nie wiem jak pomoc...

IP: *.du.simnet.is 23.01.02, 14:20
Moja kolezanka(25 lat) byla z chlopakiem(26 lat) przez prawie 4 lata.
Planowali slub(jeszcze ze dwa tygodnie temu),lista gosci itd. jakis tydzien
temu on poznal na studniowce dziewczyne(19 lat) i sie zakochal. Malo tego gdy
tamta sie zapytala czy ma dziewczyne on wyparl sie jej.
Gdy sie spotkal ze swoja owczesna dziewczyna powiedzial jej o calym wydazeniu.
O tym ze sie nie przyznal,ze sie zakochal,ze lepiej mu rozmawiac z ta nowa,bo
sie nie kluca. Powiedzial jej takze ze jej nie kocha.Tydzien wczesniej
zapewnial ja o swoich uczuciach.
Dzis dziewczyna jest zalamana,wyglada fatalnie,bierze srodki na uspokojenie,
caly czas placze...
Nie wiem jak jej pomoc?? Nawet nie mieszkamy kolo siebie.Wiem to bo zadzwonila
do mnie.
Tak bardzo mi jej szkoda.
Moze ktoras z Was miala podobna sytuacje?? odpiszcie i poradzcie co zrobic!
    • Gość: Nell Re: nie wiem jak pomoc... IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 23.01.02, 14:35
      "Niech wyleczy kaca klinem", to czasami pomaga.
      • kora_i_brzoska Re: nie wiem jak pomoc... 23.01.02, 14:41
        wiesz,ze juz probowalam,ale problem w tym ze ona sie przeprowadzila do innego
        miasteczka i nikogo tam nie zna.Tam gdzie mieszkala poprzednio zostali wszyscy
        znajomi,i ten jej ex facet.Malo tego to on pracuje na pewnym stanowisku i
        ludzie sie z nim bardzo licza.Napewno teraz wszyscy beda sie z niej smiac.
        Wiec teraz nawet nie bedzie jezdzic do kolezanek.
    • upi Re: nie wiem jak pomoc... 23.01.02, 14:49
      Gość portalu: iza napisał(a):

      > Moja kolezanka(25 lat) byla z chlopakiem(26 lat) przez prawie 4 lata.
      > Planowali slub(jeszcze ze dwa tygodnie temu),lista gosci itd. jakis tydzien
      > temu on poznal na studniowce dziewczyne(19 lat) i sie zakochal. Malo tego gdy
      > tamta sie zapytala czy ma dziewczyne on wyparl sie jej.
      > Gdy sie spotkal ze swoja owczesna dziewczyna powiedzial jej o calym wydazeniu.
      > O tym ze sie nie przyznal,ze sie zakochal,ze lepiej mu rozmawiac z ta nowa,bo
      > sie nie kluca. Powiedzial jej takze ze jej nie kocha.Tydzien wczesniej
      > zapewnial ja o swoich uczuciach.
      > Dzis dziewczyna jest zalamana,wyglada fatalnie,bierze srodki na uspokojenie,
      > caly czas placze...
      > Nie wiem jak jej pomoc?? Nawet nie mieszkamy kolo siebie.Wiem to bo zadzwonila
      > do mnie.
      > Tak bardzo mi jej szkoda.
      > Moze ktoras z Was miala podobna sytuacje?? odpiszcie i poradzcie co zrobic

      Nie jestem kobietą i pewnie pewnych rzeczy nie rozumiem, ale wydaje mi się, że
      bardzo dobrze się stało, że odszedł od Niej. Facet nie wie czego chce. Poza tym
      pomyśl co by było, gdyby stało się to po ślubie, alebo jeszcze później np. po
      urodzeniu dziecka! Facet ten jest zwykłym dupkiem, po którym nie powinna uronic
      nawet łzy!!! No bo jak nazwac sytuację, w której ludzie planują ślub i jedyną
      przyczyną odejścia jest poznanie innej osoby?
      Co warto zrobić w tej kwestii? Wydaje mi sie, że Twoja koleżanka powinna zrobić
      sie na bóstwo i pokazać się wtedy temu facetowi... niech zobaczy co stracił

      Pozdr.

      • Gość: Nell Re: nie wiem jak pomoc... IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 23.01.02, 14:55
        "Co warto zrobić w tej kwestii? Wydaje mi sie, że Twoja koleżanka powinna zrobić
        sie na bóstwo i pokazać się wtedy temu facetowi... niech zobaczy co stracił'

        Taa, tylko, zeby zrobila to w jakis inny sposob, a nie przechadzala sie pod jego blokiem , odstawiona
        na bostwo.., to by bylo zenujace..

        Najlepiej, jakby poprzebywala wsrod innych ludzi, poznawala innych facetow..
        • upi Re: nie wiem jak pomoc... 23.01.02, 14:57
          Nell to miałem na myśli :-)

          pozdr.
          • kora_i_brzoska Re: nie wiem jak pomoc... 23.01.02, 15:02
            Dobrze myslicie!!! Niestety Ona nie wychodzi z domu od kilku dni i chyba nie
            planuje. A co do poznania innego...to powiedziala ze juz nigdy!
            Ona boi sie zakochac,zeby pozniej nie cierpiec.
            • upi Re: nie wiem jak pomoc... 23.01.02, 15:06
              kora_i_brzoska napisał(a):

              > Dobrze myslicie!!! Niestety Ona nie wychodzi z domu od kilku dni i chyba nie
              > planuje. A co do poznania innego...to powiedziala ze juz nigdy!
              > Ona boi sie zakochac,zeby pozniej nie cierpiec.

              W tym miejscu ciśnie się na usta powiedzenie "czas leczy razy"
              pozdr.
    • candy25 Re: nie wiem jak pomoc... 23.01.02, 15:15
      Obawiam sie że nie mozesz jej pomóc.Musi przejśc przez to sama , sama musi
      odpowiedzieć sobie na pytanie ,,dlaczego" bo w zdrowym zwiazku nie dziej se
      takie rzeczy. Zresztą w tej chwili jestem zbyt szczęśliwa aby być obiektywna.
      • Gość: Roman Re: nie wiem jak pomoc... IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 23.01.02, 15:36
        Takie rzeczy się zdarzają świat nie jest idealny. Koleżanka musi jakiś czas
        pocierpieć. Jedyne pocieszenie dla niej jest takie, że dowiedziała się o tym
        teraz a nie później np. po ślubie. Wtedy byłoby jeszcze gorzej.
        Facet mówi, że z tą nową się nie kłóci, ale przez pierwszy tydzień czy dwa to w
        zasadzie chyba nikt się nie kłóci. Pożyją cztery lata wtedy zobaczymy. Znam
        parę związków gdzie ludzie byli ze sobą po parę lat, chociaz nie za bardzo
        pasowali do siebie i w koncu sie rozstawali. Najczęściej i ona i on odnajdywali
        tego jedynego partnera. Może tak samo będzie w tym przypadku. Koleżanka teraz
        cierpi, płacze, ale za jakiś czas zapomni o nim, pozna kogoś nowego i jeszcze
        się bedzie cieszyć, że nie jest z tym swoim bylym. Nie mówie, że zdarzy się to
        za tydzień czy miesiąc. Ale może za rok, dwa. Na razie w ramach pocieszenia
        możesz jej przytaczać przykłady związków gdzie ludzie rozstawali sie a pozniej
        odnajdywali te drugie polowki pomaranczy (mozesz zmyslac).
        Pozdrawiam i zycze powodzenia.

        Aha. Jeszcze jedno. Gdyby ten facet chciał do niej wrocic po jakims czasie,
        przepraszajac i mowiac o najwiekszym bledzie w zyciu, niech mo pokaze drzwi.
      • Gość: doktor Re: nie wiem jak pomoc... IP: 134.65.105.* 23.01.02, 15:38
        najstarszym lekarstwem na zawod milosny jest nowa milosc.
        Niestety- czasem trudno sie po raz wtory zakochac. Moze to byc tylko
        zauroczenie albo uklad.
        Kobietka musi ochlonac i to nawet lepiej ze jest w nowym
        srodowisku. Na pewno ktos ja wyluska z grona kolezanek.
    • Gość: Dorota Re: Ja byłabym IP: *.radom.sdi.tpnet.pl 23.01.02, 17:31
      Chyba zadowolona gdyby facet odszedł ode mnie 2tyg. przed ślubem niż np. 2 tyg
      po ślubie.
      A Z TYM ŻE MOŻE ODEJŚĆ W KAŻDEJ CHWILI( I NIE PISZĘ TU TYLKO O ZDRADZIE) NALEŻY
      SIĘ LICZYĆ.
      Spróbuj jej to wytłumaczyć
    • Gość: Gabi Re: nie wiem jak pomoc... IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 23.01.02, 23:43
      A co taki stary facet robi na studniowce???? To chyba juz wczesniej znal
      panienke, a teraz posuwa takie bajery. Nie wiedzial tylko jak z narzeczona
      zerwac i tak brnal. No szkoda dziewczyny, ale tu sie nic nie zmieni. Musieli
      miec jakies problemy, albo wystraszyl sie tego slubu. Do diabla z nim.
      • Gość: Helena Re: nie wiem jak pomoc... IP: 213.134.140.* 24.01.02, 16:22
        Ja bylam w podbnej sytuacji, tyle, ze po drugiej stronie. Moj niedoszly
        malzonek, ktory chcial popelnic samobojstwo, plakal, histeryzowal, stal
        godzinami przed moim domem, aby zrobic mi na zlosc, zaczal spotykac sie z moja
        znajoma. Ona czula sie glupio, ale ja nie mialam nic przeciwko, a nawet
        powiedzialam jej, ze ma moje blogoslawienstwo, bo niedoszly dobre ma serce.
        Chyba ze dwa lata temu dostalam zaproszenie na ich slub. Nic tak dobrze nie
        robi na zlamane serce, jak bliskosc osoby plci przeciwnej.
        Pozdrawim
        H.
    • Gość: skubcio skubcio wie lepiej IP: *.westln01.mi.comcast.net 25.01.02, 03:21
      Trzy szczesliwe osoby i nikt im tego nie powiedzial!!!!!!!!!!!!!!!!!
      • Gość: Kaza Re: skubcio wie lepiej-do Izy IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.01.02, 08:51
        Mysle, ze skubcio ma racje mowiac o trzech szczesliwych osobach. Choc nie
        umniejszy to Twojego smutku i nie pozwoli poczuc sie lepiej, ale powiem, ze w
        zyciu bywa o wiele gorzej. Przed paroma laty bylam zwiazana z mezczyzna, ktory
        wydawal sie spelnieniem marzen. Pobralismy sie. Po slubie dosc szybko okazalo
        sie, ze nie tylko jest uzalezniony od alkoholu, ktory doprowadzil go do choroby
        psychicznej, ale jest damskim bokserem. Gdy uderzyl mnie pierwszy raz zdalam
        sobie sprawe, ze jego wspanialosc projektowalam tylko w glowie. Byla fikcja.
        Nie odeszlam jednak, gdyz ludzilam sie, ze moze cos jeszcze zmieni sie na
        lepsze. Pil jednak coraz wiecej i stawal sie coraz bardziej gwaltowny. Drugi
        raz uderzyl mnie zaraz po wyjsciu ze szpitala. Chcialam odejsc, ale nie
        pozwolil, a ja wowczas nie potrafilam wyrwac sie z matni. Chyba go wowczas
