rzeczy. Tak właśnie żyje wiele nieudanych małżeństw, udajac,
            że tak się da, ale nie da się i prędzej, czy później dzieje się tak,
            że jedna strona odchodzi. Albo żyją tak do śmierci udając, że są
            małżeństwem... Rewelacja.
            Nie mówię tutaj o tym, że ktoś w podobnej sytacji, taki ON, powinien
            rzucić Rodzinę, ale coś się dzieje, tak? Była sobie jakaś
            dziewczyna, pojawiła się kilka miesięcy przez Jego ślubem, sama nie
            była zamężna jeszcze wtedy. Wpadła mu w oko, ale co miał zrobić!!!!
            Żenił się za sekundę. Postąpił stereotypowo. Ale przez 7 lat
            spoglądał na nią z ukrycia, szukał kontaktu, delikatnie, subtelnie.
            Dlaczego nie powiedział wtedy, ze wpadła mu w oko? Bo bał się
            ośmieszenia? Nie wiedział, czy on się podoba Jej... pracowali
            razem .... Potem Ona wyszła za mąż, potem się rozwiodła, nadal nic
            nie mówił. Odważył się dopiwro wtedy, gdy Ona zmieniła pracę, nie
            narażał się na ośmieszenie. Sam Jej powiedział: zawsze chciałem
            zaprosić Cię na kawę chociaż, ale nie byłem sam i bałem się, że źle
            o mnie pomyśłisz". Ona zapewniła, że nie pomyślałaby. Wyjawili sobie
            prawdę, że się sobie podobają od lat. Ale to zwykłe podobanie się,
            nie żaden seks, żaden romans. Maja zamiar się spotkac na kawie.
            Czy jemu się udaje w małżeńswtwie? Gdyby był szczęśliwy, nie
            umawiałby się na kawę z kobietą, którą nosi w sercu od lat ... bo to
            MOŻE, ale musi przerodzić się w coś więcej.
            Nie zgadzam się z opinią, że Ona rozwódka jest naiwna. Ona -
            rozwódka przeszła niezłą szkołę życia, stanęła na nogi, radzi sobie
            nieźle i nie oczekuje miłości od Niego, nie oczekuje od Niego
            niczego. Żyje dniem dzisiejszym, nie tym, co będzie za miesiąc, dwa.
            Bierze od życia to, co dobre, odrzuca to, co złe. I to Jej prawo.
            Nie wie, czy chce tego człowieka, jako kochanka, czy jako partnera
            na resztę życia. Na dzień dzisiejszy ani jedno, ani drugie. Dziś
            jest dziś.
            Ona nie ma zamiaru wchodzić pomiędzy Jego i Jego żonę, bo według
            mnie kwestia powiązań pomiędzy żoną a Nim to nie jej sprawa. Poza
            tym, jak już wcześniej wspomniałam, dlaczego Ona ma ponosić
            konsekwencje Jego zdrady, nawet jeśli to ma być tylko sex i on nie
            ma zamiaru porzucić żony ??? Czy to Jej sprawa? Nawet, jeśli Ona i
            On kiedyś mieliby stworzyć coś, jakiś związek, to kwestia ustaleń
            pomiędzy Nim a żoną, relacji pomiędzy nimi to nie JEJ sprawa ...
            A żenujące jest, jak ktoś pisze, że napuści dziecko na kochankę, że
            sam będzie biegał po mieście żeby powyzywać. To tylko może świadczyć
            o beznadziejności i braku jakiejkolwiek kultury i godności.
            Ogólnie, mnie takie rzeczy nie przerażają. Ja nikomu krzywdy nie
            robię. Nikomu. To On krzywdzi, a czy my mamy umoralniać, czy mamy
            myśleć za innych. Nie wystarczy nam NASZ świat? Nasze prawo? Nie
            kosztem innych, bo zdradza ON a nie ONA, więc tylko ON może mieć
            wyrzuty sumienia, a ONA ........... a dlaczego?????
            • zmienilamnicka Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 21:37
              boszz.. bredzisz . chcesz udawać wielce moralną, wskakując z własnej woli do
              łóżka żonatemu kumplowi. A jego przedstawić jako tego biednego nieszczęsliwego
              przez zonę a nie przez jego własne wybory. na nic się twoje usprawiedliwianie
              nie da.
              Bo i zdrada i bycie kochanką nie przynosi nikomu zaszczytu a wręcz przeciwnie,
              jest napiętnowane negatywnie.

              bozia ci wolną wolę dała więc rób sobie ze swoim życiem co chcesz nie
              odgrywając niewinnej tam, gdzie swój udział w winie masz. Wybór faceta, że woli
              mieć ostoję przy żonie a na romantyczne ochy kochankę nabierajacą się na jego
              historię o nieudanym małżeństwie,
              i wybór kochanki że chce z kimś takim być nie wymagając by dla niej był wolnym.
              Jeśli tak upierasz się przy tym, ze ty nic winna nie będziesz w tym układzie,
              to znaczy, że możesz bez wstydu o tym układzie powiedzieć rodzicom, twojemu
              dziecku, szefowi, sasiadom, żonie faceta.
              Jeśli jednak wstyd ci będzie się przyznać komukolwiek, że po kryjomu bzykasz się
              z żonatym kumplem z pracy - to zastanów się czy na pewno twoje przekonanie o
              byciu "w porzadku" ma swoje racjonalne podstawy.

