pannanikt85
11.02.09, 00:04
Wiem, że pewnie spadną na mnie gromy, ale jednak zapytam, bo chyba powoli
zaplątuję się w sytuację, w której nie powinnam się znaleźć.
3 tygodnie temu poznałam chłopaka- bardzo miły, przystojny jak diabli (wg
mnie), no i jakoś tak się stało, że wyszliśmy z klubu razem i u mnie nocował
(seksu nie było jakby kto pytał). Myślałam, że na tym zakończy się nasza
znajomość, ale zadzwonił, i widzieliśmy się od tej pory parę razy, zawsze jest
bardzo miło, tematów do rozmów raczej nie brakuje, a i cisza nie jest jakaś
krępująca.
ALE...
Oczywiście świat jest okrutny;) i okazało się że przyjechał tu na
kilkumiesięczny kontrakt.
To by mi nawet nie przeszkadzało aż tak bardzo, bo w zasadzie nie mam ochoty
na żaden poważny związek, a taka "przygoda" w zasadzie mogłaby być miła,
gdyby nie fakt, że powiedział, że nie może mi obiecać, że nie będzie spotykać
się z innymi dziewczynami i że nie mogę wymagać od niego żadnych deklaracji.
Ja zdaję sobie sprawę, że związku nie zbudujemy, bo mieszka za oceanem, a ja
związków na odległość nie uznaję, inna sprawa, że jakoś nie widzę w nim
partnera, ale cholernie mnie pociąga, więc coś w stylu "wakacyjnego romansu"
by mi odpowiadało.
Ale jak pomyślałam o "tych innych", które podejrzewam może mieć na zawołanie,
to jakoś mnie zmroziło...:/
Ja wiem, że to dla niego przygoda,wiem, że nie chce się angażować, wiem, że
nie szuka żony i wszystko do tego momentu ok, tylko czy faceci są naprawdę
zdolni do tego, żeby spotykać się z kilkoma dziewczynami NA RAZ?! Z ZAŁOŻENIA?
Chyba powinnam tę znajomość zakończyć...