sumer-time
06.03.09, 01:51
Dziewczyny, nie śmiejcie się, to dla mnie jest naprawdę problem...
Ostatnio (jeszcze przed Postem) stroiłyśmy się na imprezę i założyłam
bluzeczkę ze sporym dekoltem. Nagle Kasia wyjeżdża z tekstem
"powinnas się zasłonić, bo widać Ci wgłębienie między piersiami".
Zdębiałam... mówię jej, że skoro mam spory biust, ładny dekolt,
proporcjonalną figurę, to dlaczego idąc na imprezę nie mam tego
podkreślić? A ona, że "jak widać <rowek>, to wygląda to jak u dzi..."
Tak myślałam nad tym i przypomniałam sobie, że takich historii było
już kilka... Kiedyś mierzyłam nowe jeansy i usłyszałam, że "mam za
gruby tyłek jak na taki opięty fason" (nota bene nieraz wymieniamy
się spódnicami i na każdą każda pasuje).
Jeszcze kiedyś opowiadała, jak mierzyła w sklepie bieliźniarskim
bieliznę i przymierzyła biustonosz z wkładkami, które minimalnie
powiększały biust, załozyła na to bluzkę i "miała taaaaakie
monstrualne piersi, że czym prędzej zdjęła ten biustonosz, bo
wyglądała jak wieloryb..."
Gabaryty nasz wyglądają tak:
Kaska:
173 cm
52 kg
biust 75 A/B, raczej nosi A
nie powiem, jest baaardzo szczupła i mogłaby być fotomodelką,
Ja:
162 cm
51-52 kg
biust 70 D/ 65F (92 w biuście, 72 pod)
Dziewczyny...wiem, że to wygląda jak post 16 latki, ale proszę, nie
traktujcie go tak. Ja naprawdę już zgłupiałam, nie wiem co mam o tym
myśleć. Jestem atrakcyjna, podobam się sobie, nigdy (sic!) nie miałam
kompleksów punkcie swojego wyglądu, czy wagi. Mam figurę klepsydry,
jestem dośc hojnie obdarzona przez naturę w biuście, lubię np. latem
trochę więcej odsłonić, wiem, że się podobam meżczyznom. Nie jestem
typem seksbomby, Angeliny Jolie, ale W PEŁNI AKCEPTUJĘ swój wygląd i
nic bym nie zmieniła.
Problem polega na tym, że osoba, którą uważałam do tej pory za
przyjaciółkę stara się wpędzic mnie w kompleksy! I to jeszcze w tak
"niski" sposób... Dziewczyny, ona ma 26 lat, jesteśmy dorosłymi
kobietami, a ona ma zagrywki żywcem przejęte od siksy z gimnazjum!
I jeszcze przeraża mnie - przepraszam za wyrażenie - sukowatośc
sposobu w jaki to robi. Niby normalnie gadamy o ciuchach, a ta nagle,
ze znawstwem w głosie wali komunikat o tym, że "to wygląda jak u
dzi..."
Po tym jak wyjechała z tym rowkiem chciałam jej wygarnąć, że skoro
sama nie ma i nigdy nie będzie miec rowka (ze względu na swój maleńki
biust) i przez to zazdrości, to niech się nauczy zazdrościć z klasą,
a nie po prostacku.
dZiewczyny, co byście zrobiły? Pryjaźnimy sie od paru lat, jesteśmy
różne, ale świetnie się dogadywałyśmy w innych sprawach nigdy nie
było między nami zgrzytów. Niby wszystko jest ok, ale raz na jakis
czas ona musi zasadzić jakąś niespodzinkę. I doskonale wie, że ja
wiem, że ona robi to specjalnie, ale mimo wszystko kontynuuje.
Jednocześnie stara się sprawić wrażenie bardzo pewnej siebie, chociaz
wie, że ja wiem, że tak nie jest.
Czuję, że ZACZYNAM TRACIC DO NIEJ SZACUNEK. Ale nie chcę skreślać tej
znajomości. Co byście zrobiły na moim miejscu, jak byście
wyperswadowały jej stosowanie takich praktyk?
A może ja rzeczywiście jestem gruba???