lesna_mandarynka
17.12.08, 14:51
Mam drobny problem...
Załóżmy taką sytuację: pracowałam w firmie X gdzie był pan Y i
znajoma Z, ktora za wszelka cene chciala mnie zeswatac z panem Y. Na
spotkanie z nim stara się mnie namówić od ponad pół roku. Nie
wystarczają jej żadne argumenty mówiące, że nie pasujemy do siebie i
nic z tego nie wyjdzie. Wreszcie dla świętego spokoju zgodziłam się,
że odezwe się do niego i jakoś zagadam o wspólnym wyjściu na piwo...
Postawiłam warunek, że nie zgadzam się na piwo w dwójke tylko w
większej ilości osób żeby nie wyszło, że to wszystko jakoś uknute
jest i zeby ona mogła zobaczyć, ze nic z tego nie będzie. Zgodziła
się, no to na następny dzień napisałam do niego krótką wiadomość i o
dziwo... to on sam zaproponował żeby gdzieś wyjść na bro z paroma
osobami. SUPER ucieszylam się - wszystko odbywa sie po mojej
mysli... a tu pojawily sie schody... nie moglismy dobrac terminu i
tak sie skonczylo, ze piwkowanie przenieslismy na nastepny
tydzien... jakos na tygodniu odezwalam sie do niego ot tak, by
zagadac, zapytac sie jak minal weekend i jak sie udala impreza... a
odpowiedz zaskoczyla mnie totalnie... "nie pojdziemy na piwo, bo..."
i cala lista wyjasnien...
Co o tym myslicie??? Czemu mi tak napisal??? Nawet nie wspomnialam
nic o wyjsciu, po prostu chcialam zagadac... Nie wiem co dalej
robic... czekam na jego pierwszy krok, ale czy ja dobrze robie???
Czy moze powinnam znow zagadac??? A jesli mi jakos dziwnie
odpowie??? Jestem podlamana...