Rozwód - jaki mam prawa?

IP: 81.210.121.* 05.12.03, 12:53
Poinformował mnie, że składa pozew. Mam się wyprowadzić, natychmiast. To jego
mieszkanie. Jestem zameldowana tam od czasu ślubu. Nie chce mi się już
ratowac tego związku, nie ma czego. Ale w tej chwili po propstu nie mam gdzie
iść. Tułać się po koleżankach? Moja sytuacja finansowa nie pozwoli mi na
wynajęcie teraz niczego. Potrezbuje miesiąc-dwa czasu. On chce wystawić mi
walizki za drzwi. Przecież chyba nie ma prawa? Chcę się stamtad wyprowadzić,
jak najbardziej, tylko muszę miec chwilę czasu. Teraz boję się, że wróce i
zastanę moje wywalone rzeczy... Czy wzywać wtedy policję? Już sama nie wiem
co robić, przesiedzieć kilka dni u koleżanki czy pilnować na miejscu swoich
rzeczy...
    • Gość: mila Re: Rozwód - jaki mam prawa? IP: 195.94.203.* 05.12.03, 13:06
      co takiego się stało, że chce Ciebie wyrzucić. Przecież wie, że nie masz gdzie
      się podziać!! Może dogadajcie się, niech on wynajmie dla Ciebie mieszkanie,
      chociaż do momentu rozwodu. Jeżeli on lepiej zarabia, a Tobie po rozwodzie
      bardzo pogorszy się, a rozwód zostanie orzeczony z jego winy, możesz dostać
      alimenty. Ale to wszystko zależy od wielu rzeczy i nie jest proste do
      uzyskania. Jak długo byliście małżeństwem ?
      • lola211 Re: Rozwód - jaki mam prawa? 05.12.03, 13:19
        a rozwód zostanie orzeczony z jego winy, możesz dostać
        > alimenty.
        Rozwód nie musie byc z jego winy, by otrzymac alimenty.
        Nie otrzyma sie ich tylko wtedy gdy rozwód wg sadu nastapił wyłacznie z jej
        winy.Tak wiec nawet rozwód bez orzekania o winie daje podstawe do alimentów.
    • Gość: mila Re: Rozwód - jaki mam prawa? IP: 195.94.203.* 05.12.03, 13:09
      ale ja bym się wyniosła
      • Gość: Triss Merigold Re: Rozwód - jaki mam prawa? IP: *.acn.waw.pl 05.12.03, 13:32
        Dlaczego ma się wynosić? Rozumiem, że atmosfera jest straszna ale przecież tam
        są jej rzeczy, na pewno wiele rzeczy do mieszkania nabyli wspólnie, jest
        zameldowana, czemu miałaby tak lekką ręką to zostawiać?
    • Gość: magda Odpowiadam IP: 81.210.121.* 05.12.03, 13:59
      Odpowiadam na wszystkie posty wspólnie.
      Małżeństwo trwało 1,5 roku. Wyobrażam sobie co powiecie. Dodam, że mam 31 lat,
      więc nie powinnam być taka głupia? A jednak byłam i to bardzo, bo nawet nie
      zamieszkaliśmy przed ślubem razem. Wydawało mi się, że skoro jestem już taka
      dorosła, to znam się na ludziach. Mimo, że miał mieszkanie, wprowadziliśmy się
      do niego po ślubie. Częściowo zostało urządzone za pieniądze otrzymane w ramach
      prezentu ślubnego. W trakcie ślubu on tylko płacił za mieszkanie (naprawdę nie
      dużo), ja kupowałam żywność, srodki BHP, a także wszystko co potrzebne jest
      kobiecie. Rozchodziła się cała moja pensja, on był nastawiony na odkładanie.
      Chce się wyprowadzić i to zrobię, ale w tej chwili nie mam jak.
