konwalka
28.01.09, 18:59
Parę lat temu, mój jeszcze wtedy niemąż związał się dziewczyną.
Długa to historia, może bez znaczenia strategicznegio dzisiaj.
Ona nie wiedziała o mnie, ja sie dowiedziałam o niej.
Zaczełyśmy rozmawiać. Po kilku zdaniach wiedziałam już, że jest to
fantastyczna, młoda kobieta, z klasą.
Taka, z jaką chciałabym się zaprzyjaźnić.I stało się )
Wtedy, kiedy rozmawiałyśmy pierwszy raz, on już ją zostawił.
Wszystko to jest cholernie zagmatwane.
Istotą tej sprawy jest to, że ta wirtualno- telefoniczna znajomość
przetrwała do dziś. Ona, "ta trzecia", jest właśnie taka, jak
myślałam- wyjątkowa.
W ujowych okolicznościach, ale obie na swój sposob cieszymy się, że
się znamy.
I nikt nam nie wierzy, że sie lubimy :>
PS. Wiarołomny facet, ktorego omal nie zabiłam po tej historii i
demonstracyjnie zostawiłam, okazał się być kimś, bez kogo nie umiem
żyć. Dlatego zrobiwszy uprzednio kilka kólek wokól podwórka (z tego
kawału o kurze i kogucie), pozwoliłam mu wrócić.
Jesteśmy- jak na razie- cholernie udanym małżenstwem.
Ale nie chcę się już z nikim nowym zaprzyjaźniać :D