              • lapikus Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 22:10
                Po pierwsze, to nikt tu niemówi o wskakiwaniu do wyra facetowi.
                Słuchaj, przeszłam swoje w życiu i mało co mnie zdziwi. Jeśli chcę
                seksu powiedzmy, to mam sex. Czy z żonatym facetem, czy z wolnym,
                czy z jakimkolwiek, nie interesuje mnie to, prawda??? Jest fajnie i
                to się liczy. Nikt tutaj nikogo nie okłamuje. Jest czysty układ. To
                tak na marginesie. A jeśli chodzi o w/w sprawę, to po pierwsze - On
                nigdy nie powiedział źle o żonie, bo o Jego małżeństwie nie
                rozmaiwamy, po drugie: nie udaję moralnej, bo dla mnie to nie jest
                kwestia moralności. Dla jednych moralnie niemożliwe jest pójśc do
                wyra z żonatym. Ok, szanuję to. Ale dla tych samych moralne jest sie
                wyskrobać po wpadce z mężem....
                Dla mnie kwestia uprawiania seksu z żonatym facetem nie jest
                niemoralna. Zakochanie się w żonatym facecie tym bardziej. Jednak
                żądanie, żeby porzucił żonę i wpływanie na jego małżeństwo poprzez
                różne chwyty, walka o niego, gdy On nie chce porzucić żony JEST
                NIEMORALNA. To Jego małżeństwo i Jego sprawa. Jej pozostaje
                ewentualnie ODEJŚĆ, gdy go pokocha, a on postanowi zostać z żoną.
                I jeszcze jedno. Nie zgadzam się z tym, że kochanka jest NA DRUGIM
                MIEJSCU, po żonie. Nie wiem, w jakim sensie to rozumieć. Że żona
                pierze zasrane gacie, gotuje obiady i stęka i narzeka? Wtedy jest
                No.1? No, możliwe, ale tylko w rozumieniu kobiet zdradzanych. Znam
                wiele przypadków, ze facet traci łeb dla kochanki i to ona jest NO.1.
                Ale to tak na marginesie :)
                Aha, czy nie czuję sie winna i bez wstydu bym powiedział o tym. Otóż
                NIE, NIE CZUJĘ SIĘ WINNA. Moja mama o tym wie i nie mówi nic złego.
                Dlaczego? Bo żyje się raz. Ja nikomu krzywdy nie robię, nikogo nie
                zdradzam, nie okłamuję. Dziecku nie powiem, bo dziecko jest za małe,
                poza tym nie rozumiem sensu mówienia dziecku o jakimkolwiek
                męźczyźnie, póki nie będzie on na tyle poważny, żeby poznać dziecko.
                Sąsiadom, szefowi? A po co? Popadamy w paranoję? Z sąsiadami zjadam
                mięsko z grilla, a nie rozmawiam o ich orgazmach, a dla szefa
                pracuję. Żonie faceta? Już mówiłam. To nie mój problem, nie moja
                sprawa. Gdyby mnie oszukał, gadał pierdoły saskie i obiecywał
                gruszki na wierzbie i okazałoby się, że to kłamstwo, wtedy tak,
                wtedy to może stać się mój problem. I dodam, że moi przyjaciele
                wiedzą o tym. Ja się tego nie wstydzę, bo nie mam czego. Miliony,
                miliardy ludzi mają więcej do wstydu, więcej niemoralnych rzeczy
                robią.... to jest NORMALKA. My ni emówimy tutaj o zwykłym rżnięciu,
                ale przedstawiamy sytuację nieco odmienną, z wątkiem zauroczenia ....
                • zmienilamnicka Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 22:15
                  no to teraz się zastanów, jak wszystko tak sobie pięknie zracjonalizowałaś na
                  swoja korzyść, to co takiego nie daje ci spokoju i nie pozwala w spokoju
                  epatować się swoją idealnie szczęśliwą ułożoną świetnie sytuacją, że musisz
                  rozpoczynać te całe dywagacje na forum? :))))
                  • lapikus Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 22:34
                    Moje zapytanie skierowane było do ogółu po to tylko, żeby poznać
                    opinię, a nie radzić się w celu podjęcia decyzji.
                    • zmienilamnicka Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 22:40
                      no przecież ty wiesz lepiej co twierdzi ogół, juz w kazdej wypowiedzi to
                      podkreślasz, znasz ogólnopolskie zdanie na ten temat a przede wszystkim to, ze
                      kandydatowi na kochanka nie wypada sie rozwieść bo tak zwyczaj i dobro majatku
                      każe :)))))) (tylko, ze to zwyczaj jego własny chcroniący go przed zapędami
                      kochanek do bycia drugą jego zoną :))), do którego ty musisz dorobić jakąs
                      teorię by dobrze się z tym czuć ) :)))
        • kleomilka Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 27.10.08, 01:58
          Bla bla bla...
          Durne chrzanienie z punktu widzenia glupiej baby.
          Ma zone, ma rodzine. Koniec kropka.
          Facet pewnie kieruje sie animalistyczna potrzeba doznac i wrazen, a
          ona sobie dla wlasnej przyjemnosci ubzdura, ilez to ah i ehow, ilez
          to uczuc, i potrzeby bliskosci w nim, w niej, i w calym tym ble ble.

          Macie brak poczucia bliskosci? To kupcie sobie misia do przytulania!

          Ehh.. dorosle dzieci i tyle.
    • malaszaramysz Ona może w to "wejść" 25.10.08, 19:37
      ale musi sobie zdawać sprawę z kosztówj akie będzie musiała ponieść.
      Jeżeli potrzebuje facet do łóżka to nie widzę przeszkód. Jeżeli
      potrzebuje faceta do życia to musi wiedzieć,że bierze go
      z "dobrodziejstwem inwentarza". To nie jest lekki bagaż.
    • rosa_de_vratislavia Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 19:40
      lapikus napisała:
      > Pytanie: Ona jest już wolna, nie ma nic do stracenia, On ma
      Rodzinę.
      > Czy powinni się spotykać? On ma pragnienie dotknięcia Jej,

      On ma ochotę na romans.
      Na co ona ma ochotę?
      Jeśeż tylko na romans i jest na tyle odporna,że zniesie upokarzające
      poczucie,że jest "tą drugą" oraz wyrzuty sumienia wobec jego żony i
      dzieci...ok.
      Niech ma romans.

      Jeśli ma ochote na miłośc i prawdziwy związek, to tylko, kiedy on
      się rozwiedzie, prawda? A on się NIE rozwiedzie.
      • mahadeva Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 19:54
        skad wiesz, ze on sie nie rozwiedzie? nic w tej kwestii nie wiemy...
        • enith Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 20:54
          > skad wiesz, ze on sie nie rozwiedzie? nic w tej kwestii nie wiemy...

