toksyczny_zwiazek123345
14.04.09, 17:29
Moj maz ma problem z agresja. Przejawia sie to tak:
1) gdy obcy samochod przejedzie bardziej gwaltownie, nie
zatrzymujac sie np: na przejsciu STOP, i przejedzie za blisko
niego - on biegnie za tym samochodem, dogania na swiatlach i
demoluje samochod. Raz czy dwa razy nawet kogos uderzyl. Raz
rozbil lusterko w samochodzie. Kiedys jeszcze rzucil telefonem
w "uciekajacy" samochod. Wiem, ze czasami kierowcy sa na misji
morderczej, ale nie widze aby normalni ludzie tak sie zachowywali-
a on uwaza ze on da im nauczke i nastepnym razem beda bardziej sie
zastanawiali zanim beda jezdzic agresywnie.
2) Traktuje mnie na ogol bardzo dobrze, ALE..... te kilka procent
czasu kiedy "wybucha" jest straszny. Wyzwiska to normalnosc,
strasznie rozwodem (na ktory ja odpowiadam ze prosze bardzo), i
niszczenie naszych zeczy. Raz z nerwow rzucilam MOJA bronzoletke
srebrna na podloge - to ja podniusl i doszczednie zniszczyl. Wiele
razy boje sie zareagowac bo wiem ze mi i sobie cos polamie. Ja juz
nawet nie trzymam swoich zdjec i muzyki elektornicznej w domu,
tylko w pracy, bo nie wiem kiedy mu odbije zeby polamac laptopa
(juz jeden polamal).
3) Nigdy nie moge liczyc na jakies wyjazdy, bo nie wiem kiedy sie
poklucimy. Jest to strasznie nieprzewidywalne i stresujace- a jak
sie klucimy to obydwoje ostrzymy pazury - i jest naprawde zle -
trzeba odwolywac podroze, itd... Wiele razy jak i tak pojechalismy
(bo slub kuzynki (jego) albo cos) to zdarzalo nam sie wyzywac na
lotnisku.
4) Teraz tez, chcialam wziasc wolne w pracy bo mielismy gdzies
jechac, ale teraz oczywiscie sie poklucilismy, i nawet mi sie nie
chce brac wolnego - czyli wakacjie przepadly. A chodzilo o to, ze
przez wiele godzin robilam pewna papierkowa prace (rowniez dla
niego) i trzeba to bylo podpisac. Lerzal na luzku, i chcial
dlugopis, a ja nie chcialam go przyniesc. Zostalam strasznie
wyzwana. A ze ja nie zostaje dluzna to sie zaczelo pieklo. On ma
podrapana szyje, a ja siniaki na rekach.
5) boje sie go fizycznie. Jestesmy razem 10 lat, ale pol roku
temu, po nocnej imprezie (obydwoje bylismy pod wplywem alkocholu)
poklucilismy sie. Ja go popchnelam - on ze chwial sie na nogach -
upadl - i zaczelo sie .... Zbil mnie tak ze stracilam
przytomnosc. Na drugi dzien bylam cala obolala i mialam wielkie
siniaki: na glowie, uszach, rekach, plecach, nogach. Nigdy
wczesniej ani puzniej mnie nie pobil w ten sposob i wiem on byl tak
wypity ze stracil rozum. Jednak po tym juz nie moge patrzec sie na
niego bez strachu. Przez to ja jestem agresywna.
Wiem ze stac mnie na wiecej. Jestem w stanie dac komus dobre i
szczesliwe zycie. On bylby takim dobrym mezem, gdyby tylko
przestal wybuchac tak nagle i z taka agressja. On mysli ze
wczorajsza klutnia to moja wina, bo nie chcialam mu podac dlugopisu
( bo gdybym tylko dala to nie byloby sprawy). A ja mysle: "tak, bo
zupa byla za slona". Nie zasluzylam na takie wyzwiska za to.
Nawet jezeli naprawde moglam podac, bo blisko stalam. I wszystko
co potem sie stalo to wlasnie wybuch zlosci - ze mnie tez.
Jestem od niego bardziej wyedukowana, 3 razy wiecej zarabiam,
ludzie na ogol mnie lubia (a jego nie za duzo osob), Jestem
bardziej oszczedna - kazdy MU mowi jakie ma szczescie ze taka fajna
dziewczyna go w ogole zechciala. Nie wiem dlaczego wybralam sobie
takiego przegranca zyciowego. Tzn wiem - bo bylam mloda i glupia i
zakochana a on nosil mnie na rekach. On jest naprawde
inteligentny. I zazwyczaj bardzo kochany i opiekunczy, ale gdy
wybucha agresja to nic nie widzi, nic nie slyszy - jest innym
czlowiekiem.
Wiem ze mi nie da sie juz nic poradzic - chcialabym tylko
zaapelowac do dziewczyn: nie wychodzcie za maz zbyt mlodo.
Wybierzcie sobie madrze partnerow. Gdy tylko zobaczycie pierwsze
oznaki agresji - uciekajcie. Nie chcecie sobie zmarnowac zycia jak
ja. jestem tuz przed 30stka i widze co mnie czeka: rozwod,
rozpacz, szukanie nowego partnera, pospiech zeby miec dziecko przed
35-tka, i nawet nie ma gwarancji ze bede miala cos lepszego.
Kiedys bylam rozesmiana, inteligentna dziewczyna z mozliwosciami!
Teraz jestem wrakiem tej osoby - i moge winic tylko siebie.