Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić?

14.11.08, 08:56
Jestem w stałym związku od 3 lat. Nie układa się najlepiej i myślę o
zakończeniu tego. Miesiąc temu poznałam mężczyznę, okazało się, że
jest żonaty, ma dziecko. Oboje zakochaliśmy się w sobie, świetnie
się dogadujemy. Ja postanowiłam przerwać ten romans, nie nadaje się
na kochankę, która czeka na ukradkowe spotkania, a z drugiej strony
wiem, że On bardzo kocha swoje dziecko i nie chce rujnować Jego
życia. Zerwałam z Nim, cierpie niesamowicie, nie moge znaleźć sobie
miejsca, z nim jest podobnie. Proszę napiszcie, czy to było dobre
wyjście?
    • kag73 Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 14.11.08, 09:07
      Oczywiscie. Lepiej zakonczyc te znajomosc zanim bedzie za pozno. Ma zone,
      dziecko, jest tabu. Nie martw sie cierpienie minie, czas leczy rany, czlowiek
      jest mocny. Normalne, ze cierpisz, prawie wszyscy to znamy, najchetniej
      chciaaoby sie polozyc do lozka i przespac ten czas, wiem. Ale po deszczu
      przychodzi slonce. Gwarantuje Ci, ze za jakis czas z ulga odetchniesz, ze to
      zakonczylas, bo pozansz kogos z mniej skomplikowana sytuacja i bedziesz z nim
      szczesliwa. Szkoda marnowac zycia w zwiazku, ktory raczej nie ma szans a jezeli
      nawet by mial, to zbudowany jest na ludzkim nieszczesciu.
      Nie pakuj sie w problemy, facetow jest sporo, nawet jezeli nie ten Twoj obecny,
      mozesz znalezsc innego.
      Trzymaj sie!
      • atomm Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 10:54
        A ja uważam, że życie jest zbyt krótkie, by się poświecać dla
        związku z kimś z kim nie jesteś szczęsliwa...
        Pozostaje kwestia czy On tez jest nieszczesliwy...
        Wiec jesli dla Niego to był tylko nic nie ważny skok w bok, a dla
        Ciebie wielka milosc to dobrze zrobiłas, bo pozniej bys bardziej
        cierpiala...

        A jesli nie...

        To może poczekac i zobaczyc co bedzie...
        • c_n Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 25.11.08, 05:40
          atomm napisał:

          > A ja uważam, że życie jest zbyt krótkie, by się poświecać dla
          > związku z kimś z kim nie jesteś szczęsliwa...

          tym bardiej, że to poświęcenie nie będzie docenione
    • dzikoozka Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 14.11.08, 09:08
      I tak w ciagu miesiaca zakochałaś się na zabój? I przekonałas, ze on
      to właśnie TEN?
      Skoro jest zonaty i rozglądał sie za inną, to jak myślisz, porządny
      z niego człowiek czy drań?
      • sylwia25olk Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 14.11.08, 09:22
        Musisz o nim zapomiec, a jego zona wie?
        • mell24 Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 14.11.08, 09:37
          Myślę, że dobrze zrobiłaś. Nie buduje się szczęścia własnego na
          nieszczęściu innych IMO
          • skrot.myslowy Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 10:56
            Prawdziwe szczęście zawsze się komus kradnie...
            W kwestii szczęścia trzeba być w pewnym sensie samolubnym
            • c_n Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 25.11.08, 05:47
              tak
      • aja74 Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 14:12
        A dlkaczego zaraz sie rozgladal? A moze poprostu zostal w to
        wciagniety? Babka tyleczkiem pokrecila facetowi sie zrobilo slabo i
        juz jest romans.
        Co do autorki tematu, jestes bardzo samolubna. Zapomnialas o
        dzieciach ktore ten facet ma. Ale co tam wazne ze JA!!!

        AJA
        • arieska Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 18.11.08, 00:14
          aja74 napisał:
          > Co do autorki tematu, jestes bardzo samolubna. Zapomnialas o
          > dzieciach ktore ten facet ma. Ale co tam wazne ze JA!!!
          >
          Samolubna??? Przeciez napisala wyraznie, ze go rzucila glownie ze wzgledu na
          dziecko. Odpowiadalas chyba na inny post, bo tego zakladajacego watek z
          pewnoscia dobrze nie przeczytalas.
        • c_n Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 25.11.08, 05:49
          aja74 napisał:

          > A dlkaczego zaraz sie rozgladal? A moze poprostu zostal w to
          > wciagniety? Babka tyleczkiem pokrecila facetowi sie zrobilo slabo i
          > juz jest romans.
          > Co do autorki tematu, jestes bardzo samolubna. Zapomnialas o
          > dzieciach ktore ten facet ma. Ale co tam wazne ze JA!!!
          >
          > AJA

          dlaczego ona ma pamiętać skoro ojciec o swoich dzieciach nie pomyślał ?
    • ygawa Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 14.11.08, 09:54
      Hej. Piszesz, że jesteś w związku w którym się nie układa. Za chwile
      dodajesz, że cierpisz bo zakochałaś sie w jakimś żonatym facetem,
      facet ma dziecko i kocha je zapewne nie chce niszczyć mu
      przyszłości. Z tego widać również , że nie kochasz swojego faceta z
      którym jesteś w jakimś układzie, skoro zakochałaś się w innym. I jak
      myślisz ten żony facet jest nieszcześliwy ze swoją żoną? czy tylko
      szukał jakiejś babeczki na boku dla odmiany? czy On Cie kocha? czy
      nie moze Cię kochać bo ma dziecko?a może kocha swoja żone i teraz to
      zrozumiał? Aha, dołącze się do słów mojej poprzedniczki:
      czy to jest porządny facet czy drań skoro ma romans.
      zastanów się nad sobą : dobrze zrobiłaś zrywając ale zastanów sie
      nad swoim obecnym związkiem bo może jesteś w nim de facto
      nieszczęsliwa skoro szukasz innych doznań. Moze wart nad nim
      popracować.
      • mgrek Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 13:05
        ..pracowac aż do śmierci, nad wszystkim warto pracować .. czy aby na pewno?
      • kodem_pl LoL 17.11.08, 18:45
        Wszystkie sie nad nim zastanawiacie: 'dobry facet, czy dran'. A autorka watku
        jest 'dobra kobieta, czy sucz'? Pasuja do siebie IMO.
    • rosa_de_vratislavia Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 14.11.08, 11:18
      iwonesik napisała:

      Miesiąc temu poznałam mężczyznę, okazało się, że
      > jest żonaty, ma dziecko. Oboje zakochaliśmy się w sobie,

      W miesiąc? To na razie fascyncja. Miłośc jest wtedy, gdy kogoś
      znasz, akceptujesz jego wady, on Cię widzi zasmarkaną i z grypą,a Ty
      jego z anginą:)

      > Proszę napiszcie, czy to było dobre
      > wyjście?

      TO BYŁO DOSKONAŁE WYJŚCIE. Jeśli to miłość - on się rozwiedzie, Ty
      porzucisz faceta. Ostatnio moja dzieciata i męzata koleżanka odeszła
      z dzieckiem do nowego partnera po 15 latach ustabilizowanego
      związku. Bo NAPRAWDĘ się zakochali. Jak się chce, to się to robi.
      • annajustyna Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 11:14
        Co ma piernik do wiatraka? Mimo szczerej milosci do innej osoby nie kazdy
        podepcze przysiege ("az do smierci", a nie "az sie zakocham w kims innym").
        • teklana Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 12:44
          annajustyna napisała:

          > Co ma piernik do wiatraka? Mimo szczerej milosci do innej osoby
          nie kazdy
          > podepcze przysiege ("az do smierci", a nie "az sie zakocham w kims
          innym").



          To co wiatrak do piernika ;-)A reszty nie jestem w stanie
          zrozumieć,nie wiem o co chodzi w tym poście.
      • homard Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 19:45
        Jestescie naparwde okrutne...i pisze to z punktu widzenia faceta jakby nie
        było...Osobiscie uwazam ze autorka postapila owszem bardzo szlachtenie
        aczkolwiek dlaczego mamy rezygnowac ze swojego szczescia...fakt nie zyjemy tylko
        dla siebie to prawda...ale ja na miejscu tej pani pociaganal troche ten zwiazek,
        i jesli rzeczywiscie byloby im tak dobrze to nalezaloby jak najszybciej
        zakonczyc zwiazki ze starymi partnerami...Oosbiscie nie znosze matek mowiacych
        posiwecilam ci cale zycie a ty mi CO !!! Nie poseicajacie calego zycia, oddajcie
        tyle ile chcecie, badziecie szczescliwe , owszem nie za wszelka cene, aczkolwiek
        uczucia innych sa wazne ale w jaki sposb przezyjemy swoje zycie za;lezy
        wylacznie od nas i powinnismy dazyc do tego aby byc szczesliwymi czasem nawet
        kosztem innych....Przykre ale prawdziwe...
        • rudacleo Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 20:23
          Dokladnie. Zgadzam sie w 100%.
        • arieska Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 18.11.08, 00:13
          homard napisał:

          > Jestescie naparwde okrutne...i pisze to z punktu widzenia faceta jakby nie
          > było...Osobiscie uwazam ze autorka postapila owszem bardzo szlachtenie
          > aczkolwiek dlaczego mamy rezygnowac ze swojego szczescia...fakt nie zyjemy tylk
          > o
          > dla siebie to prawda...ale ja na miejscu tej pani pociaganal troche ten zwiazek
          > ,
          > i jesli rzeczywiscie byloby im tak dobrze to nalezaloby jak najszybciej
          > zakonczyc zwiazki ze starymi partnerami...Oosbiscie nie znosze matek mowiacych
          > posiwecilam ci cale zycie a ty mi CO !!! Nie poseicajacie calego zycia, oddajci
          > e
          > tyle ile chcecie, badziecie szczescliwe , owszem nie za wszelka cene, aczkolwie
          > k
          > uczucia innych sa wazne ale w jaki sposb przezyjemy swoje zycie za;lezy
          > wylacznie od nas i powinnismy dazyc do tego aby byc szczesliwymi czasem nawet
          > kosztem innych....Przykre ale prawdziwe...

          Wreszcie glos rozsadku, a nie histeryczny atak matek.."bo dzieci". Dzieci sa
          wazne, ale o swoim szczesciu tez trzeba myslec. Dzieci dorosna, pojda na swoje,
          a czlowiek zostanie z reka w nocniku i poczuciem zmarnowanego zycia. Jesli
          chodzi akurat o autorke postu to mysle, ze to tylko zauroczenie, ktore minie,
          ale bywa i tak, ze z powodu prawdziwej (innej) milosci warto postawic swoje
          zycie na glowie.
        • fathom Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 18.11.08, 09:02
          Bingo. Bo już zaczynałam wierzyć, że tylko takie bzdury, jak te
          złośliwe uwagi pod adresem autorki mogą ludzie wypisywać.
    • vandikia Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 14.11.08, 11:23
      W miesiąc się zdążyłaś zakochać na amen, zerwać i teraz rozpaczać?
      No no, pogratulować efektywności.

      Daję Ci góra ze 4 dni cierpienia jeszcze przy tym tempie, prześpij
      może albo coś i idź na dyskotekę, wybaw się i poznaj kogoś bez
      bagażu. Tylko może się nie zakochuj odrazu.
      • kr_ka_11 Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 14.11.08, 11:34
        dobre wyjscie. nie buduje sie szczescia na czyims nieszczesciu.
      • stykrotka Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 10:29
        Szybkie zauroczenie nie oznacza szybkiego odkochania się :( niestety.
        Myślę, że dziewczyna jest bardzo wrażliwa i spragniona miłości i dlatego
        zauroczyła się tak szybko.
        Jednak wyjść z tego nie jest tak łatwo przy takiej wrażliwości i emocjonalności.
        Ja z takiego stanu wychodziłam 2 lata.

        Niemniej uważam, że zrobiła jak najbardziej słusznie i dobrze ze tak szybko się
        ocknęła.

        A może da się jeszcze naprawić ten 3 letni związek? Skoro jesteś z nim 3 lata to
        chyba to coś znaczy. Czasami trzeba się postarać i popracować nad związkiem.
      • wuetend Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 10:42
        dobra rada. i nie zapomnij przed wypadem na disco kopnac w jaja tego
        leszcza, z ktorym jestes drobne 3 latka..

        >
        > Daję Ci góra ze 4 dni cierpienia jeszcze przy tym tempie, prześpij
        > może albo coś i idź na dyskotekę, wybaw się i poznaj kogoś bez
        > bagażu. Tylko może się nie zakochuj odrazu.
    • frisky2 Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 14.11.08, 11:35
      Dobre. Po pewnym czasie ci przejdzie. A tak by kilka osob cierpialo znacznie dluzej
      • iwonesik Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 14.11.08, 22:33
        Dzięki, za opinie. Może to dziwne, że w ciągu miesiąca można się zakochać. Nie była to miłość, tylko zakochanie, zauroczenie. Cierpnie, ale tak jak napisałyście - nie można zbudować swojego szczęścia na cudzym nieszczęsciu. A z drugiej strony, nie byłoby rozwodów, gdyby ludzie nie pozwalali sobie na chwile szczęścia z druga osobą. Wyminilismy sie dzisiaj kilkoma smsami-to wszystko. Może rzeczywiście po kilku dniach wszystko przeminie...
        • teklana Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 10:45
          Dziwne to naprawdę,ale jak widac można.Tylko czy nie pomyliłas pojęć?
          Ale ok.Niech bedzie nawet ,że sie zakochałaś.;-)
          Ty jesteś w związku od 3 lat i co?Wróciłas do niego popłakać mu w
          rekaw?Czy mówisz ,że dopadła Cie depresja jesienno-zimowa?

