Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje...

24.03.09, 14:34
Jestem od niedawan na forum i raczej bywałam jako osoba biernie
czytająca wpisy, niźli tworząca je.
W moim zyciu pojawaiły się mega zmiany, i do konca nie wiem jak
sobie z tym wszystkim poradzić, mam namiary na psychologa, ale
myśle, że nie jest, aż tak źle ze mną :) Kazda uwaga jest dla mnie
ważna więc liczę na Wasze słowa, ponieważ może pozwolą mi spojrzeć
na to wszystko z innej perspektywy.
Jakiś czasem temu nie przyjełam oswiadczyn mojego faceta z którym
byłam 5 lat, planowaliśmy wspólną przyszłośc ale pół roku temu nasze
wspolne cele zaczeły sie rozmywać.
O małżeństwie nie rozmawialiśmy za często - nie należę do tych
kobiet które marzą o bialej sukni.
W momencie kryzysu jedyną dorgą do ratowania naszego związku dla
mojego faceta były oświadczyny i to tez uczynił z nadzieją że
rozwiażą się wszystkie nasze problemy.
Ja jednak w takiej chwili, gdy waża się losy mojego życia i widzę,
że każde z nas idzie w inna stronę, nie przyjęłam pierścionka.
Minęło juz parę tygoni, od smutnych oświadczyn nie widujemy się, a
ja zaczynam tęsknić. Wiem, ze on na mnie czeka.
Przez 5 lat byl zawsze obok, zawsze ze mną, zawsze byliśmy razem. A
teraz od kilku tygodni pustka.
Z jednej strony chcialabym z nim być, ale z drugiej skoro
zdecydowaliśmy się na tak kategoryczne kroki, czy powrót ma jakiś
sens?
Pozdrawiam
k.
    • sibeliuss Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 24.03.09, 14:40
      Jeśli były powody dla których nie przyjęłaś oświadczyn to zastanów
      się dlaczego tak zrobiłaś. Czy to była miłość czy uzależnienie, a
      teraz kierujesz się strachem przed samotnością?
      Dziewczyno, bądź konsekwentna, tylko tak zapracujesz na szacunek
      otoczenia.
      • kubankalanka Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 24.03.09, 14:46
        Tylko świadomość tego, ze nalezy byc konsekwentnym i odpowiedzialnym
        za swoje czyny trzyma mnie przy tej decyzji.
        Owszem między nami byly spięcia i różengo rodzaju rozterki, ale
        oboje znależliśmy sie na życiowych zakrętach i nie potrafiliśmy
        sobie pomóc...byliśmy gdzieś obok - ale przecież wszystko jest do
        naprawienia...
        Jak odróżnić w takim razie uzależnienie od milości?
        :)
        • sibeliuss Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 24.03.09, 14:55
          A jak za kilka lat znów nastapią spięcia i życiowe zakręty to
          poczujesz, że zmarnowałaś sobie życie.
          --
          Uzależnie ma tylko jedną definicję.
          • observatoreromano słuchaj co radzi spec i od tramwajów i od tyłka :) 24.03.09, 16:47
            na pewno pomoże...
            • hegemon72 bycie starą panną to nie wstyd dzisiaj 26.03.09, 12:45
              więc nie pękaj
          • alajna85 Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 24.03.09, 16:49
            Nie ma chyba związków bez spięć i zakrętów, no chyba że ze sobą już nie
            rozmawiamy i nie rozwijamy się. To, że trzeba być konsekwentnym( skoro odmówiłaś
            to teraz się tego trzymaj) tez do mnie nie przemawia. Każdy z nas popełnia błędy
            ale tylko głupek dalej w nie brnie nie potrafiąc się do tego przyznać. Wg mnie
            najważniejsze w tym przypadku jest to, byś się zastanowiła, dlaczego za nim
            tęsknisz, czego Ci brakuje. Czy nie chodzi tylko o strach przed samotnością.
            Pamiętaj, trawa zawsze jest bardziej zielona tam, gdzie nas nie ma. Nie chodzi
            mi o tkwienie w związku na siłę, ale o umiejętność realnego ocenienia swoich
            uczuć, oczekiwań, drugiej osoby.
        • k-x Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 25.03.09, 09:53
          kubankalanka napisała:

          > Jak odróżnić w takim razie uzależnienie od milości?
          > :)
          uzależnienie można podciągnąć pod miłość. A jeżeli nie, możesz sama
          określić co lepsze. Samotność? W końcu coś Was trzymało przy sobie w
          ciągu 5 lat.
        • skarpetka_szara Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 26.03.09, 13:53
          Jezeli teraz nie potraficie roztrzygnac waszych problemow, to co
          bedzie po slubie? Jak kilka lat po slubie znowu wasze drogi sie
          rozejda, to co zrobisz? rozwod?
        • puhyes Re: Nie przyjmuj! Nie przyjmuj! 27.03.09, 07:50
          Zmarnujesz gościowi życie, zamęczysz tego typu rozterkami jakie
          tutaj prezentujesz. Będziesz go zanudzać plotkami przyniesionymi z
          pracy wymuszając komentarz o sprawach, które go nie interesują.
          Zamiast robić co lubi, będzie myślał jak wyrwać cię z depresji. Daj
          sobie spokój. Jemu też.
      • pikapikaczu Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 25.03.09, 11:42
        moje gratulacje, właśnie uratowałaś swoje życie od totalnej zagłady! Potem
        związana "świętym węzłem małżeńskim", przytłoczona poczuciem winy i
        odpowiedzialności byłabyś nieszczęśliwa na zgliszczach związku, który teraz w
        porę skończyłaś. Nie przejmuj się, tęsknisz bo to naturalne. Ale i tak jestem
        pełna podziwu!
        • kubankalanka Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 25.03.09, 11:50
          Pikapikaczu, własnie ten obraz miałąm przed soba gdy zbaczyłam
          pierścionek, że przyjmuje go tylko dlatego, ze go dostaje a nie
          dlatego ze go chce.
          Nie chciałam się obudzić pewnego dnia z ręką w nocniku. Wtedy byłam
          pełna obaw, na każdej płaszczyźnie mojego życia zachodziła zmiana
          (mieszkanie, praca, studia) i pierśionek nie byl dobrym
          rozwiązaniem, wręcz przeciwnie wszystko napiętnował. Moj luby nie
          potrafił mi w zaden sposób pomóc, więc wybral zaręczyny i to raczej
          z myslą o sobie. Ile potrzeba czasu aby wyleczył rany?
          Nie uważam , zeby jeszcze większa miłość mogła mi pomóc dlatego
          licze na czas :)
          • pikapikaczu Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 25.03.09, 12:11
            czasu trochę upłynie i łez pewnie też, ale na pewno podjęłaś słuszną decyzję. Ja daję minimum rok na pozbieranie się do kupy, trzeba być dzielnym.
          • kwiatwinogron Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 30.03.09, 12:35
            Trudno doradzac innej osobie, na podstawie paru zdań. byłam w podobnej sytuacji,
            bylismy ze sobą prawie 7 lat, z czego ostatnie ponad 2 lata, ja próbowałam
            odejsc 3 razy. Nie moglismy sie dogadac, drogi nam sie zwyczajnie rozchodziły,
            pozostało przywiązanie. Rozmowy pozostawały rozmowami, nie zmieniało sie nic.
            Nie mogłam za niego wyjść za maż, gdzies sie we mnie burzyło. W koncu zdobylam
            sie na odwage, powiedziałam koniec. Dzis kazde z nas jest szczesliwe z kims
            innym, nawet utrzymujemy kontakt. Moze warto zajrzec w głąb siebie i zapytac
            samą siebie, czego ja chce?
      • racetam Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 26.03.09, 14:48
        sibeliuss napisał:

        > Dziewczyno, bądź konsekwentna, tylko tak zapracujesz na szacunek
        > otoczenia.

        Dokładnie! na szacun trzeba zapracować i zasłużyć. Mam kilka koleżanek które
        długo na to pracowały. Były bardzo konsekwentne. Konsekwencją ich
        konsekwentności jest to że są teraz same i cierpią. Ale czasem są podziwiane
        (formą litości) i czasem też cieszą się szacunkiem innych. Debili.
      • merlinnn Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 27.03.09, 22:10
        ale szybkie dymanko przeszło koło nosa
    • kitek_maly Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 24.03.09, 14:42

      A czemu brak przyjęcia oświadczyn oznaczał rozstanie?
      • kubankalanka Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 24.03.09, 14:49
        Jakoś tak wszystko poleciało po tych oświadczynach, nie chcialam
        czekać aż podejmie kolejną próbę.
        On sam nie wiedział co zrobić to odszedł.
        Nie widzieliśmy innego rozwiązania
    • stinefraexeter Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 24.03.09, 14:45
      A czego tak naprawdę chcesz?

      a) Chcesz być z nim i walczyć o ten związek?

      No to spotkajcie się i pogadajcie. Powiedz, co ci nie pasuje, co musiałoby się
      zmienić. Zobaczcie, czy to w ogóle możliwe, czy jesteście w stanie dojść do
      porozumienia i być stanowczy w swoich postanowieniach.

      b) wiesz już, że nic się nie zmieni i wróciłabyś do tego samego, czego nie
      możesz zaakceptować?

      W takim razie popłacz przez godzinę/dzień/tydzień, a potem obetrzyj łzy i ruszaj
      do przodu.

      Aha, nie daj sobie wmówić, że "jemu zależy". To znaczy tak, na pewno zależy, ale
      najprawdopodobniej zależy mu na statusie quo, który tobie nie odpowiada.

      Bądź silna i konsekwentna, na cokolwiek się zdecydujesz.
    • anaisanais Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 24.03.09, 15:23
      oczywiscie byloby bez sensu przyjac oswiadczyny jesli widzisz ze ten
      zwiazek nie ma przyszlosci. to nic nie naprawi, moze jedynie
      odwlecze.
      ale zastanow sie nad tym co to spowodowalo, na czym polega
      to "pojscie inna droga?" i "rozmywanie celow".
      w zwiazku wazna jest komunikacja, mowicie rozmawiac o tym czego
      chcecie; zastanow sie czy nie dal sie ratowac tego co zbudowaliscie
      • i_ga Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 27.03.09, 10:39
        Moim zdaniem to zeleży od tego jaki był konkretnie powód Twoich
        wątpliwości, na czym polegał ten rozdźwięk między Wami i czy można
        to naprawić???
    • kamelia04.08.2007 Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 24.03.09, 15:37
      a czy ty myslisz, ze od oswiadczyn białej kiecki itd, itp, to wasze
      drogi znowu sie zbiegna, a cele bedą tozsame? Wszystko bedzie
      ładnie, pieknie??

      oj naiwna...
    • pajda-chleba Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 24.03.09, 16:07
      odpowiedz sobie na jedno zajebiscie wazne pytanie:czy ty go kochasz?Z twojej
      wypowiedzi wynika,ze to nie jest mezczyzna do ktorego jestes
      przywiazana.Zastanow sie.Posluchaj wlasnego serca.I jesli go kochasz,wroc do
      niego(ja na jego miejscu po takim upokorzeniu juz bym nie czekala).Jesli
      natomiast twoje cele sa wazniejsze,odpusc sobie.juz i tak wystarczajaco go
      skrzywdzilas.
      • pajda-chleba Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 24.03.09, 16:09
        poprawiam.To jest mezczyzna do ktorego jestes przywiazana ale go nie kochasz.
    • hotally Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 24.03.09, 16:19
      BIEGNIJ DO NIEGO!! Powiedz, ze tesknisz, kochasz i nie mozesz bez niego zyc
      ;)))) zrob scene jak z filmu ;))))))))
      • jednorazowy3 Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 26.03.09, 14:13
        ale z jakiego filmu?
        • nik-jednorazowy Re:kiepskiego 27.03.09, 06:42
    • kubankalanka Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 25.03.09, 08:22
      Dzięki za odzew.
      Odnośnie pytań o milość, to kocham go na maxa i zawsze bedzie dla
      mnie najwazniejsza w zyciu osobom bo przez wiele spraw przeszlismy
      razem. On o tym wie, bo cały czas mu to powtarzałam.
      Wiem, że go skrzywdziałm nie przyjmując oświadczyn, ale one nie były
      raczej z czytej miłosci i checi bycia razem, ale to była ostatnia
      deska ratunku - według mojego faceta. Wystartował z nienacka z tymi
      zarecznyami i to jeszcze w nienajlepszym momencie, gdy ja zaczełam
      sie oddalać on postawil wszystko na jedną kartę. Czułabym się źle
      gdybym przyjeła ten pierśionem z litości. Może w innych
      okolicznościach przy spokojniejszej atmosferze wszystko wyglądało by
      inaczej?
      Mam ochote się z nim spotkac i porozmawiać o tym wszytkim, ale czy
      jest sens rozdrapywać rany, czy lepiej dusić w sobie gorycz i żal i
      próbować zapomnieć?
      • sadosia75 Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 25.03.09, 08:36
        A ja sobie mysle tak : facet zauwazyl, ze grunt pod nogami slaby wiec zrobil to
        co uwazal, za pewniaka. oswiadczyny. Ty z kolei odmowilas bo nie chcialas, nie
        czulas teraz, ze to ten moment. Kochasz? wiec dlaczego sie rozeszliscie? moze
        gdybys mu wytlumaczyla, ze nie dorzucasz jego tylko odsuwasz moment oswiadczyn,
        zeby sie zastanowic wspolnie co dalej to by facet zrozumial kilka rzeczy?
        mysle sobie, ze to nie jest tak, ze Ty go nie chcesz. tylko chlopak wybral zla
        droge naprawiania tego co bylo zle. bo pierscionek nie jest magicznym sposobem
        na cale zlo, ktore sie dzieje w kazdym zwiazku. kazdy zwiazek ma swoje spory,
        awantury, zakrety i wyboje. nikt nam nie obiecywal, ze zwiazek bedzie slodki,
        mily i przyjemny w 100%.
        najpierw sama sie zastanow czy odrzucilas pierscionek ( bo dla Ciebie to nie byl
        moment na zareczyny ) czy tez odrzucilas jego jako swojego partnera.
        A dopiero pozniej zabieraj sie do rozmowy z nim.
        bo jaka bys odpowiedz dla siebie nie wybrala to rozmowa z nim powinna sie odbyc.
        • kubankalanka Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 25.03.09, 08:47
          Myślę, ze uderzyłaś w sedno sprawy. Dokładnie wybrał złą drogę
          naprawienie. Uważałam, ze powinniśmy zastanowić się nad nami,
          potrzebowałam czasu zeby to wszystko przełknąć, on uważał ze gdy
          zobacze pierścionek wszystkie problemy swiata znikną, a w gruncie
          rzeczy jeszcze się nawarstwily.
          Ja odrzuciłam oświadczyny, ale chciałam to wstrzymać nie wiedziałam
          co robić dalej, więc on mnie odrzucił.
          • sadosia75 Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 25.03.09, 09:13
            Chyba odrzucenie oswiadczyn zrozumial tak, ze ty odrzucasz nie pierscionek a
            jego samego. wiec chlopak z resztka godnosci zabral sie i poszedl. ty go
            upokorzylas ( on to tak odebral ) odrzucilas jego propozycja spedzenia calego
            zycia razem ( czyt. naprawienia wszystkiego przy pomocy tych oswiadczyn ) nie
            chcial dalej byc upokarzany wiec sie zabral i poszedl.
            sam chyba nie do konca wiedzial co robi. przeciez to takie "oczywiste" prawda?
            dajesz pierscionek, ona zachwyona, planujecie slub, i juz nie macie czasu na
            spory i zakrety.
            ale on nie doszedl chyba do wniosku, ze Ty wolisz zastanowic sie nad problemem i
            znalezc wyjscie. niz radowac sie pierscionkiem, ktory w tym momencie nie daje
            zadnej satysfkacji.
            to normalne, ze orzucilas jego oswiadczyny bo nie czulas sie komfortowo w tej
            sytuacji. cos bylo miedzy wami co przeszkodzilo Tobie w przyjeciu pierscionka.
            mysle, ze to dobra decyzja. bo po co zareczac sie jesli Ty nie chcesz teraz
            tego? dla zasady? bo moze juz wiecej tego nie zrobic?
            on to tonacy a pierscionek to brzytwa.
            spanikowal, znalazl glupie wyjscie i glupio faktycznie wyszlo.
            pogadaj z nim, powiedz mu co czujesz, co myslisz, czego oczekujesz, i
            najwazniejsze co z siebie mozesz dac, zeby naprawic sytuacje.
            a wczesniej zastanow sie nad tym powaznie.

            chlopak po prostu myslal, ze pierscionek to taki plaster, ktory sklei wszystkie
            porozwalane kawalki waszego zwiazku. pewnie liczyl na to, ze bedziesz jak 70%
            kobiet na tym globie. uradujesz sie, zapomnisz i zwiazek znowu jest piekny i ladny.
            • kubankalanka Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 25.03.09, 09:49
              Dokładnie jest tak jak piszesz Sadosia, przynajmniej ja to tak
              odbieram, ze on chwycił sie brzytwy. Pewnie w innych okolicznościach
              byłby to najpiekniejszy dzień w moim zyciu ale tego dnia to byla
              katastrofa.
              Miałam-mam w sobie ogromny żal ze popsulismy taka piękną okazje jaką
              są zaręcznyny, wyobrażenia byly całkiem inne.
              Świadomość tego jak skrzywdziałam jego, chociaż mi bylo równiez mega
              przykro i smutno nie daje mi spokoju.
              Jakoś tak mi przykro, ze on nie potrafił oświadczyć się "porządnie"
              tylko w najgorszym momencie kiedy ważyły się losy naszego związku.
              Mógł poczekać, tymczasowy konflikt byśmy rozwiązli w "normalny"
              sposób a nie przez pierśionek, a pierścionek byłby super
              niespodzianką w radosny dzień bez spięć.
              Pewien znajomy mi powidział, "ciekawe czy Twój ex jest świadomy tego
              jak spieprzył sprawę?" coś w tym jest...
              • sadosia75 Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 25.03.09, 09:55
                Widocznie mu zalezy i zrobil taki krok, ktory wg niego byl idealnym sposobem na
                osiagniecie szczescia. przeciez od zawsze powtarzano nam, ze pierscionek to
                szczyt naszych marzen i inne bzdury :) i chlopak majac taka wiedze wbita do
                glowy co zrobil? to co wg niego bylo najlepsze.
                pogadaj z nim i wyjasnij mu, ze oczekiwalas nie pierscionka, ktory mial byc
                zlotym srodkiem a naprawy tego co jest popsute.
                chlopak chcial dobrze (nie powinnas go winic za to, ze wybral taka droge a nie
                inna ) no ale wyszlo jak wyszlo.
                czy zawalil sprawe? Hmm no pewnie tak :) Ale jak juz oboje dorosniecie ( pod
                wzgledem checi, emocji a nie wydarzen, ktore po czesci zmuszaja ) do zareczyn to
                nie bedzie mialo znaczenia czy wczesniej juz cos oferowal czy nie :)
                chyba tez powinnas troszeczke postawic sie na jego miejscu. on czuje, ze Cie
                traci i chce Cie zatrzymac. a facet to tez czlowiek ( dziwne prawda? ;))) ) i w
                ramach nerwu i stresu ogolnego spapral ciut sprawe. no ale to przeciez da sie
                wybaczyc :)
                Nie zrobil nic zlego po prostu wybral nie ta droge,ktora powinien ;)
                Pogadaj z nim pewnie meczy sie tak samo jak Ty albo i jeszcze bardziej.
                • kubankalanka Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 25.03.09, 10:27
                  Wybrał nie tą drogę. Ja też nerowo zareagowałam na to że poszedł
                  najmniejsza linią oporu. Paradoksalnie oświadczynami pokazał mi że
                  nie chce się strać odbudować nasz związek tylko "leczy syfa za
                  pomocą pudru". Te ostatnie tygodnie pokazały mi obraz jego osoby z
                  nienajlepszej strony; nie dość, że po nieprzyjętych oświadczynach on
                  pożegnał się ze mną, to teraz ten fakt oglasza całemu światu. Miałam
                  nadzieje, że tak osobiste przezycie jakim jest oświadczenie się i
                  odrzucenie tych oświadczyn pozstanie między nami, a on wszystkim
                  opowiada o tym, ze nie przyjęłam pierścionka. Smutne.
                  Dzięki Sadosia za tak konstruktywne slowa. :)
                  • sadosia75 Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 25.03.09, 10:30
                    Nie mysl, ze go bronie czy Ciebie oskarzam ale ja to widze inaczej :)
                    On mowi, ze odrzucilas go, zeby w pewien sposob ten fakt do siebie dopuscic.
                    musi o tym mowic, zeby wyparowac. zeby nie trzymac tego w sobie. jest zly,
                    rozczarowany, pelen goryczy i urazony. musi inaczej sie udusi. tak jak kobieta
                    po rozstaniu z facetem rozmawia ze znajomymi ( nie kazda ale wiekszosc ) o tym
                    dlaczego, jak i po co. prawda? musi powiedziec, zeby wyrzucic z siebie. zeby nie
                    byc samej w takiej sytuacji. zeby ktos tego wysluchal, zeby podzielic sie swoimi
                    emocjami z osoba trzecia. patrzaca na to z drugiej strony lustra.
                    Ty potrzebowalas wygadac sie na forum. on miedzy znajomymi. taka forma terapii.
                    • kubankalanka Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 25.03.09, 10:42
                      Rozumiem, ze chce to z siebie wylać, ale mam wrażenie że on w ten
                      sposób pokazuje, ze ta prawa jest dla niego zakończona.
                      Z jednej strony czeka na mój ruch (powiedział, ze jestem nadal
                      najważniejsza itd) a z drugiej próbuje pokazać, ze on już z tego
                      wyszedł i idzie dalej.
                      Zraniłam go strasznie, wiem i czuje to, emaptia nie jesst mi obca i
                      rónież wyżalalm się na forum po to aby poznać zdanie osob trzecich i
                      móc spojrzeć na siebie przez inny pryzmat.
                      Blędy popełnia każdy z nas, ale czy związek który stricte przestał
                      istnieć i każdy z nas jakoś funkacjimuje, ma szanse na to zeby to
                      wszystko odbudować, czy skoro zdecydowaliśmy się na tak drastyczny
                      krok - rozstanie, nie powinniśmy być przy tym konsekwentni?
                      • sadosia75 Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 25.03.09, 10:47
                        ja szalenie cenie w innych konsekwencje. bardzo malo ludzi wie co to
                        konsekwencja i na czym polega. ALE Kochanienka Twoja konsekwencja jest ( noe
                        obraz sie ) glupia, dziecinna. rozstaliscie sie? a dlaczego? bo odrzucilas
                        zareczyny tak? ale nie odrzucilas faceta jako osoby tylko jego oswiadczyny.
                        gdyby to byla inna sytuacja, ze zwiazek nie ma szans, ze oboje siebie katujecie
                        psychicznie czy fizycznie itp to tak konsekwencja wskazana a nawet wymagana.
                        ale nie tu nie w tym przypadku.wy po prostu sie nie dogadaliscie, nie
                        potrafiliscie powiedziec sobie ok pierscionek nie, nie teraz, ale nie konczmy
                        zwiazku tylko naprawmy to co sie popsulo.
                        on czeka na Twoj ruch, Ty czekasz na cos :) nie ma na co czekac, dzialac,
                        rozmawiac, wyjasniac. w tym przypadku pochwalam brak konsekwencji ;)
                        ona nie jest tu potrzebna ;)))
                        • kubankalanka Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 25.03.09, 10:57
                          Dzięki, wiem, że głipo pisze i postępuje - -robie tak dlatego że nie
                          wiem co robić i jakoś instynktownie próbuje działać.
                          Nie mam depresji, dobrze się czuje mam duze wsparcie wśród znajomych
                          i przyjaciół ale brak mi dystansu. Chialabym naprawić to co sie
                          popsułao, ale skoro oboje mamy tak odmienne podejscie do problemów
                          że boje się, ze nie bedziemy mieli znów zbierznych celów, ale
                          rozmowa chyba nie zaszkodzi? :)
                          • sadosia75 Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 25.03.09, 11:01
                            Nie robisz glupio ani nie piszesz glupio. masz emocje w sobie, ktore podaja
                            kilka sprzecznych informacji :) normalne :)
                            rozmowa nigdy nie zaszkodzila nikomu. zbierzne cele? Kochana na to sie pracuje
                            kompromisem, rozmowa, wspolnym zyciem. nigdy nie bedzie tak, ze w 100& bedziecie
                            sie we wszystkim zgadzac. nigdy tez nie bedzie tak, ze w 100% bedziecie miec
                            inne cele, inne plany.
                            jesli naprawde chcecie budowac zwiazek to robcie to wspolnie. uwierz mi, ze
                            zwiazek to trudna, ciezka ale oplacalna praca. ale tylko i wylacznie wtedy kiedy
                            dwie osoby pracuja na lepsze wspolne jutro.
                            dystansu nigdy nie nabierzesz! dlatego, ze to dotyczy Ciebie i osoby, ktora
                            kochasz. a w milosci dystansu czlowiek nie nabiera. dystans zanika. moze pojawic
                            sie zdrowe myslenie, normalne, logiczne.
                            a dystans echh zapomnij ;) Milosc to piekne uczucie, ktore trzeba wciaz na nowo
                            pielegnowac. a kazdy spor to burza, ktora troszeczke nadwyreza to uczucie :) ale
                            warto naprawiac szkody, ktore razem wyrzadzmy sobie wzajemnie.
                            • kubankalanka Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 25.03.09, 11:31
                              Spotkam sie z nim, porozmawiamy może jakimś cudem dojdziemy do
                              konsensusu. Nie jesteśmy nerwowymi osobami, potrafimy ze sobą
                              rozmawiać, ale czasem robimy i mowimy sobie rzeczy po to tylko aby
                              się zranić. Czasem nie chce sie już walczyć i lepiej jest odejść -
                              przemyśleć to samemu. Te tygodnie dały mi wiele, narobiłam pare
                              glupot, on również ale nalezy sie skupić na przyszłosci.
                              Może już nie uda nam się zbudowac nowych fundamentów, ale
                              przynajmniej bede wiedziała, ze próbowałam.
                              Chialabym znać odpowiedz na wszystkie pytania :)
                              • nik-jednorazowy ...nie chciałabyś 27.03.09, 06:51
      • ap785 Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 26.03.09, 22:52
        Jeśli go kochasz, to nie rozumiem czemu się rozstliście...
        Moim zdaniem nie skrzywdziłaś go odrzucając oświadczyny, ja rozumiem Twoje powody.. Jeśli nie jesteś na to gotowa, to chyba nie powinnaś przyjmować, tylko mu o tym powiedzieć. Że potrzebujesz jeszcze czasu. Czy nie gorsze niż nie przyjęcie oświadczyn jest to, że się od niego odsunęłaś? Jeśli wiesz, że go kochasz, to daj temu szansę, bo możesz stracić coś cennego w życiu.
    • mahadeva Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 25.03.09, 11:08
      a nie mozecie poczekac z tymi oswiadczynami? i byc razem bez nich?
      chyba Ty tez masz cos do pwoeidzenia...
      • kubankalanka Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 25.03.09, 11:37
        Wygląda na to, ze nie mozemy :)
        Po tych oświadcynach chciałam odetchnąć i nabrać dystansu.
        Potrzbowałam czasu na to by wszytsko przeanalizować, jednak on
        zadecydował, ze to koniec, ze nie sensu czekać, bo nie ma na co
        czekać.
        • adela38 Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 25.03.09, 18:09
          Mysle, ze jesli wiesz ze go naprawde kochasz to teraz kolej na ciebie...Teraz ty
          mu powinnas sie oswiadczyc...
          Mozesz mu np powiedziec, ze "w skandynawii jest zwyczaj, ze dziewczyna moze sie
          oswiadczyc mezczyznie 29 lutego (czyli raz na 4 lata) ... jesli on odmowi jej w
          ten dzien musi sie wykupic i dac jej material na spodnice badz cos w jego
          zastepstwie... ty nie masz ochoty czekac az do roku przestepnego wiec
          oswiadczasz mu sie teraz, a jesli nie chce to material na spodnice moze sobie
          darowac..."
          Mozesz tez dozucic, ze musialas sie zastanowic, a jak odszedl zobaczylas, ze nie
          chcesz zyc bez niego...
          Zycze wam obojgu szczescia...
    • stinefraexeter Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 26.03.09, 13:23
      Czytam i czytam i dochodzę do wniosku, że jakiś głupi ten twój facet.

      Może w sumie wyszło na dobre?

      Bo wnioskuję, że on w ogóle ciebie nie słucha.

      Macie problemy, ty chcesz je rozwiązać, a on zamiast ciebie wysłuchać idzie po
      najmniejszej linii oporu : każda kobieta chce ślubu, więc jej to dam.

      Ty widzisz doskonale, że to taki plaster, który niczego nie uzdrowi i się mądrze
      nie godzisz.

      To on się czuje odtrącony i mówi żegnaj.

      A ty zostajesz sama z wątpliwościami i wyrzutami sumienia.
      Chcesz mu wytłumaczyć, że nie tędy droga, że małżeństwo to nie jest lekarstwo na
      cokolwiek, a ten się obraża i stwierdza "nie to nie".

      Po co ci taki facet, co wie lepiej i nie zwraca uwagi na to, co mówisz?
      • marguyu Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 26.03.09, 13:45
        Czytam to forum, rozne watki i jednemu nie moge sie nadziwic.
        Mianowicie temu, ze ludzie wystarczajaco dorosli na to zeby razem
        mieszkac, pracowac, studiowac, zrobic dzieci i je wychowywac nie
        umieja komunikowac ze swoimi partnerami. I to zarowno w prostych jak
        i witalnych sprawach.
        Trudno mi sobie wyobrazic te zwiazki i wspolne zycie pelne
        niedomowie, braku szczerosci lub zwyklego ignorowania wspolpartnera.

        Co drugi watek jest na ten temat. Dlatego zastanawiam sie czy pisza
        je ludzie naprawde dorosli czy odwieczne dzieci, ktore zaczna
        samodzielnie myslec w wieku emerytalnym.
        • stinefraexeter Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 26.03.09, 13:51
          Jest sporo racji w tym co piszesz, ale wydaje mi się, że tylko z pozoru
          komunikacja jest taka prosta i łatwa.

          Tym niemniej zgadzam się, że wiele problemów wynika w dużej części właśnie z
          nieumiejętności (niemożliwości?) porozumienia się. Tylko co zrobić, żeby ta
          druga strona NAPRAWDĘ nas wysłuchała i zrozumiała? Czasem okazuje się, że to
          trudniejsze do osiągnięcia niż się wydaje.
    • eas_y Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 26.03.09, 13:56
      i tak to jest jak ludzie ze sobą nie rozmawiaja...ja sie do myslam
      co on moze myslec, on mysli co ja mysle i takie pitu pitu i zwiazki
      sie rozpadają. Odpowiedz sobie na jedno pytanie: CZY CHCESZ Z NIM
      SPEDZIC RESZTE SWOJEGO ZYCIA???
      A moze to a moze tamto...wkurza mnie takie cos. A szczerze mowiac
      przyjąć oswiadczyny mogłaś...narzeczeństwo czasem trwa latami więc
      moglas dać sobie czas. Z drugiej strony on podjął decyzję-zdecydowal
      ze chce byc z tobą na zawsze... odrzucając jego propozycje
      zniszczyłas jego męskie ego i nie licz ze teraz ci przebaczy.
      Niektórzy faceci nie przebaczają.
    • jestem.dobry Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 26.03.09, 14:08
      Jedno jest pewne - musisz coś zrobić. Czuć z daleka, że nie
      wybaczyłabyś sobie, że pozostawiłaś sprawy samym sobie. Lepiej
      popełnić błąd próbując coś zrobić niż stracić miłość chowając głowę
      w piasek. Spróbuj, być może nic z tego nie wyjdzie, może wyjdziesz
      na głupią, ale nawet wtedy będziesz czuła, że dałaś z siebie
      wszystko. Teraz jest Twój ruch. Takie jest moje zdanie.
      Zaręczyny to nie koniec świata, nie oznaczają niewoli i
      nieuchronności dalszych zdarzeń, nie oznaczają też jednak
      wykasowania wszystkich problemów, wszelkich nieporozumień w związku,
      ale są dobrym gestem. Szansa na romantyczność oświadczyn i zaręczyn
      prawdopodobnie już przepadła, ale nie przesadzajmy z tym, poza tym
      te nastepne ewentualne zaręczyny mogą być czymś ważniejszym,
      dojrzalszym. Może Twój facet wcale nie liczył, ze oświadczyny
      zlikwidują wasze problemy, może uważał, że potrzebny jest jakiś
      ważny gest z jego strony, by łatwiej Wam się wyjaśniało problemy.
      Tego nie wiem, może faktycznie zrobił ucieczkę do przodu, od
      problemów. Może jemu też brakowało dystansu? Zagotował się, zrobił
      to co wtedy uważał za słuszne.
      Ważne jest by mieć trochę tego dystansu, trochę się pośmiać z
      siebie, z naszych zachowań. Nabzdyczenie nie jest dobre.
      Porozmawiajcie ze sobą, spróbujcie jakiegoś dobrego, istotnego
      dobrego gestu "zakopania topora wojennego", pośmiejcie się z siebie
      i może się uda. A jak nie to do widzenia na zawsze. Pozdrawiam
      • stinefraexeter Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 26.03.09, 14:34
        A ja dziewczynę rozumiem.

        Pisze, że nawarstwiły się problemy. Ona coś chciała z tym zrobić, on poczuł, że
        pali mu się grunt pod nogami i wyskoczył z pierścionkiem. Jakbym była na jej
        miejscu, to bym się poczuła lekceważona (paradoksalnie!). Bo ja tu mówię, że coś
        jest nie tak, że zmierzamy w złym kierunku, a on, zamiast NAPRAWDĘ wysłuchać,
        działa na zasadzie "dam jej pierścionek, to jej foch minie, bo w końcu jest
        kobietą".

        Wiesz, gdyby ona ten pierścionek przyjęła, to byłaby to kapitulacja na zasadzie:
        "masz rację kochanie, problemu nie ma, nadal się kochamy". I jestem na 99%
        pewna, że facet by wtedy spoczał z ulgą na laurach i żadnych problemów nie
        chciałby rozwiązywać, bo po co? Skoro ona i tak zgodziła się zostać jego żoną?

        A teraz facet obrażony, bo go niewdzięczna odrzuciła. W pewnym sensie dla mnie
        to on jest zły, że jemu się taki sprytny plan nie udał (oczywiście nie jest tego
        swiadomy).

        Przypomina mi to sytuację, gdy mój facet w chwili problemów przynosił mi jakieś
        podarunki. Szlag mnie trafiał, bo czułam sie jakby on chciał przekupić mnie tymi
        prezentami ("kobiety przecież to uwielbiają"), żebym dała spokój z pretensjami,
        żeby znowu było błogo i szczęśliwie. A ja nie chciałam prezentów tylko dialogu!
        On zaś nie chciał dialogu, tylko utrzymania statusu quo.

        Jeśli mogę coś radzić autorce, to właśnie próbę rozmowy z nim, bo widać, że ją
        ta niemożność wyjaśnienia swoich motywów męczy. Trochę czasu minęło, może facet
        też już nieco ochłonął i gotów jest wysłuchać na spokojnie, o co tak naprawdę
        chodziło. Może jak już opadną emocje, to wspólnie zorientują się, czy CHCĄ
        jeszcze powalczyć, czy też w sumie wyszło na dobre.
        • jestem.dobry Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 26.03.09, 14:58
          Ale ja nie napisałem, że jej nie rozumiem. Rozumiem ją, postawił ją
          w bardzo trudnej sytuacji, właściwie bez dobrego wyjścia. Może
          uważał, że to sprytne, może chciał dobrze. Niewiele więcej wiemy.
          Czas jednak płynie, sytuacja się zmienia, coś można naprawić, coś
          innego jest już stracone, nie nam to oceniać. Zgadzam się, że
          powinni porozmawiać. Zgadzam się też, że nie wolno żyć w
          wiecznej "poczekalni". Albo w jedną albo w drugą stronę. To nie, my
          na szczęście, zadecydujemy, w którą. Lepiej doradzić by
          porozmawiali, niż napisać "olej go!". To nie nasze życie, nie nasze
          konsekwencje.
          • stinefraexeter Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 26.03.09, 15:02
            Ok, sorki, nie zrozumiałam widocznie twojego posta.
            Masz absolutną rację, podpisuję się pod każdym słowem. Widać, że dla dziewczyny
            sprawa jest jeszcze daleka od zamknięcia. Też uważam, że powinni porozmawiać i
            spróbować wyjaśnić raz jeszcze o co im obojgu chodzi.
        • seku-nda Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 29.03.09, 11:41
          stinefraexeter napisała:
          > A ja dziewczynę rozumiem.
          > Pisze, że nawarstwiły się problemy. Ona coś chciała z tym zrobić, on poczuł, że
          > pali mu się grunt pod nogami i wyskoczył z pierścionkiem.

          he he he a teraz to tych problemów nie widzi bo facet pogodził sie z odmową.
          Myślała ze facet będzie na kolanach błagał księżniczkę.

          Niedojrzała do małżeństwa, całe szczęście dla faceta ze tak sie stało.
    • shamsa Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 26.03.09, 14:28
      wykorzystaj te samotnosc, by zrozumiec, jak ma wygladac twoje życie. czego sama
      chcesz. potem zapytaj sie siebie, czy jest w twoim zyciu miejsce dla niego.
      jesli jest, wroc i nie martw sie bzdurami o konsekwencji. nie jest warta
      wyrzeczenia sie szczescia.
    • jan.u Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 26.03.09, 14:40
      Hej! Myślę, że ten kryzys to najlepsze co mogło Wam się przytrafić.
      5 lat to naprawdę dość czasu, by podjąć decyzję na zawsze.
      Rozstanie w takiej chwili pozwala Wam zobaczyć kim dla siebie jesteście.
      Jeśli chcesz z tym facetem spędzić resztę życia, wejdź w to (wiedząc, że czeka
      Was niejeden kryzys, który razem przetrwacie).
      Jeśli rozstanie Ci służy, idź dalej w tym kierunku.
      Jedyne czego nie warto, to przeciągać tymczasowości "wolnego związku".
      Po 5 latach naprawdę wiesz już dość, by zdecydować i tyle...
      Życzę powodzenia!
    • liwia_augusta Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 26.03.09, 15:52
      Zadaj sobie pytanie, czy KOCHASZ tego faceta. Jeżeli tak, to chyba
      oczywistym jest, że powinnaś dać waszemu związkowi drugą szansę.
    • zubbr Infantylna i niedojrzala 26.03.09, 16:53
      Jestes infantylna i niedojrzala osobka ktora ... a na zlosc babci uszy sobie odmroze ... wiec teraz nie placz nad swoim losem , odrzucajac oswiadczyny po kilku wspolnych latach pokazalas co potrafisz do zaspokojenia swojego nadmuchanego przeswiadczeniem wyzszosci ego .
      Facet dobrze zrobil oswiadczajac sie w momencie chwilowego zakretu , Ty zamias go przyjac wybralas tupanie noga obrazonej , infantylnej panienki bo Twoje musi byc na wierzchu .

      Mam nadzieje ze facet nie wroci bo inaczej wiazac sie na stale z takim "charakterkiem" bedzie mial przej...ane .
      • stinefraexeter Re: Infantylna i niedojrzala 26.03.09, 17:12
        weź głęboki oddech i przeczytaj jeszcze raz.

        pan sądził, że zamiast rozmowy wystarczy babie dać pierścionek, a ta ocipieje z
        radości i wszystko zostanie zapomniane.
        • kalam07 Re: Infantylna i niedojrzala 26.03.09, 17:26
          skończcie opowiadać farmazony, nie wiadomo czy tak sądził,
          nie wiemy czy chciał oświadczynami przyklepać całą sprawę, mamy relację z jednej
          strony, po postach autorki wnoszę, że facet mógł nawet nie wiedzieć , że jakieś
          problemy są, ona się pewnie czaiła , tak jak teraz z wyciągnięciem do niego
          ręki, nic nie mówiła, a on miał wspaniałomyślnie , telepatycznie odgadnąć, że są
          problemy, jakie to są problemy i cudownie je rozwiązać
          ona pewnie 'dawała sygnały' , ale żaden facet takich sygnałów nie jest w stanie
          odczytać, rozumujemy trochę inaczej niż kobiety, nasze mózgi odbierają na trochę
          innych poziomach, z facetem trzeba prosto z mostu, problem jest taki, a taki,
          nie podoba mi się to i to i krótko.
          tak samo z tymi oświadczynami, powiedziała pewnie ''nie'' i tyle, nie
          powiedziała żeby poczekać, rozwiązać takie a takie problemy, tylko przyczajka
          totalna i domyślaj się chłopie ... a on domyślił się tego, czego każdy facet
          kierując się logicznym myśleniem, by się domyślił ... ''nie chce ze mną być'',
          proste.

        • zubbr Re: Infantylna i niedojrzala 26.03.09, 19:14
          Autorka napisala :

          >Kazda uwaga jest dla mnie
          >ważna więc liczę na Wasze słowa, ponieważ może pozwolą mi spojrzeć
          >na to wszystko z innej perspektywy.


          ~~~

          Odpowiedzialem z perspektywy faceta i na podstawie jednostronnej opowiesci
          autorki a nie babskiego solidaryzmu z "pokrzywdzona" .
          Chlop chcial dobrze , w koncu po 5-ciu latach bycia razem oswiadczyny nie mogly
          byc zaskoczeniem , panienka zamiast je przyjac tupnela noga nie biorac pod uwage
          ze reakcja drugiej strony moglo byc tylko odejscie .
          Chlop jak jak chlop , kupil pierscionek myslac ze kobita tego oczekiwala a tu
          zamiast buzi uslyszal ... paszol won .


          Teraz autorka w panice szuka recepty na powrot do kilkutygodniowej przeszlosci a
          wystarczyla podstawowa znajomosc psychologicznej budowy samca .
          • garawa Re: Infantylna i niedojrzala 28.03.09, 14:15
            Masz\absolutną racje zubbr.Te panie co tak sie solidaryzuja z kubalanka, sa od cięzkiej boleści.Tylko mezczyzna może wiedziec jakie teraz jest wyjście z tej sytuacji.Ten człowiek jest godny podziwu i szacunku.Było żle, a on sie oswiadczył.Dla mnie to heros !Aże teraz coś tam gada?-A dlaczego ma milczeć ? Przeciez cierpi, więc musi z siebie cos wyrzucić.Przeciez Ty kubalanka robisz to samo.Moja rada jest taka. Napisz do niego list.Napisz w nim co chcesz, bylebys napisała.Kilka ciepłych słow musi byc koniecznie, aby wiedział że Ci wciąz na nim zależy.Nie wstydz sie otwartości i szczerości, ci co Ci podpowiadaja aby być uparta, saami byli kiedys skrzywdzeni i sobie z tym nie poradzili.Wielkość człowieka jest nie w tym że sie wynosi, ale w jego otwartosci.I jeszcze jedno. Skończ to gadanie na forum i zrób to szybko, aby nie było za póżno. Wydaje mi sie że on to doceni.
    • paprika Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 26.03.09, 17:36
      Nie zaluj... ja przyjelam, pobralismy sie, a po 1,5 roku facet mi
      powiedzial, ze sie zakochal w innej... i jakby u nas wszystko bylo w
      porzadku, to by na inna nawet nie spojrzal.... i odszedl do niej, a
      ja bylam w 1 miesiacu ciazy... i ja nawet nie wiedzialam, ze cos
      jest nie w porzadku:-))) Potem stracilam nasze planowane dziecko...
      I teraz mam pielegniarke w domu a nie meza, bo ma wyrzuty sumienia,
      ze ze mna nie byl, jak bylam w ciazy...
    • weekenda Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 26.03.09, 19:45
      Kubankalanko. Przeczytałam tylko Twój pierwszy post. Reszty mi się
      nie chciało - za dużo tego.

      Nie wiem dlaczego nie przyjęłaś pierścionka. Ale wiem jedno. Przed
      powiedzeniem "tak" dziewczyna powinna się czuć jakby złapała pana
      Boga za nogi. Powinna miec przeczucie, że już nic lepszego jej w
      życiu nie spotka. Jeśli ma jakiekolwiek wątpliwości - nie powinna
      odpowiadać tak.

      Wiem o tym bardzo dobrze. I żałuję ogromnie, że nikt mi tego nie
      powiedział przed moim "tak". Uchroniłoby mnie to przed zmarnowaniem
      kilkunastu lat i przed zniszczeniem sobie w mojej głowie obrazu
      mężczyzny raz na zawsze.

      Gdyby każda dziewczyna wzięła sobie te słowa do serca - nie byłoby
      rozwodów, ani forów o rozwodach ani forów pełnych narzekających bab
      na facetów.

      To, że teraz żałujesz i masz wątpliwości - to normalne po każdej
      stracie. Przejdzie. Skoro taką decyzję podjęłaś - znaczy coś Cię do
      niej pchnęło. Czy przypadkiem nie zdrowy rozsądek? albo serce, które
      czuło za Ciebie, że to nie to.

      Poczekaj na takiego, z którym poczujesz, że jesteś w siódmym niebie.
      Bo warto :)
      • mrih Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 26.03.09, 20:41
        Mnie dziwi to że przez 5 lat razem i tyle znaków zapytania. Jedno jest pewne,
        jeśli coś ma z tego jeszcze być to Ty musisz teraz się upokorzyć - powiedzieć że
        nie powinnaś odrzucać tylko odsunąć w czasie.Ogólnie przeważają rady "czekaj na
        tego jedynego" itp. Tak jakby z "jedynym" już problemów miało nie być. Problemy
        i nieporozumienia są zawsze...
        Wydaje mi się, że czekanie 5 lat to zbyt długo, dziewczyna zaczyna cobie
        wyobrażać że ktoś nowy, inny, byłby bardziej fascynujący, miałby bielszego
        rumaka i bardziej wypolerowaną zbroję:)

        Jeśli za nim tęsknisz, tzn że to facet dla Ciebie, tylko już powinien być Twoim
        mężem... trochę to odwlekliście i stąd teraz wątpliwości, itp. Zasyp go
        głębokimi pytaniami o pobudki, dlaczego tak zrobił, i że wszystko jeszcze przed
        wami, itp. I weź się za porządne poznawanie go:) Szkoda byłoby całe życie sobie
        wyrzucać że się coś zmarnowało. A jak ma się rozlecieć to i tak się rozleci, ale
        wtedy będziesz już pewna. pozdrawiam.
    • lesnik5 Czyli w skrócie... 26.03.09, 20:23
      Czyli w skrócie, sama nie wiesz o co ci chodzi?
    • quasi.modo Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 26.03.09, 21:18
      Myślę, że słusznie postąpiłaś odrzucając jego oświadczyny. Zwłaszcza jeśli
      prawdą jest to, że on się oświadczył z nadzieją, że to przekreśli wasze
      problemy. Problemy same się nie naprawiają.
      Myślę również, że powinnaś się do niego odezwać i zaproponować przegadanie
      sprawy. Może nie jest tak, że nie jest wam w ogóle pisane, ale po prostu
      czujesz, że jeszcze nie jesteście na to gotowi. Może musicie wspólnie przejść
      przez ten pierwszy kryzys, żeby się przekonać, czy będzie jeszcze chleb z tej mąki.
    • jotembi rany boskie... 26.03.09, 23:48
      ... i przez te pięć lat nie nauczyliście się ze sobą ROZMAWIAĆ?
      współczuję
      wszystkie możliwe rozwiązania są do niczego, a dalej będzie już
      tylko gorzej

      fajnie, pięć lat razem i zero komunikacji otwartym tekstem
      zgroza na maxa
    • minimum rady od parady 27.03.09, 00:52
      no ja jestem jeszcze krócej na tym forum niz ty, kubankalanka. nie jestem pewny,
      czy można z odpowiedzi na forum jakąś rozsądną radę wyciągnąć. Pewny jestem, że
      nie ze wszystkich tutaj wypisanych.

      Zgadzam się, że przyjmowanie oświadczyn po to, by kryzys "zatuszować" nie ma sensu.
      Nie przejmowałbym się natomiast brakiem konsekwencji w działaniu, o czym pisalas
      tak:
      "Z jednej strony chcialabym z nim być, ale z drugiej skoro
      zdecydowaliśmy się na tak kategoryczne kroki, czy powrót ma jakiś
      sens?"
      Nie ma sensu bycie konsekwentnym w decyzjach, gdyby to mialy być konsekwentnie
      błędne decyzje.

      Przejmowałbym się za to niepewnością. Z mojego osobistego doświadczenia wynika,
      że niepewność bierze się ze stawiania pytań, na które nie ma odpowiedzi. Na
      przykład weźmy pytanie: "czy ja chce z nim byc?".
      Tuz po zadaniu go sobie, jesteś postawiona przed alternatywą: tak lub nie. Próba
      wybrania jednej z nich sprawia, że na partnera zaczynasz patrzeć krytycznie, co
      dla nie w pełni ukształtowanych i dojrzałych osób skutkuje tym, że przestajemy
      cieszyć się z obecności partnera. Zajęci analizowaniem i "wycenianiem" aktualnej
      i przyszłej wartości partnera, tracimy naturalną radość z przebywania w jego/jej
      towarzystwie.
      Odpowiedź na takie pytanie, jak te zadane wyżej, istnieje.
      Dla mnie odpowiedzią są jej uśmiechy, dotyk jej włosów na mojej szyi. Muśnięciu
      ust na policzku. We mnie odbrzmiewa wyraźnie - tak.

      Jeżeli mogę dać jakąś radę, to byłoby to:
      jeżeli czujesz, że jest między wami teraz dystans, wykorzystaj to, by się
      uspokoić i wyciszyć. Zatęsknij, ale nie spiesz się. Nie zapominaj o jego wadach.
      Dowiedz się, czego oczekujesz od przyszłości.
      Jeżeli upływa dużo czasu, a ty wciąż nie czujesz się gotowa do podjęcia decyzji,
      daj mu odczuć, że o nim myślisz i pamiętasz. Okazjonalny seksik to optymalne
      rozwiązanie (żart).

      powodzenia.
      • borru A właściwie cóż to za problemy? 27.03.09, 06:01
        Często się zdarza w związkach o podobnym stażu, że strona dominująca
        próbuje zmieniać partnera, stawiając mu wciąż nowe wymagania typu- rób to,
        ubieraj się tak, zrezygnuj ze swoich przyzwyczajeń i przyjemności bo ważniejsze
        jest to... Na każdy opór zdominowanej strony, dominant reaguje szantażem
        emocjonalnym ( czy ty mnie kochasz naprawdę?)

        Podejrzewam iż mamy do czynienia z czymś takim, i owe hipotetyczne problemy to
        rozpaczliwe próby zachowania przez partnera tożsamości w związku. A jednak mimo
        wszystko w sytuacji kiedy zagrożony zostaje sam związek - Twój partner- (w
        przeciwieństwie do Ciebie- jest gotowy wiele poświęcić). Moim zdaniem dobrze
        świadczy to o nim i o jego uczuciu. Na Twój temat wolę się nie wypowiadać bo nie
        były by to miłe słowa.

        Przeanalizowałem wszystkie Twoje wypowiedzi w tej dyskusji i prawdopodobieństwo
        takiego właśnie scenariusza wydarzeń jest bardzo wysokie. Myślę że to raczej Ty
        nie dorosłaś do partnerskiego związku, do związku w którym to obie strony idą
        trochę na kompromis, do związku w którym w imię uczucia akceptuje się całego
        partnera( razem z jego zaletami i...wadami)



        • kubankalanka Re: A właściwie cóż to za problemy? 27.03.09, 08:13
          Myślę, ze masz dużo racji w tym co piszesz.
          Moja niegotowość i niedojrzalość nie pozwoliły mi wyjść z tej
          sytuacji kompromisowo. Zdaję sobie z tego sprawę, ze to wszystko
          mogłoby inaczej wygladać. Wiem, ze spieprzyłam, bo nie wiedziałam co
          robić. Wątpliowści tak ogarnęły moją głowę, że po prostu zrobiłam to
          co każdy niedojrzały tchórz - uciekłam.
          • malina510 etap w życiu 27.03.09, 10:49
            Piszesz, że:
            1, związek i cele zaczęły się Wam rozmywać
            2. on jako panaceum na rozmywanie (rozumiem, ze nie było jakiegoś
            wielkiego konfliktu) "wyskoczył z pierścionkiem".
            3. związek trwał pięć lat.
            4. kochasz go
            5. nie jesteś z tych, co marzą o kiecce, boisz się ograniczenia,
            zamknięcia.

            Podsumowujesz, że jestes niedojrzała.
            A ja myślę tak:
            to nie był "wyskok z pierścionkiem" lecz prawdopodobnie próba
            ponownego uporządkowania związku i wyznaczenia mu celu (życie
            razem).Wejścia w kolejny etap, rozwój (tak, tak, małżeństwo, dzieci,
            życie razem to rozwój, etapy, a nie koniec i zamknięcie).
            MOże próba niezbnyt udana, ale wiem, że to generalny problem. W
            sumie co - mieliście razem ustalić, że on się oświadczy? Trochę
            słabo...
            Myślę, że jest czas na refleksję. Myśląc "wiele mnie czeka w życiu,
            a małżeństwo wszystko zamknie" raczej nie masz racji. Najwięcej
            zalezy od tego, jaki masz plan na dalsze życie (i nie chodzi o to,
            czy razem, czy nie. ale o to, jk sobie ułożysz je z kimś). Co jest
            dla Ciebie ważne (przypominam, że NAWET z mężem, ba! nawet z
            dzieckiem i dziećmi) można: robić karierę, pisac doktorat, chodzić
            na tańce. Że trzeba się lepiej zorganizować? To dopiero pokazuje,
            jak wspaniałe jest życie i ile go marnujemy, nie wchodząc w związek
            z osobą, którę się kocha. Wszystko musi się rozwijać, związki tez ;-)
            A! mój mąż, który człowiekiem mądrym jest, mówi, że miłość to raczej
            nie uczucie (choć wiąże się z uczuciami). Miłość to postawa, wola i
            działanie. Jeśli tak na to spojrzysz, wiele rzeczy zupełnie się
            zmienia.
            Jestem mężatką i dzieciatką, więc troszkę wiem, o czym mówię :-)
            Trzymam kciuki i życzę powodzenia
            PS co do tego, jak on się zachowuje "po". Każdy przeżywa ból po
            swojemu, Prawdopodobnie chce uprzedzić informację wychodzącą od
            Ciebie (w końcu wszyscy zauważą, że nie ejsteście razem). Zachowań
            po traumach w ogóle nie powinno się ujmowac w bilansie.
            Pozdrawiam!
          • olamarcin2 Re: A właściwie cóż to za problemy? 27.03.09, 14:18
            hmm czytam to wszytsko i sie dziwie!to ja mam teraz jak odebrac oswiadczyny
            mojego faceta!on mi sie oświadczyl dopiero wtedy gdy dowiedział sie ze
            choruje!tydz po mojej powaznej operacji!i sie zgodziłam a moglam pomyslec ze z
            litosci to robi!a jednak jestesmy nadal razem byl caly czas przy mnie!przeszedl
            okres proby!mialam raka i wygrałam on jest odemnie młodszy o para lat!ja mam
            25!przeszłam chemie bylam lysa a jednak nie odszedł!jest nadal!wiec przemysl
            czy mogłas na niego liczyc w kazdej trudnej sytuacji jesli nie to napewno nie
            ten!my pobieramy sie juz za 4 mies a oswidczyl mi sie rok temu czyli prawie 1,6
            przed slubem!pozdrawiam!i trzymam kaciuki!
          • labadine to zaden problem 27.03.09, 20:22
            Wziasc kawalek papieru i zapisac po lewej stronie wszystko co masz za pozytywne
            do faceta i co Cie laczy a po prawej wszystko negatywne.Na koniec postaw sobie
            pytanie-czy go kochasz,to taki rachunek aby wiedziec gdzie sie jest a w wypadku
            gdy jednak bedziesz sklonna mu powtornie zaufac to poprostu telefonicznie
            zapytaj sie go czy napewno ten pierscionek pasuje na Twoj palec.Mozesz dodac
            ze,chcesz przymierzyc i taka proba jest nadzwyczaj pilna i nie cierpiaca zadnej
            zwloki.
    • jack20 Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 27.03.09, 09:58
      Nalezysz do ludzi, ktorzy w zyciu bez kilku ostrych kopow w d...
      niewiele zrozumie.
      5 lat to duzo w zyciu czlowieka mlodego, jego i twojego.
      Czy z nastepnym absztyfikantem tez tak dlugo bedziesz czekala z
      podjeciem decyzji ...odmownej?
    • agra1 Re: Nie przyjęłam oświadczyn i żałuje... 27.03.09, 11:01
      wiesz, uderzyło mnie jedno w Twoim poście (tym i następnych). Czy naprawdę
      konsekwencja jest takim bogiem, zę trzeba jej przestrzegać za wszelką cenę?
      Oczywiscie, ogólnie jest to cenne, ale sa sytuacje, gdzie wazniejsza jest
      elastyczność, umiejętność dostosowania się do zmieniających się warunków, czy
      przyznania do błędu.

      Trzeba być konsekwentnym, powiedział mędrzec włażąc drugą nogą w g...o.
      • www.malibu.lublin.pl Czas zrobi swoje ... 28.03.09, 00:13
        Czas zrobi swoje i Was zweryfikuje. Jak będzie, tego dziś nie wiesz
        ani Ty, ani On.
        Niepotrzebnie szukasz podpowiedzi na forum, bo tak naprawdę
        wszystkie decyzje będą zależeć tylko od Was samych. Nikt postronny,
        zwłaszcza z forum, nie jest w stanie wejść w Wasze położenie, tym
        bardziej na podstawie tylko Twoich relacji ...

        www.malibu.lublin.pl

        Aktywny adres e-mailowy
Inne wątki na temat:
Pełna wersja