Dodaj do ulubionych

Z jego strony to tylko "przyjaźń"...

01.05.09, 02:31
Tak ciężko o tym pisać, ale jeszcze gorzej dusić w sobie. Muszę się z kimś
podzielić, wybaczcie za kolejną "banalną historię".
Cztery lata poświęciłam dla kogoś kto w końcu przyznał się, że mnie nie kocha,
było mu dobrze, wspaniale, ale nie było chemii wg niego... Przeżyliśmy razem
trudne chwile, jego rozwód (nie z mojej winy), jego problemy z alkoholem,
byłam mu całkowicie oddana i chciałam dla niego jak najlepiej. On ciągle
powtarzał jaka jestem wspaniała, jak żałuje, że nie poznał mnie wcześniej. Co
raz tylko mówił, że nie chce już ani dzieci, ani kolejnego małżeństwa i jeśli
chcę z nim być to nie mogę na nic takiego liczyć. Zaakceptowałam to, bo byłam
ślepa z miłości. Liczyłam, że może zmieni zdanie jak minie trochę czasu po
rozpadzie jego rodziny. Po czterech wspaniałych, ale i trudnych latach,
oznajmił mi, że odnowił kontakt ze starą znajomą na NK, zaczął się z nią
spotykać, a ja muszę o nim zapomnieć, bo między nami nie ma prawdziwego
uczucia. Potem jeszcze czasami się spotykaliśmy, w końcu powiedziałam dość i
zerwałam kontakt. Cierpiałam bardzo, nic nie jadłam, strasznie schudłam,
zaczęły mi wypadać włosy, ale jakoś się pozbierałam. Po pół roku zadzwonił, że
mnie bardzo potrzebuje, głupia popędziłam do niego i zostałam... Wyszło, że
przez rok naszej rozłąki rozpił się strasznie, prawie stracił córkę, ma
ograniczone prawa - a wszystko przez miłość do tej... Przez cztery miesiące
byliśmy razem, pomagałam mu dojść do siebie, mówił, że kocha, że przy mnie
odzyskuje chęć do pracy, natchnienie... pozbierał się, ale okazało się, że z
"nią" nadal się spotyka. Zaczęłam się stawiać, że odejdę, więc zerwał z tamtą,
niestety nie na długo. Znowu zaczęły się smski i spotkania, a jak nie byłam mu
już potrzeba powiedział coś bardzo przykrego. Dla niego byłam tylko
przyjaciółką, dopiero jak ją poznał, poczuł co to znaczy prawdziwa kobieta, to
chemia... Widziałam ich zdjęcia porno, rozumiem go ;) Wg niego jestem aniołem,
dobra, piękna, zgrabna, pociągająca, mądra, uwielbia ze mną przebywać,
rozmawiać, kochać się. Ona jest może mniej atrakcyjna, trochę głupsza, nie
lubi jej charakteru - robi ciągle awantury, jest z tych co dużo gadają, ale
bez sensu - jednak kocha ją, bo między nimi jest chemia, spontaniczność,
emocje - schodzą się i rozchodzą, ona mieszka z ojcem swojego dziecka. A jeśli
chcę z nim nadal być, muszę zaakceptować jego związek z tamtą. Odeszłam,
godność nie pozwala mi z nim być, ale dlaczego to tak bardzo boli... Wiem, że
nie zasługuje na mnie, ale dlaczego ciągle łudzę się, że zadzwoni... Dlaczego
bycie dobrym oznacza tylko przyjaźń... Nie potrafię się zmienić, nie potrafię
być zołzą... Zdaję sobie sprawę, że miłości nie można przekupić dobrymi
czynami, sama zakochałam się w egoiście, ale czy jest jakieś lekarstwo na to
cierpienie? Jak odzyskać wiarę w siebie?
Obserwuj wątek
    • madai Re: Z jego strony to tylko "przyjaźń"... 01.05.09, 07:49
      nie lubie takich historii, noz mi sie w kieszeni otwiera. Nienawidze
      takich facetow, bo manipuluja kobietami, a kobiety niestety leca na
      kazde ich zzawolanie.

      Nie ma tutaj rady. Musisz urwac wszelkie z nim kontakty, pojsc po
      rozum do glowy, a przede wszystkim - przestac sie łudzić i zaczac
      zyc wlasnym zyciem. Wiem, ze to trudne, ale tylko Ty i czas mozecie
      wyleczyc sie z tego chorego ukladu.
    • niebieski_lisek Re: Z jego strony to tylko "przyjaźń"... 01.05.09, 08:50
      Kurcze, ale z Ciebie masochistka. Najbardziej rozwalił mnie tekst
      Widziałam ich zdjęcia porno, rozumiem go ;)
      Kurcze, dziewczyno, jeszcze z uśmieszkiem to piszesz? On pokazywał Ci ich
      zdjęcia pornograficzne a Ty oglądałaś jak ciele? No chyba że sama je wygrzebałaś
      :/ Fakty są takie że związałaś się z alkoholikiem - manipulatorem, w tej relacji
      musiałabyś zrezygnować ze wszystkiego dla siebie - ze ślubu, dzieci, a nawet
      pogodzić się z obecnością kochanki, a on miał tylko brać. Myślę że masz niskie
      poczucie własnej wartości, może powinnaś zapisać się do psychologa?

      Wyszło, że przez rok naszej rozłąki rozpił się strasznie, prawie stracił
      córkę, ma ograniczone prawa - a wszystko przez miłość do tej...

      Nieprawda, on sam na to zapracował, zapewne nikt nie wpychał mu alkoholu czy
      skłócał z dzieckiem. Dziwne że nie widzisz tego, tylko go usprawiedliwiasz.
    • kol.3 Re: Z jego strony to tylko "przyjaźń"... 01.05.09, 08:57
      Twój facet ma układ idealny: ma przy sobie prawdziwą kobietę -
      to "tamta"zołza, ale wg niego stuprocentowa kobieta i Ciebie - osobę
      w pelni oddaną, ale wg niego tylko przyjaciółkę "do sprzątania" po
      tym jak on narozrabia, do pomagania mu w trudnych chwilach, do
      wyciągania go z kłopotów.
      Jeśli odpowiada Ci rola tej drugiej,podręcznej, to możesz tkwić w
      tym chorym układzie. Twój facet doskonale zdaje sobie sprawę z
      twojego zaangażowania i bez zmrużenia oka wykorzystuje Cię do swoich
      celów i sprytnie Tobą manipuluje. Tracisz czas.
    • marzeka1 Re: Z jego strony to tylko "przyjaźń"... 01.05.09, 09:04
      "Jak odzyskać wiarę w siebie? "- jak? Zaznaczyć datę, kiedy zerwaliście i co
      roku obchodzić ten dzień jako święto. Być może udało ci się spieprzyć do końca
      sobie życia na takiego dupka. Bo pan z opisu jest dupkiem gigantycznym ,tylko
      wyjątkowe klapki na oczach nie pozwalają ci tego dostrzec.
      Mam nadzieję, że w ogóle sobie zdajesz sprawę z tego, że dupek manipuluje tobą?
      Jeśli zwyczajnie nie chcesz zmarnować sobie na niego życia- odetnij wszelkie
      kontakty, bo być może chce cię traktować jako wentyl bezpieczeństwa, a nuż znowu
      mu nie wyjdzie, rozpije się, spadnie na pysk, wtedy przyda się taka siostra
      miłosierdzia jak ty. Poza tym, CO ty miałaś z tego dziwacznego układu?
    • posh_emka Jaka przyjaźn? 01.05.09, 09:51
      Zastanów się na chłopski rozum czy przyjaciel robi coś takiego przyjacielowi- to
      co on zgotował tobie.

      Nie masz szans na żaden związek z nim bo związek między dwojgiem ludzi to przede
      wszystkim oparty jest na przyjaźni- a potem dopiero miłość.

      Olej go bo nie jest ciebie warty-tracisz tylko czas i zdrowie.
      I nawet jeśli ci się teraz wydaje,że go kochasz i nigdy nikogo już nie
      znajdziesz kogo mogła byś pokochać tak mocno jak jego to napiszę ci,że jesteś w
      błędzie- piszę z własnego doświadczenia.

      Chyba,że lubisz tracić cenny czas i się zadręczać- a w tym czasie kto wie, może
      gdzieś za rogiem jest ten "właściwy".....
    • kam-ka Re: Z jego strony to tylko "przyjaźń"... 01.05.09, 13:43
      Nie doradzam ludziom pochopnych rozstań.

      Ale w tym przypadku ZDECYDOWANIE PRZESTAŃ SIĘ Z NIM ZADAWAĆ!

      A jak odzyskać wiarę w siebie? Co robić innego o tak odzyskanym czasie? Wszystko
      inne. Zajmij sie sobą, swoją pracą (czy co tam robisz w życiu), ewentualnie
      dodatkowe zajęcia (kurs, hobby, sporty, zaległe lektury) i znajomymi: Odśwież
      kontakty z koleżankami i kolegami, rodziną, spotykaj się, wychodź, wyjeżdżaj
      razem. Z czasem być może nawet pojawi się "ten właściwy", ale nic na siłę, na
      razie wystarczy, że przynajmniej będziesz się koleżeńsko spotykać z innymi ludźmi.
    • fioletowakapusta Re: Z jego strony to tylko "przyjaźń"... 01.05.09, 17:41
      Chyba mam podobną do Twojej naturę - głupie jesteśmy, ale myslę, że to się
      bierze z o wiele poważniejszych problemów. U mnie to toksyczne dzieciństwo i
      słuchanie codziennie o swojej beznadziejności, przemoc...Niskie poczucie własnej
      wartości to mało powiedziane...To oczywiście trzeba załatwiać u psychologa, bo
      takie dziewczyny, jak my mają skopany tzw. radar i wybierają gości, którzy na
      pewno pokrzywdzą...To znamy i to przyciągamy.
      Chciałabym wyrwać się z tego błędnego koła, ale to jest cholernie trudne. Ciągle
      jakoś tak wydaje się, że przecież nie ma ludzi i dealnych, ktoś inny może być
      gorszy, a co jeśli się nikogo nie spotka....Samotność mnie przeraża. Wokoł
      rodziny, dzieci...Presja społeczna ciężka do przezwyciężenia.
      Mój facet potrafi mnie poniżyć, a potem tak odwrócić kota ogonem, że wychodzi na
      to, że to ja i moje myslenie jest winne jego reakcjom. A ja to analizuję i
      często daję to sobie wkręcić, choć gdzieś z tyłu głowy majaczy myśl, że przecież
      gdyby mnie kochał to szanowałby mnie, a nie tylko szukał usprawiedliweń dla
      swego podłego zachowania...
      Dziewczyny, czy naprawdę można spotkać po 30-tce fajnych, pogodnych,
      odpowiedzialnych facetów?
      • envi Re: Z jego strony to tylko "przyjaźń"... 01.05.09, 22:08
        ja pierdziele, nie wierze, po prostu n ie wierze ze istnieja takie kretynki na
        swiecie!! dajesz sie wodzic za nos, traktowac jak szmate i jeszcze najlepsze
        jest to, ze w ogole tego n ie zauwazasz, czego ty sie psodziewasz?? najlepiej
        sie zabij bo nastepny uklad damsko-meski bedziesz miec taki sam, a moze nawet i
        kolejny pan i wladca bedzie cie lal, ale Ty to zniesiesz w imie milosci...no po
        prostu NIE DOWIARY!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka