??? Jak mam się liczyć z żoną ???

18.03.09, 19:39
Mam debilną sytuację. Jesteśmy z żoną 5 lat po ślubie, mamy 4-
letniego synka. Od początku nasze małżeństwo było trudne, m.in. z
powodu pieniędzy. Podzieliliśmy się bieżącymi wydatkami, ale z tego
co zostawało żona sporo wydawała na ciuchy, a ja naiwnie
finansowałem działkę, meble, samochód, itp. Nieraz byliśmy o krok od
rozwodu, ale w końcu wywalczyłem rozdzielność majątkową. Mieszkamy w
2-pok. mieszkaniu żony, które jest już za małe dla naszej rodziny i
były już o to kłótnie. Syn za 2 lata pójdzie do szkoły, a na razie
nawet nie ma swojego łóżka. Żona chciałaby mieszkać w domu, ale przy
jej rozrzutności bałem się wspólnie brać kredyt. Podczas kolejnej
groźby rozwodu trafiła mi się okazja, więc sam wziąłem kredyt i
kupiłem 3-pok. mieszkanie, bo w przyszłości z alimentami żaden bank
by mi pewnie nie dał. Samemu mi tyle metrów na razie niepotrzebne
więc tymczasowo chciałem je wynająć aby kredyt się spłacał, ale znów
pogodziliśmy się więc moglibyśmy tam zamieszkać. Żona też wolałaby
się przenieść do mojego, ale znów jest problem z finansami. Ja
uważam, że rodzice powinni wspólnie płacić za poprawianie standardu
życia rodzinie. Aby uniknąć kolejnej kłótni o wydatki zaproponowałem
aby zamieszkać w wynajętym (cudzym) i koszty podzielić po połowie,
ale żona boi się wynajmować bo wg niej ktoś nas zaraz wyrzuci, poza
tym to wyrzucanie pieniędzy, itd. Z drugiej strony nie uważa, że za
życie w moim mieszkaniu może zapłacić jedynie połowę opłat, poza
tym „chce coś zaoszczędzić” z wynajęcia swojego mieszkania. Kredyt i
koszty wykończenia spłacam ja, w końcu to moje mieszkanie, ale nie
stać mnie żebym znów tylko ja płacił za to, aby nam się żyło lepiej.
Jak to widzicie, co robić? Będę wdzięczny za opinie i rady.
    • yoka1 Re: ??? Jak mam się liczyć z żoną ??? 18.03.09, 19:48
      to jest chory układ - powinniście się rozstać.
    • maretina Re: ??? Jak mam się liczyć z żoną ??? 18.03.09, 19:51
      macie dwa mieszkania a chcecie dla siebie wynajac? sorry.... gratuluje Tobie
      "oszczednosci". dajcie sobie z zona spokoj. to nie jest rodzina, to spolka z o.o.
    • skarpetka_szara Re: ??? Jak mam się liczyć z żoną ??? 18.03.09, 19:53
      Teoretycznie to powinno wygladac tak:
      Jezeli obydwoje pracujecie, i jako tako wasze obowiazki domowe sa
      podzielone, to koszty "wspolne" - jak mieszkanie, dzieci,
      jedzienie, itd, itd, - powinny byc proporcjonalnie dzielone wedlug
      wysokosci zarobkow.
      Przyklad: Zona zarabia 3,000, ty zarabiasz 9,000zl, obydwoje
      zarabiacie: 12,000. Wiec Zona placi 25% (3,000/12000= .25), a ty
      75% (9,000/12,000).
      Teraz dodaj wszystkie wydatki - i placicie procentowo.

      A druga sprawa to w zdrowej rodzinie o podniesieniu standardu
      decyduja obie strony. I w ogole ta Twoja sytuacjia wydaje mi sie
      chora.
      • nederlandka Re: ??? Jak mam się liczyć z żoną ??? 18.03.09, 19:57
        Niech każdy zamieszka w swoim mieszkaniu i sam je opłaca,dzieckiem
        podzielcie się po połowie,tydzień u Ciebie tydzień u żony.Na seks
        wynajmujcie pokój na godziny w hotelu,oczywiście dzieląc po połowie
        koszta.Paranoja...
    • skarpetka_szara Re: ??? Jak mam się liczyć z żoną ??? 18.03.09, 19:54
      Acha, tutaj 90% osob powie ci ze potrzebujesz sie rozwiesc.

      Chce ci tylko oszczedzic zdziwienia.
      • maretina Re: ??? Jak mam się liczyć z żoną ??? 18.03.09, 20:02
        skarpetka_szara napisała:

        > Acha, tutaj 90% osob powie ci ze potrzebujesz sie rozwiesc.
        twoim zdaniem malzenstwo bez zaufania jest w stanie normalnie funkcjonowac? a
        moze swoim bystrym okiem wypatrzylas w poscie chociaz cien milosci, ktora laczy
        tych dwoje? moze dla ciebie jest normalne to, ze majac dwa mieszkania rodzina do
        zycia wynajmuje trzecie... dla mnie to objaw patologii do kwadratu. biedne
        dziecko, na co ono patrzy, czego sie uczy?
        • nederlandka Re: ??? Jak mam się liczyć z żoną ??? 18.03.09, 20:07
          maretina napisała:

