Nie moge NAS zapomniec...:(

05.01.09, 01:30
Kocham od 3.5 roku... prawie rok temu zostalam zdradzona... klasa
maturalna, nie bylam w stanie normalnie funkcjonowac i na niego
patrzec, nieobecnosc w szkole 1.5 roku, codziennie placz, schudlam
ponad 10 kg, matura niezdana... wakacje z ksiazkami by zdac
poprawke... na studia nie poszlam bo chce miec rok przerwy od tego
wszystkiego... juz normalnie funkcjonuje... pogodzilam sie z tym,
wybaczylam lub choc po czesci... robie co moge by znow cieszyc sie
zyciem, nie mysle, nie wspominam, juz nie placze tyle, poznaje
nowych ludzi, mam nowe cele i marzenia - stare dotyczyly tylko
nas... staram sie spedzac czas z przyjaciolmi, chodzic na imprezy i
spotykac z chlopakami... ale na nic, nic mi nie pomaga, nic nie jest
w stanie przegonic go z mojej glowy, czasem zacznynam plakac na
ulicy i nie moge przestac... tak bardzo tesknie, wszyscy naokolo
mysla, ze juz mi przeszlo, ze juz sie z tym pogodzilam a ja po
prostu rozlozylam bol na raty, staram sie panowac nad soba ale to i
tak boli... wyzera od srodka, autodestrukacja... dopiero teraz
dociera do mnie, ze to koniec, ze nas juz NIGDY nie bedzie...
predzej zylam nadzieja, ze jeszcze mzoe sie jakos ulozy... najgorsze
jest to, ze trace najlepsza czesc samej siebie, trace to co we mnie
najpiekniejsze, nadzieje, wiare, milosc, nieustanna chec czerpania z
zycia co najlepsze, radosc, usmiech codziennosci i spojrzeenie z
usmiechem w przyszlosc... tego juz nie ma... nic nie widac... lzy
zamazuja widok... :( dlaczego to nadal we mnie trwa? dlaczego jest
On nadal tak blisko mnie skoro jest tak daleko...? kiedy to sie
wreszcie skonczy? :( czy mam pojac zdrade jako nauczke za zbyt mocne
kochanie? za to ze kochalaam pomimo wszystko a nie za cos?

dziekuje za chec przeczytania tego... pozdrawiam serdecznie i zycze
duzo milosci...
    • desperate_susan Re: Nie moge NAS zapomniec...:( 05.01.09, 01:31
      POPRAWIAM BŁAD... " nieobecnosc w szkole 1.5 miesiaca" :) przepraszam
    • youruichi Re: Nie moge NAS zapomniec...:( 05.01.09, 01:45
      ból minie,

      hmm.. postaraj się na to spojrzeć tak, jesteś zdrowa ( mam nadzieję ) i życie
      jest zbyt krótkie, żeby je tracić na płacz i stres,

      znajdź sobie cel i zmierzaj ku niemu,
      • sarawi Nie moge NAS zapomniec...:( 05.01.09, 02:39
        Kochanie, jestes za mloda na to, zeby cierpiec. Rozejrzyj sie, sa
        wokol Ciebie ludzie, nie jestes samotna! - po prostu wrazliwa. Nie
        masz przyjaciolki, do ktorej moglabys pojsc zawsze wtedy kiedy jest
        Ci zle? Czasem po prostu trzeba sie wygadac, wyplakac i przespac.
        Nastepnego dnia czlowiek inaczej na wszystko patrzy.
        Czemu nie jestes juz z tym chlopakiem?
        • desperate_susan Re: Nie moge NAS zapomniec...:( 05.01.09, 11:58
          nie jestem bo mnie za bardzo zranil... on sam bardzo dobrze wie co
          mi zrobil i wstydzi sie tego, zaluje tego... wie, ze nie
          zaslugiwalam na takie cos i nie zasluguje na nic ode mnie... ja znow
          ciagle mialam przed oczami pewne widoki i trudno bylo mi normalnie z
          nim sie przyjaznic pamietajac jednoczesnie o tym wszystkim a co
          dopiero sprobowac z nim znow byc... mam przyjaciol i to wspanialych
          ale ile mozna sie im zalic, zwalac swoje problemy, robic z siebie
          ofiare???????? tyle razy mi pomagali, byli ze mna, dawali, otuchy,
          wsparcia itp itd... az samej przed soba jest mi glupio przyznawac
          sie, ze nadal go kocham po takim czasie i po tym co mi zrobil...
          jestem po prostu zalosna i naiwna... na pewno jest mi lepiej niz
          wtedy bo nie placze ciagle i sie tego jakos 3mam tylko, ze czasem
          tak trudo usmiechac sie przez lzy...

          dziekuje Wam, dziekuje Sarawi...
          • nawrocona5 Re: Nie moge NAS zapomniec...:( 05.01.09, 13:30
            Nie jestes żałosna ani naiwna, ale dawno powinnaś pójść do lekarza.
            Twój przypadek należy leczyć tak jak depresję. Nie każdy jest w stanie sam
            podźwignąć się z takiego doła, a skoro trwa to już tak długo to znaczy, że
            potrzebna Ci profesjonalna pomoc.
            Zwykle czas leczy rany - u Ciebie, jak widać, nie zanosi się na to. Pocieszanie
            przez przyjaciół tez nie pomogło. Nie dasz rady sama, idź się leczyć.Szkoda
            życia na ciągłe pogrążanie się w rozpaczy.
            Pozdrawiam:)))
            • shirin_gol Re: Nie moge NAS zapomniec...:( 05.01.09, 13:49
              Napisalas, ze on bardzo zaluje, ze wie co stracil, itd... czyli jak?
              kocha Cie jeszcze? bo jesli tak, to moze sprobujcie jeszcze raz?
              mimo wszystko? kazdy ma jakas przeszlosc
              i wiem doskonale jak sie czujesz
          • misscraft Re: Nie moge NAS zapomniec...:( 05.01.09, 21:15
            W końcu od tego ma się przyjaciół, żeby nas znosili:)
            Wiesz pewnie dziś trudno Ci w to uwierzyć, ale Ci przejdzie dopiero
            jak się pojawi na horyzoncie ktoś nowy, jakiś miły uśmiech może już
            wkrótce rozgrzeje Ci serce, nawet jeśli myślisz, że to niemożliwe. W
            takim przypadku jak Twój to tylko klin klinem:)
            Na pewno byli jacyś którzy się Tobą interesowali, ale widocznie nie
            byli na tyle interesujący czy cierpliwi, żeby podbić Twoje serce,
            ale znajdzie się taki.
    • fantastyczna Re: Nie moge NAS zapomniec...:( 05.01.09, 13:50
      Miałam analogiczną sytuację- w ostatniej klasie liceum ,tydzień przed studniówką
      zostawił mnie facet dla koleżanki z klasy(wyobraź sobie co przeżywałam widząc
      ich dzień w dzień na lekcjach i przerwach.Jednak nie myślałam tak jak ty,w głębi
      serca wiedziałam,że go nie kocham.Było mi bardzo ciężko,poszłam parę razy do
      psychologa,który nic mi nie pomógł,więc od razu odradzam ci wydawanie pieniędzy
      na terapię.Po zdaniu matury i egzaminu na studia odżyłam.Z całą pewnością mogę
      ci powiedzieć, że popełniłaś błąd robiąc sobie rok przerwy.W momencie ,kiedy
      przeprowadziłam się do innego miasta,zamieszkałam z nowymi ludźmi kompletnie
      zapomniałam o całej sytuacji,o tym ,że ktoś mnie skrzywdził.
      Głowa do góry,czas szybko leci,od października na pewno będzie ci lepiej.
    • iwona334 W wieku 19-u lat takie sprawy sie zapomina :) 05.01.09, 13:56
      Jak najbardziej :)
      I patrzy naprzod i na to, co DOROSLE zycie przyniesie.
      • sarawi W wieku 19-u lat takie sprawy sie zapomina :) 05.01.09, 18:41
        Wiecie co, moze lekarz to nie najlepszy pomysl. Pamietam, mialam w
        liceum podobne problemy - ale to byla raczej depresja, niz smutek
        spowodowany przez faceta. Opuscilam sie w nauce, nie chodzilam na
        zajecia, bylam nerwowa, agresywnie reagowalam na niektore sytuacje.
        I nie potrafilam sobie z tym poradzic. Pedagog szkolna, ktora
        powinna dzieciakom pomagac, tylko mnie do siebie zrazila - dala mi
        do zrozumienia, ze jestem nienormalna, powinnam pojsc do szkolnego
        psychologa, wygadac mu sie jak na spowiedzi, przytaknac kilka razy,
        obiecac poprawe i wrocic, dziekujac Bogu, ze ktos tak wspanialy jak
        On/Ona chcial mi pomoc. A potem jeszcze przyjsc do Pedagog z
        kwiatami i powiedziec "jest pani wspaniala, miala pani racje, jestem
        do niczego" - swietne :/ Nie bylo takiej opcji! Tu potrzeba kogos,
        komu sie ufa i mozna bez obaw opowiedziec o swoim zyciu, kogos, kto
        Cie nie skrytykuje, nie powie, ze jestes naiwna, glupia,
        beznadziejna. Chodzi o zwykle wsparcie. Mi pomog przypadkowo poznany
        chlopak (kolega) - wysluchal, doradzil, pytal jak sie czuje. Minelo.
        Tobie tez tego zycze. Zawsze mozesz napisac do mnie.
        • nawrocona5 Re: W wieku 19-u lat takie sprawy sie zapomina :) 05.01.09, 20:02
          Pamietam, mialam w
          > liceum podobne problemy - ale to byla raczej depresja, niz smutek
          > spowodowany przez faceta.

          A więc nie były to podobne problemy.
          I nie była to depresja, bo na depresję nie pomaga ludziom żaden koleś, który
          spyta kilka razy "jak sie masz, kochanie, jak się masz? "

          >Czasem po prostu trzeba sie wygadac, wyplakac i przespac.
          >Nastepnego dnia czlowiek inaczej na wszystko patrzy.

          A ty myslisz, że ona przez rok się nie wyspała i na pewno jeszcze nie wypłakała
          porządnie, prawda?
          Trzeba,żeby jej ktos łaskawie przypomniał, że można to zrobic.
          Zanim odpowiesz, czytaj dokładnie cudze posty.
          Lepiej nie pisac wcale, niz pisac takie brednie.

          Poza tym w twoim wieku ludzie znają różnicę między lekarzem a szkolnym pedagogiem.
          • sarawi W wieku 19-u lat takie sprawy sie zapomina :) 05.01.09, 20:08
            Mam jednak wrazenie, ze to Ty nie rozumiesz. Mozna popasc w
            depresje przez kogos, przez jakies zdarzenie, albo - czujac sie
            samotnym. Bez wzgledu na powod, czlowiek czuje sie podobnie. Zamyka
            sie przed swiatem, wydaje mu sie, ze jest same ze soba, skrzywdzony
            przez wszystkich. Moze nigdy nie doswiadczylas takiego uczucia,
            dlatego nie wiesz. Stan ten moze trwac bardzo dlugo - przez kilka
            miesiecy mozna siedziec zamknietym w czterech scianach, plakac i nie
            widziec sensu zycia. I uczucie to jest naprawde niemile, nikomu nie
            zycze.

            > I nie była to depresja, bo na depresję nie pomaga ludziom żaden
            koleś, który
            > spyta kilka razy "jak sie masz, kochanie, jak się masz?

            Wybacz, ale nie oceniaj kogos, ani sytuacji, jezeli jej nie znasz!
            Nie bede opisywala historii swojego zycia, podaje dziewczynie
            przyklad - czasem lepszy od lekarza jest przyjaciel, tylko musi go
            miec. Czasem latwiej wygadac sie nieznajomej osobie, niz
            psychologowi, ktory takie historie zna na pamiec, nie kazdego wizyta
            u specjalisty moze przekonac do zwierzen! Pomysl. Lepiej nie pisac
            wcale, niz pisac takie brednie.
            • nawrocona5 Re: W wieku 19-u lat takie sprawy sie zapomina :) 05.01.09, 20:13
              Psycholog to również nie jest lekarz - gdybyś o tym nie wiedziała.


              >Stan ten moze trwac bardzo dlugo - przez kilka
              > miesiecy mozna siedziec zamknietym w czterech scianach, plakac i nie
              > widziec sensu zycia. I uczucie to jest naprawde niemile, nikomu nie
              > zycze.

              Ja tez nikomu nie życzę.
              Dlatego własnie piszę to, co piszę.
              I nadal twierdzę, że Ty piszesz głupstwa.
              Ale na pewno każde słowo poparcia na forum przyda sie autorce, chociaż niewiele
              jej pomoże. :)
              • sarawi W wieku 19-u lat takie sprawy sie zapomina :) 05.01.09, 20:17
                > Psycholog to również nie jest lekarz - gdybyś o tym nie wiedziała.
                powiedz mi, jakie to ma znaczenie w tej dyskusji? - Twoja pasja jest
                upierdliwstwo? - wybacz.

                > I nadal twierdzę, że Ty piszesz głupstwa.
                Ja tak nie twierdze. Ale to tez nie ma znaczenia. Ona ma problem -
                to jest najbardziej istotne w tej dyskusji.
                • nawrocona5 Re: W wieku 19-u lat takie sprawy sie zapomina :) 05.01.09, 20:41
                  arawi napisała:

                  > > Psycholog to również nie jest lekarz - gdybyś o tym nie wiedziała.
                  > powiedz mi, jakie to ma znaczenie w tej dyskusji?

                  Dla autorki wątku - żadne.
                  Dla kogoś, kto mówi "nie chodź do lekarza, bo mnie nie pomógł
                  psycholog/ew.pedagog szkolny" -powinno mieć znaczenie, bo udzielasz
                  bezsensownych rad.
                  Logika jest moja pasją, nie upierdliwstwo.
                  Ale o logice z Tobą, jak widać, nie pogadam.

                  Mam córkę w wieku dziewczyny , która napisała ten wątek, dlatego mnie to
                  szczególnie porusza.
                  Dlatego potraktowałam jej problem powaznie
                  To wszystko, co mam do powiedzenia.

                  • sarawi W wieku 19-u lat takie sprawy sie zapomina :) 05.01.09, 20:50
                    Dzieki :)
                    • desperate_susan Re: W wieku 19-u lat takie sprawy sie zapomina :) 08.01.09, 09:18
                      jestem w szoku, milym szoku, ze w ogole temat sie rozwinal a bylam
                      pewna, ze dostane moze z jedna odp... ciesze sie bardzo... jesli
                      chodzi o sprawe lekarza to tez o tym myslalm bo Mama martwila sie o
                      mnie i chciala bym tam poszla bo bala sie, ze cos sobie zrobie...
                      przyznaje sie, ze chcialam... to byl sam poczatek po roztsaniu... po
                      jakims czasie musialam isc do szkoly i gdy weszlam do szkoly oni sie
                      calowali... nogi mi sie ugiely... bylam tylko pare h w szkole a to
                      byla dla mnie horror, ktory trwal cale wieki... caly dzien latali ze
                      soba jak te motylki wiosna, cud, miód i serduszkaa... lzy jak
                      zaczely leciec w szkole tam byly ze mna w drodze do domu, w domu do
                      wieczora az stwierdzilam, ze sie ide upic bo poza psychicznym bolem
                      cale cialo juz mnie bolalo... poszlam do sklepu a potem na ulubiona
                      lawke do parku nad rzeka gdzie z przyjaciolmi mamy miejscowke i
                      siedzialam w tej ciemni... i pilam i palilam i plakalam... potem
                      poszlam sobie nad sam brzeg rzeki i tam siedzialam pare godzin...
                      bylo ciemno, cicho, nikogo nie bylo, nikt by mnie nawet nie wiedzial
                      bo wszedzie naokolo krzewy, wysokie trawy itp.... i tak myslalam
                      wlasnie NIKT SIE NAWET NIE ZORIENTUJE A BEDZIE MI LZEJ... TAK BEDZIE
                      MI LZEJ, TAK DOBRZE... tak sie cieszylam na sama mysl o tym bo
                      rzygalam juz tym placzem, to byl taki inny placz nie taki jak zawsze
                      gdy bylam smutna lub jak cos sie stalo... plakalam cala sobam calym
                      sercem... to byl ryk... wielki ryk... cala skulona siedzialam 3majac
                      sie za glowe, za wlosy... tak pragnelam by mi ulzylo i wystarczylo
                      tylko zrobic krok ale... pomyslalam o mojej Mamie... kocham ja nad
                      zycie, ona nie jest czlowiekiem tylko aniolem... i pomyslalm jak ona
                      by to przyjela, ze sie zabilam i wiem, ze by jej serce peklo a Ona
                      na to nei zasluguje ani oczywiscie moja rodzina, przyjaciele...
                      nikt... wiec musilam sie 3mac, zacisnac dlonie i jakos dotrzec do
                      domu... poczatek rozstania leczylam sie alkoholem i snem... ale nie
                      poszlam do lekarza, nie chcialam juz o tym z nikim gadac... mialam
                      wtedy faze na zamkniecie sie w sobie, odgrodzenie od calego
                      swiata... jak predzej ciagle plakalam i gadalam i sie zalilam komu
                      popadnie tak potem totalnie wyssana, jak jakas wariatka zamknelam
                      sie w sobie...
    • mrs.g Re: Nie moge NAS zapomniec...:( 05.01.09, 20:59
      problem star jak swiat, chyba w pewnym momencie kazda z nas podobnie
      cierpiala... kiedys minie
      • desperate_susan Re: Nie moge NAS zapomniec...:( 08.01.09, 09:35
        mrs.g napisała:

        > problem star jak swiat, chyba w pewnym momencie kazda z nas
        podobnie
        > cierpiala... kiedys minie

        Rozumiem Cię i masz racje, że to temat stary, codzienny, często
        poruszany i, że żadnej ameryki nie odkryłam... wiem... chcialam o
        tym po prostu napisac i liczyc na cud, że może kogoś choc troszke
        zainteresuje bo jak juz pisalam wyzej potrzebuje by gdzies to
        wyrazic, wyrzucic z siebie... tytul jest dosc latwy do odgadnienia
        jaka jest tematyka i kazdy kto go odwiedza wie o czym tu bedzie...
        wiec mysle, ze osoby z podobnymi doswiadczeniami badz tez po prostu
        zainteresowane nie zanudze tymi wywodami...

        • desperate_susan Re: Nie moge NAS zapomniec...:( 08.01.09, 11:19
          Temat zalożylam nie po to by prosic o wyznaczenie mi daty kiedy znow
          bd tak szczesliwa jak kiedys, po to byscie mi napisali dokladnie co
          mam zrobic by mi szybko przeszlo ani by wzbudzac litosc i wymagac
          wsparcia... nie, nie... :) wiem, ze kazdy czlowiek inaczej to
          przezywa, inne "metody" mu pomagaja oraz inaczej sie z tej milosci (
          a raczej jej braku) leczy...

          Napisalam bo mam za duzo pytan w glowie i mam nadzieje, ze choc po
          czesci jakos to wszystko zrozumie... w 1 poscie umiescilam m.in.
          kilka tych pytan... poniewaz kolejnym moim problemem zwiaznym z
          rozstaniem byl nie tylko bol ale i to, ze stracilam swoja wartosc...
          nie to, ze przed tym zwiazkiem bylam jakims chodzacym narcyzem :) po
          prostu bylam normalna dziewczyna, ktora potrafi sie cieszyc z
          zycia... bylam naprawde inna... sama to wiem jak i mowila mi to
          przyjaciele... kiedys nie bylo przede mna niemozliwego... pamietam,
          ze mialam bardzo duzo planow, ktore realizowalam od razu by moc
          realizowac kolejne... to nie byly nie wiem jak wielkie rzeczy :)
          chodzi mi o takie codzienne, ze np pewnego dnia stwierdzilam, ze
          chcialabym sie uczyc jakiegos innego jezyka wiec od razu kupilam
          sobie slownik wloski i sie uczylam, chcialam isc do tej szkoly
          sredniej co chcialam wiec bez zadnych marudzen lecz z wielka checia
          uczylam sie calymi dniami, ktoregos dnia tez chcialam schudnac -
          udalo sie i to bardzo szybko i w zdrowy sposob, moim marzeniem byl
          snowboard wiec zbieralam bardzo dlugo pieniadze na taki wyjazd... i
          duzo bym mogla jeszcze wymieniac... po prostu bylam ciekawa swiata,
          chcialam sie "ulepszac", poszerzac horyzonty, bawic sie, siegac
          wyzej... ale nie to, ze bylam jakims dzikusem co siedzial z
          ksiazkami w domu i tylko chore AMBICJE... normalna usmiechnieta
          dziwczyna z paczka przyjaciol...
          a teraz...
          teraz jest wszystko inaczej... sa oczywiscie zalety tego zwiazku,
          tego cierpienia bo stalam sie mniej egoistyczna, nauczylam sie
          EMPATII a kiedys nawet nie wiedzialam co to znaczy, przejmuje sie
          innymy, troszcze, martwie, wiem co czuja dzieki temu bagazowi
          doswiadczen, moge im doradzic, wesprzec, w ogole jakos sie
          wypowiedziec, zrozumiec... doroslam przez to... ale wady po tym
          wszystkim sa zbyt kolosalne... niby tego nie widac na 1 rzut oka ale
          to sie stalo... po prostu COFAM SIE... NIC MI SIE NIE CHCE... nie
          wierze w milosc, nie wierze w to wszystko w co tak wierzylam... w
          tyle wartosci... a nagle mam o tym zapomniec? wyrzec sie tego
          wszystkiego w co pokladalam tyle nadzieji i uczuc... zaniedbalam
          sie... nie mam ochoty na imprezy, na jakies wyjscia, nie mam ochoty
          sie komus podobac wiec sie nie maluje, nie ubieram ladnie... chodze
          taka zaniedbana bo po co... nie chodze juz na aerobik, na jezyki...
          nie biegam... nie sprzatam... nie smieje sie... nie mam juz tyle
          pasji... taka jestem sflaczała, leniwa, znudzona, szara, nudna...
          nei poszlam do mojej wymarzonej szkoly a mianowicie Akademii sztuk
          Pieknych... ba! nawet sie nie staralam bo wtedy gdy byl czas na
          przygotowywanie prac do tej szkoly i do egzaminow ja plakalam w domu
          i patrzylam w okno... nie chcialam juz walczyc o swoje marzenia,
          ktore mialam od malego... nie zalezalo mi juz... nie dawalo mi to
          juz tyle szczescia co kiedys... nie lubie narzekac na zycie i sie
          uzalac bo uwazam, ze ludzie maja naprawde o wiele gorsze tragedie
          niz ten moj problem ze soba i wiem, ze nie wazne np.te 120 kg i nie
          smierdze na kilometr ale czuje sie gruba, brzydka i nijaka przez
          bylego... przez ta zdrade... czuje sie gorsza od niej... bo dlaczego
          mam w to nie wierzyc skoro nagle chcial sie z nia przespac...
          widocznie musiala go bardziej podniecac i mu sie podobac, ze tak
          nagle mu naszla ochota... nigdy zbyt nie przywiazywalam uwagi do
          swojego wygladu az tak bardzio by latac pare razy w ty,m na solke ,
          do fyzjera i kosmetyczki a teraz przeszkadza mi we mnie wszystko,
          totalnie wszystko... ciagle wynajduje w soobie jakies wady,
          krytykuje sie nadmiernie, zle siebie traktuje, wymagam za duzo, zbyt
          duzo bo czuje sie ciagle gorsza... jak idelanie mozna uslyszec w
          piosence Kasi Kowalskiej "Pomogłeś mi uwierzyć że: Nie jestem
          najlepsza i wiem nie sprostam rzeczom które chcesz..."
          nie chce juz byc taka :( nie pragne wygladac jak supermodelki z
          pokazu Victoria Secret tylko chce siebie lubic, lubic swoje cialo i
          zeby bylo zgodne ze mna z moja dusza... a u mnie wszystko jest w
          inna strone... cialo w te, serce w tamta a dusza w ogole w inna
          strone... nic sie nei zgrywa we mnie... :( to naprawde meczy...
    • camelot0 Re: Nie moge NAS zapomniec...:( 08.01.09, 09:38
      wiesz co, walnij ty się mocno w główkę i idź do psychiatry.
    • powiewlata Re: Nie moge NAS zapomniec...:( 08.01.09, 09:51
      mnie coś podobnego spotkało gdy miałam 20 latek, 5 lat zajęło mi
      dojście do siebie a 7 lat minęło zanim kogoś pokochałam.. teraz
      patrzę na to jak na doświadczenie, które dało mi pewne zrozumienie
      relacji międzyludzkich i chociaż było bardzo ciężko to nauczyłam się
      ponownie cieszyć życiem.. życzę szczęścia i odwagi!
      • carja.fruzhina Re: Nie moge NAS zapomniec...:( 08.01.09, 10:22
        witaj! opowiem Ci na pocieszenie moją historię.

        To była WIELKA przyjaźń, on i ja poznaliśmy się w 3.klasie LO. Spędzaliśmy razem
        mnóstwo czasu, wszystkie przerwy, wiele godzin po szkole. Po pół roku przyjaźni
        zaczęliśmy być razem. Nasze szczęście w związku trwało tylko 4 miesiące,a jego
        koniec był podły. Widywaliśmy się przecież codziennie w szkole, ale on miał dla
        mnie coraz mniej czasu, już nie chciał spędzać ze mną przerw, po szkole ciągle
        był zajęty, aż pewnego dał mi list i kazał przeczytać go już w domu. Napisał w
        mi nim, że musimy się rozstać i wymienił kilka absurdalnych powodów. Było mi tak
        samo ciężko, Wypaliłam wtedy najwięcej papierosów w życiu, leczyłam klina
        klinem. Najbardziej byłam wściekła, za to, że nie zdobył się na rozmowę ze mną,
        tylko wyręczł się głupim listem. Po latach dowiedziałam się, że poszło o inną
        dziewczynę...
        Później przysłał mi list, w którym przeprosił za wszystko i powiedział, że nasze
        rozstanie było największym błędem jego życia.

        Było to 8 lat temu... Kontaktujemy się, raz na pół roku spotykamy na piwo. I
        choć nie jest to taka przyjaźń jak wtedy, jestem mu wdzięczna za tamten czas, bo
        czerpię z niego do dzisiaj. Powiem Ci w sekrecie, że największą satysfakcję
        miałam w momencie, gdy odnowiliśmy swoją znajomość, spotkaliśmy się, a ja
        popatrzyłam na niego i pomyślałam: "dzięki Ci, Panie Jedyny, że nie jesteśmy
        razem!" :))

        wiem, co czujesz, wiem jak to boli. Ale każdy ból mija, albo ulega przytępieniu.
        Mówiłas o swojej Mamie, że jest dla Ciebie bardzo ważna. Może mogłaby z Tobą o
        tym porozmawiać jak przyjaciółka? Trzymaj się ciepło!
        pozdrawiam
Inne wątki na temat:
Pełna wersja