agusnik
27.12.08, 17:42
Nie mam żadnego kontaktu z matką. Niedawno wyszłam za mąż, urodziłam
córkę, moja matka nie interesowała się w ogóle żadnymi
przygotowaniami, nie pojawiła się też na moim ślubie. Wnuczki też
nie widziała...
Z matką zawsze miałam słaby kontakt. Ale był... Nigdy nie
pochwalałam jej chorych związków z facetami, tym bardziej że zawsze
się okazywało że każdy kolejny facet nadużywa alkoholu.. Nie wiem
czy to syndrom ofiary?? Lubi być bita i klepać biedę?? Jej aktualny
partner nie pozwala jej pracować, "z zadrości" że zdradza go chyba z
współpracownikami, ale żąda jakiegoś wkładu w życie. Wtedy są
awantury i matka ucieka od niego czasem z podbitym okiem... Najpierw
uciekała do mnie bo najbliżej mieszkałam (u narzeczonego) któremu
nie leżało, że o północy matka budzi nas telefonem że jedzie do mnie
nocować(jakby to było moje mieszkanie) - jak do hotelu (nie pytała
czy może, stwierdziła fakt) i żeby pożyczyć jej kasę na bilet do
rodzinnej miejscowości (sama wtedy borykałam się z myślą czy nie
wziąć kredytu, i o tym wiedziała). Po kliku dniach wraca z powrotem
do swego lubego i tak do następnej awantury i tak w kółko.. Pewnego
dnia a raczej nocy mój narzeczony postawił sprawę jasno, jedziemy do
jej faceta zabrać wszystkie jej rzeczy i więcej do niego nie wraca,
wtedy może u nas zanocować. Matka nie chciała tego a narzeczony się
wściekł i nie pozwolił jej przenocować. Dałam jej kasę na pociąg
i.... od tamtej pory nie widziałam matki. To było na miesiąc przed
naszym ślubem. Z męża moja rodzinka zrobiła potwora. Rodzeństwo
pojawiło się na ślubie, ale stosunki są napięte, siostra ma
pretensje do mnie, że wygoniłam matkę. Ja z jednej strony głupio się
przyznać czuję ulgę, że matka nie pojawia się w niespodziewanych
momentach po kasę czy by nocować. Z drugiej strony mam wyrzuty
sumienia, że jestem zła córką - pozwoliłam by matka o północy
wylądowała na ulicy, nie miała gdzie się podziać. No i oczywiście
temat dość często powraca między mną a mężem. Co wy o tym sądzicie?