          Ależ wiemy, wiemy. Ludzie nieszczęśliwi w małżeństwie, jeśli mają jaja, to się rozwodzą, by dać sobie i eksowi szanse na nowy udany związek. Tutaj mąż, zamiast po męsku zakończyć to (rzekomo) nieudane małżeństwo, szuka sobie panny na boku. A niech się pacan najpierw rozwiedzie, a nie dupę zawraca dziewczynie, nie mając jej kompletnie nic do zaoferowania. Pisze się o kobietach, ze są jako te małpy, jak się nie złapią kolejnej gałęzi, to poprzedniej nie puszczą. Ten facet tu to taka właśnie małpa. Niech spada na drzewo.
          • lapikus Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 21:40
            To, czy On chce się rozwieźć czy mu dobrze, czy niedobrze w
            małżeństwie dowiemy sie dopiero, gdy Ona pójdzie z nim na tą kawę.
            Myślę, że On podkręca się tym, że wyjawił Jej prawdę, że odważył się
            powiedzieć, że zawsze, gdy Ją widział, miękły mu nogi. I to, że On
            amu powiedziała, że też Jej się podobał, bo o tym nie wiedział ...
            Myślę, że to wszystko na niego spadło nagle i teraz jego spokojne,
            monotonne małżeństwo stało się dla niego mało istione.
            Aha, i wydaje mi się, że Oni będą sie jeszcze spotykać i że On
            będzie się zakochiwał, wkręcał w to uczucie ... A Ona... myślę, że
            Ona będzie potrafiła odpuścić, jeśli tego będzie chciałą, bo tego
            nie wiemy. Zresztą On żyje z dnia na dzień, i gdy uzna, że chce iść
            z nim do łóżka to pójdzie, nie zastanawiając się, co będzie jutro i
            czy się zakocha.
          • avvg Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 26.10.08, 11:06
            > skad wiesz, ze on sie nie rozwiedzie? nic w tej kwestii nie wiemy...

            Facet nie miał jaj, żeby odezwać się do kobiety, która (rzekomo) przez
            kilka lat mu się podobała będzie miał jaja, żeby się dla niej
            rozwieść?
    • nangaparbat3 Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 21:36
      A Ty co? Chcesz usprawiedliwienia, ze zamierzasz rozwalac komus rodzinę?
      Rozgrzeszenia i blgoslawieństwa? Czy Ty sama nie widzisz, ze jedyne co tu
      robisz, to budujesz calą wieże z usprawiedliwień, racjonalizacji i wykretow?
      Chcesz romansowac z zonatym facetem, to romansuj, ale rob to na wlasną
      odpowiedzialnośc.
      Jedno Ci powiem: nie jesteś ani radosna, ani szczęśliwa, ani niezalezna, ani
      pozbawiona kompleksow. Najpewniej piekna takze nie. Gdybys taka była,
      postawilabyś jasne granice i sobie, i jemu.
      • enith Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 21:55
        Co ty, za przeproszeniem, pierdzielisz?? ONA rozbija rodzinę? ONA? A nie przypadkiem ten mąż, co do siedmiu lat wzdycha do innej kobiety? Nie ten mąż, co ożenił się, choć miał inną pannę na oku? Nie ten mąż, co od siedmiu lat szuka potajemnie kontaktu z inną kobietą, choć w domu ma żonę i dziecko? Zejdź na ziemię i zauważ, że ona nikomu nie przysięgała wierności i NIKOGO nie zdradzi idąc z facetem do łóżka. Czego nie można powiedzieć o nim. No, ale jak zawsze: on, biedy miś zbałamucony i zgwałcony przez nią, te wredną kochankę, co to uparła się rozbijać szczęśliwe małżeństwo. Tak, jakby szczęśliwe małżeństwo dało się w ogóle rozbić...
        • zmienilamnicka Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 22:05
          a to ona pewnie ta niewinna co ją zgwałcił i siłą do łózka zaciągnął żonaty
          wstrętny facet ? :) a ona się z całych sił zapierała bo wiedziała że żonę i
          dziecko facet ma, ale ten bydlak siłą ja wziął, za włosy zaciągną na spotkanie a
          potem przywiązał do łóżka, bo inaczej przecież żonatemu by nie dała, taka
          porządna kobieta z niej jest :PPP
          • enith Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 22:14
            A co kochankę obchodzi rodzina faceta, jeśli najwyraźniej tego faceta nie obchodzi jego własna rodzina, skoro szuka wrażeń na boku?
            Kochance guzik do żony, dzieci i całej relacji na linii mąż-żona.
            Kochanka, kobieta wolna i bez zobowiązań, może sobie chodzić do łóżka i na randki z kim chce. Może to i przykre, ale prawdziwe. I sama będąc żoną mogę napisać: gdzieś mam potencjalne kochanki męża, nie one obiecywały mi miłość, wierność i uczciwość małżeńską, a mój mąż. I to do niego, jeśli kiedykolwiek mnie zdradzi, będę mieć pretensje, nie do kochanki. Ta może sobie robić co chce i wisi mi czy ma czy też nie ma wyrzutów sumienia z racji spania z żonatym. Nie moja to sprawa.
            • zmienilamnicka Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 22:23
              No i ok :)) Oprócz tego, że raczej nie będziesz sobie tez życzyć np by kochanka
              analizowała twoje życie osobiste by z niego wyłuskać dowody, ze mąż nie powinien
              się z Toba ożenić :))
              Do tego, posrednio musisz się interesować kochankami męża dla własnego zdrowia
              by jakiejs choroby nie przyniósł, albo co się często zdarza dodatkowego
              dzidziusia do wykarmienia :)
              Męża tez sobie trzeba wychować, by wiedział jak zdradzać by żonie obciachu i
              problemów nie narobić ;)))


              • enith Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 22:26
                Mój mąż ma łeb na karku. Jeśli będzie zdradzać to tak, żeby ani obce dziecko, ani chlamydia się doń nie przyplątały ;)
                • zmienilamnicka Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 22:29
                  trzymaj rękę na pulsie, żeby się nie znarowił ok 45 :PPP
                  • enith Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 22:43
                    Uuhh... nie trafiłaś. Mąż ma dokładnie 45 lat i ani trochę się nie znarowił :)
                    • zmienilamnicka Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 22:46
                      znaczy się "ikona" :)
                • nangaparbat3 Enith gratulujemy męża 25.10.08, 23:08
                  enith napisała:

                  > Mój mąż ma łeb na karku. Jeśli będzie zdradzać to tak, żeby ani obce dziecko, a
                  > ni chlamydia się doń nie przyplątały ;)
          • lapikus Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 22:17
            Zgadzam się z Enith. W Polsce patrzy się właśnie w taki sposób...
            biedny mąż i wstrętna kochanica, co rozwala mu życie. A prawda jest
            inna, to on węszy i szuka. Jakie małżeństwo wspaniałe? Jakby było
            wspaniałe, nie byłoby poszukiwań i myślenia o innej kobiecie, tylko
            myślałby o żonie.
            I nie mówmy, że Ona jest czemukolwiek winna. Ma być winna temu, że
            jest wolna, że ma wybór, że jej się podoba mężczyzna, któremu Ona
            też się podoba, że mają się ku sobie?
            • zmienilamnicka Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 22:29
              dalej bredzisz i swoja chcicę by nie ponosić konsekwencji za wskoczenie żonatemu
              do łóżka próbujesz podciągnąć pod juz ogólnonarodowe(hłełe) demode . :) wymyśl
              cos nowego, bo to nudne.
              nie twoja sprawa jaka jest kondycja jego małżeństwa, spotykając się z żonatym
              masz być jego kochanka i dobrze robić loda oraz przytulić do piersi gdy ma zły
              dzień, za to kupi ci ładną bieliznę i perfumy i powie że jesteś fantastyczna. To
              tyle twoich obowiązków, uzdrawiać jego małżeństwa nie musisz. :)
              • lapikus Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 22:45
                Być może taka była Twoja rola jako kochanki, albo taka rola kochanki
                Twego męża, bo widzę, że złość z Ciebie aż wycieka. Świata nie
                zmienisz. KIedyś myślałam tak, jak Ty. Tylko pamiętaj, nie oskrażaj
                kochanki Twojego faceta o rozbicie swego małżeństwa, bo tylko się
                poniżysz, zrobisz z siebie szmatę. Ja mam inną teorię na temat
                bycia "KOCHANKĄ". Bo rzeczywiście, kochanka może tylko robić loda z
                połykaniem i to, czego żona się brzydzi. To, o czym pisałąm na
                wstępie nie miało nic z tym wspólnego. Tutaj mówię o uczuciu dwojga
                ludzi, z czego jedno jest w małżeństwie i nie ważne, czy
                szczęśliwym, czy nie. I tylko o uczuciu, a nie seksie pomiędzy nimi.
                Czy uważasz, że coś takiego jest niemoralne, ze trzeba to zabić dla
                dobra ..... kogo?? Że nie można pokochać nikogo już w życiu, jeśli
                się ślub weźmie?
                • zmienilamnicka Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 22:52
                  dziecko, twoje rozterki sa na poziomie dwudziestolatki i naprawdę nie chce mi
                  się wierzyć, z zdazyłas się juz rozwieść i zaliczyć jakieś przynajmniej
                  kilkuletnie małżeństwo nie zaliczajac przy tym ani grama tzw życiowej mądrości.
                  Jak dla mnie jestes trollem bo w kółko przytaczasz jakies oklepane generalizacje
                  nie zwiazane z wypowiedzią przedmówcy, by nakręcic na siłę ostrzejsza rozmowę. A
                  tu nie ma o czym. Wszystko na ten temat zostalo juz powiedziane na tym forum
                  setki razy :)

                  Jeśli faktycznie jestes pełnoletnia to sypiaj z kim chcesz i bierz za to Pełna
                  odpowiedzialność z kim, w jakim celu i z jakim skutkiem. I tyle.
                  • nangaparbat3 Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 23:14
                    Ona nie musi byc trollem. Ostatnio poznałam osobe, ktora jest jak najbardziej
                    zywa (choc celuloidowa) i spokojnie mogłaby walnac taki tekst.
                    • zmienilamnicka Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 23:18
                      no dobra, nie upieram się przy trollu, w końcu jak sie zastanowić to tez znam
                      kilka osób ktorym z wiekiem i doswiadczeniem wcale mądrości nie przybyło ;)
            • nangaparbat3 Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 23:11
              Podobac jej sie moze nawet papież. Pytanie, co z tym zrobi. Gdybys byla taka
              "wolna" i przeswiadczona, ze wszystko OK , nie pisałabys tutaj, szukajac wsparcia.
        • nangaparbat3 Nie pierdzielę 25.10.08, 23:06
          Kazde z nich ma swoja polowe odpowiedzialnosci, bo każde robi połowe drogi do -
          Pyta ona, wiec odpowiadam jej. Jemu odpowiedzialabym na temat jego
          odpowiedzialnosci.
          ona wie, ze on ma żone i dziecko. Opowiesci o siedmiu lat wzdychania - wybacz,
          ale to brednie dla mało dojrzalej nastolatki.
          • lapikus Re: Nie pierdzielę 26.10.08, 00:11
            tu nie było siedmioletnich wzdychań.nie z mojej strony. to on mi
            dziś mówi, że mu się podobałam, że mnie widział tu i tam i co przy
            tym czuł. Jak się poznaliśmy, miał mieć ślub za kilka m-cy. On to w
            sobie stłumił, bo tak trzeba było. Ożenił się i powiedzmy, że jest
            OK, że będzie z żoną, bo ma takie zasady. Po latach wyznał mi to, co
            czuł przez cały czas. Obarczył mnie tą informacją, ale nie
            odpowiedzialnością za jego małżeństwo. Ode mnie tak na prawdę
            zależy, co będzie dalej. I tu nie chodzi o pieprzenie, o zwykły sex,
            może uważacie, że zachowuję się jak nastolatka, trudno... On się
            zakochuje.
            • nangaparbat3 Re: Nie pierdzielę 26.10.08, 09:04
              On sie zakochuje, ale sie - rozumiem - jeszcze nie zakochal. Ty go nie kochasz.
              On ma zone i dziecko.
            • rosa_de_vratislavia Re: Nie pierdzielę 26.10.08, 11:02
              lapikus napisała:

