nangaparbat3
13.12.08, 18:00
Byłam wczoraj w filharmonii. Ktos przyszedl z dzieckiem, małym, nie widzialam
go, ale od czasu do czasu (ze cztery razy na jeden koncert skrzypcowy i raz w
trakcie popisu na bis, akurat niewypowiedzianie akuratnie) powywało.
Mnie to nie przeszkadzało, w ogole. Nawet sie ucieszyłam, ze tak małe (albo
upośledzone - bo powywacza nie widziałam, za to wchodzac zauwazylam dużego juz
chlopca z zespolem Downa - może to on) za to okropnie, nieznosnie po prostu
przeszkadzały mi szeptem i półgłosem wygłaszane wkoło komentarze oburzenia na
temat nieodpowiedniego zachowania sie rodzicow, co to z powywaczem osmielili
sie przyjśc. Oczywiscie komentarzy bylo wiecej i trwały zdecydowanie dłuzej
niz powywanie.
Bardziej ogolnie: od dluzszego juz czasu mam wrażenie, ze zyje w kraju, w
którym kazdy kazdemu przeszkadza: starzy młodym, młodzi starym, dzieci
dorosłym, dorosli dzieciom, zdrowi chorym, chorzy zdrowym, okropnie
przeszkadzają piesi zmotoryzowanym, i nie mniej zmotoryzowani pieszym.
Zmotoryzowanym przeszkadzaja tez chwilowo spieszeni (bo czasem musi sie wyjsc
z auta, jednak), a spieszonym zmooryzowani, oczywiscie.
Mnie tez przeszkadzaja, ci którym wszystko przeszkadza, z dzieci, strzy i
chorzy zwłaszcza.
Ciekawa jestem, co bedzie dalej.