          - nie można zbudować swojego szczęścia na cudzym nieszczęsciu. A z
          drugiej s
          > trony, nie byłoby rozwodów, gdyby ludzie nie pozwalali sobie na
          chwile szczęści
          > a z druga osobą.

          Masz racje chwile szczęścia mogą zburzyć wiele lat
          przyjażni,miłości,rodzinę ;-)
          Ponieważ sprawa sie komplikuje gdy ma sie doczynienia z żonatym
          tatą ;-)
          Nie bądz egoistką i daj facetowi spokój,niech i on da Tobie.Sama
          napisałas ,że to nie miłość.Jesli potrzebujesz rozrywki,to może
          raczej z wolnymi facetami.;-)Widze ,że nie potrafisz byc
          lojalna,więc masz zachwiane poczucie różnych wartości.Najpierw
          sobie poukłądaj w głowie,bo narazie masz tam wielki bałagan ;-)
    • wuetend wylozcie kawe na lawe partnerom 17.11.08, 10:38
      cierpienie podzieli sie juz na 4
      • grisza14 Wez kartke papieru, koperte i znaczek 17.11.08, 12:38
        usiadz sobie spokojnie w fotelu, napisz pare linijek do jego
        malzonki i zaraz Ci wszystkie cierpienia wyleca z glowy.Przemysl to.
    • amambilis Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 12:41
      Nie no - fatalnie zrobiłaś!
      Kochacie się, żyć bez siebie nie możecie, a Ty to kończysz! Jak możesz?! Wracaj
      do niego, to mężczyzna Twojego życia! Co tam jego dziecko, z Tobą będzie miał
      drugie, jak będziecie chcieli! Trzeba walczyć o swoją miłość!
      amabilis.blox.pl
      • animka25 Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 12:52
        > Nie no - fatalnie zrobiłaś!
        > Kochacie się, żyć bez siebie nie możecie, a Ty to kończysz! Jak
        możesz?! Wracaj
        > do niego, to mężczyzna Twojego życia! Co tam jego dziecko, z Tobą
        będzie miał
        > drugie, jak będziecie chcieli! Trzeba walczyć o swoją miłość!

        Może to śmieszne i niegodne naśladowania, ale kochanka mojego Exa
        tak właśnie zrobiła. Zaszła w ciąże:) W tym momęcię prysnęły jej
        wszystkie problemy.
        • animka25 Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 12:53
          momencie...z rozpędu
    • bogiemslawiena Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 12:48
      Iwonesik, jak znam życie, po 3 latach stałego związku zaczął się
      pierwszy kryzys, przy którym zaczyna się zauważać, że partner
      pierdzi, sra i czasem śmierdzi. A i że głupie poglądy ma, takie
      nieżyciowe, nie ma o czym pogadać, bo już wszystko zostało
      powiedziane. Dlatego poszukałaś kolejnego partnera, bo tak
      najłatwiej wyjść z kryzysu. Tylko że po mniej więcej 3 latach z
      nowym facetem zauważysz podobne mankamenty, bo miną pierwsze
      motylki... Można tak oczywiście cyklicznie zmieniać partnerów, ale
      obawiam się, że umrzesz sama. Za to twoje życie będzie
      bardzo "ekscytujące". No ale niektórym dojście do tego, że to
      prawidłowość, zajmuje całe życie.
      • netka6666 Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 13:27
        Zgadzam się z przedmówczynią. Na początku z nowym facetem jest
        zawsze pięknie i cudownie. Problem polega na tym, po pewnym czasie
        zdajemy sobie sprawę, iż to były tylko górnolotne słowa - wcale nie
        miłość. A często jest i tak, że facet wraca do żony bo stwierdza, że
        przecież to ja kocha a kochanka to chwilowe zapomnienie. A zona i
        dziecko to jego rodzina. I zostaniesz sama.......
        • bogiemslawiena Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 13:31
          Eeeej, nie napisałam, że to koniecznie nie mogła być miłość. Z
          czasem uczucie trochę gaśnie, ale to całkowicie normalne. O to mi
          chodziło. I wtedy szukamy, jedni swoje szukanie realizują zdradą,
          inni nie, ale pojawia się uczucie braku u większości par. I już. I
          można to olać i docenić inne sprawy albo skakać co jakiś czas na
          świeży, ekscytujący kwiatek i robić powtórkę z rozrywki.

          netka6666 napisała:

          > Zgadzam się z przedmówczynią. Na początku z nowym facetem jest
          > zawsze pięknie i cudownie. Problem polega na tym, po pewnym czasie
          > zdajemy sobie sprawę, iż to były tylko górnolotne słowa - wcale
          nie
          > miłość. A często jest i tak, że facet wraca do żony bo stwierdza,
          że
          > przecież to ja kocha a kochanka to chwilowe zapomnienie. A zona i
          > dziecko to jego rodzina. I zostaniesz sama.......
          • skomroch1 Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 14:23
            A Tobie nie żal tego dziecka?
            • skomroch1 Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 14:25
              skomroch1 napisała:

              > A Tobie nie żal tego dziecka?
              to do iwonesik
      • 1dana Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 13:30
        Święte słowa. W każdym związku są etapy, fascynacji, miłości itd.
        Trzeba wielkiej madrosci, by przejść przez życie i niczego nie
        żałować. A z tymi nszymi partnerami, to jest tak ,jak napisałaś albo
        się zaakceptuje albo całe życie szuka sie tego jedynego , ideałów
        nie ma.
      • suzanax Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 18:53
        Ty jakiś stary babsztyl jesteś, czy co?Wymienione przez Ciebie
        funkcje fizjologiczne ma każdy. Skoro Tobie one zaczęły przeszkadzac
        po 3 latach u partnera to znaczy że to nie był-nie jest odpowiedni
        partner. Jeśli się kogoś naprawdę kocha to akceptuje się go takiego
        jakim jest, z jego wadami i zaletami, bez planów na zmianę jego
        zachowań czy przyzwyczajeń.Niestety często jest tak (zwłaszcza w tym
        kraju) że jak już złożyło się przysięgę-często za młodu, nie znając
        życia itp., to powinieneś trwac w związku gdzie jedna strona to
        tyran czy wciąż niezadowolona baba, osoba która nie potrafi iśc na
        kompromis i zawsze musi postawic na swoim nawet jeśli to "jej"
        zupełnie nie ma sensu.Każdy ma prawo do szczęścia a związek należy
        pielęgnowac.
    • iwona334 cierpiec razem ! 17.11.08, 13:37
      przynajmniej przez jakis czas.
      zawsze mozna troche tego cierpienia wspolnie odreagowac :)
    • katgraf Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 14:43
      Wpadłaś w korkociąg. Wyszłaś za mąż śmiem twierdzić bez miłości. Nie
      wiem czy to On Cię nie kochał, czy też Ty Jego. Jedno jest pewne z
      jednej ze stron nie było uczucia. Teraz musisz zapłacić za ten krok.
      Rachunek może być do przyjęcia jeśli nie masz dzieci. Jeśli je masz
      to cena będzie o wiele wyższa.
      Teraz masz trzy drogi do wyboru. Pierwsza to ustalenie z TYM
      WŁAŚCIWYM dalszego postępowania. Np. rozwodzicie się oboje i
      zawieracie nowy związek. Lub wersja druga rozstajecie się
      definitywnie (i to jak najszybciej) bo im dłużej romansujesz tym
      boleśniejsze rozstanie. I wreszcie trzecie rozwiązanie wszystko
      zostawiasz tak jak do tej pory. Czyli konspiracja, która i tak
      skończy się ujawnieniem.
      No cóż musisz zapłacić jakąś cenę za zbyt pochopne wyjście za mąż.
    • zahir69 Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 15:12
      Nie wierz w to co piszą inni,czas nie ma znaczenia czy to jest
      miesiąc czy rok,miłości nie da się określić ramami czasu....wiem co
      piszę ..byłem 18 lat żonaty od podstawówki razem i mam dwoje
      dzieci...nigdy nie zdradzałem nie szukałem miłostek,przygód choć na
      propozycje nie narzekałem,ale przez ostatnie 5 lat nie byłem
      szczęsliwy....dla dobra rodziny,dzieci itd byłem,trwałem
      etc....jedno spojrzenie,kilka słów i było po wszystkim jak uderzenie
      pioruna...po 4 miesiącach byłem po rozwodzie Ona też...za 2 miesiące
      urodzi się nasza córka,nigdy nie okłamywałem żony,wyprowadziłem się
      z domu po 3 tygodniach od poznania tej kobiety nie wiedząc co będzie
      nie kalkulując i nie robiąc bilansu zysków i strat ale przede
      wszystkim nie oszukując kogoś z kim byłem tyle lat.I wiem że warto
      było bo to moja kobieta na resztę życia...a i moja żona mam nadzieje
      ułoży sobie życie.Jeżeli jesteś pewna że nie byłaś "przygodą" walcz
      o tą miłość bo do końca życia nie będziesz pewna czy nie ominęło Cię
      coś co inni nazywają przeznaczeniem
      • iwonesik Odpowiedź... 17.11.08, 15:39
        Nie jestem mężatką, mam faceta z którym mieszkam. Zakończyłam ten
        romans-tak mi się wydawało, ale On dzwoni, pisze smsy, maile-nie
        potrafię zapomnieć! Jest mi bbbb ciężko. Myślę o Jego dziecku i
        dlatego zdecydowałam się na taki krok.
        ALe z drugiej strony nie możecie być tak negatywnie nastawione,nie
        przeskakuje z kwiatka na kwiatek!! Nie jestem w stanie walczyć o
        swój związek, bo mój facet po wielu godzinach rozmów ze mną nie
        widzi problemu. Pozostaje mi odejście od Niego.

        • zahir69 Re: Odpowiedź... 17.11.08, 15:55
          To masz odpowiedź,o swoje szczęscie trzeba i nalezy walczyć nie daj
          się wpędzić w poczucie winy,masz prawo do szczęscia i do życia.Masz
          prawo budzić się rano pełna nadziei i spełnionych marzeń.A On cóż
          gdyby wszystko grało nie byłoby Ciebie i całej tej sytuacji.Może
          własnie zapukała do Ciebie prawdziwa miłość otwórz jej drzwi
          • nawrocona5 Re: Odpowiedź... 17.11.08, 16:11
            iwonesik napisała:
            Zakończyłam ten
            romans-tak mi się wydawało, ale On dzwoni, pisze smsy, maile-nie
            potrafię zapomnieć! Jest mi bbbb ciężko.

            Dzwoni,pisze - ale chyba nie z propozycja spedzenia razem reszty zycia?
            Więc nie pakuj się w to, bo nic dobrego dla ciebie nie wyniknie z takiego
            związku. To o czym pisze zahir to przypadek jeden na milion.
            Facet nie zostawi dla ciebie rodziny, ale będzie chciał mieć i ciebie i swoje
            małżeństwo. A czy tobie wystarczy ukochany "na ćwierć etatu"?
            Powiem brutalnie - kto się zakochał, ten się odkocha. Dobrze zrobiłaś, daj sobie
            trochę więcej czasu na pogodzenie się z tym, a z każdym tygodniem będziesz
            bardziej przekonana o słuszności swojej decyzji.
            • zahir69 Re: Odpowiedź... 17.11.08, 16:21
              I własnie teraz zrzuciłbym całą odpowiedzialnośc na NIEGO jeżeli
              kocha MUSI dokonac wyboru,musi wywalczyć sobie prawo do miłości tej
              kobiety,nie ma tłumaczeń w stylu że musi to przemyśleć,zastanowić
              się itd jeżeli chce bawić się na dwa fronty a po pół roku powiedzieć
              że jednak kocha żonę to odpowiedź jest prosta....Ale jedno wiem ONA
              nie powinna być ani dnia dłużej w związku gdzie nie ma miłości a jej
              partner nawet nie ma zamiaru o nią walczyć...to toksyczna miłośc
              niepotrzebna nikomu
              • nawrocona5 Re: Odpowiedź... 17.11.08, 16:59
                ahir69 napisał:

                > I własnie teraz zrzuciłbym całą odpowiedzialnośc na NIEGO jeżeli
                > kocha MUSI dokonac wyboru,musi wywalczyć sobie prawo do miłości tej
                > kobiety,nie ma tłumaczeń w stylu że musi to przemyśleć,zastanowić
                > się itd jeżeli chce bawić się na dwa fronty a po pół roku powiedzieć
                > że jednak kocha żonę to odpowiedź jest prosta....Ale jedno wiem ONA
                > nie powinna być ani dnia dłużej w związku gdzie nie ma miłości a jej
                > partner nawet nie ma zamiaru o nią walczyć...to toksyczna miłośc
                > niepotrzebna nikomu

