Czy ten związek ma szansę na przetrwanie..?

09.02.09, 13:15
Witam wszystkich i bardzo proszę o pomoc w rozwiązaniu męczącej mnie
od wielu miesięcy sytuacji.
Od ponad roku mieszkam z moim partnerem w UK. Oboje pracujemy i
przez cały ten czas żyło nam się tu naprawdę dobrze, dopóki mój
chłopak nie sprowadził do Anglii swojego starszego o 4 lata brata.
Od początku z pewnych powodów nasze relacje nie układały się dobrze
(moje i brata mojego partnera). Z dnia na dzień było coraz gorzej i
ostatecznie brat mojego chłopaka wyprowadził się. Niestety nasze
problemy z nim nie tylko się nie skończyły, ale jeszcze bardziej
nasiliły. Ale od początku. Bardzo szybko po przyjezdzie brata do nas
zorientowałam się, że przyjęłam pod swój dach kompletnego ciamajdę,
człowieka bez żadnych celów życiowych, dla którego nie istniało
pojęcie "przyszłość". Fakt, pracował (pracę załatwił mu oczywiście
mój chłopak), ale zarobione pieniądze wydawał szybko, w związku z
czym do kolejnej wypłaty żył z pieniędzy mojego chłopaka. Początkowo
nie były to wielkie kwoty, więc nic nie mówiłam, ale kiedy pożyczka
urosła do wielkości 700 funtów (bez żadnych szans na spłatę),
przestałam ukrywać swoje niezadowolenie. I o to głównie zaczęły się
kłótnie (ale nie tylko o to, jednak za dużo by o tym pisać), jak
również postanowiłam rozdzielić nasze wspólne dotychczas konto
bankowe (pomniejszając część mojego partnera o kwotę pożyczoną
bratu, której raczej już nie zobaczy na oczy). Jak już wspomniałam
wyżej, koniec końców brat się wyprowadził. Dalej pożyczał pieniądze,
ale już nie moje, więc postanowiłam mieć to gdzieś i się tym nie
denerwować. W tym czasie zaszłam też w ciążę, obecnie jestem w 7
miesiącu. I oto kolejny problem: brat stracił pracę. No i znowu się
zaczęło : "pożycz", "kup mi", "nie mam tego, nie mam tamtego" itd.
Efekt? Mój chłopak wyczyścił swoje konto do zera, żyje od
tygodniówki do tygodniówki, a ja zaczynam martwić się o przyszłość
naszą i dziecka. Owszem, ja mam swoje oszczędności i przez długi
czas nam i dziecku żadna bieda nie grozi, ale przyjechaliśmy tu z
myślą, aby czegoś się dorobić i poprawić swoją materialną sytuację!
Sytuacja ani trochę nie rokuje na poprawę, brat chłopaka nie
pracuje, do Polski wracać nie chce, a ja już powoli mam tego dość,
bo taki stan rzeczy trwa od października 2008. Rozmów z chłopakiem
na ten temat odbyłam tysiące, on wie, że nie jest to wszystko w
porządku, ale nie potrafi zostawić brata (starszego o 4 lata!)
samemu sobie, bo boi się, że tamten zginie. Z jednej strony to
rozumiem, a z drugiej szlag mnie trafia, że utrzymujemy starego
chłopa, podczas gdy te pieniądze należą się dziecku! Nie wiem, co
robić i czy ten związek ma przyszłość. Brat chłopaka nie wykazuje
się ani odrobiną samodzielności, nie robi nic, aby nie tylko zwrócić
pokaźny dług, ale także aby go nie powiększać. Przy obecnym stanie
rzeczy mój chłopak dzieli ze mną koszty mieszkania i wyżywienia,
natomiast wszystkie sprawy związane z narodzinami dziecka (wyprawka)
są na mojej głowie, bo chłopaka po prostu na to nie stać. To, co
powienien dać na dziecko, dał na brata. Czy ktoś z Was zetknął się
kiedykolwiek z taką sytuacją? Jak z niej wybrnąć? Rodzice
mówią: "odejdź od niego, bo to nigdy się nie skończy", ale to nie
jest takie łatwe...Choć przyznam szczerze, że myślałam o tym
wielokrotnie i tylko dziecko mnie powstrzymuje.
Będę wdzięczna za jakiekolwiek rady.
    • jan_hus_na_stosie Postaw partnerowi sprawę jasno 09.02.09, 13:28
      Ja albo Twój brat.
      • coach_potato Re: Postaw partnerowi sprawę jasno 09.02.09, 15:20
        Zgadzam się. Po wielu nieskutecznych rozmowach raczej nie ma innego
        wyjścia. Ten typ to bezczelna pijawa, dla mnie tacy ludzie wstydu
        nie mają, żeby siedzieć na garnku rodziny z dzieckiem...
        A Twój partner Was znajdzie, pod warunkiem że mu zależy...
        Trzymaj się Puszko, oby się wszystko dobrze ułożyło.
        • puszka_pandory1 Re: Postaw partnerowi sprawę jasno 09.02.09, 15:30
          "Bezczelna pijawa" - w życiu nie znalazłabym trafniejszego
          określenia tego typa, który powoli rujnuje mi życie. Widzę, że
          dokładnie orientujesz się, z kim mam do czynienia. Do tego
          nieporadność mojego partnera w tej trwającej zbyt długo sytuacji
          zaczyna mnie do niego zniechęcać...To trzeba było już dawno
          rozwiązać poprzez jakąś męską decyzję! Moi rodzice też powoli tracą
          do niego szacunek. Ja już chyba nawet nie będę mu stawiać tego
          ultimatum, poczekam jeszcze co najwyżej miesiąc, a jak nie nastąpią
          jakieś zauważalne zmiany, to po prostu ustąpię miejsca bratu...I
          niech żyją długo i szczęśliwie!
          Dzięki za komentarz.
    • summerlove Re: Czy ten związek ma szansę na przetrwanie..? 09.02.09, 13:28
      Dziecko nie powinno Cię powstrzymywać tylko mobilizować. Powiedz facetowi że
      jeżeli nie zmieni swojego zachowania to odejdziesz od niego razem z dzieckiem i
      tyle. Może się opanuje.
    • agatracz1978 Re: Czy ten związek ma szansę na przetrwanie..? 09.02.09, 14:06
      Mądrzy rodzice. Zrób tak jak Ci radzą. Skoro woli utrzymywać brata (starszego!)
      niż odłożyć coś i przeznaczyć kasę na dziecko to chyba jasne kto jest dla niego
      ważniejszy.
      • torba_podrozna Re: Czy ten związek ma szansę na przetrwanie..? 09.02.09, 14:23
        Bardzo Ci wspolczuje - od tego zacznijmy. Trafilas na nieodpowiedzialnego
        faceta, dla ktorego brat jest wazniejszy od wlasnego dziecka. Wiadomo, ze
        rodzina jest wazna, ale najwazniejsze powinno byc dla niego dziecko. Powiedz
        pracujesz obecnie? Chcialabys zostac w UK czy wolalabys wrocic do Polski? Jesli
        to drugie to moze warto byloby pojechac do rodzicow, moze chlopak poszedlby po
        rozum do glowy. Jesli jestes specjalistka w swojej dziedzinie mysle, ze moglabys
        psokojnie podjac prace w Polsce a chlopaka posadzic o alimenty. Jak sobie
        wyobrazasz przyszlosc?Dziecko bedzie dorastac, miec coraz wieksze potrzeby a
        ojciec bedzie hulal z braciszkiem? Zastanow sie powaznie nad tym zwiazkiem, bo
        nie rokuje.
        • puszka_pandory1 Re: Czy ten związek ma szansę na przetrwanie..? 09.02.09, 14:45
          Tak, coraz mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że ten związek nie
          rokuje najlepiej. Powrót do Polski do rodziców biorę pod uwagę,
          propozycja wyszła od rodziców. Tutaj też byłabym w stanie sama sobie
          poradzić, bo pracę mam stabilną, dobrą, a przy tym kwalifikuję się
          do wielu benefitów, ale wolę, aby dziecko dorastało w otoczeniu
          bliskich mu osób (np. dziadków) i od początku wiedziało, co to
          znaczy rodzina. W Polsce mam też większe szanse na ułożenie sobie
          życia na nowo. Poza tym ojciec twierdzi, że jeżeli partner kocha
          mnie i dziecko, to po moim wyjeździe z Anglii znajdzie mnie i
          dziecko bez problemu.
          Po Waszych postach, za które bardzo dziękuję, słowo "odchodzę"
          zaczyna cisnąć mi się na usta, ale muszę jeszcze dokładnie
          przeanalizować wszystkie możliwe konsekwencje tego kroku. Przede
          wszystkim - dziecko nie będzie miało ojca...
          • niebieski_lisek Re: Czy ten związek ma szansę na przetrwanie..? 09.02.09, 15:27
            > dziecko nie będzie miało ojca...
            ależ będzie miało. Wasza głowa w tym, że nawet jeśli nie będziecie razem, to ono
            powinno znać swojego tatę. A poza sytuacją z jego bratem, to chcesz z nim być?
Pełna wersja