polowkajablka
16.01.09, 17:29
Jest mi tak cholernie zle, ze w koncu zdecydowalam sie z Wami
podzielic moim smutkiem. Czuje sie strasznie samotna. Caly moj swiat
sie wali. Zawsze wszystko bylo poukladane, a teraz nie wiem, sama co
z soba zrobic...
Od 3 lat jestem z pewnym facetem (starszym ode mnie o 19
lat).Kochamy sie, ale ... On ma chora mame, do ktorej jezdzi 3 razy
dziennie. Rano przed praca, po poludniu po pracy i na sam wieczor.
Nie widzi w tym zadnego problemu. Znajdzie 1000 roznych powodow, aby
tam zajechac. Ja rozumiem to, ze jego mama potrzebuje pomocy, ale
czy to ma wszystko odbywac sie naszym kosztem? Aby byc z nim
przeprowadzilam sie do innego kraju. Jezeli chce pojechac do Polski
do rodziny, zawsze jade sama, nigdy z nim. Nawet swieta spedzamy
oddzielnie, bo on mamy nie zostawi. Od rana do wieczora siedze sama
w domu, bo mam problem ze znalezieniempracy. Probowalam go
przekonac, abysmy znalezli kogos do opieki nad nia. Po wielu
przegadanych nocach zgodzil sie na to, ale... przyznal sie, ze i tak
bedzie do matki codziennie przyjezdzal: z 2 razy dziennie, a do
Polski mozemy na 3 dni pojechac, na wiecej to nie ma mowy... Rece mi
opadaja za kazdym razem, jak zblizaja sie wakacje, bo na nie nie
jezdzimy z powodu jego mamy.
Ktos moglby mnie nazwac egoistka, bo to przeciez jego mama. OK, moze
i jestem, ale na swoja obrone napisze, ze przez te 3 lata zrobila
wszystko, aby nas sklocic, byly lzy i klotnie i raz o maly wlos
przez nia sie nie rozstalismy... Probowalam do niej dotrzec, ale ona
nie chce, aby on byl z jakakolwiek kobieta i dlatego mnie nie
zaakceptuje. Jezeli wspomni sie jej o slubie, lub o dziecku to ona
reaguje z oburzeniem i wsciekloscia. Za kazdym razem pyta sie, kiedy
wracam do Polski.
Ja chce miec dzieci, prawdziwy dom. Tak jak juz wpsomnialam jest ode
mnie o wiele lat starszy i nie mozemy z tym czekac za dlugo. On tego
chce, nawet i teraz. Ja sobie jednak takiej sytuacji nie wyobrazam,
ze mozna by bylo pogodzic jego mame z malym dzieckiem. Zrezygnowalam
z moich planow zawodowych, aby byc z nim. Nie moge tutaj pracy
znalezc. Cale szczescie, ze zaangazowalam sie w liczne wolontariaty,
to mi pomaga jeszcze przetrwac. Nie mam juz sily na klotnie, na
placz, na nic. Czasami chcialabym wrocic do Polski, uciec od tego
wszystkiego. Tylko, ze on jest kochany. Mamy tyle razem wspolnego,
traktuje mnie jak ksiezniczke...Wiem, ze mnie kocha... Jestesmy
zareczeni...