kati_1980
02.02.09, 11:40
Od ponad trzech lat jestem mężatką.
Ja – od dziecka mieszkanka dużego miasta, przeciętnej urody,
absolwentka renomowanej krakowskiej uczelni, pracownica wielkiej
korporacji.
On – pochodzący z małej wsi, superprzystojny, studia przerwał na
ostatnim roku, pracownik urzędu w dużym mieście.
Poznaliśmy się w klubie studenckim, wielka miłość, wielka
namiętność, Ślub. Po ślubie namiętność z roku na rok malała,
zaczęliśmy rozmawiać o dziecku bo ja chciałam a on chyba chciał mieć
z głowy mamusię, która twierdziła, że na wsi już wszyscy myślą, że
mamy jakieś problemy.
Ona – pracownica tego samego wydziału w urzędzie, bardzo ładna,
prowokująco ubierająca się, ulubienica większości facetów w pracy,
pewnie postanowiła upolować sobie mojego superprzystojnego meża,
który zaczął codziennie biegać do pracy w garniturze, gdy jego
dyrektor wydziału zazwyczaj (jeśli sytuacja nie wymaga oficjalnego
stroju) chodzi w zwykłych spodniach i koszuli. Chociaż wina musi
leżeć po obu stronach. Koleżanka pewnie nie wie o pochodzeniu mojego
męża (on to bardzo ukrywa, wręcz się wstydzi), bo liczy się
opakowanie. Zresztą nawet moje przyjaciółki są nim zachwycone, a
raczej jego urodą bo jak mówię, że gwoździe to ja wbijam i
malowaniem ja się zajmuję, bo on ma dwie lewe ręce to twierdzą, że
nie można mieć wszystkiego. I sądzę, że oddałyby swoich zaradnych
mężów za mojego pięknego niedorajdę.
Bomba przez przypadek wybuchła przed świętami, podobno ze sobą nie
spali, albo jeszcze nie zdążyli. Mąż skruszony twierdzi, że tylko ja
się liczę ale nawet mnie nie przepraszał, bo po co. Ale bał się, ze
opowiem wszystko jego mamusi, która wciąż ma wizję synka który
pochodząc z małej wsi tak się wybił.
Zawsze myślałam, ze będę w tym związku kilkadziesiąt lat, wychowamy
wspólnie dwójkę dzieci itp. A tu wygląda na to, że powinnam odpuścić
sobie zachodzenie w ciążę, rozwieść się ale co doalej?
Nie tak miało być. Z drugiej strony boję się, że będę całe życie
oszukiwana, a on zostanie ze mną tylko dlatego, że dobrze mi (a co
za tym idzie nam) się powodzi i ma wygodne życie.
Czy ktoś był może w podobnej sytuacji i doradzi co zrobić?