jaki to jest z tym rozstaniem???

30.01.09, 22:20
jedne kobiety bite, znieważane, pozbawiane szacunku tkwia latami, że
coś się zmieni. Inne odchodzą bo mąż/partner nie spełnia ich
oczekiwań: nie wspiera, nie pomaga. Mówią dość i zaczynaja nowe
życie.
U mnie było to tak, że dwoiłam się i troiłam, żeby było dobrze.
Byłam matką, ku***w, żoną i kochanką, zarabiałam dobrze byłam
przebojowa aż trafił się on. Bił, pił, zdradzał, kłamał w żywe oczy
a ja łudziłam się nadzieją. Raz na pól roku wyniósł smieci, jak
dawał buziaka, mówił masz i nadstawaił dzioba a ja cieszyłam się, że
pamięta o przywitaniu, ze 3 razy do rolu robił kawę i podawał do
łóżka, ale taka super lurę, bo taniej. W 2 tygodnie po porodzie,
dźwigałam siaty z zakupami, bo on przecież zmęczony, na urodziny
miała być wielka feta, ale dostałam kwiatek, bo na więcej nie
zasłużyłam, na dzień kobiet kwiatka nie dostałam, bo była kolejka,
ale usłyszałam, że w nagrodę mi ,,obciagnie". Nigdy nie wstawił
prania, nigdy nie zrobił śniadania, nidgy nie wykąpał dziecka. Ja
odeszłam po wielu, wielu próbach i zastanawiam się, że może za mało
szans dawałam. Inne kobiety odchodzą, bo facet nie spełnia ich
oczekiwań. Nie zastanawiaja się co dalej, po prostu im to nie
odpowida, bo np. nie robił zakupów, albo nie rozmawiał.Jak to jest,
od czego to zależy???Ja odeszłam i się zastanawiam, że to może moja
wina????Ciągle szukam winy w sobie, nie w nim
    • psiapszczola Re: jaki to jest z tym rozstaniem??? 30.01.09, 22:27
      Zacznij szukać winy w nim. Zajmie Ci to tylko małą chwilkę... :)
    • nawrotka1 Re: jaki to jest z tym rozstaniem??? 30.01.09, 22:40
      >Ja odeszłam i się zastanawiam, że to może moja
      wina????Ciągle szukam winy w sobie, nie w nim

      Szybciutko na terapię, zamiast na forum :)
      Mówię serio i bez złośliwości - daj sobie dziewczyno szansę na następny normalny
      związek i popracuj nad sobą. Bez pomocy psychologa się nie obejdzie.

      • marzeka1 Re: jaki to jest z tym rozstaniem??? 30.01.09, 22:45
        "Bił, pił, zdradzał, kłamał w żywe oczy
        a ja łudziłam się nadzieją."- nie ty jedna, nie warto jednak śmieciem się
        przejmować, bo facet z opisu to zwykły śmieć. Dobrze zrobiłaś, że odeszłaś, a
        teraz idź na terapię, by więcej z takimi śmieciami się nie wiązać.
    • czarna.maskara Re: jaki to jest z tym rozstaniem??? 31.01.09, 02:22
      Łatwo wam się pisze, ja wiem jak to jest. Antoinette, rozumiem Cię.
    • smoczyca1002 Re: jaki to jest z tym rozstaniem??? 31.01.09, 09:14
      Nie jest z Tobą tak najgorzej skoro potrafiłas opisac to jaki był
      dla Ciebie. Mimo wszystko potrafisz przedstawic go w ciemnych
      barwach, nie wybielasz. Niestety czasami kobiety wybieraja drani,
      mają nadzieję, że ich miłośc jest tak wielka, że zdoła zmienic
      faceta. Ale tak nie jest. Ciesz się, że masz za sobą ten związek i
      nie związuj sie więcej z kolejnym padalcem. Co do terapii to jak Cię
      stac to wybierz się (zdaje sobie sprawę, że to nie jest tania
      przyjemnośc). A póki co wyrzucaj wszystko z siebie na forum, może
      słowa otuchy dodadzą Ci nowych sił :) Trzymaj się!
    • menk.a Re: jaki to jest z tym rozstaniem??? 31.01.09, 10:15
      antoinette13 napisała:

      > Jak to jest,
      > od czego to zależy???Ja odeszłam i się zastanawiam, że to może
      moja
      > wina????Ciągle szukam winy w sobie, nie w nim

      Zależy między innymi od poczucia własnej wartości, od niezależności.
      Od świadomości poczucia prawa własności do samej siebie.;)
      • antoinette13 Re: jaki to jest z tym rozstaniem??? 31.01.09, 10:24
        może nie mam zbyt wysokiego poczucia własnej wartości, ale zanim go
        poznałam, nigdy wcześniej nikt mnie tak nie dołował i nie poniżał,
        jak zrobil to właśnie on. A najgorsze jest to, że ja idąc z nim
        ulicą czułam się po prostu mniej atrakcyjnaod niego. To jakiś
        absurd!!! A uwierzcie mi, że w oczach innych mężczyzn jestem bardzo
        atrakcyjna. Bezustannie słyszałm, że bieram się nie tak, jak trzeba,
        że wyglądam nie tak jak trzeba, że niepotrzebnie sie maluję, że
        mówię nie tak, jak trzeba. A ten jeszcze ,,mój mąż" kompletnie nie
        przywiązywał wagi do własnego wyglądu, higienty zresztą też.
        Nie rozumiem samej siebie, że bezustannie łudziłam się nadzieją (i
        jeszcze się łudzę)a inne kobiety, gdy tylko facet uderzyłby je po
        raz pierwszy, pakują manatki i gościa za drzwi. A ja? Za każdym
        razem dawałam szansę i cały czas się zastanawiam, czy ponownie dać
        mu ją, choć wiem, że tego nie zrobię ze strachu po prostu!!!!
        • menk.a Re: jaki to jest z tym rozstaniem??? 31.01.09, 10:42
          Przeczytaj Dlaczego mężczyxni kochają zołzy. Wcale niegłupia książka.
          I nie zawracaj sobie głowy jakimś patałachem.;)
    • stinefraexeter Re: jaki to jest z tym rozstaniem??? 31.01.09, 12:26
      Wciąż się zastanawiasz, bo jesteś, delikatnie mówiąc, nie najmądrzejsza.

      Wydaje ci się, że wszystko zależy od CIEBIE: od twoich umiejętności kulinarnych,
      łóżkowych, od wyglądu, gospodarności, itd. Jeśli mąż zachowuje się tak, a nie
      inaczej, to musi być TWOJA wina, TWOJE nieumiejętne działanie w czymś tam, TWÓJ
      błąd.

      Stawiasz przed sobą wymagania, których nikt nigdy - włączając ciebie - nie
      spełni. Nic więc dziwnego, że wciąż masz poczucie, że coś mogłoby zostać lepiej
      zrobione, że nie jesteś taka wspaniała i idealna, jaka powinnaś być.

      I tu wkracza mąż, który przyznaje ci racje! Wreszcie wszystko wokół ma sens!
      Traktuje cię jak g...o, bo ty przecież tak właśnie o sobie myślisz. Inni faceci,
      którzy widzą w tobie atrakcyjną kobietę wprowadzają do twojego świata dziwne
      zgrzyty, no bo przecież wiesz, że jesteś beznadziejna. I tylko twój kochany
      mężuś pasuje do twojego świata.

      Obawiam się, że dasz mu jeszcze niejedną szansę, nie wykluczam,że zwiążesz się z
      kimś innym, ale wciąż będziesz myślami wracać do niego, bo tylko przy nim (lub
      przy facetach jego pokroju) czujesz się NA MIEJSCU.

      Życzę ci jednak powodzenia. Przynajmniej zdajesz sobie sprawę, że coś jest nie tak.
Pełna wersja