ma_gala
08.02.09, 03:06
mieszkam z facetem pełnym sprzeczności. To co mi ostatnio powiedział
trochę mnie dobiło. Chce mieć ze mną dziecko, czuję nawet lekką
presję z jego strony (odwiedziny u znajomych, którzy mają dzieci,
poświęcanie dużo czasu na oglądanie rzeczy w sklepach z artykułami
dziecięcymi, teksty w stylu: a tu będzie łóżeczko itp. itd.) a
jednocześnie nie chce się ze mną żenić. Ja też chcę mieć dziecko,
ale dopiero po ślubie. Chcę mieć nawet nie pewność, że on zawsze ze
mną ędzie, bo papierek tego nie daje, ale jako takie zabezpieczenie
na przyszłość dla dziecka. On tego nie rozumie i każdą rozmowę
traktuje jako przymuszanie do ślubu z mojej strony - a tak nie jest.
Moje podejście jest proste: ślub a później dziecko, inaczej nie ma
sensu dla mnie bawić się w rodzinę. On - dziecko tak, ślub - nie.
Dlaczego mężczyzna może chcieć dziecka, ale zalegalizowania związku
już nie? Może zależy mu tylko na posiadaniu dziecka (obojętnie zkim
byleby było) a nie na mnie jako partnerce?? A może jest ine
wytłumaczenie? tylko jakie? Nie czuję się z tym dobrze, szczególnie
że rozmowy o dziecku były już bardzo poważne, nie było to w "szale
uniesień". Co o tym myślicie?