                Z ta wypowiedzią zgadzam się w całości:)
        • ilonka45 Re: Odpowiedź... 17.11.08, 16:33
          Nie myslisz o jego dziecku, nie rob z siebie matki teresy, jestes
          egoistyczna idiotka, ktorej ani dziecko ani zona tego tak samo
          samolubnego faceta nie powstrzymalo przed rozpoczeciem romansu....
          Spotkalam na swojej drodze roznych facetow, ale zonaci to tabu i nie
          umawiam sie i tyle i kropka.... Ja sie szanuje i inne wartosci tez,
          a ty nie....
          • zahir69 Re: Odpowiedź... 17.11.08, 16:41
            szkoda tylko że nie bierzesz pod uwagę małego drobnego faktu który
            czaaaasami ma miejsce w życiu :( bo oczywiście nie ma przeciez
            kobiet które uważają że jak jest dziecko to już nie trzeba się
            starać,troszczyć i pielęgnowac miłości.Nie ma na świecie kobiet
            które potrzebują "dawców nasienia",nie ma kobiet które chcą
            zatrzymać faceta na tzw dziecko? Nooo i oczywiście znacznie lepszym
            rozwiązaniem (szczególnie dla dziecka )jest trwanie w związku w
            którym dziecko nie widzi miłości rodziców jest śwadkiem
            kłótni,nieporozumień itp Super szkoła życia.A może trzeba otworzyć
            oczy i pomyślec że własnie szczęsliwy facet w innym związku da
            własnemu dziecku więcej ciepła i miłości kiedy sam będzie
            szczęsliwy..ale co tam przeciez jestem tylko facetem i nie wymaga
            się ode mnie rozumu .....
            • rudacleo Re: Odpowiedź... 17.11.08, 20:35
              Slyszalam kiedys wypowiedz pewnego psychologa od rozwodow, ktory
              powiedzial, ze dziecku jako takiemu nie przeszkadza to, ze rodzice
              nie mieszkaja razem. Wazne jest, zeby rodzic byl dla dziecka na
              zadanie, czyli wowczas, gdy dziecko go potrzebuje.
              Rozwod nie oznacza porzucenia dziecka. Porzuca sie kobiete, ktorej
              sie juz nie kocha i z ktora nie chce sie zyc. Dziecko to zupelnie
              inna sprawa, nie jest strona konfliktu. I tylko glupia i prymitywna
              matka bedzie grac dzieckiem w gre o zemste na tatusiu.
              • zahir69 Re: Odpowiedź... 17.11.08, 21:12
                brawo...:)
                • salamandra0603 Re: Odpowiedź... 18.11.08, 00:22
                  zahir, jestes strasznie cyniczny w tym co mowisz. probujesz usprawiedliwic
                  siebie i dzialanie ktorw skazaly twoja zone i dzieci na ciezkie psychiczne
                  przejscia. nie wiem czy smiac sie czy plakac czytajac wypowiedzi niektorych o
                  'nieszkodliwosci' rozwodu dla dziecka. moi rodzice sa po rozwodzi, mialam wtedy
                  16 lat a moj brat 14. to pozostawia niewyobrazalne rany w psychice (biorac tez
                  pod uwage obraz cierpiacej miesiacami porzuconej matki-zony - to tez wezcie pod
                  uwage!) a tatus z nowa rodzinka jest weekendowy chcac nie chcac i z autopsji
                  wiem, ze staje sie, nolens volens, obcym czlowiekiem. a ja, porzucona corka
                  (tak, dzieci tez sie porzuca, wystarczy ze ich ukochany niegdys ojciec nie
                  przytula ich co noc, one czuja ze w zyciu ktos odebral im ojca i one nie sa juz
                  najwazniejsze), nie wiem czy bede potrafila zaufac juz jakiemus mezczyznie.
                  Zahir zal mi ciebie, bo nie wiesz jak bardzo skrzywdziles osoby ktore mialy cie
                  za kogos najblizszego.
                  • zahir69 Re: Odpowiedź... 18.11.08, 17:19
                    Miałem 12 lat kiedy moi rodzice się rozwiedli,moja siostra
                    9.....byłem uczony przez matkę że wina leżała tylko po stronie Ojca
                    a własnie z nim miałem niesamowity kontakt od momentu kiedy nie był
                    moim ojcem w sensie prawnym,ożenił sie po raz drugi i miał 2 dzieci
                    które są moim rodzeństwem a moja macocha jest mi bliższa niz moja
                    matka więc nie mów o cynizmie itp rzeczach....mówię i piszę o
                    uczciwości w postępowaniu a nie o kalkulowaniu co byłoby lepsze ja
                    wybrałem drogę prawdy ponad wszystko bo wiele rzeczy można mi
                    zarzucic ale nikt nie powie że zdradzałem,kłamałem i oszukiwałem
                    najbliższych mi ludzi....i jeszcze jedno....rozwiodłem się z żoną
                    nie z dziećmi....
                    • rudacleo Re: Odpowiedź... 18.11.08, 20:00

                      :)))))))
      • naturelovers Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 16:01
        Zahir69, dobrze piszesz. Zgadzam sie z Toba, roznie moze byc. Rzucenie
        potencjalnej milosci zycia dla zasady nie musi byc dobrym rozwiazaniem. Nie
        wiemy, czy facet jest draniem (no, troche chyba jest, ale nie wiemy, ile wie
        jego zona), nie wiemy w jakim jest zwiazku, i kompletnie nie wiemy, jak powazna
        jest dla niego ta nowa relacja. Mogl go pie...ac piorun milosci i koniec.
        Szkoda by bylo marnowac te szanse (byc moze jedyna). Ale trzeba pamietac, ze na
        podstawie tak pobieznych informacji nie da sie ustalic, co jest grane i w ktora
        strone radzic. Dziwi mnie, jak zdecydowana wiekszosc powyzej jest pewna swoich
        swiatlych rad. Ewidentnie projektuja swoje doswiadczenia, ew. chca by swiat byl
        taki, jaki by sobie zyczyli, ale zmieniac go chca rekoma (decyzjami) innych.
        Odsiejmy fakty od domyslow:
        Fakty:
        1. Dziewczyna nie jest szczesliwa w zwiazku.
        2. Po trzech latach mniej wiecej naturalnie mija zakochanie. Spada poziom
        odpowiednich hormonow.
        3. Zakochala sie w innym facecie. Powtarzam - zakochala sie, a nie pokochala.
        Nie da sie kogos pokochac znajac go miesiac.

        Domysly:
        1. Zonaty facet tez mogl sie zakochac, ale co z tego wyniknie i jak to powazne -
        nikt nie wie, pewnie nawet on.
        2. Byc moze jest nieszczesliwy w swoim zwiazku i utrzymywanie tego stanu rzeczy
        z pewnoscia nie jest korzystne dla dzieci, wbrew opiniom niektorych.
        3. Jest mozliwe, ze zakochanie przerodzi sie w milosc. Jest tez mozliwe, ze nie.
        4. Zupelnie nie wiemy nic o obecnych partnerach bohaterow dyskusji. A bez tego
        trudno cos powiedziec.

        Wydaje sie, ze dziewczyna dziala bardzo spontanicznie i jest podatna na wahania
        nastrojow. Wydaje sie, ze przydalaby sie ocena bezstronnej, odpowiedzialnej,
        madrej osoby, najlepiej psychologa.
        Forum, pelne nieszczesliwych ludzi, rozdygotanych bezrobotnych i niesolidnych
        pracownikow jest ostatnim miejscem, gdzie warto szukac porady w tak waznej sprawie.
        • zahir69 Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 16:10
          To samo życie powinno weryfikować czy to miłość czy nie...Jeżeli
          teraz nie jest szczęsliwa to nawet gdyby okazało się że to nowe
          uczucie to niewypał to i tak niczego nie traci....za kilka lat
          trwając w tym związku stanie się zgorzkniałą i samotną mentalnie
          kobietą której nie będzie stac na miłość ...bo z każdym dniem kiedy
          trwa w tym związku wypala się jej siła i wiara.A ja mam dla niej
          swoją pewnego rodzaju życiową dewizę

          ....Pamiętaj że jutro jest pierwszy dzień z reszty twojego życia
          zrób wszystko by nie stał się ostatnim...
          • nawrocona5 Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 16:19
            Trwanie w dotychczasowym związku a romans z zonatym to dwie różne sprawy.Jesli
            obecny związek nie ma sensu, to nalezy go zakończyć.
            A niekoniecznie angażować się w coś, co nie ma szans.
    • dziewczynamalina Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 16:13
      tez tak kiedys mialam
      rozwalilam 5 letni swoj zwiazek bo zakochalam sie w zonatym
      kiedy to skonczylam cierpialam tak ze nie chcialo mi sie zyc
      ale minal czas i sie podnioslam
      z perspektywy czasu bardzo sie ciesze ze sie tak stalo bo...
      on wciaz z nia jest
      a ja? mam szanse na normalny zwiazek i mimo ze sentyment mi zostanie
      do smierci to wiem ze byla to dobra decyzja !

      Nie krzywdzic innych!! Nie rozumialam tego ze skrzywdzilam bardzo
      jego zone i jego rodzine. Dopiero kiedy moja siostra zostala
      postawiona w takiej sytuacji zrozumialam jak wiele cierpienia
      przynosi cos takiego. Cierpisz nie tylko ty i on, cierpiec bedzie
      jego zona, dziecko, rodzice, tesciowie, znajomi, wszyscy dookola

      Dobra decyzja i dasz rade to przetrwac!
      • amuga Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 17:17
        Wlasnie dopiero na wlasnym przykladzie czy przykladzie najblizszych
        mozna wlasciwie ocenic taka sytuacje co tobie sie udalo.
        Iwonka sama nie ma wiele do stracenia ale czemu mieszac w rodzinie
        ktora ma dziecko czyli czemu zmieniac zycie przynajmiej dwom
        niewinnym osobom.
        Miejmy szacunek do czyjejs rodziny to moze kiedys ktos bedzie mial
        do naszej.
      • nawrocona5 Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 17:30
        dziewczynamalina napisała:
        Cierpisz nie tylko ty i on, cierpiec bedzie
        > jego zona, dziecko, rodzice, tesciowie, znajomi, wszyscy dookola
        >

        Chyba się trochę zagalopowałaś:))
        Rozumiem piewców nierozerwalności małżeństwa, bo ja również nie jestem
        zwolenniczką rozwodu przy byle trudnościach albo tylko z powodu zauroczenia inna
        osobą.
        Ale argumentacja, że nieudane (być może) małżeństwo powinno trwać, aby
        szczęśliwi byli teściowie, znajomi, sąsiedzi, ksiądz proboszcz i nie wiadomo kto
        jeszcze - to juz przegięcie
        • amuga Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 17:43
          nawrocona5 napisała:
          > dziewczynamalina napisała:
          > Cierpisz nie tylko ty i on, cierpiec bedzie
          > > jego zona, dziecko, rodzice, tesciowie, znajomi, wszyscy dookola
          > >
          >
          > Chyba się trochę zagalopowałaś:))

          Wcale nie. Ktos z zewnatrz zmienia wypracowana wczesniej kolejnosc
          rzeczy w rodzinie i to bazuje na wszystkich. Tesciowa musi
          tolerowac kochanke ktora unieszczesliwila wnukow, znajomi nie
          wiedza kogo zapraszac na przyjecia by lubiana znajoma nie musiala
          spotkac kochanki, itd, itp.
          Takie sa realia.


          > Ale argumentacja, że nieudane (być może) małżeństwo powinno
          trwać, aby
          > szczęśliwi byli teściowie, znajomi, sąsiedzi, ksiądz proboszcz i
          nie wiadomo kt
          > o
          > jeszcze - to juz przegięcie

          Nie. Przegieciem jest uwazanie ze to malzenstwo jest nieudane. Nic
          o tym nie wiemy. Wiemy tylko ze maz nie jest moze za bardzo udany
          ale moze sie okazac ze zona a juz na pewno dziecko, wszyscy sa
          szczesliwi jedynie panu cos odbilo jak to wielu sie zdaza i skoczyl
          lekko w bok by dac upust swojej chuci. To wszystko. Jak napotka na
          trudnosci w darmowym i bez zobowiazan seksie to wroci na lono
          rodziny jak wiekszosc z nich to robi. Gdzie wy widzicie jakies
          wielkie uczucie ktore on niby by stracil? To jest tylko w glowkach
          samotnych kochanek. Dla niego to dyscyplina sportu w troche
          nudnawym juz malzenstwie.
          Powtarzam jeszcze raz, szanujcie innych to i was beda szanowac a
          nad niby uczuciem do obcych mezow mozna swobodnie zapanowac jak sie
          chce. W koncu nie jestesmy zwierzetami.
          • nawrocona5 Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 17:58
            amuga - może nie zwróciłas uwagi, ale pisałam TEORETYCZNIE, odbiegajac od
            przypadku poruszonego w tym wątku.
            Jeszcze raz powtórze, że człowiek ma obowiązki wobec współmałżonka i dzieci, a
            także wobec siebie. Ale nikt nie ma obowiązku uszczęsliwiać bliźnich poprzez to,
            z kim zyje. Tak samo jak nie należy wychodzić za mąż, aby zadowolic rodzinę, tak
            też decyzja o rozwodzie dotyczy małżeństwa a nie pociotków.
            Jesli nie da się zadowolic teściowej lub znajomych to nalezy ich olać i robic
            swoje.
            Naprawdę wyobrażasz sobie, że ktoś kto kocha, zrezygnuje z ukochanej osoby,
            zniechęcony wizją przyjęć, na które go nie zaproszą?


            Z drugą częścią twojej wypowiedzi - dotycząca spraw autorki wątku - zgadzam się,
            wiarołomni mężowie nawet bardzo zakochani zwykle jednak od żon i dzieci nie
            odchodzą.
            • amuga Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 18:49
              Ale nikt nie ma obowiązku uszczęsliwiać bliźnich poprzez to
              > ,
              > z kim zyje. Tak samo jak nie należy wychodzić za mąż, aby
              zadowolic rodzinę, ta
              > k
              > też decyzja o rozwodzie dotyczy małżeństwa a nie pociotków.
              > Jesli nie da się zadowolic teściowej lub znajomych to nalezy ich
              olać i robic
              > swoje.

              Niby tak ale niedokladnie. Rodzina to nie tylko malzonek i dzieci.
              Cale nasze zycie krazy wokol naszych rodzicow, ciotek i znajomych.
              Zrozumiale jest ze to my podejmujemy decyzje o naszym zyciu i nie
              bedziemy patrzec na opinie cioci ale zmieniajac np. zone zmieniamy
              czesto relacje w calej rodzinie. Byl pewien porzadek rzeczy i teraz
              zostal zachwiany i wydaje sie nam ze ten nowy zwiazek zrekompensuje
              nam te straty ale jednak okazuje sie ze nie zawsze. Nowe problemy z
              tym zwiazane wcale nie sa lepsze anizeli stare problemy a nowa zona
              jakos szybko robi sie znowu podobna do starej, znowu ma problemy z
              tym ze maz skacze na bok a przeciez bylo w porzadku jak skakal do
              niej.
              A relacje w rodzinie juz sie zepsuly.
              Krotko mowiac ingerowanie w zycie drugiej rodziny przynosi
              wszystkim a zwlaszcza tej osobie duzo strat a malo zyskow. To czy
              warto?
              A milosc jak nie ta to bedzie inna.
    • rudacleo Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 17:22
      Jestem w podobnej sytuacji. Tez zakonczylam taki sam "romans", choc
      nie nazwalabym go romansem. Tez cierpie przeokrutnie. Tez usiluje
      sama siebie przekonac, ze zrobilam dobrze, choc wcale nie jestem o
      tym przekonana. Wmawiam sobie, ze on ma rodzine, ze zona, ze
      dziecko, ze przeciez nie mozna im zepsuc radosci zycia...
      Tylko, ze wtedy nie mysle o sobie. Kto mi teraz da radosc zycia? Nie
      rozumiem tych z Was, ktorzy naskakuja na autorke tego watku, ze jest
      egoistka i nie mysli o innych. A kto pomysli o niej? Co jest zlego w
      mysleniu o sobie i wlasnym szczesciu? A moze nie tylko wlasnym,
      tylko szczesciu we dwoje?
      W przeciwienstwie do iwonesik, ja pokochalam naprawde, nie tylko sie
      zakochalam, nie tylko zauroczylam. Pokochalam mocno. Tyle, ze w moim
      przypadku zostalo mi powiedziane, ze rodzina jest i bedzie. Dlatego
      odeszlam.
      Iwonesik, jesli jest jakas szansa, ze on tez kocha i chce byc z
      Toba, ze odejdzie od zony, nie zastanawiaj sie ani przez moment.
      Walcz o swoje, walcz o Wasze!
      • kropkacom Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 18:33
        > Iwonesik, jesli jest jakas szansa, ze on tez kocha i chce byc z
        > Toba, ze odejdzie od zony, nie zastanawiaj sie ani przez moment.

        Ciekawe jak będzie bolało jak się okaże że pan nie odejdzie od żony? To że pisze
        łzawe maile i smsy jeszcze niewiele znaczy.
        • rudacleo Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 19:49
          Dlatego napisalam "jesli (...)"
          Jezeli nie odejdzie, to nie zostaje nic innego jak odejsc samej.
      • kag73 Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 18:50
        rudacleo, ona zna go dopiero miesiac, na razie to zadurzenie/ zauroczenie, moze
        sobie dac spokoj, bo nie jest za pozno. A mezczyzn, z ktorymi moze byc
        szczesliwa jest wielu, on na pewno nie jest jedyny. Przecierpi, zapomni i bedzie
        dobrze.
        • rudacleo Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 20:04
          Tak, masz racje, ale czy wlasnie nie od tego zaczyna sie milosc?
          Poza tym nie ma tak naprawde reguly. Czasem kogos spotykasz i juz
          wiesz, ze to jest wlasnie ta osoba.
          Faktem jest, ze nie wiemy co on czuje, a do tanga trzeba dwojga.
          Nie popieram absolutnie romansow pozamalzenskich, ale jesli dwoje
          ludzi bedacych w malzenstwach pokocha sie, no coz... Na to nie ma
          silnych. Tak po prostu sie zdarza.
          • iwonesik Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 20:22
            Dzięki za odpowiedzi:)
            Myślę, że warto jest walczyć o swoje szczęście. Zakochałąm się w Nim, bo bardzo mi się podoba, mamy wspólne zainteresowania, wiele tematów do rozmó, świetnie się rozumiemy. Mogę na Nim polegać. Wystarczy mój jeden telefon, że jest mi źle, chcę się spotkac i przytulić, On za chwilę jest. Podczas tego miesiąca, zdarzyla się bardzo niepzryjemna sytuacja w mojej rodzinie, nie wahał się, pzryjechał w nocy i pomógł mi. Moj facet, akurat w tym czasie wyjechał do rodziców. Dlatego tak bardzo mi Go brakuje i nie jestem pewna, czy nie będe z Nim, pomimo rozterek i pzrestróg:)
            • frisky2 Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 20:38
              Tak, wiadomo, ze jak jest zauroczony to przyjedzie do ciebie na kazde zawolanie.
              Tylko w tym czasie nie ma go ze swoja rodzina. Ty jestes szczesliwa, a jego
              rodzina?
              Moim zdaniem jesli zerwiesz ten romans, okazesz mu swoja przyjazn. Bo dzieki
              temu on nie popelni bledu i nie odejdzie od rodziny. Skoro jest mezem i ojcem,
              to ma obowiazek dbac o rodzine, nawet jesli mu sie nie uklada z zona, bo do tego
              sie zobowiazal na slubie. (choc nie wiemy czy mu sie nie uklada, czy moze sie
              zabujal w tobie)
              • rudacleo Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 20:50
                > Tak, wiadomo, ze jak jest zauroczony to przyjedzie do ciebie na
                kazde zawolanie

                Taaak? Naprawde tak myslisz? :DDDD
                Juz sobie wyobrazam jak latwo jest zonatemu facetowi wyjsc w nocy z
                domu bez dobrego powodu. Zastanow sie co piszesz.

                > Moim zdaniem jesli zerwiesz ten romans, okazesz mu swoja przyjazn.
                Bo dzieki
                > temu on nie popelni bledu i nie odejdzie od rodziny. Skoro jest
                mezem i ojcem,
                > to ma obowiazek dbac o rodzine, nawet jesli mu sie nie uklada z
                zona, bo do tego
                > sie zobowiazal na slubie.

                Nic tylko alleluja...
                I Matka Teresa...
                • frisky2 Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 20:56
                  rudacleo napisała:

                  > > Tak, wiadomo, ze jak jest zauroczony to przyjedzie do ciebie na
                  > kazde zawolanie
                  >
                  > Taaak? Naprawde tak myslisz? :DDDD
                  > Juz sobie wyobrazam jak latwo jest zonatemu facetowi wyjsc w nocy z
                  > domu bez dobrego powodu. Zastanow sie co piszesz.


                  Jak ktos jest zauroczony czy sie zakocha, to zrobi wszystko i zawsze znajdzie
                  pretekst. Moze nigdy nie bylas naprawde i moze trudno ci to sobie wyobrazic.

                  A teraz sie postaw w roli jego zony lub dziecka - dla ciebie to zaden problem,
                  gdyby jakas inna kobieta zawrocila w glowie twojemu facetowi?
                  • rudacleo Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 21:10
                    > Jak ktos jest zauroczony czy sie zakocha, to zrobi wszystko i
                    zawsze znajdzie pretekst.

                    Frisky, no pomysl, jaki powod bys zaakceptowala? Kupic chleb?
                    Gazete? Zatankowac samochod? Kazdy wymyslony powod jest podejrzany i
                    on na pewno zdaje sobie z tego sprawe. Zatem ile musial zaryzykowac,
                    zeby sie pojawic wieczorem u naszej autorki? Zatem dalej, skoro
                    zaryzykowal ilestam, to znaczy, ze jednak chyba nie umawiaja sie
                    tylko na bzykanie pozamalzenskie. Faceci, ktorzy szukaja sexu na
                    boku w zaden sposob nie narusza zaufania swoich zon. I nie pojada do
                    kochanki o niemozliwej porze, bo cos jej sie wydarzylo w rodzinie.
                    To po prostu nie ta skala.

                    > A teraz sie postaw w roli jego zony lub dziecka - dla ciebie to
                    zaden problem, gdyby jakas inna kobieta zawrocila w glowie twojemu
                    facetowi?

                    Oczywiscie, ze to bylby problem. Niemniej jednak nigdy nie
                    chcialabym, zeby ktos byl ze mna, bo musi. Mowi sie, ze jak sie
                    kocha naprawde, to pozwoli sie odejsc. Kiedys pozwolilam. Choc wcale
                    nie bylo mi fajnie.
                    • frisky2 Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 22:29
                      Rudacleo, nie wiemy, jaka sytuacje ma ten czlowiek, moze np. pracuje w nocy i
                      moze sie wyrwac z pracy. Poza tym faceci sa zdolni do roznych rzeczy, ktore
                      kobietom by nie przyszly do glowy, jesli sa mocno zabujani. Mozesz mi wierzyc,
                      bo jestem facetem i wiem co mowie.
                      Poza tym nie twierdze, ze ten czlowiek szuka seksu, albo przede wszystkim seksu.


                      Nie chodzi o to, zeby ktos pod przymusem byl z Toba (czy ogolnie z
                      kobieta/mezczyzna). Chodzi mi o to, ze jakas inna kobieta jest troche powodem
                      tego, ze facet sie odsuwa od swojej rodziny. Wiec na miejscu tej innej kobiety
                      nie chcialbym rozbijac cudzej rodziny. Zwlaszcza, gdybym bybl kobieta i
                      rzeczywiscie zakochal sie w zonatym mezczyznie. Bo jesli kogos kocham, to nie
                      chce burzyc jego szczescia. A jesli oderwe go od jego dzieci, zony, to nie
                      bedzie on tak naprawde szczesliwy.
                      • amuga Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 22:39
                        frisky2 napisała:

                        > Nie chodzi o to, zeby ktos pod przymusem byl z Toba (czy ogolnie z
                        > kobieta/mezczyzna). Chodzi mi o to, ze jakas inna kobieta jest
                        troche powodem
                        > tego, ze facet sie odsuwa od swojej rodziny. Wiec na miejscu tej
                        innej kobiety
                        > nie chcialbym rozbijac cudzej rodziny. Zwlaszcza, gdybym bybl
                        kobieta i
                        > rzeczywiscie zakochal sie w zonatym mezczyznie. Bo jesli kogos
                        kocham, to nie
                        > chce burzyc jego szczescia. A jesli oderwe go od jego dzieci,
                        zony, to nie
                        > bedzie on tak naprawde szczesliwy.

                        Twoja opinia jest bardzo cenna jako mezczyzny ale watpie by ja
                        ktoras kochanka wziela pod uwage bo im pada na logiczne myslenie i
                        liczy sie tylko JA i ze wszystkim pokaze jaka to ona ma sile
                        przebicia. Pokona morza i gory, co tam zona, dzieci i inne
                        przeciwnosci ktore zlosliwie staja na drodze. Ona pokaze co
                        potrafi. Jakby tak spozytkowaly ta energie na cos konstruktywnego
                        to nam wszystkim by sie zylo lepiej a same by sie nie osmieszaly.
                        Dla mnie to kolejna naiwna i szkoda wiecej pisac.
                      • rudacleo Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 23:26

                        Wiesz co Frisky, to ogolnie bardzo ciezki temat i kazdy sam powinien
                        ulozyc te ukladanke. Nikt tutaj nie ma racji. Kazda opinia na tym
                        watku jest nic nie warta dla jego autorki, bo tak naprawde nie znamy
                        ich sytuacji. Mozemy sobie jedynie nauragac na faceta, ktory byc
                        moze zachowuje sie podobnie jak nasz byly maz, a ona jest apoteoza
                        zla wcielonego, kusicielka sprowadzajaca zonatych na manowce. Ktoz
                        to wie?...
                        Nie nam oceniac czy robia dobrze, czy zle, czy ona rozbija mu
                        rodzine, czy tez moze on juz nie chce tej rodziny. Nie oceniajmy.
                        Czasem milosc zdarza sie naprawde i czasem rozpada sie rodzina z
                        tego powodu. Takie rzeczy mialy, maja i beda mialy miejsce. Nie jest
                        to jednak powod do zaloby. Ktos musi byc nieszczesliwy, by
                        szczesliwy mogl byc ktos. Homeostaza.
                        Wiekszosc z nas kiedys porzucila i zostala porzucona, tak juz jest.
                        Kazdy powinien szukac szczescia sam, bo jesli on bedzie szczesliwy,
                        to jego bliscy tez beda. O ile lepiej jest miec szczesliwego ojca z
                        inna zona, niz nieszczesliwy wzor do nasladowania we wlasnym domu.

                        I jeszcze jedno: totalna bzdura, ze jak kogos kocham to nie chce
                        burzyc jego szczescia. Nie wiem skad Polacy biora sile na tyle
                        szlachetnosci, choc nie widac jej na codzien na ulicy. Jak sie kogos
                        kocha, to sie chce go miec dla siebie. Milosc jest egoistyczna.
            • teklana Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 21:25
              Oj ,aż przykro,ale napiszę-poczekaj na święta-zobaczymy która z Was
              bedzie siedziała samotnie przy włączonej choince ocierając łzę.I
              tak zle i tak niedobrze.Jeśli Ty ,co jest bardzo prawdopodobne to
              bedziesz sama sobie winna,jesli zaś jego żona -też mała pociecha-
              bynajmniej dla mnie ;-)
              • oldbay Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 25.11.08, 06:23
                Hahaha
                Właśnie!
                Oby do Świąt!
                Wtedy zobaczysz na czym polega gorąca dwumiesięczna miłość i to,
                że "zawsze mozesz na nim polegać kiedy chcesz się przytulić".


                -
                oldbay
          • kag73 Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 18.11.08, 10:08
            tak, od tego zaczyna sie milosc, zgadzam sie, ale on nie jest jedynym, ktorego
            moze pokochac. Na poczatku ma sie na to wplyw, moze jestem realistka, ale po
            miesiacu znajomosci naprawde nie potrzebuje dlugo, zeby o nim zapomniec. Moze
            jestem wygodna i nie wszystko mi pasuje. Mnie nie pasowaloby, ze ma dziecko,
            ktore ma tez matke i te ciagle kontakty. Ona nie wie jak to jest a po paru
            miesiacach moze ja to konkretnie wkurzac i jej przeszkadzac. I jak jego zona sie
            uprze, to on bedzie musial byc na kazde zawolanie. Nie musi tak byc, ale ja bym
            nie ryzykowala. Jezeli on w ogole gotow jest rozstac sie z zona. Niech go o to
            zapyta, skoro to takaaaka wielka milosc po obu stronach.
            Dziewczyno, jests mloda, mozesz sobie ulozyc zycie z kims bezproblemowym. Uwierz
            mi, ja tez juz mialam zlamane serce a teraz ciesze sie, ze zakonczylam ten
            zwiazek po 3,5 latach(chociaz kochalam faceta nad zycie). Poznalam kogos innego
            i jestem z nim bardzo szczesliwa.
            • rudacleo Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 18.11.08, 12:03
              Kag73, tak oczywiscie masz racje. Zycie z facetem po rozwodzie wcale
              nie bedzie bajka, ale wiele ludzi jakos to uklada. Zyja z tym i sa
              szczesliwi. Nie mozna zakladac, ze akurat naszej iwonesik nie bedzie
              to pasowalo. To jest ograniczenie, oczywiscie, ale upierdliwa
              tesciowa tez jest ograniczeniem, a nie odchodzimy z tego powodu.
              Niech sami podejma decyzje co ma byc dalej. Ja bym po prostu nie
              zniechecala, bo w zyciu zaluje sie rzeczy, ktorych sie nie zrobilo,
              a nie tych, ktore sie zrobilo.
              • kag73 Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 18.11.08, 12:16
                rudacleo, zalezy od sytuacji, mozna zalowac tych i tych.
                Tesciowa to pestka w porownaniu z dzieckiem i byla zona. Ja po prostu podchodze
                do sprawy racjonalnie. Uwazam, ze lepiej zakonczyc znajomosc poki nie jest za
                pozno, jezeli nie chce, niech poczeka az bedzie wolny. Zobaczymy jak sie wtedy
                sytuacja rozwinie.
                • rudacleo Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 18.11.08, 12:23
                  Tylko, ze oni nie chca zakonczyc tej znajomosci. Obydwoje. Ona
                  uciekla, ale jak widac on sie na to nie zgadza. Napisala, ze on chce
                  odejsc od zony i byc z nia.
                  Gdyby tylko jedna strona chciala wspolnej przyszlosci, to oczywiscie
                  bylabym za natychmiastowym ucieciem znajomosci. Ale z tego wynika,
                  ze obydwoje chca.
                  Zgadzam sie z Toba, niech poczekaja troche i sprawdza sie nawzajem,
                  czy rzeczywiscie sobie pasuja. Jesli nie, to sie rozejda bez zalu,
                  jesli tak, to byc moze beda razem. Tylko wiesz jak to jest, czasem
                  czas nie jest sprzymierzencem...
                  • kag73 Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 18.11.08, 12:28
                    OK, no to niech odchodzi. Ale zdarza sie bardzo czesto, ze facet mowi, ze
                    odejcdzie a trwa to laataami a ta "glupia" kochanka cierpi (czasem nie cierpi) i
                    czeka. I wiesz co, czasami sie nie doczeka.
                    • rudacleo Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 18.11.08, 13:41
                      Masz racje niestety, tak tez bywa. To ryzyko jest wpisane w taki
                      uklad. Ja im zycze szczescia, moze sie uda :)
      • homard Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 21:25
        teraz to ja sie podpisze pod tym co napisałas cleo:_)

        Walcz iwonesik o swoje bo inaczej facet ktorego teraz masz szanse
        miec i ktorego kochasz stanie sie w przyszłosci
        niezapominajkiem...Kims idealnym niemal bez wad po za jedna nigdy
        nie bedzie należeć do Ciebie...
        • rudacleo Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 21:44

          A takie wspomnienie boli...

          Iwonesik, napisz cos o nim. Rozmawialiscie o Was?
          • teklana Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 21:52
            rudacleo-czy pierwsza linijka byłą odpowiedzia na mój post?
            • rudacleo Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 21:56

              Nie, odpowiadalam na posta homarda.
              Ale Twoja choinka to niestety prawda, tak zle i tak niedobrze.
              • teklana Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 22:02
                heh-na szczęście moja ,a raczej nasza choinkę ubieramy razem i nie
                mam tak bolesnych doświadczeń.Nikomu tez nie życzę,ale jak
                wspomniałam już prawdopodobieństwo w przypadku wątkozapodawczyni
                jest ogromne.
                pozdrawiam
          • homard Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 18.11.08, 00:32
            No i to dosc mocno...jesli nie cale zycie to bedziesz tego dlugo iwonesik
            zalowac...Pour croiser un regard on peut oublier de voir,et pour aimer quelques
            seconds, on peut boulverser le monde...Jak znasz fr to utkwi ci to mocniej
            jesli nie to słuze
            : By krzyzowac sporzenia, mozna oslepnac
            by kochac kilka sekund mozna zbuwersowac swiat...Życie jest zbyt kruche i zbyt
            krótkie by przejmować się konwenansami i czy starymi mentalnie i duchowo ludźmi
            którzy boją się często żyć na własny rachunek i dewocieją z lęku przed śmiercią...
      • kasienka.b Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 18.11.08, 15:53
        > Walcz o swoje

        Sęk w tym, że to nie jest JEJ...
        Ja rozumiem, że różnie może być w małżeństwie... Ale nie zrozumiem nigdy jak
        można się pakować w czyjeś małżeństwo, bez względu na to jakie ono jest... Jeśli
        facet jest nieszczęśliwy z żoną - niech się rozwiedzie, a potem szuka
        pocieszycielki...
        autorka wątku pisze, ze się zakochała... Wiedząc, że ma do czynienia z zajętym
        facetem nie powinna w ogóle się angażować... To jest czyjś mąż i powinna się od
        niego trzymać z daleka dopóki jest w związku.
        • homard Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 18.11.08, 16:35
          swoje w znaczeniu kochane...jakby w związkach im się oboje swietnie układało to
          po co by sobie takie atrakcje zapewniali...
          • rudacleo Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 18.11.08, 20:10

            Chce tylko powiedziec, ze nie zgadzam sie z podwazaniem tego "jej".
            To JEST jej. Wszystko co przezywa z nim jest JEJ, uczucie jest JEJ.
            Nie chodzi o to, zeby walczyla o ich malzenstwo, tylko o to co jest
            JEJ z nim.
    • eliza.bellini Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 18:29
      dobrze zrobiłaś. u mnie to trwało wszystko dłużej. 11 lat stałego
      związku, prawie 3 z Nim. świadomość, że jego syn może cierpieć była
      dostatecznie zimnym prysznicem. minęły już 2 miesiące, nadal brak mi
      powietrza. on nie spodziewał się tego, ja w sumie też zadziałałam
      impulsywnie. boli, ale przecież kiedyś przejdzie. wszystko albo nic!
    • campo.di.fiori Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 19:44
      Jak to było?
      "Szkoda, że dzieciom zamiast komputerów już nie kupują rowerów i zegarków..."
    • doroslacorkaalkoholika Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 20:16
      Masz prawo być szczęśliwa. Pytanie brzmi czy to szczęście z nim czy bez niego? A
      Wy, wszyscy i wszystkie skore do natychmiastowej i jednoznacznej oceny
      sytuacji... zapraszam Was do prawdziwego życia.
      • frisky2 Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 17.11.08, 20:40
        Corko alkoholika, a czy myslisz, ze osoby tu wpisujace sie nie zaznaly
        "prawdziwego zycia"? Niejedna z tych osob miala podobny problem, co zreszta
        wynika z postow.
    • light-ning Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 18.11.08, 00:21
      Witaj
      Twoje pytania oscylują tylko wokół niego i Ciebie, a czy pomyślałaś o jego
      żonie? O kobiecie która mu zaufała, która pewnie kocha swego męża zwykłą ludzką
      miłością, o tym jak bardzo twój dalszy romans zniszczy jej jakby ne patrzeć
      poukładane życie, jak bedzie cierpieć w samotności po utracie męża, po zaufaniu
      zdeptanym z błotem, po przysiegach nic nie wartych, wreszcie po miłości do
      której miała prawo a która została jej zabrana? Czy o tym myślałaś, czy wiesz
      jak trudno się pozbierać po zdradzie i opuszczeniu, jak cięzko znaleźć sens w
      życiu? Nigdy nie buduj swojego szcześcia na czyjeś rozpaczy!
      ... zdradzony ...
    • wlodeusz Odpowiem z pozycji faceta... 18.11.08, 08:02
      kiedyś, sto lat temu rozbiłem małżeństwo. Ta kobieta została potem moją żoną,
      pierwszą. Do dziś ma już czwartego męża, unieszczęśliwiła wielu facetów. Na
      wspomnienie, na usta ciśnie się tylko jedno słowo K....Proszę, nie rozbijajcie
      małżeństw, to zawsze się źle kończy!.
      • cccykoria Re: Odpowiem z pozycji faceta... 18.11.08, 08:39
        Ja powiem tak ,swiat "przewrocil sie do gory nogami" ,gdzie
        sie nie rozejrzysz to WIELKIE kur....o
        Wieksza polowa znajomych sasiadow po rozwodach.
        Ta osoba ,ktora bardziej kocha- bardziej boli.
        W zyciu mialam wiele pokus -pracowalam przez wiele lat z
        mezczyznami.Nie wiem jak to nazwac ,ale nigdy nie przyszlo
        mi do glowy ,aby zdradzic.

        Czytalam posty pobieznie ,ktos napisal o niezapominajce -
        ja powiem tak ,uwazaj ,aby ta niezapominajka nie zamienila
        sie w kaktusa ,ktory kole i rani.

        Zbieg okolicznosci?- cala noc nie spalam bo akurat dzisiaj
        ide na pogrzeb znajomej kuzyna.
        Zdrada zony- nie wytrzymal i powiesil sie i po co ja
        wlazlam na ten watek?- podwojne zdenerwowanie
      • netka6666 Re: Odpowiem z pozycji faceta... 18.11.08, 08:45
        Zgadzam sie z kolega całkowicie. I p[rzepraszam, że to powem ale
        pusty smiech mnie ogarnia jak czytam takie opowiastki jak
        romantyczna historia Zahar69. Ojej jak pięknie; zostawił swoją
        rodzinę bo poznał kolejną kobietę na całe życie. Bo sztuką jest dbać
        o ta miłość, którą mamy, sztuką jest budzić się po 20 latach obok
        tej samej osoby i być przez to szczęśliwym. A nie porwać się
        kolejnej fascynacji i "nowemu" aby po kolejnych x latach
        stwierdzić, że jest tak samo jak w poprzednim związku..... Poszedłeś
        facet na łatwiznę i będziesz pewnie miał jeszcze kilka kobiet na
        całe życie..... Ja o swoją aktualną miłość będę walczyć jak lew. mam
        za sobą juz pierwszy kryzys. I wiem, że moja determinacja sprawi, że
        będę się budzić obok niego za kilkadziesiąt lat. Teraz się nie
        poddam jak kiedyś. Przerabiałam to wszystko o czym piszecie. Żadna
        sztuka się rozwieść i związać z kochankiem. Sztuką jest podsysać tą
        miłość, którą mamy obok siebie....
        • netka6666 Re: Odpowiem z pozycji faceta... 18.11.08, 08:49
          Zahir a nie Zahar - przepraszam za pomyłkę w nazwie.
          • iwonesik Odpowiedź... 18.11.08, 09:01
            Rozumiem wzburzenie wszystkich. Wczoraj powiedział mi, żebym była
            egoistką i myślała o swoim szczęściu.
            Odpowiadam na pytanie, On nie pracuje w nocy więc naprawdę musiał
            nie nagłowić, żeby wyjść z domu, przyjechać do mnie na 10 minut i
            wrócić.
            Na początku ustaliliśmy żadnych rozmów o naszych partnerach, to
            prawda, że nie myślałam o Jego żonie i o tym co czułąby gdyby
            dowiedziała się o wszystkim, ale nie dowiedziała się!

            CO On chce zrobić? Chce być ze mną, odejść od żony. Kocha swoje
            dziecko, jest super ojcem, opiekuje się Nim i wiem, że gdyby doszło
            do rozwodu, dziecko nadal byłoby ważne.

            Proszę o pohamowanie epitetów pod moim adresam, nie jestem zimną
            suką z kamienia. Nie spotykamy się tylko dla seksu!!! Gdyby tak
            było, po rozstaniu oboje dalibyśmy sobie spokój. Łączy nas wiele
            innych dziedzin. Naprawdę nie znacie nikogo, kto sie rozwiódł i
            ułożył życie od nowa?????
            • nawrocona5 Re: Odpowiedź... 18.11.08, 09:12
              Dziewczyno nie przejmuj się epitetami - watek jest juz na stronie głównej
              Gazety, więc będą się tu dopisywac wszyscy frustraci, aby ci tylko dokopać.

              A co do twojej historii - nie wątpię, że można spotkać prawdziwą miłość,
              rozwodzic się, zakładać nowe związki. I nowy związek rozwodnika/ów może być
              udany i szczęsliwy.
              Ale ty napisałaś, zdaje mi się, że spotykacie się od miesiąca.
              Poważne plany zyciowe robione na podstawie takiego związku to moim zdaniem spora
              nieodpowiedzialność.

            • rudacleo Re: Odpowiedź... 18.11.08, 12:11

              Skoro obydwoje chcecie byc razem, to po prostu badzcie. Zycze duzo
              szczescia waszej milosci :))))))))))))
              I do diabla z tymi wszystkimi, ktorzy krzycza i krytykuja. Wszyscy
              wiemy z czego to wynika.
              Powodzenia iwonesik :)))))) Daj znac co w koncu postanowiliscie :)))
              • netka6666 Re: Odpowiedź... 18.11.08, 12:57
                > I do diabla z tymi wszystkimi, ktorzy krzycza i krytykuja. Wszyscy
                > wiemy z czego to wynika.
                A z czego to wynika, że tak zapytam? Z zawiści i zazdrości? A może z
                tego, że niektórzy nie są fanatykami huraoptymizmu i chca na swoich
                błędach uczyć innych? Aby oni nie cierpieli? Ale jak widać wychodzi
                na jaw stara odwieczna prawda, że najlepiej uczymy się na własnych
                błędach......
                • rudacleo Re: Odpowiedź... 18.11.08, 13:48
                  Nie da sie przezyc zycia za kogos. Kazdy sam musi swoje bledy
                  popelnic.
                  Ja tez od zawsze wiedzialam, ze zonatych sie nie tyka, widzialam
                  inne, ktore tak robily, stukalam sie w czolo, ze chyba sa
                  nienormalne, bo przeciez wiadomo, ze tak sie nie robi, bo to nie ma
                  przyszlosci i generalnie jest do bani. A jednak po tym wszystkim
                  sama w to wpadlam. Emocji nie da sie po prostu zamknac w pudelku i
                  zostawic na balkonie. Kazdy ma nadzieje, ze jemu wlasnie sie uda :)
                  • iwonesik Re: Odpowiedź... 18.11.08, 14:15
                    Rudacleo, masz racje w 100%. Ja zawsze potępiałam takie zachowanie,
                    nigdy nie spotykałam się z żonatymi facetami, czy będacymi w stałych
                    związkach. Niestety nie zawsze uczucia lokuje się właściwie. Później
                    jest tak jak ze mną. Lepiej żałować to co było, niż to co mogło być.
                    • teklana Re: Odpowiedź... 18.11.08, 14:28
                      No nie,a wy swoje.Po trupach byle do celu.Az mi wstyd za was
                      dziewczęta ;-)
                    • kag73 Re: Odpowiedź... 18.11.08, 17:09
                      iwonesik,wiekszosc z tutaj piszacych chce oszczedzic Ci rozczarowan i
                      niepotrzebnych tarapatow. Bo jezeli mozna sie otrzasnac i nie umrzec na zlamane
                      serce po 3 albo 6 latach ZWIAZKU, to po m-cu znajomosci mozna duzo latwiej, nie
                      umniejszajac Twojego "cierpienia".
                    • amuga Re: Odpowiedź... 18.11.08, 19:20
                      iwonesik napisała:

                      >>CO On chce zrobić? Chce być ze mną, odejść od żony. Kocha swoje
                      dziecko, jest super ojcem, opiekuje się Nim i wiem, że gdyby doszło
                      do rozwodu, dziecko nadal byłoby ważne.<<

                      Prosze nie opowiadaj ze on jest super ojciec bo super ojciec nie
                      naraza dziecka na utrate pelnej rodziny. Dla dziecka najwiekszym
                      szczesciem jest jak tata kocha mame i i odwrotnie a nie jak je
                      porzuca dla swojego jak mu sie wydaje chwilowego "szczescia".
                      A dziecko nie powinno byc nadal wazne ale najwazniejsze.

                      Zadaj sobie pytanie czy nawet jakbys z nim byla to nie bedziesz
                      obawiala sie ze zostaniesz potraktowana tak jak jego zona obecnie?
                      Przypuszczalnie uwazasz ze bedziesz dla niego jedyna i
                      niepowtarzalna.
                      Oj naiwna, naiwna.
                      Klamca zostanie klamca.


                      >>Lepiej żałować to co było, niż to co mogło być.<<<
                      Wiesz co? Lepiej nie zalowac tego co nie bylo. Po co komu zle
                      doswiadczenia? One tylko wycienczaja i pomagaja utracic wiare w
                      czlowieka.
                      • rudacleo juz dosc 18.11.08, 20:27

                        Wciaz nie rozumiem, dlaczego nazywa sie go klamca???
                        Moi znajomi sa w takich zwiazkach, sa po rozwodach i ulozyli sobie
                        zycie od nowa. I tak, rozbili czyjes rodziny. I co z tego? Maja
                        szczesliwe zycia, maja kontakt z dziecmi, dzieci nie maja syndromu
                        jakichs ofiar rozwodu. Oni po prostu zmienili partnerow zyciowych i
                        nikt nikogo nie oklamywal. Jak tez i wcale nie zamierzaja szukac
                        kolejnych partnerek! Sa w szczesliwych drugich rodzinach. Masa ludzi
                        postepuje w ten sposob i zyje i uklada sobie zycie. Porzucone zony
                        czy mezowie tez ukladaja sobie zycia.
                        Zawsze i wszedzie sa zli i dobrzy, sa oszusci i sa uczciwi. Ale nie
                        mozna generalizowac i sprowadzac wszystkiego do postaci zla. Polacy
                        to narod wyjatkowo pesymistyczny mimo, ze do nocy polarnych nam
                        jeszcze kawalek.
                        Odpusccie jej te negatywy, oskarzenia, i zle proroctwa, bo zycie
                        niesie ze soba wiele niespodzianek, trzeba je tylko do siebie
                        dopuscic. Zle intencje i zla wiara sprowadzaja wiecej szkody.
        • ren95 Re: Odpowiem z pozycji faceta... 18.11.08, 09:31
          netko 6666, wreszcie ktoś mądry , kto nie idzie na łatwiznę, bo mąż
          się znudził, zmienił, zbrzydł... popieram w pełni
          • netka6666 Re: Odpowiem z pozycji faceta... 18.11.08, 09:46
            ren95 - no bo tak faktycznie jest! Wielki związek po miesiącu
            znajomości. czy znamy kogos kto po rozwodzie ułożył sobie życie od
            nowa? O tak! Znamy! Ja jestem tego żywym dowodem. Też była "wielka
            miłość" po kilku miesiącach znajomości. I co? I psinco. Zostawił dla
            mnie żonę i dziecko i miało być pięknie ale on miał ogromne wyrzuty
            sumienia, że skrzywdził rodzinę, potem nadeszla szara codzienność i
            rozstaliśmy się. Ułożyłam sobie życie od nowa z kimś innym. Z kimś,
            kto nie musiał zostawiać dla mnie nikogo. a odchodząc od męża
            kierowała mną myśl, że powinnam to zrobić bez względu na to, czy
            będę z kochankiem czy nie. Po prostu męża nie kochałam. Pomyślałam,
            że możemy ułożyc sobie oboje życie od nowa teraz a nie jak będziemy
            już starzy. Mamy nowe rodziny, dzieci. Jesteśmy szczęśliwi. Ale nie
            kosztem innych.
            • nawrocona5 Re: Odpowiem z pozycji faceta... 18.11.08, 09:53
              netka6666
              A więc twój poprzedni świętojebliwy post wziął się z tego, że Tobie kiedys nie
              wyszło?
              Chociaż zrobiłaś to samo, co teraz budzi świete oburzenie?
              Doskonałe.
              • netka6666 Re: Odpowiem z pozycji faceta... 18.11.08, 10:17
                Jaki tam świetoj... post?! Po prostu wydaje nam sie, że cudze i nowe
                jest zawsze lepsze a tak często nie jest. To samo zrobiłam dlatego
                wiem najlepiej o czym mówię. ja nie teoretyzuje w przeciwieństwie do
                Ciebie.
                • teklana Re: Odpowiem z pozycji faceta... 18.11.08, 10:25
                  Czym sie tu chwalic?Ludzie rózne błedy popełniaja,ale rozgrzeszenia
                  bynajmniej ode mnie nie dostaniesz.Teraz to mnie ogarnia pusty
                  smiech.Nawrocona miała racje-jakaż z Ciebie hipokrytka ;-)
                  • netka6666 Re: Odpowiem z pozycji faceta... 18.11.08, 10:35
                    A ja wcale nie chcę rozgrzeszenia od nikogo! I nie uważam siebie za
                    hipokrytkę. Cały czas próbuję Wam tylko powiedzieć, że ludzie
                    nadużywają słowa "miłość". I tyle.... i pusty śmiech mnie ogarnia
                    jak czytam rady w stylu "tak to wielka miłość" rozwalcie sobie
                    rodziny i myślcie o sobie. I nikt mi nie powie, że takie
                    postępowanie jest rozsądne. Po miesiącu znajomości.....
                    • teklana Re: Odpowiem z pozycji faceta... 18.11.08, 11:00
                      Tak poza tematem netka6666.Czytałam zupełnie niedawno na jakimś
                      forum odnośnie zdrad.Ty to przerobiłąs (tez).Czy miewasz jeszcze
                      wyrzuty sumienia odnośnie tamtej rodziny,że rozpadła się poniekąd za
                      Twoją sprawą?Czy udało Ci sie o tym zapomnieć?Mówisz ,że jesteś
                      szczęśliwa teraz.Mówisz o walce o swój związek ,bo wiesz jak
                      to "pachnie".Nie mówię ,że powinnaś na kolanach do częstochowy w
                      każdej pielgrzymce uczestniczyć.Pytam tylko czy szybko mija poczucie
                      winy o ile je miałaś?
                      • teklana Re: Odpowiem z pozycji faceta... 18.11.08, 11:05
                        w sumie to nie odpowiadaj,Ja postanowiłam zakończyć jak dla siebie
                        ten wątek.pozdrawiam
                        • netka6666 Re: Odpowiem z pozycji faceta... 18.11.08, 11:19
                          Powiem Ci, że gdy czas zaleczył rany to tak na zimno, nie mogłam
                          pojąć, czemu byłam tak naiwna, że chciałam sie związać z facetem,
                          który zdradzał żonę i zostawił dla kochanki rodzinę. Głupia byłam i
                          tyle. A wyrzuty? Nie winiłam za rozpad jego rodziny tylko siebie. On
                          też ponosił za to winę. Byłam jedną z wielu jego kochanek. Dopiero
                          jak urodziłam sama dziecko zrozumiałam, co musiała czuć wtedy jego
                          żona. A wszystko przez to, że nie chciała sie z nim kochać od
                          porodu. Pajac zamiast naprawiać z żoną ten problem to poszedł w
                          tango....
                          • teklana Re: Odpowiem z pozycji faceta... 18.11.08, 11:28
                            Nie chciałam byc natarczywa.Ogólnie bywam szaloną osoba,ale w tego
                            typu sytuacjach jestem zachowawcza i chciałam sie dowiedzieć jak to
                            jest,co sie czuje.Ten wątek mi pozwolił odpowiedziec na kilka
                            pytań ,no i Ty tez po troszę rozwiałaś moje "watpilości".Nigdy nie
                            byłąm tą tzw.3 i nie będę i nie żałuję.Amen.
        • zahir69 Re: Odpowiem z pozycji faceta... 18.11.08, 18:17
          Gdybym chciał się bawić skakac z kwiatka na kwiatek zrobiłbym to
          wiele razy,bo nie narzekam na brak propozycji czasami
          nachalnych,zawsze trwałem przy żonie i nie kusiły mnie
          przygody.gotowałem sprzątalem zajmowałem się dziećmi i robiłem i
          robie wiele rzeczy o których nigdy facetów się nie podejrzewa.Nie
          będę miał więcej kobiet i żon jak zwał tak zwał...bo znam siebie i
          wiem czego w zyciu chcę.Zapytasz czego.....chcę żyć w zgodzie z
          samym sobą i o swoją rodzinę walczyłem przez ostatnie pięć lat jak
          głupek często chowając ambicję pod dywan więc nie mów i nie pisz o
          łatwiźnie bo tylko ja wiem ile to kosztowało moją rodzinę.....a i
          moja żona przepraszam była żona układa sobie życie.I nie wiązałem
          się z jak to określasz kochanką....bo moją partnerką została dopiero
          wtedy kiedy poprosiłem żonę żeby zwolniła mnie z przysięgi
          małżeńskiej a było to przed rozwodem...pokaż mi faceta który jedzie
          do swojej żony która wie że jest inna kobieta i prosi ją o cos
          takiego..przeciez niby nie musiałem...ale tak się daaaawno temu
          umawialiśmy i nie wyobrażałem sobie zeby tego nie zrobić więc jak to
          jest....
    • machatma Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 18.11.08, 08:16
      PROPONUJĘ:
      - lecz się - nie możesz być normalna,
      - poducz się - dowiesz sie co to moralność i zasady,
      - idź do kościoła - nie zaszkodzi,
      - zastanów sie głęboko nad sobą - codziennie,
      PODSUMOWUJĄC - TAKIE ZACHOWANIE DO TEGO JESZCZE WYRZUTY SUMIENIA TO
      PRZECIEŻ NAWET NIE KU...O , TO GORSZE I GŁUPSZE.
      • zahir69 Re: Ja cierpię, On cierpi- nie wiem co robić? 18.11.08, 18:33
        Nooo masz rację O.Rydzyk byłby z Ciebie dumny.....Brawo szkoda że
        nie każesz jej spalić na stosie...w tej epoce odnalazłabyś się z
        całą pewnością
    • wuetend masz do wyboru szereg jakze cennych dewiz zyciowyc 18.11.08, 09:24
      ktore z pewnoscia pomoga uporac sie z twoim Dramatem Zycia:

      1. czerp z zycia garsciami (bo zycie od tego jest)
      2. twoje szczescie jest najwazniejsze (szczescie innych to sprawa
      innych)
      3. zycie jest tylko jedno (wiec z niego korzystaj chocby nie wiem co)
      4. dzis smutek jutro lansik (diseczko, zakupki, fryzjerek)

      Albo lepiej spraw sobie autokopniaka i zacznij respektowac
      innych, "romantyczko"
      • iwonesik Re: masz do wyboru szereg jakze cennych dewiz zyc 18.11.08, 09:30
        Wuetend, dziekuję nie skorzystam z Twoich cennych dewiz. Romantyczką
        nie jestem i nigdy nie byłam:)
        • wuetend Re: masz do wyboru szereg jakze cennych dewiz zyc 18.11.08, 09:38
          to bylo daleko posuniete ironizowanie nt modnych obecnie postaw
          zyciowych - byle latwiej i byle egoistyczniej.



          iwonesik napisała:

          > Wuetend, dziekuję nie skorzystam z Twoich cennych dewiz.
          Romantyczką
          > nie jestem i nigdy nie byłam:)
        • teklana Re: masz do wyboru szereg jakze cennych dewiz zyc 18.11.08, 09:39
          Domyslam się,ze nie skorzystasz z żadnych mądrości tu
          wypisywanych,aczkolwiek nie tylko mądrości przyznam.
          Romantyczką nie jesteś,ale romantyczną miłość sobie
          wymysliłaś,romantyzm się kończy na stwierdzeniu ,że z cudzym mężem
          postanowiłąś sobie życie układać.Jeszcze nie zakończył swoich spraw
          a już "bierzesz go na męża"?On ma jeszcze żonę.Ludzie się owszem
          rozwodzą,ale poki są żonaci i mężate polecam uszanować i nie tykać
          co nie Twoje.Uważam ,że zbyt mało czasu minęło od waszego poznania
          byś mogła być tak pewna swego ;-)
          • kag73 Re: masz do wyboru szereg jakze cennych dewiz zyc 18.11.08, 10:33
            Teklana, w 100% sie z Toba zgadzam.

            Niech poczeka az on bedzie "wolny", wtedy beda patrzec dalej.
            • nawrocona5 Re: masz do wyboru szereg jakze cennych dewiz zyc 18.11.08, 10:42
              Należałoby również zastanowic, ile wart jest facet, który do kobiety poznanej
              miesiąc temu mówi, że dla niej odejdzie od rodziny. Nawet jesli jego małżenstwo
              jest nieudane, to nie najlepiej o nim świadczy.
              Albo oszukuje dziewczynę, bo powiedziała, że nie chce byc tylko kochanką, albo
              jest kompletnie niedojrzały i myslenie fiutem bedzie cechowało go do końca zycia.
              Nawet co rozsądniejsze nastolatki wiedzą juz, że miesiąc znajomości to za mało,
              aby robić poważne plany zyciowe.
              • netka6666 Re: masz do wyboru szereg jakze cennych dewiz zyc 18.11.08, 10:45
                nawrocona5 - i oto chodzi:)
        • iza1973 Re: masz do wyboru szereg jakze cennych dewiz zyc 18.11.08, 18:48
          Iwonesik, trzymaj się ciepło :) tak po prostu. trzymam kciuki za mądre decyzje.
          I kierowane Miłością, a nie kalkulacją. Przez wiele lat trzymałam się od
          żonatych facetów z daleka. to był temat tabu. kiedyś byłam zdradzaną żoną, z
          malutkim dzieckiem... pewno dlatego. ale niedawno zakochałam się w facecie
          zajętym. i to jest po prostu b. silne. Po prostu siła miłości nad rozumem. Na
          całe szczęście nie ma dziecka, tylko nieudane małżeństwo, i żadne z nich nie ma
          siły tego skończyć. Więc nikogo nie krzywdzę, tak mi się wydaje.
          • amuga Re: masz do wyboru szereg jakze cennych dewiz zyc 18.11.08, 19:26
            iza1973 napisała:
            Na
            > całe szczęście nie ma dziecka, tylko nieudane małżeństwo, i żadne
            z nich nie ma
            > siły tego skończyć. Więc nikogo nie krzywdzę, tak mi się wydaje.

            Nie oszukuj sie. Jak sie nie ma dzieci to jedynym powodem dla
            ktorego trudno jest zakonczyc malzenstwo jest wzajemna silna milosc
            co ich laczy.
            Przynajmiej mnie sie tak wydaje a ty weszlas miedzy wodke i zakaske
            i robisz za zapchaj dziure.
            Tak mnie sie wydaje.
            • iza1973 Re: masz do wyboru szereg jakze cennych dewiz zyc 18.11.08, 20:14
              to jest dla mnie kurna świetny temat. czy robię za zapchaj dziurę, czy nie.
              myślę że życie nie jest tak proste. niektórzy nie mają odwagi, niektórzy
              dostatecznie dobrych powodów żeby skończyć poprzedni związek. i ja to szanuję.
              ale to nie znaczy że jestem od razu zapchajdziurą. chyba że moja adwerstażyni
              nie zna bardziej adekwatnego słowa.
              • amuga Re: masz do wyboru szereg jakze cennych dewiz zyc 18.11.08, 20:29
                iza1973 napisała:
                niektórzy
                > dostatecznie dobrych powodów żeby skończyć poprzedni związek. i
                ja to szanuję.

                A ja tego zupelnie nie szanuje. Zawracanie glowy dwom osobom bo sie
                nie ma odwagi to tchorzostwo a brak dostatecznego powodu by
                skonczyc zwiazek to policzek dla kochanki bo to znaczy jednak ze
                ona nie jest dostatecznym powodem. No to powodzenia.

                Procz tego o czym sie nie mowi, zona nieswiadoma ze maz posiada
                kochanke zostaje narazona na mozliwosc zarazenia sie jakas choroba
                posrednio od kochanki. Kochanka jak prostytutka jest w pelni
                swiadoma innej kobiety w jego zyciu zatem bierze ryzyko na siebie.
                Uwazam ze to jest bardzo nie w porzadku w stosunku do zony. Ona nie
                wie ze ryzykuje zarazeniem syfem, HIV czy HPV.
                Czy to jest w porzadku? Czy wy kochanki badalyscie sie ze mozecie
                zapewnic ze nie nosicie zadnych chorob w sobie? No mozecie?
                • iza1973 Re: masz do wyboru szereg jakze cennych dewiz zyc 18.11.08, 20:31
                  kotku, a nie bierzesz pod uwagę, że żona święta nie jest? tak naprawdę w życiu
                  bywa. więc trochę wyluzuj z tymi zasadniczymi twierdzeniami.
            • iza1973 Re: masz do wyboru szereg jakze cennych dewiz zyc 18.11.08, 20:23
              guzik prawda. równie dobrym powodem jest po prostu STABILIZACJA z której nie
              chcemy rezygnować. kredyt w CHF. samochód na raty. obiadki u teściowej. porządek
              w domu. układy w pracy. to że wiemy jak będą wyglądały święta Bożego Narodzenia,
              i że nie będziemy się musieli tłumaczyć, że w tym roku jest inaczej.
              • rudacleo Re: masz do wyboru szereg jakze cennych dewiz zyc 18.11.08, 20:40

                Hi hi, Izo1973, wiedzialam, ze Ci zmyja glowe :DDDDDDDD
                Jestes super dziewczyna, nie daj sobie w kasze dmuchac :))))
                Pozdrawiam Cie serdecznie :)))))
              • amuga Re: masz do wyboru szereg jakze cennych dewiz zyc 18.11.08, 21:00
                iza1973 napisała:

                > guzik prawda. równie dobrym powodem jest po prostu STABILIZACJA z
                której nie
                > chcemy rezygnować. kredyt w CHF. samochód na raty. obiadki u
                teściowej. porząde
                > k
                > w domu. układy w pracy. to że wiemy jak będą wyglądały święta
                Bożego Narodzenia

                Bardzo dobrze to ujelas. STABILIZACJA, te kredyty, rodzinka,
                obiadki. To sie wlasnie sklada na zycie rodzine. Nie tylko zona
                ktora sie troche zudzila. I gdzie tu siebie widzicie?
                Oczywiscie jako odskocznie od tej nudnej stabilizacji i dajecie sie
                wykorzystywac jako nowa zabawka ktora i tak najczesciej ustapi
                miejsca tej starej - STABILIZACJI. Czy nie szkoda czasu i nie wstyd
                byciem narzedziem w czyichs rekach?
                Jak sie kogos naprawde kocha to chce mu sie rzucic caly swiat pod
                nogi i nie ma niepewnosci z kim chce sie byc, juz teraz,
                natychmiast a nie przeciagac na miesiace i czasami dlugie lata
                pozostawiajac osobe w ciaglej niepewnosci i nadzieji na???? nikt
                nie wie na co! Bo wlasciwie po co sie pozbywac starej zabawki jak
                mozna miec stara - STABILIZACJE i nowa - NIEPEWNOSC co podnieca
                zawsze.
                I nie bierz tego jak atak na ciebie jak to ktos ponizej powiedzial
                ale jako przestroge w co sie pakujesz. To jest twoje zycie nie moje
                i ty bedziesz cierpiec nie ja.
                A co do chorob to oczywiscie ze i ty jestes zagrozona ale ty
                przynajmiej na wlasne zyczenie.
                • cccykoria Re: amaga super piszesz 18.11.08, 21:16
                  czytajac watki chyba jest tu zlot kochanek:D

                  Iza 1973 byla zdradzona zona ,wiec wie co czuje taka
                  osoba.Zrobila dokladnie to samo innej kobiecie .
                  Jak dla mnie dzielic sie facetem - obrzydlictwo

                  • iwonesik Odpowiedź.... 19.11.08, 09:56
                    Dziewczyny bez przesady, kochanka, to nie prostytutka!

