kredka_kredka_kredka
09.12.08, 01:10
Niech sobie ludzie wmawiają, że do szczęścia nie potrzebują tej drugiej
bratniej duszy,że wystarczą im przyjaciele i wysoki status społeczny. Niech
sobie wmawiają, że mają "wszystko", gdy w rzeczywistości w głębi ich nadal coś
krzyczy, coś rwie się do przodu i skamle o naparstek czułości...
Ja tam nie mam pieniędzy, własnego M, dobrej pracy(ba, aktualnie jestem
bezrobotna), prestiżowych studiów, bogatych rodziców, wiernych
przyjaciół...Czasem mam wrażenie, że jestem nawet totalnym nieudacznikiem
życiowym, który do perfekcji opanował ukrywanie się i stwarzanie pozorów...
Ale jakoś tak...jest ON, nie było go czas jakiś a teraz znowu czuję, że
rozkwitam. Nie, nie fruwam ponad ziemią, nie męczą mnie motyle, po prostu mam
kogoś kto jest jakby cząstką mnie, a ja jego i to daje taką moc, taką siłę, że
zwyczajnie, nie bacząc na wszystko, chce się żyć. Takie to banalne, ale chyba
tak być powinno optymalnie.
DO TEGO CHYBA ZOSTALIŚMY STWORZENI:-)
Miłości drodzy forumowicze, miłości i raz jeszcze miłości!