Dodaj do ulubionych

oceńcie sami-ja juz nie wiem co mysleć...?

03.03.09, 22:38
Sytuacja wygląda tak: ja 36 lat, On 46. Oboje po rozwodach, ja z
dzieckiem. Miłośc od pierwszego wejrzenia. 5 lat razem. Jeszcze nie
mamy ślubu.

Sytuacja sprzed kilku dni: kupiliśmy nowe auto wspólnie. Po miesiącu
jeżdżenia na parkingu spowodowałam stłuczkę. auto do naprawy w
autoryzowanym serwisie 250 km od miejsca zamieszkania. Auto
zawieźlismy razem.

Jak przyszło do odbierania wielka awantura: ja chcę, żeby on jecheł
ze mną, bo to daleko, sprawy techniczne związane przecież z NASZYM
autem, poza tmy bylismy umówieni jeszcze w inym salonie na
zamontowanie jeszcze kilku gadżetów w aucie. On, że to moje
fanaberie, że mi sie w głowie przewracało, że spokojnie moge jechac
sama, bo nie takie trasy pokonywałam np. na wakacjach. Ja, ze
wakacje to co innego, poza tym (najdalej sama było to 350km) tu
dochodzą sprawy techniczne, poza tym jak on może mnie tak sama
puszczać w tak długą trasę?! On, że nie ma urlopu, że go chcę
wykorzystać itp. Ja, ze to jest raptem 1 dzień (on urlopu ma 10 dni
więcej niż ja!)On, że wara mi od jego urlopu. Ja sie wku...am i
wychodze trzaskając drzwiami.

Nazajutrz(dzień wyjazdu)on dzwoni o 7.10-ja nie odbieram (nie mam
ochoty gadać, tym bardziej, ze on wczesniej zapowiedział, ze współny
wyjazd jest wykluczony), dzwoni 0 7.42-nie odbieram. Jestem w trasie
30 km od domu on dzwoni z pytaniem : no to jakie plany?, ja mu na
to, że jestem juz w trasie! On mi na to, krzycząc, że wziął urlop, a
ja robie sobie z niego żarty, więc ja mu na to, ze jest chamski i
bezczelny i trzepie słuchawką. Po chwili oddzwaniam i mówię ok, ja
kawałek wrócę i on kawałek dojedzie.

Po kilku chwilach jedziemy razem: ja dalej zła, nic sie nie odzywam,
on tez nic sie nie odzywa. Płaci mandat-jechał za szybko. Ja
negocjuję stawke o 200% mniejszą. Nie słyszę ani słowa podziekowania
z jego strony.

Przez cały dzien on jest na mnie obrażony, ze wziął urlop i
pojechał. Docina mi i źle traktuje.

Wracamy bardzo zmęczeni, on staje pod sklepem bo musi jedzenie
kupić. Po sklepie chodzi beze mnie jakby w ogóle mnie nie znając.
Potem płaci i wychodzi mówiąc "dobranoc" (w moim odczuciu do pań
sprzedawaczyń). I idzie do domu w ogóle ze mna sie nie żegnając i
nic nie mówiąc.
Krew mi oczy zalewa!

Jak ktoś doczytał to niech powie czy ja jestem nienormalna i mam
fanaberie czy jemu sie cos poprzedstawiało w głowie.(starałam sie
przedstawić sytuację obiektywnie)
maga
Obserwuj wątek
      • psc0 Re: oceńcie sami-ja juz nie wiem co mysleć...? 03.03.09, 23:09
        Ja bym to ujęła tak, oboje jesteście uparci !! :)
        Nie widzę w tej sytuacji nic nienormalnego, on chciał postawić na swoim w końcu
        uległ, a ty w nerwach pojechałaś sama, w końcu ty ustąpiłaś, oboje zdenerwowani,
        że nie wyszło po ich myśli..
        Jak dla mnie (osoby o bardzo ciężkim charakterze) nie ma w tym nic nadzwyczajnego..
        (choć rada może wydać się głupia, bo mówi ją 21latka) to idź do niego, przytul
        się, odpuść tym razem, a następnie próbuj po 1. Rozmawiać z nim bez nerwów, po
        2. czasami schować dumę do kieszeni:)

        pozdrawiam
      • marguyu Re: oceńcie sami-ja juz nie wiem co mysleć...? 04.03.09, 01:21
        Gdybym byla na jego miejscu tez bym sie wsciekla.
        Umiesz jezdzic na tyle zeby uszkodzic wspolne auto,ale gdy trzeba
        poniesc konsekwencje czyli je odebrac z naprawy, to juz stajesz
        sie "mala kobietka", bo 350 km to dluga trasa.
        Kobieto, to ty lepiej nie siadaj za kierownice!
        I jeszcze masz pretensje. Niby masz 36 lat a nie dotarlo do ciebie,
        ze dla mezczyzny samochod to powazna sprawa.
        Rozwalasz nowe auto i na a dodatek chcesz zeby cie nianczyl.
        Na jego miejscu wyslalabym cie na dodatkowe kursy, bo wyglada na to,
        ze jestes zagrozeniem dla innych. Stluczka moze zdarzyc sie kazdemu
        ale obawa przed zrobieniem 360 km swiadczy o tym, ze zaden z ciebie
        kierowca.
        • erillzw Re: oceńcie sami-ja juz nie wiem co mysleć...? 04.03.09, 03:03
          Ze niby o umiejetnosci kierowania swiadczy jechanie w trasie???
          LOOOOOL!!!!
          Ja osobiscie tez wole jechac w trasie z kims.. zawsze razniej...
          dobrze wiedziec, ze skoro mialam kilka stluczek i wole jezdzic z
          kims to jawne przeslanki ze nie powinnam wsiadac za kierownice... xD
          Uwielbiam takie odkrywcze opinie...
    • drie Re: oceńcie sami-ja juz nie wiem co mysleć...? 04.03.09, 01:42
      Wspolny wyjazd - Twoja fanaberia zdecydowanie.

      Mandat i reszta dnia - tez bym byla pewnie wkurzona. Tylko ja bym po
      prostu nie pojechala na jego miejscu. Niby do jazdy sie rwie, ale
      jak trzeba pojechac troche dalej i cos zalatwic, to jej chlopa nagle
      trzeba.

      Prawo jazdy w szuflade i autobusem zasuwac.


    • beata-12345 Re: oceńcie sami-ja juz nie wiem co mysleć...? 04.03.09, 11:11
      Oboje nie jesteście dojrzali. I chyba coś w Waszym związku
      szwankuje, skoro kłócicie się już o takie duperele. Przypomina mi to
      taki moment, kiedy związek jest na równi pochyłej i byle głupota
      staje sie powodem do kłótni. I wtedy nie chodzi już o to, że on nie
      chce Ciebie niańczyć, a Ty sama jechać, powody sa gdzieś głębiej
      ukryte.
    • aiczka Re: oceńcie sami-ja juz nie wiem co mysleć...? 04.03.09, 11:16
      Najwyraźniej oboje jesteście bardzo impulsywni i mało zależy Wam na zgodnym
      pożyciu. Czasami wyciągnięcie ręki wymaga przełamania się, ale jeśli chce się z
      kimś być, to czasem trzeba sie do tego zmotywować.

      Po pierwsze już o 7:10 należało odebrać telefon, bo wiadomo, że o takiej porze
      dzwoni się z ważnych powodów - najwyraźniej zależało mu na złapaniu Cię przed
      wyjazdem, raczej nie po to żeby Ci robić wymówki. Wtedy byś się dowiedziała, że
      właśnie do Ciebie jedzie czy coś i mogłabys się ucieszyć i podziękować i oboje
      byście sie przeprosili za dzień poprzedni. No, ale nie...

      Dalej kiedy odebrałaś telefon w trasie, nie należało krzyczeć, że jest chamski,
      tylko spokojnie zauważyć, że po wczorajszej rozmowie nie spodziewałaś się, ze
      będzie brał urlop i że mógł zawiadomić Cię o zamiarze wieczorem. Następnie
      należało przejść do umawiania się z pominięciem wyzwisk i rzucania telefonem.

      Kiedy się spotkaliście, powinnaś powiedzieć, że to miłe z jego strony, że
      zmienił zdanie, powtórzyć, że się tego nie spodziewałaś i przeprosić za
      nieodebranie telefonu rano. On powinien przeprosić za awanturę z dnia
      poprzedniego, przyznając, że raczej nie miałaś powodu przypuszczać, że będzie
      jechał z Tobą. Ty powinnaś przeprosić za awanturę z dnia poprzedniego.

