defibrylacja
09.02.09, 00:10
Ma 27 lat. Ostatnie 3 miesiące spędziliśmy na seksie i rozmowach (to znaczy, 3
miesiące na rozmowach i 2 miesiące i 3 tygodnie na seksie), to na pewno
najdojrzalszy 27-latek jakiego znam (mam 24, kto teraz rodzi w tym wieku poza
"wpadkowiczami"? w naszym środowisku "dziecko" to akurat słowo niechciane, ale
my nie z tych, co ulegają presji środowiska. A może lepiej właśnie teraz?),
całkiem dużo w życiu zrobił i przeżył jak na ten wiek, ale nie za wcześnie
trochę na dzieciaka? On mnie kocha (wierzę), ja go kocham, finansowo
zdecydowanie damy radę. Twierdzi, że nie zamierza mnie zamykać w domu z
dzieckiem, pieluchami, zupkami, że parę miesięcy temu przeżył olśnienie, że
ukochana kobieta i dziecko czy dwa to najfajniejsze, co może być w życiu,
lepsze niż wielka kasa na przykład. Jeśli Wielka Kasa się pojawi, to miło, ale
najbliżsi ukochani ludzie ważniejsi. Tak pomyślał i niedlugo potem mnie
poznał. Ja też nie myślę o wielkiej kasie, której to groźne i straszne
dziecko mogłoby stanąć na drodze, mam inne cele w życiu, naukowe, ale nawet mi
do głowy nie przyszło, że przed 28, 29 rokiem życia będę planować dziecko. Nie
wiem jeszcze co o tym myśleć. Choć on dziś mówił zupełnie serio. A jeśli nam
coś nie wyjdzie? Może trzeba myśleć racjonalnie. A może to jest ten właściwy
człowiek (tak czuję)? Ale to i tak chyba za wcześnie. Będę negocjować. Hm.
Niestety dla niego, metoda, która stosujemy (opłacana z jego kieszeni), nie
pozwala mu zorganizować "wpadki" ze mna:) Ale do tego by się i tak nie
posunął, jest na to zbyt odpowiedzialny.