Problem z mężem

21.04.09, 16:10
Problem dotyczy komunikacji lub uczciwości – nie wiem do końca o co tu chodzi.
Mąż w smsach obiecuje rozmowy, bliskość itp., same smsy też potrafi pisać
czułe. Lecz w domu jakby nic z tych rzeczy nie obowiązuje. Ja pragnę rozmów –
takich od serca, że np. czymś się martwię lub pytam go co miał na myśli mówiąc
pewne słowa, albo jeszcze sama wypowiadam się jak dana sprawa wygląda z mojego
punktu widzenia – i oczekuję, że on się do tego ustosunkuje – czy mam rację,
czy nie i jakie jest jego zdanie.
Niestety mąż w takich chwilach denerwuje się, że nie teraz, że jest zmęczony,
że nie pamięta, że nie ma zdania …. W końcu mi powiedział, że nie zamierza w
taki sposób rozmawiać, że chce myśleć o sprawach bieżących, o tym co
planujemy, że ma stresy, problemy (ale o nich też oględnie rozmawia).
Później zrobił mi nawet awanturę, że się czepiam, ze go krytykuję, pouczam, że
nie muszę wszystkiego rozumieć, że nie ma czasu zajmować się wymyślonymi
problemami.
Zaś mnóstwo czasu poświęca np. na kłótnie czy ciche godziny, no i TV, internet.
On wie o mojej potrzebie bliskich rozmów – mówię i piszę, tłumaczę, już nie
mam siły tego robić.
    • stinefraexeter Re: Problem z mężem 21.04.09, 16:22
      Obawiam się, że jedyna rada to pomilczenie przez jakiś czas :(

      Znam taki typ człowieka, bardzo trudny we współżyciu. Ale jak tylko partnerka
      przestaje mówić, to on orientuje się, że coś jest nie tak i sam zaczyna rozmowę.
      Nieudolnie bo nieudolnie, ale jednak się stara. Niestety, jak tylko widzi, że
      dziewczyna chce kontynuować, to wraca do swojego normalnego milczenia i irytacji.

      Bo on stara się wyjść naprzeciw jej oczekiwaniom dopiero jak coś się psuje.
      Jeśli tak jest u ciebie, to współczuję, naprawdę. To po prostu zupełnie inny
      umysł, który za chiny nie rozumie, o co ci chodzi (choćbyś 20 lat tłumaczyła)
      lub nie chce się wysilić, by zrozumieć...

      A on zawsze taki był? Bo jeśli to nie jest stan permanentny, to może przeżywa
      stresy lub jakieś kłopoty i jest szansa na poprawę sytuacji?
    • gocha033 Re: Problem z mężem 21.04.09, 16:27
      kameleaa napisała: >

      On wie o mojej potrzebie bliskich rozmów – mówię i piszę, tłumaczę,
      już nie mam siły tego robić.


      Sam jednak nie ma potrzeby bliskich rozmow (jak wielu mezczyzn!).
      Tak trudno to zrozumiec?

      Obawiam sie, ze do takich rozmow pozostaje Ci mama
      i/lub przyjaciolki.
      • erillzw Re: Problem z mężem 22.04.09, 00:29
        gocha033 napisała:
        > Sam jednak nie ma potrzeby bliskich rozmow (jak wielu mezczyzn!).
        > Tak trudno to zrozumiec?

        Trudniej zrozumiec, ze nie chodzi o brak potrzeby rozmow u mezczyzn,
        ktory jest bzdura tylko o to, ze mezczyzn nikt nie uczy rozmow
        bliskich i intymnych.


        > Obawiam sie, ze do takich rozmow pozostaje Ci mama
        > i/lub przyjaciolki.

        A mnie się zdaje, że facet ma po prostu problem z wyjzyczeniem sie.
        I nie tyle chodzi o to, ze jest niespojny ale moze sie boi zaczac
        rozmowe. Moze nie tyle chodzi o to, ze nie chce rozmawiac ile nie
        wie jak...

        A rozmawialiscie tak kiedys???
        Bo moze ja sie tu wyjezyczam z tego, ze gosc ma problem z
        kominikacja bo nie mial go kto nauczyc a moze byc tak, ze nagale mu
        przeszło.
        • kameleaa Re: Problem z mężem 22.04.09, 14:16
          Jeszcze do niedawna myslałam, że ma on problem z wyrażaniem myśli -
          podobnie zachowuje się jego ojciec. Jednak mąż obiecywał rozmowy i
          na tym sie kończyło. a ostatnio wręcz wykrzyczał, ze nie będzie
          rozmawiał o bzdurach tylko oo poważnych sprawach, ale nigdy nie
          porusza tych poważnych tematów. Jemu chyba chodzi o to, bym ja
          (jeśli już muszę coś mówić) gadała o tych poważnych sprawach. Jednak
          nigdy nie mam pewnosi, czy poruszony temat jest tym poważnym.
          • erillzw Re: Problem z mężem 22.04.09, 14:33
            kameleaa napisała:

            > Jeszcze do niedawna myslałam, że ma on problem z wyrażaniem myśli
            -
            > podobnie zachowuje się jego ojciec.


            Być może ma właśnie. A te wszystkie rozmówki jakie sobie prowadzi sa
            na tyle o niczym że nie dotykają rzeczy bezpośrednio związanych z
            nim. Znam taki typ. Wytrzymałam z nim dwa lata. Potrafił gadać z
            ludzmi o polityce, bezrobociu, innych nacjach.. ale jak przychodziło
            rozmawiac o tym jaka jest jakos związku, ze potrzeba tez jego wkładu
            to sie obrazał i sfochowany wychodził.. Albo wykrecał sie, że nie ma
            ochoty. Zawsze. Bez wyjątku. Kiedys podstawiony pod sciany wyszedl z
            domu.. :/

            > Jednak mąż obiecywał rozmowy i
            > na tym sie kończyło.


            Tak, tak... to tez znam. Pisze, ze trzeba pogadac, ze wazna sprawa..
            A potem sie okazuje, ze wciaz jest w pracy i Ty wracasz do pustego
            domu i zapomnial Ci powiedziec, ze gdy wrocisz nie bedzie go.. A jak
            juz zawita do domu to nie zacznie rozmowy sam.. I chodzenie za nim
            konczy sie praktycznie jego fochem, ze czegos od niego chcesz... Ale
            jak go nie zmusisz to bedzie Ciebie op*** za to, ze rozmowy nie
            zaczełas..


            >a ostatnio wręcz wykrzyczał, ze nie będzie
            > rozmawiał o bzdurach tylko oo poważnych sprawach, ale nigdy nie
            > porusza tych poważnych tematów.


            Sciema, sciema, sciema.
            Nigdy nie bedzie z Toba tematu powaznego. wiele bedzie
            bzdura..Wszystko to wykrety. Te smsmy to po to by nie bylo, ze sie
            nie stara a nie dlatego, ze chce rozmawiac..

            > Jemu chyba chodzi o to, bym ja
            > (jeśli już muszę coś mówić) gadała o tych poważnych sprawach.


            Jemu chodzi o to, żebys była meblem chyba bardziej. teraz juz mocno
            teoretyzuje na podstawie własnych doswiadczen. ale jego meczy Twoja
            proba nawiazania kontaktu z tego co czytam, i wydaje mi sie, ze jemu
            sie widzi, zebys tylko byla., grzala lozko, gotowala, sprzatala,
            czasem wyszla z nim gdzies ale twoja glowna rola jest byc stalym
            elementem wyposazenia i nie odzywanie sie.

            >Jednak
            > nigdy nie mam pewnosi, czy poruszony temat jest tym poważnym.