      I wtedy byście byli na dobrej drodze do pogodzenia i miłego w sumie dnia z
      rozmowami w samochodzie, obiadem w restauracji itd.
    • tarantinka Re: oceńcie sami-ja juz nie wiem co mysleć...? 04.03.09, 11:31
      jak dla mnie to bez sensu brać urlop tylko po to bo masz fanaberię,
      sorry ale dla mnie 350 km to nie jest koniec swiata, a w razie
      problemów technicznych mogłabyś zadzwonić. Takze rozumiem faceta,
      ale fakt że nie potrafiliście tego inaczej rozegrac tylko
      przciągajac tak linę ze w koncu sie poobrażaliście - dzieciniada,
      widac oboje bardzo lubicie stawiać na swoim. I dlaczego nie
      odbierasz telefonu od niego, na prawde to taka tragedia posłuchac co
      ma do poweidzenia, ile kołoptów byś unikneła. Najgorsze to zakładac
      z góry że facet ma złą wolę. Poszedł ci na rękę wziął urlop, mimo
      ze obiektywnie to stracony dzień i sama bys sobie poradziła, inna
      rzecz jak to był taki problem mógł sam jechac ? po co w taką sprawe
      angażowac dwoje dorosłych ludzi - za dużo czasu macie ? Ja rozumiem
      masz obraz rycerza, który jest zawsze z toba gdy tylko tego
      potrzebujesz, ok rozumiem ale mogłaś jakoś łagodniej mu wytłumaczyć
      jak bardzo ci na tym zależy. Mi się wydaje że chciałas żeby z tobą
      jechał bo ci nudno by było tak samej w autku i mysle ze to by do
      niego bardziej dotarło niż te farmazony że sobie nie dasz rady.
    • agatracz1978 Re: oceńcie sami-ja juz nie wiem co mysleć...? 04.03.09, 11:40
      Cóż, mój mąż sam by zapytał czy nie pojechać ze mną. A jest dużo młodszy. Można
      było tę sprawę obgadać spokojnie. Pewnie każdy miła jakieś argumenty. Jeżeli
      jego jedynym było to że nie chciało mu się brać dnia wolnego to bez sensu. A
      teksty wara Ci od mojego urlopu - mało dojrzałe. Nie widzę nic złego w tym, że
      ktoś nie chce jechać sam w trasę. Może zwyczajnie byc raźniej i nie tak nudno
      wspólnie. A jak on by serio nie mógł - mówi że nie może i z jakiego powodu a nie
      krzyki i awantury. Jak dzieci.
    • kadfael Re: oceńcie sami-ja juz nie wiem co mysleć...? 04.03.09, 11:49
      A ja w ogóle jednej rzeczy nie rozumiem. Jedziesz ileś tam km po
      samochód samochodem? I co z tym samochodem, którym przyjechałaś
      robisz jak zabierasz ten z naprawy? Trzeba jechać w dwie osoby i nie
      jest to żadna fanaberia.
      Chyba, że dali Wam auto zastępcze. To wtedy wystarczy jedna osoba. I
      wg mnie powinna jechać ta osoba, która lepiej sie zna na autach i
      nie da zrobić w balona u mechanika, bo róznie to bywa.
      I to jest jasne, proste i logiczne. Natomiast Wy zrobiliście z tego
      aferę jak dzieci w przedszkolu...
    • maga100 Re: oceńcie sami-ja juz nie wiem co mysleć...? 04.03.09, 22:42
      Witam
      Dziękuję za wszystkie wypowiedzi.

      Przedstawiona sytuacja to tylko wycinek rzeczywistości, to twór,
      który jest zakorzeniony w wielu innych sytacjach, zachowaniach,
      nawykach, umowach, przyzywczajeniach itp, dlatego pisanie, ze np.
      jesli dzownił o 7.10 to musi byc cos waznego jest bezsensowne, bo
      dzwoni o 7.10 też i w innych banalnych sprawach.

      Podobnie komentarze pt. po co kupować auto skoro jego serwis jest
      250 km stąd. To zupełnie nie tak.

      A teksty: jak miałas stłuczke tzn., że nie umiesz jeżdzic są juz
      zupełnie debilne.

      Ktoś był zaciekawiony dlaczego samochodem po samochód. Dostaliśmy
      auto zastępcze.

      Ale.....dzięki tym wypowiedziom udało mi się spojrzeć na sytuację z
      boku i mam nadzieję dobrze ja ocenić i wyciagnąć wnioski co do
      swojego jak i mojego partnera zachowania.

      Za to Wam wszystkim serdecznie dziękuję.

      A jak sprawy się mają dziś?

      Całe popołudnie spędzilismy razem. Moje dziecko dostało od niego
      piękną książkę z mapami(bez okazji).
      I mam wrażenie, że oboje poczuliśmy jak nam siebie brakowało przez
      te przepychanki.

      ps. 200% oczywiście jest bzdurą, powinno byc 66% :)

      pozdrawiam
      • marguyu Re: oceńcie sami-ja juz nie wiem co mysleć...? 05.03.09, 10:27
        "A teksty: jak miałas stłuczke tzn., że nie umiesz jeżdzic są juz
        > zupełnie debilne."

        Tekst brzmial: stluczka moze zdarzyc sie kazdemu; obawa przed
        przejechaniem 350 km samodzielnie swiadczy o tym, ze nie umiesz
        jezdzic"

        Oprocz tego, ze nie umiesz jezdzic, jestes po prostu niedojrzala.
        Po co pytasz innych co mysla, wiedzac, ze ich opinie i tak
        potraktujesz wybiorczo?

        Zawracasz glowe sobie i innym, nie jestes w stanie zalatwic prostej
        sprawy, zachowujesz sie jak rozhisteryzowana ksiezniczka na grochu i
        jeszcze sie obrazasz albo obrazasz innych.
      • lesialesia Re: oceńcie sami-ja juz nie wiem co mysleć...? 05.03.09, 11:00
        zainteresował mnie mandat: 200% mniejsza stawka tzn że to policja Wam płaciła?

        kobieto gdyby ludzie po 5 latach związku mieli tylko takie kłótnie jak Wy to by
        NIKT nie brał rozwodu. co za dziecinada. w końcu postawiłaś na swoim, pojechał z
        Tobą więc o co Ci jeszcze chodzi? trzeba było odbierać telefon jak dzwonił to
        byś się nie musiała cofać.
        spotkaj się z nim przeproście się nawzajem zamiast się boczyk jak małe dzieci.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka