beauty-jenifer
29.03.09, 16:24
Dziewczyny, pomózcie mi się zebrać z tym do kupy. Mam wodę z mózgu i
krew w sercu. Rozum mówi jedno, uczucia swoje, zdrowy rozsądek każe
jeszcze co innego.
Po 15 latch odnaleźlismy się z moją Wielką Miłością, on tam ja tu.
Dwa końce Polski.Spotkaliśmy się, uczucie wybuchło na nowo, albo
nawet bardziej, dojrzalej. Powiedział mi, że 15 lat temu był młody i
głupi i żałuje teraz, ale on ma rodzinę, ja też, nie da się tego
zmienić i nie bedziemy nic zmieniać. Chcielismy spotkać sie jeszcze
kilka razy, ale uczucia były tak gorące, że nie moglismy przestać do
siebie dzwonić w każdej wolnej chwili, przestać pisać, umawiać sie
na potajemne spotkania gdzieś w Polsce... On nie jest szczęśliwy do
końca w swojej rodzinie(zresztą to wiedziałam - mówiło się w gronie
dalszych znajomych), opowiadał, że odszedł wtedy ode mnie ze
strachu, że nie umie mnie zaspokoić fizycznie, a że był młody nie
rozumiał, że na poczatku tak może być. Było gorące uczucie między
nami wtedy i wróciło.
Teraz powoli opada ten stan zawirowania, wracamy do normalnego
zycia. Jednak upewnilismy się, że zmienilismy się bardzo oboje, a
poza tym mamy rodziny, pracę, obowiązki. Czulismy się sobie bliscy,
ale jednak sytuacja była trudna.
Chciałam powiedzieć definitywnie "do widzenia " - z bólem, ale
odciąć się od tego toksycznego związku. Jednak on nalega, żebysmy
nie odcinali się od siebie - spotykali się czasem, dobrze nam sie
rozmawia, odpoczywamy ze sobą, ale...też dochodzi do bliskości.
On nie dba o naszą przyjaźń, a przynajmniej ja tak to czuje - rzadko
pisze, nie dzwoni, unika wyjaśnień, mówi, że go naciskam, ale jednak
nie chce tego zakończyć.Brak kontaktu tłumaczy problemami, i tym, że
woli rozmawiać widząc mnie, niż mówić do telefonu. Wiele razy o tym
rozmawialismy, że mnie to boli, ale on ciagle swoje.
Mi tez szkoda tego, co nas łączy, kochałam go zawsze i chyba nadal
kocham. Męża też kocham, jest moim przyjacielem, kumplem,
ale...mniej kochankiem, to nam nigdy nie wychodziło zbyt dobrze.
Mam męża, który jest moim przyjacielem, dba o mnie i szanuje i
faceta, którego kocham i który jest moim kochankiem...
Jak myslicie, czy trwać w tym związku i zgodzić sie na spotkania
raz na 2-3 miesiące?
Rozum mówi: skończ z tym całkiem, bo połowiczne rozwiązania nie są
dobre, serce mówi : kocham go nadal, rozsądek mówi: dlaczego nie
spotkać się jeszcze kilka razy i zdecydować, czy to co nas łaczy to
rzeczywiście cos głębokiego....zawsze przecież mozna powiedzieć "do
widzenia".