              > I tu nie chodzi o pieprzenie, o zwykły sex,


              Nie, skąd....
              Wszyscy ludzie wg Ciebie mają romanse ze względu na "pieprzenie"
              i "zwykły seks" i nic nie czują, tylko u Was będzie inaczej - to
              będzie "bliskość" i "niezwykły seks".
              Nie wiem, skąd to poczucie wyjątkowowści?
      • lapikus Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 22:27
        Nie potrzebuję usprawiedliwienia, bo nikomu nie rozwalam rodziny. To
        nie moja sprawa... To On rozwala, jeśli już. A pewnie tej rodziny,
        jak powiadasz, od dawna już nie ma, już jest fikcją. A jeśli miłość
        do NIEJ jest większa, niż do żony? Co ma z tym zrobić???? Powiesić
        się??? Żyć z żoną, bo jest Jej mężem, ale Jej nie kocha? Ma sie
        poświęcić? Dla kogo? Dla dziecka? Błagam ........
        I powiem Ci tak: jestem radosna, jestem spełniona, jestem
        szczęśliwa .... nie znasz mnie .... nie wiesz, jaka byłam kiedyś i
        co przeżyłam. Ale uwierz, jestem szczęśliwa :) A kwestia piękności
        to rzecz względna. Podobam się mężczyznom, podobam się kobietom. To
        widzę i tyle.
        Pisząc to boisz się pewnie o siebie. Boisz się o swojego faceta, że
        Cię zdradzi. To nie dopuść do tego! Mnie nie obchodzą relacje
        pomiędzy małżonkami. Jeśli mąż nie może w spodniach
        utrzymać "małego" to ja mu taśmą nie przywiążę. Jeśli przystojny
        jest i fajny, to skorzystam :) Tak, jak zrobiłyby to miliony kobiet.
        I nie jest to brak moralności :)
        Ja mam stawiać granice moralności? Kobieto obudź się!!!! U mnie w
        pracy na 5 kobiet, 3 mają romans, o którym wiele, wiele lat nie wie
        szanowny mężulek.... Je tez mam umoralniać????
        • zmienilamnicka Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 22:31
          ja ci proponuję weź pigułkę, bo jeśli nie jesteś trollem to znaczy, że ci się
          cos powaznie pogorszyło ze zdrowiem :)
        • enith Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 22:37
          > jak powiadasz, od dawna już nie ma, już jest fikcją. A jeśli miłość
          > do NIEJ jest większa, niż do żony? Co ma z tym zrobić???? Powiesić
          > się??? Żyć z żoną, bo jest Jej mężem, ale Jej nie kocha? Ma sie
          > poświęcić? Dla kogo? Dla dziecka? Błagam ........

          Lapikus, rozwody są dla ludzi. Naprawdę. Rozwodzą się ludzi związani kredytem, związani dziećmi. Rozwodzą się ludzie pomimo teściów z obu stron ględzących "co ludzie powiedzą". Rozwodzą się małżeństwa, w których jedno z małżonków jest bardzo chore. Rozwodzą się małżeństwa, gdzie jedno z małżonków (najczęściej kobieta) po rozwodzie zostaje bez środków do życia. A MIMO TO ludzie się rozwodzą, bo szansę na szczęście stawiają w swojej hierarchii wyżej, niż nieudane, niesatysfakcjonujące małżeństwo! Czy istnieje OBIEKTYWNA przyczyna, dla której mąż w opisanym przez ciebie małżeństwie nie chce się rozwieść?
        • rosa_de_vratislavia Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 22:57
          lapikus napisała:

          > Nie potrzebuję usprawiedliwienia, bo nikomu nie rozwalam rodziny..
          >A jeśli miłość
          > do NIEJ jest większa, niż do żony? Co ma z tym zrobić???? Powiesić
          > się??? Żyć z żoną, bo jest Jej mężem, ale Jej nie kocha? Ma sie
          > poświęcić?

          Ma się rozwieść.Nie wpadłaś na to? ON 7 lat nie wpadł? Widac nie
          jest mu tak źle.
          Skoro KOCHA tę drugą,a żony nie - sprawa jest oczywista.Rozwód.
          • lapikus Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 23:57
            czy ja w historii na wstepie pisalam cos o milości?
            • nangaparbat3 Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 26.10.08, 00:06
              lapikus napisała:

              > czy ja w historii na wstepie pisalam cos o milości?
              Własnie o to chodzi. Skoro nie ma milosci, jest czas, by sie wycofac. Potem
              bedzie za poźno i krew sie poleje (to taka metafora - dla czytajacych wprost).
        • nangaparbat3 Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 23:22
          Kazdy sam odpowiada za wlasna moralnosc. Gdybys byla taka pewna swego, nie
          szukalabys poklasku na forum.
          • lapikus Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 23:53
            nie szukam poklasku, chciałam tylko poznać opinię ludzi, nie
            potrzebuję pomocy w podjęciu decyzji, nie po to pytałam. Poza tym
            to, co na wstępnie nie ma się w ogóle do tego, co zostało poruszone
            później. Ta historia nie mówi nic o seksie, nic o jakiejś zdradzie,
            mówi o tym, co może ewentualnie nastąpić. Ewentualnie.
            • nangaparbat3 Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 26.10.08, 00:08
              Ewentualnie moze nastąpic, ze rozwalicie jego rodzinę. skoro nie ma miłosci, po co?
              Piszesz o nim bez szacunku, lekceważąco - a on ma dziecko. Połóż to na dwoch
              szalach wagi.
              • lapikus Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 26.10.08, 00:17
                On mówi o uczuciu, ja tylko, że mi się podobał. Gdyby nie wyszedł
                pierwszy z inicjatywą i nie wyznał tego, co wyznał, pierwsza NIGDY
                bym nie zaczęła. Jeśli chodzi o moje uczucia... trudno mi o tym
                mówić. Jestem bardzo zdystansowana.
                • nangaparbat3 Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 26.10.08, 09:09
                  Wiec wykorzytaj swoj dystans.
                  I zrozum: w zyciu podoba nam sie bardzo wielu mezczyzn, mężczyznom - wiele
                  kobiet. Nierzadko staje sie na progu decyzji: pojsc za tym, kto sie podoba,
                  przezywac euforie zakochania, czy - nierzadko za cene cierpienia - zostac i
                  budowac, wciaż na nowo, stary zwiazek.
                  Jedno pewne - gdybysmy dla kazdego, kto nas pociaga, rozwalali stare zwiazki,
                  zadna bliskosc nie bylaby mozliwa.
                • kleomilka Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 27.10.08, 02:03
                  Ojej, kobieto.
                  Chcesz miec romans i dobre bzykanko, no to w czym problem? Nie Ty
                  pierwsza, nie ostatnia.
                  Ale po co ten elaborat o moralnosci, rodzinie przez duze R?
                  Poza tym, to on zdradza, Ty jestes najwyzej narzedziem. Mi by jakas
                  tam lojalnosc nie pozwolila. Nie lubie tez sie wchrzaniac w czyjes
                  gniazdo, i tyle.
                  A Ty jesli chcesz, to smialo. W koncu na rynku deficyt kochanek
                  (stad taka popularnosc agencji towarzyskich).
      • nawrocona5 Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 22:33
        nangaparbat3 napisała:

        > Jedno Ci powiem: nie jesteś ani radosna, ani szczęśliwa, ani niezalezna, ani
        > pozbawiona kompleksow. Najpewniej piekna takze nie.

        Jesteś mistrzynią w czytaniu z monitora.
        W ślad za toba próbuję byc tak samo przenikliwa.
        Z TWOJEGO postu wyraźnie widać że jesteś piękna i radosna.Całkowicie pozbawiona
        kompleksów.
        Konam z zazdrości. Nie będę mogła zasnąć.
        • nangaparbat3 Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 23:21
          nawrocona5 napisała:

          > Jesteś mistrzynią w czytaniu z monitora.
          > W ślad za toba próbuję byc tak samo przenikliwa.
          > Z TWOJEGO postu wyraźnie widać że jesteś piękna i radosna.Całkowicie pozbawiona
          > kompleksów.
          > Konam z zazdrości. Nie będę mogła zasnąć.
          Dziekuje za komplementy.
          Mam nadzieję, ze zazdrosc cie nie zabije - nie chcialabym byc pryzczyna twej
          śmierci.
          Wspolczuje problemow ze snem.
    • dotyk_wiatru Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 25.10.08, 22:26
      Hmm...Klina mi wbiłaś...Nie mam pojęcia co w tej sytuacji
      zrobić...co poradzić...
      Teoretycznie nie powinni się spotykać, bo rozbudzą coś co nie
      doprowadzi do niczego dobrego...ale teoretycznie...
      Wielokrotnie słyszałam, że nie można swego szczęścia budować na
      czyimś nieszczęściu...
    • rosa_de_vratislavia Nic już nie rouzmiem... 25.10.08, 22:53
      ... bo najpierw piszesz:
      "Podobał jej się, to fakt,
      ale tyle się zmieniło i ..... on ma Rodzinę". Pewnie nigdy tej
      Rodziny nie zostawi, Ona zdaje sobie z tego sprawę i uważa, że tak
      ma być."

      A potem:
      "Mnie nie obchodzą relacje
      pomiędzy małżonkami. Jeśli mąż nie może w spodniach
      utrzymać "małego" to ja mu taśmą nie przywiążę. Jeśli przystojny
      jest i fajny, to skorzystam :)" oraz "Nie potrzebuję
      usprawiedliwienia, bo nikomu nie rozwalam rodziny. A pewnie tej
      rodziny, od dawna już nie ma, już jest fikcją."

      Czy tylko ja widzę sprzeczność tych dwóchwypowiedzi?
      To się nazywa racjonalizacja. U Ciebie niezwykle silna.


      • zmienilamnicka Re: Nic już nie rouzmiem... 25.10.08, 22:56
        nie tylko Ty, nie tylko Ty ! :)))
        to na zasadzie "dajcie kobiecie jakiegokolwiek faceta a ona już dorobi sobie
        teorię" ;)
        • lapikus Re: Nic już nie rouzmiem... 25.10.08, 23:55
          wg. ciebie tylko kobieta jest winna zdradzie. Żałosne...
          • nangaparbat3 Re: Nic już nie rouzmiem... 26.10.08, 00:15
            lapikus napisała:

            > wg. ciebie tylko kobieta jest winna zdradzie. Żałosne...

            Kobieta pyta, do kobiety jest skierowana odpowiedź.
            Nie żałosne, tylko logiczne.
          • zmienilamnicka Re: Nic już nie rouzmiem... 26.10.08, 10:35
            hehehe, wulgaryzując- wg ciebie wszystko cokolwiek sie stanie między dorosłymi
            osobami to wina faceta, bo... przecież to wyłącznie ON powiedział ,że mu się
            podobasz a TY JEDYNIE na tę wieść rozłozyłaś nogi :)),
            w związku z tym nie jestes niczemu winna, bo u ciebie przecież to działa na
            zasadzie automatu- pierwszy lepszy facet z ulicy mówi "ależ mi się podobasz,
            zakochalem się!" a ty momentalnie czujesz obowiązek spotkania sie z nim i
            oddania się mu, równoczesnie mowiac kolezankom jak ten bydlak cię uwiódł i jaki
            jest beznadziejny bo zdradza żonę :))
            gratulacje

