rozd-arta
06.11.08, 18:39
nczy, pomimo
ze ona ma dzis urodziny. To mnie ruszylo, napisalam :" Zwariowales?
Chcesz to zrobic w jej urodziny? Nie rob tego, poczekaj do jutra".
Poczekal. Na drugi dzien wieczorem napisal " Probowalem, ale zaczela
mi plakac, ze sobie cos zrobi. wpadla w jakas panike, zaczela
rozpaczliwie przytulac sie do mojej nogi". odpisalam " Ok. Rozumiem.
Dziekuje za szczerosc, ale prosze, nie pisz do mnie i nie dzwon, a
najlepiej skasuj moj numer". W srodku czulam ogromny bol, i nie wiem
czy to byl bol z tego powodu ze ona jednak wygrala, czy raczej ten
bol, ze dalam sie wogole tam omamic i wyszlam na najwieksza idiotke.
Ona , tak naprawde Bogu ducha winna, ale ja w sumie tez zostalam
oszukana, dopiero po 3 miesiacach chodzenia za raczke, patrzenia
sobie w oczy, czulych slowkach oznajmil mi ze ma dziewczyne.
Przyznal, ze bal sie , ze jak powie mi na dzien dobry, to ze nie
bede chciala sie z nim spotykac.Fakt, to prawda. A wiec czy z
premedytacja chcial mnie w sobie rozkochac, zeby bylo mi trudniej
sie z nim rozstac?? Oczywiscie wytrzymalaz dwa dni, byl juz tu, w
moim slicznym miasteczku, pisal, dzwonil, nie odbieralam, to wzial
sie na sposob, zastrzegl numer i zadzwonil. Odebralam, uslyszalam
jego drzacy glos " Prosze, nie odkladaj sluchawki, blagam Cie
spotkajmy sie, daj mi szanse to wytlumaczyc... Ja nie moge przestac
o Tobie myslec... ona wie, ze jestem z nia z litosci... moze sama
dojdzie do wniosku ze taki zwiazek nie ma sensu..." - dukal.
Zmieklam, zgodzilam sie na spotkanie. Obiecalam sobie, ze wygarne mu
wszystko. Jednak jak go zobaczylam, z conajmniej tygodniowym
zarostem, z podkrazonym oczami i lzami w oczach, postanowilam nic
nie mowic, a jesli juz cos mowilam i byl to "atak" w jego strone, to
brzmialo to bardzo lagodnie. Ja mowilam, on sluchal i milczal. Wiec
gdy przeslismy juz cale miasto i stalismy pod Kosciolem,
krzyknelam: " No powiedz cos wreszcie!" On nigdy nie byl wylewny i w
sumie nigdy nie uslyszalam, zeby mowil tak otwarcie o swoich
uczuciach, no chyba ze w smsach- bo to chyba latwiejsze, krzyknal"
No co Ci mam powiedziec? Ze nigdy nie bylem tak rozdarty jak teraz??
Ze jest ona, z ktora bylem tyle lat, i choc nie czuje do niej tego
co ona chcialaby zebym czul, to jest mi jednak na jakis sposob
bliska i ze jestes Ty, ktora pojawila sie zupelnie niespodziewanie,
w ktorej sie zakochalem??!! Tak zakochalem sie w Tobie" - krzyczal,
ludzie sie patrzyli na niego jak na wariata, a snieg padal nam do
ust. Przytulil mnie, a ja oniemialam i nie wiedzialam, co powinnam
tak wlasciwie zrobic, co powiedziec...Spotykalismy sie, dziwne byly
te nasze spotkania,nigdy nie mowilismy o Niej, kazde nasze spotkanie
konczylo sie o 5 nad ranem i choc moze nikt z was w to nie uwierzy
nie bylo miedzy nami seksu, tzn. byly pocalunki, pieszczoty, ale nie
sam "akt"... nie moglam tego zrobic, nie pozwalala mi na to moja
moralnosc... i tak sie ciagnelo przez prawie dwa lata... jak bylam z
nim, zapominalam o Bozym swiecie, kiedy on probowal cos
powiedziec,mialam wrazenie ze moze wlasnie o naszej przyszlosci, to
ja unikalam tego tematu jak ognia. Meczyla mnie ta jego podwojna
gra, mialam do siebie ogromne wyrzuty ale mimo to brnelam w to
bagno... I tu sama nie potrafie odpowiedziec na to pytanie, bo wiem,
ze to co czulam do niego, to nie byla milosc... bo jak sie kocha to
sie ufa bezwarunkowo, a ja mu chyba nie ufalam. Nie chyba... Napewno
nie ufalam, bo nie raz zadawalam sobie pytanie " Skoro jest z nia, a
zdradza( sam fakt spotykania sie ze mna, calowania sie, przytulania
to juz chyba zdrada, prawda?) ja ze mna, to jaka ja mam gwarancje,
ze kiedys mnie nie bedzie tak oszukiwal?" drugiego lata spotkalismy
sie, bylo strasznie upalnie, sierpniowy wieczor, i padalo, dziwne,
ale kazdemu naszemu spotkaniu towarzyszyl deszcz, chocby mala
mzawka, ale jednak deszcz...Smialismy sie , ze niebo nad nami
placze...I wtedy stalo sie... zupelni