          > skarpetka_szara napisała:
          >
          > > Acha, tutaj 90% osob powie ci ze potrzebujesz sie rozwiesc.
          > twoim zdaniem malzenstwo bez zaufania jest w stanie normalnie
          funkcjonowac? a
          > moze swoim bystrym okiem wypatrzylas w poscie chociaz cien
          milosci, ktora laczy
          > tych dwoje? moze dla ciebie jest normalne to, ze majac dwa
          mieszkania rodzina d
          > o
          > zycia wynajmuje trzecie... dla mnie to objaw patologii do
          kwadratu. biedne
          > dziecko, na co ono patrzy, czego sie uczy?
          >
          >
          Pewnie nadmiar kompa osłabił pracę mojego cerebrum,ale zupełnie nie
          kumam co autor postu miał na myśli.Ktoś mnie oświeci?
          • maretina Re: ??? Jak mam się liczyć z żoną ??? 18.03.09, 20:12
            mojego postu nie rozumiesz czy postu autora watku?:)
            • nederlandka Re: ??? Jak mam się liczyć z żoną ??? 18.03.09, 20:15
              Pasuję.Już wiem ,dlaczego nie rozumiem.:P
        • skarpetka_szara Maretina, o co Tobie chodzi? 18.03.09, 20:14
          Napisalam ze tak bedzie. Nie komentowalam czy to dobrze czy zle.
    • horpyna4 Re: ??? Jak mam się liczyć z żoną ??? 18.03.09, 20:07
      Jak dla mnie, to trochę popieprzony układ, ale można chyba tak:
      Przenosicie się do większego mieszkania, mniejsze wynajmujecie komuś
      po cenie wolnorynkowej. A właściwie wynajmuje żona, skoro ono jest
      jej. A Tobie płaci za to, że mieszka w Twoim i w tej sprawie nie
      ustępuj, skoro jest rozdzielność majątkowa. Ustal taką cenę, żeby
      sporo jej jeszcze zostało z tego wynajmu na własne potrzeby, to nie
      powinna się sprzeciwiać. Ale też taką, żeby ulżyła Tobie w spłacie
      kredytu lub bieżącej eksploatacji. To chyba się da?
      • monhann2 Re: ??? Jak mam się liczyć z żoną ??? 18.03.09, 21:12
        W tym zwiazku widze przejawy zasady: kochajmy sie jak bracia a
        liczmy sie jak Zydzi. Z tym, ze tej milosci jakby wcale tam nie
        bylo. Trafila kosa na kamien, zdaje mi sie, ze jedynym celem dla Was
        obojga jest kasa. Tak, to mi bardziej wyglada na spolke a nie
        rodzine!
      • fuks0 Re: ??? Jak mam się liczyć z żoną ??? 19.03.09, 19:03
        A nie łatwiej byłoby jakby żona oddawała mu połowę kwoty, którą dostałaby za
        wynajem mieszkania? Niemniej moim zdaniem chory układ...
    • mahadeva nie widac w tym za bardzo milosci :))) 18.03.09, 20:18
    • venettina O rany... ale kociol :( 18.03.09, 21:50
      Wiesz, jak sie na to patrzy zzewnatrz, to najlepszym rozwiazaniem
      jest rozwod. Nie wiem jak wy mozecie tak zyc... Makabreska. Az sie
      nie chce wierzyc.

      Wynajmijcie ksiegowa, zeby wam liczyla wplaty i wyplaty do tej
      spolki, ktora tworzycie zamiast malzenstwa, to chyba najlepsze
      rozwiazanie. Poza tym na wypadek rozwodu wszystko bedzie na pismie.
      • venettina Re: O rany... ale kociol :( 18.03.09, 21:53
        Ha, napislam swojego posta nie czytajac nic procz wpisu autora. A
        teraz widze... Coz za zgodnosc opinii! :)
    • eastern-strix Re: ??? Jak mam się liczyć z żoną ??? 18.03.09, 23:27
      mysle,ze gdyby autor byl kobieta obarczona rozrzutnym mezem, ktory wiekszosc
      zarobkow wydaje na gry komputerowe, to opinie bylyby inne.

      wspolczuje sytuacji.
      • maretina Re: ??? Jak mam się liczyć z żoną ??? 18.03.09, 23:29
        napisalabym to samo. spolka z o.o i tyle. to nie jest rodzina.
        • silic Re: ??? Jak mam się liczyć z żoną ??? 19.03.09, 00:54
          >spolka z o.o i tyle.

          Czyli małżeństwo. Wszystko się zgadza.
      • pestka_ks wyhodowaliście chory związek 19.03.09, 08:55
        jak w ogóle można tak żyć???
        A pomyśleliście o dziecku.Pewnie myślisz że jest za małe- otóż nie- dokładnie
        wszystko zapamięta i będzie miła niezłą schizę;) przez całe życie. To dopiero
        "kapitał"...
        • wlatca_moh Re: wyhodowaliście chory związek 19.03.09, 09:35
          Dzięki za wypowiedzi - spodziewałem się, że większość nie napisze
          nic konstruktywnego. Żona jest uparta i nie zamierza w niczym
          ustępować, nie widzi też swojej winy. Ciekawe ile z Was ma: 20
          płaszczów i kurtek, 21 żakietów, 41 sukienek i spódnic, 53 spodni,
          20 jeansów, 59 koszul, 88 bluzek, 54 swetry, 21 torebek czy 47 par
          butów? Tyle naliczyłem 2 lata temu gdy się wkurzyłem, bo twierdziła
          że wcale nie ma tego aż tyle, poza tym to normalne bo jej bogatsze
          koleżanki "też tyle wydają". Żona uważa, że rolą męża jest budować
          dom i zapewniać utrzymanie, ja wolę równouprawnienie. Terapie nic
          nie dały i nie rozwiodłem się głównie aby nie krzywdzić syna, ale
          czasem się zastanawiam czy nie stchórzyłem. Biorę na siebie część
          winy, że tak z nami wyszło, ale zamiast płakać nad stworzeniem sp. z
          o.o. bardziej interesuje mnie jak je ratować, a zwłaszcza nie
          tworzyć kolejnych problemów synowi. Dlatego zastanawiam się czy jest
          jeszcze inne rozwiązanie poza opcjami: 1) rozwód, 2) uparte
          rozliczanie się, 3) ustąpienie i płacenie samemu na lepsze warunki,
          choćby dla syna? Może naiwnie wierzę, że to się kiedyś jeszcze
          poprawi?
          • drugi.dwukropek Re: wyhodowaliście chory związek 19.03.09, 09:53
            wlatca_moh napisał:
            > Dzięki za wypowiedzi - spodziewałem się, że większość nie napisze
            > nic konstruktywnego.

            Hehehe, skoro nie interesuje Ciebie takie rozwiązanie jak rozejście się, trzeba
            to było zaznaczyć w pierwszym poście. A rozwód w Twojej sytuacji to przecież
            jest właśnie konstruktywne rozwiązanie :)

            > Ciekawe ile z Was ma: 20
            > płaszczów i kurtek, 21 żakietów, 41 sukienek i spódnic, 53 spodni,
            > 20 jeansów, 59 koszul, 88 bluzek, 54 swetry, 21 torebek czy 47 par
            > butów?

            Ciekawe, gdzie żona to wszystko trzyma? W tym dwupokojowym mieszkaniu??? Nie wierzę.
          • lenkaaaa Re: wyhodowaliście chory związek 19.03.09, 10:02
            A co powiesz na taki układ. Siadacie i ustalacie, że
            1) przenosicie się do wiekszego mieszkania
            2) drugie wynajmujecie
            3) Obie pensje na jedno konto+ te z wynajmu
            4) Z tego konta opłaccie w pierwszej kolejności rate kredytu,
            rachunki
            5) ustalacie pozostałe wieksze wydatki na ten miesiąć
            6) ustalacie koszty utrzymania domu (jedzenie, środki czystości)
            7) Odkładacie coś na przyszłość -zabezpieczenie jakieś musi być-w
            razie choroby czy innych sytuacji
            8) Z tego co zostaje żona w miesiącu kupuje sobie np. jedną torebkę
            lub coś innego a Ty coś innego jak potrzebujesz

            Problem pojawi sie wtedy gdy nie starczy Wam juz np na 6 punkt , ale
            na tym polega małżeństwo i wspolna kasa.
            • lenkaaaa Re: wyhodowaliście chory związek 19.03.09, 10:09
              Zwracam jeszcze uwage na to,że Twoja żona może być po prostu
              uzależniona od zakupów. A to jest choroba i potrzebna jest terapia.
              Jeśli zależy Ci na małżeńtwie, dobru dziecka i nie będziesz myślał
              tylko o tym jak się ustwić w razie rozwodu może dostrzeżesz,że ona
              po Prostu potrzebuje pomocy i Ty możesz jej to ułatwić.
            • drugi.dwukropek Re: wyhodowaliście chory związek 19.03.09, 10:10
              enkaaaa napisała:
              > A co powiesz na taki układ.
              > 8) Z tego co zostaje żona w miesiącu kupuje sobie np. jedną torebkę
              > lub coś innego a Ty coś innego jak potrzebujesz

              Myślę, że to nie przejdzie. Żona ma chyba jakiś problem z zakupoholizmem ;)
              Ciekawią mnie motywy, dla których autor wątku chce utrzymać ("ratować?") ten
              związek. Chyba nie ze względu na dobro dziecka... ://
          • pestka_ks Re: wyhodowaliście chory związek 19.03.09, 13:22
            Nie napisałam nic o rozwodzie, jak zauważyłeś, bo uważam, że jeśli będziecie
            chcieli to wszystko jakoś sobie poukładacie, ale to na pewno nie będzie tak "hop
            siup i po krzyku";), skoro tyle czasu się to już ciągnie.
            Im większe "embargo" zacząłeś nakładać na żonę (w sumie ze zrozumiałych
            powodów), to myślę, że w niej to jeszcze bardziej potęgowało "upartość", a tak
            naprawdę to chyba ona w ten sposób odreagowuje stres, rozterki itp itd, tak jak
            ktoś inny zapomnienia szuka np. w alkoholu. Zakupy to też może być nałóg (możesz
            o tym poczytać google).
            Tak czy owak, jeśli zależy Ci na rodzinie i choćby jeszcze trochę na żonie, to
            powinniście się wybrać na terapie- ale nie tylko ona "bo ma problem", ale
            obydwoje, bo może dzięki temu coś zrozumiesz, a ona uzna swoje niewłaściwe
            zachowanie, otworzy się.

            Wśród moich znajomych są związki, które wyplątały się WSPÓLNIE z różnych
            tarapatów: finansowych, uzależnień itp., więc Wam się może też udać, pod
            warunkiem właśnie, że jeszcze jest między Wami to "coś":)
            Nie będzie łatwo, ale małymi kroczkami, rozmowami pozbawionymi pretensji i
            wypominania (wiem że to trudne), można czasami duuużo zdziałać.
            Ale to już zależy od Ciebie/Was.

            Powiem Ci tak "od siebie", że jeśli mąż ustanowił by, lub choćby wspomniał o
            rozdzielności majątkowej, to dla mnie było by to równoznaczne z początkiem końca
            małżeństwa.
            NIE MOŻNA być osobno, a jednocześnie razem...
            • wlatca_moh Re: wyhodowaliście chory związek 19.03.09, 14:01
              Uważam, że między nami jest jeszcze to "coś", dlatego wciąż jesteśmy
              razem, kwestia tylko aby kompletnie nie zgasło. To co je wznieci
              przynajmniej po mojej stronie to chęć uczciwego kompromisu, którego
              na razie nie widzę. Nie oczekuję "hop siup i gra" i chciałbym jej
              pomóc, ale żona przestaje chcieć chodzić na terapię gdy słyszy coś
              nie tak jak by oczekiwała, poza tym wyłapuje z kontekstu to co jej
              pasuje. Poza tym żaden psychoterapeuta nie powie "Sorry, ale tak się
              nie robi", więc ona brnie dalej. Wydaje mi się, że to jest jakiś
              szerszy problem. Co do rozdzielności to w pewnym sensie zgadzam się,
              że rozdzielność jest jakimś Rubikonem, ale nie dążyłbym do tego
              gdybyśmy potrafili się dogadać. Wg mnie ona teraz szuka okazji żeby
              się odegrać, bo głupio zrobiła zgadzając się na rozdzielność. Ja też
              nie wyobrażałem sobie związku z osobną kasą, ale muszę radzić sobie
              z tym co życie przynosi.
              • drugi.dwukropek Czy to znaczy, że korzystaliście już z terapii?j/n 19.03.09, 14:32
                wlatca_moh napisał:
                > ale żona przestaje chcieć chodzić na terapię gdy słyszy coś
                > nie tak jak by oczekiwała, poza tym wyłapuje z kontekstu to co jej
                > pasuje.
                • wlatca_moh Re: Czy to znaczy, że korzystaliście już z terapi 19.03.09, 14:46
                  Do drugi.dwukropek: byliśmy już u różnych osób, ale to niewiele
                  dało. Każdy psychoterapeuta mówi to samo: nic się nie zmieni jeśli
                  nie będziecie chcieli oboje.
                  • drugi.dwukropek Re: Czy to znaczy, że korzystaliście już z terapi 19.03.09, 14:56
                    wlatca_moh napisał:
                    > byliśmy już u różnych osób, ale to niewiele
                    > dało. Każdy psychoterapeuta mówi to samo: nic się nie zmieni jeśli
                    > nie będziecie chcieli oboje.

                    Bo to święta prawda. Chociażbyś stawał na głowie, w pojedynkę nic nie zdziałasz.
                    Sam musisz podjąć decyzję co dalej robić. Bo do tanga trzeba dwojga...
              • pestka_ks Re: wyhodowaliście chory związek 19.03.09, 20:32
                No widzisz, tak w życiu bywa: czasem to żona musi zmagać się z niedomaganiem;)
                męża (alkoholizm, pracoholizm itp.), a często również zdarza się, że to mąż musi
                radzić sobie z jakimś problemem u żony:(
                Pomimo tylu już tu głosów "rozwiedź się" ja dalej twierdzę, że jeśli Wam na
                sobie zależy to wszystko może uda się naprawić.
                Pewnie to bardzo proste powiedzieć komuś "rozwiedź się i po problemie", ale że
                to nie jest takie proste (przede wszystkim emocjonalnie), to na szczęście nie
                każdy się przekonuje.

                Dużą przeszkodą do wyprostowania Waszych układów będzie tutaj to, że to tak
                długo trwa, że zabrnęliście za daleko, dlatego też naprawianie może też potrwać
                długo i będą zdarzać się wzloty i upadki, szczególnie upadki. Ale czy warto to
                chyba już wiesz.
                Nie wiem czy skorzystasz z mojej rady, ale może sam spróbuj znaleźć poradnię/
                psychologa, z którym spotkasz się sam- może w internecie znajdziesz najbliższy
                ośrodek, który zajmuje się pomocą w różnych uzależnieniach i problemach, a nie
                tylko w tych "typowych". Kluczem na pewno będzie znalezienie terapii, która
                ukierunkowana jest na ten konkretny problem, przy szczególnym nacisku na rodzinę
                (tzn. uzdrowienie sytuacji rodzinnej).
                Wybierz się na wizytę (bez wiedzy żony) do takiej poradni i spróbuj wypracować
                ze specjalistą sposób postępowania w takim przypadku.Po pierwsze co dwie głowy
                to nie jedna (szczególnie tesli ktoś miał już może wiele podobnych przypadków),
                a po drugie pozwoli Ci na chłodno i z dystansem spojrzeć na pewne sprawy, co nie
                jest możliwe jeśli żona siedzi obok i jasno daje do zrozumienia, że nie wie
                czemu ktoś ma do niej pretensje.
                Życzę powodzenia:)
                • pestka_ks Re: wyhodowaliście chory związek 19.03.09, 20:42
                  Aha i jeszcze jedno.
                  Może spróbuj namówic żonę na przegląd garderoby, tak żeby odłożyła rzeczy w
                  których nie chodzi, które sa jej juz nie potrzebne, jesli sie zgodzi to pomóż
                  jej w tym, ale absolutnie powstrzymaj się od komentarzy typu" ile ty tego masz"
                  "po co ci tyle" itp..
                  Wystawcie te rzeczy po prostu na allegro- mówię serio- można odzyskac jakąś
                  cześć kasy, w szafie zrobi się przestronniej, a i żona może dojdzie do
                  niespodziewnych dla siebie wniosków.
                  Nie wierze że we wszytkim chodzi i na wszystkich rtzeczach jej zależy, no chyba
                  że się mylę.
                  Na sprzedaży rzeczy używanych można "odzyskać" na allegro całkiem niezłą kasę
                  (wiem z doświadczenia:), ale oczywiście wymaga to też trochę pracy- zrobienie
                  ładnych zdjęć, ich obróbka, stworzenie estetycznej aukcji, może ktoś by się tym
                  zajął, jeśli sami nie potraficie:)
          • lacido Re: wyhodowaliście chory związek 19.03.09, 14:46
            Ciekawe ile z Was ma: 20
            > płaszczów i kurtek, 21 żakietów, 41 sukienek i spódnic, 53 spodni,
            > 20 jeansów, 59 koszul, 88 bluzek, 54 swetry, 21 torebek czy 47 par
            > butów?

            to się już nie dziwie że nie ma miejsca na łózko dla dziecka ;/
            • pestka_ks Re: wyhodowaliście chory związek 19.03.09, 20:14
              Ja też nie mam mało ubrań, w sumie nigdy nie liczyłam, ale aż tyle to chyba nie;)
    • tarantinka Re: ??? Jak mam się liczyć z żoną ??? 19.03.09, 09:40
      trudno mi uwierzyć, że takie problemy biorą się same z siebie, chyba
      w innych sprawach tez nie możecie sie dogadać, wasze małżeństwo
      rozbija sie bo żona za dużo ciuchów kupuje ? trudno mi sobie
      wyobrazić ile tego może być. Tak sobie wyobraziłam, że mój partner
      przepuszcza kasę np. na figurki do jakies gry, oddzielnosć majątkowa
      to dobry pomysł, no bo jesli jest tak jak piszesz to rzeczywiście
      lepiej myslec głową niż zadłużać rodzine. Jezeli miałabym taką
      sytuację, nie chciała rozwodu bo powiedzmy doszłabym do wniosku że
      partner jest skrajnie nieodpowiedzialny, może nawet chory ale jednak
      chcę z nim być to hm. Dalej mieszkałabym w tym 2 pokojowym
      mieszkaniu, opłaty - jedno wspólne konto, mieszkanie 3 pokojowe bym
      wynajeła, kasa z wynajmu = kredyt, jesli by coś zostałby
      odkładałabym. Na pewno nie wziełabym sobie na głowe rozrzutnego
      partnera + kredyt nawet jesli wiązałoby się to z lepszymi warunkami
      mieszkaniowymi. Inna rzecz że to twój punkt widzenia, żona pewnie
      uwaza cię za sknerę, którego stać na kredyt na mieszkanie a nie nie
      moze przeboleć nowej bluzki.
      • wlatca_moh Re: ??? Jak mam się liczyć z żoną ??? 19.03.09, 10:22
        Dla ciekawych: zbudujcie sobie szafę wnękową po sufit na półtorej
        ściany, napchajcie tam towaru po kilka rzeczy na wieszak, buty
        upchnijcie ciasno w pudełkach pod łóżko, to będziecie zaskoczone ile
        się pomieści. Mi wystarczą 2 półki, 1 szuflada i 2 wolnostojące
        wieszaki z Conforamy. Chyba jasne jest, że w tych warunkach gości
        raczej nie przyjmujemy. Niezłą telenowelę można by o nas napisać, na
        razie jakoś się dotarliśmy w tym zawieszeniu broni. Nie szastam kasą
        na głupoty, bo są wazniejsze rzeczy na które lepiej ją wydać. Ale
        skąpy chyba nie jestem skoro niemało już wydałem na wspólne rzeczy.
        Po prostu dłużej tego znosić nie zamierzam, tym bardziej że żona nie
        zarabia dużo mniej ode mnie, a parę lat temu zarabiała nawet więcej.
        Za krótko jednak byliśmy razem przed ślubem, naiwnie brałem jej
        wcześniejszy styl życia ze fanaberie wolnej kobiety, i że po ślubie
        ustalimy jak żyjemy. Mi zależało bardziej np. na 2-im dziecku niż na
        ciuchach, proponowałem nawet żonie "transakcję", ale też nie
        przeszło. Rozwód oczywiście jest opcją ostateczną, ale wolę raczej
        sam cierpieć niż żyć z myślą, że synowi brakowało na codzień tatusia.
        • drugi.dwukropek Re: ??? Jak mam się liczyć z żoną ??? 19.03.09, 11:18
          wlatca_moh napisał:
          > Rozwód oczywiście jest opcją ostateczną, ale wolę raczej
          > sam cierpieć niż żyć z myślą, że synowi brakowało na codzień tatusia.

          Nie namawiam do rozwodu, skoro szukasz jakiegoś innego wyjścia. Ale grubo się
          mylisz, że pozostając w tym małżeństwie i w tym układzie wbrew sobie cierpiał
          będziesz tylko Ty. Dziecko dużo bardziej odczuje (co zaprocentuje negatywnie w
          przyszłości) niezdrową atmosferę i brak miłości w domu niż Tobie się wydaje.
          Brak tatusia w domu czasami jest mniej szkodliwy, niż wychowywanie się w
          toksycznym, chorym małżeństwie.
          Pomyśl o jakimś fachowcu (psycholog, psychoterapeuta, mediator), bo forum Ci nie
          pomoże w podjęciu życiowych decyzji.
        • paskud_agg Re: ??? Jak mam się liczyć z żoną ??? 19.03.09, 11:49
          To czemu w razie rozwodu nie chcesz walczyć o prawo opieki nad synem? Już
          zdecydowałeś, że jakby co, to zostanie z matką?
    • kadfael Re: ??? Jak mam się liczyć z żoną ??? 19.03.09, 10:16
      Myslałes o skorzystaniu z usług mediatora? A jesli zona rzeczywiście
      jest zakupoholiczka może jakas terapia?
    • ya.79 Re: ??? Jak mam się liczyć z żoną ??? 19.03.09, 11:15
      Moja rada dla Ciebie - nie ustępuj. Rozumiem dlaczego nie chcesz się rozwieść,
      wcale się nie dziwię. Kiedy ma się dziecko to optyka się zmienia, człowiek za
      wszelką cenę stara się naprawić nawet chory związek niż go po prostu - jak
      nakazuje logika- rozwiązać. W tej sytuacji to niestety musisz w sprawach
      finansowych zachowywać się jak wspólnik spółki z o.o.. Finansowanie
      funkcjonowania domu bezwzględnie na pół - rachunki, jedzenie, meble, wakacje,
      utrzymanie dziecka, samochodu, mieszkania itd.. Wspólnego konta nie polecam w
      tej sytuacji, ponieważ to tylko będzie dla Ciebie stres, czy starczy a ona nie
      wyda pod wpływem chwili, albo będzie Ci co chwilę wypominać że nie może
      swobodnie dysponować kasą. To finansowanie na pół może się wydawać męczące, więc
      proponuję usiąść spisać ile kosztuje gospodarstwo domowe i podzielić kto za co
      płaci, tak żeby wychodziło mniej więcej po równo. Zakupy spożywcze na zmianę.
      Natomiast tamto drugie mieszkanie - wynajmij i spłacaj z niego kredyt. Będzie
      kiedyś dla syna, to też jest jakiś dla niego komfort. Jeśli zdecydujesz się że
      zamieszkacie w twoim mieszkaniu, to podziel również koszt kredytu, ale nie jako
      udział w spłacie kredytu lecz jako zwiększony udział w wydatkach domowych - np.
      niech płaci wszystkie opłaty - bo w przeciwnym wypadku jak się pokłócicie to
      każe ci jeszcze oddawać to co wpłaciła na kredyt ( i niestety będzie miała
      racje.) Może twoja żona jest uzależniona, a może po prostu wygodnie przerzuca
      odpowiedzialność za utrzymanie domu na Ciebie. W każdym razie przyda się jej
      wiadro zimnej wody na głowę, niestety na tym polega dorosłość, że płaci się za
      swoje i dziecka utrzymanie - ja mając mieszkanie i roszczeniowego małżonka,
      wyniosłabym się na m-c do swojej chaty - żeby uzmysłowić drugiej stronie, że
      wcale nie mam obowiązku jej utrzymywania i realizowania czyiś wizji nt. związku
      z pokrzywdzeniem moich oczekiwań.
      • wlatca_moh Re: ??? Jak mam się liczyć z żoną ??? 19.03.09, 12:32
        ya.79: dzięki za rady i pocieszam się, że jednak ktoś też widzi to
        podobnie jak ja. Wydatki już kiedyś spisaliśmy i podzieliliśmy, ale
        teraz doszło to mieszkanie. Niestety żadne wiadro niczego jej nie
        nauczy, bo ma grono koleżanek, które słuchają tylko jej wersji więc
        przyznają jej rację. Wolę się też nie wyprowadzać, choć już kiedyś
        to zrobiłem, bo może oskarżyć mnie o porzucenie rodziny (mimo, że
        bez rozwodu zacząłem płacić alimenty). Poza tym dobrze pamiętam
        płacz synka gdy wychodziłem od niego wieczorem. Jestem też realistą -
        na 99,99999999999% żaden sąd nie przyzna mi prawa aby syn mieszkał
        ze mną. Musiałbym chyba udowodnić, że moja żona jest jakimś
        potworem. A przecież ma tylko jedną małą wadę - uwielbia ciuchy...
    • powiewlata Re: ??? Jak mam się liczyć z żoną ??? 19.03.09, 11:23
      jesteś z Poznania czy jak? tragedia.. człowieku dziwię się, że żona
      jeszcze od Ciebie nie odeszła, bo taki mąż to prawdziwe
      nieszczęście..
    • 83kimi Re: ??? Jak mam się liczyć z żoną ??? 19.03.09, 13:07
      A może zróbcie tak - wszystkie przez Was zarobione pieniądze idą na wspólne
      konto + każdy ma osobne, na które przelewacie co miesiąc "kieszonkowe" w
      zależności od Waszych możliwości może to być 50 zł czy 5000 zł i kieszonkowe
      każdy wydaje na, co chce (może być na 500 parę spodni), a za resztę płacicie
      rachunki, jedzenie itd. Wtedy nie powinno być problemów - każdy ma tyle samo na
      własne przyjemności i nikt nie powinien czuć się pokrzywdzony.
    • wrednabeksa Re: ??? Jak mam się liczyć z żoną ??? 19.03.09, 13:20
      Hmmm... nie wiem czy u Ciebie uda się to przeprowadzić ale ja, z
      moim rozrzutnym mężem, mam układ. Wszystko co zarobimy wkładamy do
      jednej kasy (i pieniądze z nadgodzin i dodatkowe dochody i wygrane z
      totka - wszystko). Z tych pieniędzy każdy z nas bierze tzw.
      kieszonkowe (jest dokładnie określone i co miesiąc takie same, jak
      potrzebuję więcej i dobieram z kasy to za zgodą męża i w następnym
      miesiącu muszę wsiąść mniej). Z pozostałych pieniędzy opłacamy
      wszystkie płatności i codzienne zakupy. Większe wydatki są wspólnie
      uzgodnione. Jak kiedyś coś nam zostanie to odłożymy na „czarną
      godzinę” ;-P
      U Ciebie problemy z takim rozwiązaniem widzę dwa. Pierwszy - żona
      musiałaby chcieć kompromisu, a jeśli nie koloryzujesz to ona uważa
      to że ma mnóstwo ciuchów za normalne i ograniczenie jej odbiera jako
      niesprawiedliwość. Drugi – żona może uważać że ubrania są zakupami
      podstawowymi, a że ona potrzebuje ich więcej, to będzie jak jest.
      Jeśli uda Ci się doprowadzić do sytuacji by przyjęła, że swoje
      ciuchy kupuje tylko ze swojego kieszonkowego (oczywiście wtedy to
      kieszonkowe musi być odpowiednio duże – ale jest to pewien sposób
      ograniczenia wydatków), a z reszty nie wydaje na siebie ani złotówki
      to byłaby jakaś szansa...
      A tak przy okazji, ja też jestem rozrzutna, więc z mężem prowadzimy
      prawie codzienne rozliczenia (oczywiście wspólnej kasy, w
      kieszonkowe sobie nie zaglądamy), tak więc jak któreś z nas zaczyna
      mieć zbyt lekką rękę to zawsze można sprawdzić i powiedzieć
      np. „kochanie, to już Twoja piąta bluzeczka, albo spasujesz albo
      teraz kupujemy mi nowy garnitur” – rzut oka na rozliczenia i
      wychodzi że na nowy garnitur nie ma i kwestia bluzeczki znika).

      A jak to nie wyjdzie to pozostaje zgodzić się na wspólne
      zamieszkanie w Twoim mieszkaniu pod warunkiem że z wynajmu jej
      mieszkania będzie płacony Twój kredyt. Resztę, która zostanie,
      możesz w ramach kompromisu pozwolić jej wydawać jak chce.


      A tak przy okazji, zakupoholizm podobno jest chorobą i trzeba ją
      leczyć. I jak alkoholizm wymaga współdziałania rodziny, słyszałeś
      coś o współuzależnieniu? :-(
      • misiu.stefan Do: wlatcy moch 19.03.09, 14:08
        Czytając Twoje posty dochodzę do wniosku, ze jesteś normalnym
        facetem, z głową na karku, który troche się w tej całej sytuacji
        zaplątał. Niestety...

        Myslę, ze żona nie zgodzi się aby zarobiona kasa z wynajmu jej
        mieszkania szła na spłatę kredytu.

        Proponuję tak: mieszkajcie w 2- pokojowym mieszkaniu, przemeblujcie
        je tak że Ty z żoną będziecie mieszkać w salonie, a synek w drugim
        pokoiku (przynajmniej będzie miał swoje łóżko).

        Ty wynajmuj swoje mieszkanie - dostaniesz kase na spłatę kredytu -
        będzie Ci łatwiej, a wydatki na obecne mieszkanko dzielcie równo pół
        na pół. Jesli zona zarzuci Ci że jest pokrzywdzona, bo czemu Ty
        zarabiasz na wynajmie a nie ona, to zgaś ją tym, że mieszkanie
        kupiłeś z myślą o synu - za wiele lat jak podrośnie to je dostanie
        albo w spadku.
        Narazie niekt nie zarzuci Ci że porzucasz rodzinę, że nie łożysz na
        syna (po połowie wydatki na mieszkanie, życie i synka).
        Jesli tak się potoczą Wasze losy, że np. za 2 lata się rozstaniecie -
        będziesz miał mieszkanie, żeby zacząć wszystko od nowa (bedziesz
        przynajmiej na tym polu zabezpieczony).

        Naprawdę szkoda mi Waszego synka - moi rodzice też strasznie się
        całe życie kłócili o pieniądze - rozliczali, kto ile zarabia, ile
        wydaje. Mieli współnosć majątkową a faktycznie - rozdzielność.
        Mama ciągle ma o to żal do ojca.
        I jak dorosłam to zobaczyłam, ze zaczynam zachowywać się podobnie -
        mój chłopak mnie ściągnął w odpowiednim momencie na ziemię i
        dosadnie uświadomił, że nie mozna wszystkiego przeliczać na kasę.





        • wlatca_moh Re: Do: wlatcy moch 19.03.09, 14:38
          Też tak myślę, tylko mam jedno "ale": czy ważniejsze pokazać żonie,
          że się nie złamię, czy też lepiej zapewnić synowi sensowne warunki?
          Żona wcześniej chodzi spać, więc idzie do syna, bo wszystko jej
          przeszkadza - cicha telewizja, światło z salonu wpadające przez
          szparę pod drzwiami, itd. Paranoja!
        • dickers a czy jej czasem wątroba nie gnije??? 19.03.09, 14:41
          użyj odpowiednio dobranej argumentacji :)))))))))))
    • lacido Re: ??? Jak mam się liczyć z żoną ??? 19.03.09, 14:44
      czytam i czytam i się pogubiłam

      wniosek mój taki: dobrze że nie mam chłopa ;)
      • kurczak1 Re: ??? Jak mam się liczyć z żoną ??? 19.03.09, 14:53
        Nie no lacido, nie przesadzajmy z tym feminizmem. Facet chyba do
        rzeczy, a babka jest uzależniona
        • misiu.stefan Re: 19.03.09, 15:45
          A czy Wy potraficie porozmawiać spokojnie o tym co komu przeszkadza?

          Jeżeli w Twojej żonie nie ma chęci do naprawienia wszystkiego,
          uratowania małżeństwa i wyjścia z tej chorej sytuacji to niestety
          albo Ty zaciśniesz zęby i będziesz się męczył dla dobra syna, albo
          się rozwiedźcie i niech każde będzie szczęśliwe w sposób jaki chce.

          Szkoda życia na bycie nieszczęśliwym.

          Pytanie - czy nie boisz się zmian? Miejmy nadzieję, ze na lepsze,
          oczywiście.


          • wlatca_moh Re: 19.03.09, 16:31
            Jak jest spokojnie to rozmawiamy, ale ile razy można wałkować to
            samo? Żona też chciałaby aby między nami się poprawiło, ale uważa,
            że to ja mam się zmienić - ona nie słyszała o mężu, który brałby od
            żony kasę za mieszkanie. Racja, ale ja też nie słyszałem o żonie
            która wydaje w kółko na coś, czego nie ma nawet czasu użyć. Pewnie
            że szkoda życia, ale ja już trochę pożyłem. Moi rodzice nie
            zgotowali mi rozbitej rodziny, więc też staram się uchronić przed
            tym nasze dziecko. Ale gdybym nie miał syna to raczej by mnie nie
            było na tym forum...
            • 10iwonka10 Re: 19.03.09, 20:51
              Twoja zona jest 'spendocholiczka' ty chcesz w cos zainwestowac
              kupujesz nowe mieszkanie a ona najchetniej wszystko by wydala na
              ciuchy. Ktorych jak piszesz nie jest nawet w stanie wszystkich
              nosic....i przypuszczam ze czesc w miedzyczasie wyjdzie z mody.
              Kompletne marnotrastwo pieniedzy. Ale wydaje mi sie ze spendoholizm
              to jest pewnego rodzaju zaburzenie jak np gry hazardowe....

              Jesli ona sobie tego nie uswiadomi to raczej smutna bedzie wasza
              przyszlosc.
              • wlatca_moh Re: 20.03.09, 09:28
                Z tym Allegro też już kiedyś o tym myśleliśmy, ale jakoś nigdy do
                tego nie doszło. Ale dzięki za wszystkie słowa otuchy, chyba
                jeszcze "powalczę". Pozdrawiam!
        • lacido Re: ??? Jak mam się liczyć z żoną ??? 20.03.09, 14:49
          no to zmieniam, dobrze ze nie mam baby ;)))
Inne wątki na temat:
Pełna wersja