jaapa82
31.03.09, 15:04
Jakis czas temu zerwalam z moim exem. Od tamtego czasu poznaje wielu
nowych facetow. I praktycznie zawsze powtarza sie nastepujacy
scenariusz: poznaje kogos nowego, komu bardzo (!) sie podobam (dla
mnie jest to istotne, by zwrocic wasza uwage, ze interesuja mnie
tylko ci, ktorych ja interesuje). Przez caly
wieczor/spotkanie/impreze taki adorator krazy wokol mnie jak
satelita, tanczy ze mna, rozmawia ze mna, Jest to zawsze
znajomy/przyjaciel znajomych, ktorzy tez sa tam obecni. I tak sobie
milo trwa zabawa¸ jest w siodmym niebie A wiec pozniej bierze moj
numer lub znajduje przez maila w pracu tudziez jak nie widze dzwoni
do siebie z mojego tel. Nastepnie wydzwania, pisze slodkie esy i
chce sie zobaczyc w ciagu nast tyg. Wiec ponownie spotykamy sie ze
wspolnymi przyjaciolmi albo sami na ‘luznej’ randce tylko we dwoje
(mam na mysli niedzielny lunch w rest), zadnych wieczornych czy tez
nocnych eskapad lub tez czasu spedzonego u kogos z nas.
No a pozniej... NIC, zero, gosciu nie zyje. Nie odzywa sie, nie daje
znaku zycia. Na esa odpowiada albo zdawkowo, albo wcale, albo, ze
wlasnie wsiada do samolotu na Grenlandie i jak wroci za pare lat, to
sie moze odezwie:)
Bardzo prosze, czy mozecie mi powiedziec, jak odkryc, co robie zle
podczas tego drugiego spotaknie, bo to, co sie dzieje jest wrecz
niewyobrazalne. Poczatkowo komplenie napalony moj adorator zmienia
sie o 180 stopni. Czy myslicie, ze moze byc w tym udzial moich
znajomych (raczej malo mozliwe). Takich przypadkow mialam w ciagu
ostatnich 2 miesiecy 5 wsrod bardzo porzadnych facetow (wolnych,
wyksztalconych, roznych europejskich narodowosci), wiec
stwierdzilam, ze jest w tym jakas fatalna prawidlowsc, ktora
nalezaloby zbadac:(
Dzieki za rady...