andziurek
29.11.03, 15:25
Z zaskoczeniem przeczytalam dzisiejszą rubrykę "List tygodnia". Dlaczego
został wyróżniony przez redakcję, czyżby omyłykowo (np. zamiast listu ze
str. 62?) Inaczej nie potrafię sobie tego wytłumaczyć.
Mam wrażenie, że Dorota, rozczarowana autorka listu, jest znudzona monotonią
własnego życia, a w rodzinnych imprezach upatruje szansy, by cudzym kosztem
monotonię ową przegonić. Zgadzam sie z tą "wyrotową parą nowożeńców". To ich
ślub, zatem i ich decyzja jak go chcą zapamiętać. Obowiązkiem wobec rodziny
wydaje mi się co najwyżej większa odpowiedzialność wobec jej członków w
trudnych chwilach,a pomysł, żeby zapewniać krewniakom i obowiązkową zabawę
wydaje mi się niedorzeczny. Szczególnie,dla pary doktorantów (są dobrze
sytuowani.."Polityka" biła tylko pianę przyznając doktorantom stypendia, by
nie emigrowali..?).
Jestem nawet jeszcze nie narzeczoną. Ostatnio byłam na hucznym weselu. Lubię
takie imprezy,w mojej, b. licznej, rodzinie wesela na 100-150 osób zdarzły
się często. Wszyscy dobrze się bawili, ale cały czas miałam w pamięci
rachunki czynione przez nowożeńcówi. "Zastaw się, a postaw się" - to
przecież obowiązek.
Ja również wybrałabym podróż i pewnością tak zrobię. Ciocie i wujkowie
wybaczcie... Karta jedynie z zawiadomieniem o ślubie zupełnie mnie nie
przeraża.