szaro_niebieska
09.01.09, 20:38
Jakos to sie tak uklada w zyciu ze ludzie dobieraja sie bedac mniej wiecej na
tym samym poziomie "atrakcyjnosci". To brzmi dziwnie ale chyba tak jest - mam
tu na mysli zarowno wychowanie, urode, sposob ubierania, sposob wypowiedzi
itd. Sama lapalam sie na tym, ze myslalam o niektorych mezczyznach "ehh,
swietny ale nawet nie zaczynam bo i tak pewnie nie zwroci na mnie uwagi".
Zastanawiam, sie czy tylko ja tak mam czy to jest normalne, ze jakos
podswiadomie wybieramy lub zakochaujemy sie w ludziach ktorzy sa dla nas
potencjalnie "osiagalni" a tych z tzw. "wyzszej polki" odrazu uznajemy za
niedostepnych.
Musze jednoczesnie nadmienic, ze termin "wyzsza polka" moze byc dla kazdego
inny, dla mnie to np. chlopak z ktorym chodzilam do liceum (eh stare dzieje),
ktory zawsze byl ulubiencem dziewczyn, swietnie ubrany, swietnie zbudowany -
na mnie nawet nie spojrzal. Teraz jak spotykam na swojej drodze podobnych jemu
- od razu zaliczam ich do tych nieosiagalnych.
Czy macie tez tak? A jak to widza Panowie, czy mezczyzni tez maja swoja
hierarchie, i zdarzaja sie kobiety o ktorych mysla "cudowna, ale i tak nie mam
szans albo i tak mnie kiedys zostawi"?