ruda_80
30.03.09, 23:57
Związek był mega toksyczny. Rozstaliśmy się - zerwał ze mną, a ja
nie mogę się z tym pogodzić.
9 miesięcy podczas których ja samodzielna silna kobieta, która do
tej pory w życiu sobie całkiem nieźle radziła: dosyć atrakcyjna,
swoje mieszkanie, samochód, faja praca za niezłe pieniądze
uzależniłam się od faceta. Zawodowo pewna siebie, asertywna, dałam
się zupełnie podporządkować komuś który traktował mnie okropnie.
Nigdy nie całował i nie przytulał sam z siebie, gdy to inicjowałam
to słyszałam że jestem zbyt emocjonalna. Długo pracował, więc nigdy
do mnie nie dzwonił, nie wysyłał smsów w ciągu dnia. Początkowo
miałam o to pretensje, ale w końcu się przyzwyczaiłam, a że
widywaliśmy się codziennie, to wracając z pracy przyjeżdżałam do
siebie do domu i czekałam aż raczy się odezwać i powiedzieć co dziś
robimy, gdzie nocujemy – u mnie czy u niego. Mimo że każde z nas
miało swoje mieszkanie, i nocowaliśmy razem raz tu raz tu to zaczęły
się pretensje, że nie sprzątam jego mieszkania (u mnie też on nigdy
nie sprzątał), nie prasuje jego koszul, więc potulnie zaczełam to
robić. Gdy już nie było się do czego przyczepić to usłyszałam, że
jestem zaborcza i go ograniczam – zazdrosna faktycznie czasem byłam,
ale nigdy mu nie ograniczałam wyjść, spotkań ze znajomymi. A gdy to
usłyszałam już zupełnie odpuściłam i nie pokazywałam jakiejkolwiek
zazdrości. Gdy cokolwiek spytałam o jego rodzinę, rodzeństwo które
zresztą bardzo lubiłam, słyszałam, żebym się nie wtrącała, że a co
mnie to obchodzi, więc przestałam pytać. Seks tylko wtedy gdy on
tego chciał, gdy ja miałam ochotę i coś inicjowałam zdarzało się ze
był śpiący i nie chciał. Kilka tekstów typu: odczep się, wku...asz
mnie, jajco usłyszanych w obecności jego rodzeństwa na wspólnych
imprezach. Na koniec usłyszałam, że męczy się w tym związku
Kilka porażek w życiu uczuciowym, mój ogromny strach przed
samotnością (wszyscy wokół pozakładali rodziny, a ja mam już dość
szukania, łażenia po klubach, poza tym nie ma już bardzo z kim itp)
sprawiły że zobaczyłam w nim przyszłego męża i ojca moich dzieci, w
myślach już nawet wiedziałam jaki dom sobie postawimy. Tolerowałam
to jak mnie traktował, chwytając i ciesząc się tym, że jest koło
mnie ktoś kto miałam nadzieję coś do mnie czuje.
Na koniec usłyszałam, że męczy się w tym związku. Rozum mówi, że
dobrze się stało, ale serce i tak strasznie boli i w głowie
pojawiają się myśli żeby walczyć....