            Wierz mi, taki typ kazdy temat ktory mu nie bedzie odpowiadal bedzie
            uwazal ze zloscia za niepowazny.
          • burza4 Re: Problem z mężem 22.04.09, 15:37
            wierz mi, naprawdę rzadko który facet umie/lubi/czuje potrzebę
            rozmowy o uczuciach. Jak dla mnie - twój chłop jest zupełnie
            normalny, sama tez skupiam się na bieżących sprawach, nie znoszę
            jałowego bicia piany pt "o czym myslisz" itd. Nie mam potrzeby
            wywnętrzania się, nie mam czasu na bzdety, nie skupiam się na swoim
            wnętrzu, a nagabywanie w temacie odbieram jako upiornie męczące.

            nie mam ochoty być zmuszaną do "wyrażania myśli" zgodnego z
            oczekiwaniami partnera. Ja wyrażam myśli. Po swojemu.

            przyjmij po prostu do wiadomości że dla niego ważne są zwykłe,
            życiowe sprawy, zapłacenie rachunków, wymiana opon, zaplanowanie
            weekendu itd. i przestań się czepiać.
    • gazetowy.mail Re: Problem z mężem 21.04.09, 17:00
      Siedzi małżonek zatem w necie na forum lub czacie i pisze z jakąś
      panią Zosią - bo ładnie i czule to on potrafi. Pani Zosia dziwi się
      co ta żona chce od męża bo przeciez on taki fajny i taki czuły.
      Potem spotykają się w realu. Żona zakłada wątek na forum że mąż
      odbiera podejrzane telefony, że wyjeżdza w delegacje, że chyba kogos
      ma. Rozstają się. Pani Zosia ma go tylko dla siebie. Zamieszkuja
      razem - tylko pan nie umie juz rozmawiać z Zosią więc zaczyna
      buszowac po necie.........................
    • kameleaa Re: Problem z mężem 21.04.09, 17:16
      No właśnie, wiem, ze z koleżankami potrafi rozmawiać i chce mu się. Może nie
      tyle czule, ale pięknie tak - np. cytując słowa piosenek. Potrafi im zadawać
      pytania typu "jak się czujesz", "co myślisz i dlaczego".
      Na pewno je jakoś czaruje, bo mają na jego temat zachwycające zdanie.
      Ja zaś nie lubię dostawać i rozdawać pustych pochlebstw, nie lubię powierzchowności.
      Wiem, ze potrafi rozmawiać - kilka razy wzniósł się na taki poziom i byłam
      szczęśliwa. I obiecywał taką bliskość. Niestety nie dotrzymuje słowa.
      Staram się być delikatna w wyrażaniu moich potrzeb i odczuć ale też mówię co mi
      się nie podoba.
      On nie znosi krytyki - nawet wyrażenie mojego punktu widzenia jest dla niego
      krytyką.
      Kiedy tak milczymy, on nie zaczyna rozmowy - owszem zachowuje się jakby nie było
      żadnego problemu i oczekuje że będę wesoła, że obejrzę z nim film, że się
      przytulę ... A ja niestety czuje się nieszczęśliwa na zmianę ze wściekłością.
      Boję się, że on nie zamierza być ze mną blisko, tak od serca, czule.
      Zapytałam jak o mnie dba - odpowiedział, że robi to o co go poproszę, załatwia
      różne sprawy.
      Dławię się, bo właściwie nie mogę się odezwać, bo on skwituje, że się czepiam
      lub inaczej zareaguje w przykry sposób, nawet (najczęściej) agresją i zbyciem
      np. później.
      • wielkomilud Re: Problem z mężem 21.04.09, 17:59
        Fatalne jest to, że on nie ma ciśnienia żadnego, żeby Ci tak narzucać swój
        sposób na życie, to Ty musisz się dostosować....
        Jedyna rada i wiem, że skuteczna:) to...nie czekać na jego gesty, słowa,
        działanie, a pozyć troszkę swoim życiem. Wychodzić ze znajomymi, być zadowoloną
        z życia, ale celowo (i bez żadnych komentarzy) nie spędzać z nim czasu. Być
        ciągle zajętą swoimi sprawami i wyluzowaną. To trudne, ale działa. Faceci to
        zdobywcy, kiedy Ty tak jesteś i jesteś i jesteś to mąż się znudził i przestał
        Cię widzieć - wiesz, w czym rzecz:)
        • kameleaa Re: Problem z mężem 21.04.09, 18:38
          Obawiam się, ze to nic nie da gdyż jakiś czas temu własnie tak
          postepowałam - miałam swoje życie - studia,spotkania z koleżankami
          na ciacho i robocze, zaangażowanie w pracę.
          I niestety on wówczas nawiązał bliską znajomą z inną, twierdząc, ze
          ja nie miałam dla niego czasu. Choć z drugiej strony powiedział, że
          nawet dobrze, że byłam zajęta, bo miał święty spokój.
          Ogólnie dostarcza mi sprzecznych informacji. I dlatego m.in. chcę z
          nim rozmawiać żeby sie również upewnić co do treści i intencji jego
          wypowiedzi.
          Wczoraj zrobił awanturę, że nie będzie prowadził ze mną głupich
          rozmów (a powiedziałam mu że chciałabym by sie ustosunkował do moich
          opinii w sprawie relacji z rodziną). Dzisiaj mi mówi, że ja gardzę
          nim, że ja psuję wszystko.
          Nie mam juz siły. On zazwyczaj odwraca kota ogonem.
          • erillzw Re: Problem z mężem 22.04.09, 00:56
            kameleaa napisała:
            > Obawiam się, ze to nic nie da gdyż jakiś czas temu własnie tak
            > postepowałam - miałam swoje życie - studia,spotkania z koleżankami
            > na ciacho i robocze, zaangażowanie w pracę.

            Ograniczyłas to wszystko??

            > I niestety on wówczas nawiązał bliską znajomą z inną, twierdząc,
            ze
            > ja nie miałam dla niego czasu. Choć z drugiej strony powiedział,
            że
            > nawet dobrze, że byłam zajęta, bo miał święty spokój.

            Za za ch**j! Przepraszam ale co to za zwalanie winy na Ciebie za
            jego romanse!!!!!???
            Nie daj się wrzucić w poczucie winy, bo koles sie na Tobie wyzywa.
            projektuje swoje zachowania na Ciebie i zeby nie brac
            odpowiedzialnosci za to co robi obwinia Ciebie..
            Brrrr...
            Znam takie zachowania..
            Dokladnie takie same. Piekne slowa, slodkie, oczytane niby w smsach,
            do innych kolezanek, czarujacy, szarmancki.. a zaczniesz z nim
            rozmowe o rzeczacg trudnych i o tym, ze i z Nim jest cos nie tak to
            zfochowany wyjdzie z pokoju, ze to "odbijanie pileczki i on nie
            bedzie tak rozmawial"...

            > Ogólnie dostarcza mi sprzecznych informacji. I dlatego m.in. chcę
            z
            > nim rozmawiać żeby sie również upewnić co do treści i intencji
            jego
            > wypowiedzi.

            Zapomnij. Myslalam, ze to po prostu problem z komunikacja. A tu jest
            problem z charakterem i sliska naturą :/


            > Wczoraj zrobił awanturę, że nie będzie prowadził ze mną głupich
            > rozmów (a powiedziałam mu że chciałabym by sie ustosunkował do
            moich
            > opinii w sprawie relacji z rodziną).

            To niech nie prowadzi.

            Dzisiaj mi mówi, że ja gardzę
            > nim, że ja psuję wszystko.
            > Nie mam juz siły. On zazwyczaj odwraca kota ogonem.

            To ja Ci radze postepowac z Nim tak jak On z Toba :)
            Niech poczuje jak to jest. Tylko, ze ja bym szla o krok dalej i gdy
            pisze Ci poezje w smsach sproadzac go na ziemie, ze nie masz czasu i
            jestes zmeczona na farmazony. Jak ma cos do przekazania to proste
            komunikaty a jak nie to poezje wolisz czytac np. Szymborskiej :D
            A jak bedzie przychodzil do domu ze swoimi rzeeczami, zbywaj go tymi
            samymi wymowkami. Do kazdej innej intymnosci tez.
            Zrob mu taki tydzien terpii. A potem zapytaj jak sie z tym czuje i
            czy ma ochote o tym pogadac. Jak nie, klania wam sie psycholog. jak
            tak, jest szansa ze da sie cos z tym zrobic.

            Niestety ale z takim typem to czarno biale zachowania.
            • kameleaa Re: Problem z mężem 22.04.09, 14:30
              Ja po prostu nie radzę sobie z nim. Jestem niestety "nieco"
              psychicznie wyczerpana.
              Próbowałam takich jak piszesz zachowań - np. jak był na delegacji -
              nie odpisywałam mu na smsy - fakt, ruszyło go to i mówił jak wrócił,
              że bardzo mu było źle i obiecywał właśnie te bliskości.
              Ale dzisiaj np. rano, na 5 min przed wyjściem do pracy przyszedł jak
              gdyby nigdy nic (wczoraj wieczorem nie odzywałam się do niego - tak
              byłam przygnebiona i wypchnieta z rzeczywistości, zasnęłam nim
              przyszedł do łóżka nieszczęśliwa i prawie w nienawiści do niego; on
              siedział w necie - sport; próbował mieć do mnie pretensje, że np.
              garnków nie umylam) i chciał mnie pogłaskać. Jak się odsunęłam to
              obrażony warkną czego ja chcę. Ale gdybym zaczęła mowić czego chcę
              zarzucił by mi, że go do pracy nie chcę wypuścić. Tak już było.
              Poza tym wiele razy mówiłam już czego chcę.
              • erillzw Re: Problem z mężem 22.04.09, 14:39
                kameleaa napisała:

                > Ja po prostu nie radzę sobie z nim. Jestem niestety "nieco"
                > psychicznie wyczerpana.



                Doskonale Cie rozumiem

                > Próbowałam takich jak piszesz zachowań - np. jak był na delegacji
                -
                > nie odpisywałam mu na smsy - fakt, ruszyło go to i mówił jak
                wrócił,
                > że bardzo mu było źle i obiecywał właśnie te bliskości.

                Wiesz co robił mój były facet?
                Jak mu zwróciłam uwage, że robi mi przykrość, że się w ogóle nie
                zastanawia nad tym jak sie moge czuć po jego słowach i że totalnie
                sie tym nie przejmuje i powienen zacząć, to najczęściej mówił, że
                mam racje. Czasem przeprosił..
                I po dwóch dniach robił dokładnie to samo.. jak o sciane.
                Tu sie terapia kłania.

                > Ale dzisiaj np. rano, na 5 min przed wyjściem do pracy przyszedł
                jak
                > gdyby nigdy nic (wczoraj wieczorem nie odzywałam się do niego -
                tak
                > byłam przygnebiona i wypchnieta z rzeczywistości, zasnęłam nim
                > przyszedł do łóżka nieszczęśliwa i prawie w nienawiści do niego;
                on
                > siedział w necie - sport; próbował mieć do mnie pretensje, że np.
                > garnków nie umylam) i chciał mnie pogłaskać. Jak się odsunęłam to
                > obrażony warkną czego ja chcę. Ale gdybym zaczęła mowić czego chcę
                > zarzucił by mi, że go do pracy nie chcę wypuścić. Tak już było.

                Taaaaaa.. Znam te mechanizmy.
                Mój były miał iśc do okulisty i dermatologa. Półtroa roku szedl. Ale
                był pierwszy by mi wypominać, że powinnam pójść na wizyty kontrolne.
                Ja chodziłam, a on zawsze znalazł jeszcze coś o co rzekomo nie
                dbam.. A jak mu przypominałam, ze sam nie jest w tej sferze ok i że
                jesli mi coś zarzuca to niech sam bedzie fair to się ciężko
                obrazał..
                I zupełnie nie potrafił zrozumieć o co mi chodzi kiedy po jego
                wykładzie i zgnoijeniu mnie nie miałam ochoty na czułość z nim.. I
                obrażał sie dalej..

                > Poza tym wiele razy mówiłam już czego chcę.

                Niech zgadne. Wleciało jednym uchem a wyleciało drugim..
                Strasznie Ci współczuje.
        • pajda-chleba Re: Problem z mężem 21.04.09, 23:50
          prawda.Zaczelam stosowac taka taktyke,i pan X po krotkim czasie stwierdzil,ze
          teskni jak mnie nie widzi pol dnia.Pracujemy razem,wiec pol dnia bez siebie
          zdarza sie rzadko.
    • zolzatoja Re: Problem z mężem 21.04.09, 18:53
      A ty nie czasem taka kobieta-bluszcz jesteś? Facet jest mało
      skomplikowany, jest mu dobrze tak, jak jest, a ty mu du.pę zawracasz
      jakimiś wydumanymi rozmowami o relacjach z rodziną. Jemu to
      niepotrzebne do życia, on po pracy chce wracać do domu i
      uśmiechniętej partnerki, a ty oplatasz go jak ten bluszcz właśnie i
      nie dajesz oddychać. Chce obejrzeć z tobą film, zrelaksować się, a
      ty zmuszasz go do słuchania, gadania i babskiego roztrząsania na
      wszystkie możliwe strony tematu, który dla niego nie istnieje.
      • kameleaa Re: Problem z mężem 22.04.09, 14:37
        Wydaje mi się że nie jestem bluszczem. Zawsze byłam aktywna,
        zaradna, samodzielna, szłam do przodu. Wręcz odczuwałam
        niejednokrotnie, że to ja go muszę zachęcać do działania, bo często
        odkładał sprawy na wieczne zapomnienie.
        Może on jest taki prosty, ale nie przyzna się do tego. Ma o sobie
        spore mniemanie. nie znosi zadnych uwag, jakby był chodzacym ideałem.
        A rozmowy, o których tu piszę, dotyczą spraw pomiędzy nami.
        Ale też innych - on chce abym była zainteresowana tym co on robi w
        pracy, ale sam nie wykazuje zainteresowania moimi sprawami. a jeśli
        sa jakieś problemy - to jest nie do przejścia - on obchodzi
        problemy, odstawia na potem, licząc, że jakoś to będzie. A często
        potrzeba coś przedyskutować. No i po to jest związek - by jedno
        wspierało drugie. Ja nie odwracam sie plecami jak on ma jakies
        zmartwienia. Ale chyba bedę musiała tak zacząć robić. Nie wiem.
        • erillzw Re: Problem z mężem 22.04.09, 14:44
          kameleaa napisała:

          > Wydaje mi się że nie jestem bluszczem.

          Nie wiem na czym to by miało polegac.. Zupełnie tego nie czytam w
          Twoich wypowiedziach.

          > Zawsze byłam aktywna,
          > zaradna, samodzielna, szłam do przodu. Wręcz odczuwałam
          > niejednokrotnie, że to ja go muszę zachęcać do działania, bo
          często
          > odkładał sprawy na wieczne zapomnienie.

          Nie mowimy przypadkiem o tym samym człowieku? ;)
          Serio, im więcej Cie czytam tym czuje sie bardziej przerazona, ze
          takich typów jest wiecej na tym swiecie.

          > Może on jest taki prosty, ale nie przyzna się do tego. Ma o sobie
          > spore mniemanie. nie znosi zadnych uwag, jakby był chodzacym
          ideałem.

          No dokładnie. Bóg wszystkiego, najmądrzejszy we wsi? Wszystkim
          doradzi, a jak juz doradzi to przestaje sie zajmować? A sobie nie
          umie w ogóle pomagac..
          Zgadłam?

          > A rozmowy, o których tu piszę, dotyczą spraw pomiędzy nami.
          > Ale też innych - on chce abym była zainteresowana tym co on robi w
          > pracy, ale sam nie wykazuje zainteresowania moimi sprawami.

          To sie egoizm nazywa.
          Mój były posuwał sie o krok dalej i mnie op***, ze sie daje w pracy
          wykorzystywać, że nie umiem walczyc o swoje i w ogóle to żebym mu o
          pracy nie opowiadała bo to pierdoły dla niego i on ani tych ludzi
          nie pozna ani nic...
          Mile, nie?

          > a jeśli
          > sa jakieś problemy - to jest nie do przejścia - on obchodzi
          > problemy, odstawia na potem, licząc, że jakoś to będzie. A często
          > potrzeba coś przedyskutować. No i po to jest związek - by jedno
          > wspierało drugie. Ja nie odwracam sie plecami jak on ma jakies
          > zmartwienia. Ale chyba bedę musiała tak zacząć robić. Nie wiem.

          MNie się widzi, ze wam jest terapia potrzeba. Bo "domowe" sposoby
          jak widac nie działaja. A życ z kims obok niego bo nie da sie z nim
          dogadac to katorga jednak..
          • kameleaa Re: Problem z mężem 23.04.09, 00:08
            erillzw napisała:

            > To sie egoizm nazywa.
            > Mój były posuwał sie o krok dalej i mnie op***, ze sie daje w
            pracy
            > wykorzystywać, że nie umiem walczyc o swoje i w ogóle to żebym mu
            o
            > pracy nie opowiadała bo to pierdoły dla niego i on ani tych ludzi
            > nie pozna ani nic...
            > Mile, nie?

            Tak, chyba jest egoistą, ale wciąż mnie tak nazywa.
            A jeśli chodzi o pracę, to osoby które wykonują taki zawód jak ja
            nazywa nieudacznikami.

            To, że wiecej jest takich ludzi jak ja czy mój mąż, że inni też maja
            podobne problemy jest dla mnie pewnym pocieszeniem, gdyż jeszcze
            niedawno myślałam, ze może ze mną jest coś (wszystko) nie tak - mąż
            zazwyczaj tak wszystko odwraca, że to moja wina, że ja stwarzam
            problemy, ze ja niszczę, że nie pozwalam mu żyć. A kiedy już nie ma
            argumentu, to robi z kolei z siebie ofiarę, że wszystko jego winą,
            że nie chce mu sie żyć. Tak, czy siak dla mnie jest to męka, bo
            nijak nie daje się konstruktywnie pogadać.
            Niemniej bardzo źle czuję się w tym związku, przygnębiona,
            zrezygnowana, zmęczona, wyniszczona, jakby w ciągłym bólu.
            • erillzw Re: Problem z mężem 23.04.09, 00:41
              kameleaa napisała:
              > Tak, chyba jest egoistą, ale wciąż mnie tak nazywa.

              Boze, jakie to typowe. projekcia swoich cech [szczegolnie wad] na
              innych..

              > A jeśli chodzi o pracę, to osoby które wykonują taki zawód jak ja
              > nazywa nieudacznikami.


              Słuuuchaaaaaam???
              Boże.. jest mi Cie coraz bardziej szkoda, ze zyjesz z takim
              pasozytem...