                    Nikt nie chce się dzielić facetem, ale nie zawsze nasze uczucia
                    lokujemy właściwie.

                    Co do pozostania w związku dla dobra dzieci- mam odmienne zdanie.
                    Nieszczęśliwi, kłócący się rodzice nie są przykładem dla dziecka.
                    On jest dobrym ojcem i będę Go broniła! To, że okłamuje żonę,
                    wymyśla powody dziwnych wyjść, pisze maile, gdy całą rodzina jest w
                    domu, czy smsy - to są Jego wyrzuty sumienia, jeżeli je ma. Nie
                    rozmawiamy nt temat.

                    Wiem, że takiego faceta nie spotkam i to jest najgorsze.
                    • kag73 Re: Odpowiedź.... 19.11.08, 10:05
                      "Wiem, że takiego faceta nie spotkam i to jest najgorsze."

                      iwonesik, mylisz sie, uwierz mi i uwierz kobietom z doswiadczeniem.
                      "I nigdy nie wiadomo mowiac o milosci czy pierwszy jest ostatnia czy
                      ostatnia pierwsza".
                      I to jest prawda. Na swojej drodze napotyka sie nie tylko jedna
                      milosc. W danym momencie wydaje Ci sie, ze to ten jedyny, ale to
                      nieprawda.

                      A skad wiesz, ze jemu sie z zona nie uklada?
                      A powiedzial Ci kiedy sie rozwiedzie? jego zona o tym wie?
                      Nie badz glupia dziewczyno, to miesiac. Otworz oczy, nie spotykaj
                      sie z nim a bedziesz miala czas dostrzec, ze sa jeszcze inni
                      faceci.
                    • teklana Re: Odpowiedź.... 20.11.08, 09:28
                      A dla mnie kochanka ,taka perfidna jak TY zdecydowanie jest
                      prostytutką i to do potęgi.Mało tego,możnaby wiele jeszcze epitetów
                      tu zmieścić pod adresem takich zdzir,które myślą tyłkami,bo rozumek
                      jak widać nietęgi ;-)Jestem zarzenowana Twoją postawą.
                      Ja jakoosoba postronna piszę to bez wiekszych emocji.Może życie
                      okarze się dla Ciebie łaskawe ;-)
                      • iwonesik Re: Odpowiedź.... 20.11.08, 09:43
                        Zakończyłam ten związek. Ale nie da sie zamknąć w szufladce z dnia
                        na dzień uczuć. On zasypuje mi smsami, mailami, dzwoni. Dużo
                        rozmawiamy, jezeli podejmie decyzję o pozostawieniu rodziny, będzie
                        to tylko i wyłącznie Jego decyzja, ja nie nalegałam i nie nalegam!!!

                        Na epitety pod moim adresem nie odpowiadam. W tym związku nie chodzi
                        tylko o seks!!!
                        • teklana Re: Odpowiedź.... 20.11.08, 09:58
                          Nie zakończyłaś rzecz jasna.Zdumiewa mnie Twoja postawa,godna
                          pożałowania.Na epitety reakcji nie oczekiwałam i nie oczekuje.Tak
                          samo jak straciłam już nadzieję ,że zrozumiesz sens życia.Nie masz
                          ambicji,za to egoizm masz wysoko rozwiniety.Oczywiste dla mnie że
                          nie tylko sex ludziom w głowie,a co Ty masz w głowie tym bardziej
                          nie wiem-pustkę?Nie znam rodziny tego faceta ,który popełnia błąd z
                          TObą,ale apeluje do Ciebie ostatni raz-zostaw tą RODZINĘ w
                          spokoju,niech spróbuja sie układać.Nie sądze by to coś dało,ponieważ
                          dla Ciebie nie ma świetości.Żegnam ozięble
                        • kag73 Re: Odpowiedź.... 20.11.08, 09:58
                          A moze bys mu zabronila pisac i dzwonic i mailowac. Moim zdaniem
                          najlepszyym sposobem na zapomnienie(oprocz innego faceta i nowej
                          milosci) jest kompletne zerwanie kontaktu z dana odsoby, nie
                          widziec, nie slyszec, nic. Poza tym duzo wychodzic miedzy ludzi i
                          znalezc cos innego co zaprzatnie Ci glowe, zeby o nim nie myslec.
                          Gdzies kiedys slyszalam, ze w zaleznosci od tego jak dlugo sie z
                          kims bylo, potrzeba polowy czasu, zeby o nim zapomniec(sie z tego
                          wyleczyc). Np. bylas z kims rok, to potrzebujesz 6 m-cy.
                          Jezeli rzeczywiscie chcesz zakonczyc te znajomosc, musisz byc twarda
                          i troche niemila. Mozesz mu powiedziec, ze ma sie do Ciebie zglosic
                          jak juz bedzie po rozwodzie. Wiem, ze przykro, ale nic nie pomoze.
                        • netka6666 Re: Odpowiedź.... 20.11.08, 10:48
                          Jakoś to się zawsze wydaje, że nie chodzi tylko o sex. O czułość i
                          słodkie słowa też. Wszystko to ułuda miłości. Oni są przecież
                          rodziną i tego nie zmienisz. Nawet po rozwodzie będzie miał z żoną
                          kontakt ze wzgl. na dziecko. W każdym związku następuje kryzys ale
                          na rozstanie bez walki i starań może sobie pozwolic taka panienka
                          jak ty, która męża jeszcze nie wyhaczyła. Gdy ma się żonę i dziecko -
                          trzeba dbać o związek i próbować go naprawiać. W wielu przypadkach
                          ludzie po przezwyciężeniu kryzysu naprawdę żyją szczęśliwi długie
                          lata a dziecko ma pełną rodzinę. Wielu wraca do swoich żon na
                          kolanach od kochanek bo po pewnym czasie stwierdza, że wpadło z
                          deszczu pod rynnę. bo ona marudzi o ślub i dziecko a on to juz
                          przerabiał. I nikt mi nie powie, że nie ma różnicy między dziećmi
                          rozwodników a dziećmi z pełnych, kochających się rodzin.
    • krystyna2662 otrząśnij się!!! 18.11.08, 09:28
      facet szuka odskoczni od szarej codzienności. Jeśli nie układa mu
      się z zoną to niech sie rozwiedzie.Dziecko może kochać nadal,
      zajmować się nim ,co mu przeszkadza po rozwodzie np. codziennie
      odprowadzać lub odbierać dziecko z przedszkola czy szkoły, zabierać
      je na weekendy , ferie, wakacje/ tak naprawdę czy mu się chce ...?/
      Układ jaki ci proponuje jest najwygodniejszy dla niego. Pomyśl o
      sobie.Poczekaj na faceta który CIEBIE bedzie kochał najbardzej na
      swiecie, będzie chciał mieć z TOBĄ dziecko, bedzie troszczył się o
      Ciebie.Przy Żonkosiu skazujesz się na oczekiwanie na jego telefon ,
      ukradkowe spotkania, samotne weekendy ,świeta, urlopy, urodziny,
      Sylwestry, nie wyjdziesz z nim do znajomych, na świeta, do rodziny a
      on w tym czasie tak naprawdę bedzie pielęgnował życie rodzinne.
      JEST EGOISTĄ. Nie wierzę że tak naprawdę chciałby od zony odejśc.
      Tkwiąc w takim zwiazku ,kiedys możesz pozostać samotna, bez dziecka
      i własnej rodziny, bez oparcia. Nie chodzi mi o moralnośc,
      przysiegę, świętośc sakramentu itp.BĄDź EGOISTKĄ ,POMYŚL O SOBIE.
      Pozdrawiam.


    • rudacleo Lepszy ojciec po rozwodzie... 19.11.08, 15:28

      www.edziecko.pl/rodzice/1,82249,5834149,Byc_dobrym_ojcem_po_rozwodzie.html?as=1&ias=2&startsz=x
      • iwonesik Re: Lepszy ojciec po rozwodzie... 19.11.08, 15:52
        Rudacleo, jesteś wspaniała:) Dziękuję:) On jest naprawdę b. dobrym
        ojcem, często zostaje z dzieckiem sam, żona wyjeżdża na szkolenia,
        potrafi się zaopiekować, bawić , uczyć. Myślę, że w równi byłby
        dobrym gdyby nie mieszkali razem.
        • netka6666 Re: Lepszy ojciec po rozwodzie... 20.11.08, 08:44
          Tak. Oczywiście. Wspaniałym bo weekendowym. Reglamentowane dni dla
          malucha. Ty już decyzję jak widać podjęłaś a teraz szukasz tylko
          poparcia dla Twojej tezy, że robisz dobrze. Pomagasz w rozbiciu
          rodziny. Skoro teraz on zostawi żonę i dziecko dla kochanki, którą
          zna miesiąc - już teraz poczytaj o samotnych matkach bo Ciebie to
          pewnie za kilka lat też czeka...
    • iwonesik Odpowiedź... 24.11.08, 08:52
      Wczoraj spotkałam się z Nim i definitywnie zerwałam. Przez tydzień
      mailowaliśmy do siebie, telefonował do mnie, wysyłaliśmy setki smsów
      o każdej porze dnia i nocy. To tylko bardziej potęgowało moje
      cierpienie, łamałam się. Po spotkaniu wiadomo najchętniej wróciłabym
      do takiego układu, ale ile mogę w nim tkwić? Dałam Mu czas do
      stycznia. Są święta, sylweter- wiadomo nie zostawi z dnia na dzień
      rodziny. Jeżeli kocha mnie, podejmie właściwą decyzję. Ja kocham i
      zaczekam, czas pokaże......
      • kag73 Re: Odpowiedź... 24.11.08, 08:56
        Bardzo sluszna decyzja!
        Trzymamm Ci kciuki, zebys przy niej wytrwala i nie szukala kontaktow
        z nim.
        Powodzenia! Czas pokaze swoje.
      • teklana Re: Odpowiedź... 24.11.08, 09:25
        Głupoty.
        Albo z nim definitywnie skończyłąś,albo mu dałaś czas do
        stycznia.Śmiechu warte.Mam nadzieje ,że facet podejmie właściwą
        decyzję i się na Ciebie wypnie.
        • iwonesik Re: Odpowiedź... 24.11.08, 09:50
          Jak Ty Teklano, nic nie rozumiesz.
          Zerwałam, ale On powiedział, że jak uporządkuje swoje sprawy odezwie
          się. Może tak będzie, że się wypnie, trudno, a może kocha mnie....
          • teklana Re: Odpowiedź... 24.11.08, 10:02
            To Ty nie rozumiesz.Albo zerwałam i juz,zero nool,nie ma
            kontaktu,było mineło,nie wróci.Albo
            "> Zerwałam, ale On powiedział, że jak uporządkuje swoje sprawy
            odezwie
            > się"

            Nie widzisz naprawdę różnicy?
      • rudacleo Re: Odpowiedź... 24.11.08, 13:31

        Brawo! :))))))))
      • oldbay Re: Odpowiedź... 25.11.08, 06:38
        Ha ha ha!
        Zerwałaś z nim i dałaś mu czas do stycznia.
        A po polsku: facet może już ruszać kupować prezenty dla rodzinki,
        żonka barszczyk ugotuje, on choineczkę przytaszczy do domku i Świeta
        zlecą. Spędzą sobie je miło i rodzinnie.
        Bo on ich nie zostawi, kochana, nie łudź się.
        Oczywiście w twoim piecyku tez bedzie palił smskami, 10minutowymi
        spotkaniami, mailami itp.
        I po nowym roczku bzykaneczko ma jak znalazł.
        Czekaj, czekaj na niego. Gwarantuję, że pojawi się niedługo z
        maślanymi oczami, z nową masa komplementów i obietnic.... i bez
        żadnych konkretów! Bo już wie na ile może sobie z tobą pozwolić.
        -
        oldbay
        • netka6666 Re: Odpowiedź... 25.11.08, 10:11
          Po Nowym Roku bedzie bzykaneczko i obietnica, że teraz to były
          Święta i nie mógł rodziny zostawić ale teraz w styczniu też za
          bardzo nie bo za pasem Walentynki a potem Wielkanoc. Przeciez to
          tylko kilka m-cy. Ale po Wielkanocy to juz na pewno będziecie razem.
          Ale na bzykanie możesz zawsze liczyć:)
          • iwonesik Re: Odpowiedź... 25.11.08, 10:20
            Dzięki, ale nie tylko o to chodziło.
            Napisałam, że zerwałam, nie wiem o co chodzi? A jeżlei pojawi się
            wolny, a ja do tego czasu nikogo nie poznam, to why not?
            • teklana Re: Odpowiedź... 25.11.08, 10:24
              Nie musisz nam sie tłumaczyć przecież,zrobisz jak uważasz,Ale po co
              ściema?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja