lolinda1
08.02.09, 16:21
Muszę się z kimś podzielić bo wybuchnę.
Właściwie nigdy nie zabieram głosu na forum, ale dziś muszę.
Byłam dziś w kościele, chodzę raczej regularnie, ale ja raczej jestem zdania, że wiara to każdego prywatna sprawa.
Dziś zamiast kazania zaproszono księdza ze wspólnoty neokatechumenalnej, wraz z księdzem były dwie pary małżeńskie i kobieta która postanowiła żyć w czystości.
Wszystko ok, ksiądz energiczny opowiadał i zaprosił do mikrofonu kobietę z jednego z małżeństw
No ona zaczęła, że jest 30 lat we wspólnocie wspólnocie, kiedyś była przedszkolanką i ma 5 dzieci. Od lat nie pracuje zawodowa, zajmuję się wychowywaniem pociech, które są w wieku 12-24 lata.
Zaczęła opowiadać jak ona musi się zajmować sparaliżowaną teściową, jaki ona dostał krzyż i jak ona w tym cierpieniu odnajduje Jezusa. Ona cierpi a ta sparaliżowana kobieta nie???
Jej mąż siedzi za nią.
Do mikrofonu podchodzi ksiądz ksiądz mówi wyobraźcie sobie zmieniać pieluchy i ja tam byłem z wizytą duszpasterską i tam śmierdzi i w tym odkryć miłość
Ksiądz powtórzy kilkakrotnie słowo śmierdzi, a ta kobieta z miną cierpiętnicy mu przytakiwała,
Jej mąż a syn siedział za nią
O najbardziej zainteresowanej mówiona tylko teściowa nie np. mama męża, ale jak smierdzi to przecież nie zasłużyła.
Ja rozumiem , że może nie była dobra dla synowej , ale czy to jest chrześcijańska postawa a już nie wspomnę o odczuciach męża.