tosialek25
26.03.09, 09:34
Przyjechałam dziś do pracy z zapuchniętymi od płaczu oczyma...
Wczoraj pojechałam odwiedzić mojego chłopaka - 100km w jedną stronę.
Żle się czuł, nie był w pracy od dwóch dni. Pomimo, iż powiedział
poprzedniego dnia że nie muszę przyjeżdżać, ja chcąc zrobić mu
niespodziankę, pojechałam do niego po pracy, żeby spędzić trochę
czasu razem,choć coś mi podpowiadało żeby nie jechać. Na początku
się ucieszył, ale potem zapytał mnie dlaczego właściewie
przyjechałam i poinformował, że chce mieć trochę czasu dla siebie,
trochę prywatności - dodam, że widujemy się w weekendy. Zalałam się
łzami, bo to było dla mnie poświęcenie, a dla niego narzucanie się.
Chciałam pojechać do domu, ale po rozmowie zostałam, przepłakałam
pół nocy. Zdecydowałam, że to nie ma sensu - on jest po związku,
powiedział mi, że nie może sie zaangażować, tak jak powinien,ale
decyzja czy zaryzykuję(poświecę swój czas w oczekiwaniu, że to się
zmieni) i zostanę z nim należy do mnie. W nocy zdecydowałam, ze to
koniec, rano wstaliśmy oboje, spakowałam swoje rzeczy ale po
krótkiej rozmowie ich nie zabrałam... dlaczego tak się zachowuję, co
mam z nim zrobić?
proszę poradźcie