      Dlaczego rozwód? Jak dla mnie wina obopólna. On nie zrobił nic, by mnie przy
      sobie zatrzymać, faworyzował swoją rodzinę, miał syndrom maminsynka. I wiele
      róznych cech, których nie chciał zmienić. Nie wolno mi było nic zmienić,
      przestawić w mieszkaniu. Wszystk, od firanek, poprzez meble było jego pomysłem.
      Moje pomysły były zawsze złe.
      Proszę, nie roztrząsajcie mojej głupoty. Mam sama z tego powodu już dosyć
      myślenia.
      Teraz martwię się o mój własny dobytek. Nie mam wiele ciuchów, nie chciałabym
      by je np. wystawił koło smietnika i straciłabym to. Nie chodzi o materializm,
      ale ja muszę poza tym normalnie próbować żyć, chodzi mi o pracę.
      Alimenty... Nie, nawet jeśli miałabym do nich prawo to ich nie chcę. Niech się
      udławi swoimi pieniędzmi.
      • lola211 Re: Odpowiadam 05.12.03, 14:05
        Z tego co wiem, to do czasu rozstrzygniecia sprawy przez sad on nie moze cie
        wyrzucic z tego mieszkania.Inna sprawa, co czynic gdy tak zrobi.Oczywiscie
        mozna próbowac walczyc, wzywac policje, tylko ze to straszna szarpanina i
        ponizenie.Jesli masz mozliwosc to spakuj co twoje i po prostu sie
        wyprowadz.Jesli nie, to próbuj go postraszyc, ze jak ci wystawi walizki za
        drzwi to bedzie miał policje na karku.A najlepiej próbowac sie dogadac, ale to
        chyba niemozliwe?
        • Gość: magda Re: Odpowiadam IP: 81.210.121.* 05.12.03, 14:18
          Powiedziałam mu, ze nie ma prawa, skoro jestem tam zameldowana, usłyszałam, że
          mam go nie straszyć (ja!). Niemniej wiadomo, ze chciałabym takiej sytuacji
          uniknąć. Należę do ludzi, którzy nie lubią prac brudów publicznie a akurat w
          naszej okolicy policja to widok rzadki i z pewnością wzbudziłaby
          zainteresowanie sąsiadów. Ale cóz...
          Spakować... W tej chwili nie mam samochodu i przez tydzień nie będę miała nawet
          skad pożyczyć. Przewieźć rzeczy musiałabym daleko, wynajmowanie samochodu nie
          wchodzi w rachubę. Po prostu muszę się przemęczyć. Ale przynajmniej
          potwierdziłaś, że wg prawa wyrzucić mnie nie może.
          Nie, dogadanie się nie jest możliwe. Własciwie całe półtoraroku to były moje
          kompromisy. Teraz mam dosyć. On chciałby zmian we mnie, nie zauważając
          absolutnie swoich wad. Taka prosta rzecz jak sposób jedzenia: mlaskając z
          otwartymi ustami. Na moją zwrócona, naprawde delikatnie uwagę, usłyszałam, że
          on jest taki jaki jest i musze go takim zaakceptować. Wole już jeśc obiady w
          samotności. ;)
          • Gość: Marta Napewno nie może Cię wymeldować, to możesz IP: *.pl / *.ns.slesz.pl 08.12.03, 19:16
            zrobić TYLKO SAMA. On tego nie może zrobić. Ja bym walczyła na Twoim miejscu.
      • Gość: Triss Merigold Re: Odpowiadam IP: *.acn.waw.pl 05.12.03, 14:06
        Nawet jeśli przeprowadzicie rozwód bez orzekania o winie to możesz założyć
        sprawę (albo do odrębnego postępowania albo włączoną) o podział majątku. Sąd
        może rozstrzygnąć, że np. ex- mąż musi Cię spłacić.
        • Gość: magda Re: Odpowiadam IP: 81.210.121.* 05.12.03, 14:19
          Pewnie tak zrobię. Owszem, nie wniosłam mu praktycznie żadnego posagu, ale to
          co zyskał podczas ślubu ze mną jest równiez moją zasługą.
          • Gość: mila Re: Odpowiadam IP: 195.94.203.* 05.12.03, 14:53
            waszym wspólnym majątkiem jest wyposażenie mieszkania i wszystko co kupiliście
            w trakcie trwania małżeństwa, prezenty ślubne oraz pieniądze odłożone na
            koncie, nawet jeśli to jest jego konto. I tym wszystkim MUSI się z Tobą
            podzielić. Postaraj się o wyciągi z konta i wszystkie możliwe dokunenty, które
            potwierdzą Twoje słowa i prawa do majątku.
            Napisałam, że bym sie wyprowadziła, ponieważ napisałaś, że mieszkanie jest jego
            więc tak czy inaczej będziesz musiała się wynieść. Ale nie musisz robić tego
            pośpiesznie, dbaj o własne interesy.
            • Gość: magda Wyciagi z konta IP: 81.210.121.* 05.12.03, 15:03
              Wyciagów raczej nie zdoobędę. :( Właśnie sobie przypomniałam częsty widok:
              wyciagi darł i wyrzucał zaraz po pilnym przestudiowaniu. Nie mam zupełnie
              pojecia o typach jego kont i ich stanie. Nie interesowało mnie to.
              Ale mam w związku z tym pytanie: nawet gdyby udało mi się zdobyc taki wyciąg
              (choc wracam znacznie póxniej z pracy i to nie ja opróźniam skrzynkę) i
              miałabym jakąś tam sume, po czym w trakcie rozwodu konto zostałoby sczyszczone,
              to czym wtedy jakieś szanse na odzyskanie?
              Chociaż znając wszystkie sztuczki i kruczki to zdaję sobie sprawę, że kazdy
              adwokat dobrze mu doradzi jak wyjść z takiej sytuacji...
              • Gość: Triss Merigold Re: Wyciagi z konta IP: *.acn.waw.pl 05.12.03, 15:07
                Jesli weźmiesz adwokata prywatnie albo skorzystasz z pomocy prawnej którejś z
                organizacji kobiecych to Ci doradzą. Tutaj już nie wiem. Sądzę, że jest jakaś
                możliwość udowodnienia posiadania oszczędności ale wyegzekwowanie to inna
                sprawa. Wejdź na stronę org. kobiecych i zapytaj.
                • Gość: mila Re: Wyciagi z konta IP: 195.94.203.* 05.12.03, 15:41
                  wcale nie jest tak łatwo udowodnić że mąz posiada jakieś pieniądze, jeśli nie
                  wiesz ile i gdzie. Sąd nie będzie pisał zapytń do wszystkich banków.
                  To Ty musisz się postarać. Nikt Ci w tym nie pomoże, to są naprawdę trudne
                  sprawy. Sama musisz to udowodnić. Wymyśl coś. I udaj się do jakiś organizacji
                  kobiecych, tam Ci pomogą. To jest bardzo dobry pomysł. Nie trać czasu, on
                  napewno już się zabezpiecza, skora składa pozew. Może odbierz korespondencję na
                  poczcie.
      • Gość: Annette Re: Odpowiadam IP: *.pl.ibm.com / *.de.ibm.com 05.12.03, 14:17
        O ile wiem, jeśli osoba użyczająca mieszkania chce się pozbyć współlokatora,
        musi najpierw wezwać go do opuszczenia mieszkania, a jeśli ten nie będzie
        chciał się dobrowolnie wyprowadzić, powinna udać się do sądu z pozwem o
        eksmisje, a po jej orzeczeniu przeprowadzić ją (eksmisję) i na końcu wymeldować
        współlokatora. Tyle teorii. W praktyce, jeśli on wystawi Twoje rzeczy za drzwi
        i zmieni zamki, to będziesz mieć problem. Możesz udać się do dzielnicowego i
        powiedzieć, że mąż nie chce wpuścić Cię do mieszkania w którym jesteś
        zameldowana, tylko że znając bezradność naszej policji i jej niechęć do
        interweniowania w "sprawach rodzinnych", możesz mieć problemy z wyegzekwowaniem
        pomocy. Może spróbuj się dogadać, np. że do tego i tego dnia znajdziesz sobie
        lokum i się wyprowadzisz? Tylko termin musi być realny. Napewno byłoby Ci
        łatwiej, gdyby rozwód udało się przeprowadzić w cywilizowany sposób. W czasie
        rozwodu koniecznie złóż wniosek o podział nabytego majątku - nie ma znaczenia,
        za czyje pieniądze był on nabywany, bo zarówno Twoje jak i jego zarobki wchodzą
        w skład tzw. majątku wspólnego. Również te, które on odłożył w czasie trwania
        małżeństwa. Skontaktuj się z prawnikiem. Jeżeli Cię na prawnika nie stać,
        poszukaj pomocy w organizacjach zajmujących się pomocą dla kobiet, tam często
        udzielane są bezpłatne porady prawne. Alimenty (jeśli już o nich mowa)
        przyznawane są w Polsce eks-małżonkowi bardzo rzadko, tylko jeśli znajdzie się
        w nędzy. Te alimenty, które są zasądzane zazwyczaj, są na dzieci.
        • Gość: magda Re: Odpowiadam IP: 81.210.121.* 05.12.03, 14:23
          Dziękuję Annette. Wszystkie mnie upewniłyście, ze mogę walczyc o prawo do
          pobytu w tym mieszkaniu, przynajmniej przez czas jakiś.
          O alimentach absolutnie nie myślę. Zrabiam mało, ale nie chcę już nic od tego
          człowieka, tylko to co mi się rzeczywiście należy.
          Przeraża mnie sam fakt rozprawy sądowej tej wiwisekcji, ale w końcu mnóstwo
          kobiet to przeszło.
          • Gość: Triss Merigold Re: Odpowiadam IP: *.acn.waw.pl 05.12.03, 14:27
            Pierwsza rozprawa pojednawcza jest formalnościa. Jeśli rozwodzi się dwoje ludzi
            bez dzieci i orzekania o winie to na ogół sąd nie żąda składania szczegółowych
            wyjaśnień dot. przyczyn rozpadu związku (przynajmniej u mnie tak było). Co do
            podziału majątku, miłe nie jest. Na wszelki wypadek znajdź wyciągi z konta męża
            (założę się, że je wyczyści), to będzie dla sądu dowód (skoro to co mąż odłożył
            wchodzi do majątku wspólnego).
            • Gość: magda Re: Odpowiadam IP: 81.210.121.* 05.12.03, 14:33
              Jestes rozwiedziona? Czyli rozmawiam z osobą, która już to przeszła. Niby w
              naszych czasach to częsta "przypadłość" ale dziwnym trafem nie mam takich osób
              w gronie znajomych więc nawet nie mam kogo zapytać. Mój taka rozwodził się dwa
              razy, niestety już nie żyje. Głupio mi przed rodziną będzie, bo wyjdzie na to,
              że się w niego wdałam. Oh! Co mnie obchodzi rodzina! W sumie nie uciekłam
              sprzed ołtarza tylko dlatego, że bałam się własnie opinii, osądu... A czułam,
              że coś mi nie wyjdzie... To nie był mój pierwszy związek, przedtem mieszkałam z
              dwoma facetami bez ślubu, wszystko się jednak rozeszło. Nie wiem dlaczego teraz
              tak sobie zawierzyłam...
              Wyciagi bankowe. Brzmi to okropnie, ale niestety chyba powinnam przestac myśleć
              o dumie a swoim zabezpieczeniu. To chyba okropne, że nie myślę juz o uczuciach
              tylko o pieniądzach. Tylko czy to coś złego??? Dlaczego on jeszcze ma się moim
              kosztem obłowić, skoro razem pracowaliśmy na tak wiele rzeczy.

