Obowiązek wobec rodziny...?

29.11.03, 15:25
Z zaskoczeniem przeczytalam dzisiejszą rubrykę "List tygodnia". Dlaczego
został wyróżniony przez redakcję, czyżby omyłykowo (np. zamiast listu ze
str. 62?) Inaczej nie potrafię sobie tego wytłumaczyć.
Mam wrażenie, że Dorota, rozczarowana autorka listu, jest znudzona monotonią
własnego życia, a w rodzinnych imprezach upatruje szansy, by cudzym kosztem
monotonię ową przegonić. Zgadzam sie z tą "wyrotową parą nowożeńców". To ich
ślub, zatem i ich decyzja jak go chcą zapamiętać. Obowiązkiem wobec rodziny
wydaje mi się co najwyżej większa odpowiedzialność wobec jej członków w
trudnych chwilach,a pomysł, żeby zapewniać krewniakom i obowiązkową zabawę
wydaje mi się niedorzeczny. Szczególnie,dla pary doktorantów (są dobrze
sytuowani.."Polityka" biła tylko pianę przyznając doktorantom stypendia, by
nie emigrowali..?).
Jestem nawet jeszcze nie narzeczoną. Ostatnio byłam na hucznym weselu. Lubię
takie imprezy,w mojej, b. licznej, rodzinie wesela na 100-150 osób zdarzły
się często. Wszyscy dobrze się bawili, ale cały czas miałam w pamięci
rachunki czynione przez nowożeńcówi. "Zastaw się, a postaw się" - to
przecież obowiązek.
Ja również wybrałabym podróż i pewnością tak zrobię. Ciocie i wujkowie
wybaczcie... Karta jedynie z zawiadomieniem o ślubie zupełnie mnie nie
przeraża.
    • zalotnica Re: Obowiązek wobec rodziny...? 29.11.03, 16:27
      andziurek napisała:
      > "Zastaw się, a postaw się" - to przecież obowiązek.
      > Ja również wybrałabym podróż i pewnością tak zrobię. Ciocie i wujkowie
      > wybaczcie... Karta jedynie z zawiadomieniem o ślubie zupełnie mnie nie
      > przeraża.

      Artykulu nie czytalam, ale Ciebie popieram. Podroz zamiast wesela,
      to jest jak dla mnie (rodzica)jedyne rozsadne rozwiazanie. Na pewno
      jakies przyjecie-obiadek bedzie, ale w bardzo waskim gronie.
      Juz teraz z przerazeniem mysle o takich "obowiazkach" wzgledem dzieci.
      No chyba, ze ta druga strona sie uprze...
    • chanetka Re: Obowiązek wobec rodziny...? 30.11.03, 12:49
      Wiesz co a ja sie nie dziwie autorce listu.Mlodzi maja prawo wyboru,wyrazaja
      jasno swoje zdanie.Tak samo owa ciocia ma prawo wyrazic swoje zdanie.Ot co!Ja
      sama mialam huczne wesele,ktore trwalo trzy dni.Dzisiaj pewno tez wolalabym
      udac sie w daleka podroz.Taka to nasza "tradycja",wesele,zabawa..coraz czesciej
      ja przelamujemy.Ale czy to powod,zeby uwazac wspomniana ciocie za znudzona
      monotonia zycia kobiete?Miala pewno inne oczekiwania niz mlodzi.Oni zdecydowali
      inaczej,rozumiem,ale ja tez rozumiem.Pozdrawiam.ch.
    • Gość: Triss Merigold Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.acn.waw.pl 30.11.03, 13:51
      Autorka listu jest nie tylko rozczarowana, ja w jej słowach widzę wyraźną
      pretensję, przypomnienie, że organizowanie hucznych imprez rodzinnych jest
      obowiązkiem a nie dobrowolnym gestem. Trochę mną zatrzęsło, jak kobieta śmie
      wymagać, żeby w imię ucieszenia jej i córeczki (wybierającej się na imprezę do
      Warszawy), młodzi organizowali kosztowne przyjęcie i martwili o noclegi dla
      gości.
      Ponieważ mam w planach ślub i będziemy go finansować sami, nie zgodzę się na
      żadne wesele. Obiad dla rodziców, świadków i rodzeństwa i koniec. Nie widzę też
      potrzeby obwożenia narzeczonego po rodzinie. Jesteśmy dorosłymi ludźmi, mamy po
      30 lat i akceptacja moich i cudzych ciotek i wujków czy ciotecznego rodzeństwa
      jest dla mnie zbędna.
      • Gość: marfi Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: 128.187.28.* 30.11.03, 16:54
        A ja jestem za weselem, bo w naszym atomizujacym sie spoleczenstwie
        ludzie przywiazuja zbyt duzo wage do pieniedzy i wlasnej przyjemnosci, a
        wiezy rodzinne ulegaja degradacji. Chodzi o jeszcze jedna okazje do bycia
        razem a nie do zaspokajania proznosci ciotek i wojkow. A pieniadze ? coz
        przychodza i odchodza a wspomnienia jednak zostaja i nikt nie moze ich
        nam ukrasc.
        • zalotnica Re: Obowiązek wobec rodziny...? 30.11.03, 17:02
          Gość portalu: marfi napisał(a):

          > A ja jestem za weselem, ze ? (...) coz, a wspomnienia jednak zostaja
          > i nikt nie moze ich nam ukrasc.

          Wspomnienia, te ciekawe, to sa raczej z podrozy niz ze spotkan
          rodzinnych. A co zrobisz, jak bedzie rozwod ? tez tak milo wtedy
          bedziesz wspominala...?

        • Gość: Triss Merigold Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.acn.waw.pl 30.11.03, 17:02
          To wolę mieć wspomnienia z wycieczki czy cos trwałego do domu. Dziekuję
          uprzejmie, nie odczuwam potrzeby podtrzymywania więzów rodzinnych z ludźmi z
          którymi łączy mnie li tylko dalekie pokrewieństwo. Jeśli moi rodzice czy moje
          rodzeństwo taką potrzebę mają to mogą ją sobie do woli realizować ale
          niekoniecznie na moim ślubie.
          Tak na marginesie, czyja przyjemność powinna być dla mnie istotna?
      • gocha71 Re: Obowiązek wobec rodziny...? 30.11.03, 21:49
        Czy ta kaceptacja rodziny dla twojego męża będzie również zbędna, gdy (czego
        oczywiście nikomu nie życzę) coś się przytrafi złego Tobie albo jemu i sami nie
        będziecie sobie w stanie poradzić (choćby finansowo)? Dlaczego będą mieli
        pomagac obcej sobie bądź co bądź osobie, której nawet nie poznali?
      • gocha71 Re: Obowiązek wobec rodziny...? 30.11.03, 21:50
        Czy ta akceptacja rodziny dla twojego męża będzie również zbędna, gdy (czego
        oczywiście nikomu nie życzę) coś się przytrafi złego Tobie albo jemu i sami nie
        będziecie sobie w stanie poradzić (choćby finansowo)? Dlaczego będą mieli
        pomagac obcej sobie bądź co bądź osobie, której nawet nie poznali?
        • Gość: Triss Merigold Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.acn.waw.pl 30.11.03, 21:57
          Moi rodzice znają przyszłego, akceptują, mieszkamy razem i okazje żeby się
          poznać były. Akceptację pozostałych (wujków, ciotek, dalszych kuzynów itd.) mam
          w dużym poważaniu, to moi rodzice pomagają im finansowo i odwrotna sytuacja
          raczej jest niemożliwa. Od nikogo nie będę wymagać, żeby poomagał obcemu
          człowiekowi, tak samo nie będę oczekiwać ewentualnej pomocy od rodziny
          przyszłego męża. To jego rodzina, nie moja, kontakty: grzecznie i z daleka. Nie
          mam potrzeby zaprzyjaźniania się z kompletnie obcymi ludźmi, są mi obojętni.
        • fczurek Re: Obowiązek wobec rodziny...? 01.12.03, 11:21
          Czy uwazasz, ze akceptacje i pomoc w trudnych chwilach mloda para "kupi" wyajac
          wesele? Nie sądze. :)
    • Gość: Monika Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.crowley.pl 30.11.03, 14:33
      Widzę, że nie tylko ja byłam zaskoczona tym listem.

      Kobiecie chyba cos się pomyliło. Szacunku wobec innych członków rodziny nie
      okazuje się poprzez organizowanie dla nich wystawnych imprez. Ja to rozumiem
      tylko w jeden sposób. Cioteczka razem ze swoją córeczką, miały chętkę na
      wycieczkę do stolicy i imprezę na cudzy koszt. Ale niestety... nie wypaliło i
      teraz czują się oszukane. Rozrywka przeszła im koło nosa i teraz sfrustrowane
      muszą się na kimś wyżyć. Najlepiej oczywiście na tej wrednej siostrzenicy, dla
      której istnieja widać inne wartości niż zabawy ponad stan (oboje doktoranci
      więc pewno niezbyt bogaci). Mamusia już teraz zapowiada jakie to wspaniałe
      wesele wyprawi kiedyś córeczce. Znam niestety takich... potrafią wziąć nawet
      kredyt w banku, a potem spłacać go miesiącami, byle tylko się pokazać przed
      innymi.

      Oj Gazeto... wstydź się, że wyrózniłas taki list!!!!!
      • Gość: Triss Merigold Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.acn.waw.pl 30.11.03, 14:40
        Chciałam jeszcze zauważyć, że nie wszyscy młodzi małżonkowie chcą organizować
        huczne przyjęcia na koszt własnych rodziców. Nie chcą naciągać, uważają, że
        skoro decydują się na małżeństwo to są dostatecznie dorośli, żeby pokryć koszty
        ślubu.
        Byłam ostatnio na ślubie znajomych, była lampka szampana dla gości a potem
        obiad na 10 osób (młodzi, rodzice, świadkowie, rodzeństwo). Nawet jeśli ktoś
        miał pretensje to zachował je dla siebie. Potem pojechali na wycieczkę do
        Paryża.
      • diab.lica Re: Obowiązek wobec rodziny...? 30.11.03, 15:20
        >Mamusia już teraz zapowiada jakie to wspaniałe
        > wesele wyprawi kiedyś córeczce.

        a jak coreczka nie bedzie chciala? nie wszyscy lubia rodzinne spedy.
        • Gość: Monika Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.crowley.pl 30.11.03, 17:50
          diab.lica napisała:

          > >Mamusia już teraz zapowiada jakie to wspaniałe
          > > wesele wyprawi kiedyś córeczce.
          >
          > a jak coreczka nie bedzie chciala? nie wszyscy lubia rodzinne spedy.

          Wiesz... ponoć miała wielką ochote pojechać na wesele kuzynki do stolicy. Więc
          chyba lubi takie spędy. Albo imprezy na cudzy koszt.
    • Gość: Ciotka Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.one.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 30.11.03, 15:51
      Ja czytając ten list doskonale rozumiałam autorkę. Poczuła się przez młodą,
      wykształconą i lepiej sytuowaną siostrzenicę normalnie zlekceważona, a przecież
      przyłożyła ręki do jej wychowania. Tymczasem ona nawet nie przedstawiła
      bliskiej w końcu rodzinie przyszłego męza. Dobrze, że nie rozesłała
      zawiodomienia o ślubie sms-ami.

      Sytuowana chyba jest nieżle, jeśli jedzie do Rzymu w podróż poślubną. Byle
      doktorant ze swego stypendium tego by nie sfinansował.

      Wracając do tematu: robić wesele czy nie. Gdy byłam w waszym wieku - też tak
      myślałam: po grzyba mi ta impreza. Ot, niedostatek wyobrażni w młodym wieku.
      Pomyślcie jednak, gdzie i kiedy mają sie poznać, przynajmniej z widzenia, dwie
      rodziny? Przyjęcie w małym gronie załatwi sprawę tylko najbliższej rodziny, ale
      już ciotki, wujkowie i ich dzieci (w końcu nie tak dalecy kuzyni) już się nie
      zmieszczą. Czy naprawdę nie potraficie sobie wyobrażić chwili, w której
      będzicie potrzebowali ich pomocy? A jeśli nawet nie, to kiedy się z nimi
      spotkacie? Zaprosicie ich na chrzciny? Nie, bo nie lubicie takich obciachowych
      imprez. Takie właśnie pogardzane przez was obciachowe wesela są jedyną okazją
      do podtrzymywania więzi rodzinnych wykraczających poza najliższą rodzinę.

      Co do kosztów. Niekonieznie trzeba robić wesela na 300 czy 150 osób. Mozna na
      60-80. Nigdy jescze nie było tak, by prezenty otrzymywane od gosci weselnych
      nie pokryły kosztów. Z nawiązką wystarczającą na podróż poślubną. Mogę wieć
      powiedzieć, że ci pociotkowie sami finansują wesele po to tylko, by spotkać
      się nareszcie w trochę wiekszym gronie.

      Ciotka

      • Gość: Triss Merigold Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.acn.waw.pl 30.11.03, 16:04
        Wyobraź sobie, że nie wszystkie z tych krytycznych postów pisali młodzi ludzie.
        Mam 30 lat i niby jakiej pomocy mogłabym oczekiwać od dalszej rodziny, z którą
        zresztą nie mam potrzeby utrzymywania kontaktów poza grzecznościowymi
        życzeniami. Chrzcin ani tym bardziej komunii w przyszłości nie będzie ponieważ
        jestem ateistką.
        Przyjaźń czy poznanie się dwóch obcych rodzin jest mi również doskonale zbędne.
        Mojego przyszłego męża dalsza rodzina (poza rodzicami oczywiście) pozna na
        ślubie o ile zaproszę osoby z poza Warszawy (nie zamierzam szczerze mówiąc).

        Nie dam się wkręcić w przyjecie na 60 ani tym bardziej 80 osób, wolne żarty.
        Fajnie jest się pobawić na cudzy koszt, nie? A prezenty są na ogół obciachowe o
        ile wyraźnie nie zaznaczy się, że mile widziana jest wyłącznie gotówka. Mam
        urządzone mieszkanie i zbędnych gratów (ręczników, cacuszek do zbierania kurzu,
        tosterów, mikserów itp.) nie potrzebuję.
        Swiat się zmienia droga Ciotko i na szczęście wpływ dalszej rodziny staje się
        żaden.
        • Gość: Ciotka Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.one.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 30.11.03, 16:26
          Swiat się rzeczywiście zmienia. Obiachowe prezenty to dostawałam ja 20 lat
          temu. Dostałam froterkę, której nigdy w zyciu nie uzyłam. Froterkę dostałam
          dlatego, że w sklepie wtedy nic więcej nie było, a nie było zwyczaju dawać
          pieniędzy (lata 80-te), bo nic za nie nie można było kupić. W ostatnim roku
          byłam na trzech weselach w bliskiej rodzinie. Wszyscy goście dawali pieniądze,
          z pojedynczymi wyjatkami ( licząc na palcach jednej ręki). Kiedyś wydawałoby mi
          się to okropne. Teraz myslę, że to w porządku. Sama tak zrobiłam. Musze
          przyznać, że te trzy wesela zrujnowały mnie finansowo, bo prezenty, bo kiecki i
          buty, a nie mogłam wystapić w tym samym (ci sami w dużej częsci goście). Ale
          nie żałuję. Bawiłam się świetnie, świetnie bawili się młodzi, mimo że pewnie
          jak ja kiedyś mieli watpilości w sprawie wesela. Nareszcie zebralismy sie razem
          po wielu latach niewidzenia. To dużo. Na świeta już się widujemy rzadko poza
          najbliższą rodziną, bo jesteśmy wszyscy bardzo zajęci, a im kto lepiej
          sytuowany tym bardziej zajęty i już nie ma ani cierpliwości , ani czasu dla
          gorzej sytuowanych krewnych.

          Wam takie spotkania w gronie krewnych sa teraz niepotrzebne, bo jesteście
          jeszcze młodzi i jak to młodzi - niestety samolubni. Niepotrzebna Wam dalsza
          rodzina. Pewnie - młodzi, zdrowi, zabezpieczeni finansowo, z urządzonym
          mieszkaniem. Po co zapraszać prowincjuszy na wesele. Jeszcze wstydu narobią. A
          może będa jeszcze czegoś chcieli nie daj Boże? Ciotka
          • Gość: melmire Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 30.11.03, 16:33
            W ktora strone by nie liczyc, wyjazd w podroz kosztuje mniej niz wesele na 80
            osob z zakwaterowaniem. Mnie tam by sie nie chcialo zaczynac malzenstwa od
            wziecia kredytu na 20 lat.
            Jestem w sytuacji dosc szczegolnej, bo za granica, i tu tez bede brala slub,
            wiec moge miec tylko nadzieje ze moi rodzice przyjada :) Z rodziny lubego tez
            pewnie beda tylko rodzice i dziadkowie, w kazdym razie weseliska na cala noc
            raczej nie bedzie, chyba ze goscie w ramach prezenotw slubnych przyniosa
            wyzerke ze soba, co wcale nie jest takie glupie jak sie nad tym zastanowic :)
          • Gość: Triss Merigold Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.acn.waw.pl 30.11.03, 16:44
            Gorzej usytuowanym krewnych (często z własnej winy np. z powodu alkoholizmu w
            rodzinie) to mogę przesłać ciuchy w ramach sprzatania szafy i rodzinnej pomocy.
            Czy potrafi Pani zrozumieć, że nie mam ochoty na wydawanie własnych, ciężko
            zarobionych pieniędzy na imprezę dla ludzi z którymi i tak praktycznie nie
            utrzymuję kontaktów?
            Święta też na szczęście mam w niewielkim gronie, w ogóle za spędami rodzinnymi
            nie przepadam.
            Na szczęście ze strony rodzeństwa ciotecznego z innych miast też przychodziły
            tylko karty okolicznościowe, ani moi rodzice ani ja i tak byśmy nie pojechali
            na całonocną zabawę w drugi koniec Polski.
          • Gość: gość Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.dtvk.tpnet.pl 30.11.03, 17:43
            A figę ! Uwielbaim swoja rodzinę i samolubem nie jestem, a wesela i tak nie
            zrobię! Poza tym... czy ktoś ma takie złudzenia,ze wystawne wesele
            zagwarantuje mi czyjąś pomoc..co za optymizm.
      • diab.lica Re: Obowiązek wobec rodziny...? 30.11.03, 17:08
        Gość portalu: Ciotka napisał(a):

        > Ja czytając ten list doskonale rozumiałam autorkę. Poczuła się przez młodą,
        > wykształconą i lepiej sytuowaną siostrzenicę normalnie zlekceważona, a
        przecież
        >
        > przyłożyła ręki do jej wychowania. Tymczasem ona nawet nie przedstawiła
        > bliskiej w końcu rodzinie przyszłego męza. Dobrze, że nie rozesłała
        > zawiodomienia o ślubie sms-ami.
        >
        > Sytuowana chyba jest nieżle, jeśli jedzie do Rzymu w podróż poślubną. Byle
        > doktorant ze swego stypendium tego by nie sfinansował.
        >
        > Wracając do tematu: robić wesele czy nie. Gdy byłam w waszym wieku - też tak
        > myślałam: po grzyba mi ta impreza. Ot, niedostatek wyobrażni w młodym wieku.
        > Pomyślcie jednak, gdzie i kiedy mają sie poznać, przynajmniej z widzenia,
        dwie
        > rodziny? Przyjęcie w małym gronie załatwi sprawę tylko najbliższej rodziny,
        ale
        >
        > już ciotki, wujkowie i ich dzieci (w końcu nie tak dalecy kuzyni) już się
        nie
        > zmieszczą. Czy naprawdę nie potraficie sobie wyobrażić chwili, w której
        > będzicie potrzebowali ich pomocy? A jeśli nawet nie, to kiedy się z nimi
        > spotkacie? Zaprosicie ich na chrzciny? Nie, bo nie lubicie takich
        obciachowych
        > imprez. Takie właśnie pogardzane przez was obciachowe wesela są jedyną
        okazją
        > do podtrzymywania więzi rodzinnych wykraczających poza najliższą rodzinę.
        >
        > Co do kosztów. Niekonieznie trzeba robić wesela na 300 czy 150 osób. Mozna
        na
        > 60-80. Nigdy jescze nie było tak, by prezenty otrzymywane od gosci weselnych
        > nie pokryły kosztów. Z nawiązką wystarczającą na podróż poślubną. Mogę wieć
        > powiedzieć, że ci pociotkowie sami finansują wesele po to tylko, by spotkać
        > się nareszcie w trochę wiekszym gronie.
        >
        > Ciotka
        >

        pytanie podstawowe Ciotko. dla _kogo_ robi sie wesele? czy mloda para robi je
        dla siebie i czy dla blizszej i dalszej rodziny. ja uwazam, ze dla siebie.
        tutaj nawet nie jest kwestia kosztow (choc i tak wyjazd do Wloch- Ciotko,
        wyjazdy za granice nie sa niebotycznie drogie jest duzo tanszy niz huczne
        weselisko) tylko spedzenia tego dnia tak zeby go milo wspominac przez reszte
        zycia. nie kazdy lubi duze imprezy, nie kazdy ma swietne stosunk z rodzina,
        nie zawsze rodzice akceptuja wybor danej osoby (znam tez przypadek gdy
        rozwiedzeni rodzice przyszli ze swoimi nowymi partnerami na wesele corki i pod
        wplywem alkoholu wybuchla jedna wielka rodzinna awantura). nie ma sie wiec co
        obrazac, ze mlodzi chca z jakichkowliek powodow (lub chocby tylko dla tego, ze
        po prostu tak wola) urzadzic wesele po swojemu.
        • Gość: Ciotka Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.one.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 30.11.03, 18:20
          Wesele robi się po to, by rodziny mogły się poznać. Żeby poznać wujka Staśka,
          ciotkę Klotkę i kuzynkę Jaśkę. Nikt nie zagwarantuje, że jeśli ich poznacie a
          przyjdzie czas proby, to mozna będzie na nich liczyć. Na pewno jednak z
          wiekszym prawdopodobieństwem, gdy oni Was poznają niż wtedy, gdy nie beda miec
          o Was zielonego pojęcia. Chodzi o więź. Więzi buduje sie w różny sposób, także
          przez imprezy rodzinne. Wygląda jednak na to, że Wam te więzi są niepotrzebne.
          Nie jesteście ciekawi dalszej rodziny. Traktujecie ją jak obciążenie.
          Pamiętajcie jednak, nie wypada iść na wesele do kogoś z rodziny czy znajomych,
          gdy nie urządzało się własnego. I tak rwą się kontakty rodzinne. Co odpowiecie
          Waszym dzieciom, gdy będą Was pytać o ciotki i wujków?

          Rozumiem autorke listu, bo gdyby moi bratankowie potraktowali mnie w taki
          sposób, jak ją siostrzenica, to byłoby mi bardzo przykro. Można nie urządzać
          wesela, ale wypada przedstawić bliskiej w końcu rodzinie wybranka lub
          wybrankę. Chyba że to czasowy wybór. Ciotka




          • Gość: Monika Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.crowley.pl 30.11.03, 18:46
            Gość portalu: Ciotka napisał(a):

            > Pamiętajcie jednak, nie wypada iść na wesele do kogoś z rodziny czy
            znajomych, gdy nie urządzało się własnego.

            Wiesz.... teraz już nikt w ten sposób (z drobnymi wyjątkami) nie podchodzi. Jak
            kogoś stać to robi wesele i zaprasza tłum znajomych i osób z rodziny. Jeżeli
            nie stać go, lub nie ma ochoty to tego nie robi.
            Ale absolutnie NIE ma w tym przypadku zasady wzajemności. To że nie urządzało
            się własnego wesela nie oznacza, że nie wolno iść na wesele do koleżanki, która
            wesele organizuje. Wesele to impreza na której chce się widzieć bliskie sobie
            osoby. Jedna z moich koleżanek zrobiła w wesele w zasadzie tylko dla znajomych.
            Z rodziny zaproszone były nieliczne osoby. Dzień slubu i wesela to dzień dla
            pary młodej. Najważniejszy dzień zycia powinni spędzić go tak jak uważają, że
            będzie najprzyjemniej dla nich i w otoczeniu ludzi na których im zależy i
            którzy coś dla nich znaczą. Po co zapraszać ciotki i wujków, którzy nawet nie
            pamiętają o naszym istnieniu? Bo tak wypada? W razie jakiejś potrzeby często o
            wiele bardziej mozna liczyć na znajomych i przyjaciół, niż na dalszą rodzinę.
            W każdym razie pewne jst jedno: wesele to nie transakcja wymienna. Ty byłaś u
            mnie na weselu, to teraz spodziewam się, że zostanę zaproszona na Twoje. O nie!
            Jeżeli masz takie podejście do tej sparwy to bardzo Ci współczuję.
          • diab.lica Re: Obowiązek wobec rodziny...? 30.11.03, 19:16
            > Wesele robi się po to, by rodziny mogły się poznać. Żeby poznać wujka
            Staśka,
            > ciotkę Klotkę i kuzynkę Jaśkę.

            sa rowniez i inne okazje by poznac rodzine. a jesli ich nie ma, to coz znaczy
            ze kontakty i tak sa juz urwane.

            >Nikt nie zagwarantuje, że jeśli ich poznacie a
            > przyjdzie czas proby, to mozna będzie na nich liczyć.

            widze tu pewne wyrachowanie. trzeba ich poznac, bo a nuz sie kiedys przydadza.

            > Chodzi o więź. Więzi buduje sie w różny sposób, także
            > przez imprezy rodzinne. Wygląda jednak na to, że Wam te więzi są
            niepotrzebne.

            wiezi buduje sie w rozny sposob, niekoniecznie poprzez imprezy rodzinne typu
            wesele.

            > Nie jesteście ciekawi dalszej rodziny.

            skad ten wniosek?

            >Traktujecie ją jak obciążenie.

            ?

            > Pamiętajcie jednak, nie wypada iść na wesele do kogoś z rodziny czy
            znajomych,
            > gdy nie urządzało się własnego.

            ??

            >I tak rwą się kontakty rodzinne. Co odpowiecie
            > Waszym dzieciom, gdy będą Was pytać o ciotki i wujków?

            zaraz, zaraz. wujek mojego dziecka (ktorego jeszcze nie mam, wiec nie martwie
            sie co mu powiem) to moj brat. mam z nim kontakt i niepotrzebne mi wesele zeby
            sie z nim zobaczyc.

            > Rozumiem autorke listu, bo gdyby moi bratankowie potraktowali mnie w taki
            > sposób, jak ją siostrzenica, to byłoby mi bardzo przykro.

            niepotrzebnie.


            >Chyba że to czasowy wybór. Ciotka
            zakonczyla zgryzliwie ciotka.


            • Gość: gość Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.dtvk.tpnet.pl 30.11.03, 19:38
              Lubię Twoj humor daib.lica!
          • Gość: gość Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.dtvk.tpnet.pl 30.11.03, 19:50
            zasada wzajemnosci juz nie obowiazuje! przynajmniej nie w wydaniu ,ktore
            proponujesz. jesli zrobie wesele i nie zaprosze kogos z rodziny,a on mnie w
            przyszlosci tak, to raczej nie pojde. jednak kiedy nie planuje takiej imprezy
            a dostane zaproszenie, to dlaczego mnialabym urazic pare mloda? skoro mnie
            zapraszaja, to wiem,ze nie dlatego, ze trzeba. mozna po prostu zaprosic na
            slub,a nie przyjecie i nikt teraz sie za taka forme nie obrazi.
            a propos wzajemnego poznawania: na pewno nie na weselu!!! kazda rodzina bawi
            sie w swoim gronie i co zabawne, jesli druga - ta obca czesc- raczy sie zmyc
            do domu, pozostalej jest to nawet na reke...tak to ostatnio zaobserwowalam, a
            nie wymyslilam.a to nie bylo towarzystwo alienów.
            wiezi bardzo rodzinne b. sobie chwale i cenie, staram sie je pielegnowac. nic
            nie zastapi jednak osobistego kontaktu i intymnej rozmowy. na weselach z
            ciotkami mozna sie napic i dobrze bawic (ale ile to razy swietnie bawie sie z
            obcymi), popatrzec jak kto sie ubral i czym przyjechal. nie wierze, zeby u
            Ciebie bylo drastycznie inaczej.
          • Gość: BlueBerry Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.03, 10:02
            jak slysze ze wesele na kilkadziesiat osob ma sluzyc temu by poznac rodzine, to
            rece mi opadaja. szczegolnie jesli jest to typowo polskie wesele z duza iloscia
            alkoholu. po polgodzinie nikt juz nie bedzie pamietal czy ciotka Kazia to Kazia
            a moze Jadzia, ani ze wujek Henio to ten pan co wlasnie lezy pod stolem. nie
            bedzie pamietal ani nie bedzie chcial pamietac. a moze by tak odwrocic
            sytuacje? moze to rodzina chcac poznac przyszlego malzonka/ke, po kolei by
            zaprosila narzeczonych/swiezo poslubionych na kameralne obiady w malym gronie??
            zaloze sie ze wtedy mzona poznac sie lepiej, toczac rozmowe w spokojnej
            atmosferze rodzinnego domu. a mlodzi mozeby nawet kwiaty przyniesli a i butelke
            wina do obiadu?
          • bubster Re: Obowiązek wobec rodziny...? 01.12.03, 11:01
            prawda jest taka ze obojętnie jak huczne jest wesele
            jak masz problem to dalsza rodzina ma cie przeważnie głeboko w d...
            i nic tego nie zmieni
            to że Ty myślisz inaczej
            też prawdy nie zmieni
            żadne wesele nie zagwarantuje mi pomocy ze strony mojej rodziny
            niestety
            obudz się ciotko, na jakim swiecie żyjesz
      • burza4 Re: Obowiązek wobec rodziny...? 04.12.03, 14:33
        Ciociu - sugerujesz małe wesele na 60 czy 80 osób - policz sobie to jest raptem
        40 par. Z tego państwo młodzi, świadkowie, rodzice i teściowie, załóżmy że
        każde z nich ma 1 sztukę rodzeństwa, załóżmy że wszyscy dziadkowie żyją +
        rodzice chrzestni obydwojga - to już prawie 30 osób. To zazwyczaj absolutnie
        niezbędna, najbliższa rodzina. A reszta? Roznie bywa w rodzinach, czasem rodzic
        mają więcej rodzeństwa - i co wtedy? Nie da się zmieścić w takiej liczbie, a o
        rodzeństwie ciotecznym w ogóle nie ma mowy. Przykładowo - u mnie rodzice mają
        łącznie 7 rodzeństwa, każda para ma dwójkę dzieci, z czego 80% jest "pożeniona"
        i ma własne dzieci. I co z tym fantem zrobic? Selekcję? Oprócz tego przecież są
        jeszcze goście ze strony pana młodego. Liczyłam kiedyś, że tej najbliższej
        rodziny byłoby około 100 osób (do poziomu rodzeństwa rodziców i ich dzieci). Z
        tej setki lubię może 10 sztuk. Reszta jest mi najdoskonalej obojętna.
        Słyszałam ostatnio, jak to dziadek wymusił zrobienie wesela wnukowi (skromnego -
        na 60 osób), w sytuacji, kiedy młodzi mają po 18 lat, mieszkaja kątem u
        rodziców, chodzą jeszcze do szkoły, utrzymują się z pensji pracującej mamy i
        renty ojca - ta rodzina ledwo wiązała koniec z końcem jeszcze przed ślubem, a
        teraz jeszcze dziecko w drodze i wydatki większe. Nic to, że nie mają za co
        żyć, a matka bedzie spłacała kredyt przez kolejne 3 lata, grunt, że
        staropolskim zwyczajem było "zastaw się, a postaw się".

        A koszt przyjęcia weselnego w Warszawie dla 1 osoby zaczyna się gdzieś od kwoty
        minimum 150 - 250 zł (i to w raczej niskim standardzie, bez alkoholu i
        orkiestry, o noclegach nie wspomnę). Znajomi na wesele wydali ponad 50 tys. zł,
        ale oni są już urządzeni, więc mogli sobie pozwolić na pewien luz.

        Co do pomocy - to istotnie nie jestem w stanie wyobrazić sobie sytuacji, kiedy
        potrzebuję pomocy od dalszej rodziny - zdecydowanie po ewentualną pomoc
        zwracałabym się do banku, rodziców lub bliskich znajomych (w tej kolejności). W
        czym mi pomoże ciotka-rencistka, starsza ode mnie o kilkanaście lat, która nie
        może się odnaleźć w kapitalistycznej rzeczywistości? Przepraszam, ale to ja
        jestem doradcą podatkowo-organizacyjno-inwestycyjnym dla całej rodziny.
        Podtrzymanie więzi rodzinnych odbywa się automatycznie - jesli rodzina jest
        fajna. Nikt nie bedzie o te więzi zabiegał ze zrzędzącą, wścibską ciotką czy
        wujem-nudziarzem. Taka jest kolej rzeczy.

        Czasy są takie, że jednak większość normalnie myślących ludzi liczy się z
        groszem i ogranicza wydatki. W liczbie gości weselnych również. Nie oczekuj, że
        ktoś zaprosi jakiegoś pociotka widzianego ostatnio przed 15 laty, zamiast
        ukochanej przyjaciółki w imię nieistniejących więzi. Nie wiem, na jakim świecie
        ty żyjesz, ale prezenty weselnie od dawna już nie pokrywają nawet części
        kosztów wesela, jeśli już o tym wspomniałaś. Bo tez mało kogo stać na danie
        około 500 zł od pary. To zaledwie pokryje podstawowe koszty wesela. Podróż
        poślubna ze ślubnych kopertówek to chyba do Otwocka na działkę, chyba że ktoś
        ma bardzo hojną i zamożną rodzinę.

        A wspomnienia? Pierwszego wesela dla rodziny nie wspominam w ogóle, dla mnie to
        nie była najmniejsza frajda, kolejna śmiertelnie nudna impreza rodzinna
        (oczywiście z racji kosztów nie dane mi było zaprosić znajomych), natomiast
        drugi ślub był dla mnie - tylko rodzice i bardzo, bardzo dużo przyjaciół. A
        zamiast przyjęcia dla pociotków - niezapomniana podróż życia.
    • soczewica też to czytałam 30.11.03, 15:58
      I nawet, jeśli ta pani zabiera głos w słusznej sprawie (rozluźnienie więzów z
      rodziną), to dobiera takie argumenty, że nie przysparza sobie mojej sympatii.
      Rzuciło mi się w oczy, że pani najbardziej dziwi się, że młodzi nie chcą
      PREZENTÓW, a najbardziej jej szkoda własnej córki, która nie pojedzie do
      Warszawy na weselną wyprawę.
      Pani nie ubolewa nad zanikiem więzów rodzinnych, a traktuje wszystko w
      kategorii: będą wam kiedyś potrzebni, a wy się im nie podlizujecie. Wstyd,
      młodzieży.
      Co to ma być, że kobieta się dąsa, że nie poznała narzeczonego siostrzenicy.
      Cóż za ton dramatyczny. Widać niezbyt spójna z nich rodzina, skoro nie widują
      się podczas świąt. Co to są "próby negocjacji z rodziną"??? To ingerencja w
      życie ludzi, z którymi jak widać nie ma zbyt wielkiego kontaktu, skoro
      spotykają sie tylko z okazji podobnych uroczystości, i brak taktu, naciskanie
      na wesele, plus zgorzknienie: ona dziecięciem będąc, mieszkała z nami, a teraz -
      czarna niewdzięczność. Ależ bez przesady panowie i panie. Dostali
      zawiadomienie o slubie, nietaktem i brakiem szacunku byłoby nie zawiadomienie o
      uroczystości, ale kobietę żal ściska, że nie będzie pompy. Ukłon? W stronę
      rodziny? Śmieszny argument.
      Czy to brak szacunku, że nie chcą wydawać pieniędzy na torty i bigos dla
      rodziny, która przywiezie za to trzy tostery i pięć kuchenek mikrofalowych?
      Gdyby autorka listu miała żal o to, że młodzi robią wyłom w tradycji i
      wyjeżdżają na święta gdzieś w góry, to jest zrozumiałe jeszcze, ale z tego
      listu wynika jedynie żal za zewnetrznym sztafażem a nie relacjami
      emocjonalnymi. Nie będzie imprezy, nie spotkam krewniaków, córka nie pojedzie
      się bawić. Tragedia.
      I jeszcze ten plan "odwetu" - zrobimy córce huczne wesele - ale co z tego ma
      wyniknąć dla tamtej pary, która pojedzie sobie do Rzymu, zamwiając, o zgrozo,
      miejsca przez internet? Oni mają poczuć się zawstydzeni, czy mają nie
      przyjeżdżać, czy po otrzymaniu zaproszenia mają odczuć niestosowność swojego
      występku?

      soczewica

      • mary_ann Re: soczewico 02.12.03, 12:32
        soczewica napisała:

        > I nawet, jeśli ta pani zabiera głos w słusznej sprawie (rozluźnienie więzów
        z
        > rodziną), to dobiera takie argumenty, że nie przysparza sobie mojej sympatii.
        > Rzuciło mi się w oczy, że pani najbardziej dziwi się, że młodzi nie chcą
        > PREZENTÓW, a najbardziej jej szkoda własnej córki, która nie pojedzie do
        > Warszawy na weselną wyprawę.
        > Pani nie ubolewa nad zanikiem więzów rodzinnych, a traktuje wszystko w
        > kategorii: będą wam kiedyś potrzebni, a wy się im nie podlizujecie. Wstyd,
        > młodzieży.


        i dalej:



        > Co to ma być, że kobieta się dąsa, że nie poznała narzeczonego siostrzenicy.
        > Cóż za ton dramatyczny. Widać niezbyt spójna z nich rodzina, skoro nie
        widują
        > się podczas świąt. Co to są "próby negocjacji z rodziną"??? To ingerencja w
        > życie ludzi,


        i tu:


        > I jeszcze ten plan "odwetu" - zrobimy córce huczne wesele - ale co z tego ma
        > wyniknąć dla tamtej pary, która pojedzie sobie do Rzymu, zamwiając, o
        zgrozo,
        > miejsca przez internet? Oni mają poczuć się zawstydzeni, czy mają nie
        > przyjeżdżać, czy po otrzymaniu zaproszenia mają odczuć niestosowność swojego
        > występku?
        > >
        soczewica

        Soszewico, trafiłas w sedno. Gdyby ten list był tylko refleksją, wyrażeniem
        żalu za minionym, pewnie współczułabym jego autorce, do pewnego stopnia nawet
        sie z nią solidaryzując. Ale ten tekst jest tak naprawdę właśnie dąsaniem,
        jednym wielkim roszczeniem i "maniem" za złe. Pani nie wstydziła się
        napraszać ("próby negocjacji"!!!!), co jest wysoce nieeleganckie i nie
        świadczy dobrze o poczuciu własnej godności. Co więcej, nie "negocjowała" z
        narzeczonymi, ale z "rodziną", co w dodatku nadaje całej rzeczy cechy
        brzydkiej manipulacji.
        No, i na koniec wizja "wielkiej zemsty"... smutne.




    • kitus_kotus Re: Obowiązek wobec rodziny...? 30.11.03, 21:22
      a ja popieram ciotke. argumenty wiekszosci - oponentow opieraja sie na
      przekonaniu ze slub i ewentualne wesele to prywatna sprawa mlodej pary i nikt
      nie powinien sie wtracac w sposob w jaki swietuja to wydarzenie. zgadzam sie
      ze najwazniejsze w tej kwestii jest zdanie mlodych ale moim zdaniem pobierajac
      sie nie zenimy sie/wychodzimy za maz tylko za swojego wybranka/wybranke. razem
      z druga polowka bierzemy cala jej rodzine. w dzisiejszych czasach tego typu
      podejscie jest niepopularne poniewaz w ogole rozluzniaja sie wiezi rodzinne.
      babcie i dziadkowie nie opiekuja sie wnukami, siostrzency nie widuja sie z
      ciotkami itd. i kazdy sam sobie rzadzi swoim zyciem, twierdzac, ze i tak
      dalsza rodzina nie jest mu do nieczego potrzebna. ale moim zdaniem nie jest to
      dobre. i dlatego popieram "spedy rodzinne" szczegolnie przy takich radosnych
      okazjach jak slub. oczywiscie nie mozna zmuszac ludzi ktorzy nie chca lub nie
      moga (np. z powodu braku pieniedzy) do urzadzania takich uroczystosci. ale
      jesli kogos stac finansowo to dlaczego z zalozenia woli samotna (lub w parze)
      podroz, ktora moze odbyc przy kazdej innej okazji od rodzinnego zjazdu, ktory
      zdarzyc sie moze, w takich okolicznosciach, tylko raz? odpowiedz jest jedna -
      jestesmy indywidualistami i egoistami dla ktorych wiezi rodzinne znacza
      niewiele lub zgola nic. a to nie jest dobre ani dla nas samych ani dla
      spoleczenstwa. i niech mi nikt nie mowi ze takie spotkania w szerszym gronie
      rodzinnym (choc nie koniecznie tak strasznie szerokim - np. w moim przypadku
      najblizsza rodzina, czyli najdalsi to rodzienstwo moich rodzicow, liczy ok. 35
      osob, co daloby srednio slub na 70 osob) sa tylko dla picu i nic nie znacza.
      gesty znacza bardzo wiele, naiwne i dziecinne jest stwierdzenie, ze liczy sie
      tylko "to co w sercu". bo czego nie pokazemy tego inni nie beda widziec.
      wydaje mi sie ze w przypadku omawianej autorki listu problemem nie bylo to, ze
      zalowala darmowej wyzerki i hulanki, tylko poczula ze siostrzenica nie chce
      juz kontaktow z prowincjonalna rodzina, bo "za wysokie progi". na koniec:
      jesli ktos nie chce urzadzac wesela to powienien osobiscie zaprosic rodzine
      na slub, zapoznac ja ze swoim partnerem, wyjasnic (chociaz krotko) czemu nie
      bedzie wesela. po co takie ceregiele? a chocby po to, zeby rodzina poczula, ze
      jest dla nas wazna i potrzebna a nie ze mamy ich w nosie i zyjemy sobie dobrze
      i szczesliwie bez nich.
    • Gość: aga Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.abacus.sanok.pl / 80.51.255.* 30.11.03, 22:06
      w lipcu biorę ślub, ale ani mnie, ani moich rodziców, ani mojego chłopaka, ani
      jego rodziców, nie stać na zrobienie wesela dla całej rodziny. robiliśmy
      obliczenia ile to wyjdzie i na 60 osób wyszło nam 9,000 zł (bez ubrania nas,
      czyli pary młodej). wiec zdecydowaliśmy, że będzie tylko najbliższa rodzina
      (tzn. rodzice, rodzeństwo, dziadkowie i rodzice chrzestni) i mała, skromna
      uroczystość i wyniesie nas to góra ok. 3,000 (też be ubrania), ale dla nas i to
      jest bardzo dużo i trzeba będzie wziąść jakiś kredyt :( oczywiście, jest mi
      przykro, że nie będzie w tym dniu z nami wielu bliskich mi osób z rodziny jak i
      znajomych, ale nas po prostu na to nie stać... a to czy rodzina będzie nam
      pomagać, gdyby nie daj Boże coś się stalo, nie zależy od tego czy będą na
      ślubie i weselu, czy nie. a robienie wesela tylko po to żeby pokazać wszystkim
      wkoło, że nas na to stać, mija się moim zdaniem z celem, bo żyć z kredytem
      przez pare najbliższych lat, za 1 noc dobrej zabawy, naprawde nie warto.
      wolałabym żyć z kredytem, który bym wzieła np. na budowę domu i wiem, że nie
      miałabym ani ja, ani moja rodzina wyrzutów sumienia, że tak naprawdę te
      pieniadze przepadły na 1 noc zabawy... ale to jest tylko moje zdanie, można się
      nim nie zgadzać
      • Gość: galare Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.03, 16:29
        Miałam ślub 4 lata temu. Nie stać było nas na wesele, a rodziny mamy duże i
        mnóstwo przyjaciół i znajomych. W mojej rodzinie robi się wesela na 100-200
        osób minimum. Ja nie przepadam za tak dużymi imprezami, nie chciałam miec
        żadnego wesela, ot kościół i do domu na obiad. Rodzice jednak naciskali, bo
        rodzina bo to bo szmo... Poszliśmy więc na kompromis. Przyjęcie ślubne dla
        najbliższych (23-25 osób) a dla pozostałych gości uczestniczących w naszym
        ślubie mieliśmy przygotowany poczęstunek w salce katechetycznej (ok 100 ludzi).
        Koszt niewielki: salka free, talerzyki/kubki papierowe, ciacho robione przez
        mamę i znajomą (w ramach prezentu dla nas), szampan na toast, soczki...
        Przygotowały to moje koleżanki w ramach prezentu. Było sympatycznie, bo
        mogliśmy przez 2 godziny pobyć z ludźmi dla których niestety nie mogliśmy
        zrobić wesela. Polecam! Przyjęcie dla najbliższych też było udane bo z każdym
        mogłam pogadać, muzyczka, która miała być tylko tłem do spotkania przy stole
        została wykorzystana do tańców (w lokalu był obszerny hol).
        Może nie wszyscy byli zadowoleni, ale my z mężem bardzo mile wspominamy cały
        ten dzień, także ze względu na samą organizację.
    • mise Re: Obowiązek wobec rodziny...? 01.12.03, 11:19
      Byłam zszokowana po przeczytaniu listu tygodnia,ale odetchnęłam z ulga, bo
      pomyślałam, że nie tylko ja tak myślę. Przeczytałam co zabawniejsze fragmenty
      mojej mamie, więc pośmiałyśmy się razem.
      Na szczęście moja mama nie uważa że wesele to czyjkolwiek obowiązek. Wręcz
      przeciwnie.
      Lubię moją rodzinę i chciałabym ich zobaczyć na moim weselu, jeśli na takowe
      kiedykolwiek będzie mnie stać.
      Moi rodzice mi tej zabawy nie zafundują i nie jestem tym oburzona. To nie jest
      ich obowiązek. Właściwie to bardzo się cieszę, że mają takie poglądy. Gorzej
      jest w rodzinie mojego przyszłego. Przekładamy nasze plany ślubne właśnie z
      powodu braku pieniędzy.
      Kiedy powiedziałam przyszłej teściowej, że na razie ślubu nie będzie, bo nas na
      to nie stać, powiedziała, że nie moja w tym głowa. A jak jej odpowiedziałam, że
      z mojej strony, to akurat moja w tym głowa, zatkało ją. wiem, że w związku z
      tym uważa moich rodziców za ostatnich dziadów, skoro nie wypełnią swojego
      obowiązku i nie wyprawią córce weselicha. Ona uważa że to ich święty obowiązek.
      Ciekawe co by było, gdyby wesela w ogóle nie było. Chyba wyklęliby mnie i tyle
      by było po tej całej dalszej rodzinie. I co z tego że ich znam. jak wesela nie
      zrobię i ich nie zaprosze, to przy kłopotach wypną się na mnie, mimo że będą
      rodziną mojego męża.
      Typowa wiejska mentalność!!! Teraz wszyscy po kolei wypytują moją przyszłą
      teściową, kiedy wreszcie będzie ślub, no bo ile można na to czekać...
      Nigdy nie uwierzę w to, że czekają na to, żebym weszła do rodziny. Czekają na
      weselicho, darmową wyżerkę i popijawę. Ktoś tu wspominał, ze wesela sie
      zwracają w prezentach. Te czasy już dawno minęły. Owszem czasem Młodzi na
      weselu nieźle "zarabiają", ale tylko wtedy gdy wszystko opłacają rodzice,a oni
      tylko zgarniają koperty...
      • fczurek Re: Obowiązek wobec rodziny...? 01.12.03, 11:47
        rajt! Slub bralam ponad 10 lat temu, w zamierzchlej prehistorii. Wtedy wesela
        byly na porzadku dziennym. A my nie chcielismy - chcielismy zrobic male
        przyjecie dla rodziny. Stac nas bylo na wesele i to, ze zrezygnowalismy z
        niego, bylo policzkiem dla rodzicow mojego narzeczonego. No bo jak to? Co
        rodzina na to? I koronny argument mojej tesciowej; "Bo ja sie tak lubie
        bawic..." rozlozyl mnie na lopatki. No przeciez macie pieniadze... O tym, ze
        pieniadze, zarobione za granica przez ich syna mamy odlozone na mieszknie - i
        albo albo - albo wesele, albo mieszkanie, jakos mowy nie bylo. W bardzo
        niefajny sposob probowali postawic na swoim, ale nie uleglismy. I bardzo
        dobrze. Pol roku wczesniej zenil sie brat narzeczonego. szarpneli sie na
        wesele, chociaz nie mieli grosza przy duszy, typowe "zastaw sie, a postaw sie".
        Ale nie komentowalismy tego, ich sprawa. Tesciowie byli za to zadowoleni.
        Przez te 10 lat przekonalam sie nie raz, ze w zyciu lepiej liczyc na
        sprawdzonych przyjaciol, niz na rodzine... i nie zmienia tego fakt urzadzenia
        lub nie hucznego weselicha...
        Wymuszanie i oburzenie, wyrazone przez autorke nagrodzonego artykulu uwazam za
        niesmaczne. I zycze powodznia mlodej parze!
    • Gość: Anton Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.acn.waw.pl 01.12.03, 11:52
      Jasne, najlepiej nie mieć żadnych obowiązków wobec rodziny, a jeszcze lepiej
      nie mieć rodziny w ogóle: babć, wujków, cioć, no i dzieci - wrzeszczących i
      zasmarkanych. Wtedy to tylko cisza spokój i konsumpcja. Miłego dnia życzę.

      A dobre wesele się zwraca - tzn. pomiędzy takimi, co rozumieją, że jak już się
      idzie żreć i chlać za cudze to wypada za wjazd zapłacić.
      • mise Re: Obowiązek wobec rodziny...? 01.12.03, 12:09
        Dobrze jest mieć rodzinę, spotykać się z nią, wypełniac obowiązki. Jestem za
        tym, ale nie uważam że wesele to mój obowiązek wobec rodziny.

        Wesele jak sama nazwa wskazuje ma związek z radością, weseleniem się, że Młodzi
        wzięli ślub. Nie wiem, czemu ludziom ubzdurało się, że to obowiązek
        • Gość: Anton Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.acn.waw.pl 05.12.03, 10:40
          "nie uważam że wesele to mój obowiązek wobec rodziny"

          Sora, ale to jest trochę tak, że mówisz: "Kochani krewni, dziś jest mój
          najważniejszy dzień w życiu; ja wiem, że chętnie byście ze mną tego dnia i wy
          świętowali, ale tak się niestety składa, że mam w tyle was i wasze chętki."
          • Gość: tosia Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.acn.waw.pl 06.12.03, 18:48
            A jak ktos lubi sie cieszyc w samotnosci??
            Wzielam slub tylko w obecnosci swiadkow i pani urzednik, co gorsza w tajemnicy
            przed reszta swiata. Czy to znaczy, ze nie lubie swojej rodziny??
            Jak powiedzialam swoim rodzicom pare miesiecy pozniej (akurat byla taka
            sytuacja , ze musialam im powiedziec - sprawy prawne) to zrobilo im sie troche
            przykro ale potem ojciec zazartowal, ze widzi w tym pozytywna rzecz, bo nie
            musial sie wbijac w garnitur i zabawiac gosci. Moi starzy rowniez nie robili
            wesela tylko zaprosili rodzine do restauracji na obiad ( a bylo to dokladnie 35
            lat temu bez jednego dnia). Nikt nie obrazil sie na nich z tego powodu. Nigdy
            nie rozmawialam z rodzicami na temat slubu i wesela wiec nawet nie wiem jakie
            mieli poglady na ten temat ale podejrzewam, ze ojciec chcialby zaplacic za
            slub i wesele jedynej corki.
            Utrzymujemy dosc serdeczne kontakty z ciotkami i wujkami z innych miast,
            odwiedzamy sie od czasu do czasu i nie sa oni dla mnie obcy. Rodzinka w dalszym
            ciagu nie wie o naszym slubie. Poniewaz nie lubie byc glownmym bohaterem imprez
            to wesela nie bedzie, ale mam zamiar zorganizowac impreze rodzinna cos w
            rodzaju obiadu-bankietu i podzielic sie z nimi nowina i radowac sie razem z
            nimi. Mysle, ze jak dobrze to zorganizuje to nikt sie nie poczuje urazony, ze
            nie bylo go na moim slubie (w koncu nie bylo tam prawie nikogo). Poza tym mam
            zamiar zorganizowac te imprezke, w miescie gdzie mieszka wieksza czesc rodziny
            mojej matki, zeby nie musieli przyjezdzac wszyscy do mnie.
            Jak pisze Triss mam zamiar zaplacic za wszystko sama, bo nie widze powodu zeby
            rodzice mieli to finansowac. W koncu jestesmy dorosli, na dodatek zarabiamy
            wiecej niz rodzice.
            A co do podtrzymywania kontaktow rodzinnych to mozna to swietnie robic bez
            wesela. Ja np wysylam do wiekszosci pocztowki z wyjazdow, spotykam sie jak
            przyjedzaja do mojego miasta, nocujemy u siebie nawzajem itp. No i mozna pisac
            do siebie maile jak rodzinka jest gdzies dalej. Dzieki temu utrzymuje rowniez
            kontakty z kuzynka we Francji i mimo ze w sumie jest to juz troche dalsza
            rodzina to nie ma to dla mnie znaczenia, lubie ja, lubimy sie spotykac, wiemy
            ze mozemy liczyc na siebie w pewnych sprawach. Staram sie tez, zeby moj maz
            poznal moja rodzine, co dzieje sie systematycznie i z czasem.

            Tosia.
      • fczurek Re: Yyyyyyyyy? 01.12.03, 12:15
        Dlaczego jak nie biale, to od razu czarne? Obowiazek wobec rodziny rozumiem
        inaczej - jako pomoc w potrzebie - w konkretnej - pieniadze, rzeczy czy np.
        przenocowanie siostrzenca :) i duchowej - wsparcie na duchu, wspolczucie i
        zainteresowanie, ktore roznie mozna okazywac. A nie sadzenie sie na wesele,
        kiedy nie ma sie na to ochoty, bo... tak wypada. Ale kazdemu wolno miec swoje
        zdanie. Moze Ty myslisz inaczej.
        • Gość: Triss Merigold Re: Yyyyyyyyy? IP: *.noname.net.icm.edu.pl 01.12.03, 12:30
          Jeśli nie ma więzi rodzinnych i krewni nie odczuwają potrzeby spotykania się ze
          sobą z okazji np. świąt, rocznic, urodzin, w wakacje, bez okazji itd. to żaden
          wesele ich nie stworzy. Ja ochoty na wesele nie mam, a rodziców naciągac na
          imprezę nie będę. Jestesmy z narzeczonym dorosłymi ludźmi i sami pokryjemy
          koszty ślubu, ubrań, szampana i obiadu na 10-12 osób tylko dla najbliższych. Co
          za koszmarny wiejski i małomiasteczkowy obyczaj z tymi weselichami za grube
          tysiące.
          • Gość: Anton I tu się mylisz IP: *.acn.waw.pl 05.12.03, 10:43
            > Jeśli nie ma więzi rodzinnych i krewni nie odczuwają potrzeby spotykania się
            ze
            > sobą z okazji np. świąt, rocznic, urodzin, w wakacje, bez okazji itd. to
            żaden
            > wesele ich nie stworzy

            Jakie większe święto od ślubu? To raz.

            Dwa - Twoje podejście powoduje, że te nieszczęsne więzi po prostu nie mają
            kiedy powstać, no bo jak skoro nikt nikogo nigdy nie zaprosi (co mogłoby więzi
            ożywić), bo po co - nie ma przecież więzi...
      • polpancerz_praktyczny Re: Obowiązek wobec rodziny...? 01.12.03, 13:03
        Gość portalu: Anton napisał(a):

        > Jasne, najlepiej nie mieć żadnych obowiązków wobec rodziny, a jeszcze lepiej
        > nie mieć rodziny w ogóle: babć, wujków, cioć, no i dzieci - wrzeszczących i
        > zasmarkanych. Wtedy to tylko cisza spokój i konsumpcja. Miłego dnia życzę.
        >
        > A dobre wesele się zwraca - tzn. pomiędzy takimi, co rozumieją, że jak już się
        > idzie żreć i chlać za cudze to wypada za wjazd zapłacić.

        sam sobie przeczysz, Anton. z tego co mówisz wychodzi, że niechęć młodych do
        wesela to postawienie na konsumpcjonizm i wygodnictwo, a z drugiej strony 0
        _kalkulujesz_, że to się zwraca, bo gościom wypada zapłacić za darmowe chlanie
        i obżarstwo. to jak to jest z tym konsumpcjonizmem? trzeba odbębnić swoje,
        zaprosić rodzinkę, przemęczyć się z nią ofiarnie, a potem liczyć szmal w kopertach?

        pancerz
        • Gość: Anton Logika daru IP: *.acn.waw.pl 05.12.03, 10:32
          > sam sobie przeczysz, Anton. z tego co mówisz wychodzi, że niechęć młodych do
          > wesela to postawienie na konsumpcjonizm i wygodnictwo, a z drugiej strony 0
          > _kalkulujesz_, że to się zwraca, bo gościom wypada zapłacić za darmowe chlanie

          Niekoniecznie, bo widzisz, to się nazywa "logika daru", u dzikich
          bodaj "potlacz" czy jakoś tak. Dajesz ludziom chlać za swoje - bo tak wymaga
          przyzwoitość. Oni ci przynoszą prezenty - bo to też wymóg przyzwoitości. Efekt
          taki, że wszyscy dobrze się bawią, mają okazję się poznać, w ogóle wzajemne
          zbliżenie i total sielanka.

          A jak nie chcesz - nie musisz, tylko że się potem nie dziw, że nikt cię nie
          zna, nie lubi i się do ciebie nie przyznaje. Jest jakimś ponurym absurdem, że
          ludzie piszą "no ale ja się mogę z rodziną spotkać kiedy zechcę". OK, ale
          jeżeli nie zechce się dany ony spotkać z rodziną i dzielić z nią w
          NAJWAŻNIEJSZYM DNIU W ŻYCIU to coś tu nie gra.
          • lilith76 Re: Logika daru 05.12.03, 15:01
            potlacz to niszczenie swoich dóbr na oczach konkurencyjnej grupy aby
            udowowodnić, że jest się na tyle bogatym (coś jak nasze podpalanie papierosa
            zwiniętym banknotem) - obie grupy robią to na przemian. przegrywa ta, która
            pierwsza odpuści. czasami to rujnujące. praktykowały to kultury indian bodajże.
            świetne i trafne porównanie do wesela!!! lepszego nie mozna było wymyślić.
            logika daru to obrzęd kula na polinezji.
          • Gość: ilecka anton, ale pieprzysz!! IP: *.pool80116.interbusiness.it 05.12.03, 15:03
            jw
      • mary_ann Re: Obowiązek wobec rodziny...? 02.12.03, 12:47
        Gość portalu: Anton napisał(a):

        > Jasne, najlepiej nie mieć żadnych obowiązków wobec rodziny, a jeszcze lepiej
        > nie mieć rodziny w ogóle: babć, wujków, cioć, no i dzieci - wrzeszczących i
        > zasmarkanych. Wtedy to tylko cisza spokój i konsumpcja. Miłego dnia życzę.
        >
        > A dobre wesele się zwraca - tzn. pomiędzy takimi, co rozumieją, że jak już
        się
        > idzie żreć i chlać za cudze to wypada za wjazd zapłacić.


        Anton, to nie tak, nie uogólniaj. Ja też - choć stara nie jestem - ubolewam
        często nad upadkiem wiezów rodzinnych, powszechną apoteozą "zdrowego egoizmu"
        itd. Ale naprawdę czym innym jest zaproszenie kilku-, kilkunastu osób z obu
        rodzin, a czym innym (najczęstszy w Polsce wariant) 60, 70 ludzi, którzy
        mieszkają setki kilometrów od siebie i nie czują się ze sobą w ogóle związani.
        Co więcej, skład gości często próbują ustalić rodzice narzeczonych - i na
        liścielądja w ten sposób sasiedzi w/wymienionych, miejscowi "notable" ,
        którzy "by sie obrazili" itd., a nie żadna rodzina.

        Pamietaj tez, ze nie każdy najzwyczajniej w swiecie nadaje się (osobowosciowo)
        do hucznej zabawy - niektórz preferują bardziej kameralne i ciche formy
        świętowania. Można i nalezy czasem pójść na kompromis, ale rezygnowanie z
        własnych upodobań na rzecz ewentualnych fochów raz w życiu widzianej ciotki
        może leżeć poza granicą tego kompromisu.

        Pozdrawiam
        mary_ann
        • Gość: Anton Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.acn.waw.pl 05.12.03, 10:38
          "Pamietaj tez, ze nie każdy najzwyczajniej w swiecie nadaje się (osobowosciowo)
          do hucznej zabawy - niektórz preferują bardziej kameralne i ciche formy
          świętowania. Można i nalezy czasem pójść na kompromis, ale rezygnowanie z
          własnych upodobań na rzecz ewentualnych fochów raz w życiu widzianej ciotki
          może leżeć poza granicą tego kompromisu."

          Nie no, dyskusja na forum musi być trochę z grubsza, bo kto tu ma czas i siłę
          za każdy razem dopisywać "w większości przypadków", "zazwyczaj" i te de.

          OK, ja rozumiem, że niektórych zabawa nie bawi i są odludkami; nie mam z tym
          problemu, ale niech się potem nie dziwią, że jak oni nie lubią innych, to ci
          inni też za nimi nie przepadają.

          Z ciotkami raz widzianymi na oczy - jaki problem zobaczyć po raz drugi? Ale to
          nawet nie o to chodzi, bo to istotnie mała kwestia. Kwestią dużą i dość
          odrażającą wydaje mi się raczej nie zapraszanie osób w rodzaju babci ze wsi,
          żeby nie narobiła wstydu przed miastowym "ą-ę" towarzystwem - ooo, to jest
          dopiero buractwo które tępić należy siarą i żelastwem.
          • burza4 Re: Obowiązek wobec rodziny...? 05.12.03, 12:56
            Gość portalu: Anton napisał(a):

            > Z ciotkami raz widzianymi na oczy - jaki problem zobaczyć po raz drugi? Ale
            to nawet nie o to chodzi, bo to istotnie mała kwestia. Kwestią dużą i dość
            > odrażającą wydaje mi się raczej nie zapraszanie osób w rodzaju babci ze wsi,
            > żeby nie narobiła wstydu przed miastowym "ą-ę" towarzystwem - ooo, to jest
            > dopiero buractwo które tępić należy siarą i żelastwem.

            Anton - jak dużą masz rodzinę? Bo dla ciebie jest takie oczywiste, że należy
            zaprosić również dalszych kuzynów. Zaczęłam już gdzieś wyżej teoretyczną
            wyliczankę i do poziomu mojego rodzeństwa ciotecznego wyszło mi ponad 70 osób z
            mojej strony. Jesli chciałabym doliczyć np. rodzeństwo cioteczne moich rodziców
            (nie widziane od wieków, a tez w sumie bliska rodzina)- doszło by przynajmniej
            kolejne 40. Nie zawsze da się ograniczyć, bo niby jak to zrobić? Zaprosić jedną
            ciotkę, a drugiej nie? Dopiero byłby skandal w rodzinie. Więc biorąc pod uwagę
            całokształt i rodzinę męża byłoby to około 200 osób. Razy od biedy 250 zł od
            osoby, to daje okrągłe 50 tysięcy. Nawet gdybyśmy ograniczyli ilość gości do
            bliższej rodziny, to koszty wesela byłyby na poziomie około 25 tys. Naprawdę
            uważasz, że ludzie nie mają innych, wazniejszych potrzeb?

            Naprawdę uważasz, że milej byłoby zobaczyć na ślubie ciotkę widzianą 2 raz w
            życiu, która jedynie skrupulatnie obgada całe towarzystwo niż przyjaciółkę, z
            którą znamy się jak łyse konie? Bo trzeba się ograniczać ze względu na koszty.
            Uważam, że największym "buractwem" jest naciskanie kogokolwiek w sprawie
            zorganizowania ślubu według czyjegoś widzimisię. Najlepiej byłoby, gdyby się
            wszyscy w rodzinie kochali, ale tak nie jest. Część ludzi jest sobie całkowicie
            obca, nie tylko dlatego, że nie mają kiedy się spotkać, ale przede wszystkim
            dlatego, że mentalnie sa obcy. Jesli ludzie w rodzinie "nadają na tych samych
            falach" to niepotrzebne im śluby i inne uroczystości żeby utrzymywać kontakty,
            jesli ludzie są skrajnie różni pod względem poglądów, podejścia do życia i
            charakteru, to żadne wspólne świętowanie tego nie zmieni, bo będą dla siebie
            obcy nawet widując się co tydzień. A podtrzymywanie takich sztucznych kontaktów
            z ludźmi, których się często nawet nie lubi, jest jedynie drognomieszczańską
            hipokryzją.

            A co do wstydu - istotnie wstydzę się niektórych osób z rodziny. I po prostu
            mam powody. Mimo oporu rodziców stanowczo odmówiłam zaproszenia na ślub wujka
            alkoholika, który zawsze robił jakieś "bydło" - mimo że to bardzo bliska
            rodzina. Nie po to wydaje się sporą sumę żeby potem ktoś nieokrzesany spieprzył
            całą misternie przygotowywaną imprezę jakimś występem. Nie żałuję, ze nie mam z
            nim kontaktów, powiem więcej - nie chcę ich mieć za żadne skarby.
            • Gość: moboj Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.magma / 62.233.250.* 05.12.03, 14:26
              brawo Burza!!!
          • Gość: ilecka bez sensu, zastanow sie co piszesz IP: *.pool80116.interbusiness.it 05.12.03, 15:07
            twoim zdaniem osoba ktora nie wyprawia wesela musi byc automatycznie nie
            lubiana, inaczej: jezeli ktos ma w rodzinie osobe ktora sie zeni, i ta osoba
            nie wyprawia wesela, to nie bedzie tej osoby lubic.

            chyba w twojej rodzinie! powody na nie robienie wesela sa rozne i jest ich
            mnostwo! NIKT NIE JEST ZMUSZONA DO JEGO ROBIENIA!!

            a tak poza tym, czy ty nie jestes przypadkiem mezem tej slynnej cioci z listu
            wyroznionego przez GW??

            ao
            • mise Re: bez sensu, zastanow sie co piszesz 05.12.03, 15:44
              W mojej rodzinie rok temu był ślub, po ktorym nie było wesela. Gocie przyszli
              elegancko na ślub, przynieśli prezenty-zupełnie jakby przyjechali na weselicho,
              atakowego w ogóle nie było. Wszyscy byli radośni i nikt nikogo palcem nie
              wytykal. Ba! Utrzymujemy kotakty z Młodą Parą, bardzo ich lubimy, no a przecież
              wesela nie było!!!
              Wiem że dla niektórych to nie do pomyślenia! Moja potencjalna-przyszła teściowa
              do tej pory mi nie wierzy, że cos takiego miało miejsce;)
              A tak w ogole to jestem ciekawa, co kierowało redakcją przy wyborze akurat tego
              listu na list tygodnia?
              Może się wypowiedzą Wysokie ObcIasy?
              • Gość: Triss Merigold Dulszczyzna IP: *.acn.waw.pl 05.12.03, 15:49
                Nagrodzenie tego postu to pochwała dla Pani Dulskiej.
    • Gość: ola Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.12.03, 15:20
      mam nadzieję, że żadnej z moich Ciotek nie przyjdzie do głowy obrażanie się za
      nie wyprawienie wesela! Bardzo lubię moją rodzinę, lubię rodzinne uroczystości.
      Można powiedzieć, że zarówno z rodziną moją jak i mojego narzeczonego mamy
      dobre, ciepłe stosunki. Z jednej strony chciałabym móc urządzić wesele, z
      drugiej, dużym wysiłkiem budujemy dom i na wesele nie starczy, żadną miarą! Mam
      nadzieję, że moja rodzina zrozumie.
      Ola
    • annb w sumie... 01.12.03, 15:31
      wesele to jeden wielki stres.
      wcale się nie dziwię ze odwazniejsi mówią nie i jadą sobie na wycieczkę
      :)
      ja taka odwazna nie byłam....a szkoda....
    • tralalumpek Re: Obowiązek wobec rodziny...? 01.12.03, 15:53
      Wychodzac z zalozenie, ze w zwiazki malzenskie wstepuja ludzie, ktorzy
      mniemaja sie byc doroslymi, smiec stwierdzic co nastepuje:
      - slub to moja osobista sprawa a zatem moja sprawa w jaki sposob to robie,
      - place sama za ewentualne przyjecie a zatem mam prawo wybrac te osoby, ktore
      uwazam za stosowne
      - ten dzien jest dla mnie wazny a zetem ja decyduja , co , kiedy, z kim i gdzie
      - ubezwlasnowolnione osoby tudziez dzieciatka wychodzace za maz a bedace na
      utrzymaniu rodzicow maja gorzej z wolnoscia decyzji
    • an_ni Re: Obowiązek wobec rodziny...? 02.12.03, 10:08
      zenujacy list i zenujaca decyzja GW , za co ta nagroda?! za ciemnogrod,
      drobnomieszczanstwo ???!!
      za granica jesli ktos chce sie bawic to musi zaplacic sam za zabawe - dojechac
      i wynajac sobie pokoj hotelowy + postawic porzadny prezent a u nas nadal
      pokutuje wyzerka i drobna koperta ktora nawet nie pokryje kosztow zarla dla
      rodzinki + zabieranie ze soba przygodnych osob towarzyszacych
      a na weselu musi byc ze 100 osob, baloniki, zespol z disco polo bo inaczej
      ciotka obgada ze muzyka nie taka i jak tu dygac, musza byc flaki, i wodka
      ciezarna panna mloda w welonie popija wode z kieliszka na wodke, brzuch pod
      nosem ale ona ciagnie te wode polewana z butelki schowanej pod stolem bo niby
      nikt nic nie zauwazy
      no i ciotki nienawidzace rodziny ale mozna sie pokazac w brokatowej sukni
      opietej na obzartym brzuchu i poklocic ze szwagrem, nie ma to jak dobra
      rodzinna rozrywka
      bleeeeeeeeee
    • tumoi Re: Obowiązek wobec rodziny...? 02.12.03, 11:57
      Jestem bardzo wielką przeciwniczką robienia wesel na siłę. Jeżeli ktoś cierpi
      na nadmiar gotówki to proszę bardzo, niech zaprosi choćby całą wieś.
      Mój kumpel kilka miesięcy temu zmuszony przez swoją narzeczoną zgodził się na
      wesele (w sytuacji kiedy on zarabia ok. 1000 zł i wynajmuje mieszkanie, ona
      zarabia ok. 600 zł i mieszka nadal z rodzicami 70 km od niego, jego mama na
      niezbyt wysokiej emeryturze, jej mama bez pracy a ojciec zarabiający 1500 zł z
      perspektywą utraty pracy za kilka miesięcy-w domu jeszcze jedno dziecko w wieku
      szkolnym). Koszty rozłożyli po połowie, jej rodzice zaciągnęli kredyt, który
      będą spłacać przez 2 lata, jego mama przez 3 miesiące zapieprzała przy zbiorze
      jakiś warzyw, ode mnnie pozyczył na obrączki (dług do tej pory spłaca). Koszty
      wesela i ślubu to ok. 12 tys., goście "zwrócili" im ok. 4,5 tys.
      Najlepsze było to, ze pokazując mi zdjęcia z wesela nie umiał mi wyjaśnić kto
      na nich jest.
    • Gość: Misty Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.met.pl 02.12.03, 20:47
      Kurczę, szkoda że nie czytałam tego wstrząsającego listu...
      Ja i moje kochanie też planujemy slub... i przez jakiś czas mielismy dylemat,
      kogo zaprosić, jak to zorganizować, żeby było uroczyście a jednoczesnie nie
      wiązało się to z jakimiś perwersyjnymi kosztami. Założylismy, że wariantem
      maksymalnym będzie zaprosznie rodziców, rodzeństwa, chrzestnych i kilku
      najbliższych przyjaciół (razem ok. 25-30 osób) na kilkugodzinne przyjęcie
      poweselne, takie max do północy, z jakąś muzyczką do tańca, zorganizowaną przy
      udziale naszych własnych zbiorów - i przy takiej opcji kosztowałoby nas
      wszystko ok. 8000-9000 zł... Koszty byłyby niestety, solidnie wzmocnione przez
      konieczność zalatwienia noclegów i transportu po Wawie dla co najmniej 10 osób,
      nieznających miasta etc.
      Jednak dochodzimy do wniosku, że tak naprawdę jest to i tak szaleństwo - w
      sytuacji, gdy nie mamy mieszkania, musimy wynajmować, zarabiamy raczej średnio
      niż dobrze etc. Takie "przedsięwzięcie" wiązałoby się z przynajmniej rocznym
      odkładaniem każdej luźniejszej kwoty - i ja się pytam w imię czego??? Tego,
      żeby uczynić zadość pseudotradycji kosztem spraw istotniejszych?? Myślę, że
      stanie na tym, iż zrobimy normalny ślub w kościele, po którym po prostu
      urządzimy obiad w domu dla rodziców i rodzeństwa. W ten sposób koszty spadną o
      połowę, i będzie to prawdziwie kameralna uroczystość, a nie stres pod
      tytułem "tyle wydaliśmy".
      Myślę, że gdybyśmy byli dobrze sytuowani, zrobilismy wesele na max 40/50 osób,
      z przewagą przyjaciół i znajomch, z którymi łaczy nas o wiele więcej, niż z
      ciotecznymi bracmi czy wujkami i ciotkami. Rodziny mamy bardzo liczne - ale
      naprawdę nie czujemy potrzeby spożywania nóżek wieprzowych w towarzystwie
      niewidzianych od lat ciotek...
      A co do tekstu, że wesele zwróci się młodym w prezentach/kopertach... no, to
      jest dopiero klasa... zastaw się, a postaw się, to ktoś przyjdzie się,
      cytuje, "nachlac i nażreć"... i tylko bacz, aby odpowiednio wysposażył
      kopertkę, i czy koszt się zwróci... Ludzie! To jest dopiero prawdziwe oblicze
      tego całego "umiłowania" "tradycji" i "więzi rodzinnych"....
    • Gość: Lena Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: 80.48.96.* 04.12.03, 10:38
      Następną po ślubach "okazją" /lub "okazjami"/ do poznania rodziny są ...
      pogrzeby.
      Ja miałam wesele. Moja bliska rodzina to sporo osób bo bliskośc to dobre
      rodzinne kontakty nawet z dalszą rodziną. W rodzinie męża jest ... trochę
      inaczej, bliskiej mało ale jakby tak ruszyć kuzynostwo to potoczyłaby sie
      lawina, a w sumie kontaktów niewiele nawet z tą bliską. Tych kuzynów i kuzynki
      męża poznaję od wielu lat na pogrzebach i zacieśniamy te wątłe stosunki. Syn
      kuzyna mojego męża mieszkał u nas ponad rok bo niedaleko mamy świetną ortopedię
      a chłopak miał dwie skomplikowane operacje. Przy okazji pomogliśmy mu w nauce,
      zdał maturę u nas i teraz kończy politechnikę. Kuzyn zamieszkały w Warszawie
      załatwił dobrą pracę w Krakowie mojej szwagierce, bo takie kontakty ma jego
      firma. Inna załatwiła pociotkowi świetną praktykę w dobrej firmie komputerowej.
      Ktoś komuś zaproszenie na drugą półkulę, pozwolenie na pracę.
      Pogrzeby nie są "spotkaniami biznesowymi" ale spotkaniami członków rodziny. Nie
      uważam, że groza chwili powoduje, że wyciągamy rękę jeden do drugiego - lepiej
      byłoby spotkać się np. na weselu. Tylko wesel nikt nie chce organizować.
      Pogrzeby musi. I gdy już zjeżdża się rodzina na stypę trzeba ich zaprosić.
      • Gość: roan Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.aster.pl / *.acn.pl 05.12.03, 01:37
        Doskonale to ujęłaś!

        Ja cieszę się, że ten list właśnie zdobył uznanie i przyznaję, że myślę
        podobnie jak autorka listu. I nie dziwię się jej pretensjom, też na jej
        miejscu bym miała.

        My z mężem zaprosiliśmy na wesele 100 osób, imprę sfinansowali nasi rodzice,
        ale było to bez większego wysiłku z ich strony(moi od dawna mieli odłożoną
        kasę a faceta rodzice dużo zarabiają więc też nie było problemu). Wesele o
        dziwo nam się zwróciło, choć w ogóle na to nie liczyliśmy. My chcieliśmy tych
        ludzi w tym szczególnym dla nas dniu mieć blisko, chcieliśmy, by świętowali z
        nami.

        Nie chciałabym wesela gdybym wiedziała, że ktokolwiek ma się na ten cel
        zapożyczać! To uważam za kompletne nieporozumienie.

        I jeszcze taka uwaga. Jak was nie stać na zrobienie wesela, to może nie stać
        was również na wspólne życie?(to do osób piszących o tych kalkulacjach, że to
        za drogo wychodzi, a nie do tych, którzy wesel nie chcą a priori)
        • Gość: melmire Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 05.12.03, 08:11
          Gość portalu: roan napisał(a):
          Jak was nie stać na zrobienie wesela, to może nie stać
          > was również na wspólne życie?(to do osób piszących o tych kalkulacjach, że
          to
          > za drogo wychodzi, a nie do tych, którzy wesel nie chcą a priori)


          Chyba zartujesz. Na utrzymanie 2 osob miesiecznie wystarczy 2-3 tys. Ciekawe
          ile kosztowala was "impra". Ah, faktycznie nic, przeciez to nei wy
          placiliscie? To co , nie stac was na wspolne zycie czy co?
          • Gość: melmire Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 05.12.03, 08:27
            Z ciekawosci policzylam ile musialabym czekac na slub zeby moc zaprosic 100
            gosci nei na zadne wesele tylko na obiad do restauracji. Jakies ladne 4 lata,
            przy naszych dochodach. Chyba obedzie sie bez wesela. Nie mowiac o tym ze
            gdybym miala kiedys w reku takie wielkie pieniadze, to szkoda byloby mi ich
            wydawac na zarcie.
            • Gość: Triss Merigold Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.acn.waw.pl 05.12.03, 10:43
              Za cudze pieniądze to mogłabym mieć nawet ślub na Cyprze z impreza na 2000
              osób. Tak się jednak składa, że oboje chcemy sfinansować ślub i obiad sami bo
              jesteśmy na tyle dorośli, że nie siedzimy w kieszeniach rodziców więc siłą
              rzeczy będą skromne. Mieszkając razem z facetem i mając 30 lat głupio zwracać
              się do rodziców, nieprawdaż? Odłożone pieniądze wolę wydać na wycieczkę.
              • Gość: daniel Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.mk.gov.pl 05.12.03, 12:19
                Sądzę, że masz dużo racji, gdy mówisz, że samofinansowanie całej takiej
                imprezy i jej organizacja zależy od własnej sytuacji życiowej. Ja brałem ślub
                w okresie gdy zbierałem jednocześnie na mieszkanie i nie wyobrażałem sobie,
                żeby wydawać pieniądze na jakieś wesele dla kilkudziesięciu osób. Była obecna
                tylko najbliższa rodzina (ok.20 osób). Zastanawiałem się, czy kuzyni się
                obrażą i ... się nie obrazili. Owszem byłem zapraszany na następne przyjęcia,
                wesela i pogrzeby rodzinne, nawet jednej ciotce służyłem raz noclegiem, gdy
                musiała pilnie przenocować w W-wie. Stosunki umiarkowanie przyjazne, jakie
                były przed ślubem pozostały takie nadal
                • Gość: kasia Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.acn.pl 05.12.03, 13:17
                  Jestem wręcz za ardzo w "tem temacie". Właśnie przede mną ślub (za pół roku) i
                  już wiem, że jeśli nie zrobię wesela (które chce sfinansować mój ojciec) to
                  mogę się do niego nie odzywać. Jestem pierwszą wnuczką z dwadzieściorga w
                  sumie w jego rodzinie i on czuje to jako swój/mój obowiązek. Sama liczba
                  wnucząt już świadczy o liczebności mojej "kochanej" rodzinki. Na wesele
                  musiałabym zaprosić ok. 60 osób tylko z mojej strony + jeszcze cholerne
                  przyległości (osoby towarzyszące). Czuję się szantażowana, bo nienawidzę
                  dużych imprez, rodzinnych spędów, wesel itp. Mój narzeczony ma bardzo malutką
                  rodzinę i już widzę, jakby się wszyscy doskonale czuli w tym tłumie bachorów i
                  wszystkich pociotków. Ojciec chce za to wszystko płacić, a ja boję się mu
                  powiedziec, że chcę tylko skromny obiad dla najbliższych. Mam ochotę uciec
                  albo w o ogóle nie wychodzić za mąż. Czy to jest fair, droga Ciotko???!!!!
        • Gość: Misty Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.met.pl 05.12.03, 13:05
          Rzeczywiście chyba żartujesz...
          co ma koszt wspólnego zycia do kosztów wesela?
          Żyć i tak trzeba, a wesele to wydatek kilku - kilkunastu tysięcy, które
          przecietnie zarabiający człowiek w naszym kraju z powodzeniem może wydac na coś
          bardziej potrzebnego (mieszkanie, remont, nauka etc.)
          Poza tym utrzymac się 2 osobom pracującym jest łatwiej niż 1 - bo wszystkie -
          często największe -koszty związane z mieszkaniem i jego ekspoloatacją dzieli
          się na 2.
          A kalkulują ci ludzie, którzy muszą - i taka umiejętnośc jest tylko zaletą, bo
          znam niejedną osobę, która ma długi i brakuje jej wiecznie na wszystko, bo nie
          umie planować wydatków.
          W jakim świecie Ty zyjesz???
          • Gość: kasia Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.acn.pl 05.12.03, 13:23
            Jestem wręcz za bardzo w "tem temacie". Właśnie przede mną ślub (za pół roku)
            i już wiem, że jeśli nie zrobię wesela (które chce sfinansować mój ojciec) to
            mogę się do niego nie odzywać. Jestem pierwszą wnuczką z dwadzieściorga w
            sumie w jego rodzinie i on czuje to jako swój/mój obowiązek. Sama liczba
            wnucząt już świadczy o liczebności mojej "kochanej" rodzinki. Na wesele
            musiałabym zaprosić ok. 60 osób tylko z mojej strony + jeszcze cholerne
            przyległości (osoby towarzyszące). Czuję się szantażowana, bo nienawidzę
            dużych imprez, rodzinnych spędów, wesel itp. Mój narzeczony ma bardzo malutką
            rodzinę i już widzę, jakby się wszyscy doskonale czuli w tym tłumie bachorów i
            wszystkich pociotków. Ojciec chce za to wszystko płacić, a ja boję się mu
            powiedziec, że chcę tylko skromny obiad dla najbliższych. Mam ochotę uciec
            albo w o ogóle nie wychodzić za mąż. Czy to jest fair, droga Ciotko???!!!!
            • Gość: daniel Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.mk.gov.pl 05.12.03, 15:01
              jeśli mogę Ci coś poradzić to ja podobnie z żoną byliśmy przeciwni dużej
              uroczystości, natomiast mój ojciec chciał taką urządzić dla całej rodziny
              (pewnie zebrałaby się 100 osób) i nie wyobrażał sobie inaczej. Na szczęście
              mój teść nie lubi tłumów i był przeciwny "hucznemu" weselu. Dodam, że obaj
              chętnie sfinansowaliby i ponieśli całe koszty. Postanowiliśmy więc zrobić
              uroczystość w miejscowości pochodzenia żony a organizatorem był teść i tym
              samym ograniczyliśmy rolę moich rodziców. Kontakt między naszymi rodzicami był
              utrudniony, ponieważ mieszkają od siebie ok. 400 km. Moi rodzice trochę byli
              niezadowoleni, ale jakoś sprawa się rozmyła
        • Gość: gość Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.dtvk.tpnet.pl 05.12.03, 17:24
          Kobieto, miałas wesele za KASĘ RODZICÓW, o czym Ty tu w ogóle piszesz? Jakby
          ci z gazety chcieli bawic sie za cudze, to ciotka nie miałaby sie na kogo
          oburzac. oni sa duzo bardziej zyciowi niz ty. sama nie zarobilas na balange,
          to latwo ci bylo zapraszac..
          no i nie mialabys weslea gdybys sama musiala sie na ten cel zapozyczyc...(a
          skad wiesz czy ktos z Twoich gosci nie pozyczal na prezent dla ciebie? naiwna
          jestes czy co? przepytalas ich przez przyjazdem?)
          i jescze taka uwaga: a ciebie bylo stac na wesle? czy raczej twoich starych?
          to kogo stac zatem na wspolne zycie?
          • Gość: roan Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.aster.pl / *.acn.pl 05.12.03, 22:57
            Te kilka postów to chyba do mnie, więc tłumaczę: nasi rodzice finansowali
            iprezę, bo chcieli zaprosić swoich braci i siostry z rodzinami, stąd te 100
            osób na weselu. Dla nas rodzina to ważna sprawa więc my też chcieliśmy
            świętować z nimi. Znamy sytuację finansową naszych bliskich i dalszych(nasze
            więzi z rodziną są naprawdę szczere, to nie jest jak dla większości tu
            piszących banda obcych bab i bachorów) i wiemy, na co kogo stać, bez przesady
            każdy prezent jest istotny, nie ważne jak kosztowny, byle z serca...

            Gdybym miała się zapożyczyć na wesele, lub co gorsza moi(lub faceta) rodzice
            to oczywiście zrezygnowałabym, choć przyznaję, nie bez żalu...

            Skąd założenie, że ja nie miałam kasy na balangę? Miałam i owszem, facet też,
            inne sprawy jak samochód i mieszkanie też już za nami, może my po prostu nie
            mamy na co odkładać, bo i podróże zagraniczne też już jakoś zaliczyliśmy i
            zaliczymy ich pewnie jeszcze wiele(ale dopiero jak dzieciaki podrosną), wesela
            drugiego już raczej nie byłoby okazji zrobić. Stąd ta moja uwaga o tym, że te
            finansowe schodki to taki sprawdzian przed życiem razem. Wiem jedno, nigdy nie
            będę żałować wyboru, no a czy te 20 tys.(na dwie rodziny)to rzeczywiście taka
            straszna kasa? O co tyle hałasu? I co jest życiowego w wyborze zagranicznej
            wycieczki?
            • Gość: Meggie Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.crowley.pl 05.12.03, 23:00
              Cieszę się, że nie jestem z Twojej rodziny.
              • Gość: roan Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 06.12.03, 00:53
                Po co robisz osobiste wycieczki? Czy ja krytykuję Twoją postawę/rodzinę?
                Więcej tolerancji proszę...
            • Gość: Triss Merigold Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.acn.waw.pl 05.12.03, 23:08
              Extra tylko, że nie wszyscy mają równie świetlaną sytuację finansową,
              mieszkania, samochody i zwiedzony świat. Mimo skromniejszych dochodów mozna
              rozpoczynac wspólne życie, zapewniam Cię. Nie wszyscy też chcą czy mogą liczyć
              na pomoc rodziców. Twoja wersja to dulszczyzna w czystej postaci.
              • Gość: roan Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 06.12.03, 00:46
                Czy Ty jesteś pewna, że znasz pojęcie dulszczyzny?
                Czy to wstyd i hańba, że ma się(dzięki Bogu) nienajgorszą sytuację finansową?
                • Gość: Misty Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.met.pl 06.12.03, 02:56
                  roan: Stąd ta moja uwaga o tym, że te
                  finansowe schodki to taki sprawdzian przed życiem razem. Wiem jedno, nigdy nie
                  będę żałować wyboru, no a czy te 20 tys.(na dwie rodziny)to rzeczywiście taka
                  straszna kasa? O co tyle hałasu? I co jest życiowego w wyborze zagranicznej
                  wycieczki?

                  Ano duża kasa dla kogoś, kto musiałby odkładać przez kilka lat taką kasę, i
                  mieszka w wynajmowanym mieszkaniu, bo swojego jeszcze nie kupił, a rodzice nie
                  dali, nie dlatego, że nie chcieli, tylko dlatego, że tez nie mają.
                  Co do wycieczki...hmmm... jeśli trudno ci wyobrazić sobie, że ktoś może przez
                  lata marzyć o podróży za granicę, to też widac kiepska z ciebie obserwatorka
                  naszych realiów... ja mam 24 lata, skończone studia, pracuję od 5 lat i nadal
                  nie mogę pozwolić sobie, by pojechać chociaz na wymarzone na 2 tygodnie do
                  Anglii, może za 2-3 lata, kiedy wydatek rzędu 4-5 tysięcy na tego typu urlop
                  nie będzie mnie przerastał...
                  Wiesz...dla mnie sprawdzianem przed zyciem razem nie jest umiejetność wywalenia
                  20 000 na jednonocną imprezę, tylko umiejętność wybrania innych priorytetów
                  finansowych - teraz będzie to właśnie mieszkaniei moja dalsza edukacja, kiedyś
                  może edukacja dzieci i pomoc rodzicom
                  Możesz spróbować żyć w dwie osoby za 2-3 tysiące bez niczyjej pomocy i bez
                  własnego locum - i zobaczysz wtedy, czy będziesz potrafiła i chciała
                  odłozyć/wydać jednorazowo 20 000 na cokolwiek...
                  Fajnie się ocenia życie innych z wysokości swego wygodnego stołka
                  • Gość: roan Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.aster.pl / *.acn.pl 06.12.03, 13:32
                    Ale ja właśnie czuję, że to Wy z własnej pozycji oceniacie (jako najgorszą z
                    możliwych) decyzję o zrobieniu wesela. Czytam,że to małomiasteczkowe,
                    wiejskie, itd. Dlaczego nie ma zrozumienia? Jedni robią tak, inni inaczej i
                    dlaczego od razu wszyscy się krytkują? Dla (nas lub) rodziców wydanie tych
                    pieniędzy nie było żadnym wyrzeczeniem. Od ślubu żyjemy bez ich pomocy i jakoś
                    sobie radzimy. Jeśli chodzi o wycieczki, to rzeczywiście w wielu miejscach
                    jeszcze nie byliśmy i długo nie będziemy, bo są inne sprawy na głowie, ale od
                    tego są właśnie marzenia, by marzeniami mogły tylko pozostać...
                    W tym roku byłam u kuzynki na weselu, które zorganizowali jej rodzice. Za
                    prezenty (głównie koperty) sfinansowali sobie podróż do Rzymu, na którą ich,
                    doktorantów UJ nigdy nie byłoby stać. (nawet gdyby odkładali kilka lat)
                    Zrealizowali z gości pomocą swoje największe marzenie, wykorzystali podróż do
                    celów naukowych (odwiedzili jakieś biblioteki watykańskie, i uniwersyteckie,
                    pokserowali mnóstwo starodruków i za jakiś czas na ich podstawie powstanie
                    pewnie praca doktorska, więcej wydali na ksero niż na podróż). I czy to wesele
                    powinno się odbyć? Według Was pewnie nie, bo to dulszczyzna, bo zapłacili za
                    rosół i nóżki dla stada(60 osób) bachorów i obcych bab...
                    Misty, zastanów się, zrobisz wesele i będzie Cię stać na podróż do tej swojej
                    Anglii:) Może za 5 lat będziesz miała taką pracę, że co roku będziesz
                    wyjeżdżać na Wyspy, a ślub jest tylko raz... no chyba że zakładasz kilka:)
                    • zalotnica Re: Obowiązek wobec rodziny...? 06.12.03, 13:43
                      Gość portalu: roan napisał(a):
                      > W tym roku byłam u kuzynki na weselu, które zorganizowali jej rodzice. Za
                      > prezenty (głównie koperty) sfinansowali sobie podróż do Rzymu, na którą ich,
                      > doktorantów UJ nigdy nie byłoby stać. (nawet gdyby odkładali kilka lat)
                      > Zrealizowali z gości pomocą swoje największe marzenie,

                      Nie lubie jak ludzie pisza bzdury...
                    • Gość: Misty Re: Obowiązek wobec rodziny...? IP: *.met.pl 07.12.03, 01:20
                      Nie zakładam kilku ślubów;) i ziszczenia się Twej wizji - to nie tak, ze nie
                      myślę pozytywnie - tylko realnie - więc nie sądzę, żebym za 5 lat mogła sobie
                      latać po całym świecie... (na Wyspy - Kanary, jak mniemam;p, Goa, czy do innych
                      Trynidadów)
                      Widzisz - ja nie mam nic przecieko slubom i weselom, byłoby fajnie mieć
                      uroczystą i elegancką imprezę dla tych naprawdę bliskich osób. Doskonale wiem,
                      i pewnie wiesz to i Ty, ze wesele może być "małomiasteczkowa i wiejską" popojką
                      i obzeraniem się za cudze, ale moze też być superprzyjemnym wspomnieniem
                      wyjatkowego dnia z klasą, zarówno dla gości, jak i młodych, tak jak w
                      przypadku Twojej kuzynki i w przypadku wielu moich znajomych.
                      Jednak ja chcę wziąć slub już teraz, nie za 5 lat, i zrobię taki, na jaki mnie
                      stać teraz :) That's all my dear...
                      A co do wesela, ktore się zwróci... hm...no, to byłby ostatni argument, który
                      skłonilby mnie do organizowania imprezy dla licznych gości.
                      Roan, widzisz, w Twej wypowiedzi poruszyl nas nie tyle fakt, ze opowiadasz się
                      za organizacja wesel, co to, że wypowiadasz się w jakis taki malo odnoszący się
                      do rzeczywistości sposób o być albo nie być związkow ludzi, których nie znasz...
                      Pomyśl o tym
                      To byłam ja
                      Już zupelnie pojednawcza:)
                      Misty

        • moboj Re: Obowiązek wobec rodziny...? 06.12.03, 07:14
          Gość portalu: roan napisał(a):

          > I jeszcze taka uwaga. Jak was nie stać na zrobienie wesela, to może nie stać
          > was również na wspólne życie?(to do osób piszących o tych kalkulacjach, że
          to
          > za drogo wychodzi, a nie do tych, którzy wesel nie chcą a priori)

          roan, napisałaś takie słowa i jeszcze udajesz, że nie rozumiesz, o co chodzi w
          poniższych postach. a co to w ogóle za kryterium: nie masz kasy na rosół i
          galaretki wieprzowe dla całej rodzinki to nie stać Cię na wspólne życie?
          uważam, że mocno przesadziłaś...
    • niedzwiedziczka Wesela, wesela... 06.12.03, 08:57
      Moja siostra wychodziła za mąż w latach 80-tych. Nie dość, że mama musiała się
      zapożyczyć i spałacać dług przez kilka lat, to jeszcze trzeba było wszystko
      "zdobywać", począwszy od szynki na kartki etc. I oczywiście wszystko trzeba było
      zrobić: wypożyczyć zastawę, krzesła, upiec ciasto. Mama całe wesela była taka
      zmęczona, że wątpię czy można to nazwać zabawą. A najciekawsze było słychania
      ok. 3 nad ranem wujków - niedopitków, którzy dopiero w takim stanie nabrali
      odwagi na rozmowy o polityce. Nie wspomnę o moim tacie, który oczywiście spił
      się i zrobił awanturę.
      Ja wychodziłam za mąż 10 lat później. Nie chciałam, żeby jedna noc mojej radości
      kosztowała rodzinę kilka lat wyrzeczeń. Poza tym nie lubię imprez z alkoholem.
      Moje wesele było małym przyjęciem w restauracji, bez alkoholu (a zabawa i tak
      trwała do 3-ciej w nocy). Ciasto zostało kupione. Moja mama mogła usiąść z
      gośćmi i po prostu się bawić. Resztę rodziny zaprosiliśmy osobiście tylko na
      ślub. Oczywiście nie przyszli, no bo jak tak bez imprezy? Niektórzy zaproszeni
      na wesele też nie przyszli, no bo jak się bawić tak bez wódy?
      Niedługo później wychodziła za mąż moja koleżanka. Poszłam na ślub, dałam
      prezent i wróciłam do domu. Dla mnie dawanie prezentu nie jest jednocześnie
      zapłatą za bilet wstępu na imprezę. Daję prezent temu, kogo lubię i szanuję.
      A więzi rodzinne można pielęgnować w inny sposób. Co roku wysyłam spora liczbę
      kartek świątecznych. A dostaję 2-3. Mimo to wysyłam w następnym roku życzenia do
      tych, którzy nic nie napisali. I huczne wesele nic by tu nie zmieniło.
Pełna wersja