              > To, że wiecej jest takich ludzi jak ja czy mój mąż, że inni też
              maja
              > podobne problemy jest dla mnie pewnym pocieszeniem, gdyż jeszcze
              > niedawno myślałam, ze może ze mną jest coś (wszystko) nie tak -
              mąż
              > zazwyczaj tak wszystko odwraca, że to moja wina, że ja stwarzam
              > problemy, ze ja niszczę, że nie pozwalam mu żyć.

              Boze.. jak ja to znam.
              To sie nie skończy.. A jeszcze będzie nasilać...

              > A kiedy już nie ma
              > argumentu, to robi z kolei z siebie ofiarę, że wszystko jego winą,
              > że nie chce mu sie żyć.

              Tak, tak, tak.
              Odbijanie piłeczki i te sprawy...

              > Tak, czy siak dla mnie jest to męka, bo
              > nijak nie daje się konstruktywnie pogadać.
              > Niemniej bardzo źle czuję się w tym związku, przygnębiona,
              > zrezygnowana, zmęczona, wyniszczona, jakby w ciągłym bólu.

              Terapia. W ostatecznosci odejscie, bo Cie wykonczy psychicznie :(
    • tarantinka Re: Problem z mężem 21.04.09, 19:23
      sorry ale od paplania to są koleżanki, mało który facet to wytrzyma,
      tzn wysili się od czasu do czasu szczególnie gdy zaeży mu na dobrym
      wrażeniu - te koleżanki ale na codzień to swięty spokój bezcenny.
      Jescze trochę i ci powie że brakuje mu powietrza, nie dobraliście
      się pod tym wzgledem i nie łudziłabym się że to się zmieni. Jesli
      wszystko inne ok, to paplaj sobie z koleżanką a z nim róbcie inne
      miłe rzeczy.
      • stinefraexeter Re: Problem z mężem 21.04.09, 20:11
        Taaaaak...

        bo po co z żoną gadać. Żona ma być uśmiechnięta i bez trosk wszelakich. A jak ma
        problem to niech leci do przyjaciółek. Facet nie będzie się przecież babskimi
        sprawami zajmował...
        • fioletowakapusta Re: Problem z mężem 21.04.09, 21:00
          ta kwestia niedobrania może tu być kluczowa, niestety....Nie da się
          chyba zmienić takiego gościa, który ma inne potrzeby, a kobieta jest
          tylko dodatkiem, a nie treścią życia...
          Znam kilka innych par, cudownie się na nich patrzy:) Lubią razem
          być, dużo u nich smiechu, innych ludzi, dotyku. To jest prawdziwa
          bliskość, i to jest możliwe, choć rzadkie. A wy dziewczyny bzdury
          piszecie, że laska, która chce mieć życzliwy fajny kontakt z mężem
          to bluszcz... ???!!!
          • stinefraexeter Re: Problem z mężem 21.04.09, 21:38
            Może ci, co się tak wypowiadają, nigdy się z takim mężczyzną nie zetknęli i stąd
            niedowierzanie.

            Mój ojciec jest podobny. Zapewnia, że kocha i wszystko dla nas zrobi. Nie
            wątpię. Tyle tylko, że rozmowa z nim jest po prostu niemożliwa. Jego zdaniem
            powinnyśmy z matką być przeszczęśliwe siedząc z nim w milczeniu w jednym pokoju,
            on zajęty gazetą, tv lub swoim majsterkowaniem, a my.. no po prostu szczęśliwe,
            bo jak mamy nie być szczęśliwe? Problemy mojej mamy z pracą, z dziadkami, nawet
            ze zdrowiem zawsze u niego wywołują irytację, bo zaburzają spokój w jego jaskini.
            Troski w ogóle nie powinny dotykać naszej rodziny, bo jesteśmy zbyt fajni i za
            mocno się kochamy... Z jednej strony dziwi się czasem, że nie wie o jakimś
            wydarzeniu w moim życiu, a z drugiej jakakolwiek rozmowa z nim kończy się po
            dwóch zdaniach, bo on już przestaje słuchać.

            Prawda jest taka, że nikt go jako osoba nie interesuje. Najbliższa rodzina ma
            być szczęśliwa i to mu wystarcza. A już jak te szczęście zostanie osiągnięte, to
            nie jego broszka.

            Taka osoba to nie partner, nawet nie ojciec, tylko po prostu postać w fotelu.
            Kto się z tym nie zetknął bezpośrednio, nie wie jakie to jest wykańczające
            psychicznie i emocjonalnie.
            • silic Re: Problem z mężem 22.04.09, 00:39
              > Jego zdaniem powinnyśmy z matką być przeszczęśliwe siedząc z nim w milczeniu
              >w jednym pokoju, on zajęty gazetą, tv lub swoim majsterkowaniem, a my.. no po
              prostu szczęśliwe,
              >bo jak mamy nie być szczęśliwe?

              Może tak zamiast siedzieć zajmijcie się czymś ? Poczytajcie gazetę,
              pomajsterkujcie... ostatecznie wełnę możecie gręplować.
            • kameleaa Re: Problem z mężem 23.04.09, 00:25
              To mnie wciąż nurtowało - dlaczego on mówi, że kocha, że mu zależy,
              że jest dobry, uczciwy i dba o rodzinę, ale nie obchodzi go co ja
              czuję, jak się czuję.
              Mówi, ze dba o mnie bo załatwia dla mnie samochód - za nasze wspólne
              oszczedności (to nie prezent) a i ogladanie, wybór auta są dla niego
              pewnie przyjemnoscią a nie jakimś specjalnym wysiłkiem; że dba by mi
              było dobrze podczas seksu - choć ostatnio trudno to przychodzi, bo
              jestem coraz bardziej zestresowana brakiem porozumienia,
              powiedziałam mu o tym, a on zrobił awanturę, że nie będzie ze mną
              rozmawiał o bzdurach. Krąg się zamyka.
              Mam być miła, uśmiechnięta, szczęśliwa - niestety nie wiem jak
              uzyskać taki stan.
              Powtarza, ze po ślubie małżonkowie są dla siebie
              • erillzw Re: Problem z mężem 23.04.09, 00:45
                kameleaa napisała:

                > To mnie wciąż nurtowało - dlaczego on mówi, że kocha, że mu
                zależy,
                > że jest dobry, uczciwy i dba o rodzinę, ale nie obchodzi go co ja
                > czuję, jak się czuję.
                > Mówi, ze dba o mnie bo załatwia dla mnie samochód - za nasze
                wspólne
                > oszczedności (to nie prezent) a i ogladanie, wybór auta są dla
                niego
                > pewnie przyjemnoscią a nie jakimś specjalnym wysiłkiem; że dba by
                mi
                > było dobrze podczas seksu - choć ostatnio trudno to przychodzi, bo
                > jestem coraz bardziej zestresowana brakiem porozumienia,
                > powiedziałam mu o tym, a on zrobił awanturę, że nie będzie ze mną
                > rozmawiał o bzdurach. Krąg się zamyka.
                > Mam być miła, uśmiechnięta, szczęśliwa - niestety nie wiem jak
                > uzyskać taki stan.
                > Powtarza, ze po ślubie małżonkowie są dla siebie


                Czy my napewno nie mowimy o tym samym typie???
                Widzisz.. ja miałam łatwiej. Nie bylismy małżestwem, choc on sie
                posunął do oswiadczyn, zebym przypadkiem nie odeszla.. A jego
                traktowanie mojej osoby bylo podobne do traktowanie mebla, ktory
                zawsze jest gdzies obok ale nie moze wspominac o tym, ze jest
                człowiekiem nie zas meblem.
                • kameleaa Re: Problem z mężem 23.04.09, 01:02
                  erillzw napisała:

                  > Czy my napewno nie mowimy o tym samym typie???
                  > Widzisz.. ja miałam łatwiej. Nie bylismy małżestwem, choc on sie
                  > posunął do oswiadczyn, zebym przypadkiem nie odeszla.. A jego
                  > traktowanie mojej osoby bylo podobne do traktowanie mebla, ktory
                  > zawsze jest gdzies obok ale nie moze wspominac o tym, ze jest
                  > człowiekiem nie zas meblem.

