xxmjxx
10.01.09, 14:37
Całe dnie siedzę z dzieckiem. Mały ma niecałe dwa miesiące. Czasem od 8 (jak wstanę) do 12 nie mam jak zjeść śniadania. W wolnych chwilach staram się zrobić coś w domu. Chodzę jak lunatyk. Jestem przemęczona i chyba powróciła mi anemia.
Mąż sobie wczoraj pojechał (po pół godziny pobytu w domu) na pogaduszki, a umawialiśmy się, że popołudniu on pomaga mi przy dziecku, żebym miała troszkę czasu dla siebie.
Powiedziałam mu, że mi się to nie podoba, a on na to:
- że wymyślam,
- że szukam pretekstu, żeby wyjśc z domu (np. do fryzjera na pół godziny - dodam, że w ciągu ostatniego roku byłam tylko4 razy),
- że czepiam się jego, że nic w domu nie robi (trochę pobawi synka i przyniesie wanne do kąpiele) i tylko patrzy w tv albo w komputer, a przecież on pracuje i gdybyśmy się zamienili, to by zajął się domem.
Mieszkamy z moją mamą. Ona widzi moje przemęczenie i odciąża mnie jak może. Pierze ciuszki małego, prasuje, robi nam obiad...
Czasem ręce mi opadają i zastanawiam się z kim tu coś nie tak.
Może on poprostu przyzwyczaił się do braku obowiązku, bo dopóki dziecka nie było, to wszystko robiłam ja.
Co myślicie??