mruff
15.12.08, 11:44
Po studiach wyjechałam za pracą i samodzielnością z domu
rodzinnego.Firma dobrze prosperowała,zarabiałam dobrze.Poznałam
faceta który raz zostawił mnie po 3 m-ach.Powód jaki podał"nie
czułem nas"Zerwanie nastąpiło nagle,niespodziewanie, po cudownym
weekendzie (zatem grał,ukrywał bajzel swoich emocji co do nas).
Ucięłam z nim kontakt i żyłam własnym życiem. Nie miałam nikgo kto
by mnie wsparł ale zostałam ze względu na dobrą pracę,to,że mogę
sama mieszkać a nie z rodzicami, że mam pracę, pasję którą tu mogę
kontynuowac i którą kocham.
Po 3 tygodniach prosił o powrót.Był zdecydowany.A ja
otwarta.Uznałam,że każdy może popełnić błąd.Poza tym przekonał mnie
swą pewnością.
I wczoraj(4 m-ce od zejścia się), w trakcie fajnego weekendu-klops.
zaczęło się niewinnie, zapytałam dlaczego nie wdepnie do mojego
miasta rodzinnego na kilka dni po świętach, odpowiadał,że nie
chce.Nie naciskałam na ten przyjazd ale chciałam dowiedzieć się
dlaczego nie chce-wściekł się. No i z miłego poranka zrobiła się
ciężka atmosfera i powiedział,że odchodzi bo "nie czuje nas"i
dlatego też nie ma ochoty na ten wyjazd.
A więc ten sam powód co poprzednio.
W międzyczasie firmę dotknął mocno kryzys, obcieli mi pensję. Gdy
praca mnie nie trzymała-on mnie trzymał, i pasja.
Teraz nie mam ani jego ani "dobrej"pracy, ani wspracia. Mogę wrócić
do rodzinnego miasta,szukać pracy,wynająć M za oszczędności. Myślę o
powrocie,gdyż brakuje mi WSPRACIA