                  Pewno to ten sam "typ", choć nie ten sam człowiek, bo pobraliśmy się
                  młodo a chodziliśmy ze sobą od czasów szkolnych.
                  • erillzw Re: Problem z mężem 23.04.09, 01:11
                    Nie to taka przenośnia była.. Bo jestem zaskoczona tym, ze to nie jest
                    pojedyńczy przypadek po prostu. A niestety wiem jakie takie typy
                    potrafią spustoszenie zasiać w psychice człowieka...
                    • kameleaa Re: Problem z mężem 23.04.09, 01:42
                      Dobrze, że za niego nie wyszłaś. Mnie jest o wiele trudniej teraz
                      coś zrobić, bo wiadomo.
                      Jestem zmęczona. On mnie wkurza na maxa, bo jeszcze 3 dni temu
                      stwierdził, że nie mam wyjścia, żebym w końcu dała spokój i się
                      pewno podporządkowała (tak zrozumiałam).
                      Teraz sobie siedzę i piszę, on jest w delegacji, trochę odsapnęłam,
                      uspokoiłam się. Ale te sytuacje, spięcia, ta walka przyjdą zaraz jak
                      tylko wróci i ja znów coś powiem lub cos będę chciała a jemu to nie
                      spasuje. Ja jestem bojowa i nie chcę ustąpić, tzn. walczę o to by
                      móc ze swoim mężem rozmawiać o przysłowiowym wszystkim. Może to jest
                      niemozliwe. Może z góry jestem skazana na porażkę. Można by pójść na
                      jakieś ustepstwa. Ale nie mogę przecież obawiać się odezwać.

                      Wg niego nie mam prawa mieć obaw i niedowierzać po oszustwach, nie
                      mam prawa pytać, bo przesłuchuję, nie mam prawa czuć się urażona po
                      obelgach .. . ech
        • silic Re: Problem z mężem 22.04.09, 00:35
          > Facet nie będzie się przecież babskimi sprawami zajmował...

          A niby czemu ma się zajmować ? To babskie sprawy.
          Ona się jego sprawami nie zajmuje.
          • opal1977 Re: Problem z mężem 22.04.09, 20:18
            Owszem, ona się jego sprawami zajmuje.
        • kameleaa Re: Problem z mężem 23.04.09, 00:45
          Ale problem dotyczy naszych relacji, a w szczególności charakteru
          mojego męża, bo np. po wizycie u rodziny jest rozdrażniony, że nie
          zapytali go o radę, a dokonali wg niego nienajlepszego wyboru. On po
          powrocie do domu nie może ze mną być czule i blisko, pogadać ze mna
          od serca, bo jest tamtym zestresowany. Więc ja podejmuję tamten
          temat, dlaczego złości go, że nie zapytali go o zdanie, że nie
          musieli, że w końcu to ich strata, nie jego. On sie obraża i
          ostatecznie stwierdza, że nie muszę wszystkiego rozumieć, żebym
          zaakceptowała jego (negatywny) stosunek do rodziny.
          Jednak nie podoba mi się jego postawa, że nie chce o tym pogadać, bo
          jego zachowanie wskazuje na jakiś problem. Jest uparty i nie da
          sobie nic powiedzieć. Nawet moge powiedzieć ok, miej uprzedzenia
          itp. Ale jeśli nie chcesz rozwiązać tego problemu to chociaż niech
          to nie rzutuje na wolny czas który czasami mamy dla siebie.
          Tamten problem nierozwiązany składa się na kolejne.

          Ja w ogóle nie potrafie sobie wyobrazić życia bez rozmów.
          Mąż by tak chciał rozumieć się bez słów. Ja również. Ale wg niego
          należy dojść do takiego etapu bez rozmów, a wg mnie poprzez liczne
          rozmowy. Może sie mylę, ale tak to czuję cały czas.

          Owszem, nie mam nic przeciwko "ploteczkom" w damskim gronie, ale to
          coś zupełnie innego.
    • agabrys33 Re: Problem z mężem 21.04.09, 21:34
      Witaj ,
      doskonale Cię rozumię , gdyż mam w domu to samo .Moj mąz tez sie stale na mnie
      obraza za wszystko i potrafi się nie odzywac aby mieć święty spokój , po kilku
      godzinach jak mu przechodzi udaje , ze niczego nie pamięta , ze on sie nie
      obraził tylko ja ..Czy tak ma wyglądać każdy dzien zycia ? Być w domu z kimś kto
      nie ma ochoty wysłuchiwać naszych trosk , kłopotów ? Nie potrafi się śmiac razem
      z nami i służyc oparciem i pomocą kiedy nam jest złe ?
      Bardzo Ci wspołczuje , bo przechodząc przez to samo wiec co to jest i jak się
      czujesz .
      Pozdrawiam serdecznie
    • jakanaprawdejestem Re: Problem z mężem 22.04.09, 09:36
      jakbym słyszała siebie:-)
      ciągłe obrażanie, nie można nic powiedzieć, bo się czepiam, nie wiem, o co mi chodzi...
      albo jest, albo go nie ma, a jeżeli jest to po co? rezerwuje miejsce na kanapie i pilnuje pilota?
      kiedyś myślałam, że to są fochy, charakter, nie brałam pod uwagę, że to może być jakaś miła pani, która rozumie, z którą się wygada, a żona trzeszczy. Ale teraz patrząc z boku nie wiem, czy tak nie było, nie jest? u mnie, a może i u Ciebie...
      • kameleaa Re: Problem z mężem 23.04.09, 01:15
        Była też miła pani, a nawet kilka pań, przed którymi błyszczał.
        Chwaliły go, więc miał dopalacz by się starać, zabiegać o ich
        wzgledy.
        Może byłam złą żoną. Gdzieś ten łańcuszek się zerwał. Ja go nie
        chwaliłam, bo miałam coraz mniej powodów; on się oddalał, bo tam go
        chwaliły.
        Wciąż myślę, czy możliwe jest by chwalić dla samego chwalenia. On
        mnie nie chwalił (nawet zaczął wytykać bzdury np. przypalony obiad,
        za długie zakupy, w okresie fascynacji zachwytami koleżanek), choć
        wg mnie zasługiwałam na to, ale jakoś nie było mi to niezbędne do
        życia, do wierności.
        Czy mążczyźni tak koniecznie muszą być łechtani, by trwać, kochać,
        zabiegać?
    • kora3 wiesz:) 22.04.09, 09:57
      My kobiety mamy taka przypadłosc, ze chcemy, lubimy wrecz analizowac
      wszystko, kazde słowo czyjes, czasem martwimy się drobiazgami i
      roztrząsamy je. Faceci mają inaczej :) - martwią sie zcasem
      drobiazgami, ale rzadko chcą je omawiać na tysiąc sposobów, kiedy
      sytuacja jest w ich ocnie błaha, nieistotna nie analzuja tak
      wszystkiego, a tak się zdarza, ze błahe jest dla nich to, co dla nas
      wazne, np. co miał na mysli mówiac coś tam pół roku temu.

      Oczywiscie, jeśli masz poczucie, ze nie mozesz z mezem pogadać o
      jakis prawdziwych problemach swoich, czy waszych wspólnych, ale
      prawdziwych podkreślam, to nie jest dobrze.
      Jeśli jednak rozmawiacie o waznych sprawach, a Ty oczekujesz
      analizowania tego co zostało np. ustalone i zaakceptowane porzez was
      objoje od nowa, dla samego omawiania, to nic dzienego, ze Twój mąz
      się wscieka, bo nie rozumie na co to, zwyczajnie.

      na pzrykładzie z dni ostatnich poakze Ci jak "nalaizują" faceci:)
      Wspólny znajomy, mój i mojego partnera miał kłopoty , bardzo powazne
      w zwiazku.
      Podzielił się z nami tym. Mój facet skwitował jego decyzje krótko:
      dobrze zrobiłes, w tej sytuacji nie miało to juz żadnego sensu.
      Wczoraj go zapytałam co tam u X? "Chyba ok" , no ale ciekawa byłam
      co z tamtą sytuacją, mój facet stwierdził:"Nie wiem, chyba juz nic,
      co miałoby być? X nie wspomina juz na en temat"
      No i tak to wyglada : gosc sie wygadał kumplowi uzyskał
      potwiedzenie, ze dobrze zrobił :) i nie ma juz o czym gadać. A z
      kobitką to bysmy sie jeszcze nagadały z kilka razy minimum: a
      dlaczego? a jak mógł? a kiedy to sie zaczeło? , a gdzie on ja
      poznał?, a w czym lepsza ode mnie? i tak na okragło, nawet jakby
      kobitko podjeła taka samą decyzje jak pan i sie jej trzymała.
      • justysialek Re: wiesz:) 22.04.09, 11:16
        Pitu, pitu... My kobitki to coś tam a faceci to coś tam...

        A mój facet lubi rozmawiać, na każdy temat, również o moich sprawach osobistych, zaprzątających mi głowę a nawet analizować charaktery, zachowania bliskich nam osób. Jest dość powściągliwą osobą ale w domu, ze mną to przecież co innego: nawet czasem sobie plotkujemy trochę!
        Gadamy bez przerwy, buzie nam się nie zamykają. Teraz akurat przebywamy w innych miastach i dzwonimy do siebie po 2-3 razy dziennie, żeby sobie pogadać. Jak już nie ma o czym gadać to sobie dowcipy opowiadamy albo filmy lub książki!

        Nie wiem, jak można nie mieć ochoty rozmawiać z najbliższym człowiekem!

        A faceci na forum, to co? Jacyś odszczepieńcy?
        Oni też lubią sobie pogadać, czasami o byle czym, czasem się posprzeczać, czasem pożartować, powygłupiać się i popitolić bez sensu!

        Nie wmawiajcie jej, że to norma i że faceci tak mają, bo to nieprawda. Po prostu jej facet tak ma i źle to świadczy o nim i o jego uczuciach wobec niej.
        • kora3 Justysialku 22.04.09, 11:39
          faktycznie nieco (ale tylko nieco uprościłam), bo jasne,ze są
          faceci, którzy też lubią tak analizowac i kobiety, ktore nie lubią,
          ale mnie chodziło bardziej o wiekszościowe ujęcie:)

          Zreszta pisząc o owej niekoiniecznej checi analizy wszystkiego przez
          facetów nie mialam na myśli tego, ze o NICZYM faceci nie lubią gadać
          z kobietami:)

          Faceci dosc czesto plotkują np. gadają o pierdołach też, normalnie
          też wykazują zainteresowanie sprawami swoich ukochanych, to jasne.
          Ale nie przepadają na ogół za wielokrotnym omawianiem jakiejś
          sytuacji, kiedy nic, albo niewiele nowego to wnosi.
          Moja siostra, kiedy podejrzewala, ze jest w ciąży, miala bardzo
          silną potrzebe analizy tej sytuacji ze swoim narzeczonym, ktory z
          podejrzenia hihi bardzo sie ucieszył, bo planowali dziecko. Wynik
          testu nie był jedniznaczny i musieli poczekać, aż ciąze potwierdzi,
          albo nie - lekarz, 2 weekendowe dni.
          on stwierdził - jeśli się udało to super, a jeśli nie, to bedziemy
          próbować dalej. a moja siostra po 100 razy znalizowała to:) - jak
          sie udało to swietnie, jak nie to nieświetnie, a jak się udało to
          jak to bedzie, a jak sie nie udało to dlaczego i kiedy się uda itd.
          udało sie i ma dziecko, synka :), ale te jej analizy sytuacji, kiedy
          nic nie było wiadomo były zabawne.
          • justysialek Re: Justysialku 22.04.09, 11:45
            Ja z jej opisu wywnioskowałam, że on tylko ją tak olewa. Po prostu mu się nie
            chce z nią gadać. Odczuwa to, jako coś męczącego, że ona mu głowę zawraca. Dla
            koleżanek ma czas i chęci.
            Oczywiście trudno sobie wyobrazić, jak te jej rozmowy naprawdę wyglądają. Może
            faktycznie mu głowę truje.
            • kora3 Re: Justysialku 22.04.09, 11:53
              a ja teraz przeczytalam cały wątek (wczesniej tylko pierwszy post) i
              doszlam do wniosku, ze ten zwiazek to sie raczej sypie, o ile juz
              nie posypal.
              • justysialek Do Kora3 - prywata ;) 22.04.09, 11:58
                Już od jakiegoś czasu cię widzę na tym forum i naprawdę fajnie się ciebie czyta.
                Zrób sobie wizytówkę ;))
                • kora3 Re: Do Kora3 - prywata ;) 22.04.09, 12:02
                  justysialek napisała:

                  > Już od jakiegoś czasu cię widzę na tym forum i naprawdę fajnie się
                  ciebie czyta

                  dzięki :)
                  > .
                  > Zrób sobie wizytówkę ;))
                  pomyślę, a przede wszystkim zobaczę JAK :)
                  • justysialek Re: Do Kora3 - prywata ;) 22.04.09, 12:16
                    Kliknij w swojego nicka, dalej rób wg instrukcji. Oczywiście nie musisz (i nawet
                    nie powinnaś) zamieszczać wszyskich danych. Obejrzyj sobie wizytówki innych
                    (klikając na nicka obok wypowiedzi) - stali użytkownicy zwykle mają.
                    • kora3 Re: Do Kora3 - prywata ;) 22.04.09, 12:43
                      ok popracuję na tym :)
        • kameleaa Re: wiesz:) 23.04.09, 01:51
          justysialek napisała:
          > Gadamy bez przerwy, buzie nam się nie zamykają.
          (...)
          > Nie wmawiajcie jej, że to norma i że faceci tak mają, bo to
          nieprawda. Po prost
          > u jej facet tak ma i źle to świadczy o nim i o jego uczuciach
          wobec niej.

          Wiesz, mój mąż też lubi sobie pogadać. Miałam okazję słyszeć, jak
          buzia mu sie nie zamykała w rozmowie z koleżanką. I to mnie bardzo
          boli, ze z nia mu się chce i ma o czym a ze mna nie.
          Odpowiedział mi wtedy (czego sie teraz wypiera), że co ja mam
          ciekawego do powiedzenia.
          A z tamtą koleżanką o niczym specjalnym nie rozmawiał - zwykła
          paplanina i opowieści.
          Z kolegami też mu się buzia nie zamyka.
          Jak mu to powiedziałam, to stwierdził, ze widać ze mna jest coś nie
          tak. ale jak chciałam pogadać co ze mna jest nie tak, to stwierdził
          zebym poszla sobie do psychologa jak mam problemy. A jeśli juz zdaży
          mi się powiedzieć mu o moich problemach, to niestety wykorzystuje to
          (w kółtniach) przeciwko mnie.

          Zatem nie wiem na czym polega nasz problem w komunikacji. Nic mi nie
          daje stwierdzenie, że on mnie ma gdzieś itp, bo twierdzi, ze chce ze
          mna byc, ze chce porozumienia, ale jakoś to nie wychodzi.
      • kameleaa Re: wiesz:) 23.04.09, 01:28
        kora3 napisała:

        > Oczywiscie, jeśli masz poczucie, ze nie mozesz z mezem pogadać o
        > jakis prawdziwych problemach swoich, czy waszych wspólnych, ale
        > prawdziwych podkreślam, to nie jest dobrze.
        > Jeśli jednak rozmawiacie o waznych sprawach, a Ty oczekujesz
        > analizowania tego co zostało np. ustalone i zaakceptowane porzez
        was
        > objoje od nowa, dla samego omawiania, to nic dzienego, ze Twój mąz
        > się wscieka, bo nie rozumie na co to, zwyczajnie.

        Tak bym chciała - omówić, ustalić by obowiązywało i odpowiadao obu
        stronom. I w tym momencie pies pogrzebany, bo u nas nie sposób
        ustalić wspólnie chocby tematów rozmów. Nie wiem czy juz nie
        pisałam - mąż mowił np., że bedzie ze mną rozmawiał na temat
        minionych zdarzeń - ukrywanych znajomych. Po pewnym czasie
        stwierdził, że temat zamkniety, że mam sobie sama wszystko w głowie
        poukładać, bazując na niespójnych wypowiedziach z kłótni.

        W ogóle zachowuje się tak dziwacznie, że jak dochodzimy do momentu
        skonkretyzowania czegoś to on sie wycofuje, zmienia temat - nie lubi
        ograniczeń, zobowiązań.

        Wiem juz, ze faceci są inni, ze szybko przechodzą do porzadku
        dziennego nad wielkimi dla kobiet problemami - ale to dlatego, ze
        udaja przed sobą twardzieli. A tak na prawdę pragną się odkryć przed
        kimś kogo postrzegaja, ze mogą zaufać, że ten ktoś zaakceptuje,
        zrozumie. I dlatego często znajduja sobie przyjaciółki od serca.
        Szkoda tylko, ze mój mąż nie chce mieć tej przyjaciółki w żonie.
        A moze sie mylę, moze chce, ale nam nie wychodzi? Może ja mam w
        sobie coś co go zniechęca? A może rzeczywiście facet nie potrzebuje
        jednak tej bliskosci? Sama już nie wiem. Chyba juz usypiam i nie
        myślę.
    • mahadeva Re: Problem z mężem 22.04.09, 11:48
      faceci nie sa od bliskich rozmow, sama to widzisz, wiec zaakceptuj,
      ja tez mam problemy z Misiem, on zwykle gada jak potłuczony, ale ja
      nie mam zamiaru sie tym przejmowac, do niektorych trzeba miec
      dystans, maz Ci nie jest po to, zeby z nim gadac, pogadaj sobie z
      kolezanka, maz jest po to, zeby byl
      • kora3 Oj Maha:) 22.04.09, 12:11
        ale dowaliłaś :)
      • erillzw Re: Problem z mężem 22.04.09, 13:54
        mahadeva napisała:

        > faceci nie sa od bliskich rozmow, sama to widzisz, wiec
        zaakceptuj,

        Od takiego myślenia zaczynają się problemny w związakch.

        > ja tez mam problemy z Misiem, on zwykle gada jak potłuczony, ale
        ja
        > nie mam zamiaru sie tym przejmowac,

        Co wam zostanie za 20 lat bycia razem? Skoro Tobie sie nie che jego
        słuchac???
        Siedzenie i gapienie sie w telewizor? Piekna wizja przyszłości, nie
        ma co.

        > do niektorych trzeba miec
        > dystans,

        Dystans jest zdecydowanie czymś innym od mania czegos w dupie.

        > maz Ci nie jest po to, zeby z nim gadac, pogadaj sobie z
        > kolezanka, maz jest po to, zeby byl

        Współczuje głęboko poglądów na życie. Podejrzewam, że z takimi
        ambicjami dotyczącymi związku do kogoś podchodzisz w myśl zasady
        "nie ważne jaki ważne żeby był"
        Myślałam, że z takich rzeczy wyrasta się do 19 roku zycia, ale widać
        nie..
      • kitek_maly Re: Problem z mężem 22.04.09, 15:39

        > maz jest po to, zeby byl

        :)))
        Muszę to sobie gdzieś zapisać. :)))
    • jack20 Re: Problem z mężem 22.04.09, 11:53
      Nio coz, z teori jest celujacy z praktyki niedostaczny.Usredniajac 3+
      Wielu tak ma, kobiet nie wylaczajac. Wymaga treningu i checi.
      • justysialek Re: Problem z mężem 22.04.09, 11:59
        Oj trenuje chłopak, trenuje ostro - tyle że z koleżanakmi z pracy, nie z nią ;(
        • jack20 Re: Problem z mężem 22.04.09, 12:06
          Tzn. sugerujesz kolezance, ze jest dobry gdy jej nie widzi (kocha,
          lubi, szanuje) a gdy konfrontuje swoj obraz z rzeczywistoscia to
          jego teorie szlag trafia?
          • justysialek Re: Problem z mężem 22.04.09, 12:19
            W sumie to sama zasugerowałą tą brutlaną prawdę w którymś poście powyżej. Cóż...
            • envi Re: Problem z mężem 22.04.09, 13:25
              hej, ja bym na twoim miejscu zostawila go w spokoju, sam przyjdzie
              jak bedzie chcial pogadac, im bardziej go ciagniesz za jezyk tym
              bardziej sie zamyka i ucieka do innych ktorzy nie gledza mu nad
              uchem, do zwierzen znajdz sobie kolezanke.
              • beforek Jedyna prawdziwa i dobra rada. 22.04.09, 20:25
                Mowie powaznie:

                jak chcesz, zeby ktos cie rozumial i kochal to kup sobie psa.
                a meza zostaw w spokoju i tak sie nie zmieni. wiec po co sie awanturwoac?
                • erillzw Re: Jedyna prawdziwa i dobra rada. 22.04.09, 21:38
                  beforek napisał:

                  > Mowie powaznie:
                  >
                  > jak chcesz, zeby ktos cie rozumial i kochal to kup sobie psa.
                  > a meza zostaw w spokoju i tak sie nie zmieni. wiec po co sie
                  awanturwoac?


                  Jak czytam tego rodzaju poradu to szkoda mi wszystkich ludzi, ktorzy
                  unikaja mierzenia sie z niedoskonaloscia ludzka na rzecz tak zwanego
                  swietego spokoju, ktory jest pietrzaca sie frustracja... :/
                  • beforek Re: Jedyna prawdziwa i dobra rada. 22.04.09, 21:47
                    erillzw napisała:

                    > beforek napisał:
                    >
                    > > Mowie powaznie:
                    > >
                    > > jak chcesz, zeby ktos cie rozumial i kochal to kup sobie psa.
                    > > a meza zostaw w spokoju i tak sie nie zmieni. wiec po co sie
                    > awanturwoac?

                    >
                    > Jak czytam tego rodzaju poradu to szkoda mi wszystkich ludzi, ktorzy
                    > unikaja mierzenia sie z niedoskonaloscia ludzka na rzecz tak zwanego
                    > swietego spokoju, ktory jest pietrzaca sie frustracja... :/
                    >

                    to co radzisz? Zrec sie?
                    • erillzw Re: Jedyna prawdziwa i dobra rada. 22.04.09, 22:15
                      Nie. Nauczyc sie komunikowac bez wrzaskow. I mowiac nauczyc mam na
                      mysli wrecz lecje tego jak sie mowi tak by bylo zrozumiale i jak sie
                      slucha by uslyszec oraz jak sie parafrazuje by miec pewnosc ze sie
                      dobrze rozumie. Wiele ludzi poddaje sie nie probujac nawet naprawiac
                      bledow jakie wyniesli z domu. A jednym z najwazniejszych jest brak
                      komunikowania sie ze zrozumieniem.

                      Zycie i relacje z ludzmi nie sa czarno biale, ze albo sie zresz albo
                      sie nie odzywasz...
                      • beforek Re: Jedyna prawdziwa i dobra rada. 22.04.09, 22:30
                        erillzw napisała:

                        > Nie. Nauczyc sie komunikowac bez wrzaskow. I mowiac nauczyc mam na
                        > mysli wrecz lecje tego jak sie mowi tak by bylo zrozumiale i jak sie
                        > slucha by uslyszec oraz jak sie parafrazuje by miec pewnosc ze sie
                        > dobrze rozumie. Wiele ludzi poddaje sie nie probujac nawet naprawiac
                        > bledow jakie wyniesli z domu. A jednym z najwazniejszych jest brak
                        > komunikowania sie ze zrozumieniem.
                        >
                        > Zycie i relacje z ludzmi nie sa czarno biale, ze albo sie zresz albo
                        > sie nie odzywasz...


                        nie? jak dla mnie to zwiazki maja dwie fazy:

                        pierwsza faza: gdy wszystko jest cacy
                        druga faza" gdy nic nie jest ok.

                        mozna sie rozejsc, ale niektorzy nie chca, nie moga, wiec lepiej miec swiety
                        spokoj, niz awanture. ale moge sie mylic.
                        • erillzw Re: Jedyna prawdziwa i dobra rada. 22.04.09, 22:38
                          beforek napisał:
                          > nie?

                          Nie.

                          >jak dla mnie to zwiazki maja dwie fazy:
                          >
                          > pierwsza faza: gdy wszystko jest cacy
                          > druga faza" gdy nic nie jest ok.

                          I ta druga jest ta w ktorej rezygnuje sie z docierania sie bo
                          przeciez nie jest juz cacy?
                          A wszystko dlatego, ze ktos nam nawciskal kitu, ze tylko zakochanie
                          jest cudowne i wspaniale i do zakochania poza chemia NIC nie wnosimy
                          my sami. A do stalego zwiazku i dojrzalej milosci musimy wniesc
                          umiejetnosci, ktoruych nie rzadko nie mamy.
                          I nie znam zwiazkow w ktorych "nic nie jest ok". Bardziej duzo nie
                          jest ok, lub wiekszosc. Nie ma az takich patologii.


                          > mozna sie rozejsc, ale niektorzy nie chca, nie moga, wiec lepiej
                          miec swiety
                          > spokoj, niz awanture.

                          I frustracje. Swiety spokoj to tylko ukrywanie zlosci jaka sie ma do
                          partnera. To juz lepiej sie rozejsc niz trwac ze soba w rosnacej
                          zzlosci na siebie bo sie nie ma odwagi przyznac, ze ma sie problem
                          nie tylko z partnerem ale i z soba..

                          >ale moge sie mylic.

                          Jako i ja.
    • kameleaa Re: Problem z mężem 23.04.09, 02:27
      Dzękuję Wszystkim za zainteresowanie, zrozumienie i podzielenie sie
      własnymi doświadczeniami.
      Nie czuję się juz tak przybita - a może dlatego, że mąż w
      delegacji ;).
      W każdym razie postanawiam: więcej spotkań z koleżankami - żeby mieć
      odskocznię i z wiekszym dystansem podchodzić do zachowań męża;
      pracować nad sobą, by nie ulegać tak łatwo emocjom i nie wdawać się
      w sprzeczki; będę dążyć do tego by i mąż przyswoił zasady
      prawidłowej komunikacji; muszę popracować nad wzmocnieniem poczucia
      własnej wartości; nie mogę pozwolić aby mąż mnie traktował
      lekceważąco i bez szacunku - zaczynam wypróbowywać metodę "jak Kuba
      Bogu, tak Bóg Kubie" - widzę już jakieś efekty (a może mi sie tylko
      wydaje - jak mąż wróci to się okaże).

      Jeśli mąż rozmija marzenia i wyobrażenia z rzyczywistością - to
      trudno. Ja go nie zmuszam do bycia ze mna na siłę, ale jak chce być
      (a tak twierdzi), to ma mnie traktować należycie (wiadomo - jak
      przyjaciółkę, kochankę, troskliwie, delikatnie, odpowiedzialnie), a
      nie tylko pisać o tym.

      Frustracja narasta. A mój zapał i postanowienia podjęte w wyniku
      powstania tego wątku mogą ulec szybciutko zniszczeniu w zetknieciu
      z rzeczywistością. Tego się boję.

      Pozdrawiam
      • kora3 z tego co się doczytałam w watku 23.04.09, 08:24
        ów komunikacyjny problem nie jest, czy nie był waszym jedynym. Jeśli
        dobrze zrzumialam była też jakaś zdrada z jego strony, czy tak?

        Jeśli tak - podwójnie Cię podziwiam, że próbujesz z nim jeszcze być,
        ale skoro chcesz, to próbuj.

        Popełniasz jednak pewne klasyczne błedy. Pozwalasz mezowi na tzw.
        odwracanie sytuacji. Wiekszosc ludzi, a tym bardziej facetów (ale
        nie tylko), jak narozrabia w zwiazku usiłuje zwalać winę za to na
        drugą strone, "obraza się" za brak zaufania - całkiem zreszta
        słuszny w takiej sytuacji, tweidzi, ze potrzeba im czasu na
        przemyslenia, ze się czuje osaczana itd.

        dzieje się tak wówczs, gdy taka osoba widzi, że drugiej na niej
        bardzo zalezy pomimo tego, ze ją zraniła.
        nie należy pozalac na owo odwracanie, a wszelkie próby stosowania
        tej taktyki ucinac.
        Pod zadnym ozorem nie narzucaj się mezowi, ani fizycznie, ani
        emcjonalnie. Nie prós juz o wyjasnienia i nie gadaj tyle.
      • cytrynka_ltd Re: Problem z mężem 23.04.09, 10:06
        kameleaa napisała:

        zaczynam wypróbowywać metodę "jak Kuba
        > Bogu, tak Bóg Kubie" - widzę już jakieś efekty (a może mi sie tylko
        > wydaje - jak mąż wróci to się okaże).


        Słuchaj innych, a na pewno doprowadzisz w ten sposób do rozpadu małżeństwa.
        A, on na delegacjach zacznie szukać okazji;)
      • stinefraexeter Re: Problem z mężem 23.04.09, 10:42
        Wiesz, a ja się dziwię, że tobie na tym małżeństwie tak zależy...

        Pisałam ci powyżej, podobnie jak ezriwill (jeśli nie przekręcam nicka), że znamy
        takie typy. I to są niereformowalne przypadki. Oni mogą się co najwyżej
        postarać, kiedy im zależy, czyli kiedy chcą kobietę zdobyć lub jej zaimponować.
        Jak tylko jednak na twojej twarzy pojawi się uśmiech, to wszystko wraca do stanu
        wyjściowego. Dlaczego? Bo kobieta została udobruchana i zatem można wrócić do
        NORMALNOŚCI. Gdyż niestety, takie zachowanie jest dla nich właśnie normalne.

        Jasne, mozesz zwiększyć dystans, aby mąż się przestraszył. Ale tak naprawdę aby
        był partnerem, a nie sąsiadem z jaskini obok, musiałabyś trzymać go w tym
        strachu i niepewności cały czas. A przecież to paranoja i wszelkie zaprzeczenie
        normalnego zdrowego związku.

        Mój ojciec też potrafi wysłać smsa lub zaskoczyć nagłym prezentem, który
        zazwyczaj jest niepotrzebny i uważa, że to wystarczy, że teraz baba nie może się
        go czepiać.

        Kameleaa, on cię potrzebuje, to prawda, ale nie z takich przyczyn, na których ci
        zależy. To nie miłość. Jemu jest po prostu z tobą wygodnie.

        Nie wiem,na co liczysz, naprawdę. Przykro mi, ale ja tu nie widzę żadnej szansy
        na poprawę. Wierz mi, chciałabym się mylić.
        • erillzw Re: Problem z mężem 23.04.09, 15:04
          stinefraexeter napisała:

          > Wiesz, a ja się dziwię, że tobie na tym małżeństwie tak zależy...
          >
          > Pisałam ci powyżej, podobnie jak ezriwill

          erillzw ;)

          I w pełni się zgadzam ze wszystkim co napisałes :)
          • stinefraexeter Re: Problem z mężem 23.04.09, 15:55
            erillzw napisała:

            > stinefraexeter napisała:
            >
            > > Wiesz, a ja się dziwię, że tobie na tym małżeństwie tak zależy...
            > >
            > > Pisałam ci powyżej, podobnie jak ezriwill

            Ups, przepraszam!

            • erillzw Re: Problem z mężem 23.04.09, 16:37
              ja tez, bom zrobila literowke i plec Ci zmienilam xD
    • cytrynka_ltd Re: Problem z mężem 23.04.09, 10:02
      tęskni na odległość.
      a, co jest jak wraca do domu?;)
      może on wyrażać swoje uczucia jedynie przy silnych emocjach podczas seksu.
      może był nauczony, że facet musi być twardy. a, mówienie i okazywanie uczuć jest
      dla niego słabością.
      • stinefraexeter Re: Problem z mężem 23.04.09, 10:47
        Być może.

        Ale ja stawiam na to, że jego żona go po prostu nie interesuje. Zbyt dużo z
        opisu pasuje do znanego mi z autopsji przypadku. Tak po prostu: ma gdzieś, co
        ona myśli i jak się czuje. On ma mieć po prostu spokój w swojej jaskini.
        • kora3 Re: Problem z mężem 23.04.09, 12:10
          dokładnie, a wieszanie sie na nim, łzy, błagania o zainteresowanie
          przynosza i przyniosą zawsze skutek odwrotny do zamierzanego...
    • kameleaa Re: Problem z mężem 23.04.09, 22:57
      Erillzw, kora3, stinefraexeter, cytrynka_ltd

      Macie dużo racji w tym, co mi piszecie. Wiem, ze popełniam błędy,
      jestem słaba psychicznie, emocjonalnie, choć staram się.
      Będę wdzięczna za jakieś sugestie co do popełnianych błędów, za
      jakieś pomysły jak radzić sobie z takim niereformowalnym typem i jak
      radzić sobie z własną często rozpaczą, przygnębieniem, opuszczeniem,
      brakiem sił.

      Czy zależy mi na małżeństwie?
      Raczej na czymś innym.
      Jesteśmy długo w tym związku. Nie tak łatwo podjąć decyzję o
      rozstaniu. On ma spore problemy z samym sobą, ale się do tego nie
      przyzna. Jest uczuciowy – szczególnie bardzo drażliwy na swoim
      punkcie. Sporo odczuwa, słabo potrafi to wyrażać, chyba boi się
      okazać słabość.
      Obecne problemy sięgnęły zenitu, tzn. jego zachowanie i stosunek do
      mnie stały się dla mnie nie do zaakceptowania. Ale nie dam tak łatwo
      za wygraną. Jeśli rzeczywiście jest takim typem i stara się tylko w
      sytuacji patowej, to trudno – przynajmniej musi się nauczyć
      szacunku, kultury. Nie będę za nim chodzić, zabiegać o rozmowy i
      wyjaśnienia. Postaram się skupić na sobie bym odzyskała jakikolwiek
      grunt pod nogami. To oczywiście nie jest życie lecz walka o
      przetrwanie i o miano osoby, ale nie mam wyjścia. Wiem prawie na
      pewno, że gdybym teraz poczyniła kroki ku rozwodowi mogłabym tego
      nie wytrzymać psychicznie.
      Ja również mam małą nadzieję na jego „poprawę”, choć od jakiegoś
      czasu zmienił się na plus pod względem stosunku do różnorakich
      obowiązków domowych. Może i w kwestii szacunku do drugiego człowieka
      też mu się to w końcu uda.
      Postanowiłam również, ze nie będę owijała w bawełnę, ale jasno i w
      miarę bez agresji będę mu mówiła co złego jest w jego zachowaniu –
      np. (jak ktoś mi tu poradził) jego romantyczny sms podsumowałam (gdy
      dopominał się jakiegoś komentarza) słowami, że to jakieś bzdury,
      wyjaśniając mu, ze dlaczego oczekuje, że ja takie pisanie w ogóle
      będę jakoś analizować, skoro on bez żadnych skrupułów wydrwił moją
      otwartość i tematy, które ja poruszyłam. Próbował na mnie
      naskakiwać, ale ja na szczęście zachowałam spokój i w końcu mnie
      przeprosił.
      Muszę niestety być z nim na dystans i cały czas reagować natychmiast
      protestem na jego lekceważąco-drwiąco-manipulacyjno-raniące odzywki.
      Nie wiem jak długo to potrwa i jaki będzie efekt i ile wytrzymam,
      ale gdy się denerwuję i pozwalam się wciągać w jakieś słowne
      przepychanki, to przegrywam. On musi odczuć sam na sobie jak to
      jest, gdy się drugiej osobie mówi byle co i byle jak traktuje.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja