Kwestia moralności...

18.02.09, 19:07
Pytanie głównie do dziewczyn:

Przyjęły byście prezent od adoratora, jeśli
kochacie innego faceta, z którym macie burzliwy związek,
a adorator o tym niekoniecznie wie?

Dałybyście sobie postawić drinka, albo obiad w restauracji?
Przyjęłybyście upominek, albo wystawny prezent typu np. meble?

Miałem dziewczynę i burzliwy z nią związek, która twierdząc,
że mnie kocha, bez zażenowania przyjmowała prezenty od pozostałych
adoratorów. Twierdziła, że to tylko mili i uczynni koledzy,
a ja się czepiam, bo nie potrafię sobię wyobrazić, że można coś
komuś bezinteresownie podarować, a moje aluzje, że w tym wypadku
nie ma mowy o żadnej bezinteresowności traktowała z oburzeniem.
Dziewczyna miała dziwny obyczaj w wielu kwestiach, więc uznałem,
że OK, dopóki obok szafy, którą kupiłem jej w prezencie nie stanęło
łóżko od 'kolegi', o którym wiem, że mocno o nią zabiegał, od
momentu kiedy pierwszy raz dała się zaprosić do knajpy po jednej z
naszych kłótni. Jednak i to wciąż nie przeszdadzało jej to
przyjmować prezentów odemnie jak też i od innych kolegów, którzy
chcieli jej się przypodobać w ten czy w inny sposób...

Pomijając aspekty zasadności tego związku- czy naprawdę jestem
przewrażliwiony, czy taki dzisiaj obyczaj, że postępuje się zawsze w
imię pragmatycznej zasady 'jak dają to biorę', a ja jestem po prostu
nie na czasie?
    • erillzw Re: Kwestia moralności... 18.02.09, 19:12
      Nie.
      Czyms innym jest upominek np. na urodziny.
      A czym innym sa prezenty z gatunku lozko, szafa.. I co moze za
      chwilę samochod?
      Dzioucha rysyje mi się na wygodna i wykorzystujaca adorowanie jej do
      wlasnych celow. Ma staly zwiazek - mka baze, ma gdzie wracac; ale ma
      tez stado feedbackow, ze jest taka rozchwytywana, ze wszyscy chca
      jej wszystko dac bo przeciez jest taka zaj***.
      Ani burzliwy zwiazek, ani nawet nieszczesliwy nie tlumaczy tego, ze
      przyjmuje ona prezenty od adoratorow i nie dociera do jej
      swiadomosci, ze oni zwyczajnie cos od niej chca a ona bawi sie ich
      uczuciami.
      Pomysl teraz. Skoro bawi sie uczuciami innych kolesi i ich tak
      wykorzystuje.. To jak myslisz.. jaki ma stosunek do Ciebie tak
      naprawde?
      • ruski_granat Re: Kwestia moralności... 18.02.09, 19:26
        Kochałem ją bardzo i słuchałem jej sugestii, bo wiem, że nie jestem
        ideałem- też mam swoje wady, swoje 'jazdy', ale jak dla mnie było
        tego za dużo. Moje zdanie na temat tej pani nie jest teraz
        najlepsze. Czuję tylko ogromną frustrację, bo dałem się wykorzystać.
        • jan_hus_na_stosie Re: Kwestia moralności... 18.02.09, 20:41
          ruski_granat napisał:

          > Kochałem ją bardzo i słuchałem jej sugestii

          Jeśli można wiedzieć, za co ją kochałeś? Co było w niej wyjątkowego czego nie
          posiadały inne kobiety?
          • ruski_granat Re: Kwestia moralności... 18.02.09, 21:59
            To jest dobre pytanie.

            Tych negatywnych cech nie widać na pierwszy rzut oka, a jak już
            człowiek się zakocha to pewne zdrowo-rozsądkowe reakcje mogą uledz
            niebezpiecznemu osłabieniu.