            może psycholog by ci pomógł przepracować powody tkwienia w tej obłudzie?
      • lapikus Re: Nic już nie rouzmiem... 25.10.08, 23:51
        pierwsza wypowiedź dotyczyła konkretnej sytuacji, następne nie
        dotyczyły tego, co napisałam na wstępie, ale odnosiły się do
        bieżacej rozmowy i czegoś wyimaginowanego.
        • enith Re: Nic już nie rouzmiem... 26.10.08, 00:13
          Ok, w pierwszym poście pytasz, czy powinni się spotykać. Odpowiedź jest taka: jeśli mają ochotę, niech się spotykają, ale... jako osoby dorosłe niech wiedzą, jakie mogą być tego konsekwencje. Jemu może się rozpaść małżeństwo (żona się dowie i wywali go na zbity pysk). Ona może się zakochać i pozostać, jako ta "trzecia", jeśli on nie rozwiedzie. On i ona się zakochają, on się rozwiedzie z żoną, ożeni z tą "trzecią" i będą żyli długo i szczęśliwie. On i ona będą mieć regularny romans, ale ani on się nie rozwiedzie, ani ona nie będzie nalegać, bo będzie im pasować tak, jak jest. I pewnie jeszcze kilka innych opcji by się znalazło. Czy taka odpowiedź jest ok?
    • elizja Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 26.10.08, 01:11
      Naiwność kobiet jest bezgraniczna. Facet ma ochotę na mały romansik,
      znalazł obiekt romansu: rozwódkę i co ma jej powiedzieć: "Wiesz, mam
      ochotę cię bzyknąć kilka razy"? Nie, powie: "Kochałem cię przez 7
      długich lat, czy zdajesz sobie sprawę, jakie męki cierpiałem?
      Wreszcie moja miłość się spełni! Ble, ble, ble... kocham cię."
      Czarodziejskie słowo-klucz do pasa cnoty (z lekka obluzowanego).
    • ingeborg Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 26.10.08, 01:41
      myślę że on powinien sobie kupić czarne bmw i założyć bloga.
    • completely_new_me Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 26.10.08, 09:01
      Myślę że ona powinna sobie kupić słownik poprawnej polszczyzny
      ("patrzał"). I przestańcie pisać o sobie w 3.os.l.poj :/
      Zapewne pójdziecie do łóżka, jego żona i dzieci będą cierpieć, on w
      gdy już cie zobaczy rano w piżamie bez makijażu zrozumie że kocha
      żonę, caly ten cyrk zakończy się poczuciem niesmaku, straconego
      czasu i wszyscy zawołają "i po co nam to było". Miłego dnia
    • tecumsehiq Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 26.10.08, 12:20
      Głupota to jest to co napisalas.
      Jesli myslisz ze facet cie kocha a potem wraca do zony to jestes w bledzie...
      Ale poduszkowiec mu sie przyda na boku...
      Jestem ciekaw czy jest dziany skoro sie nad tym zastanawiasz...
      • lapikus Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 26.10.08, 20:31
        Żal mi Was.... serio, żal. Jest tutaj kilka osób któe zawzięcie
        wykrzykują swoje racje. Osoby, któe, gdyby je zdradził facet
        posunęły się do poniżenia w oczach każdego po to, aby walczyć o to,
        co wydaje im się, że jest ich. To żałosne. Pozbawiłybyście się
        godności po to, aby walczyć o kogoś, kto jest Waszym mężem,
        chłopakiem, ale poszedł na bok. I nie ważne w jakim celu, czy po to,
        aby spełnić swoje ukryte pragnienia seksualne, czy po to, aby
        poniżyć jakąś kobietę, czy po to, bo się zakochał. I nie ważne, czy
        chce odejśc od Was, czy pozostać, bo fajnie jest mieć sprzątaczkę,
        kucharę, opiekunkę i materac w domu ... Wy nie oskarżycie męża o
        niewierność i łajdactwo, o złamanie przysięgi .... Wy oskarżycie
        kobietę, która z nim żyje "z boku" o rozbicie małżeństwa, o
        zmuszenie męża do niewierności, zbałamucenie i nie wiadomo co
        jeszcze ... Posuniecie się do każdego chwytu po to, aby wyrwać im z
        objęć Waszego męża.
        Dla mnie właśnie taka postawa jest niezrozumiała. POnieważ nie
        rozumiem, jak można żyć z facetem, który zdradził... A rozumiem, że
        wybaczyłybyście ..... Nie rozumiem także dlaczego bronicie tak
        mężów, a oskarżacie te kochanki straszne, co Wam mężów pozabierały!!
        Dla mnie to paranoja jakaś!!!!
        Nie chodzi mi o to, czy facet mnie zeszmaci, wykorzysta i rzuci, że
        będzie mnie traktował jak poduszkowca, materac, czy prześcieradło,
        czy będę mu obojętna itp.... Nie o to chodzi, ponieważ KAŻDY FACET
        BĘDZIE MNIE TRAKTOWAŁ TAK, JAK MU NA TO POZWOLĘ.... Ja jestem wolna
        i mam możliwość wyboru. To samo dotyczy jego opowiadan o
        małżeństwie, ewentualnych kłamst, lawirowań itp. Mnie to nie
        interesuje, ja nie rozmawiam o jego żonce, dzieciach itp, jeśli
        traktuję go jako kogoś, kto ma mnie tylko zadowolić seksualnie. To
        mój wybór. Nie jego. MÓJ. Mam nad tym całkowitą władzę. I teraz nie
        odnoszę tego, do historii, o której pisałąm na począku, ale do
        wypowiedzi, które się posypały po drodze...
        Pewnie gdybym miała romans z Waszymi mężami, gdybym stanęła
        naprzeciwko Was, wydrapałybyście mi oczy. Z zazdrości, z zawiści, że
        jestem lepsza, że uwiodłam Wam męża. To chore i pozbawione sensu.
        Jesteście tak strasznie wściekłe na samą myśl, że Was facet mógłby
        Was zdradzić, że byłybyście w stanie rozszarpać mnie na strzępy
        (stąd wytknięcie jakiegoś błędu ort.). Po prostu ja jestem ta zła.
        A nie jestem, uwierzcie. I nie chodzi tutaj o to, czy pójdę z nim do
        łóżka, czy nie, ale o to, że idąc z nim do łóżka robię to nie
        czyniąc nikomu krzywdy, a on krzywdzi żonę i zapewne dzieci. Ja w
        każdym momencie mogę się odwrócić na pięcie i odejść, a on na zawsze
        będzie nosił winę w sobie i najpewniej poszuka sobie innej kobiety,
        bo jak raz spróbuje, to później idzie gładko ....
        Wiecie, co zrobiła moja koleżanka? Mąż ją zdradził, wywaliła go z
        domu, on nawet się ucieszył, bo już nie musiał ściemniać. Ona była
        tak zła, taka wściekła, że najpierw, robiąc z siebie mega szmatę,
        tropiła tą jego kochankę, robiła jej straszne rzeczy, co
        poskutkowało tylko sprawą w prokuraturze wytoczoną o zniesławienie
        przeciw mojej koleżance, a potem uwiodła swojego męża. Próbowała go
        tak zakręcić, żeby zdradził swoją kochankę z nią. I udało jej się
        to. TYLKO PO CO??????????????????????????????? Oni nie są razem, a
        ona po roku robienia z siebie idiotki potrzebowała jeszcze trzech,
        żeby stanąć na nogi.
        Nie lepiej jest odejść nie spoglądając na drania. Wywalić go ze
        swojego życia?
        Jeszcze kwestia mojej historii. On nigdy mi nie powiedział, że mnie
        kocha, nigdy nie kłamał, nigdy nie obiecywał. To była rozmowa dwojga
        dorosłych ludzi o normalnych rzeczach.
        Wasza złość powoduje nieracjonalne myślenie .........
        • rosa_de_vratislavia Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 26.10.08, 21:07
          lapikus napisała:

          > Wy nie oskarżycie męża o
          > niewierność i łajdactwo, o złamanie przysięgi .... Wy oskarżycie
          > kobietę, która z nim żyje "z boku" o rozbicie małżeństwa, o
          > zmuszenie męża do niewierności, zbałamucenie i nie wiadomo co
          > jeszcze ... Nie rozumiem także dlaczego bronicie tak
          > mężów, a oskarżacie te kochanki straszne, co Wam mężów
          pozabierały!!
          > Dla mnie to paranoja jakaś!!!!

          Zgadzam się w 100%,że winna jest osoba, która zdradza,a przysięgała
          wierność. I nie jest tak,że jak facet zdradza, to winna jest
          kochanka, która pewnie zgwałciła/uwiodła bezbronnego naszego
          kochanego mężunia...



          > Pewnie gdybym miała romans z Waszymi mężami, gdybym stanęła
          > naprzeciwko Was, wydrapałybyście mi oczy.

          Nie, ucięłabym raczej męzowi to i owo - w końcu nie Ty mi
          przysięgałaś wierność.

          > Wasza złość powoduje nieracjonalne myślenie

          U Ciebie widzę też ogromne zacietrzewienie i złość.
          Poza tym wątek dotyczył KONKRETNEJ Twojej sytuacji.
          Moim zdaniem winę za rozpad swojego małżenstwa poniósłby ten pan,ale
          Ty odczuwałąbyś silny dyskomfort - w końcu jak ktoś kradnie auto,a
          ktoś "tylko" stoi na czatach to pośredni robi coś złego, prawda?
        • kleomilka Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 27.10.08, 02:13
          :)
          Ale skad te emocje?
          Trudno, aby ktos popieral role kochanki. To niezdrowa sytuacja i
          tyle.
          Nie wiem jak wiekszosc forumowiczek, ale jakby mnie zdradzil moj
          przyszly maz, to tylko i wylacznie on bylby winien, nie zadna Ania
          czy Mania. Facet ma swoj rozum, jest odpowiedzialny za siebie, i
          tyle.

          Uwazam jednak, ze odpowiedzialnosc wyniakajaca ze swiadomosci (czyli
          Ty wiesz, ze on MA zone), to jest wlasnie element, ktory czyni z nas
          ludzi rozwinietymi, tudzien ynteligentnymi. Inaczej to tylko ZOO. ;)
          Nieglupia jestes, na pewno zrozumiezs, co ma mna mysli. ;)
    • minotaur79 Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 26.10.08, 20:57
      Nie calkiem lapie o co ci chodzi.

      Jakie jest twoje pytanie? Jezeli brzmi: co o tym sadzicie, to odpowiem ci z
      perspektywy faceta.

      Facet szuka niezobowiazujacego bzykanka na boku, ty o tym doskonale wiesz i
      szukasz jakis usprawiedliwien dla siebie. Facet jest dupek i nikt w to nie
      watpi. A ty jestes nie lepsza.

      Facet ci zapodal pare bajerow (naprawde wierzysz w te 7 lat wzdychania do
      ciebie?), a twoje ego zostalo polechtane i jestes zaciekawiona co dalej. Co sie
      wydarzy, nie wiadomo, ale na pewno nie bedziesz bez winy.

      I odpusc sobie ten egzaltowany styl. Tyle ladnych slow na opisanie g..wna.
      • yoko0202 Re: z cyklu: moralność, miłość, Rodzina, zdrada. 26.10.08, 22:31
        minotaur79 napisał:

        > Nie calkiem lapie o co ci chodzi.
        >
        > Jakie jest twoje pytanie? Jezeli brzmi: co o tym sadzicie, to
        odpowiem ci z
        > perspektywy faceta.
        >
        > Facet szuka niezobowiazujacego bzykanka na boku, ty o tym
        doskonale wiesz i
        > szukasz jakis usprawiedliwien dla siebie. Facet jest dupek i nikt
        w to nie
        > watpi. A ty jestes nie lepsza.
        >
        > Facet ci zapodal pare bajerow (naprawde wierzysz w te 7 lat
        wzdychania do
        > ciebie?), a twoje ego zostalo polechtane i jestes zaciekawiona co
        dalej. Co sie
        > wydarzy, nie wiadomo, ale na pewno nie bedziesz bez winy.
        >
        > I odpusc sobie ten egzaltowany styl. Tyle ladnych slow na opisanie
        g..wna.

        no to dałeś, teraz zostaniesz zjedzony przez autorkę wątku:))
        ale oczywiście zgadzam się z Tobą - autorka po kobiecemu dorabia
        ideologię do każdego gestu i spojrzenia, zamiast pisać o faktach to
        snuje bajki z mchu i paproci jak to on przez całe swoje małżeństwo
        pewnie za nią tęsknił, no i chciałaby zapewne usłyszeć, że będzie
        super, najpierw burzliwy romans, potem on zostawi rodzinę i będą
        dalej żyli długo i szczęśliwie, i nie powinni zastanawiać się nad
        niczym tylko uwierzyć, że to uczucie jest wieczne... osoby mające
        inne zdanie są niezwłocznie atakowane, heh - po co zadawać pytania
        na forum skoro nie chce się usłyszeć odpowiedzi innej, niż ta
        wymyślona przez siebie...


Pełna wersja