pychu
15.01.09, 16:01
Mamy 7-miesięcznego synka. Od początku robiłam wszystko, żeby mąż był
zadowolony. Pomimo nawału pracy przy dziecku, miałam czas na robienie sałatek
do pracy, pieczenie ciast, gotowanie codziennie innego obiadku, a
on??????????!!!!!!!!!!! Ma to w d.... Nie rozumie, że ja czasem chcę pogadać i
że mam jeszcze tą cholerną burzę hormonów i wściekam się o bzdury. Ostatnio
jednak przegiął. Powiedział, że wkurza go to, że organizuję jego czas, że
wydzwaniam za nim... kur..!!!!! Ja wydzwaniam???? Dzwonię tylko i pytam:
kochanie wracasz już z pracy? bo chcę wstawić ziemniaczki, albo zwyczajnie
proszę go, żeby ze mną posiedział i pogadał. Czy ja robię coś źle? Czy mam go
porządnie w łeb trzasnąć? Panowie i panie wypowiadajcie się. Kto tu ma rację?
Zabić czy tylko lekko uszkodzić tego mojego chopa? A może to on powinien mnie
pogonić?