            Ona: Ładna, bystra, miła, rezolutna, pojawiła się w mojej
            bezpośredniej przestrzeni życiowej plus znalazło się trochę
            wspólnych odnośników kulturowych- takie rzeczy łatwo zauważyć i
            czasami tyle wystarczy do fascynacji. Myślę, że ona też była
            zafascynowana, pomimo swojej kompletnie fatalnej osobowości...
    • stedo Re: Kwestia moralności... 18.02.09, 19:13
      Pójście na drinka można zrozumieć jako koleżeńskie. Ale już przyjmowanie
      prezentów i to drogich jest absolutnie nie w porządku.
    • liisa.valo Re: Kwestia moralności... 18.02.09, 19:30
      Swoją drogą, to dość oryginalne, żeby kupować w prezencie łóżko czy szafę...
      Ale, odpowiadając na pytanie, drink, kawa czy obiad - dlaczego nie? Nie widzę w
      tym nic złego. Prezent na urodziny też nie. Ale kosztowne prezenty - to już
      zupełnie co innego, można je traktować zobowiązująco, więc tak to nie.
    • alpepe na głowie kwietny ma wiaaaanek 18.02.09, 19:31
      Ach dziewczyna, pięknie się stara, kosi pieniądz, ma jaguara...
      A może ona jest prostytutką rozliczającą się w barterze?
    • mamba8 Re: Kwestia moralności... 18.02.09, 19:33
      jak dają to biorę i nie czuję się zobowiązana na rewanż w jakiejkolwiek postaci.
      • jan_hus_na_stosie Re: Kwestia moralności... 18.02.09, 20:35
        współczuję ale nie Tobie, a ludziom którzy muszą przebywać w Twoim otoczeniu...
        • mamba8 Re: Kwestia moralności... 18.02.09, 22:48
          Wiesz...to ja współczuję twoim...bo dając komuś prezent nie można oczekiwać
          czegoś w zamian. Sama radość dawania powinna zaistnieć.

          Szkoda gadać.
          • mamba8 errata 18.02.09, 22:55
            To co napisałam ma zastosowania jedynie jeśli osoba, która podaruwuje nie
            odczuwa kupna mebli jako coś drogiego bo np robi te meble, ma tanio, meble nie
            są obciążające finansowo dla drugiej osoby.

            Gdyby adorator ciężko zarabiał i wydał sporą część powiedzmy pensji, to nie nie
            byłabym w stanie tego przyjąć z oczywistych względów.
            • jan_hus_na_stosie Re: errata 18.02.09, 23:06
              A przyjmowanie drogiego prezentu od faceta wobec którego masz spore podejrzenia,
              że może mu na Tobie bardzo zależeć a Ty wiesz, że i tak nie ma u Ciebie szans
              jest po prostu nie fair.
              • mamba8 Re: errata 18.02.09, 23:24
                Dlatego, że dając coś oczekujesz coś w zamian......a ja jestem taka amelia i
                mnie cieszy samo dawanie i sprawienie komuś przyjemności.

                Nie zrozumiemy się :)
          • jan_hus_na_stosie Re: Kwestia moralności... 18.02.09, 23:02
            Piękna wymówka aby bezdusznie wykorzystywać dobroć innych, przyjmować od nich
            prezenty i nie musieć niczego dawać w zamian. I jeszcze próbujesz pozować na
            szlachetną...

            Dla mnie logicznym jest, że jeśli ktoś jest dla mnie dobry, coś mi podaruje,
            zaprosi na imprezę to staram się w jakiś sposób zrewanżować takiej osobie. To
            jest normalne, ludzki zachowanie.

            Ty natomiast jesteś zdania, że nic nie musisz. Oczywiście, że nie musisz, nie
            musisz także mówić "dzień dobry" sąsiadce, nie musisz zostawiać napiwku
            fryzjerce która zrobi Ci wyjątkowo ładna fryzurę etc.

            To kwestia kultury osobistej, pewnego stosunku do innych ludzi i umiejętności
            wykazania swojej wdzięczności.
            • mamba8 Re: Kwestia moralności... 18.02.09, 23:20
              No tak, ale ja mówię o sytuacjach czysto męsko-damskich.
    • naparstnica_purpurowa Re: Kwestia moralności... 18.02.09, 19:34
      ruski_granat napisał:

      > Pytanie głównie do dziewczyn:
      >
      > Przyjęły byście prezent od adoratora, jeśli
      > kochacie innego faceta,

      NIE

      > Dałybyście sobie postawić drinka, albo obiad w restauracji?

      NIE

      > Przyjęłybyście upominek, albo wystawny prezent typu np. meble?

      Drogich prezentów nie przyjmowałam nawet od ukochanego. Od
      ukochanego dostawałam kwiatki, ksiązki, kubki, srebrną biżuterię.
      Jestem dość radykalna w tym względzie.

      Drogie prezenty (meble, dobry plecak, jakiś sprzęt do domu)
      przyjęłąm od rodziców i dziadków.

      >
      • erillzw Re: Kwestia moralności... 18.02.09, 19:42
        Stawianie drinków czy obiadu uwazam, że jest w gesti gentelmena i
        nie jest niczym złym.
        Ale cała ta reszta :/

        ruski_granat, każdy z nas czuł się wykorzystany w swoim życiu. Nie
        ma co żyć frustracją, bo do niczego Cię ona nie zaprowadzi. Nie
        jesteś już z ta laską a więc nie ma za bardzo sensu roztrząsać tego
        jaka była.. bo to już niewiele zmieni. Ani Ona nagle nie stanie sie
        inna ani Tobie się lepiej nie zrobi, bo mimo, że powiesisz na niej
        psy to nie zmieni to tego, że Cię wykorzystała.
        Przerabiałam sytuacje rozbierania frustracji, poddawnia się jej.
        Niczego to nie zmieniło w tym jak coś co się skonczyło wyglądało a
        ja się bez sensu nakręcałam jakimiś pierdołami które zdecydowałam
        się przecież uciąć. Tylko się cieszyć, że nie ma jej obok i nie
        wykorzystuje Cię dalej :)
        • naparstnica_purpurowa Re: Kwestia moralności... 18.02.09, 19:48
          erillzw napisała:

          > Stawianie drinków czy obiadu uwazam, że jest w gesti gentelmena i
          > nie jest niczym złym.

          Nie poszłabym na taki obiad/drinka, wiedząc,że zapraszający może coś
          do mnie czuć. Co innego wpaśc z kumplem do kafejki w drodze z zajęć,
          co innego przyjąć zaproszenie na obiad.
          To nieuczciwe, bo robi się temu komuś nadzieje.
          • erillzw Re: Kwestia moralności... 18.02.09, 19:51
            naparstnica_purpurowa napisała:
            > Nie poszłabym na taki obiad/drinka, wiedząc,że zapraszający może
            coś
            > do mnie czuć. Co innego wpaśc z kumplem do kafejki w drodze z
            zajęć,
            > co innego przyjąć zaproszenie na obiad.
            > To nieuczciwe, bo robi się temu komuś nadzieje.

            Zazdrosze dojrzałości zatem. :)
            ja kiedyś poszłam z kimś kto coś do mnie miał na spacer. Drugi raz
            nie będę już taka durna, żeby iść z kimś kogo lubie gdzieś, wiedząc,
            że on cos do mnie ma.
      • mruff Re: Kwestia moralności... 18.02.09, 20:22
        No to urządziliście panience M:)
        Wykorzystała "frajerów" i tyle.
        Dawali to brała...

        Nigdy od kumpla nie dostałam ani łózka ani szafy.

        Rozumiem Twoją frustrację ale nie wszystko da się przewidzieć.
        Ucz się na przyszłość.
    • agatracz1978 Re: Kwestia moralności... 18.02.09, 19:48
      Łóżko, szafa - trudno to nazwać prezentem dla dziewczyny. Prezentem to może być
      pudełeczko czekoladek, maskotka czy coś podobnego a nie meble, samochody czy
      droga biżuteria. Ta laska to zwykła utrzymanka i nic więcej.
      • liisa.valo Re: Kwestia moralności... 18.02.09, 19:51
        agatracz1978 napisała:

        > Łóżko, szafa - trudno to nazwać prezentem dla dziewczyny.

        Właśnie też zwróciłam na to uwagę.
      • tygrysio_misio Re: Kwestia moralności... 18.02.09, 20:31
        za urzymanie trzeba sie odwdzieczac..ciekawe czy i ona sie odwdziecza;]
    • informationes Re: Kwestia moralności... 18.02.09, 20:22
      Wydaje mi się, że wymyśliłeś całą tą historię, bo to się w głowie nie mieści,
      żeby będąc z kimś przyjmować cokolwiek od kogoś innego.
      Nawet od swojego chłopaka bym czegoś takiego nie przyjęła, najwyżej po
      zaręczynach jako sprzęt do wspólnego domu.
    • hellious Re: Kwestia moralności... 18.02.09, 20:33
      Panna pazerna i chcialby wsdzystkie sroki z pior obedrzec bez specjalnych konsekwencji. Fuj...
    • mono_stereo Re: Kwestia moralności... 18.02.09, 22:01
      Powiem więcej - drogi prezent wolałabym przyjąć od jakiegoś tam adoratora,
      którego odrzucam niż od mojego chłopaka. Głupio wykorzystywać kogoś, kogo się
      kocha. W związku preferuję równowagę, nie lubię drogich prezentów jak nie mogę
      się zrewanżować. Jak ktoś chce mnie uwielbiać tylko to wchodzę w to: obiady,
      kolacje, drinki i prezenty mile widziane:)
    • nostress.ka21 Re: Kwestia moralności... 18.02.09, 22:03
      To się nazywa sponsoring...
      • mono_stereo Re: Kwestia moralności... 18.02.09, 22:08
        sponsoring jest wtedy, kiedy prezenty są rozliczeniem za seks.
    • lacido Re: Kwestia moralności... 18.02.09, 22:52
      Jak ona to robi? Przydałby mi się materac może któryś z jej adoratorów by mi
      kupił ;)

      Jak dla mnie to trochę dziwne, może daje Ci do zrozumienie że inni robią to co
      Ty powinieneś? Gdybyś Ty jej to kupował nie musiałaby przyjmować prezentów od
      innych - żadne inne wyjaśnienie jej motywów postępowania nie przychodzi mi do
      głowy.Po tej szafie oczekiwała na resztę mebli ;)))
    • tylna.szyba Re: Kwestia moralności... 18.02.09, 22:52
      Nie mam oporow przed przyjmowaniem prezentow jesli wiem, ze
      ofiarodawca zna wszystkie fakty, ktore moglyby wplynac na decyzje o
      niedawaniu mi prezentu, tzn. jesli wie, ze np. nie kupi mnie w ten
      sposob, ze mam meza/adoratora itd. Sa osoby, ktore sie upieraja przy
      prezentach...nie ma sprawy - ja na ferrari jestem zawsz otwarta :)
      • gunik2000 Re: Kwestia moralności... 18.02.09, 23:17
        Nie lepiej samej na to ferrari zarobić :-)? I mieć w poważaniu łaskawych
        "prezentodawców" niezależnie od ich znajomości faktów. Reguła wzajemności jest
        ponoć bardzo silna w naszej psychice, czyli ty mi coś dajesz to ja muszę się
        jakoś zrewanżować.
        A opisywana panna wydaje się być, hmm nazwijmy to sprytna. Są adoratorzy to
        niech umeblują mieszkaniem, a co? Co się panna będzie wysilać
    • jj1978 Re: Kwestia moralności... 18.02.09, 22:55
      cala idea tego watku jest dla mnie niezrozumiala tak szczerze
      mowiac - jekby ktos z kim umawiam sie na randki kupil mi szafe albo
      lozko w prezencie zaproponowalabym mu zeby sie stuknal glowa o
      sciane chyba. tylko prosze nie mowcie ze jestem zazdrosna bo zaden
      chlopak mi szafy nie kupil:)
      • psc0 Re: Kwestia moralności... 18.02.09, 23:20
        A ja potrzebuję szafę rogową, lampę stojącą i jakiś ładny obraz.. może ktoś
        chętny ?? ;-) a tak na poważnie, to takie prezenty są dla mnie po prostu głupie.
        Taki prezent można przyjąć od rodziców, dziadków, jeśli to nie nadszarpuje ich
        funduszy w znaczny sposób. Od adoratora można dostać kwiatka, czekoladki,
        drinka, czy hot-doga, bo wg mnie wystawna kolacja to już troszkę za wiele..
        Natomiast od mężczyzny owszem przyjmę seksy bieliznę, ładną piżamkę, coś z czego
        oboje mamy pożytek ;-) natomiast już o jeansach nie ma mowy..
        Ogólnie kwestia prezentów jest bardzo śliską sprawą.. Dla każdego pewien próg
        jest gdzie indziej..
        ... I jak tu wszystkim dogodzić.

        A kobieta o której tu mowa, była bardzo wygodna, bo o czym innym tu mówić kiedy
        mężczyźni jej mieszkanie meblują....?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja