mimila
24.03.09, 11:26
Niby życie zaczyna się po trzydziestce... ale mam wrażenie że moje się
skończyło w momencie gdy mój mąż powiedział że odchodzi po 11-stu latach
wspólnego życia. Znalazł sobie nowszy 10 lat młodszy model.. chociaż to
jeszcze nie było takie najgorsze. Płakałam ale dziwnie przeżyłam i zaczęłam
uczyć się żyć sama. Nawet nieźle mi to wychodziło do momentu kiedy jednak
stwierdził że popełnił błąd i chciał wrócić a ja powiedziałam "zamknięte". Bo
jak wybaczyć zdradę i porzucenie? Teraz urządza mi piekło na ziemi... Wszyscy
nasi wspólni znajomi się ode mnie odwrócili bo takich rzeczy im nagadał że
głowa boli... Ja się stałam obiektem nagonki i przyczyną wszystkich klęsk na
ziemi i w kosmosie.
Mając 31 lat czuję się stara... stara zmęczona życiem kobieta... Nie mam siły
nawet rano wstać z łóżka... wszelkie sukcesy przestały cieszyć a życie stało
się szare... Nie rozumiem dlaczego po tylu latach spędzonych razem można
okazać się tak bezduszną osobą... przecież to on odszedł to on znalazł sobie
kochankę... No tak bo jak twierdzi byłam beznadziejna pod każdym względem...
kiepska matka, żona i kochanka... więc musiał sobie poszukać szczęścia na
zewnątrz...
Zawsze byłam optymistką, wszyscy mówili że tak pozytywnie nastawionej osoby do
życia jeszcze nie znali... a teraz zamknięta w czterech ścianach, załamana
staruszka zarówno ciałem jak i duchem... Gdyby nie praca i dziecko to nie wiem
czy w ogóle chciałabym wychodzić do ludzi... no i to użalanie się nad sobą...
Jak to jest że człowiek który przez tyle lat był mi tak bliski zrobił ze mnie
szczęp nerwów i osobę niezaradną. Poddałam się po prostu kapitulowałam...
Jak odzyskać siły do walki jak się nie poddać skoro każdy skrawek ciała tak
bardzo boli?... wszystko boli...