julie1789
14.04.09, 22:19
Stałam dzisiaj w kolejce na dworcu PKP zamierzając kupić bilet. Kolejki
spooore (wiadomo, studenci jadący po świętach na uczelnie w innych miastach).
Ludzie zniecierpliwieni, czynnych kas mało, nikomu nie chce się długo czekać,
tym bardziej, że niektórym pociągi zaraz odjadą (w tym mnie :D ). Ale trudno,
jak kolejka, to kolejka, trzeba stać, nic się nie poradzi. Chyba że..
Pomysłowa Pani stała z mężem w kolejce tuż przede mną. Narzekała, że jej się
stać nie chce, a tu jeszcze parę minut się zapowiada. Wpadła więc na genialny
pomysł. Mówi mężowi, żeby "wziął Zośkę na ręce", to będzie szybciej. Nie
bardzo zrozumiałam, ale z ciekawości zerknęłam, co zrobi mąż. Otóż Pan
podszedł do siedzącej na ławeczce i bawiącej się pod opieką (chyba starszego
rodzeństwa) ok. 3-letniej dziewczynki i nie zważając na niezadowolenie
dziecka, które spokojnie się bawiło, wziął dziewczynkę na ręce i bez słowa
podszedł do kasy pomijając stanie w kolejce - ku zadowoleniu pomysłowej żony,
która inteligentnie wykorzystała (nie wiem, czy pisany) zwyczaj, że z
dzieckiem na ręku kupuje się bez kolejki.
Tak tylko chciałam pomarudzić, bo mnie pociąg zwiał. I uprzedzając - ja
ustępuję kobietom w ciąży, osobom starszym czy chorym, a także spieszącym się
bardziej ode mnie, oraz oczywiście osobom z marudzącym małym dzieckiem na ręku
- o ile faktycznie z dzieckiem jest tylko jeden opiekun, a nie jak we
wspomnianej sytuacji - dziecko, które spokojnie bawilo się pod opieką,
przydało się sprytnym rodzicom do pominięcia kolejek :/