absurdalne prosby

18.01.02, 14:50
Moj chlopak dostal prosbe od swojego kuzyna mieszkajacego w Rumunii: kupic mu
tutaj (w Szwajcarii) leki dla golebi przeciwko kilku zakazeniom bakteryjnym i
wirusowym. Okazalo sie, ze nie mozna tego kupic, musielismy wydzwaniac do
weterynarzy, wiekszosc nic nie wiedziala. Jeden powiedzial mi, ze nikt tutaj
nie hoduje golebi i trzeba specjalnie zamawiac, albo robic mieszanki i
najlepiej jest zbadac golebie, zeby sie dowiedziec, na co sa dokladnie chore,
jaki szczep bakterii itd., zeby dobrac odpowiednia kuracje. Ostatnio (po 2
miesiacach) Mihai w koncu znalazl weterynarza, ktory zgodzil sie to zamowic u
producenta. Dzis ma to odebrac, ale poniewaz kuzyn zyczy sobie wyleczyc 400
golebi, jest tego 50 kg i kosztuje...sporo, nie mowiac w problemach z wysylka
tak duzej ilosci medykamentow. Super, co? A Mihai twierdzi, ze to dlatego, ze
jego rodzice chca sie odwdzieczyc kuzynowi za to, ze DAL IM PSA (i tak chcial
sie pozbyc szczeniaka). Dodam, ze leki te sa dostepne z latwoscia w Rumunii,
tylko ten koles twierdzi, ze tam sa GORSZE. Co wy na to? Dla mnie nieslychane.
Ale anegdotyczne, mysle.

NOWY watek, nie wiem, czy nie idiotyczny, ale moze ludzie sa proszeni przez
rodzine i znajomych o rownie lub bardziej absurdalne rzeczy. Na razie jestem
troche zla, bo wlozylismy w to sporo wysilku, a efekt niepewny.
Pozdrawiam
    • Gość: frisky2 Re: absurdalne prosby IP: 62.233.139.* 18.01.02, 15:35
      Zawsze byli tacy, ktorzy chca wykorzystywac innych i tacy, ktorzy sie daja
      wykorzystywac.
    • Gość: fantasia Re: absurdalne prosby IP: 62.233.138.* 18.01.02, 15:42
      Rzecz dzieje się jakieś 10 lat temu. Jestem sobie studentką w mieście Warszawa.
      Wybrawszy się na święta do osiedlonej nad morzem, ciężko chorej mamy dowiaduję
      się, że mama zaposiada nową chorobę. Objawia się ona okrutnymi bólami nóg,
      związanymi z krążeniem, bardzo utrudniającymi chodzenie. Mama oczywiście się
      leczy, aczkolwiek że w latach posunięta - pewne rzeczy już są u niej
      nieuleczalne, można je jedynie łagodzić. Bóle nóg się do takowych zaliczają. U
      kolejnej lekarki moja mama usłyszała magicznie brzmiącą nazwę MUMIJO. Co owo
      mumijo jest - nie wiadomo, ale ponoć pomaga. I czy przy okazji, gdybym gdzieś
      trafiła, nie mogłabym kupić?
      Uznałam, że na kłopoty Bednarski, i po powrocie do Warszawy ruszyłam do akcji.
      A że towar apteczny miał być, to wkroczyłam do apteki. "Czy jest MUMIJO?" Oczy
      pani aptekarki przybierają rozmiar kół młyńskich. W kolejnych dwudziestu
      aptekach oczy owe wyrażają blady strach, niepomierne zdumienie, troskę o mój
      stan psychiczny, chwilami obłęd. Kolejne ruchy kierowane są zatem ku bardziej
      wysublimowanym placówkom, a to apteka szwajcarska, a to hurtownia leków
      importowanych... "Czy jest MUMIJO?" "Coooooo takiego??????"
      Po kilku dniach, kompletnie wyczerpana, zwiedzam apteki w Ursusie, na Targówku,
      w Wawrze... We Włochach natrafiłam na cud boski, a mianowicie klientkę stojącą
      w ogonku za mną i informującą, cobym popytała w sklepach zielarskich. Kolejny
      tydzień według spisu, sklepy zielarskie, "Czy jest MUMIJO?" "Coooooo?????"
      Aż pewnego dnia, w niepozornym sklepiku na Ochocie, "Czy jest MUMIJO?" "Jest!"
      Tu oczywiście ja staję jak wryta i odbiera mi mowę. Pani ekspedientka
      demonstruje mi miniaturową torebeczkę wypełnioną czymś czarnym. "Iiiile to
      kosztuje?" - pytam nieśmiało. Pada jakaś prześmieszna cena. Wykupuję zatem cały
      zasób, ok. sześćdziesięciu torebeczek. Z triumfem wiozę je mamie przy
      najbliższej okazji. Mama demonstruje wielki zachwyt oraz wdzięczność i obiecuje
      natychmiast zapytać lekarki, jak to się bierze.
      Po tygodniu dzwoni mama z następującymi informacjami:
      a) według "instrukcji obsługi" ten transport MUMIJO wystarczyłby jej na jakieś
      300 lat użytkowania;
      b) zapytała też kilku innych lekarzy i powiedzieli jej, że to pic na wodę
      fotomontaż, jakieś bagienko z serii placebo dla kreatywnych;
      c) ale mimo wszystko ona mi bardzo, bardzo dziękuje!!!
    • Gość: balbina Re: absurdalne prosby IP: *.pekao.com.pl 18.01.02, 15:46
      Moja kuzynka osłabiła mnie kiedyś następującą prośbą: ponieważ mieszkam w W-
      wie, gdzie (ona tak słyszała) dość łatwo znalezć pracę, to prosi abym
      pochodziła po różnych instytucjach i firmach (jakich - nie powiedziała, po
      prostu po różnych) i dopytywała się czy nie przyjmą do pracy syna jej
      koleżanki. Którego nie znam, w życiu nie widziałam i nic o nim nie wiem. Dużo
      trudu kosztowało mnie przekonanie jej, że prośba jest idiotyczna, bez sensu i
      nie zamierzam ośmieszac siebie i tego chłopaka.
    • Gość: Jo Re: absurdalne prosby IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 18.01.02, 19:07
      Prośba tyle absurdalna, co bezczelna: kuzynka mojego ojca z Koszalina (w
      młodości się przyjaźnili, teraz spotykają się tylko na rodzinnych pogrzebach),
      zadzwoniła z prośbą, żeby kupić jej w poznańskiej IKEI łóżko (jakie?!) i
      przewieźć "jakoś" do Koszalina. Pozwolę sobie zauważyć, że IKEA jest chyba w
      Szczecinie, a nawet gdyby ciocia chorowała na łóżko z Poznania, nikt by jej u
      nas strawy ani noclegu nie odmówił (NB Koszalin na końcu świata nie leży).
      • Gość: agma Re: absurdalne prosby IP: *.chello.pl 18.01.02, 21:00
        Oto moja lista: mieszkamy w W-wie, wiec wszyscy uwazaja, ze mamy dostep do
        wszelkich mozliwych informacji, ludzi itd.
        1. Czy moglibysmy znalezc prace dla kuzynki, bo to w W-wie latwiej, i moze przy
        okazji jakis pokoj przy rodzinie niedrogo..
        2. Czy moglibysmy dowiedziec sie w ambasadzie kanadyjskiej jakie papiery trzeba
        przywiezc ze soba starajac sie o wize. Znajomi, generalnie bardzo mili ludzie
        mysla, ze ambasade mam tuz za rogiem i zadna to doprawdy sprawa dla mnie. Nie
        wpada im do glowy,ze pracuje od rana do wieczora w zupelnie innej czesci
        miasta, nie mam samochodu, musialabym brac dzien urlopu, a w ogole to pare lat
        temu wymyslono telefony i tak samo oni moga zadzwonic jak i ja bo numer
        informacyjny ambasady jest na 0-700 i kosztuje tyle samo z dowolnego miejsca w
        kraju...
        3. Moj ulubiony - dowiedziec sie jak umiescic ogloszenie w ogolnopolskiej
        Wyborczej.... Rzoumiecie redakcja miesci sie w W-wie, ja mieszkam w W-wie
        znaczy mnie najlatwiej to zalatwic:))
        Uff, ciesze sie, ze powstal taki watek- moglam sie wyzalic. Zeby nikt nie
        myslal, ze jestem potworem dodam jeszcze, ze zawsze pomagam znajomym i rodzinie
        z innych czesci kraju, ale lubie gdy naprawde ma to jakis sens typu przenocowac
        kogos w potrzebie, zaltwic lekarza, kupic cos nietypowego etc.
        • tijo Re: absurdalne prosby 21.01.02, 11:52
          Po kilku latach odzywają się do nas znajomi którzy już dawno o nas zapomnieli,
          bo dowiedzieli się że mojego faceta tatuś awansował bardzo wysoko a wiadomo
          jakie są czasy że ciężko jest o pracę więc ten tatuś może pomóc załatwić pracę.
          Nasze koleżanka w trosce o moje zdrowie (nie wiem od kogo dowiedziała się że
          mam mieć operacje )zadzwoniła pytając przy okazji czy nie bylibyśmy w stanie
          załatwić jej pracy? Jak odmówiliśmy to znowu o nas zapomniała. No i tak właśnie
          większość znajomych robi, wczoraj znowu był telefon od kolegi który zapomniał o
          nas jakieś 3 lata temu a teraz stara się o pracę w tej firmie więc " może
          byście mi pomogli"?
          • Gość: Anka Re: absurdalne prosby IP: *.grzegorzki.sdi.tpnet.pl 21.01.02, 14:04
            Ludzie są bezczelni.
            Niedawno moja kuzynka, którą uważałam za osobę przy zdrowych zmysłach,
            zadzwoniła zaprosiła mnie do siebie, bo musi pogadać. Nie miałam czasu, więc
            zaproponowałam, żeby powiedziała przez telefon, o co chodzi.

            Aż usiadłam z wrażenia: otóż ma ona koleżankę, której mąż choruje na
            stwardnienie rozsiane. Na badania potrzebują 1000 zł, ale renta tej pani jest
            za niska, więc czy JA BYM TEGO KREDYTU NIE WZIĘŁA, ONI OCZYWIŚCIE BĘDĄ SPŁACAĆ.

            Słychajcie, aż mnie zatkało. Jak można obcej osobie takie rzeczy proponować
            (tej pani ani jej męża nigdy nie widziałam). Głupio się czułam,jak pomyślałam o
            tej chorobie, ale przecież nie będę brać na siebie kredytu. Wykręciłam się, że
            mam już jeden, więc nie dostanę drugiego, ale miałam ochotę powiedzieć
            szanownej kuzynce, żeby ona lub jej mąż się na to zgodzili.
Pełna wersja