święta i powracający dylemat

15.12.08, 08:57
Witam,

bardzo proszę o pomoc, bo czuję, że się zapętliłam i nie potrafię z spojrzeć na
sprawę z dystansu.
Mam dwadzieścia kilka lat, właśnie konczę studia. Mój rodzinny dom zawsze
kojarzył mi się źle. Zewnątrz była to na pozór zdrowo funkcjonująca jednostka,
wewnątrz koszmar, który w mojej głowie zrobił bałagan, który staram się
regularnie porządkować z (moim zdaniem) niezłym skutkiem. Ojciec jest
alkoholikiem, z którym o dziwo mam i zawsze miałam świetny kontakt, na którego
zawsze mogłam liczyć, który zawsze stał po mojej stronie. Przez długi czas
próbowałam mu pomóc, raz nawet był na leczeniu, które nie przyniosło
długotrwałego efektu. Cóż, poddałam się, na siłę go nie zbawię. Najpierw on musi
chcieć.
Moja matka pochodzi z biednej rodziny. Ślub z ojcem był rodzajem awansu
społecznego (brzmi to jak z "Trędowatej", jednak taki wątek często przewijał się
w rozmowach rodzinnych), nagle pojawiły się pieniądze, duży dom, możliwości.
Matka jest moim zdaniem silnie uzależniona od swojej rodziny, tj. babci,
siostry. Wszystko, co działo się i dzieje się w moim rodzinnym domu musi być
przedyskutowane w domu babci. Najbardziej bolało mnie to kiedy byłam nastolatką,
kiedy opowiadałam matce o pierwszych chłopcach, swoich problemach itp. a matka
to momentalnie przekazywała dalej. Wtedy stworzyłam sobie dewizę: "nie mówić",
co doprowadziło do tego, że dzisiaj matka nie wie o mnie praktycznie niczego, a
nasze rozmowy sprowadzają się do zdawkowych rozmów.
Moi rodzice kłócą się od kilku lat, od bodaj dwóch przewija się myśl o
rozwodzie. Żadne z nich nie ma nikogo "na boku", tak przynajmniej wnioskuję z
rozmów. Ale nawet rozwieść się nie potrafią, bo podział domu, bo pieniądze,
bo... milion innych powodów. Czasem wręcz myślę, że oni nie chcą tego rozwodu,
wiem, że zdarza się im sypiać ze sobą, że bywają jaśniejsze dni, kiedy się nie
kłócą, ale na mediacje też się nie zgodzą, bo są zbyt zacietrzewieni w sobie. Od
czasu, kiedy zrobiło się między nimi gorzej starają się zrobić ze mnie
mediatora. To ja wysłuchuję przez telefon ich narzekan, to ja mam dawać im rady,
do tego każde z nich chciałoby mieć mnie po swojej stronie. Na takie
zaszczuwanie sobie nie pozwolę, staram się być neutralna, ewentualnie nie
odbieram telefonów od nich. Postawiłam kiedyś sprawę jasno, nie jestem w koncu
żadną kukłą, ale rezultat był mizerny. Czasami czuję się, jakbym była nianką
dwóch dużych dzieci w piaskownicy.
Matka jest teraz w ciężkim okresie, myślę, że to wynik menopauzy po części.
Wszystko to przelewa się na mojego brata, który lata chwila będzie pełnoletni.
Jawnie nim manipuluje, nadmiernie kontroluje. Ja uciekłam od tego domu daleko na
studia, przyjeżdżam rzadko, wiem, że mój brat zrobi to samo.
Półtorej miesiąca temu pokłóciłam się z matką o w zasadzie błahostkę. Od tamtej
pory matka przestała się do mnie odzywać. Aż do wczoraj. Wiem, że w międzyczasie
rozpuściła wici po rodzinie, jaka to jestem zła, niedobra, jak to nie doceniam
jej poświęcenia, bo w koncu mnie wychowała. Ona się nie odzywała, ja też.
Wczoraj zadzwoniła z pytaniem czy przyjadę na święta. Powiedziałam, że nie wiem,
że nie mam ochoty na niepełne święta, bo ojciec będzie u swojej matki, ja
miałabym być wraz z nią i bratem u jej matki, na oczernianie, przeciąganie mnie
na "jej" stronę, głupie dogadywanie babci i ciotki. Ojciec powiedział mi- "olej
to". I tu pytanie do was- olać?
Święta w mojej rodzinie zawsze kojarzyły mi się z czymś wymuszonym. Odkąd
wyjechałam z domu każdy pobyt tam to dla mnie odliczanie czasu do wyjazdu. Nie
znoszę tych świąt. Szczerze mówiąc najchętniej spędziłabym je przed telewizorem,
ewentualnie mogę też spędzić je z rodziną chłopaka. Co zrobić? Każdy wyjazd do
domu powoduje u mnie zdenerwowanie, chodzę wtedy jak naładowana bomba. Z drugiej
strony szkoda mi mojego brata.
Ten dom zrobił we mnie dużo złego, mam nerwicę, niskie poczucie własnej
wartości, początki fobii społecznej, ale walczę z tym, bo wiem, że potrafię być
silna. I jest lepiej.
Bardzo proszę o rady jak się zachować, co zrobić? Mój chłopak twierdzi, że
powinnam pojechać, bo to w koncu rodzina, a z rodziną spędza się te święta. Ale
czy warto? Będę wdzięczna za wasze odpowiedzi.
    • wyssana.z.palca Re: święta i powracający dylemat 15.12.08, 09:08
      A co stoi za tym, zeby jechac? Bo tak wypada, bo tak trzeba? Jezeli
      ta wizyta ma Cie tylko stresowac, to daj sobie spokoj. Szczegolnie,
      ze nie bylabys mile widzianym gościem. Ja bym na Twoim miejscu
      wolala spedzic ten czas z chlopakiem i jego rodzina (jezeli
      oczywiscie jestescie na tyle blisko, jego rodizna Cie zaprosi).
      Bycie sama w swieta, to tez zadna tragedia. Jest swojsko i
      swobodnie :)
    • claratrueba Re: święta i powracający dylemat 15.12.08, 09:19
      Straszne jest to, co piszesz i wybór niełatwy. Dostaniesz tu pewnie wiele rad i
      punktów widzenia- jakoś to sobie poukładasz. Dla mnie wygląda to tak: Twoja
      rodzina, a właściwie matka (zwykle od tej osoby zależy jak rodzina święta
      spędza) nie robi nić byś czuła się w domu w święta dobrze. Tym samym zwalnia Cię
      z obowiązku spedzania tego czasu z rodziną. Twój ojciec to pojął i wyjeżdża. Ty
      powinnaś zrobić to samo- dając tym bardzo jasno do zrozumienia, że postepowania
      matki wobec siebie nie akceptujesz. Pozostaje problem brata, którego nie chcesz
      zostawić na pastwę matki, babci, ciotek i kogo tam jeszcze matka znajduje za
      słuchacza swoich żalów na Ciebie i resztę. Idealnym rozwiązaniem byłoby
      gdybyście spędzili święta razem, poza domem. Może zaproś go do siebie i spędźcie
      je razem. Będą to święta smutne, ale to chyba nic nowego. A może do matki
      dotrze, że stworzyła dom, w ktorym nikt nie chce być. Może jest jednak w stanie
      coś zmienić. Chciałabym Ci życzyć Wesołych Świąt, ale obawiam się, że to niemożliwe.
      • gamma0 Re: święta i powracający dylemat 15.12.08, 09:33
        Dzięki dziewczyny za rady. Najbardziej mi szkoda właśnie Młodego, którego nie
        mogłabym zabrać do siebie niestety. Moja matka kilka lat temu stała się
        nawróconą katoliczką, odbija jej na punkcie wszystkiego, co jest związane z
        klimatami religijnymi. Gdybym zabrała do siebie Młodego to on później miałby
        piekło, nie ja. A w domu jednak jeszcze mieszka, jest zależny od matki. Poza tym
        on jest z tych wrażliwców, którzy wszystko biorą do siebie, a matka potrafi nim
        naprawdę nieźle manipulować, czasem też szantażować. Boję się, że za ten afront
        świąteczny miałby naprawdę ciężką sytuację później w domu.
        Męczy mnie strasznie ta sytuacja. Z jednej strony myślę sobie, że moja matka nie
        jest zła, ale po prostu pogubiona w tym wszystkim. Bo rozwód, do brak kontaktu
        ze mną, kompleks opuszczonego gniazda, menopauza, bo nie zna innego sposobu
        życia. Może to jej naciskanie na mnie to jakaś licha próba scalenia tego, co już
        raczej nie jest do scalenia? Z drugiej strony może czas już dorosnąć, przestać
        żyć oczekiwaniami innych ludzi i zacząć żyć po swojemu? Mam straszny problem z
        realną oceną tej sytuacji.
        • drugi.dwukropek Re: święta i powracający dylemat 15.12.08, 09:40
          gamma0 napisała:
          > Dzięki dziewczyny za rady. Najbardziej mi szkoda właśnie Młodego,
          którego nie
          > mogłabym zabrać do siebie niestety.

          W takiej sytuacji przychodzi mi do głowy inny pomysł. Mogłabyś
          pojechać na święta do domu (no już trudno) i tak zorganizować razem
          z bratem czas poza domem, że właściwie ta wizyta byłaby krótsza ;P
          Wiem, że w święta trudno gdzieśkolwiek się wybrać, ale jest jeszcze
          trochę czasu i może uda się coś zaplanować? Na pewno bratu byłoby
          miło :) A matka chyba nie może wymagać od Was siedzenia w domu od
          świtu do nocy.
      • drugi.dwukropek Re: święta i powracający dylemat 15.12.08, 09:34
        Ja od razu pomyślałam tak samo, jak napisała claratrueba. Zabierz
        brata do siebie, spędzicie te święta razem. Będzie spokojnie, tak
        jak w święta powinno być. I niekoniecznie smutno :)
        • tabakierka2 Re: święta i powracający dylemat 15.12.08, 10:03
          Bardzo trudno coś tutaj poradzić.

          Jeśli nie pojedziesz na Święta do domu, pewnie jeszcze się sytuacja
          zaogni między Tobą i mamą. Z kolei zaproszenie tylko brata na pewno
          będzie dla mamy przykre - jak by nie była, jej zachowanie może
          świadczyć o frustracji, z która nie potrafi sobie poradzić. Myślę,
          że ona może być współuzależniona od ojca alkoholika i też
          potrzebuuje pomocy. Chyba zaprosiłabym i brata i mamę do siebie - Ty
          będziesz "gospodynią" a obi Twoimi gośćmi - może jest nadzieja, że
          się dogadacie?
          • claratrueba Re: święta i powracający dylemat 15.12.08, 10:50
            Rozumiem, sytuacja brata wymaga raczej Twojego przyjazdu. Trudno, jedź. I staraj
            się by dla niego te święta były fajne. Powiem Ci szczerze- ja bym na pewno
            powiedziała matce, że przyjeżdżam do brata, nie do niej. I ją traktowała oschle
            i co najwyżej uprzejmie, chyba, że będzie w porządku. A bratu poświęciłabym dużo
            czasu, jego trzeba ratować. A z tego co piszesz- ma tylko Ciebie. Trzymaj się.
            Współczuję Ci bardzo. A może uda Ci się jakoś porozmawiać z matką? Zaapeluj do
            jej religijności, wykaż, że jej postępowanie dalekie jest od nakazów religii.
            Uświadom, jak rani Cię jej gadanie ze wszystkimi o Twoich problemach.
    • drugi.dwukropek Acha, 15.12.08, 11:03
      jeszcze jedno. Jesteś super dziewczyna. Dlatego, że się nie
      poddałaś, że walczysz o siebie i dbasz o to, aby Twoje życie stało
      się lepsze. I takie będzie. Tylko dbaj o siebie przez cały czas.
      Zasługujesz na dobre i szczęśliwe życie.
      :))
      • ladyjm Re: Acha, 15.12.08, 17:51
        nie jedz!!! ja w tym roku pierwszy raz nie pojadę i juz czuje ulge. nie daj sie
        wziac na poczucie winy, ze biedny brat, samotna matka itp itd. mnie zawsze w
        domu brali na poczucie winy ale kiedy moj mlodszy brat w zeszlym roku na swieta
        nie przyjechal to mi to dalo do myslenia - on mial na tyle odwagi a ja nie?!
        nigdy wiecej sie nie dam.
        • la.bruja Re: Acha, 15.12.08, 18:09
          Gamma, jedź ;) Sądząc po tym co napisałaś, wyrzuty sumienia Cię
          zeżrą. Zrób to dla brata. Przy okazji będzie to dobry moment do
          rozmowy z mamą. Może coś dotrze.
          • vandikia Re: Acha, 15.12.08, 18:33
            Najpierw może niech zrobi coś dla siebie, dla brata w całym życiu
            jeszcze zdąży. A do matki nic nie dotrze, liczenie na to, to tylko
            dawanie sobie złudnych nadziei, które później spowodują kolejną
            frustrację.
    • vandikia Re: święta i powracający dylemat 15.12.08, 18:32
      Ja Twoją sytuację rozumiem i powiem Ci: nie jedz.
      I nie napiszę Ci: zrob to dla brata, bo wkoncu musisz zacząć myslec
      o sobie, a nie o ojcu alkoholiku, o mlodszym bracie czy nawet o
      toksycznej matce. Teraz musisz zadbać o swój spokój.
      Podejrzewam, że i tak Ci będzie przykro gdziekolwiek byś nie była,
      ale jednak poczucie smutku a ostry stres, szczegolnie w Twojej
      sytuacji, to dwie różne rzeczy i ta pierwsza zdecydowanie mniej Ci
      zaszkodzi.
      Brat jest prawie dorosły, poradzi sobie, nie możesz go "prowadzic za
      rękę". Nie wiem jaka jest odleglosc, ale mozesz umówic się
      ewentualnie na obiad w I dzien Swiat i tyle, mniej czasu, to mnie
      kłótni i stresu, a odwiedziny zaliczone.

      Wiem, ze trudno się znieczulic i nie myslec o potrzebach innych -
      mam na mysli głównie brata, ale czasem tak po prostu trzeba dla
      wlasnego zdrowia psychicznego i nie miej żadnych wyrzutów sumienia
      jesli nie pojedziesz, żadnego poczucia winy, bo masz absolutne prawo
      powalczyc o siebie.
Pełna wersja