pinezka29
26.02.09, 09:07
Jesteśmy 5 lat po ślubie, jest nam razem dobrze, można powiedzieć,
że po jakimś czasie "docierania' już coraz mniej się kłócimy i
lepiej dogadujemy, ale.... Nasz codzienność wygląda mniej więcej
tak: wracamy z pracy, ja robię obiad, jemy, trochę rozmawiamy, potem
mąż idzie do siebie siada na necie i w zasadzie dopóki nie położy
się spać to już nie spędzamy czasu razem. A ja? Cóż, ja też staram
się zająć wtedy sobą - zajmuję się swoim hobby, czasami trochę
pracuję, czasami coś zrobię dla domu, no a z braku lepszych pomysłów
też siadam na necie, ale robię głównie jakieś bzdury i wcale mi się
to nie podoba (tak, tak - każde z nas ma swój komputer). Trochę mnie
to zaczyna niepokoić... Staram sie oczywiście wymyślać dla nas
jakieś wspólne zajęcia (wypady na miasto, ze znajomymi, spacery itp)
no ale ile można? Mąż od wieków nie przejawia żadnej inicjatywy,
nigdzie mnie nie zabiera, nic sam z siebie nie zorganizuje.
Przychodzi do domu, rzuca teczkę i do nocy siedzi przed kompem. Niby
nie mam na co narzekać - jest dla mnie dobry, wierny i kochający -
ale tak naprawdę żyje tylko kompem. Nie utrzymuje kontaktów ze
swoimi znajomymi, prawie nigdzie nie wychodzi, nie ma żadnego hobby,
nic. Jakby tego było mało - rzadko sie kochamy, no i chyba coraz
bardziej oddalamy od siebie. Czuję się jakbym mieszkała z bratem a
nie mężem No a ja coraz częściej zaczynam szukać towarzystwa innych
osób, bo ile można siedzieć w domu przed kompem. Mnie to nie kręci.
Czasami się zastanawiam czy to ma jeszcze sens - mam dopiero 29
lat... To co będzie dalej?