szaro_niebieska
17.11.08, 12:53
Az chce mi sie wyc i smiac jednoczesnie. Wczoraj natknelam sie na nasze stare
rozmowy z gg, przeczytalam, poplakalam sie, potem smialam z wlasnej glupoty.
Bylam tak zakochana, zauroczona, omamiona.. a teraz czytam te jego texty i nie
moge uwierzyc ze sie na to nabralam, zakochalam, wzielam wszystko za dobra
monete. Jego texty brzmia jak z podstawowki, po slowach od razu czuc ze sie
tylko mna bawil a ja pamietam jak chlonelam kazde slowo i swiecie wierzylam ze
mu zalezy.
Zle mi z tym. Ze taka glupia bylam, taka naiwna :( Wciskal mi takie kity, a ja
wierzylam i dorabialam sobie wlasne wytlumaczenia, bylam na kazde zawolanie,
przezywalam kazde spotkanie i rozmowe.
I co? I nic. Czuje sie idiotycznie, nabrana, jak pieciolatka, jak jakis
polglowek bez mozgu i dumy.
Czy ktoras z was miala tez kiedys takie odczucia? Ze kiedy wreszcie sie
"odkochalyscie" (jak to glupio brzmi), bylo wam tak strasznie gluipo za swoja
naiwnosc, i slepa wiare w jego dobre intencje?