Zaprosic czy nie zaprosic ich na slub?

07.11.08, 15:53
Powrócę do mojego wczorajszego problemu, ale może w innych słowach
to ujmę...jestem zareczona od marca 2008r, z mezczyzna, ktorego
bardzo kocham. W przyszlym roku we wrzesniu ma byc slub, ale.. No
wlasnie jest to ale. Zanim poznałam narzeczonego, spotykałam sie z
jego bratem.Obydwoje pochodza z drugiego kranca Polski. Po trzech
miesiacach znajomości z tamtym, kiedy to juz byłam dosc
zaangazowana, oznajmil mi , ze ma w swojej miejscowosci dziewczyne
od 5 lat, ale chce z nia zerwac,bo zakochal sie we mnie. Jednak nie
zerwal, ponoc probowal, ale tamta miala przewage, byli wkońcu ponad
5 lat i wzieła go na litosc, ze sobie cos zrobi czy cos tam... Mimo
to dzwonil do mnie, pisal smsy, blagal o spotkania, a ja nie
potrafilam calkowicie sie go wyrzec, choc w glebi serca mialam do
niego juz uraz i moze ktos wierzyc badz nie, ale do niczego
powaznego miedzy nami przez te dwa lata nie doszlo... Dopiero pod
koniec naszego "bycia z soba" stalo sie, ale zaraz po tym, pojawily
sie moje wyrzuty sumienia i postawilam go pod murem... Przestraszyl
sie odleglosci. skonczylismy to, choc dalej pisal i dzwonil, ja
bylam nieugieta. Po kilku miesiacach oznajmil mi, ze musi zmienic
stan cywilny, bo ona jest w ciazy. Poznal mnie ze swoim najmlodszym
bratem, z ktorym teraz wlasnie jestem. Narzeczony byl w rodzaju
takie łącznika, zeby byc na biezaco co u mnie, czy mam kogos czy
nie. Nie spodziewal sie, ze sie zakochamy w sobie. Niestety nasza
droga nie jest uslana rozami... Tamten robi nam pod gorke, jego zona
o malo mnie nie pobila, gdy pojechalam z narzeczonym na wesele do
jego rodziny, wyzwala od roznych i powiedziala, zebym odpuscila
sobie i sie wiecej nie pokazywala. Zle sie tam czuje, jak intruz, z
jednej strony jej sie nie dziwie, ale z drugiej strony mysle ze on
powiedzial jej swoja wersje zdarzen i ta teraz obwinia tylko i
wylacznie mnie. Chcielismy z nimi porozmawiac, dojsc do
porozumienia, ale oni odebrali to jako atak, zwlaszcza on.Zawsze
zreszta wszyscy obwiniaja kobiete, a facetowi sie wybacza, to, ze
bedac z jedna, kreci z druga na boku i tak naprawde oszukuje
obydwie.Pewnie jej tak wygodnie. I niech tak jej bedzie, tylko niech
dadza nam zyc w spokoju. Nie chcialabym jej na swoim slubie, to ma
byc najpiekniejszy dzien mojego zycia, a jak ją mialabym zobaczyc,
to napewno cala radosc by minela... Zblizaja sie Świeta, Sylwester.
Ukochany chce , zebysmy spedzili go w jego rodzinnej miejscowosci,
napewno na nich sie natknę... Jak mam sie zachowac, zeby wyjsc z
tego twarza? Wiecznie uciekac albo udawac, jak oni, ze nic zlego sie
nie dzieje? Nie potrafię udawać, ale tez nie mam zamiaru ich wiecej
prosic , blagac, zreszta narzeczony tez nie ma zamiaru, tym
bardziej, ze sami zgotowali sobie taki los, a , ze nie uklada im sie
najlepiej to teraz swoje zale wyzywaja na nas. On na nim w pracy( bo
razem pracuja) ona, jak tylko jest jakies rodzinne swieto, na ktorym
jestesmy. I tak bedzie zawsze? Czy zaprosilibyscie na moim miejscu
ich na slub? Mam na wzgledzie, ze to ukochanego rodzina, zreszta on
sam ma do nich uraz, po tym, jak ona chciala mnie pobic i wyzwala od
roznych, ale wiem, ze w glebi duszy jest dobrym, wrazliwym facetem i
chcialby, zeby byla zgoda w rodzinie... Zreszta ja tez bym chciala,
no i przyszla Tesciowa tez to wszystko bardzo przezywa...Moja mama
wogole dlugo byla przeciwna, ale zobaczyla , jak bardzo nam na sobie
zalezy i odpuscila sobie, ale wiem, ze to wszystko ja boli, ze jakas
tam dziewczyna, gowniara, bo wedlug mnie gowniara( choc wiem, ze
wiek nie ma tu nic do rzeczy)chciala pobic jej corke, ze wyzwala od
roznych, a kazdy kto mnie zna, wie jaka naprawde jestem i to boli.
Bardzo boli. Zaczela mi wytykac, ze ja przyjechalam wielka studentka
z miasta i uwazam, ze przewroce ich zycie do gory nogami. Chyba ma
jakies kompleksy, bo w zyciu nie dalam nikomu odczuc, ze ja niby
jestem Bog wie kto. Uważam sie za normalna dziewczyne, jakich dzis
wiele. Co robic? Pomóżcie... Zadawajcie pytania, wymieniajcie
poglady, moze dzieki temu sama wpadne na jakis pomysl, jak temu
wszystkiemu zaradzic...No i co z tym slubem? Zaprosic ich czy
zlekcewazyc, a moze zaproszenie wyslac poczta??szczerze mowiac , i
tak nie sadze, zeby przyjechali...
    • cich-awoda Re: Zaprosic czy nie zaprosic ich na slub? 07.11.08, 16:00
      tak jak wspomniałas - to ma byc najpiekniejszy dzień w Twoim zyciu.
      i masz prawo zaprosić tylko te osoby, z którymi naprawdę chcesz go
      spędzic. to przykre, że macie takie kiepskie stosunki z bratem i
      bratowa Twojego narzeczonego, no ale trudno, nic na siłę.
      • rozd-arta Re: Zaprosic czy nie zaprosic ich na slub? 07.11.08, 16:09
        No tak, bardzo przykre... Niestety mysle, ze nie raz bede musiala
        sie na nich natknac, jak nie na swoim slubie, to na inne okazje
        rodzinne... To chyba raczej nieuniknione...I wlasnie dlatego tez nie
        wiem jak mam sie zachowywac w ich obecnosci. Co wy zrobilibyscie na
        moim miejscu?? Co mam wstac i odejsc od stolu? :/ no i mysle, ze
        Tesciowa bedzie naciskala, zeby jednak ich zaprosic, wyciagnac reke
        i zaprosic, bo jak juz wspomniala mojemu narzeczonemu, oni tego nie
        zrobia, bo sa zawzieci... Pytanie tylko dlaczego tak zawzieci?
        Przeciez ja z nim rozstalam sie w zgodzie. Dlaczego teraz traktuje
        mnie jak wroga? Ja jeszcze jestem w stanie zrozumiec, ale on? No i
        dlaczego on wyzywa sie na wlasnym bracie, ignorujac go, a
        faworyzujac drugiego barat , zeby tylko mojemu narzeczonemu dowalic
        i sprawic przykrosc?
        • cich-awoda Re: Zaprosic czy nie zaprosic ich na slub? 07.11.08, 16:18
          nigdy nie bylam w takiej sytuacji, nie wiem co bym zrobiła, wiem
          tylko co myslę teraz. wydaje mi się, ze bym ich nie zaprosiła, skoro
          moga popsuc mi nastrój w dzien slubu. ale z drugiej strony wiem co
          to znaczy jak teściowa naciska, bo chce dobrze.
          może ich zaprosicie, bedziecie "czyści", a oni nie przyjdą i problem
          z głowy:)? może warto zaryzykować:)
          • rozd-arta Re: Zaprosic czy nie zaprosic ich na slub? 07.11.08, 16:22
            Tez tak mysle, ze zaprosic, ale moze jednak lepiej poczta? To
            jeszcze bardziej da im znac, ze nie sa pozadanymi goscmi? No a jak
            zachowywalabys sie w ich obecnosci przy innych okazjach? Po tym ,
            jak ktos o malo Ci nie wpier... tylko za to ze tak naprawde sama
            zostalas oszuakana przez jej meza? I tez tak naprawde jestes w tym
            wszystkim poszkodowana? No i jak wobec niego, skoro kiedys bylas dla
            niego taka wyjatkowa, a teraz robi Ci takie swinstwa i tak naprawde
            nie patrzy Ci w oczy jak cos mowi?
            • cich-awoda Re: Zaprosic czy nie zaprosic ich na slub? 07.11.08, 16:52
              zachowywałabym się chyba olewczo. rozumiem, ze nie chodzic nie
              chcecie - to sa też Wasze rodzinne uroczystości, pozstaje więc
              ignorować tych państwa, zachowywac się z klasa, ale bez zaangażowania
              a pomysł z wysaniem zaproszenia pocztą dobry
              • rozd-arta Re: Zaprosic czy nie zaprosic ich na slub? 07.11.08, 17:27
                Staram sie olewczo zachowywac, i obiecalam sobie, ze ja juz nic w
                tym kierunku, zeby bylo dobrze nie zrobie... nasuwa sie tylko
                kolejne pytanie, czy ja bede szczesliwa w tym zwiazku, majac
                swiadomosc, ze ciagle ktos z rodziny rzuca nam klody pod nogi? Czy
                tamten moj "byly" a brat mojego narzeczonego kiedys wkoncu zacznie
                zachowywac sie normalnie wobec mnie? Dlaczego raptem, kiedy to tylko
                zaczelam na powaznie wiazac swoje plany z jego bratem zaczal
                traktowac mnie jak wroga? Dlaczego? Przeciez sam powiedzial zonie o
                tym co bylo miedzy nami, ode mnie ona niczego sie nie dowiedziala,
                wiec to chyba nie o to chodzi, ze ona wie o wszystkim a o cos innego
                mu chodzi? Jak uwazacie? O co? Wasze spostrzezenia ułatwiłyby mi
                wyciagniecie z tego odpowiednich wnioskow , a takze moze wskazalyby
                jakies rozwiazanie tej skomplikowanej sytuacji... Moze dzieki temu
                potrafilabym odpowiednio podejsc do tego wszystkiego, a moze nabrac
                dystansu...
                • horpyna4 Re: Zaprosic czy nie zaprosic ich na slub? 07.11.08, 18:01
                  Nie przejmuj się, niektórzy faceci tak mają. Jemu wolno mieć harem,
                  ale każda dziewczyna musi być mu wierna do śmierci, nawet wtedy, jak
                  ją kopnie i porzuci. Inaczej śmiertelna obraza.
                  Dla takiego gościa fakt, że jego była śmie być szczęśliwa z innym
                  jest poniżający, bo godzi w jego męskość i w ogóle wyjątkowość, bo
                  przecież nikt nie może być lepszy od niego... żałosne, ale tak bywa.
                  Spuść na niego wodę i pomyślcie razem ze swoim narzeczonym o
                  przeprowadzce przynajmniej o 100 km. Możecie wtedy zacząć wspólne
                  życie bez takiego ciernia w doopie, jakim jest jego braciszek.
                  • rozd-arta Re: Zaprosic czy nie zaprosic ich na slub? 07.11.08, 18:03
                    Wcale nie zamierzamy mieszkac tam gdzie on. Bedziemy mieszkac w moim
                    miescie albo wszedzie byle tylko nie tam ;-) No ale spotkania z nim
                    sa nieuniknione... niestety... i wiem, ze Tesciowa bedzie dazyc do
                    tego, zebysmy sie pogodzili i jak tylko tam pojedziemy w odwiedziny,
                    ona zaprosi jak gdyby nigdy nic ich, bo juz nie raz tak robila :/
Inne wątki na temat:
Pełna wersja