        jeszcze kochalam. Przez nastepne miesiace karmilam sie zludzeniami nie tyle ze
        bedzie lepiej, ale zludzeniami mego do niego uczucia. Trzeci raz byl razem
        decydujacym. Pewnego dnia w jego chorej wyobrazni zrodzila sie mysl, ze chce mu
        odebrac butelke zytniej stojaca na stole. Zamachnal sie, gdy przechodzilam obok.
        Zlapalam jego uniesiona dlon i powiedzialam, ze jesli jeszcze raz mnie i moje
        dziecko choc dotknie to roztrzaskam mu glowe. Zaczal rzucac wulgaryzmami,
        wyrzucac mnie z domu, do ktorego mialam takie same prawa jak on, odgrazac sie,
        ze mnie zniszczy. A ja? Spokojnie patrzylam jak wypelnia go nienawisc i
        pogarda. Nienawisc wyciskala sie kazdym jego otworem, kazdym porem skory. Byl
        jedna wielka kupa nienawisci. To byl koniec. Patrzylam na niego z litoscia i
        pogarda. Probowal mnie zranic, ale nie mogl juz. Ranil dopoki byly uczucia, ale
        z tych nie zostalo juz nic. Nie sadzilam, ze czlowiek, z ktorym cos mnie kiedys
        laczylo moze skladac sie tylko z ciala i nienawisci. Raniac i upadlajac mnie
        siegnac dna wlasnego czlowieczenstwa, dna wlasnego jestestwa. Nigdy nie bylo
        mnie tak lekko jak wtedy, gdy patrzylam na jego zalosne oblicze. Spojrzalam na
        jego dlonie, ktore kiedys dotykaly i przeszyl mnie wstret. Tyle wtedy zostalo
        z tamtego zwiazku. Uczucie wstretu pozniej dosc szybko przeksztalcilo sie w
        nic, niebyt emocjonalny, czlowiek przestal istniec, stal sie historycznie
        powietrzem. W zyciu mamy to na co zaslugujemy i zycie daje nam z nawiazka
        premie za to kim staramy sie byc. Nie mam z nim kontaktu, pewnie otrzymal swoja
        premie. Ja po uwolnieniu sie od tego kieratu stalam sie szczesliwa. Posiadam
        wielu znajomych, kilku dobrych przyjaciol, bardzo dobra prace, dzieci a co
        najwazniejsze spotkalam czlowieka, ktorego naprawde kocham i ktory jest dla
        mnie darem od Boga. Porazki, nieszczescia umacniaja nas i ucza w szkole zycia.
        Nie zaluje ani jednej przezytej chwili bo dzieki doswiadczeniom umiemy docenic
        to co jest wokol nas.
        Izo nie martw sie. Zycie jest piekne i na pewno dostaniesz jeszcze piekny
        prezent.
        • lakris Re: skubcio wie lepiej-do Izy 25.01.02, 14:04
          Kaza-ty to tak ladnie napisalas...ze az kreci sie lezka w oku.
          Szkoda ze musialas przez to wszystko przechodzic,ale na pewno nie ty jedna.
          Szkoda ze nie mozna nic zrobic z takimi kobietami,bitymi,poniewieranymi.one
          godza sie ze swym losem bo sa bezradne.Bo sie boja.Szkoda,bo tyle z nich moglo
          by miec lepsze piekniejsze zycie.
          Dowodem na to wszystko mozesz byc Ty,ta ktora potrafila sie uwolnic z
          pod "wladzy" tyrana i potwora.

          OBY WIECEJ KOBIET SIE ZDECYDOWALO NA TAKI ODWAZNY KROK W ICH ZYCIU!!!
        • Gość: inna iza Re: skubcio wie lepiej-do Izy IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 25.01.02, 14:24
          Nigdy nie byłam w żadnej z opisanych tu sytuacji, ale znam ten wstręt do
          butelki na stole i do jej właściciela.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja