Kobiety (niektóre) jenak sobie roją

19.04.09, 09:55
dosc czesto jakies zaiteresowaie ze strony faceta, które tak
naprawde jest zwykłą zyczliwocią, uprzejmoscią.

Mam teraz tego przykład. Jeszcze przed Świetami byłam na koncercie
wraz z dwoma kolezankami i eksem :)

po koncercie było spotkanie z artystami, w weższym gronie. Na tym
spotkaniu był takze pewnien pan, miły osobnik z innego (nieodległego
jakos ogromnie) miasta. Jak się okazało, takze muzyk. Po oficjałce
przycupnelismy w kawiarni - ja dwie kolezanki i eks. Miło się
gadało, wymenilismy wizytówki. Po jakiejs 1,5 godziny ja, eks i
jedna kolezanka uznalismy, ze czas do domu, druga - została z tym
panem.
Facet po jakims czasie wysłał mi zaproszenie do znajomych na n-k,
przyjełam, wiem, ze wszystkim nam wtedy wysłał, eksowi też :)
Posłał też życzenia swiateczne i podziękowanie za miły wieczór -
normalne takie uprzejmosci.
Dzis ma byc fajny koncert, wczoraj pan napisał na n-k, ze sie
wybiera, zapytywał, czy też bedziemy. Odpisałam ze trudno
powiedziec, bo nadal mam problem z nogą, wiec jesli nie musze to nie
wychodzę, ale zobaczymy.
Przed chwilą dzwoniła kolezanka, ws. koncrtu. Powiedziałam jej to
samo co panu w mailu :) wspomniałam,ze pewnie go tam spotka, bo się
chłopina wybiera. Okazało się, ze do kolezanki nie pisał i to jest
dramat, bo ona miała wrazenie, ze cos ich ŁACZY - miło im sie
gadało, spędzili fajny wieczór, odwiózł ja taksówka, napisał
życzenia swiateczne na n-k.
No ludzie, to jest zaraz "łaczy" ? Ja bym powiedziała, ze to raczej
kolezeńska znajomosc, nawet chyba mniej. Ot przyjechał człowiek na
koncert, poznał jakies miłe mu towarzystwo spedził trochę czasu i
juz. Po cóz zaraz sobie roic, ze to jakas nie wiadomo jaka
znajomosc? Nic o facecie kobieta nie wie np. czy żonaty nie jest, z
kims związany, a juz zaklada, ze szuka on "zwiazku" - skad? na
jakiej podstawie?
prawde mówiąc to w zachowaniu tego goscia nie dostrzegłam zadnego
podrywu nikogo na tym spotkaniu - uprzejmy i sympatyczny koleś,
tyle.

Teraz kolezanka ma "problemy" typu: czy isc, a jeśli to w czym:),
czy zagadac do goscia, czy nie, a nade wszystko - DLACZEGO nie
napisał jej, że bedzie. Wg mnie bez jakiejs przyczyny, napisał do
jednej osoby z tego towarzystwa, słusznie pewnie zakładając, ze ma
kontakt z pozostałymi. Nie widze w tym zadnego dramatu i nic
podejrzanego.

Po takich "wystepach" kobitek nabieram corz wiekszego przekonaia, ze
czesto biorą za podrywy, zainteresowanie z czyjes strony
najzwyczajniejsze sympatyczne zachowanie, uprzejmosc, kolezeństwo.

A ta koleznka nie jest jakas głupia- to miła, rozgarnieta oraz ładna
i zadbana osoba. Nie rozumiem ...
    • julyana Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 19.04.09, 10:02
      Łojeny, drugi wątek na ten sam temat? A tamten miał tyle postów, ludzie się
      starali...;)
      • kora3 Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 19.04.09, 10:03
        któren ?:) bo serio nie kumam :)
        • julyana Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 19.04.09, 10:05
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=93852545&a=93852545
          • kora3 eeeee toz to co innego:) 19.04.09, 10:09
            przecie...

            zwiazek moze i jest, ale to to całkiem inna bajka. Tu nie było
            zadnego stawiania sprawy, bo i jak rozumiem z relacji kumpeli,
            sprawy nijakiej nie ma.

            Mam wrazenie, ze kobitki niektóre same sobie robia kłopoty i kwasy z
            takich rzeczy. I po co? Nic sie nie dzieje:)
            PS. July-July - zmieniłas nick i to Ty?
            • julyana Re: eeeee toz to co innego:) 19.04.09, 10:11
              Jak dla mnie to tematy z tej samej beczki.:) Przynajmniej sedno, o wymysłach i
              rojeniach babskich.

              Tak, wiosenną zmianę personaliów uczyniłam.:)
              • kora3 Re: eeeee toz to co innego:) 19.04.09, 10:18
                julyana napisała:

                > Jak dla mnie to tematy z tej samej beczki.:) Przynajmniej sedno, o
                wymysłach i
                > rojeniach babskich.

                A to nie jest rojenie?
                No weź sobie wyobraź sytuacje, ze dla odmany na jakiejs imprze
                poznajesz fajna kobitke - a zakładam, ześ heteroseksualna.
                Przypadacie sobie towarzysko do gustu, spedzacie miło czas,
                wymieniacie mailowe uprzejmosci.
                I co? nazywasz ją "przyjaciółka", "dobrą znajomą"? No chyba nie - w
                kazdym razie nie jesli znajomosc się nie rozwija jakoś, np. nie
                napisze panna, ze jest w twoim miejscie, wybiera się, to moze na
                kawe sie umówicie. Rzumiem ze najomosc moze sie zaciesnic po jakimś
                zcasie i przy obustronnej chęci na spotkania, wymiane
                koespondencji:) - w przypadku facetów jest dokładnie tak samo
                przecież i jesli facet traktuje znajomosc z kims inaczej niz
                zwyczajną towarzyską to to WIDAC.

                faceci TEEZobie czasem roją, ze zwyczajne pare kaw i kolezanska
                gadka to zaraz "związek" - ale specyficzni i rzadziej:)
                >
                > Tak, wiosenną zmianę personaliów uczyniłam.:)

                achaaaaaa:) no to miłego nowego wcielenia:)
                • julyana Re: eeeee toz to co innego:) 19.04.09, 10:24
                  No jest. Ale już omawialiśmy podobny temat, chyba bardzo Cie to zajmuje?:) No to
                  ok, od siebie napiszę, że są ludzie, którym wystarczy, że ktoś powie im "dzień
                  dobry" i już na nich leci. Nie wiem czemu, może bardzo chcą żeby ktoś się nimi
                  zainteresował, a może dana osoba wpadła im w oko i chcą sobie wmówić, że vice
                  versa, a może uważają, że są tak super, że każdy na nich leci.:)

                  > achaaaaaa:) no to miłego nowego wcielenia:)

                  Dziękuję.:)
                  • kora3 Re: eeeee toz to co innego:) 19.04.09, 10:35
                    julyana napisała:

                    > No jest. Ale już omawialiśmy podobny temat, chyba bardzo Cie to
                    zajmuje?:)

                    wiesz co? szczerze to mnie po prostu dziwi i jakos tak zasmuca, ze
                    dotyczy babek- i to nierzadko fajnych, madrych, miłych.

                    Bo poza narazeniem sięna smiesznosc w takiej sytuacji istnieje
                    jeszcze takie ryzyko, ze własnie taka "urojona" sie zaangazuje w coś
                    co jej wcale nie pasuje - np. czysto seksualny układ.

                    No t
                    > o
                    > ok, od siebie napiszę, że są ludzie, którym wystarczy, że ktoś
                    powie im "dzień
                    > dobry" i już na nich leci. Nie wiem czemu, może bardzo chcą żeby
                    ktoś się nimi
                    > zainteresował, a może dana osoba wpadła im w oko i chcą sobie
                    wmówić, że vice
                    > versa, a może uważają, że są tak super, że każdy na nich leci.:)
                    >

                    No własne odrzuciwszy osoby, którym się zdaje takie cos po "dzeń
                    dobry" pozostwiswszy wersję "wpadł mi w oko" ma sie przecież
                    mozliwosc sprawdzenia bezkolizyjnie, czy vice versa.
                    Z luzem mogła napisac do ZNAJOMEGO, ze jest koncert i czy się
                    wybiera: przykładowo:) Ani to jakis jawny podryw, ani nic. Zobaczyc
                    co odpisze, w jakim tonie, jak przebiegnie ewentualne spotkanie i po
                    nim jakoś tam wnioskować dalej
    • amira43 Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 19.04.09, 10:11
      >A ta koleznka nie jest jakas głupia- to miła, rozgarnieta oraz ładna
      i zadbana osoba. Nie rozumiem ...
      pomimo swoich walorow,musi byc bardzo samotna i poszukujaca...;-)
      prawdopodobnie,musiała wczesniej ulegac,krotkotrwałym znajomosciom z
      "miłymi"facetami,uzanjac to, za pewna zasade...mylna jak sie okazuje:-)
      • kora3 Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 19.04.09, 10:22
        amira43 napisała:

        > pomimo swoich walorow,musi byc bardzo samotna i poszukujaca...;-)

        znam ja dosc dobrze, ma szerokie grono znajomych, w tym panów i dosc
        spore wymagania co do facetów.

        > prawdopodobnie,musiała wczesniej ulegac,krotkotrwałym znajomosciom
        z
        > "miłymi"facetami,uzanjac to, za pewna zasade...mylna jak sie
        okazuje:-)

        nie wydaje mi sie wlasnie. Jakis czas temu rozstała się z mezem,
        spokojnie i w normalnej atmosferze. OPowtórnego małzeństwa raczej
        nie szuka :) a czas ma z kim spedzac, mysle,ze gdyby poszukiwała
        faceta tylko do łozka - nie miałaby najmniejszych problemów miec co
        noc nowy model :) - ten pan ja chyba jakos zauroczył, ze az tak
        zatraciła rozsadek
        • amira43 Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 19.04.09, 10:50
          > - ten pan ja chyba jakos zauroczył, ze az tak
          zatraciła rozsadek
          no to mamy ,klasyczny przypadek"miłosc od pierwszego wejrzenia"..:-))
          ...zartuje,oczywiscie;-DDD
          kolezanka przyzwycziła sie do adoracji kolegow,a tu "niespodzianka",odezwał sie
          w niej zew"kroliczka"....a mi własnie ,odezwał sie zew natury i chyba sobie
          pobiegam ...miłego dnia zycze;-)
          korcia,idz na ten koncert,opowiesz nam dalej ,co sie wydarzyło...gorzej jak
          "miły pan" ,jest Toba zainteresowany,mozesz stracic kolezanke;-DDDDD
          pa!pa!
          • kora3 Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 19.04.09, 10:55
            amira43 napisała:

            > kolezanka przyzwycziła sie do adoracji kolegow,a
            tu "niespodzianka",odezwał sie
            > w niej zew"kroliczka"....a mi własnie ,odezwał sie zew natury i
            chyba sobie
            > pobiegam ...miłego dnia zycze;-)

            Qrcze - bieganie a moja kostka nadal boli :(

            > korcia,idz na ten koncert,opowiesz nam dalej ,co sie wydarzyło...

            No jak dam rade - chetnie bym poszła ze wzlędów innych, konkretnie
            muzycznych:)

            gorzej jak
            > "miły pan" ,jest Toba zainteresowany,mozesz stracic kolezanke;-
            DDDDD

            eeeeee nie przypuszczam, normalny grzeczny kolo, nie robi nic w
            stosunku do mnie, co mogłoby na to wskazywac. No i pewnie po
            objrzeniu mojego profilu na n-k juz wiedziałby, ze nici z tego, bo z
            kims jestem. Odpada
            • raohszana Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 19.04.09, 12:25
              Korcia, na Moonspell się wybierasz? :)
    • idasierpniowa28 Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 19.04.09, 10:28
      Cóż, serce nie sługa... Zostali sami we dwoje, miło się gawędziło, odrobina
      alkoholu też zapewne zrobila swoje.. :P Wtedy łatwo sobie coś " dośpiewać" a
      potem następuje zderzenie z rzeczywistością :)
    • hermina25 Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 19.04.09, 11:14
      Hmmm,czy ja wiem ? Jak na moj gust liczenie na coś więcej,to nie tylko domena
      kobiet,choć w większości wypadkow niestety tak,ale do czego zmierzam?! Otoz
      kilka lat temu poznałam na pewnej imprezie faceta (kolega,kolegi etc) ,no spoko
      -pogadaliśmy sobie,potańczyliśmy ,odwiozł mnie taryfą do domu.Na końcu poprosił
      o nr,myślę sobie czemu nie,najwyżej dojdzie mi kolejny kumpel.Na drugi dzień
      zaczęły się smsy w stylu-jak tam słoneczko wstałaś już...tu już zaczęłam mieć
      małe wątpliwości,ale doszłam do wniosku,że to może takie miłe poczucie humoru
      ,tego pana,odpisałam więc coś zabawnego...i dostałam smsa z propozycją
      spotkania,zupełnie mi to nie pasowało,bo miałam jakieś własne plany o czym
      poinformowałam absztyfikanta i wtedy nastąpiła wielka obraza majestatu ;)
      Ale ok na,na drugi dzień zagadał do mnie na gg,rzecz jasna znowu z jakimś
      ckliwym tekścikiem,napisałam,że sorry nie mogę za bardzo gadać,bo moja połowka u
      mnie siedzi ;))),na reakcję nie czekałam długo,koleś momentalnie zablokował mnie
      na gygy ;)))i całe szczęscie nigdy więcej się nie odezwał...ale dziwię się-typek
      po studiach,inteligentny ,przystojny-no zupełnie nie skumałam tej jego totalnej
      desperacji...swoją drogą coś z nim było nie tak ;)

      A co do Twojej koleżanki,to nie mam pojęcia,może faktycznie koleś takie sygnały
      (nieświadomie ) wysyłał,że dziewczyna coś sobie wyimaginowała
    • ja-27 Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 19.04.09, 11:28
      Moja przyjaciolka ma w pracy taka kolezanke (jest dziennikarka) i
      wystarczy, ze przyjdzie ktos z jakims materialem i sie usmiechnie, a
      ona juz od razu uwaza ze ktos na nia leci...nie wiem czy jest ktos
      kto na nia nie leci - no chyba facet mojej przyjaciolki...ale tez by
      sie nie zdziwila gdyby kolezanka uznala ze ja nachalnie podrywal...i
      jak przyjaciolka mi opowadia to sobie mysle...kurna jaka ja brzydka
      musze byc, bo mnie nikt nie podrywa:)

      Czasem ludzie odbieraja inaczej zachowania i uwazaja, ze to jakies
      sygnaly...pewnie gosc sie jej spodobal...uznala, ze wart blizszego
      zainteresowania i tak wyszlo, bo byl mily...no i odwiozl ja do domu
      to juz u mnie ma plusa:)

      A moze jak sie jeszcze spotkacie gdzies to miedzy nimi zaiskrzy...
      • kora3 Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 19.04.09, 11:45
        ja-27 napisała:

        > jak przyjaciolka mi opowadia to sobie mysle...kurna jaka ja
        brzydka
        > musze byc, bo mnie nikt nie podrywa:)

        hehe:) taki typ juz widziałam tez, ale ta kolezanka do takowych nie
        nalezy
        >
        > Czasem ludzie odbieraja inaczej zachowania i uwazaja, ze to jakies
        > sygnaly...pewnie gosc sie jej spodobal...uznala, ze wart blizszego
        > zainteresowania i tak wyszlo, bo byl mily...no i odwiozl ja do
        domu
        > to juz u mnie ma plusa:)

        no ogólnie miły kolo, fakt.
        >
        > A moze jak sie jeszcze spotkacie gdzies to miedzy nimi zaiskrzy...

        No moze, wiesz mnie chodz o to, zeby sie na to tak nie nastawiała na
        maksa, bo moze się okzać, ze to tylko koncertowa znajomosc i tyle.
        • blue.gosiaczek Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 19.04.09, 13:21
          > No moze, wiesz mnie chodz o to, zeby sie na to tak nie nastawiała na
          > maksa, bo moze się okzać, ze to tylko koncertowa znajomosc i tyle.

          Ale z drugiej strony trudno jest olać swoje uczucie i emocje (szczegolnie jesli
          jest zauroczona tym panem). Przy okazji takiego olewania, mozna olac jakiedys
          "wartosciowa" znajomosc (w ktorej panu bedzie naprawde zalezec) myslac, ze facet
          jest po prostu kolezensko mily.
          • kora3 Niebieski Gosiaczku 19.04.09, 15:49
            blue.gosiaczek napisała:

            >
            > Ale z drugiej strony trudno jest olać swoje uczucie i emocje
            (szczegolnie jesli
            > jest zauroczona tym panem). Przy okazji takiego olewania, mozna
            olac jakiedys
            > "wartosciowa" znajomosc (w ktorej panu bedzie naprawde zalezec)
            myslac, ze face
            > t
            > jest po prostu kolezensko mily.

            Nie wiem jak to prosto napisac jakoś, ale o UCZUCIACH po paru
            godzinach chyba trudno mówić, cyba raczej o odczuciach mozna, w tym
            o emocjach, którymi na takim etapie zwykle jest tzw. <br />
            "krecenie" jednej osoby, albo obu :)

            I w tym, ze ktoś sie spodobał, "zakrecił" własnie nic złego nie ma
            przecież. Kobitka jest wolna, poznała goscia , odpowiada jej na
            poziomie rozmowy i aparycją, no i sie spodobał, fajnie.

            Tyle tylko, że to nie powód do wysnuwania zaraz niewiadomo jakich
            wniosków w temacie podejscia do tej znajomosci goscia, bo na ten
            temat trudno cokolwiek powiedzieć - na razie gosc jest miły po
            kolezeńsku. Kiedy zacznie byc inaczej miły to bedzie to widac.
            Ewentualnie mozna samej subtelni spróbowac podrywu np. na osobnosci
            powiedzeć "w przyszłym tygodniu bezdie taka a taka impreza, moze sie
            wybierzemy?" i zobaczyc czy gosc powie "Super, no moze umówmy się
            przed zeby się nie szukać", albo "Świetnie, bardzo mi się podobają
            koncerty z Tobą" , czy np. "O, fajnie, zobacze, jak bedzie
            czas" "Moze, ale nie wiem, bo zona bla bla".

            Jeśli facetowi zalezy na znajomosci jakiejs specjalnej z kims umie
            to okazac wyraxniej niz bedac tylko uprzejmym i sympatycznym. I z
            pewnoscią nie ma potrzeby snuć czegos na wyrost, bo mzna jak piszesz
            stracic szane na znajomosc z kims, komu zależy.
            Lepiej traktować znajomosc własnie po kolezeńśku, zwłaszcza gdy
            kogoś wczesniej wcale nie znalismy, nawet z widzenia, niz wyobrazac
            sobie zaraz "wielkie miłosci" ze strony goscia, który np. ma taki a
            nie iny sposób bycia.
    • dirty.little.lie Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 19.04.09, 11:33
      jak to dobrze, ze Tobie NIGDY nie zdarzylo sie blednie odczytac intencji drugiej
      osoby (juz nawet abstrahujac od plci). w przeciwnym razie nie mialabys powodu do
      pisania tej rozprawki. btw - 'fajna' z Ciebie kolezanka...
      • kora3 Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 19.04.09, 11:42
        dirty.little.lie napisała:

        > jak to dobrze, ze Tobie NIGDY nie zdarzylo sie blednie odczytac
        intencji drugie
        > j
        > osoby (juz nawet abstrahujac od plci). w przeciwnym razie nie
        mialabys powodu d
        > o
        > pisania tej rozprawki.

        Prawde powiedziawszy - nie przypominam sobie takiej sytuacji, bym
        czyjąc uprzejmosc brała za podryw, rczej pare razy zdarzyło mi się
        odwrotnie.


        btw - 'fajna' z Ciebie kolezanka...

        a niby dlaczego "fajna"? Mam kobiecie moze wmawiac "Tak kochana,
        zakochał sie w Tobie jak nic, to wielka miłosc tylko jest pewnie
        niesmiały" uwazam, ze własnie dobry znajomy, kolega jest uczciwy
        wobec innych i nie mówi tego, co ktos chce usłyszec tamta osoba, a
        to co widzi z boku, wiec obiektywnie bardziej.
        Wg mnie facet nie zachowywałs się "podrywająco", co nie znaczy, ze
        kolezanka nie wpadła mu w oko, ale nie znaczy też ze wpadła, wiec
        póki co nalezy raktowac znajomosc z nim, jako kolezeńską. Masz ine
        zdanie?
        • dirty.little.lie Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 19.04.09, 12:04
          > Prawde powiedziawszy - nie przypominam sobie takiej sytuacji, bym
          > czyjąc uprzejmosc brała za podryw, rczej pare razy zdarzyło mi się
          > odwrotnie.

          alez o to Cie nie podejrzewalam. :) przeciez z tych wszystkich watkow, w ktorych
          maglujesz zachowania swoich bardziej lub mniej znajomych jednoznacznie wynika,
          ze Ty zawsze zachowujesz trzezwosc umyslu i generalnie jestes wzorem dla innych.

          > a niby dlaczego "fajna"?

          'fajna', bo na pewno kolezanka ucieszyla by sie, ze stala sie podmiotem watku, w
          ktorym mozna ja sobie obsmiac. niewazne, ze zachowuje anonimowosc. chodzi o sam
          fakt.
          • kora3 Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 19.04.09, 12:08
            dirty.little.lie napisała:
            >
            > alez o to Cie nie podejrzewalam. :) przeciez z tych wszystkich
            watkow, w ktoryc
            > h
            > maglujesz zachowania swoich bardziej lub mniej znajomych
            jednoznacznie wynika,
            > ze Ty zawsze zachowujesz trzezwosc umyslu i generalnie jestes
            wzorem dla innych

            za wzór się nie uwazam, ale fakt - sporo ludzi pyta mnie o zdanie w
            takich sytuacjach, a to moze oznaczac np. ze w ich oczach nieczesto
            popełniam takie błedy, jak przykłdowo złe odczytywanie zachoań
            innych w stosunku do mnie.

            > .
            >
            > > a niby dlaczego "fajna"?
            >
            > 'fajna', bo na pewno kolezanka ucieszyla by sie, ze stala sie
            podmiotem watku,
            > w
            > ktorym mozna ja sobie obsmiac. niewazne, ze zachowuje anonimowosc.
            chodzi o sam
            > fakt.

            Wiesz, ja jej po pierwsze nie obsmieqam, o dugie zachowuje
            anonimowosc, bo nawet zmieniłam pare szczegółów, zeby czasem ktos
            nie pomyslał, ze to o niej:) a prawie wszystkie watki tu sa o jakis
            znajomych, facetach eksach i aktualnych nawet i co? :)
            • dirty.little.lie Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 19.04.09, 12:13
              > za wzór się nie uwazam, ale fakt - sporo ludzi pyta mnie o zdanie w
              > takich sytuacjach, a to moze oznaczac np. ze w ich oczach nieczesto
              > popełniam takie błedy, jak przykłdowo złe odczytywanie zachoań
              > innych w stosunku do mnie.

              to tak jak mnie, ale ja nie czuje potrzeby, zeby zakladac kolejny watek o tym,
              jakie kobiety potrafia byc glupie a ja jaka jestem wspaniala. i zastanawiam sie
              skad taka potrzeba wynika u Ciebie.

              > Wiesz, ja jej po pierwsze nie obsmieqam,

              po pierwsze - mam inne zdanie na ten temat


              o dugie zachowuje
              > anonimowosc, bo nawet zmieniłam pare szczegółów, zeby czasem ktos
              > nie pomyslał, ze to o niej:)

              po drugie - przeciez pisze, ze nie chodzi o anonimowosc lub jejbrak. tylko o sam
              fakt, ze czujesz potrzebe, zeby 'kolezanke' obgadac. obgadanie z facetem widac
              nie wystarczylo.

              • kora3 ???? 19.04.09, 12:21
                dirty.little.lie napisała:

                >> skad taka potrzeba wynika u Ciebie.

                a ja sie zastanawiam co Ty o dobra koleznko porazdiłabys swojej
                znajomej w takiej sytuacji?
                > >
                obgadanie z facetem widac
                > nie wystarczylo.
                >
                z jakim facetem ?
                • ja-27 Re: ???? 19.04.09, 12:25
                  To po co w takim razie to forum, skoro wystarczy obgadac z
                  facetem/mezem/mama/babcia itp...

                  A nie zauwazylam aby Kora obsmiala swoja kolezanke...i nie
                  zauwazylam aby ktos tu tez sie wyjatkowo nabijal z niej...nie
                  przesadzajmy...

                  • kora3 Re: ???? 19.04.09, 12:37
                    ja-27 napisała:

                    > To po co w takim razie to forum, skoro wystarczy obgadac z
                    > facetem/mezem/mama/babcia itp...

                    no poniekąd :)
                    a tak swoja drogą - nie wiem z jakim facetem, serio :) bo z moim o
                    tym nie rozmwiałam z cudzymi tez nie, z wolnymi - tez nie.
                    >
                    > A nie zauwazylam aby Kora obsmiala swoja kolezanke...i nie
                    > zauwazylam aby ktos tu tez sie wyjatkowo nabijal z niej...nie
                    > przesadzajmy...

                    nie ma się z czego nabijać, po prostu to obraz sytuacji.
                    • ja-27 Re: ???? 19.04.09, 12:42
                      Czasem lepiej jak kilka osob sie wypowie bo ma sie obraz w wielu
                      stron...formu daje fajna anonimowosc...

                      Ostatnio weszlam na jakis post dziewczyny, ktorej sie zyc nie chce,
                      bo jest chora, mala, gruba, niekochana...i tam to dopiero ja
                      wysmiewali...tutaj to jest zwykla "rozmowa"...

                      Kora3 ja tez widze to jako po prostu przedstawienie sytuacji...
                • dirty.little.lie Re: ???? 19.04.09, 13:07
                  > >> skad taka potrzeba wynika u Ciebie.
                  >
                  > a ja sie zastanawiam co Ty o dobra koleznko porazdiłabys swojej
                  > znajomej w takiej sytuacji?
                  ciagle nie rozumiesz o czym pisze. albo nie chcesz rozumiec.
                  kolezance poradzilabym mniej wiecej to co piszesz. tylko NIE POJMUJE po co osoba
                  Twojego pokroju (do rzeczy, bystra i inteligentna) zajmuje sie obgadywaniem
                  ZNAJOMYCH na forum? po co??

                  Ameryki nie okrylas - wielu ludzi (oczywiscie wylaczajac CIEBIE) wiele zachowan
                  interpretuje zgodnie z mysleniem zyczeniowym. i rozne akcje z tego wychodza. i
                  po raz kolejny - chyle czola przed osoba nieomylna :)
                  • kora3 Re: ???? 19.04.09, 13:12
                    Wiesz, moze ty to odbierasz jako obgadywanie, dociera do mnie to. ja
                    bardziej jako rozmowe o sytuacji, o całkowicie anonimowej osobie,
                    osobach.

                    Nie uwazam się za nieomylną, po prostu za trzeźwo myslacą, sama
                    przyznałaś, ze Twoja reakcja, odp. do kogos w takiej sprawie byłaby
                    taka sama.

                    Wyjaśnij mi o co chodziło Ci z tym obgadywaniem z facetem, bo tego
                    nie rozumiem ni w ząb.
              • srilankaa Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 19.04.09, 12:32
                dirty.little.lie napisała:
                > to tak jak mnie, ale ja nie czuje potrzeby, zeby zakladac kolejny watek o tym,
                > jakie kobiety potrafia byc glupie a ja jaka jestem wspaniala. i zastanawiam sie
                > skad taka potrzeba wynika u Ciebie.

                Kora3 stara się ratować swoją nadszarpniętą reputację starej rozwódki kosztem swoich koleżanek;)
      • mruff Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 19.04.09, 13:39
        dirty.little.lie napisała:

        > jak to dobrze, ze Tobie NIGDY nie zdarzylo sie blednie odczytac
        intencji drugiej
        > osoby (juz nawet abstrahujac od plci). w przeciwnym razie nie
        mialabys powodu do pisania tej rozprawki.

        Właśnie-ludzie sa tak skomplikowani, że ciężko prawidłowo
        ZINTERPRETOWAĆ zachowanie a tym bardziej intencje.

        No ja sobie chyba też uroiłam romantyczny wieczór na wyjeździe z
        gościem, który przez 2,5 m-ca niemal codziennie do mnie wydzwaniał
        (nawet po kilka razy) i który mówił "przy Tobie nie zasnąłbym przez
        kilka nocy, a jak pójdziemy w góry to siamto i sramto"

        Z wyjazdu wróciłam rozczarowana, bo ostatniego dnia sobie o mnie
        przypomniał.

        A wczoraj poznałam kumpla kolegi, potańcowaliśmy, odprowadził mnie
        do domu jak to rzekł "dla własnej przyjemności" i wziął nr. Ale nie
        interpretuję tego w ogóle, bo po róznych dziwacznych sytuacjach
        straciłam umiejętność PRAWIDŁOWEJ INTERPRETACJI :)

        Co pewnie nie jednej z nas się przytrafiło, o :)

        A post autorki jest faktycznie mało koleżeński-takie nabijanie
        się,że ona sobie coś pomyślała, a on napisał do MNIE a ja sobie nic
        nie pomyślałam.

        Daj koleżance pomarzyć i mieć nadzieje-może to jedyne co ona w tej
        chwili ma?
        • kora3 A wiec o to chodzi ? Rece mi opadły 19.04.09, 15:15
          mruff napisała:

          >> A post autorki jest faktycznie mało koleżeński-takie nabijanie
          > się,że ona sobie coś pomyślała, a on napisał do MNIE a ja sobie
          nic
          > nie pomyślałam.

          Nie rozumiałam skad tyle jakis podejrzeń o złosliwosc, ale Ty Mruff
          mi otworzyłas oczy - chodzi o t, ze ten gosc napisał do mnie nic nie
          znaczącego maila "czy bedziecie na koncecie"... O matko :)

          Nie Mruff - nic sobie nie mysle na ten temat, bo nie ma nad czym-
          zwyczajne pytanie jednorazowego znajomego z poprzrednego koncertu i
          NIE MA o czym sobie cokolwiek pomysleć. Gdyby kazda kobieta i kazdy
          mezczzna tak analizował pod kątem romasowym kazdy kolezeński mail to
          chyba by nic iego ludzie nie robili, wiec nie wmawiaj mi, ze tu
          byłoby o czym myslec:)

          >
          > Daj koleżance pomarzyć i mieć nadzieje-może to jedyne co ona w tej
          > chwili ma?

          No z tego co sie dowiedziałam tutaj z innych postów to ma takie cos
          np. ,ze "czuje się odrzucona" i ma takie prawo, tak to przezywac. No
          faktycznie, bardzo miłe, nie ma co. Marzenia? fact znany pare godzin
          i juz MARZENIA , moze jeszcze plany a przyszłosc?:)
          Z tego co tu dziewczyny w sporej czsci napisały wychodzi na to, ze
          wg nich to jest norma takie poraktowanie jednorzowej znajomosci i
          nawet mozna się poczuć potem "odrzuconą". No przyznaje, ze mnie to
          powala. A jeśli gosc jest zonaty, w zwiazku, gej to co? A moze to
          człowiek po prostu który na koncce poznał miłe mu towrzystwo i
          chetnie spotkałby je po raz drugi, pewnie tym bardziej, ze w tym
          miescie znajomych wielu nie ma i zadne tam dasko-meskie sprawy mu w
          głowie? Po cóż pisac jakes scenaiusze, snuc domysły - a moze gosc
          przyjedzie z zona, partnerka, partneem? :) i wszystko stanie się
          jasne, albo sam i w rozmowie z nami, z kolezanka coś tam odsłoni ze
          swojej prywatnosci.
          Faktycznie najlepiej wyobrazac sobie zaraz nie wiadomo co, a potem
          cierpiec wskuek "odrzucenia" - faktycznie fajny pomysł
          • ja-27 Re: A wiec o to chodzi ? Rece mi opadły 19.04.09, 16:31
            Faktycznie najlepiej wyobrazac sobie zaraz nie wiadomo co, a potem
            > cierpiec wskuek "odrzucenia" - faktycznie fajny pomysł
            patrzac na te opisy wnoskuje, ze ludzie lubia sobie komlikowac
            zycie...i cierpiec...bo taka chyba polska natura jest...o czym potem
            beda opowiadac kolezanka...o tym, ze poznaly tylko kumpla?...nie
            lepiej sie zalic, ze myslalam ze cos bedzie a on nic...

            Kora3 chcialabym miec obok siebie taka kolezanka...i chociaz mam
            przyjaciolke, ktora tez mnie ziemie nie raz sprowadzala i nie
            pozwolila wychylic i zblaznic...to ona jest w Polsce i nie czesto ja
            widuje...tutaj by mi sie taka szczera przydala...

            No bo ja rozumiem, ze kobiecie sie spodobal...ale wyobrazanie juz
            sobie czegos to chyba po 1 spotkaniu troche malo...
            • ja-27 Re: A wiec o to chodzi ? Rece mi opadły 19.04.09, 16:33
              No bo ja rozumiem, ze kobiecie sie spodobal...ale wyobrazanie juz
              > sobie czegos to chyba po 1 spotkaniu troche malo...

              mialo byc za duzo...cos dzisiaj stasznie bledy robie...
              • kora3 Ja ... 19.04.09, 17:49
                Miło mi, ze tak myślisz:) i nie oceniasz mnie tak jak niektóre panie
                tutaj.
                Z nikim kto zna te kolezanke nie rozmawiałabym o tym, bo to odbieram
                jako obmawianie, a poza tym no nie przyniosłoby jej to raczej nic
                dobrego, poza faktycznym obsmaniem przez niektórych pewnie.

                sama w życiu kilka razy zostałam "potrzepana" w sytuacjach zyciowych
                róznych przez przyjaciół, znajomych, a nawet :) młodszą siostre,
                wtedy tzw. gó...are w porównaiu ze mną - 6 lat róznicy w pewnym
                wieku to nie jest mało:) w każdym razie duzo wiecej niz teraz.

                I mnie się zdarzało "potrzepywać" ludźmi, zwłaszcza tymi, których
                lubie i zalezy mi, zeby nie pakowali się w kłopoty, wiec kiedy moja
                dobra kolezanka wyznała mi, ze się zakochała w ksiedzu i on też
                czuje do niej miete, to jej pokaałam np. w necie,z e takie historie
                rzadko kończa się happy endem, a czesciej samotnoscią - na początku
                mnie sprzezywała, ze nie rozumiem, ze to miłosc, ze myslę
                stereotypami, ale potem jednak przyznała rację i ak było z moim
                kumplem, który miał wwielką ochote na romans z kolezanka z pracy,
                takze ochocza, tyle, ze miał i ma nadal :) zone. I tak samo było z
                przyjacielem, który dkrył romans zony i prosił, zeby nie spotykała
                sie z kolesiem, a ona sie chciała "namyslic" - powiedziałam mu, że
                ma postawic twarde ultimatum i w tym temacie nie isc na zadne
                ustestwa, nie błagac, nie prosic, nie przytulac i jasno powiedziec,
                ze to moze być koniec, wiec niech się zastanowi. Kilka lat póxniej
                wpadła mi w rekę ksiązka Dobsona o miłosci i stanowczosci:) zabawne -
                takie same rady dla takiej sytuacji.
                I dlatego moze i mna miał kto zatargać w moich trudnych sytuacjach.
                Bo staram sie nie mydlić komus bliskiemu oczu w stylu gadki do
                zkochanej w ksiedzu kobitki "masz prawo do szczescia, bedzie
                wspaniale", albo do szukajacego przygód kumpla "zyj chwila, a ja Cie
                bede kryc, bom Twoja kumpela, nalezy Ci się" . Czasem zakrecony
                człowiek nie mysli logicznie, to prawda i trzeba go sprowadzic na
                ziemie, wg mnie to robia dobrzy kolezdy, klezanki, pzyjaciele, a nie
                gadają to, co zaintersowany/na chcą sobie usłyszec.

                PS. ponizej info nt. goscia :)
                • ja-27 Re: Ja ... 19.04.09, 18:04
                  Czasem zakrecony
                  > człowiek nie mysli logicznie, to prawda i trzeba go sprowadzic na
                  > ziemie, wg mnie to robia dobrzy kolezdy, klezanki, pzyjaciele, a
                  nie
                  > gadają to, co zaintersowany/na chcą sobie usłyszec.
                  Dokladnie...

                  A jesli Ty bys w tej sytuacji ja nakrecala to wtedy bym mogla uznac,
                  ze robisz to celowo...bo jesli nic z tego nie wyjdzie to moze
                  bedziesz sie cieszyc jej "cierpieniem"...a w tej sytuacji to jestes
                  wobec niej w porzadku...a jesli on jest zainteresowany to kolezakna
                  sie przeciez dowie...a lepeij jest sie milo "rozczarowc" niz na dupe
                  spasc...

                  A ja gdyby nie moja przyjaciolka to pewnie balabym sie byc z moim
                  obecnym...bo balam sie wyjechac...bo jednak to zostawienie
                  wszystkiego i zaczynanie nowego zycia w obcej kulturze...wyjechalam
                  i teraz jej dziekuje, bo nie wiem czy sama bym dala rade...
                  • kora3 Re: Ja ... 19.04.09, 19:38
                    wiesz, nie cieszyłabym sie na pewno ani jej prawdziwdziwym
                    ciepieiem , ani takim "cierpieniem" o jakim mówisz. Wcale jej nie
                    zniechecałam do goscia, tylko obiekywnie stwierziłam, ze z tego co
                    mówi na razie nic konkretnego wywnioskowac nie mozna w temacie jego
                    nia zainteresowania, wiec proponuje zachowywac sie naturalnie i
                    poczekac na rozówj wydarzen dziś. Napisanie maila do mnie (i jak sie
                    potem okzało do eksa o czym ja powiadomiłam) nie znaczy wg mojej
                    oceny, ze nie jest nia zainteresowany.
                    Gosc też nie nsatolatek - nie gadali na osobiste tematy, wiec nie
                    wie, czy moze kobitka nie ma meza, partnera, byc moze nie chciał się
                    narzucac, sprawiac wrazenia osoby nachalnej, wiec napisał z pytaniem
                    do osób zawodowo powiazanych, bo to jest neutralne, nie swiadczy o
                    jakims podrywie zaraz, wciskaniu się w towarzystwo.
                    Naprawde osobiscie uwazam, ze po czyns takim trudno cokolwiek
                    wnioskowac.

                    Widzisz, czasem trzeba nam spojrzenia takze na jasniejsze strony z
                    boku, nie tylko na te ciemniejsze. Przyjaciółka dodala Ci odwagi i
                    slusznie:) Powodzenia!!!!:)
                    )
    • mari-is Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 19.04.09, 11:47
      Kora, co Ci jest? :) Robisz kolejny wątek pt. "Kobiety, jakie wy
      jesteście strasznie naiwne i bezmyślnie się angażujecie, bez żadnych
      podstaw ku temu".

      A odnośnie Twojej koleżanki, to moim zdaniem całkiem sensownie
      myśli. Skoro spędziła z facetem więcej czasu niż ty, to lepiej się
      znają i powinien w naturalnym odruchu napisać do niej. A skoro tego
      nie zrobił, to może to być kwestia przypadku, ale może też koleżanka
      mu się rzeczywiście nie spodobała i nie chce jej nakręcać. Tego nikt
      z nas nie jest w stanie ocenić.
      • kora3 Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 19.04.09, 11:52
        mari-is napisała:

        > Kora, co Ci jest? :) Robisz kolejny wątek pt. "Kobiety, jakie wy
        > jesteście strasznie naiwne i bezmyślnie się angażujecie, bez
        żadnych
        > podstaw ku temu".

        No mam wrazenie, ze to nie mnie cos jest:)
        >
        > A odnośnie Twojej koleżanki, to moim zdaniem całkiem sensownie
        > myśli. Skoro spędziła z facetem więcej czasu niż ty, to lepiej się
        > znają i powinien w naturalnym odruchu napisać do niej.

        Mozliwe, ale ja rczej uwazam, ze napisał do mnie bardziej ze
        zwgledów zawodowych (moich). Po prostu z gadki wiedział, ze ja i eks
        bywamy na takich imprach niejako zawodowo, a wiec poniekąd z
        koniecznosci, a kolezanki po prostu jak chcą to idą.


        A skoro tego
        > nie zrobił, to może to być kwestia przypadku, ale może też
        koleżanka
        > mu się rzeczywiście nie spodobała i nie chce jej nakręcać. Tego
        nikt
        > z nas nie jest w stanie ocenić.

        Dokładnie i toz samo kolezance mówie: jego zachowanie póki co nie
        wskazuje na NIC konkretnego, wiec nie nalezy mu przypisywać ŻADNYCH
        znaczeń.
      • ja-27 Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 19.04.09, 11:53
        A ja sie z Kora zgadzam...lepiej nie nakrecac kolezanki bo jak okaze
        sie, ze facet byl tylko mily to bedzie bardziej bolalo...a jak
        wpadla mu w oko to i tak sie to ujawni...a ludzie obok sa obiektywni
        i widza czasem cos czego "zainteresowany" nie wiedzi...i zarowno w
        jedna jak i w druga strone...ja cenie szczerosc, a nie mowienie mi
        tego co wolalabym uslyszec...nic mi po takich znajomych...
        • kora3 no o to chozi Ja własnie! 19.04.09, 11:59
          Przeciez nie powiedziałam dziewczynie "ales ty duna chłop ma cie
          gdzieś" czy cos takiego, bo tego nie wiem zwyczajnie.
          Byc moze wpadła mu w oko, wcale bym sie nie zdziwiła, bo fajna
          kobitka z niej, a byc moze tylko ja polubił, tak jak i pozostałych,
          tego tez nie wiem.

          Przecziez nie wszyscy ludzie, zwłaszcza juz w wieku "ponstoletnim"
          sa tacy, ze jesli ktos im sie podoba z mety proponuja randki. Moze
          facet jest ostrozny, pisał do mnie bo chciał wybadać, czy BEDZIEMY
          (pisał w l. mn.:), ale to nic pewnego, ze chodziło mu jakos
          szczególnie o kolezanke. Jestem wiec zdania, ze nie powinna sie na
          to nastawiac i nakrecac, jak na randkę tylko spokojnie pójsc na
          koncrt i zobaczyc jaki bedzie przebieg wydarzeń, zachowanie goscia i
          trzexwo to ocenic.
    • stinefraexeter Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 19.04.09, 11:57
      Oj, kora, kolejny wątek w ten sam deseń, tylko szczegóły historii inne. Nie
      odpuszczasz, kobieto ;)

      Tak, są osoby (choć ja bym uznała, że płci obojga), które zwykły uśmiech
      odbierają jako flirt. Ja byłam taka jak miałam 15 lat i mega kompleksy. Co
      więcej, mój eks taki był i sam mi opowiadał, że jeśli ładna kobieta z uśmiechem
      pytała się go o godzinę, to od razu wyobrażał sobie, że na niego leci. WIęc nie
      tylko kobiety sobie roją, proszę pani.

      A co do twojej historii. Wiesz, oni zostali we dwoje sami, nie wiadomo, o czym
      gadali, itd. Może już chociażby ze względu na to, że facet z nią rozmawiał
      najdłużej (może na jakieś prywatne tematy, alkohol, miły koleś - wiesz,
      atmosfera sprzyjała) uznała, że jakaś więź została zaciągnięta ( i to
      niekoniecznie więź erotyczno-flirciarska).
      A tu nagle ten właśnie czaruś zaprasza ciebie pierwszą na NK i , co więcej, do
      ciebie pisze maila, nie do niej.
      Słuchaj, ja się w takiej sytuacji jej nie dziwię. To znaczy, też bym się poczuła
      tak trochę dziwnie. Poczułabym się nieco odrzucona. Niekoniecznie jako kobieta,
      ale na pewno jako osoba, która sądziła, że mieliśmy fajny kontakt i mogło to się
      przerodzić w jakąś ciekawą znajomość.

      Faktem jest, że często ludzie wysyłają sygnały, które inni mogą opacznie
      rozumieć. A czarujący mężczyzna właśnie dlatego jest czarujący, że sprawia iż
      rozmówczyni czuje się jak ktoś specjalny i wyjątkowy.

      Tak, twoja znajoma może mieć zbyt bujną wyobraźnię. Ale równie dobrze mogła
      zupełnie błędnie odczytać sygnały płynące od kolesia, który "był po prostu miły
      i o co jej chodzi".
      • kora3 Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 19.04.09, 12:04
        stinefraexeter napisała:

        WIęc nie
        > tylko kobiety sobie roją, proszę pani.

        a to to wiem, ale wqrza mnie, ze fajne i madre KOBIETY sobie roją i
        potem się roczarowują, czasem.

        >
        Może już chociażby ze względu na to, że facet z nią rozmawiał
        > najdłużej (może na jakieś prywatne tematy, alkohol, miły koleś -
        wiesz,
        > atmosfera sprzyjała) uznała, że jakaś więź została zaciągnięta ( i
        to
        > niekoniecznie więź erotyczno-flirciarska).

        no niewykluczone.

        > A tu nagle ten właśnie czaruś zaprasza ciebie pierwszą na NK i ,
        co więcej, do
        > ciebie pisze maila, nie do niej.

        Nie wiem czy mnie pierwszą, czy ostatnią, po prostu jak przyjełam
        zaproszenie po kilku dniach od jego wysłania to te dwie kolezanki i
        mój eks juz BYLI w jego znajomych, jako ostatnio dodani:)

        amail do mnie napisał pewnikiem dlatego, ze wiedział, ze zawodowo
        sie na koncert z duzym prawdopodobieństwem wybiore.

        > Słuchaj, ja się w takiej sytuacji jej nie dziwię. To znaczy, też
        bym się poczuł
        > a
        > tak trochę dziwnie. Poczułabym się nieco odrzucona.

        Serio? Ja nie, w końcu to jakis jednorazowy (w kazdym razie na
        razie) znajomy.


        Niekoniecznie jako kobieta,
        > ale na pewno jako osoba, która sądziła, że mieliśmy fajny kontakt
        i mogło to si
        > ę
        > przerodzić w jakąś ciekawą znajomość.

        ale kto mówi, ze się nie moze przerodzic, póki co nic nie wskzauje
        na to czy się przerodzi czy nie i w jaka.
        >
        > Faktem jest, że często ludzie wysyłają sygnały, które inni mogą
        opacznie
        > rozumieć. A czarujący mężczyzna właśnie dlatego jest czarujący, że
        sprawia iż
        > rozmówczyni czuje się jak ktoś specjalny i wyjątkowy.

        no moze i fakt, ja odniosłam wrazenie, ze to miły i sympatyczny
        człek.
    • niebieski_lisek Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 19.04.09, 12:11
      Koleżanka nic sobie nie roi, to że gość się jej spodobał to fakt, a nie żadne
      urojenie. Dziewczyna spędziła miło czas z gościem, chce mu się podobać i ma
      ochotę na ciąg dalszy. Moim zdaniem taki jest początek większości o ile nie
      każdej znajomości damsko-męskiej. Nie sądzę żeby ona snuła już wizję ślubu z
      tamtym panem, więc wszystko wydaje się normalne. Co Tobie w tym przeszkadza i
      dlaczego nabijasz się z koleżanki?
      • kora3 Oj Bociu Lisku 19.04.09, 12:19
        nie nabijam sie, tylko nie chce, zeby się rozczarowała.
        Ani z tego co widziałam bedąc tam z resztą towarzystwa, ani z
        relacji mojej kumpeli z tego co się zdiało gdy poszlismy sobie i oni
        zostali nie wynika bynajmniej, by gosc jednoznacznie wyraził jakies
        zainteresowanie nia, jako ewentualną no powiedzmy teraz ostrożnie na
        razie blizsza znajomą o charakterze damsko-meskim.

        Nie oznacza to wcale, ze tak nie jest na pewno, ani ze znajomosc w
        tym kierunku sie nie rozwinie, oznacza tyle, ze na razie nic na to
        nie wskazuje to i nie nalezy tego zakladac.

        Tymczasem kolezanka juz kombinuje i np. zamierzała facta wprost
        zapytac, dlaczego nie napisał do niej ws. koncertu, czyzby nie chcia
        sie z nia spotkac.?
        Finał czegoś takiego moze byc taki, że gosc bedzie szczerze
        zdziwiony, albo o ile nie jest zainteresowany blizsza z nią
        znajomoscia zdegustowany, ze po jednym miłym i niezobowiazujacym
        (nijak serio) wieczorze po przypadkowym poznaniu się juz sobie Bóg
        wie co uroiła. A jesli zainteresowany nia jest to po
        takim "wystepie" prawdopodobie uzna, ze jest to kobieta bardzo
        zaborcza moze mu przejsc ochota na blizsza znajomosc.
        • niebieski_lisek Re: Oj Bociu Lisku 19.04.09, 12:31
          Ona dorosła jest - jest. niech robi co chce, a Twój post odczytuję jako
          nabijanie się z niej.
        • stinefraexeter Re: Oj Bociu Lisku 19.04.09, 12:36
          Hej, ale chyba nie widzisz do końca problemu.

          Opisałaś nam historię, ja wyraziłam swoje zdanie, podobnie jak inni. Ok

          Tyle tylko,że zapominasz o bardzo ważnej sprawie: ciebie przy ich rozmowie sam
          na sam NIE BYŁO.

          A mimo to z góry zakładasz, że to koleżance coś się UROIŁO. I produkujesz
          kolejny wątek o tym, że kobiety są takie i owakie.

          W ogóle nie przyjmujesz do wiadomości, że być może koleś też maczał palce w
          mieszaniu w głowie twojej koleżance. Być może wcale nie był takim
          nieskomplikowanym, prostym i szczerym w słowach osobnikiem, za jakich uważasz
          większość mężczyzn.

          Dlaczego automatycznie uznajesz, że to koleżanka sobie ubzdurała coś (choć sama
          przyznajesz, że raczej jest rzeczową kobietką)?

          Naprawdę kora, z każdym wątkiem wychodzi z ciebie coraz więcej mizoginii. Może
          sobie z tego sama nie zdajesz sprawy, ale napędzasz się chyba jakąś niechęcią do
          kobiet i koniecznie chcesz pokazać, że ty "typową kobietą" to nie jesteś.

          • kora3 Re: Oj Bociu Lisku 19.04.09, 12:46
            stinefraexeter napisała:
            >
            > Tyle tylko,że zapominasz o bardzo ważnej sprawie: ciebie przy ich
            rozmowie sam
            > na sam NIE BYŁO.

            no nie było, nie było. Kolezanka mi sama bez zachety zrelacjonowała
            mniej wiecej te ich rozmmowe, z sugestia bym wyraziła zdanie co
            sądze. Gadali o pracy (jej i jego), o muzycznych gustach- ani z
            jednej, ani z drugiej strony nie padły ani pytania o życie prywatne,
            ani samoistne wyznania w tym temacie.
            >
            > A mimo to z góry zakładasz, że to koleżance coś się UROIŁO. I
            produkujesz
            > kolejny wątek o tym, że kobiety są takie i owakie.

            wg mnie się uroiło, bo NIC nie wskazuje na jakieś szczególne
            zainteresowanie nia goscia, wg mnie i całkiem obiektywnie.
            Pozostali bez nas z własciwie jej inicjatywy. Ja i eks doszlismy do
            wniosku, ze trzeba się zawijac i zmotoryzowany eks zaproponował
            wszystkim podrzucenie. Jdna kolezanka skorzystała, gosc powiedział,
            ze ma jeszcze sporo czasu do pociagu, wiec posiedzi, kolezanka o
            której mowa wyrziła tudzież chec pozostania.

            >
            > W ogóle nie przyjmujesz do wiadomości, że być może koleś też
            maczał palce w
            > mieszaniu w głowie twojej koleżance.

            Nie, bo nie maczał - przynajmniej z jej relacji tak wynika i sama
            przyznała, ze o niczym szczególnym nie gadali. Po jakiś 45 minutach
            gosc stwierdził, ze musi leciec, bo ma pociag niedługo, zapytał
            kolezankę, czy ma jakis nr na radiotaksi, miała, zadzownił taryfa
            przyjechała, zapytał gdzie ją podwieźć, powiedziała, przy wysiadaniu
            podała mu reke i powiedziała, ze dziekuje za miły wieczór, co pan
            odwzajemnił. Tak wygladała z grubsza jej relacja z tego zcasu, kiedy
            nas juz nie było.


            Być może wcale nie był takim
            > nieskomplikowanym, prostym i szczerym w słowach osobnikiem, za
            jakich uważasz
            > większość mężczyzn.

            Moze, ale ONA SAMA powiedziała, ze na jakies osobiste tematy nie
            gadali.

            >
            > Dlaczego automatycznie uznajesz, że to koleżanka sobie ubzdurała
            coś (choć sama
            > przyznajesz, że raczej jest rzeczową kobietką)?

            Bo to tak wyglada:)
            >
            "typową kobietą" to nie jesteś.

            ależ ja za typowe takiego rojenia sobie nie uwazam, dla kobiet też.
            Tym bardziej mnie to rozwaliło w przypadku tej kolezanki, bo
            rozsadna babka z niej :)
            >
            • mallina Re: Oj Bociu Lisku 19.04.09, 13:01
              to juz podaj nazwisko tego muzyka, bo chyba tylko tego brakuje w tej relacji:-)
              • dirty.little.lie Re: Oj Bociu Lisku 19.04.09, 13:03
                i kolezanki nazwisko! niech wszyscy sie dowiedza jakie glupoty moze sobie roic
                'z pozoru fajna i inteligentna' osoba.
              • kora3 Re: Oj Bociu Lisku 19.04.09, 13:04
                mallina napisała:

                > to juz podaj nazwisko tego muzyka, bo chyba tylko tego brakuje w
                tej relacji:-)

                a skąd wiesz, ze ten szczegół się zgadza?:)
                • mallina Re: Oj Bociu Lisku 19.04.09, 13:34
                  no tak, w zasadzie nie muzyk a aktor, nie kolezanka a kolega, nie taksowka a
                  autobus, nie na pociag a na samolot
                  ;-)

                  mysle ze Twoja kolezanka spokojnie by siebie tu rozpoznala, ba nawet ow muzyk
                  czytajac ten watek wiedzialby ze idzie o niego.
            • stinefraexeter Re: Oj Bociu Lisku 19.04.09, 13:09
              kora, postarajmy się zrozumieć.

              możesz mieć rację, skoro znasz tak dokładną relację.

              Ale mam kilka "ale" ;)

              Ale 1: tematy rozmów, itd. to jeszcze nie wszystko. Ja pamiętam jak kiedyś
              kolega z pracy rozmawiał ze mną namiętnie właśnie o polityce, książkach,
              sporcie, co tam jeszcze chcesz. Nic o prywatnych sprawach. Ale i tak wysyłał
              takie sygnały, że mi się aż mieszało w głowie. Potem mimochodem wyszło, że jest
              w długoletnim związku, co i tak nie przeszkodziło mu dalej zagadywać mnie,
              proponować wspólnego pójścia po kawę do automatu, itd. Wiesz mi, gdybym nie była
              już wtedy stara i zgorzkniała ;), to bym zaczęła myśleć jak połowa dzierlatek z
              forum, które tak wyśmiewasz ;) On naprawdę wysyłał sygnały "mącące w głowie",
              być może nieświadomie, ale jednak.
              Dlatego właśnie powstrzymuję się z ferowaniem ostrych wyroków, bo wiem, że
              czasem wszystko rozbija się o niuanse i ciężko wówczas nawet wskazać
              czyjekolwiek ROZMYŚLNE działanie lub urojenia.

              Ale 2:
              sytuacja dla mnie jest jasna i dla ciebie też powinna być.

              On jej się spodobał, sądziła że po rozmowie (o polityce, a czemu nie) nawiązała
              się między nimi głębsza więź niż między nim a tobą. Liczyła być może na fajną
              znajomość (a nie koniecznie na związek), a tu nagle okazało się, że on pisze
              maila tylko do ciebie, a nie do niej. Naturalną reakcją jest poczucie odrzucenia.

              kora, możesz mieć rację: to jej zależało nie jemu.
              Ale na boga, nie pojmuję, czemu wykazujesz tak bezwględny brak zrozumienia dla
              tej swojej znajomej? Ja jej nie znam, a już mogę sobie wyobrazić jak się ona
              czuje, nawet jeśli te uczucia mogą się wydawać zupełnie irracjonalne!

              Powtarzam moją opinię: zachowujesz się jak cyborg, który funkcjonuje tylko na
              zasadzie zero-jedynkowej. Żadnych emocji, żadnych uczuć, czysta logika i
              racjonalizm. I co ciekawe, udajesz taką właśnie kosmitkę tylko wobec kobiet. Bo
              faceci, wg ciebie, są tacy jak ty: czysty racjonalizm.

              O to się rozbija moja (i nie tylko moja) krytyka.

              Opisany przez ciebie przypadek, zwłaszcza po przedstawieniu szczegółów, jest tak
              normalny, jak śnieg w zimie i tak powszechny jak korki w warszawie.

              Odrzucona dziewczyna, która liczyła na więcej.

              Po co wyciągać takie rzeczy na forum? No powiedz mi?
              • kora3 Jaka odrzucona? 19.04.09, 13:50
                stinefraexeter napisała:

                > kora, postarajmy się zrozumieć.
                ok :)
                >

                . Wiesz mi, gdybym nie był
                > a
                > już wtedy stara i zgorzkniała ;), to bym zaczęła myśleć jak połowa
                dzierlatek z
                > forum, które tak wyśmiewasz ;)

                Widzisz, gdybys nie była dorosła i doświadczona :) własnie. Rzecz w
                tym, ze u dzierlatek wcale mnie takie cos nie razi, natomiast u
                dojrzałych kobiet - tak.
                Moja kolezanka tez dzierlatka nie jest - rozumiem, ze koles się jej
                spodobał i fajnie. Tylko jak sama piszesz - Ty juz wiedziałaś ze
                pewne "sygnały" to nie musi byc zainteresowanie Tobą jakies
                wazniejsze tylko: flirt, taki ssób byia itp.

                On naprawdę wysyłał sygnały "mącące w głowie",
                > być może nieświadomie, ale jednak.

                jak wyzej - kiedy kogos znamy mniej i np. nie wiemy jaki jest na
                codzień ne nalezy nadinterpretowac. Moze kolo ma taki sposób bycia
                po prostu.

                Kiedy poznałam mojego faceta w pracy byłam w towarzystwie naszej
                wspólnej, acz mnie bliższej kolezanki. Ja odebrałam go jako barzo
                miłego, otwartego goscia, który nie jest ponurakiem w pracy i lubi
                pozartować. Tymczasem moja kumpela po opuszczeniu juz przez nas
                miejsca spotkania mówiła "Jejku, spodobałas się X na maksa, w zyciu
                go takiego nie widziałam: rozbawiony, ozywiony, zwykle jest raczej z
                dystansem i powagą, zwłaszcza do nieznajomych ludzi"

                W zyciu bym go tak wtedy nie odebrała, jak bum bum. Po prosyu
                widziałam go pierwszy raz w życiu i wg mojej oceny zachowywł sięjak
                całe stada ludzi z którymi zawodowo mam okazje się spotykać>
                Gospodarz obiektu to i miły, sympayczny, starający się nawiazac
                kontakt, rozmowe, wymiana wizytówek - standard. Ale jednak ona miała
                rację:) - po prostu długo go znała i widziała ze zachowuje się
                inaczej niz zwyczajnie. Proste.

                >
                > On jej się spodobał, sądziła że po rozmowie (o polityce, a czemu
                nie) nawiązała
                > się między nimi głębsza więź niż między nim a tobą.

                Na pewno wieksza, bo ze mna zadna :)

                a tu nagle okazało się, że on pisze
                > maila tylko do ciebie, a nie do niej. Naturalną reakcją jest
                poczucie odrzuceni
                > a.

                moze masz rację, ja raczej myslałam w tym kierunku, ze po mnie z
                racji pracy spodziewał się bytnosci, ale fakt, mógł do niej napisac.

                >
                > kora, możesz mieć rację: to jej zależało nie jemu.

                Nie wiem tego i nie napisałam tego nigdzie!!!!:)
                Na tym etapie i z tego co wiem moge powiedziec, ze jej sie on
                spodobał, ale w druga strone - nie mam pojęcia ani na tak, ani na
                nie, bo brak jakichkolwiek danych.

                > Ale na boga, nie pojmuję, czemu wykazujesz tak bezwględny brak
                zrozumienia dla
                > tej swojej znajomej?

                ale ja rozumiem, ze jej sie pan spodobał i fajnie byłoby gdyby cos z
                tego jej ijemu wyszlo. Tylko nie pochwalam jej "zaangazowania" na
                tym etapie, bo moze ją to kosztowac przykre rozczarowanie, na własne
                życzenie.
                >
                > Odrzucona dziewczyna, która liczyła na więcej.

                ale wcale nie jest odrzucona, na jakiej podstawie tak twierdzisz?
                odrzucona to byłaby, gdyby proponowała gosciowi jakis kontakt, a on
                sie jawnie okazał niezaintereowany, albo się wyślizgiwał powiedzmy.
                Na razie to nic miedzy nimi nie zaszło, znaja się, moze dziś się
                poznają lepiej. Kto tu mówi o odrzuceniu?
                >
                > Po co wyciągać takie rzeczy na forum? No powiedz mi?

                no chyba niestety własnie po to, zeby się dowiedziec, ze jednak
                babki po jednym przypadkowym spotkaniu czuja sie "odrzucone" i to
                norma:(
                • stinefraexeter Re: Jaka odrzucona? 19.04.09, 18:45
                  kora3 napisała:
                  >
                  > Widzisz, gdybys nie była dorosła i doświadczona :) własnie. Rzecz w
                  > tym, ze u dzierlatek wcale mnie takie cos nie razi, natomiast u
                  > dojrzałych kobiet - tak.
                  > Moja kolezanka tez dzierlatka nie jest - rozumiem, ze koles się jej
                  > spodobał i fajnie. Tylko jak sama piszesz - Ty juz wiedziałaś ze
                  > pewne "sygnały" to nie musi byc zainteresowanie Tobą jakies
                  > wazniejsze tylko: flirt, taki ssób byia itp.


                  Ale widzisz. Jednego nie zauważyłaś: mi naprawdę zaczęło mącić się w głowie. I
                  tak, zaczęłam odkrywać u siebie takie właśnie nielogiczne emocje. A moja
                  dojrzałość przejawiła się w tym tylko, że potrafiłam te emocje nazwać i
                  zidentyfikować ich źródło. Emocje wciąż jednak miały się dobrze. To nie jest
                  tak, że funkcjonował u mnie tylko zimny analityczny umysł ;)

                  > moze masz rację, ja raczej myslałam w tym kierunku, ze po mnie z
                  > racji pracy spodziewał się bytnosci, ale fakt, mógł do niej napisac.
                  >
                  Właśnie doszłyśmy do sedna problemu. Niie chodzi przecież o to, że on napisał
                  do ciebie i eksa, ale że nie napisał do osoby, z którą w sumie spędził najwięcej
                  czasu.




                  Tylko nie pochwalam jej "zaangazowania" na
                  > tym etapie, bo moze ją to kosztowac przykre rozczarowanie, na własne
                  > życzenie.

                  Hehe, znów przemawia przez ciebie chłodny rozsądek. Jasne, że takie
                  zaangażowanie na wyrost może przynieść rozczarowanie, ale zrozum, że emocji nie
                  da się wyłączyć. Można starać je sobie przetłumaczyć na zimno, ale to wszystko.
                  Błędem twojej koleżanki było to, że tobie zaczęła opowiadać o swoim
                  rozczarowaniu. Powinna była to sobie zatrzymać dla siebie. No ale zaufała ci i
                  pewnie założyła, że rozumiesz jej rozczarowanie.


                  >
                  > ale wcale nie jest odrzucona, na jakiej podstawie tak twierdzisz?
                  > odrzucona to byłaby, gdyby proponowała gosciowi jakis kontakt, a on
                  > sie jawnie okazał niezaintereowany, albo się wyślizgiwał powiedzmy.
                  > Na razie to nic miedzy nimi nie zaszło, znaja się, moze dziś się
                  > poznają lepiej. Kto tu mówi o odrzuceniu?

                  Moim zdaniem to odrzucenie. Tak samo jak jedna osoba z grupy nagle jest
                  pominięta przy rozgłaszaniu wici o ciekawej imprezie. O tyle jest to bolesne,
                  jeśli tej osobie wydawało się, że znalazła fajną paczkę.


                  >
                  > no chyba niestety własnie po to, zeby się dowiedziec, ze jednak
                  > babki po jednym przypadkowym spotkaniu czuja sie "odrzucone" i to
                  > norma:(
                  >
                  Naprawdę nigdy nie było tak, że podobał ci się facet lub liczyłaś na fajną
                  znajomość z jakąś osobą, a tu nagle okazuje się, że twoje zainteresowanie nie
                  jest odwzajemnione?
                  To bardzo nieprzyjemne uczucie.
                  Nawet jeśli z twojej strony to była nadinterpretacja i nie było znaków na niebie
                  i ziemi, to i tak czujesz się wtedy parszywie.
                  • kora3 Re: Jaka odrzucona? 19.04.09, 19:13
                    stinefraexeter napisała:


                    Emocje wciąż jednak miały się dobrze. To nie jest
                    > tak, że funkcjonował u mnie tylko zimny analityczny umysł ;)

                    stinefraexeter - ale zcy to trochę nie było tak, ze Ty te
                    emocje "podkarmiałaś"?:) Przecież takie saomo zachowanie faceta,
                    który Cie nie kreciłby pewnie interpretowłabyś własnie jako sposób
                    bycia faceta. myle się?


                    > >
                    > Właśnie doszłyśmy do sedna problemu. Niie chodzi przecież o to,
                    że on napisał
                    > do ciebie i eksa, ale że nie napisał do osoby, z którą w sumie
                    spędził najwięce
                    > j
                    > czasu.

                    No tak, ale to NIC nie znaczy- ani negatywnie, ani pozytywnie.
                    >
                    >

                    >
                    > Hehe, znów przemawia przez ciebie chłodny rozsądek.

                    owszem, owszem :)

                    Można starać je sobie przetłumaczyć na zimno, ale to wszystko.

                    No i jak człowiek na zimno zanalizuje to widac, ze póki co nie ma
                    się czym emocjonowac.

                    > Błędem twojej koleżanki było to, że tobie zaczęła opowiadać o swoim
                    > rozczarowaniu. Powinna była to sobie zatrzymać dla siebie. No ale
                    zaufała ci i
                    > pewnie założyła, że rozumiesz jej rozczarowanie.

                    Rozczarowanie nie rozumiem, bo jescze nie ma nawet czym się
                    rozczarowywać. Natomiast rozumiem, ze gosc jej sie spodobał, owszem
                    to dla mnie zrozumiałe.
                    A bład mogła popełnić wiekszy, np. powiedziec mu, ze do niej nie
                    napisał i pytac dlaczego. Nawiasem mówiac - poinformowłam ja, ze
                    napisał ws. koncertu do eksa. To powinno ja chyba przekonac, ze po
                    prostu pisał do osób powizanych z tym pracą, a nie do tych, które
                    najbardziej polubił, czy poznał.
                    >
                    >
                    > >
                    >
                    > Moim zdaniem to odrzucenie. Tak samo jak jedna osoba z grupy nagle
                    jest
                    > pominięta przy rozgłaszaniu wici o ciekawej imprezie.

                    Kolezanek było sztuk 2 - nas zawodowo sztuk 2 - tamta też ma się
                    czuc "odrzucona", bo...?:)

                    O tyle jest to bolesne,
                    > jeśli tej osobie wydawało się, że znalazła fajną paczkę.

                    Znamy się i czasem bywamy na róznych imprezach w swoim gronie, ten
                    facet nie jest z zadnej "paczki" przecie.
                    >

                    > >
                    > Naprawdę nigdy nie było tak, że podobał ci się facet lub liczyłaś
                    na fajną
                    > znajomość z jakąś osobą, a tu nagle okazuje się, że twoje
                    zainteresowanie nie
                    > jest odwzajemnione?
                    > To bardzo nieprzyjemne uczucie.

                    Owszem zdarzyło się, ale nie na zasadzie, ze MNIE sie ktos podobal
                    to i JA też obligatoryjnie mu się spodobalam, bo był miły. Miałam
                    taką sytuację 2 razy i jakos nie miałam megadoła z tego powodu, ze
                    gosc był dalej miły, tyle, ze miał dziewczyne.
                    Podobanie się to zwyczajna sprawa, mnóstwo ludzi się moze podobac,
                    albo nie. To zaraz powód do takich dolów?

                    > Nawet jeśli z twojej strony to była nadinterpretacja i nie było
                    znaków na niebi
                    > e
                    > i ziemi, to i tak czujesz się wtedy parszywie.

                    Wiesz parszywie to się czułam jak się dowiedziałam ze mnie mój
                    eksfacet zdradził - serio, kanał. A tamte dwa przypadki z dawnych
                    lat to było o tak: szkoda, ze ma dziewczyne, ale fajny kolo - tyle.

                    Przeciez moze być tak, ze miedzy tym gosciem a kolezanką faktycznie
                    iskrzy i moze się zdarzyć tak, ze bedzie z nich para. ale moze i
                    tak, ze np. spotkaja sie pare razy i mimo ppczatkowego przekonania,
                    ze to jest to, np. ona dojdzie do wniosku, ze jednak nie, bo cos
                    tam, albo on. I co ? wtedy to tez wielki dramat?

                    Nie wiem, mnie to po prostu nie pasuje jakos do dorosłych ludzi,
                    takich którzy za soba mają juz jakies doświadczenia, ze takie z
                    przeproszeniem uperele (sorry), jak jakas przypadkowa, kilkugodzinna
                    znajomosc urastają do rangi "emocji", "odrzucenia", "parszywosci".
                    To mnie osobiscie kojarzy się raczej z nastoletnimi osobami.
                    • stinefraexeter Re: Jaka odrzucona? 19.04.09, 19:33
                      kora3 napisała:

                      > stinefraexeter napisała:

                      > stinefraexeter - ale zcy to trochę nie było tak, ze Ty te
                      > emocje "podkarmiałaś"?:) Przecież takie saomo zachowanie faceta,
                      > który Cie nie kreciłby pewnie interpretowłabyś własnie jako sposób
                      > bycia faceta. myle się?

                      Podkarmiałam, ale nie dlatego, że mi się podobał, tylko dlatego,że mi to
                      zainteresowanie schlebiało i zaczęłam się uzależniać od endorfin :)
                      Reakcja typowa i znajdziesz takich tysiące na forum ;)


                      >
                      > No tak, ale to NIC nie znaczy- ani negatywnie, ani pozytywnie.
                      > >

                      Ano widzisz i tutaj leży kość niezgody między nami ;)
                      Bo ja akurat doskonale rozumiem, dlaczego brak maila do niej w JEJ odczuciu COŚ
                      znaczy.



                      > No i jak człowiek na zimno zanalizuje to widac, ze póki co nie ma
                      > się czym emocjonowac.

                      He he, przetłumacz to mojemu facetowi, jak zbliża się ważny mecz ;) "Po co się
                      stresować skoro jeszcze nie zabrzmiał gwizdek sędziego? Przecież te nerwy
                      niczemu nie służą, a jedynie utrudniają ci życie!"
                      Myślisz, że moje chłodne rozsądne rady mają jakikolwiek skutek poza irytowaniem
                      mojego faceta? ;)


                      >
                      > Rozczarowanie nie rozumiem, bo jescze nie ma nawet czym się
                      > rozczarowywać.

                      A ja właśnie tak. Jak wyżej.


                      >
                      > Kolezanek było sztuk 2 - nas zawodowo sztuk 2 - tamta też ma się
                      > czuc "odrzucona", bo...?:)

                      Bo najwyraźniej nie zależało jej na facecie i nie została w knajpie dłużej tylko
                      po to, by z nim pogadać :)

                      > Nie wiem, mnie to po prostu nie pasuje jakos do dorosłych ludzi,
                      > takich którzy za soba mają juz jakies doświadczenia, ze takie z
                      > przeproszeniem uperele (sorry), jak jakas przypadkowa, kilkugodzinna
                      > znajomosc urastają do rangi "emocji", "odrzucenia", "parszywosci".
                      > To mnie osobiscie kojarzy się raczej z nastoletnimi osobami.

                      Weź pod uwagę, że ona mogła to mówić pod wpływem chwili.
                      Dorośli ludzie też odczuwają w ten sposób, a dlatego są dorośli, że się takich
                      uczuć wstydzą i o nich nie mówią ;)

                      • kora3 Re: Jaka odrzucona? 19.04.09, 19:58
                        stinefraexeter napisała:

                        >
                        > Podkarmiałam, ale nie dlatego, że mi się podobał, tylko dlatego,że
                        mi to
                        > zainteresowanie schlebiało i zaczęłam się uzależniać od endorfin :)
                        > Reakcja typowa i znajdziesz takich tysiące na forum ;)

                        hmmm no nie wiem , ale skoro tylko schlebiało Ci zainteresowane,
                        samo to to w zasadzie było ci obojetne daczego facet tak robi, nie?
                        >
                        >
                        > >
                        > > No tak, ale to NIC nie znaczy- ani negatywnie, ani pozytywnie.
                        > > >
                        >
                        > Ano widzisz i tutaj leży kość niezgody między nami ;)
                        > Bo ja akurat doskonale rozumiem, dlaczego brak maila do niej w JEJ
                        odczuciu COŚ
                        > znaczy.
                        >
                        Aaaaaa no to jak ja bede np. zazdrosna ze gosc w banku usmiecha sie
                        też do innych kientek to mnie pojiesz i zrozumiesz tak?

                        czy ez postarasz się mi wytłumaczyć,ze gosc się usmiecha tzw.
                        zawodowym usmiechem i to ani wobec mnie, ani tych innych klientek
                        banku nic moze nie znaczyć?

                        >
                        > He he, przetłumacz to mojemu facetowi, jak zbliża się ważny
                        mecz ;) "Po co się
                        > stresować skoro jeszcze nie zabrzmiał gwizdek sędziego? Przecież
                        te nerwy
                        > niczemu nie służą, a jedynie utrudniają ci życie!"


                        eee wg mnie nietrafne porównanie Stinefraexeter - mam rozumiec, ze
                        moja kolezanka lubi miec dola?
                        Bo Twój facet LUBI andrenaline związaną z meczem. Gdyby oa tak to
                        traktowała zareagowałaby raczej "Qrcze, bezdie gosc, fajnie, ciekawe
                        co z tego wyniknie, nie?"

                        > >
                        > > Rozczarowanie nie rozumiem, bo jescze nie ma nawet czym się
                        > > rozczarowywać.
                        >
                        > A ja właśnie tak. Jak wyżej.

                        A mze to tak jak z kolesiem z banku?:)

                        > Bo najwyraźniej nie zależało jej na facecie i nie została w
                        knajpie dłużej tylk
                        > o
                        > po to, by z nim pogadać :)

                        no wiem ale zaraz z tego powodu miec oczekiwaniai fochy?
                        >
                        > Weź pod uwagę, że ona mogła to mówić pod wpływem chwili.

                        ale ja te słowa po WAS
                        :) powtórzyłam , nie po niej ...

                        > Dorośli ludzie też odczuwają w ten sposób, a dlatego są dorośli,
                        że się takich
                        > uczuć wstydzą i o nich nie mówią ;)
                        >
                        a ja mysle, ze sa dorosli i dlatego brak np. mzliwoai zjedzenia loda
                        nie ejst dla nich tragedia warta ryku na cały sklep, bo juz wuedza
                        jak wyglada prawdziwa zyciowa tragedia
                        • stinefraexeter Re: Jaka odrzucona? 19.04.09, 20:41
                          W zasadzie z każdą częścią twojej wypowiedzi się nie zgadzam ;)

                          Wydaje mi się, że my prowadzimy rozmowę z dwóch różnych miejsc.

                          Ty siedzisz na krzesełku obserwatora i odnotowujesz fakty.

                          A ja patrzę na świat oczami twojej koleżanki.

                          Ty zatem używasz rozsądku.
                          Ja zaś empatii.

                          Ja cię próbuję ściągnąć do głowy twojej koleżanki i pokazać subiektywny punkt
                          widzenia, a ty się kurczowo trzymasz swojego krzesełka i mówisz "widzę, to co
                          jest". Rzeczywiście, z pozycji krzesyłka nie da się zrozumieć twojej koleżanki.
                          • kora3 Re: Jaka odrzucona? 19.04.09, 21:00
                            Ok, ty widzisz to co ona widzi, a ja to co jest - która ocena faktów
                            jest bardziej obiektywna, blizsza prawdy?

                            Moja - chyba się zgodzisz?
                            wg Ciebie powinnam popatrzec na to jej oczyma i ...? utwiedzac ja w
                            jej nieprwdziwych przekonaniach? czy jako kolezanka z boku patrzaca
                            i widzaca powiedziec : pieprzycie kolezanko trzy po trzy, bo to
                            wyglada TAK?
          • ja-27 Re: Oj Bociu Lisku 19.04.09, 12:47
            Ale przeciez Kora3 napisala, ze wiem jak wygladala sytuacja sam na
            sam, bo kolezanka ja przedstawila...a ludzie raczej maja tendencje
            do przekoloryzowan...wiec raczej jakis obraz jest...

            I nie napisala, ze jej kolezanka jest glupia, bo sobie cos
            ubzdurala, ale przepraszam...jakby facet po jednym spotkaniu i to
            takim przypadkiem zapytala mnie dlaczego nie zadzwonil w sprawie
            koncertu to nawet jakby mi sie podobal to bym troche sie
            wycofala...bo to chyba troche za szybko na wymowki tego typu...wiec
            dobrze ze Kora3 ja troche ostudzila, bo mogloby to przyniesc
            odwrotny skutek...

            nie rozumiem czemu sie jej tak czepiacie teraz...
            • wrr2 Re: Oj Bociu Lisku 19.04.09, 12:59
              Koleżanka nie robiła żadnych wymówek facetowi, tylko gadała z "przyjaciółką", a
              to zasadnicza różnica.

              A co do czepiania, to najwyraźniej ludziom przejadły się już wątki typu "jakie
              to kobiety są głupie, a jakim to kora jest szlachetnym wyjątkiem". Litości, ile
              można.
              • ja-27 Re: Oj Bociu Lisku 19.04.09, 13:04
                Gdala, ale miala taki zamiar...a to juz duzo...i moze gdyby nie ta
                rozmowa to by tak zrobila...

                A jak ci sie watki przejadly to po co na nie wchodzisz...jak mnie
                cos nie interesuje to nie pisze pod nimi bo sensu nie ma...
                • wrr2 Re: Oj Bociu Lisku 19.04.09, 13:27
                  Skąd takie święte oburzenie? Nie napisałam nic obraźliwego ani nic niezgodnego z
                  prawdą: mamy kolejny wątek, w którym kora obgaduje znajomych i usiłuje błyszczeć
                  na ich tle. Dlaczego mam nie czytać, skoro to bawi?
              • kora3 Re: Oj Bociu Lisku 19.04.09, 13:06
                wrr2 napisała:

                > Koleżanka nie robiła żadnych wymówek facetowi, tylko gadała
                z "przyjaciółką", a
                > to zasadnicza różnica.

                nie jest to moja przyjaciółka, tylko kolezanka, słowo przyjaciel dla
                mnie nie oznacza znajomych z ktrymi jakos tam sie spotykam, a coś
                innego.
                Robienie wymowek rozwazała, odradziłam jej. Z przyjaciółka poniekad
                dokladnie tak samo bym rozmawiała, bo tez bym jej nie chciała zrobic
                na złosc tylko pomóc.
            • kora3 Ja :) 19.04.09, 13:01
              dokładnie to było tak, ze ta kumpelka zadzwoniła ws. koncertu i ja
              jej powiedziałam,ze ze wzgledu na noge moja obecnosc jest tak sobie
              potwierdzna na razie, ale pewnie się wybiera mój eks, moze i ta
              druga kumpela i ten gosc. Zapytała skad wiem, ze en gosc bedzie to i
              powiedziałam, ze pisał i pytał czy bedziemy.
              Wtedy ona powiedziała, ze to przykre, bo myslała, ze cos ich łaczy,
              a on nie napisał do niej w tej sprawie, korespondencja jedyna to
              wymiana zyczeń swiatecznych. Z acji tego uznała, ze chyba nie
              pójdzie, a jesli to go zignoruje, ale sama nie wie itede, bo miała
              nadzieję, ze cos z tego bedzie, a facet widac nie przejawia
              zaineresowania, w końcu uznała, ze go zapyta dlaczego do niej nie
              napisał, ze się wybiera. Wobec tego zapytałam wprost, jak wygladała
              ich relacja, gdy zostali sami i ona mi przedstawiła tak, jak
              opisałam. W zwiazku z tym powiedziałam jej, ze nie ma póki co
              podstaw do jakichkolwiek domysłw w temacie zainteresowania nia
              goscia, ani na tak, ani na nie i zeby go nie pytała, bo albo się
              zbłaźni, albo go znecheci, jesli chetny.
              Gosc przyjdzie to bedzie okazja to porozmawiania, obserwacji co i
              jak i byc moze szansa na wyciagniecie jakis wniosków, ale teraz na
              to zdecydowanie za wczesnie.

              Po jakiejs chwili przyznała mi rację, ale jak stwierdziła "nic
              miedzy nami nie zaszło, ale wg mnie iskrzyło" - No i ok, moze
              iskrzyło, moze serio, moze wg niej, ale po co zaraz do tego
              dopisywac scnariusz zamiast poczekać co bedzie dalej?
              a jak sie jej tylko zdawało? poczuje sie roczarowana, a po co?
              • blue.gosiaczek Re: Ja :) 19.04.09, 13:14
                Widzisz, ty patrzysz na te sytuacje obiektywnie. U kolezanki zagrały emocje,
                ktore czesto trudno powstrzymac. Jesli facet sie jej spodobal, wydawalo jej sie
                ze iksrzy, to nic dziwnego, ze teraz analizuje kazdy szczegol i ten facet jest
                dla niej tematem nr 1. Niektore kobiety (a nawet wiekszosc) juz tak maja.
                Zauroczenie ma to do siebie, ze widzi sie wszytsko troszke inaczej.. Czasem
                okazuje sie to prawda, a czasem po prostu nie..
              • stinefraexeter Re: Ja :) 19.04.09, 13:17
                > Po jakiejs chwili przyznała mi rację, ale jak stwierdziła "nic
                > miedzy nami nie zaszło, ale wg mnie iskrzyło" - No i ok, moze
                > iskrzyło, moze serio, moze wg niej, ale po co zaraz do tego
                > dopisywac scnariusz zamiast poczekać co bedzie dalej?
                > a jak sie jej tylko zdawało? poczuje sie roczarowana, a po co?

                Po co, po co?

                Bo tak funcjonują ludzie????
                Bo na tym właśnie między innymi polega bycie człowiekiem???
                Bo naturalną reakcją jest, że wszelkie sygnały płynące od podobającego mi się
                faceta staram się odczytywać na własną korzyść??

                Logiczny i racjonalny jest twój komputer, a nie żywa osoba.

                Kobieto, ty naprawdę jesteś z kosmosu? Pewnie tak i na dodatek z Marsa, bo Wenus
                to przecież siedziba histeryczek i idiotek...
            • dirty.little.lie Re: Oj Bociu Lisku 19.04.09, 13:02
              > nie rozumiem czemu sie jej tak czepiacie teraz...

              myslisz, ze Kora nie poradzi sobie bez adwokata w Twojej osobie?
              na czym polega czepianie? jakby moja kolezanka zalozyla taki watek o mnie to
              poczulabym sie obrazona i obgadana. i o tym pisze.
              • ja-27 Re: Oj Bociu Lisku 19.04.09, 13:08
                > myslisz, ze Kora nie poradzi sobie bez adwokata w Twojej osobie?
                Bo moze prawnikiem jestem i to juz zboczenie zawodowe...:)

                A moze jest taki watek o Tobie...moze tylko pare szczegolow
                przekreconych i moze nawet Ty sama odpisalas zaczynajac od ...mialam
                podobna sytuacje i ... skad wiesz czy ktos o tobie watku nie zalozyl
                i na serio Cie nie wysmial...
                • dirty.little.lie Re: Oj Bociu Lisku 19.04.09, 13:11
                  > A moze jest taki watek o Tobie...moze tylko pare szczegolow
                  > przekreconych i moze nawet Ty sama odpisalas zaczynajac od ...mialam
                  > podobna sytuacje i ... skad wiesz czy ktos o tobie watku nie zalozyl
                  > i na serio Cie nie wysmial...

                  nie bardzo rozumiem o co Ci chodzi.
                  natomiast juz zaczynam lapac, ze jesli nie zgadzam sie Toba, to znaczy ze nie
                  powinnam sie wypowiadac. wszyscy przeciez powinni myslec tak jak Ty!

                  jesli jestes prawnikiem, to chyba niezbyt dobrym
                  • kora3 Re: Oj Bociu Lisku 19.04.09, 13:13
                    Chyba jej nie zrozumiałas - po prostu zapytała skad masz taką
                    pewnosc, ze np. o Tobie nikt tu przykladowo watku nie załozył
                    zmieniając jakieś szczegóły.
                    • dirty.little.lie Re: Oj Bociu Lisku 19.04.09, 13:22
                      nie mam zielonego pojecia czy ktos o mnie gdzies cos kiedykolwiek pisal :)

                      ale powiedz sama, czy chcialabys, zeby ktos jakies Twoje potkniecia zyciowe
                      (oczywiscie tylko teoretyczne, bo jak wiemy faktycznych wpadek nigdy nie
                      zaliczylas :P) stawial jako temat do dyskusji? ktos komu ufasz na tyle, ze
                      dzielisz sie z nim swoim zawiedzionymi nadziejami?

                      moglabym Ci napisac pare historii w ktorych faceci sobie roili. i co z tego
                      wynika? kobiety sobie roja, faceci sobie roja, wiec moze po prostu czlowiek to
                      istota rojaca sobie?



                      • kora3 Re: Oj Bociu Lisku 19.04.09, 13:24
                        dirty.little.lie napisała:

                        > nie mam zielonego pojecia czy ktos o mnie gdzies cos kiedykolwiek
                        pisal :)
                        >
                        > ale powiedz sama, czy chcialabys, zeby ktos jakies Twoje
                        potkniecia zyciowe
                        > (oczywiscie tylko teoretyczne, bo jak wiemy faktycznych wpadek
                        nigdy nie
                        > zaliczylas :P) stawial jako temat do dyskusji? ktos komu ufasz na
                        tyle, ze
                        > dzielisz sie z nim swoim zawiedzionymi nadziejami?
                        >
                        > moglabym Ci napisac pare historii w ktorych faceci sobie roili. i
                        co z tego
                        > wynika? kobiety sobie roja, faceci sobie roja, wiec moze po prostu
                        czlowiek to
                        > istota rojaca sobie?
                        >
                        >
                        >
                      • ja-27 Re: Oj Bociu Lisku 19.04.09, 13:29
                        Nie wiem czy to do mnie ta odpowiedz...ale jest jeden watek o
                        mnie...juz jakis czas temu i jakos nie obrazilam sie na
                        kolezakne...czasem trzeba o czyms pogadac z obcymi ludzmi, bo tak
                        jest latwiej i wlasnie nie rozmawiac ze znajomymi tej osoby...nie
                        widze w tym nic zlego...w koncu ktos po to wymyslim forum...

                        Kazdy cos sobie w zyciu uroil, ale od tego mamy wlasnie
                        przyjacoil/znajomych by nas troche ostudzali...a skad wiesz czy jak
                        Kora nie zobaczy, ze ten facet jednak przejawia zainteresowanie co
                        do tej kolezanki to sama jej nie "wepchnie" w niego...
                      • kora3 wysłał mi sie pusty post sorry :) 19.04.09, 13:32
                        dirty.little.lie napisała:
                        >
                        > ale powiedz sama, czy chcialabys, zeby ktos jakies Twoje
                        potkniecia zyciowe
                        > (oczywiscie tylko teoretyczne, bo jak wiemy faktycznych wpadek
                        nigdy nie
                        > zaliczylas :P)

                        zaliczyłam, zaliczyłam - nie łudź się :)


                        stawial jako temat do dyskusji?

                        wiesz, raz o to poprosiłam - chciałam, żeby ludzie OBIEKTYWNIE
                        popatrzyli na moja sytuacje, a sama obiektywnie przedstawic jej z
                        oczywistych przyczyn nie umiałabm, wiec poprosiłam przyjaciółke by
                        to opisała ze SWEGO "bocznotorowego" punktu widzenia i pokazała mi
                        odpowiedzi. Było to bardzo pouczające doswiadczenie, bo
                        wypowiedziały sie osoby, które ani mnie, ani drugiego bohatera
                        historii nie znały, co w naturalny spowób wykluczało działanie z
                        antypatii, sympatii itepe.
                        Dowiedziałm się wtedy, ze postepuję debilnie co wreszcie do mnie
                        (zakochanej) dotarło.



                        ktos komu ufasz na tyle, ze
                        > dzielisz sie z nim swoim zawiedzionymi nadziejami?

                        dajze spokój, toz to bzdet. A jak ktos tu pisze "moją kolezanke
                        facet zostawił w ciaży, a ona teraz sie z nim nów spotyka" - to jak
                        takie posty nazywasz?:)

                        >
                        > moglabym Ci napisac pare historii w ktorych faceci sobie roili.

                        ja też - nawt jedna chyba kiedyś napisałam - ale ze to o facecie to
                        nie było "obgadywanie" pewnie tylko "dowalenie słuszne swini"?:)


                        i co z tego
                        > wynika? kobiety sobie roja, faceci sobie roja, wiec moze po prostu
                        czlowiek to
                        > istota rojaca sobie?
                        >
                        Nie wiem dlaczego z uporem maniaka starasz się udowodnic,ze mam
                        przekonanie, iz tylko koiety tak mają.
                        Faceci tez sobie wyobrazają rózne rzeczy, których nie ma i nie było,
                        myśla na wyrost itp.
                        >
                        • mallina Re: wysłał mi sie pusty post sorry :) 19.04.09, 13:38
                          wyslal Ci sie pusty, bo za duzo cytujesz, zle sie czyta watki w ktorych 70proc
                          to cytowanie
                        • dirty.little.lie Re: wysłał mi sie pusty post sorry :) 19.04.09, 13:44

                          >
                          > ktos komu ufasz na tyle, ze
                          > > dzielisz sie z nim swoim zawiedzionymi nadziejami?
                          >
                          > dajze spokój, toz to bzdet. A jak ktos tu pisze "moją kolezanke
                          > facet zostawił w ciaży, a ona teraz sie z nim nów spotyka" - to jak
                          > takie posty nazywasz?:)

                          to jak bzdet, to nie mam wiecej pytan
                          dziwi mnie po prostu to, ze akurat Ty musisz ciagle udowadniac, ze jestes super
                          ekstra a inne kobiety zyja w jakims matriksie. Twoj nick w takich tematach
                          pojawia sie bez konca, i kojarze Cie z tym tematem. i tak ogolnie Cie kojarze,
                          wiec coraz bardziej dziwia mnie takie historyjki


                          > > moglabym Ci napisac pare historii w ktorych faceci sobie roili.
                          >
                          > ja też - nawt jedna chyba kiedyś napisałam - ale ze to o facecie to
                          > nie było "obgadywanie" pewnie tylko "dowalenie słuszne swini"?:)

                          pudlo.
                          widze, ze nie rozumiesz - to nie ja wyrozniam - spojrz na tytul.
                          uwazam, ze zarowno wsrod kobiet jak i mezczyzn sa osobniki glupie, chamskie,
                          madre i wartosciowe. po co wrpowadzac na sile jakis podzial w tej kwestii???

                          nie dogadamy sie, wiec dalsza rozmowa jest bez sensu.
                          zreszta szkoda strzepic klawiature na dyskusje, ktora nie mam sensu i ktora
                          mozna podsumowac jednym zdaniem - zdarza sie kazdemu (kazdemu, oprocz Kory).

                          milego dnia.
                  • ja-27 Re: Oj Bociu Lisku 19.04.09, 13:16
                    Bo piszesz, ze bys sie obrazila jakby ktos z Twoich znajomych taki
                    watek o Tobie zalozyl...wiec pisze, ze moze juz watek o Tobie
                    istnieje i nie wiedzac o tym sama na niego odpisywalas...

                    Ja nie napisalam, ze jesli sie nie zgadzasz ze mna to nie mozesz sie
                    wypowiadac...tylko po co wchodzic na posty, ktore Cie nie interesuja
                    i juz sie przejadly i "czepiac" sie autorow...jest tyle innych
                    watkow...I nie napisalam, ze kazdy ma myslec tak jak ja, bo nie
                    jestem "Bogiem"...

                    Ja tez nie uwazam, zeby to co pomyslala kolezakan Kory bylo jakies
                    strasznie dziwne...bo to raczej normalne myslenie zarowno kobiet jak
                    i facetow...tylko uwazam, ze dobrze jej doradza spokoj i powoli
                    rozwijanie sytuacji a nie wyskoczenie z jakias "pretensja"...

              • kora3 Re: Oj Bociu Lisku 19.04.09, 13:09
                dirty.little.lie napisała:

                > > nie rozumiem czemu sie jej tak czepiacie teraz...
                >
                > myslisz, ze Kora nie poradzi sobie bez adwokata w Twojej osobie?
                > na czym polega czepianie? jakby moja kolezanka zalozyla taki watek
                o mnie to
                > poczulabym sie obrazona i obgadana. i o tym pisze.

                wiesz - dziwne to jakies. Wszyscy tu o kims piszą, takze o swoich
                mezach, zonach, partnerach i też uwazasz, ze obgadują?

                Obgadywanie to wg mnie byłoby wówczas, gdybym rozmawiała o tym z
                kims kto ją zna i dlatego też - nie rozmawiam.
                • dirty.little.lie Re: Oj Bociu Lisku 19.04.09, 13:12
                  poddaje sie :DD
    • mamba8 Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 19.04.09, 13:16
      Nie wiem, nie podoba mi się sposób w jaki do tego podchodzisz ani jak wywyższasz
      się w innym poście a inne kobiety z dylematami związkowymi są głupie. Może są
      inne...

      a więc na temat: może pan być nieśmiały (albo nią stłamszony) dlatego zwrócił
      się do Ciebie. Faktycznie twoja koleżanka nie powinna sobie na nic robić nadziei
      po tak krótkim czasie.
    • 10iwonka10 Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 19.04.09, 14:53
      Nie rozumiem dlaczego niektorzy atakuja Kore- ze sie wywyzsza, chce
      blyszczec na tle znajomych?

      Ja tego wcale tak nie odbieram ona lubi obserwowac ludzi, sytuacje i
      wyciaga z tego wnioski z ktorymi sie dzieli tutaj.

      Coz w tym zlego?

      • kora3 Bo to chyba norma 19.04.09, 15:30
        10iwonka10 napisała:

        >
        > Coz w tym zlego?
        >
        ja uz wiem co, a tyle czasu nie kojarzyłam:) Chodzi o to, ze
        krytykowane przez mnie zachowania sa jak się okazuje dla niektórych
        norma to i się oburzają na krytyke noi na krytykujecego - proste.

        Dowiedziałam sie stad np. że chciałam hhe pokazac,z e ja soie nic
        nie pomyslałam w temacie jakiegos kolezeńskiego maila, och jaka ja
        jestem cygorgowata :)
        nie mam zadnych uczuc, ani emocji :) powinnam bezwłocznie usiąsc
        sobie i zaczac sie zastanawiac jak bardzo mnie ten facet kocha i
        pożąda, ze napisał taki słodki mail "czy będziecie jutro na
        koncercie. Ja się wybieram, miło byłoby się spotkac". Musiał stracic
        dla mnie głowe, bo cóz innego skoniłoby goscia do takich wyznan?:)
        No tylko dzikie pozadanie, a moze i miłosc. Powinnam rozwazyc, czy
        zcasem ne rzucic mojego faceta, bo dla takiej miłosci moze warto?:)
        Zawczsu winnam przygotować palec na pierscionek zareczynowy bo
        pewnikiem szybko mi go gosc po takim "wyznaniu" da, na pewno.
        A jesli sie okaze ze np. zonaty to powinam poczuc się
        bardzo "odrzucona" wszak tyle nas łaczyło, nawet mail mi posłał - no
        to cos znaczyło chyba...

        a potem koniecznie powinnam watek o moim "odrzuceniu" i
        tym "zwiazku" wstawic na forum, gdzie całkiem sporo lasek bedzie
        mnie rozumiało doskonale, ze marzyłam o nim, w głowie mi namacił go
        grzeczny i maila posłał, a potem się okazało, ze to gej, albo
        zonaty. Drań na pewno, a ja wyszłanym na wrazliwą kobietkę, która
        się po prostu zakochała w takim draniu.
        • dirty.little.lie Re: Bo to chyba norma 19.04.09, 15:39
          ironia Ci nie wyszla
          okazalo sie jedynie, ze niewiele zrozumialas z tego co pisalysmy (my czyli te,
          ktore stwierdzily, ze mylic sie i bladzic to rzecz ludzka)

          stwierdzenie - jestem w stanie pojac to, dlaczego Twoja kolezanka sie tak
          zagalopowala, bo jest to czesto spotykane zachowanie nie oznacza, ze JA
          zachowalabym sie w takis sam sposob

          super, ze uswiadomilas kolezanke i ustrzeglas ja przed dalszym blaznieniem sie
          (bo juz zblaznila sie przed Toba), ale dlubanie w tym temacie jest po prostu
          dziwne. ale moze chociaz Ty widzisz w tym cel
          • kora3 Re: Bo to chyba norma 19.04.09, 16:00
            dirty.little.lie napisała:

            > ironia Ci nie wyszla
            > okazalo sie jedynie, ze niewiele zrozumialas z tego co pisalysmy
            (my czyli te,
            > ktore stwierdzily, ze mylic sie i bladzic to rzecz ludzka)

            Litosci Dirty :) błagam - bładzic? mylic się? To ani błądzenie ani
            pomyłka - to po prostu życzeniowe myslenie niczym (na razie nie
            poparte). Ktos z kims gadał pare godzin o niczym, a
            teraz "przezywa", ze ta osoba do niej nie zagadała na n-k i
            chce "wyjasniać"? Co, po co?

            nic dziwnego, ze niektóre babki padają ofiarą autenycznych oszustów,
            którzy łzą o miłosciach, slubach, a potem się okazuja juz zonaci i
            traktowali kogos jako seskualną odmianę, skoro nie trzeba NIC robic,
            żeby zaraz babka jakas wysnuła wniosek, że "coś" jest.

            >
            > stwierdzenie - jestem w stanie pojac to, dlaczego Twoja kolezanka
            sie tak
            > zagalopowala, bo jest to czesto spotykane zachowanie nie oznacza,
            ze JA
            > zachowalabym sie w takis sam sposob

            To mnie pociesza Dirty, serio. Kolezanka zagalopowała się jedynie w
            załozeniach co do goscia i jego intencji, bo co do swich mogła się
            zagalopowac dowolnie: spodobał si gosc to i chciałaby zeby cos z
            tego było i ma prawo, ale do tanga trza dwojga, wiec trzeba wybadac
            jak ze strony goscia, na rzie trudno powiedziec.

            >
            > super, ze uswiadomilas kolezanke i ustrzeglas ja przed dalszym
            blaznieniem sie
            > (bo juz zblaznila sie przed Toba), ale dlubanie w tym temacie jest
            po prostu
            > dziwne. ale moze chociaz Ty widzisz w tym cel

            Czytałs inne wypowiedzi? Madra i fajna kobieta napisała, ze
            kolezanka poczuła się "odrzucona" - rozumiesz coś z tego? Bo ja
            tyle, ze niektórych pań chyba nie dziwi jej podejscie, a wrecz je
            rozumieją, choc niekoniecznie pochwalają.
            A klezanka owszem, miała szanse się wygłupic przed gosciem np.
            tekstem "dlaczego do mnie nie napisałes? sądziłam, ze coś nas
            łączy..." a gosc wywaliłby np. oczy i powiedział "Ależ ja chyba nie
            zrobiłem nic, co bys swiadczyło ...." - jak myslisz jak by sie
            poczuła?
            • dirty.little.lie Re: Bo to chyba norma 19.04.09, 21:57
              > Litosci Dirty :) błagam - bładzic? mylic się? To ani błądzenie ani
              > pomyłka - to po prostu życzeniowe myslenie niczym (na razie nie
              > poparte).

              bosz, ciezko sie z Toba gada. oczywiscie bladzenie powinnam wlozyc w cudzyslow,
              mialam na mysli POMYLKE w interpretacji czyjegos zachowania. i ta pomylka opiera
              sie na mysleniu zyczeniowym, o ktorym juz wczesniej wspomnialam. kazdemu sie to
              zdarza w roznych sytuacjach (oczywiscie wylaczajac Ciebie)

              generalnie, ZGADZAM SIE z wszystkim co piszesz, Twoja kolezanka jest glupia.
              usatysfakcjonowana? pewnie tak, bo jak rozwijam swoje mysli, to ciagle czegos
              nie rozumiesz.

              i tak na koniec podsumuje Cie tak jak Ty podsumowalas swoja kolezanke - do dzis
              sadzilam, ze jestem bardzo w porzadku kobieta i lubilam czytac Twoje posty,
              zwlaszcza dotyczace relacji miedzyludzkich, jednak dzis stwierdzam, ze jestes
              nieco ograniczona (nie brzmi to ladnie, ale nie mam nic zlego na mysli a nie
              moge znalezc bardziej odpowiedniego slowa w tej chwili) w pojmowaniu opinii
              ludzi, z ktorymi rozmawiasz. jestes Ty i Twoje poglady i koniec.
        • wrr2 Re: Bo to chyba norma 19.04.09, 19:02
          Jaaaaasne. Nie przychodzi ci na myśl, że komuś po prostu mogą nie podobać się
          twoje wątki o naiwnych koleżankach, które musisz uświadamiać i to całe kreowanie
          na się na alfę i omegę? Albo obgadywanie koleżanek na forum - też wyjątkowo
          sympatyczna sprawa.
          • kora3 Re: Bo to chyba norma 19.04.09, 19:30
            przychodzi, ale wtedy mozna nie czytac i nie komentowac :)
    • kora3 No i jedno wyszło na moje :) 19.04.09, 17:52
      jak "zeznał" mój eks do niego tez gosc wysłał mail z zapytaniem o
      naszą bytnosc na koncercie, tyle, ze on mu nie zdązył odpisac, bo
      zajrzał niedawno.

      Czyli z tym wyszło na moje - gosc zagadał do nas obojga , bo
      przypuszczał,ze się wybieramy zawodowo:)
      • stinefraexeter Re: No i jedno wyszło na moje :) 19.04.09, 18:32
        Nie wiem doprawdy na co to dowód, ale niech ci będzie ;)

        Mam wrażenie, ze my wciąż się nie rozumiemy.

        Słuchaj, masz najprawdopodobniej rację, że koleżanka była stroną bardziej
        zainteresowaną i w związku z tym tak bolesny był dla niej fakt, że do niej koleś
        nie napisał (na co może być racjonalne wytłumaczenie, czyli te "powody
        zawodowe"). I jej reakcja była dosyć emocjonalna.

        Jest to jednak tak oczywista reakcja, że nie pojmuję, czemu ty możesz tego nie
        rozumieć. STąd wrażenie podzielane przez kilka osób na forum, że wyśmiewasz się
        cichutko z koleżanki podkreślając swoją dojrzałość i mądrość.

        Wiesz, ja znam uczucie wykluczenia, kiedy się tego nie spodziewałam (bo była
        niby jakaś więź,kontakt itp.), więc potrafię sobie wyobrazić, jak kiepsko się
        wtedy człowiek czuje. I sądzę, że każdy z nas choć raz się w takiej sytuacji
        znalazł. Dlatego nikogo, poza tobą, reakcja twojej koleżanki nie dziwi (co nie
        oznacza, że uważamy jej zachowanie za racjonalne i usprawiedliwione).
        • ja-27 Re: No i jedno wyszło na moje :) 19.04.09, 18:37
          Tak prawde powiedziawszy to mnie dziwi...moze nie calkowita jej
          reakcja, ale ta chec zapytania czemu do niej nie napisal...to mnie
          bardzo dziwi, bo przeciez jest dojrzala i nawet jak facet ja
          oczarowal to jest na tyle myslaca, ze powienna wiedziec, ze takim
          pytaniem moglaby sie osmieszyc w jego oczach...
          Nie dziwi mnie jej wyobrazenie, bo zawsze jak nam ktos wpadnie w oko
          to mamy nadzieje...jednak wymowki?...to mnie dziwi...
          • stinefraexeter Re: No i jedno wyszło na moje :) 19.04.09, 18:49
            Te wymówki i chęć pytania się to oczywiście trochę niedojrzały sposób radzenia
            sobie ze swoim bólem, choć w sumie chyba bardzo powszechny, co wnioskuję po
            obserwacji otoczenia, samej siebie swego czasu i po lekturze niezliczonych
            wątków na forum "nie odpisuje na moje smsy, zapytam się dlaczego" ;)

            Wskazuje to na to, że naprawdę pominięcie jej przy wysyłaniu maila bardzo ją
            zabolało.
        • kora3 Re: No i jedno wyszło na moje :) 19.04.09, 19:27
          stinefraexeter napisała:

          > Nie wiem doprawdy na co to dowód, ale niech ci będzie ;)

          na to, ze gosc się chciał upewnic ze ktos z tych nowych znajomych
          bedzie na imprezie? :)

          >
          > Słuchaj, masz najprawdopodobniej rację, że koleżanka była stroną
          bardziej
          > zainteresowaną

          faktycznie się nie rozumiemy Stinefraexeter - NIE WIEM czy ona jest
          bardziej zainteresowana!!!!!Nie wiem, bo wiem tylko, ze ona jest
          zainteresowana, a nt. zaintresowania tego goscia NIC nie wiem.


          i w związku z tym tak bolesny był dla niej fakt, że do niej kole
          > ś
          > nie napisał (na co może być racjonalne wytłumaczenie, czyli
          te "powody
          > zawodowe"). I jej reakcja była dosyć emocjonalna.

          Bolesny??? No przepraszam, ale chyba istnieje jakś gradacja słów ?:)
          Bolesna to mozne byc czyjas zdrada, śmierc, nie wiem co jeszcze a to
          mogło byc nieprzyjemnie co najwyzej, albo niekomfortowe.

          STąd wrażenie podzielane przez kilka osób na forum, że wyśmiewasz
          się
          > cichutko z koleżanki podkreślając swoją dojrzałość i mądrość.

          SWĄ? TO JEST NORMALNA reakcja u dorosłej babki? Nie , no
          przepraszam, nikogo nie wysmiewam , po prostu w głowie mi się nie
          miesci, ze ktos serio takie myslenie uwaza, za naturalne. Toz to
          ABSURD.
          Wiesz co - moze bez antypatii do mnie i wrazenia usiadź sobie i
          wyobraź sobie siebie w tej syuacji. Spotykasz tak goscia, tylko
          gadacie o pie...ch, zegnacie się i ...? Naprawde naturalne jest
          dla Ciebie ze masz do tego goscia pretensje ze nie napisal do
          Ciebie, ze czujesz się "odrzucona"?:) A co bedzie, jak sie dowiesz,
          ze gosc to np. sympatyczny gej?:)

          >
          > Wiesz, ja znam uczucie wykluczenia, kiedy się tego nie
          spodziewałam (bo była
          > niby jakaś więź,kontakt itp.), więc potrafię sobie wyobrazić, jak
          kiepsko się
          > wtedy człowiek czuje.

          Ale nikt kolezanki nie wykluczał!!!! Ja na koncrt nie poszłam, bo
          mam zapalenie torebki stawowej i trudnosci z chodzeniem, reszta wraz
          z nia poszła.

          Dlatego nikogo, poza tobą, reakcja twojej koleżanki nie dziwi (co
          nie
          > oznacza, że uważamy jej zachowanie za racjonalne i
          usprawiedliwione).

          Wychodzi na to, ze irracjonalne zachowanie jest jednak uznawane za
          norme?:)
          • stinefraexeter Re: No i jedno wyszło na moje :) 19.04.09, 19:37
            > Wychodzi na to, ze irracjonalne zachowanie jest jednak uznawane za
            > norme?:)

            TAK!!!
            Wreszcie dotarło ;)

            Już ci chyba pisałam o tym w jednym z wcześniejszych wątków, a w tym wspomniała
            o tym dirty.little.lie:

            jest różnica między empatycznym ROZUMIENIEM emocji danej osoby a AKCEPTACJĄ jej
            zachowania.

            Reakcja twojej koleżanki rzeczywiście wygląda na nieco niedojrzałą, ale nie
            przeszkadza mi to wcale rozumieć, dlaczego tak reaguje.
            • kora3 Re: No i jedno wyszło na moje :) 19.04.09, 19:49
              stinefraexeter napisała:

              >
              > TAK!!!
              > Wreszcie dotarło ;)

              jestem w szoku :)
              >
              >
              > jest różnica między empatycznym ROZUMIENIEM emocji danej osoby a
              AKCEPTACJĄ jej
              > zachowania.

              No dobra , postaram się rozumec laczego ktos na siłe chce sie
              ewentualnie zdołowac, zamiast poczekac az się cos wyjasni.
              >
              > Reakcja twojej koleżanki rzeczywiście wygląda na nieco
              niedojrzałą, ale nie
              > przeszkadza mi to wcale rozumieć, dlaczego tak reaguje.

              Hmmm rozumiem, ze dlatego, ze gosc jej sie spodobał i nie napisał do
              niej, tak?

              a czy nie przyszło Ci tak na zspokojno do głowy, ze moze być tak,
              jak wyzej pisze do Ja?
              Poznał gosc interesujaca babkę, ale jest on osoba zdystansowaną, nie
              poruszali powazniejszych tematów, nie wie o niej NIC. Poza tym czym
              się zawodowo zajmuje i jaka muze lubi. Zaprosił na n-k, posłał
              zyczenia swiateczne, ale asekuruje sie, posłał do wszystkich wówczas
              poznanych. jest nowy koncert, chciałby się spotkac, czegos blizszego
              dowiedziec moze o interesujacej pani. Ale na razie nie wie nic poza
              tym ze ma dwa nazwiska - mzoe zatem mezatka i głupio bedzie jakoś.
              No to wpadł na pomysł :naoisze o tamtych dwojga - na podryw nie
              wyjdzie, b babka i facet, a sa z tym praca powiazani, wiec na jakies
              nachalne narzucanie sie ez ie wyjdzie, a moze sie dowiem , czy ona
              bedzie. Niemożliwe? Mozliwe.

              A mozliwe też, ze wcale nie szuka damskiego towarzystwa, tylko
              KONCERTOWEGO i też dobrze.
              Nie pojmuje dlaczego miałabym oczekiwac, ze znany pare godzin facet
              to juz jakiś co "rokuje" na blizsza znajomosc, tym bardziej bez
              jakiś przesłanek. Przeciez jak już isałam, mozliwe, ze gosc zajety,
              homo, cokoliwiek - nie rozumiem dlaczego normalne jest oczekiwanie
              ze zaraz to "cos" bedzie, jakies analizy. Przeciez spotkają sie dziś
              (spotkali chyba) o i cos się wyjasni moze. Gosc nie całował się z
              nią, nie przespał, tylko gadał pare godzin.
              • stinefraexeter Re: No i jedno wyszło na moje :) 19.04.09, 19:58
                > jestem w szoku :)

                Witamy na ziemi nasz drogi aniele :)

                > No dobra , postaram się rozumec laczego ktos na siłe chce sie
                > ewentualnie zdołowac, zamiast poczekac az się cos wyjasni.

                Ona niekoniecznie chce się zdołować. To może byc po prostu silniejsze od niej.
                Jak mój biedny facet i mecze. ;)
                BTW, czy on też ci się wydaje irracjonalny i sam sobie utrudniający życie?

                Co do twoich alternatywnych wyjaśnień motywacji faceta:

                jasne, wszystko co piszesz jest równie prawdopodobne. Ale to nie ma żadnego
                znaczenia dla tego, jak poczuła się koleżanka.

                To że tylko gadali też nie ma absolutnie żadnego znaczenia :)

                Liczy się tylko to, że nie wysłał do niej maila :)
                • kora3 Re: No i jedno wyszło na moje :) 19.04.09, 20:07
                  stinefraexeter napisała:
                  >
                  > Witamy na ziemi nasz drogi aniele :)

                  oj nietrafione :)

                  >
                  > Ona niekoniecznie chce się zdołować. To może byc po prostu
                  silniejsze od niej.
                  > Jak mój biedny facet i mecze. ;)

                  Chyba odpisałam Ci powyzej - przykład jest dla mnie nieadekwatny -
                  Twój facet siadomie uzywa andrenaliny meczowej :)- dla rozrywki.

                  > BTW, czy on też ci się wydaje irracjonalny i sam sobie
                  utrudniający życie?

                  nie, rczej je ubarwiajacy, od wyniku meczu nie zalezy jeo
                  samopoczucie dłuzej niż pewnien krótki czas i nie uwaza ze sam jest
                  do d.u.py, bo "nasi przegrali", nie? :)
                  >
                  >
                  > jasne, wszystko co piszesz jest równie prawdopodobne. Ale to nie
                  ma żadnego
                  > znaczenia dla tego, jak poczuła się koleżanka.

                  Acha, czyli tak: jak jest np. impra taneczna i mojej kolezance (tej)
                  podoba się jakis facet, który poprosi do tańca inną, a potem ją, a
                  potem inną to nalezy rozumiec jej "dramat", tak?:)
                  >
                  > To że tylko gadali też nie ma absolutnie żadnego znaczenia :)

                  aaaaaa no to w zasadzie moge czuc sie "dramatycznie" po tym, jak
                  okaze się, ze facet który się do mnie 2 dni temu usmiechnał na
                  skrzyzowaniu jak ruszalismy na swiatłach jest zonaty i nic z tego
                  nie bedzie?:)

                  >
                  > Liczy się tylko to, że nie wysłał do niej maila :)

                  Jasne, ze mógł wysłac, ale na logike o niczym na tak, ani na nie to
                  nie swiadczy. Zresztą jesli tylko to sie liczy i to przesadzałoby,
                  po kija poszła na ten konce z zmaiarem spotkania go: lepiej byo olac
                  dziada :) co maila nie posłał:) nie?
                  • stinefraexeter Re: No i jedno wyszło na moje :) 19.04.09, 20:34
                    > > Witamy na ziemi nasz drogi aniele :)
                    >
                    > oj nietrafione :)

                    No to, witaj przybyszu z obcej galaktyki ;)

                    > Chyba odpisałam Ci powyzej - przykład jest dla mnie nieadekwatny -
                    > Twój facet siadomie uzywa andrenaliny meczowej :)- dla rozrywki.

                    Oj, wierz mi, z rozrywką ma to niewiele wspólnego. Jest poddenerwowany
                    (zwłaszcza jeśli to mecz "ostatniej szansy"), na niczym nie może się skupić,
                    staje się rozdrażniony i go roznosi.

                    > nie, rczej je ubarwiajacy, od wyniku meczu nie zalezy jeo
                    > samopoczucie dłuzej niż pewnien krótki czas i nie uwaza ze sam jest
                    > do d.u.py, bo "nasi przegrali", nie? :)

                    Hmm, chyba nigdy nie byłaś zagorzałym kibicem sportowym, co? ;) Tak, bierze
                    porażkę do siebie (zależy jeszcze jaka to była porażka, z kim i czy przekreśla
                    szanse na coś tam), bo drużyna to dla niego takie przedłużenie własnego "ja". Po
                    jakiś szczególnie zasępiających meczach potrafi być wciąż "pod wpływem" jeszcze
                    przez dwa dni i prosi, by tematu nie poruszać.

                    Zatem wybacz, że ci burzę obraz idealnych samców, ale niestety, oni też potrafią
                    być super hiper nieracjonalni, aż normalnego człowieka (mnie ;) ) szlag trafia,
                    bo przecież to w końcu , do jasnej ciasnej, tylko piłka, a nie koniec świata,
                    prawda ?? ;)

                    A przykład dałam, bo to po prostu dobra ilustracja tego, jak ludzie sami sobie
                    swoimi nieadekwatnymi do sytuacji emocjami utrudniają życie.

                    kora, ty wciąż bierzesz to wszystko właśnie na taki cyborgowy chłodny rozum.
                    Póki nie zrozumiesz, że cała natura człowieka opiera się na byciu
                    nieracjonalnym, będziesz dla mnie wciąż jak kosmitka-antropolog ;) ;)
                    • kora3 Re: No i jedno wyszło na moje :) 19.04.09, 20:55
                      stinefraexeter napisała:
                      >
                      > No to, witaj przybyszu z obcej galaktyki ;)

                      :)

                      >
                      > Oj, wierz mi, z rozrywką ma to niewiele wspólnego. Jest
                      poddenerwowany
                      > (zwłaszcza jeśli to mecz "ostatniej szansy"), na niczym nie może
                      się skupić,
                      > staje się rozdrażniony i go roznosi.

                      bo tak chce, gdyby miał prawdziwe kłopoty, takie mega, nawet by o
                      tym nie pomyslał ...Albo jaka naprawde wazną sprawe ...


                      >
                      > Hmm, chyba nigdy nie byłaś zagorzałym kibicem sportowym, co? ;)

                      takim "dartym" szlikowcem , nie. ale zagorzałym ogladaczem byłam,
                      umiałam la tego z paru rzeczy zrezygnowac, ale nie np. z egzaminu
                      na studiach.

                      Tak, bierze
                      > porażkę do siebie (zależy jeszcze jaka to była porażka, z kim i
                      czy przekreśla
                      > szanse na coś tam), bo drużyna to dla niego takie przedłużenie
                      własnego "ja".

                      hmmm tak na serio serio?:)


                      P
                      > o
                      > jakiś szczególnie zasępiających meczach potrafi być wciąż "pod
                      wpływem" jeszcze
                      > przez dwa dni i prosi, by tematu nie poruszać.

                      hmmm no ale to dwa dni :)

                      >
                      > Zatem wybacz, że ci burzę obraz idealnych samców, ale niestety,
                      oni też potrafi
                      > ą
                      > być super hiper nieracjonalni, aż normalnego człowieka (mnie ;) )
                      szlag trafia,
                      > bo przecież to w końcu , do jasnej ciasnej, tylko piłka, a nie
                      koniec świata,
                      > prawda ?? ;)


                      zaden facet ani kobieta mi się nigdy nie zdawali idealni. Mój facet
                      piłka się nie interesi, ale czym innym tak. Jednak, kiedy byłam dosc
                      powaznie chora umiał zrezygnowac z amatorskich zwodów w tym sporcie
                      i to z pozycji rywalizujacego. Zaiteresowania tego typu sa dla mnie
                      ormalne, o ile nie przesłanija reszty zycia.
                      >
                      >
                      > kora, ty wciąż bierzesz to wszystko właśnie na taki cyborgowy
                      chłodny rozum.


                      Mam sobie wyjac mózg i włozyc inny, zeby mnie rozumiały dziewczyny,
                      które inaczej myslą na ten temat niż ja?

                      > Póki nie zrozumiesz, że cała natura człowieka opiera się na byciu
                      > nieracjonalnym, będziesz dla mnie wciąż jak kosmitka-
                      antropolog ;) ;)

                      szkoda, ze mnie nie widziałas jako cyborga kosciotrupa , ja miałam
                      kłopoty w poprzednim zwiazku. Mimo racjonalnego podejscia trudno
                      było mi sobie z tym porazdić. Ale fakt, ze racjonalizm po jakims
                      zcasie pomógł, zdałam sobie sprawe, ze fizycznie i psychicznie nie
                      jestem w stanie byc z człowiekiem, który zdradził. Ta swiadomosc
                      pomimo koniecznosci podjęcia b. trudnej decyzji - o rozstaniu z kims
                      kochanym i bliskim mimo wszystko, bardzo mi pomogla nie tylko w jej
                      podjeciu, ale i w zrozumieniu tej sytuacji i umiejetnosci rozmowy
                      takze o tym z tym kims.
                      • stinefraexeter Re: No i jedno wyszło na moje :) 19.04.09, 22:12
                        Hmm, jeśli mój facet w jakiś podświadomy sposób CHCE tak się męczyć przed
                        meczem, to równie dobrze o twojej koleżance można powiedzieć, że CHCE się
                        nakręcać emocjonalnie bez powodu... W zasadzie skłonność do masochizmu i
                        dręczenia samych siebie ma każdy z nas (lub prawie, bo o jak jest z tobą to już
                        nie wiem :p ), ale to nie jest przecież temat dyskusji.
                        Mi chodziło o to, że w wielu kwestiach ludzie mają bezsensowne emocje. Ja do
                        mojego faceta też mam czasem ochotę powiedzieć GET OVER IT, koleś, są gorsze
                        tragedie niż przegrany mecz i też mogłabym pisać na forum "niech ktoś mi
                        wytłumaczy..." Jestem pewna że dostałabym sporo odpowiedzi od ludzi płci obojga
                        wmawiających mi, że NIE ROZUMIEM, bo aby zrozumieć trzeba wyjść z założenia, że
                        logika rządzi tylko w matematyce, a nie w ludzkim umyśle :)


                        Hmm, widzisz, ja poszłam w odwrotnym kierunku. Kiedyś byłam osobą, która dziwiła
                        się patrząc wokół siebie na innych ludzi i "nie rozumiała". Z upływem lat jednak
                        nauczyłam się podchodzić z większym zrozumieniem do ludzkich słabości - nie
                        usprawiedliwiając broń boże, ale po prostu widząc skąd się pewne zachowania
                        biorą. Od tamtej pory nie czuję się już tak bardzo jak "ostatnia sprawiedliwa"
                        wśród głupców i idiotek ;) Wręcz przeciwnie, wiem, że jestem dokładnie taka sama
                        jak reszta ludzkości. Emocje jakie nam towarzyszą są takie same. Jedyne co nas
                        różni to to jak sobie z nimi radzimy. Moim zdaniem to właśnie świadczy o
                        dojrzałości lub jej braku.

                        Ty miałaś takie a nie inne doświadczenia i najwyraźniej teraz cenisz sobie
                        bardzo racjonalizm. I słusznie! Natomiast zbyt wyraźnie (imho) odcinasz się od
                        prymitywnego świata emocji. Brzmi to trochę pretensjonalnie i sztucznie. Bo
                        przecież jeśli nie spędziłaś całego życia w zamkowej wieży i nie masz zaburzeń
                        typu autystycznego, to przecież powinnaś wiedzieć jak silne są emocje. Ich się
                        nie da pokonać, można jedynie nauczyć się trzymać w ryzach.
                        • kora3 Re: No i jedno wyszło na moje :) 19.04.09, 22:43
                          stinefraexeter napisała:

                          > Ty miałaś takie a nie inne doświadczenia i najwyraźniej teraz
                          cenisz sobie
                          > bardzo racjonalizm. I słusznie!

                          Ależ nie Stinefraexeter. to, ze bzdety nie budzą we mnie emocji, to
                          nie znaczy, ze NIC ich nie budzi. Nie wiem jak to prosto wyłumaczyc,
                          ale moze powiem tak: nastolatka mówi , ze jest zakochana w jakims
                          chłopaku, bo zarąbiscie tańczy i fajnie się ubiera. Rozumiesz ją? Ja
                          tak - jej sie serio wydaje, ze jest zakochana, a chłopak ja kreci na
                          maksa bo ma własnie te aytrybuty wazne w jej wieku. I ok.

                          A mnie sie moze facet dobrze tańczący i dobrze (zgodnie z tym , jak
                          ja lubię) spodobac. juz nie mówie ,z e go "kocham" i to Cie chyba
                          nie dziwi.
                          Moj facet bardzo mi się spodobał z poczatku. Miał wszystkie te
                          cechy, które mi w facetach odpowiadają, ale choć badzo mi się
                          podobał nie "budowałam" zaraz "przyszłosci". Na zasadzie: fajny
                          człowiek, póxniej bardzo fajny itd. az do "to ten" - a nie to ten po
                          dwóch randkach i megamarzenia, a nie wiem o gosciu jeszcze całkiem
                          sporo. Mniej w kazdym razie, niż wiecej. owszem, emocje były, a
                          jak:) ale jakies adekwatne do sytuacji. po pierwszym spotkaniu "Miły
                          gosc, mógłby zadzwonić:)", po drugim "No no nieźle, chyba mam
                          motyki:)" itd. a nie po pierwsym "To mój jedyny, jak nie zadzwoni
                          utopię się w rzece" na przykład:), a po drugim "Jestem zakochana na
                          wieki wieków amen"

                          O to mi chodzi - o jakas gradację. Małe dziecko drze się gdy nie
                          moze dostac zabawki i to jest dlań tragedia, nastolatka cierpi, ze
                          chłopak , który jej sie podoba nie zwraca na nią uwagi, a dla
                          dorosłego bolesne sa PRAWDZIWE problemy, a pierdoły co najwyzej
                          psuja humor.

                          tłumaczysz wszystko emocjami. Jassssne. tylko jakby tu napisała
                          panna bita przez faceta z argumentem "ale ja go kocham i wierze, ze
                          on mnie też" to bys jej wybijała racjonalnie z głowy to kochanie ,
                          prawda?No rcja, ale jak, skoro miłosc do najsilniejsza poza
                          nienawiscia emocja?

                          Moze napisałabys o "uzaleznnieiu od tego faceta, uczucia" i
                          słusznie! A nie sadzisz, ze od akich porywów emocji powstałych
                          wskutek własnych imaginacji obojetnych zdarzeń TEZ mozna się
                          uzaleznic?
                          .
                          • stinefraexeter Re: No i jedno wyszło na moje :) 19.04.09, 22:58
                            > tłumaczysz wszystko emocjami. Jassssne. tylko jakby tu napisała
                            > panna bita przez faceta z argumentem "ale ja go kocham i wierze, ze
                            > on mnie też" to bys jej wybijała racjonalnie z głowy to kochanie ,
                            > prawda?No rcja, ale jak, skoro miłosc do najsilniejsza poza
                            > nienawiscia emocja?

                            Nie nie nie. Tu nie chodzi o akceptację.
                            Pewnie, żebym starała się wybić jej z głowy to kochanie, które kochaniem nie jest.
                            Tyle tylko, że aby komukolwiek pomóc musisz wejść w głowę tej osobie i zrozumieć
                            DLACZEGO działa tak a nie inaczej.
                            Samo powtarzanie "źle robisz głupio robisz" prowadzi często do odwrotnego
                            skutku: irytacji i zamknięcia się w sobie takiej osoby.

                            > Moze napisałabys o "uzaleznnieiu od tego faceta, uczucia" i
                            > słusznie! A nie sadzisz, ze od akich porywów emocji powstałych
                            > wskutek własnych imaginacji obojetnych zdarzeń TEZ mozna się
                            > uzaleznic?

                            Oczywiście.
                            Tylko co to zmienia?

                            Ustalmy raz na zawsze: ja się zgadzam co do joty z twoją opinią co do nakręcania
                            się wyimaginowanymi rzeczami. Głupie, szkodliwe, uzależniające.

                            Natomiast uważam, że jest to naturalna reakcja każdego człowieka. Naturalna, ale
                            nie znaczy że dobra i usprawiedliwiona.

                            Jeśli coś tłumaczę emocjami, to w sensie wyjaśniania mechanizmów, a nie w sensie
                            "usprawiedliwiania".
    • fanaberia84 Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 19.04.09, 20:13
      E tam, z tego co zauważyłam, faceci mają tak samo, a nawet w
      większym stopniu :) Iluż to moich znajomych jest święcie
      przekonanych, że jestem w nich po uszy zokochana :DD
    • kora3 no i mamy juz pełna jasnosc 19.04.09, 20:25
      pan jest zonaty, przyjechał na impre z zoną. Zadowolony był, ze
      spotkał koncertowe towarzystwo, wyraził uprzejmy zal z tytułu mej
      absencji i dolegliwosci. stwierdił, ze bardzo sie cieszy, ze poznał
      takie wierne takze jego muzycznym gustom towarzystwo. Normalnt gosc
      wg mnie. Kolezanka spokojna, tylko zastanawia sie teraz czemu nie
      powiedział, ze żonaty. Wg mnie nic nie gadal, bo i nie było na takie
      tematy rozmowy. Ja tez jak gadam o muzyce, czy innych
      zainteresowaniach zaraz nie rozwijam tematu o moim facecie bez
      kontekstu zadnego, tym barzdiej w jakies rozmowie z nowo poznanymi,
      w sumie przpadkowymi ludźmi. I było to snuć, domyslac sie,
      zastanawiac? Nie, ale i tak wiecie, zem głupia i cyborg
      O i na tyle moje panie
      • amira43 Re: no i mamy juz pełna jasnosc 19.04.09, 20:35
        korcia,niezły wateczek Ci wyszedł...;-DDD

        >Nie, ale i tak wiecie, zem głupia i cyborg
        nie "pochlebiaj"sobie i nie rob mi konkurencji:-))))
        a jak ,szanowna kostka sie czuje?;-)
        • kora3 Re: no i mamy juz pełna jasnosc 19.04.09, 20:40
          amira43 napisała:

          > korcia,niezły wateczek Ci wyszedł...;-DDD

          wołałabym, zeby jej wyszło z tym gosciem, ale przecie go nie
          rozwiode ...
          >
          > >Nie, ale i tak wiecie, zem głupia i cyborg
          > nie "pochlebiaj"sobie i nie rob mi konkurencji:-))))
          > a jak ,szanowna kostka sie czuje?;-)

          no nie jest jakos dobrze :( rwie psiakostka :(
          • amira43 Re: no i mamy juz pełna jasnosc 19.04.09, 20:50
            tylko,okład z meskiego ciałka,moze przyniesc ulge:-DDD
            • kora3 Re: no i mamy juz pełna jasnosc 19.04.09, 20:57
              amira43 napisała:

              > tylko,okład z meskiego ciałka,moze przyniesc ulge:-DDD

              no moze niekoniecznie na te kostke, bo to jednak w przypadku mojego
              faceta nie tak mało...Qrde, nie wiadomo z czego to :(
      • stinefraexeter Re: no i mamy juz pełna jasnosc 19.04.09, 20:35
        Wciąż nie rozumiesz ;)
        • kora3 dalibóg , nie! 19.04.09, 20:45
          stinefraexeter i mozesz mnie uznac za naprawde tepą :)
          Nic a nic nie rozumiem - facet ludzi poznał, po jakims czasie 3
          poszła, 1 kobitka została i sobie pogadali, podwiozł ja taksi do
          domu, bo i sam sie zawijał - normalne jak dotąd.
          na kolejny koncert wybrał sie z zona. Co mam rozumiec?
          • stinefraexeter Re: dalibóg , nie! 19.04.09, 21:00
            Stworzyłam gdzieś powyżej malowniczą wizję ciebie na krzesełku, a mnie w głowie
            twojej koleżanki ;)

            Ale co tam, powtórzę, bo była fajna ;)

            Ty jesteś na krzesełku ponad całą sytuacją i odnotowujesz fakty.
            Ja jestem w głowie koleżanki i odnotowuję emocje.

            Z twojego krzesełka jej zachowanie wydaje się głupie, dziecinne i totalnie
            niezrozumiałe.
            Z mojej perspektywy jej zachowanie wydaje się głupie, dziecinne i całkowicie
            zrozumiałe :)

            Jak długo będziesz odmawiać zejścia z krzesełka, tak długo nie będziesz mogła
            zrozumieć, o co dziewczynie chodzi.

            I będziemy prowadzić tę dyskusję w nieskończoność lub aż nam net odetną ;)
            • kora3 Re: dalibóg , nie! 19.04.09, 21:09
              no skoro zrozumiałe to jak pownnam była jej powiedzieć: tak jak
              powiedziałam, czy "masz słonko racje, miedzy wami iskrzy, to jest
              ten"?

              zartuje teraz :) wiem co odpowiedziałabyś. optymalnie mam rozumiec
              jej "ból" ale mowic to co mówie. ale wybacz stinefraexeter dla mnie
              to jest BZDET.
              Rozumiałabym np. kogoś, kto ma wątpliwosci, nerwy, stess z powodu
              jakiejs serio stesujacej (obiektywnie, dla wiekszosci) sytuacji. Np.
              rz kumpela dostała anonim dot. jej meza. Podstaw nie miała wierzyc
              z tego co jej było wiadomo, ale dostała stesa i chciała go z mety z
              domu wywalac. Mnie sie to zdawało badzo irracjonalne, ale rozumiałam
              ją. Ma z facetem dwoje dzieci, zyje pare lat dobryc, a tu takie coś,
              no wstzasneło nią, bo a nuż to jednak prawda?
              Ale "znajomosc" parogodzinna z gadką to naprawde wg mnie nic czym
              sobie trzeba tak od razu łeb nabijac ze uzyje słow mojego kolegi :)
              • stinefraexeter Re: dalibóg , nie! 19.04.09, 21:25
                Nie nie, dobrze jej odpowiedziałaś.

                Zrozumienie uczuć innych osób to nie to samo co im przyklaśnięcie.

                Wiesz, ta dyskusja rozrosła się do ponad 100 wątków z innego powodu. Otóż
                najbardziej zastanawiające jest to, że opisana przez ciebie sytuacja jest
                banalna aż do bólu i niemal każdy kiedyś choć raz zareagował tak właśnie
                irracjonalnie i niedojrzale jak twoja koleżanka. Twoje nieopisane zdumienie i
                krytyka sprawia, że ludzie albo odbierają to jako:
                - udawanie, że nie rozumiesz
                albo
                - sygnał tego, że mechanizmy ludzkiego myślenia są ci obce (stąd moje docinki o
                kosmitce i cyborgu ;) )

                W zasadzie najciekawsza w tej historii jest nie koleżanka, a kora :)
                • dirty.little.lie Re: dalibóg , nie! 19.04.09, 21:48
                  Stine, niczego nie rozumiesz. powinnas napisac, ze kolezanka zachowala sie jak
                  idiotka (bo w istocie tak bylo, ale oczywiscie Kora ladnie ubrala to w slowa,
                  zeby nie bylo, ze kolezanke obsmiewa) a Kora jest wspaniala i ma zawsze racje.
                  moze wtedy Kora odpusci.
                • kora3 Re: dalibóg , nie! 19.04.09, 21:53
                  No dobra:) Kora nie bedzie uktywac, specyficzna pod tym wzgledem
                  jest. a to dlatego, ze Korze:) zdarzyło sie tak, ze przez 10 lat
                  edukacji była w towarzystwie (najblizszym) rzecz jasna samych
                  chłopców, a potem nłodych mezczyzn. W zwiazku z tym Kora
                  sie "naumiła" takiego troche icheniego parzenia na takie rzeczy, a
                  nade wszystko i za tojestem b. losowi wdzieczna meskie towarzystwo
                  korze nie kojarzyło się zaraz z miłosciami, narzeczonymi tylko
                  przede wszystkim - kolegami. Sympatie, uczynnosc, uprzejmosc, czy
                  takie życzliwe zainteresowanie facetów (obcych, spoza tych kregów
                  ) brałam za po prostu sympatie, zyczliwosc, uczynnosc itp. bo takie
                  kontakty z facetami nie było mi obce. na ogół wszelako umiałam
                  jednak "skumac" kto mnie podrywa, bo to nie jakies megatrudne. Jesli
                  mi pasował podryw to ok, a jesli nie - jasno stawiał sprawe zaraz po
                  jakis konkretnych tekstach, czy aluzjach w temacie. To mi pomagało
                  unikac jakiś "zauroczeń" kolesiem co mnie mija na schodach i mówi
                  czesc bo mnie zna z widzenia np:) Nauczyłam się też zrywania z
                  facetami, jak mi nie odpowiadali, zamiast ciagnąc w nadziei, ze się
                  zmienią, albo mnie sie zmieni - mówie oczywiscie o "zwiazkach": z
                  młodosci wczesnej.
                  to wcale nie gwarantuje braku niemiłych, czy wrecz (raz)
                  damatycznych przezyc w zyciu, ale gwarantuje nie zajmowanie sie
                  sercowymi "dylematami" na poziomie nastolatki z zeńskiego liceum.
                  Wiem na 100 proc., ze istnieje normalna przyjaźń i normalne
                  kolezeństwo miedzy mezczyzna a kobietą, wiem, ze faceci umieja
                  bardzo zrecznie kłamać, manipulowac kobietami, ze potrafia byc
                  msciwi i rozwiazywac sytuacje dla nich przykre wcale nie tak, jak
                  niektórzy uwazaja : twarza w twarz, wiem ze plotkują i wiem też, ze
                  kobiety czesto pzejawy niewinnej sympatii, kolezeństwa, czy
                  uprzejmosci biora ze szkoda dla siebie za coś wiecej.

                  Moze jestem skrzywina na tym punkcie i dziwna:) ale cyborgiem bez
                  uczuc nie ejstem. Cybor pewnie nie byłby w stanie z miłosci zmienic
                  całego swego życia - wyjechac do innego regionu, nieznanego miasta,
                  niczego nie znanego w sumie poza jedna, kochana osoba. Ja tak
                  zrobiłam i choc nam nie wyszło, nie załuje. Nie miałam przesłanek
                  zeby sądzić, ze wyjdzie jak wyszło, poniekad sama sie przyczyniłam
                  do oddalenia od tego człowieka (świadomosc taka to też bycie
                  kosmita?:))i stało się.
                  Ale bycie kosmita działao i dzieki temu wkrótce po rozstaniu nie
                  uwiklałam się w jakis zwiazek z idiotą, szukajacym seksu klesiem,
                  ani zonatym gostkiem w przekonaniu, ze mnie kocha, a ja zraniona
                  potzebuje miłosci.
                  Chciałabym chyba przekonac wszystkie babki, ze uczuciowosc
                  uczuciowoscią, emocje emocjami, marzenia marzeniami , ale trzeba
                  pokosmicic troche, zeby nie dac się krzywdzic, samym się nie
                  krzywdzic. Dlatego do diaska usiłuje z Wami o tym gadać, bo jak
                  czytam te posty skrzywdzonych i porzucanych, albo ponizanych, co
                  BYŁO do przewidzenia to choć nie rozumiem dlaczego to zrobiło zal mi
                  ich i szczezre im współczuje, a wiem, ze wiedza o tym, jak jest
                  naprawde moze pomoze im, albo innym uchronić się przed tym. Jesli to
                  takie straszne to sorry
                  • dirty.little.lie Re: dalibóg , nie! 19.04.09, 21:58
                    jestes wspaniala! jestes kobieta idealna!
                  • stinefraexeter Kora, zasadnicza sprawa 19.04.09, 22:26
                    Jeśli chcesz kogokolwiek czegokolwiek nauczyć, to z twoim podejściem, mimo
                    najszczerszych chęci poniesiesz zawsze klęskę.

                    Bo aby dotrzeć do słuchaczy, trzeba najpierw ich zrozumieć:)

                    Aby ich zrozumieć, trzeba się otworzyć na to, co oni mówią.
                    WSŁUCHIWAĆ SIĘ, a nie tylko słuchać i czekać, aż skończą wreszcie gadać głupoty ;)

                    Samo paplanie i produkowanie się doprowadzi każdego nauczyciela jedynie do
                    frustracji i przekonania, że "niewdzięcznicy nie docenili moich starań".

                    Póki nie wejdziesz w głowy swoich słuchaczy i nie zrozumiesz źródeł ich
                    postępowania, będziesz wyłącznie postrzegana za arogancką osóbkę, która uważa
                    się za lepszą od innych, bo chowała się z facetami.
                    • kora3 Re: Kora, zasadnicza sprawa 19.04.09, 22:47
                      nie chowałam się, a uczylam, co owocowało też znajomosciami w tym
                      okresie własnie z nimi.

                      Ale ja rozumiem motywy stinefraexeter :samotnosc, chęc bycia z kims
                      fajnym, owe emocje,. Nie rozumiem tylko jednego- braku gradacji.
                      Niefajna sytuacja d-m to zaraz "boleśc", ale niefajna sytuacja
                      życiowa to tylko "nieajlepiej". Jesli taka sytuacyjka jak opisałam
                      to "ból" to jak nazwac cos co się z człowiekiem dzieje, gdy naprawde
                      ma jakiś sercowy problem?
                      • stinefraexeter Re: Kora, zasadnicza sprawa 19.04.09, 23:15
                        No to w końcu rozumiesz czy nie rozumiesz? Bo cały wątek był zbudowany na tym,
                        że ty nie pojmujesz irracjonalnej reakcji koleżanki. Teraz się pogubiłam.

                        Brak gradacji?

                        Po prostu uważasz, że koleżanka przesadza.
                        I tyle.
                        Masz do tego prawo.

                        Ale cały wątek o tym?
                        Ustalmy wreszcie, czy wątek dotyczy jedynie casusu twojej koleżanki i muzyka,
                        czy też kobiecych rojeń, które zdajesz się traktować jako nieodłączną cechę
                        wszystkich posiadaczek jajników (poza tobą).


                        Radzę ci jednak tak na co dzień podchodzić z większą wyrozumiałością do ludzkich
                        (sorry, kobiecych) słabości ;)


                        • kora3 Re: Kora, zasadnicza sprawa 20.04.09, 10:20
                          stinefraexeter napisała:
                          > >

                          >
                          > Radzę ci jednak tak na co dzień podchodzić z większą
                          wyrozumiałością do ludzkic
                          > h
                          > (sorry, kobiecych) słabości ;)

                          pasuje, nie jesteśmy w stanie się dogadac - na serio sie nie
                          rozumiemy.
                          chce ktoś robić dramaty z nieudanej znajomosci parogodzinnej - niech
                          robi:)
                          >
                          >
                          • dirty.little.lie Re: Kora, zasadnicza sprawa 20.04.09, 11:42

                            > pasuje, nie jesteśmy w stanie się dogadac - na serio sie nie
                            > rozumiemy.
                            > chce ktoś robić dramaty z nieudanej znajomosci parogodzinnej - niech
                            > robi:)
                            Stine, i po co Ci to bylo?
                            teraz wyszlo na to, ze jestes zwolenniczka zachowania kolezanki Kory :D
                            • kora3 e tam :) 20.04.09, 12:18
                              dirty.little.lie napisała:

                              > Stine, i po co Ci to bylo?
                              > teraz wyszlo na to, ze jestes zwolenniczka zachowania kolezanki
                              Kory :D

                              wcale tak nie uwazam, przecież napisała, ze nie jest. Za to
                              rozumie:) tylko u licha - na czym owo "zrozumienie" ma polegać w
                              praktyce?
                              ja rozumiem, ze gosc jej się spodobał, NIE rozumiem natomiast na
                              jakiej podstawie wysnula wniosek, że z jego strony jest tak samo.
                              • stinefraexeter Re: e tam :) 20.04.09, 12:34
                                Rozumiem koleżankę, bo wiem, że ludzie często myślą życzeniowo i jak im zależy,
                                to widzą to co chcą widzieć.

                                Rozumiem mechanizm - w tym sensie.

                                To ma niewiele wspólnego z usprawiedliwianiem.
                                • kora3 Re: e tam :) 20.04.09, 12:59
                                  ok - ja też rozumiem, ze ludzie myślą życzeniowo.
                                  przykładowo: wiem, że ktoś czuje się samotny, cierpi z powodu braku
                                  tzw. "drugiej połowki" i owszem rozumiem takiego kogos. ty też.
                                  no i taka osoba mówi do nas "S i K, od jutra moje życie się
                                  zmieni!!!! umowiłem się/łam na randkę z kimś absolutnie cudownym.
                                  Poznaliści się na czacie 3 dni temu, wiem, czuję, ze to ta/ten,
                                  wreszcie"

                                  co sobie myślisz? ale tak szczerze. Bo szczerze to ja przy całym
                                  zrozumieniu tegio, ze ktos sie samotnym czuje myślę sobie, że trzeba
                                  mu jak najszybciej przekazać odkrywczą myls pod tytułem "easy, easy"
                                  bo się moze okazać,ze ten.ta wymarzony/a to ktoś kto na czatach
                                  szuka np. kupcow polis, które sprzedaje:), a nie wielkiej miłosci, a
                                  także: oszust, ktoś szukający tylko seksu, kolekcjoner lasek, albo
                                  moze być zwyczajnie tak, ze się jedno drugiemu jednak nie spodoba,
                                  albo postawa tego, kto sie nam zwierza zniechęci i odstraszy te
                                  drugą osobę.

                                  mam uzasadnione podejrzenie, że tak samo rozumiesz taką osobe i tak
                                  samo jej powiesz "easy", jak ja, myslę ze z użyciem tych samych
                                  agumentów: wyluzuj stary/a, w sumie się nie znacie jeszcze, nie
                                  nastwaiaj sie na Bóg wie co itede.
                                  • stinefraexeter Re: e tam :) 20.04.09, 14:10
                                    Ale kora, ja już nie wiem, czy ja naprawdę mówię do ciebie jakimś innym językiem?

                                    Przecież ci tłumaczę od wczoraj, że zrozumienie mechanizmów (czemu koleżanka
                                    wyobraża sobie niewiadomoco nt. nieznanego faceta) to nie to samo, co
                                    pogłaskanie po główce i utwierdzenie jej w przekonaniu, że ma rację...

                                    Nie wiem, ile razy ci to można tłumaczyć. Dziewczyny poniżej zrozumiały.
                            • stinefraexeter Re: Kora, zasadnicza sprawa 20.04.09, 12:31
                              Hehe, myślę, że Kora rozumie, o co mi chodzi ;)

                              My się akurat nie możemy dogadać w nieco innej kwestii i dlatego klawiatury nam
                              stukają jak oszalałe ;)
                    • kora3 stinefraexeter :) 19.04.09, 22:58
                      znikam , wiec jeszcze w ramach poprawy humoru olecam Ci watek
                      kolesia, co na portalu jakims umówił się z panną, która okazła ise
                      agntka sprzedajacą ubezpieczenia na życie. Smieszne to, ze ci ludzie
                      tak kombinują i nie dziwne, ze gosc to napisał. Ale chciałm Cię
                      zapytac, czy on jest wg Ciebie w normie, czy ie? Bo jakos nie
                      rozpacza i nie mówi ze wiazał z ta randka zyciowe nadzieje i tearz
                      ma taume do końca zywota i zwichniete poczucie wąłsnej wartosci oraz
                      inne dogliwosci natury psychlogicznej, tylko rczej jest tym
                      ubawiony. Czy on jest w norme, czy POWINIEN byc załamay, zeby byc w
                      takowej?
                      • stinefraexeter Re: stinefraexeter :) 19.04.09, 23:00
                        A masz jakiegoś linka lub chociaż nazwę forum?
                        • kora3 :) 20.04.09, 10:21
                          to na tutejszym forum :)
                          • stinefraexeter Re: :) 20.04.09, 11:08
                            Aaa, chodzi o randkę z sympatii. Nie czytałam, ale z ciekawości zajrzałam.

                            Wciąż nie widzę związku.
                            • kora3 Re: :) 20.04.09, 11:47
                              stinefraexeter napisała:

                              > Aaa, chodzi o randkę z sympatii. Nie czytałam, ale z ciekawości
                              zajrzałam.
                              >
                              > Wciąż nie widzę związku.

                              nie? no jak to?
                              gosc wszedł na portal randkowy celem (chyba) poznania jakiej fajnej
                              dziewczyny. no i poznał, a nawet jak mu się wydawało oboje uznali po
                              wymianie klików:) a moze i fotek, chcą się spotkać. no i na randce
                              okazało się, że panna robi w sumie sciemę i udaje "randkowiczkę", by
                              załapać klientów na polisy, którymi handluje.

                              finał jest posty: randka to nie randka tylko spotkanie z
                              ubezpieczycielka, w dodatku kobietą- burakiem. I co?

                              no gosć jest zniesmaczony jej postawą, zdziwiony niemile, ale
                              nuty "dramatu" nie wyczuwam w jego poscie.
                              no, a wg tego co pisałaś normalnie to powinien zareagować traumą,
                              poczuciem odrzucenia, dołem na maksa, moze i BOLEM:) itd. Zaś wg
                              mnie zareagował naprawde normalnie: zdziwem i niesmakiem, ze ludzie
                              takich rzeczy się chwytają, zeby coś sprzedac.

                              dramatu nie ma bowiem z czego robić, bo cóż to? PAnna za niego
                              wyszła, by te polise sprzedac? urodziła im sioe dwójka zdieci i
                              dowiedział się przypadkiem, ze to o sprzedaz polisy w całym ich
                              życiu chodzi?:) no nie, to się chłop zdziwił i odpuscił sobie -
                              proste.
                              wg mojej oceny to jest normalne, a dramatyzowanie nieadekwatne do
                              sytuacji - nie.
    • tarantinka Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 19.04.09, 21:34
      nie bardzo rozumiem, co takiego sprawia, ze masz ochotę tak pastwic
      się nad faktem, że emocje odgrywają w zyciu człowieka
      pierwszoplanowa role. Twoja racjonalizacja wyglada mi na jakis
      miechaniz obronny - czego ty się korcia boisz ?? zakochac ?,
      zaufac ?, stawiam że jakiś eks, przy którym straciłas głowę bardzo
      cie zranił. Miło ? jak się tak technicznie analizuje kobiete ? Ja
      akurat myslę że emocje to nasza mocna strona, odczytywanie drugiego
      dna również, intuicja również, kobiety to potrafią - uwierz po
      prostu wiele kobiet to świetnie robi, to takie samo narzedzie
      odczytywanie swiata jak twoja racjonalizacja, ani gorsze ani lepsze,
      po prostu inne. Zamiast się pastwic nad koleżanką powiedz zauważ ze
      jej oczy błyszcza, że ładniej się ubrała, że się uśmiecha,
      sprowadzanie wszystkich i zawsze na ziemię to nie jest metoda na
      zrozumienie drugiego człoweika - z jego słabościami również !
      • kora3 Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 19.04.09, 21:57
        tarantinka napisała:

        czego ty się korcia boisz ?? zakochac ?,

        kocham i uafam (nie mam powódów nie ufac:)

        > zaufac ?, stawiam że jakiś eks, przy którym straciłas głowę bardzo
        > cie zranił. Miło ?

        Masz racje, ale to było mineło, nie było miłe i wyciagnełam wnioski:)

        jak się tak technicznie analizuje kobiete ? Ja
        > akurat myslę że emocje to nasza mocna strona, odczytywanie
        drugiego
        > dna również,

        No jakos kolezanka nie odczytała, ze pan ma zone

        intuicja również, kobiety to potrafią - uwierz po
        > prostu wiele kobiet to świetnie robi, to takie samo narzedzie
        > odczytywanie swiata jak twoja racjonalizacja, ani gorsze ani
        lepsze,
        > po prostu inne.

        jak wyzej
        !
    • gallama Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 19.04.09, 21:51
      a skąd ty wiesz co ten pan jej szeptał do ucha gdy ty poszłaś a oni zostali sami
      w kawiarni? ;)
      • ja-27 Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 19.04.09, 22:28
        Przeczytaj wczesniejsze wpisy to bedziesz wiedziala skad wie!!!!!
        • gallama Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 20.04.09, 10:35
          nie chce mi się wszystkiego czytać strasznie dużo gadacie a temat właściwie
          banalny,
          zasada jest taka - pewnym możesz być tylko tego, co widzisz na własne oczy i
          słyszysz na własne uszy.
          jeśli nie widziała jak facet do dziewczyny się odnosił sam na sam z nią, ani nie
          słyszała co jej mówił (jeśli teraz mysli że wie- to wie z czyichś plotek
          zazwyczaj ubarwionych) to znaczy że figę wie na temat ich relacji i nie powinna
          oceniac.
          • wrr2 Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 20.04.09, 10:55
            Koleżanka jej opowiedziała, więc teraz kora uważa się za wszystkowiedzącą i
            najlepiej zorientowaną w tym co się działo :P
            • amira43 Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 20.04.09, 11:56
              >> Koleżanka jej opowiedziała, więc teraz kora uważa się za wszystkowiedzącą i
              > najlepiej zorientowaną w tym co się działo :P
              oceniła tylko pewna sytuacje,uwazam ze trafnie...a kolezanki z forum,zrobiły z
              tego jakas "epopeje narodowa",probujac Ja cały czas osmieszac:-)
              net,jest takim miejscem,w ktorym mozna wypowiadac sie swobodnie,oceniac pewne
              zachownaia tak negatywnie jak i pozytwnie...jesli komus ,nie odpowiada to co
              autor miał na mysli i to co pisze,niech omija watek "łukiem"...dla mnie,to jest
              podsycanie,niepotrzebnych emocji:-)
              a zycie moze byc piekne,pełne miłosci,seksu,swiezo upranej bielizny w
              pralce...;-DDDD
              zegnam czule,miłego dnia zyczac piszacym i czytajacym;-))))
              • dirty.little.lie Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 20.04.09, 13:35
                > oceniła tylko pewna sytuacje,uwazam ze trafnie...a kolezanki z forum,zrobiły z
                > tego jakas "epopeje narodowa",probujac Ja cały czas osmieszac:-)

                taaaaa jasne :D
                bo Kora ani razu nie wypowiedziala sie w tym watku i to nie ona ciagnie temat. :D

                nie odpowiada to co
                > autor miał na mysli i to co pisze,niech omija watek "łukiem"...

                czyli w tym watku proponujesz wypowiadanie tylko 'jednego slusznego' zdania
                zbieznego z mysla autora?
              • wrr2 Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 20.04.09, 14:05
                Skoro można wypowiadać się swobodnie to dlaczego chcesz wywalić z tego wątku
                wypowiedzi krytyczne w stosunku do sposobu myślenia kory? Ma być to wątek
                przyklaskiwaczy? Uważasz, że jednym osobom wolno negatywnie wypowiadać się o
                innych, a drugim już nie? Dziwna logika.

                Zresztą z całej sytuacji to właśnie kora zrobiła mega-problem i to ona ma bardzo
                duży udział w ciągnięciu tego wątku. Więc najwyraźniej dla niej też jest to
                temat wart "epopei".
    • julyana Kora 20.04.09, 11:53
      Ja sie zgadzam z dziewczynami.

      Naprawdę nie rozumiesz nastawienia koleżanki? Nie tyle popierasz,
      ale rozumiesz? I dlaczego zakładasz, ze ktoś kto rozumie, to
      przyklaskuje i zachowałby sie podobnie?

      Ludzie są różni i tyle. Ja mam koleżankę, która świecie wierzy, że
      jej facet jest jedynym na świecie, który nigdy nie zdradzi i drugą,
      która jest tak niezdecydowana, że nawet gdy wybiera szczoteczke do
      zębów, to poł dnia sie zastanawia. Jedną i drugą postawę uważam za
      głupią, ale rozumiem, że one tak mają bo one to nie ja. Są inne. Ja
      natomiast lubię sama chodzic do kina i na zakupy, co wiele osób
      uważa za dziwactwo bo w kupie raźniej.

      I druga sprawa - dlaczego zakładasz, że odrzucenie (że tak to
      nazwiemy) przez faceta będzie dla dziewczyny tragedią? No sorry, ale
      jeśli jest to osoba normalna, to nie rzuci sie pod pociag, tylko
      pewnie zrobi jej sie troche przykro - co jest normalne jeśli facet
      jej sie spodobał - bez względu na to czy sobie coś roiła, czy nie.
      • kora3 julyana:) 20.04.09, 12:15
        OK, przekonałyście mnie - ludzie są rozni:)

        julyano, ja o tym wiem!!!
        tak samo róznie ludzie traktują swoje obowiazki, plany, otoczenie -
        jasne.

        sama oberwałam od paru pań na tym "forumie" np. za innosc w postaci
        utrzymywania kontaków z eksem :)

        a ja mam tymczasem przekonanie, ze każda relacja, czy sytuacja ma
        indywidualny kontekst i wg niego pozwalam sobie jakoś tam je
        oceniać.
        i dlatego takie jakieś za daleko idące wymysły dot. np. tego pana i
        kolezanki nazwałam rojeniami. bo nie stalo się nic, bo by miało
        kolezanke skłaniac do mysli, że pan jakoś ją wyjatkowo powinien
        traktowac. no i też nie traktował, proste.

        W zasadzie to mnie nie przeszkadza, ze ktoś się tak nakreci.
        Przecież to mnie nie dotyczy, ale jako jej kolezanka uwazalam, ze
        nalezy ostudzic jej zapaly, bo są na razie "podpalone" tylko jej
        checiami, a nie stanem faktycznym. A napisałam o tym, nie zeby ją
        obgadywac, tylko moze trochę by pokazac jak taki obraz wygląda z
        boku: nic sie nie dzieje i nie działo, a ktoś już chce wymowki
        robić.
        okazało sie wczoraj, ze pan na koncert przyjechał z zoną. Kolezance
        było bardzo, bardzo, przykro i tu ją w zasadzie moze bez bardzo,
        bardzo , ale rozumiem. Poznała fajnego goscia i okazał się
        niedostępny, no szkoda.
        Ale już takich "wypominek" pod jego adresem, ze nie powiedział jej,
        ze jest zonaty nie umiem zrozumieć. to przypadkowo poznany gosc, ie
        ktos kto ja zaprosił bodaj na kawe z własnej inicjatywy. gadali o
        muzyce i pracy, tematyki osobistej nie poruszali.
        nie wiem, mnie sie nie wydaje dziwne, ze nowo poznanym ludziom nie
        opowiadam o swoich sprawach osobistych bez zadnego zwiazku z
        sytuacją i rozmową.
        • stinefraexeter Re: julyana:) 20.04.09, 12:28
          to co piszesz o rojeniach jest słuszne.

          Natomiast wciaż mam 2 "ale": ;)

          1) Nie wiem, czemu zakładasz, że koleżanka przeżywa tragedię. Moim zdaniem było
          jej po prostu przykro i dała się ponieść emocjom. Po prostu nieco PRZESADZIŁA.
          Ale do tragedii życiowej to tu daleko.

          2) Co do dzielenia się info o życiu osobistym, mam ambiwalentne nastawienie.

          Z jednej strony, nikomu nie muszę mówić, że mam żonę i czwórkę dzieci, bo
          rozmawiamy o polityce i dopiero co się poznaliśmy.

          Z drugiej strony, jeśli dopiero co poznana kobieta specjalnie dla mnie zostaje
          dłużej, tylko we dwoje i wyraźnie jest zainteresowana moim towarzystwem to...

          Jasne, nie musiał w ogóle wspominać o żonie (i nie wspomniał). Ale jeśli
          zorientował się, że panna jest wyraźnie zainteresowana, to mógł mimochodem
          wtrącić coś o tym, że z małżonką głosują podobnie ;)
          Tego wymagałaby uczciwość.
          A on albo bawił się miło i mu zainteresowanie koleżanki schlebiało
          albo nic nie zauważył.

          Ponieważ żadnej z nas tam nie było, to możemy tylko zgadywać.
          • kora3 Re: julyana:) 20.04.09, 12:40
            stinefraexeter napisała:

            > to co piszesz o rojeniach jest słuszne.

            acha - znaczy to są rojenia, ale zrozumiałe, bo wszyscy sobie tak
            roją?

            >
            > 1) Nie wiem, czemu zakładasz, że koleżanka przeżywa tragedię.

            sluchaj - zdaje się ty pisalaś, ze poczuła się "odrzucona" brakiem
            maila, że bol ma - to nie moje słownictwo.


            Moim zdaniem było
            > jej po prostu przykro i dała się ponieść emocjom. Po prostu nieco
            PRZESADZIŁA.
            > Ale do tragedii życiowej to tu daleko.

            no WŁASNIE - podobnie jak daleko do miłosci, zwiazku, randkowania i
            wymowek - zwykła znajomosc i tak nalezalo traktować i tak tez jej
            radziłam
            >
            > Z drugiej strony, jeśli dopiero co poznana kobieta specjalnie dla
            mnie zostaje
            > dłużej, tylko we dwoje i wyraźnie jest zainteresowana moim
            towarzystwem to...

            Wiesz, ale skad gosc miał wiedziec, ze specjalnie dla niego i w
            celu d-m. a wyraźne zainteresowanie - cóz jask pisałam wyzej, nie
            znając kogoś trudno to ocenić, chyba, ze ktoś wyraxnie da do
            zrozumienia. Z samego zachowania trudno wywnioskowac zaraz
            zainteresowanie, wszek o TYM caly czas piszemy.
            >
            > Jasne, nie musiał w ogóle wspominać o żonie (i nie wspomniał). Ale
            jeśli
            > zorientował się, że panna jest wyraźnie zainteresowana, to mógł
            mimochodem
            > wtrącić coś o tym, że z małżonką głosują podobnie ;)
            > Tego wymagałaby uczciwość.

            eeeee no chyba przesadzasz trochę:) moze najlepiej się od razu tak
            przedstawiać nieznajomym: dzień dobry jestem Taki OWaki mam X lat,
            żonaty , 2 dzieci:)?

            pewnie, ze czasem w rozmowach pada coś o mezu, zonie, partnerze ,
            dziecku, ale raczej nie z poczucia uczciwosci rozmowcow, ale jakoś
            tak.


            > Ponieważ żadnej z nas tam nie było, to możemy tylko zgadywać.

            racja:)
            • stinefraexeter Re: julyana:) 20.04.09, 12:48
              > acha - znaczy to są rojenia, ale zrozumiałe, bo wszyscy sobie tak
              > roją?

              Dokładnie tak :)
              Podobnie jak wszyscy czują zazdrość, gniew, wstyd, złość, strach, itp.

              > sluchaj - zdaje się ty pisalaś, ze poczuła się "odrzucona" brakiem
              > maila, że bol ma - to nie moje słownictwo.

              Tak, to ja użyłam tego słowa, ale poczucie odrzucenia nie oznacza od razu, że
              ktoś przeżywa z tego powodu od razu katusze.
              Ja napisałam tylko, że ją to zabolało, a nie że spotkała ją tragedia.
              Jest ból i ból.

              Co do reszty:
              tak jak pisałam. Ja naprawdę ostatnio mam dużą wyrozumiałość do ludzi. Może to
              starość ;)

              I chyba najlepiej jak będziemy się trzymać ostatniego punktu: nas tam po prostu
              nie było.
              • kora3 Re: julyana:) 20.04.09, 13:06
                stinefraexeter napisała:

                > Dokładnie tak :)
                > Podobnie jak wszyscy czują zazdrość, gniew, wstyd, złość, strach,
                itp.

                no ogólnie tak - tyle, ze jak ktoś np. czuje gniew z błahego powodu,
                albo zzera go zazdrosc o np. urode znanej aktorki, ewentualnie boi
                się panicznie myszy (fobie:) to niekoniecznie to jest norma, to
                raczej anomalia, nie?

                > Ja napisałam tylko, że ją to zabolało, a nie że spotkała ją
                tragedia.
                > Jest ból i ból.

                no wlasnie, wiec moze na tym miejscu byłoby jepsze: zrobiło jej się
                moze nieprzyjemnie?
                >
                > Co do reszty:
                > tak jak pisałam. Ja naprawdę ostatnio mam dużą wyrozumiałość do
                ludzi. Może to
                > starość ;)

                Wiesz, ja też - nie krzycze zaraz :) po prostu staralam się jej
                wyperswadować te rojenia.
                owszem, z calym zrozumieniem ze facio się jej spodobal były dla mnie
                nadal dziwne. Natomiast gdyby gosc załozmy spedził u niej noc (no
                już ekstremalnie zakładam), albo bodaj obdarzył ją na pozegnanie
                namietnym pocałunkiem - owszem sama bym była zdziwiona, ze napisal
                do nas, a nie do niej.

                >
                > I chyba najlepiej jak będziemy się trzymać ostatniego punktu: nas
                tam po prostu
                > nie było.

                no być nie było, aczkolwiek kolezanka sama przyznała, ze jej
                poczucie "chemii" miedzy nimi nie wzieło się z niczego konkretnego
                ze strony pana.
                • stinefraexeter Re: julyana:) 20.04.09, 13:42
                  > no ogólnie tak - tyle, ze jak ktoś np. czuje gniew z błahego powodu,
                  > albo zzera go zazdrosc o np. urode znanej aktorki, ewentualnie boi
                  > się panicznie myszy (fobie:) to niekoniecznie to jest norma, to
                  > raczej anomalia, nie?

                  Hmm, ja odpowiem głęboko i filozoficznie: i tak i nie ;)

                  Bo zależy do czego się odnosi to, co nazywamy "normą".
                  Ja to widzę tak: targają nami różne emocje, zazwyczaj dosyć prymitywne. W tym
                  ujęciu to, że koleżance zrobiło się nieprzyjemnie czy też przykro jest jak
                  najbardziej normalne (chociaż twoim zdaniem obiektywnych powodów do
                  jakichkolwiek oczekiwań nie było).
                  Podobnie jak normalnym jest dla mnie, że poczuję ukłucie zazdrości na wiadomość,
                  że koleżanka dostała świetną pracę, podczas gdy ja się wciąż męczę w jakiejś
                  "głupiej firmie". Podobnie normalnym jest dla mnie, że na donośny płacz dziecka
                  w autobusie przez moment reaguję irytacją, itd itd.

                  W tym sensie mówię o "normalności" różnych emocji.
                  A jak już sobie z tymi emocjami radzimy to inna bajka.

                  Ty piszesz o fobiach i skrajnie silnych emocjach, których dane osoby nie są w
                  stanie utrzymać w ryzach. Uważam, że w przypadku twojej koleżanki o takiej
                  sytuacji mowy nie ma.
        • julyana Re: julyana:) 20.04.09, 13:01
          Piszesz, ze koleżanka jest inteligentną, rozsądna osobą. Piszesz, że
          rozumiesz, że spodobał jej sie facet, ale nie rozumiesz, że sobie
          coś wyobraziła.
          No to najlogiczniej jest przyjać, że cos sprawiło, iż koleżanka
          dostała chwilowego bzika.:) Zachowała sie nieracjonalnie:) (bo
          sytacja była sprzyjająca, facet bardzo sie spotobał, albo moze
          powiedział jedno zdanie, wykonał jeden gest i klops), tak jak zdarza
          sie ludziom zachowywać od czasu do czasu. Niektórzy roją sobie coś,
          inni wydają całą pensje na parę butów i przez miesiąc jedzą ryż z
          keczupem, bo buty są tak nieziemskie, a inni skaczą w ciuchach do
          basenu.
          Nikt nie umarł, nikomu krzywda sie nie stała, koleżanka chyba nie
          będzie płakać w poduszke. A sytuacji kiedy mylnie odczytuje sie
          czyjeś zachowanie jest mnóstwo, nie tylko na gruncie damsko-męskim.
          Oczywiscie dużo zależy od osoby - jak juz pisałam są takie, na
          które "wszyscy lecą", są też takie, którym wydaje sie, że każdy robi
          im na złość, etc.
          • kora3 pocieszyłas mnie jednak!!!! 20.04.09, 13:18
            julyana napisała:

            > Piszesz, ze koleżanka jest inteligentną, rozsądna osobą. Piszesz,
            że
            > rozumiesz, że spodobał jej sie facet, ale nie rozumiesz, że sobie
            > coś wyobraziła.
            > No to najlogiczniej jest przyjać, że cos sprawiło, iż koleżanka
            > dostała chwilowego bzika.:)

            tym zadniem - tak chwilowego, bo chwilowego ale jedna BZIKA, czyli
            nie wszyscy myślą,ze to norma? ufff
            • dirty.little.lie Re: pocieszyłas mnie jednak!!!! 20.04.09, 13:29
              > tym zadniem - tak chwilowego, bo chwilowego ale jedna BZIKA, czyli
              > nie wszyscy myślą,ze to norma?

              naprawde jestes dziwna.... ile razy w kolko mozna to samo walkowac? przez 148/2
              postow piszesz ciagle to samo. to znaczy prawie to samo, bo raz przyznajesz, ze
              rozumiesz a potem, ze nie rozumiesz. podziwiam Twoj upor. naprawde ten casus TAK
              bardzo zajmuje Twoja racjonalna glowe? :)

              nie wiem czemu nie przyjmujesz jednej podstawowej zasady, ktora powtarzamy z
              Stine jak mantre - to, ze jestem w stanie ZROZUMIEC dlaczego Twojej kolezance
              odbilo (bo ludziom czesto odbija i nie tylko w sprawach d-m) NIE znaczy, ze
              UWAZAM tego za zachowanie wlasciwie i wyznaczajace jakas norme... rozumiesz czy nie?
              • stinefraexeter Re: pocieszyłas mnie jednak!!!! 20.04.09, 13:48
                dirty.little.lie i julyana w sumie podsumowały ładnie, o co mi chodzi.

                Ja też nie rozumiem uporu kory.
                Najpierw sądziłam, że to wątek z cyklu: wytłumaczcie mi.

                Ale tyle prób wyjaśnień poszło na nic.

                Dlatego wydaje mi się, że najciekawsza w tym wątku jest nie koleżanka o
                chwilowych bziku, lecz właśnie sama kora.
              • dirty.little.lie Re: pocieszyłas mnie jednak!!!! 20.04.09, 14:05
                jeszcze tylko cos dodam - reakcja Twoje kolezanki swiadczy o tym, ze albo jest
                to osoba jeszcze niepelnoletnia albo stracila kontakt z rzeczywistoscia.
                planowanie wylozenia pretensji, bo pan osmielil nie powiadomic jej, ze ma zone,
                to jest jakis absurd i matrix. w zyciu bym sama czegos takiego nie zrobila.
                jednakze jestem w stanie pojac, ze czasem ludziom cos w glowie nie dziala i maja
                takie glupie pomysly (i dobrze, ze wtedy jest pod reka ktos taki jak Ty, ktory
                wybija takie glupoty z glowy) :) jestem tez w stanie wyobrazic sobie jaka jest
                przyczyna takich rojen - nadzieje, samotnosc, zachwianie emocjonalne, stan po
                spozyciu srodkow odurzajacych :))

                tak samo:
                nie mam za soba rozwodu, ale moge z pewnoscia 99,99% przyjac, ze z bylym mezem
                nie mialabym kolezenskich ukladow. byc moze udaloby mi sie zachowac kontakty
                dyplomatyczne, ale to tez po uplywie dlugiego czasu. oczywiscie wszystko zalezy
                od sytuacji, ale sadze tak na podstawie tego jak wygladaja (badz nie) moje
                kontakty z ex facetami i jak bardzo to we mnie siedzi mimo uplywu lat
                JEDNAKZE jestem w stanie zrozumiec, ze Ty mozesz sie kumplowac z ex-mezem i
                rozwod nie musial byc dla Ciebie traumatycznym przezyciem. i w zwiazku z tym nie
                uwazam Cie za kosmitke. tylko pozazdroscic.

                do czego zmierzam - to ze ja cos odbieram tak a nie inaczej nie znaczy, ze to
                jest jedyny wlasciwy odbior i ze nie jestem w stanie zrozumiec postepowania
                innych. a na ten tor chyba cala nasza dyskusja zboczyla.
                • stinefraexeter Re: pocieszyłas mnie jednak!!!! 20.04.09, 14:11
                  Amen, dirty.little.
              • kora3 kobiety :) ! 20.04.09, 14:20
                OK
                serio pasuje
                czyli uwazamy wspólnie ze ODBIŁO tak?
                jesli tak - dajmy juz spokój :)
                PS. tak rozumiem,ze czasem komuś odbija :)
                • stinefraexeter Re: kobiety :) ! 20.04.09, 14:49
                  kora3 napisała:

                  > OK
                  > serio pasuje
                  > czyli uwazamy wspólnie ze ODBIŁO tak?
                  > jesli tak - dajmy juz spokój :)
                  > PS. tak rozumiem,ze czasem komuś odbija :)

                  Ja bym powiedziała, że "lekko odbiło" ;)
                  Do zobaczenia w następnym wątku >:D
                  ;) ;)
                  • kora3 :) nt 20.04.09, 14:56

    • aurora1982 Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 20.04.09, 13:35
      uważam, że koleżanka może wyolbrzymiła swoje oczekiwania, ale ty też
      w jakimś stopniu to robisz opowiadając taką historię w takim
      kontekście. w rezultacie wyszedł z tego megaproblem na ponad setkę
      postów. idzie lawinowo, ciekawe czym się skończy.
      • dirty.little.lie Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 20.04.09, 13:36
        tez jestem ciekawa :)
        i nie bardzo rozumiem czego oczekuje Kora, zeby dac sobie spokoj.
        • aurora1982 Re: Kobiety (niektóre) jenak sobie roją 20.04.09, 13:40
          dirty.little.lie napisała:

          > tez jestem ciekawa :)
          > i nie bardzo rozumiem czego oczekuje Kora, zeby dac sobie spokoj.

          nawrócenia na jedyną słuszną ścieżkę, którą ona podąża;)
    • kora3 Stinefraexeter i inne dziewczyny - POMOCY!!!! 20.04.09, 18:29
      Stinefraexeter - chciałam napisac amen :) po naszych rowzaniach ,
      ale niestety nie da się :(

      J awiem, ze jestem dziwolag i kosmitka, ale kolezanka pragnie z
      panem wyjasniac!!!
      Przyznaje,ze znów nie rzumiem co i po co.... Moze Ty i inne
      pomozecie? Mnie opadla szczeka i rece, nie mam sił .. a mam
      poradzic. Co , jak? Zero pojecia, bo dla mnie NIC nuie ma do
      wyjasnianai, a takie próby tylko ja osmieszą ...pomysły???


      Ps. mój jest taki: nic nie wyjasniac zapomniec o gosciu, ale ten
      się nie podoba.

      Korcia
      "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez
      żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
      • dirty.little.lie Re: Stinefraexeter i inne dziewczyny - POMOCY!!!! 20.04.09, 18:40
        > J awiem, ze jestem dziwolag i kosmitka, ale kolezanka pragnie z
        > panem wyjasniac!!!

        :DDDD
        Twoja kolezanka odleciala kompletnie.
        Czy ona zawsze taka byla czy to jednorazowy wyskok?
      • stinefraexeter Re: Stinefraexeter i inne dziewczyny - POMOCY!!!! 20.04.09, 19:29
        Och, no to obawiam się, że nie możesz już nic innego zrobić, jak tylko mieć
        nadzieję, że koleżanka jednak zmieni zdanie lub liczyć, że jakoś rozejdzie się
        po kościach...

        No bo skoro twoje rady jej się nie podobają, to przecież nie przykujesz jej do
        kaloryfera...

        A może koleżanka wyciągnie z całej historii jakąś nauczkę na przyszłość? Może to
        taka osoba, że sama musi się sparzyć.
        • kora3 Re: Stinefraexeter i inne dziewczyny - POMOCY!!!! 20.04.09, 21:56
          Dziewczyny , nie wiem ...
          Dotychczas wydawała mi sie rozsadna i normalna, przyjełam Wasz ounk
          widzenia - chwilowy wyskok, zrozumienie, ok. Ale jak słysze, ze musi
          wyjasnic dlaczego tak postapił, to odpadam, bo nawet nie wiem
          jak???? Ze sie ozenił kiedys? Czy ze pojechał na koncert i jakis
          ludzi spotkał?
          Po moim stwierdzeniu, ze nie ma czego wyjasniac dowiedziałam się,
          ze ... nie rozumiem jej, czyli to co Wy mówicie. Teraz bez jakis
          jaj, serio nie rozumiem, pomóc inaczej nie umiem a wyjasnianie
          jakies uwazam naprawde za durnote:(
          • ja-27 Re: Stinefraexeter i inne dziewczyny - POMOCY!!!! 20.04.09, 22:27
            Wiesz na sile jej nie przetlumaczysz, powiedzialas i jak ona tego
            nie zrozumie to tak zrobi...niestety, bo nie wiem czy wyjdzie jej to
            na dobre...a przypuszczam, ze nie...nic zrobic nie mozesz...a moze
            jak sie "osmieszy" to wtedy powei czemu ja nie posluchalam...czasem
            ludzie musza sie na wslanym tylku przekonac aby cos pojac...tylko
            szkoda kobiety jak wyjdzie nie po jej mysli...
            • stinefraexeter Re: Stinefraexeter i inne dziewczyny - POMOCY!!!! 20.04.09, 22:59
              Tak jak wyżej, nic nie możesz zrobić...

              A co do jej stwierdzenia, że "nie rozumiesz", to przyszła mi na myśl jedna z
              moich koleżanek, która tak ogólnie ma tendencję do wyobrażania sobie różnych
              rzeczy o facetach (u niej to stan typowy, a nie wyjątkowy jak u twojej). I ona
              kiedyś powiedziała mi wprost: stine, wiem, że głupio robię, nie musisz mi tego
              tłumaczyć.
              Ona po prostu wyznaje zasadę "lepiej żałować, że się coś zrobiło niż że się nie
              zrobiło". W pewnym sensie to wymaga odwagi. Ona jest świadoma całej sytuacji,
              naprawdę nie muszę otwierać jej oczu. To jest jej wybór.

              Może twoja koleżanka jest podobna. Woli właśnie wyjaśnić sprawę do końca, choćby
              za cenę własnego honoru? Chce mieć poczucie, że wycisnęła z sytuacji wszystko,
              co się da?

              Niewykluczone zresztą, że rzeczywiście ta rozmowa z nim sam na sam pełna była
              sygnałów, które ona zinterpretowała dosyć jednoznacznie, stąd jej upór.

              Widocznie jest to osoba, która musi sama się przekonać, że ogień parzy. Cóż ty
              możesz zrobić? Swoje zdanie wyraziłaś, teraz wstrzymaj się z radami, aż się do
              ciebie znów po nie nie zwróci.
              • uprowadzona_agata Re: Stinefraexeter i inne dziewczyny - POMOCY!!!! 21.04.09, 16:55
                Kora3 bądź tak miła i napisz, co wynikło z tego wyjaśniania, bo
                szalenie zainteresował mnie ten "przypadek".
                W zamian opowiem Ci o mojej koleżance, która mimo starań
                uświadomienia jej błędnej logiki, nie mogła zrozumieć, że nawet po
                przetańczeniu całej nocy z kolesiem, nie są parą ani nie są w
                związku. Za każdym razem usiłowała wyjaśniać, dlaczego on nie
                dzwoni, dlaczego śmiał umówić się z inną dziewczyną. Bogu ducha
                winni faceci musieli tłumaczyć się i kajać nie wiadomo za co. Tak
                jest z każdym facetem, który okaże chociaż cień zainteresowania.
                W związku z tym oczywiście jest wyśmiewana przez bliższych i
                dalszych znajomych, a faceci ostrzegają Nowych w towarzystwie przed
                nią. Najgorsze jest, że rozmowa z nią nie przynosi żadnych
                rezultatów. A ona za każdym razem na prawdę cierpi, bo czuje się
                niechciana i odrzucona.
Pełna wersja