agattka_84
28.04.09, 11:28
Moja siostra ma męża, który wszedł jej na głowę w każdym możliwym
sensie. Ona dużo pracuje, rozwija się, świetnie zarabia. On pracuje
kilkanaście godzin w tygodniu - uczy angielskiego, poza tym nie robi
nic sensownego poza "filozofowaniem" (gość w typie "mam patent na
mądrość") i udzielaniem jej rad, jak ma kształtować swoją karierę.
On przyznaje sobie pełne prawo do rozporządzania pieniędzmi, które
ona zarabia, łącznie z ograniczaniem jej np. zakupów odzieżowych.
Wszystko w tej rodzinie przebiega tak, jak on tego chce - wzięli
ślub cywilny (bo on nie chce szopki w kościele), nie kupili
samochodu (bo on uważa, że to bez sensu), nie jedzą czerwonego mięsa
(bo jemu nie smakuje), itd, itp, przykłady można mnożyć w
nieskończoność. Ona bardzo chce mieć dziecko, on nie (bo dziecko to
pasożyt), więc ona nawet z tego jest w stanie zrezygnować.
Najgorsze jest to, że on potrafi świetnie nią manipulować, do tego
dochodzi, że ona jest osobą łatwo ulegającą wpływom. W rezultacie,
ona "przejmuje" wszystkie jego opinie, uważa je za własne. Nie było
jeszcze sytuacji, aby w czymkolwiek mu się sprzeciwiła, czy wyraziła
własne zdanie.
Nie wiem już, jak mam z nią rozmawiać, jak sprawić, żeby przejrzała
na oczy i zobaczyła, że żyje z pasożytem, który ją tłamsi. :(