czternascieslow
01.12.08, 15:07
Witam.
Moja dziewczyna jest w 5-tym miesiacu ciąży, a ja zdecydowałem się od niej
odejść. Nim mnie zaczniecie oceniać podyskutujmy, gdzie jest granica
możliwości bycia z kimś "za wszelką cenę". Nie wiem, czy mogę być z kimś, kto
cholernie mi utrudnia kochanie tej osoby tylko i wyłacznie dla dobra dziecka?
Może napiszę wiecej, bo sprawa jest dosyć skomplikowana:
Moja dziewczyna miewa napady chorobliwej zazdrości. Bylo tak od samego
początku naszej znajomości i wlaściwie mozna powiedzieć "widziały gały co
brały", ale zawsze myslałem, że po jakimś czasie jej to przejdzie. Zeszłego
lata było coraz gorzej, wróciliśmy do siebie po prawie rocznej przerwie, ale
nic się nie zmieniło, generalnie równia pochyła. Coraz częściej zastanawiałem
się, czy nie dać sobie spokoju, bo unieszczęśliwialiśmy siebie nawzajem
ciągłymi kłótniami - moja dziewczyna zawsze mnie atakowała (raz, albo dwa razy
w tygodniu) pretensjami o moje byłe, dziewczynę, z ktorą byłem przez chwilę,
gdy mieliśmy przerwę, wymyslone dziewczyny, ktore jakoby czyhają na mnie na
każdym kroku. Dodam tylko, ze nasza przerwa w zwiazku nie byla moją winą tylko
moja dziewczyna podjęła decyzję o odejściu - w tym czasie była z kimś, i to
dłużej ode mnie.
Latem zmajstrowaliśmy dzidziusia (przypadkiem). Odkąd dowiedzieliśmy się, ze
będziemy rodzicami wszystko się pogorszyło. Przestaliśmy ze sobą sypiać (tzn
ona odstawiła seks na boczny tor, udało mi się ją kilka razy przekonać i
zazwyczaj był to seks, gdzie ja się raczej nie liczyłem), przestała totalnie o
siebie dbać, a sceny zazdrości przekroczyły wszelkie normy. Dodatkowo zaczeła
nienormalnie mocno cisnąć mnie na kupno mieszkania (bo dziecko nie bedzie
mieszkało w wynajętym) i strasznie się kłóciła ze mną, gdy okazywało się, że
mam klopoty z odpowiednią zdolnością kredytową - krzyczała, że "co ze mnie za
mężczyzna" itp. Doszło do tego, że zaczęła mnie szantażować dzieckiem, że je
zabierze po porodzie etc.
Wczoraj, gdy wpadła na pomysł, aby wszystkim moim żeńskim znajomym na naszej
klasie wysłać maile z jakimiś wyzwiskami (bo wg niej wszystkie na mnie lecą,
albo ja ze wszystkimi flirtuję) uniosłem się i powiedziałem dosyć.
Powiedziałem, że z nią zrywam i że nie chcę z nią więcej być..
Dzisiaj jej rodzice, którzy są światłymi ludzmi na wysokim poziomie,
zaangażowali się w tą sprawę. Jej mama twierdzi, ze ja powinienem chodzić z
moją dziewczyną do psychologa, aby ona się wyleczyła ze swoich zachowań.
Odpowiedziałem, że już nie daję rady, wyrzuciłem z siebie wszystkie pretensje
jakie dusiłem w sobie i odłożyłem słuchawkę. Pewnie w ich oczach jestem
ostatnim sku..ysynem, ale nie potrafilem inaczej.
Nie wiem co teraz... mam kolosalne wyrzuty sumienia, że może mozna było pójść
do tego psychologa i pomóc jej w tej terapii. Ale jak słyszałem "w tle" gdy
ona złorzeczyła w moim kierunku, gdy ja rozmawiałem z jej matką to postawiłem
się. Nie potrafię się do tego zmusić, nie wiem już, gdzie podziały się
wszystkie moje uczucia do niej. Kiedyś śliczna i intelligentna dziewczyna
zmieniła się w ziejącego kompleksami i nienawiścią potwora.
Tak naprawdę to chyba zerwałem z nią ze względu na to małe dziecko, które już
pokochałem, chociaż go jeszcze tutaj nie ma. Boję się, że skrzywdziłbym je,
gdybym został w takim związku. Wolę być chyba ojcem na odległość, niż znosić
te ciągłe upokorzenia i jeszcze broń boże kiedyś przelać te frustracje na dziecko.
Przepraszam, że to takie długie, nie wiedziałem do kogo się zwrócić. Pewnie
ocenicie mnie surowo... ja sam się oceniam bardzo źle... Nie wiem co więcej
mogę zrobić teraz... wyprowadzić się, to pewne, ale jak być obecny w jej
życiu, czy i jak pomagać finansowo? przeciez ona bedzie miala moje dziecko,
nie moge przecież go całkowicie olac i zapomnieć... to zupełnie odpada...