              Czy mogę zapytac jaki był powód Twojego rozwodu?
              • Gość: Triss Merigold Re: Odpowiadam IP: *.acn.waw.pl 05.12.03, 14:44
                Banalny. Za krótko się znaliśmy, nie mieszkaliśmy razem wcześniej. Dramatu nie
                było. Oboje pomyliliśmy zauroczenie z miłością, nie dogadywaliśmy się w
                podstawowych sprawach. Błąd młodości i tyle. Rozwód był tak niestresujący jak
                to możliwe, podziału majątku nie było bo mieszkanie jest moje i urządzone przed
                ślubem za moją kasę. Oboje niewiele zarabialiśmy, nie było co dzielić,
                z "dorobku" on wziął komputer i wideo.
                Znam też inne rozwody, w wersji hardcore. Taki z detektywem i szukaniem
                rozliczeń podatkowych dla Urzędu Skarbowego żeby udowodnić, że mąż ma wysokie
                dochody.
                Słuchaj, nie unoś się ambicją, masz prawo do podziału majątku i już. Tak bywa,
                że jedna osoba finansuje tzw. życie a druga odkłada. Odkłada bo może nie
                wydawać, de facto żyjąc na koszt drugiej.
                Rozwód jest stresujący nie ma co się łudzić. Mi było o tyle łatwiej, że już
                jakiś czas nie mieszkaliśmy ze sobą, oboje mieliśmy nowych partnerów.
                Ja już sobie poukładałam życie, z byłym mężem nie utrzymuję kontaktów (po co?),
                nie mam żalu ani pretensji.
                • Gość: magda Re: Odpowiadam IP: 81.210.121.* 05.12.03, 14:50
                  Własnie, ostatni nowy nabytek męża: komputer. ;) I trochę by mi go było żal. ;)
                  Mieszkanie częściowo było urządzone przed ślubem, częsciowo zostało po.
                  Nadal nie neguję ślubów bez wczesniejszego zamieszkania razem. Mimo wielu
                  dostzreżonych wad po byłam w stanie je zaakceptować. Płakałam nie raz przez to.
                  Teraz już nie mam sił na łzy, narasta we mnie wściekłość. Może przejdzie zanim
                  dojdzie do rozwodu. Mniej wiecej jaki czas czeka się na pierwszą rozprawę od
                  momentu złożenia pozwu?
                  • Gość: Triss Merigold Re: Odpowiadam IP: *.acn.waw.pl 05.12.03, 14:57
                    Zależy gdzie, ja czekałam 3 miesiące. Wystarczy czasu żeby sobie wszystko
                    przemysleć i poukładać na spokojnie.
                    • Gość: magda Re: Odpowiadam IP: 81.210.121.* 05.12.03, 15:05
                      Dziekuję Triss. :) Pomogłaś mi, naprawdę, mam już jasniejszy poglada dot.
                      kwestii rozwodów. :)
                      Nie odważyłam się dzis zalogowac pod moim nickiem. Mimo, ze w sieci jesteśmy
                      anonimowi, cokolwiek potem napiszę w poście mogłoby zostać zawsze połączone z
                      moimi problemami. Chyba bym tego nie zniosła.
                      Pozdrawiam serdecznie i dziękuję. Triss i wszystkim dziewczynom, które
                      udzieliły się w moim wątku. Kończę powoli pracę i zbieram siły na powrót
                      do "domu."
                  • Gość: Annette Re: Odpowiadam IP: *.pl.ibm.com / *.de.ibm.com 05.12.03, 15:09
                    Ja też na rozprawę pojednawczą czekałam około 3 miesięcy. Dodam, że nie jestem
                    rozwiedziona (ostatecznie wycofałam powództwo).
            • Gość: słowiczek Re: Odpowiadam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.03, 14:46
              Triss zazdroszczę Ci...ja chciałam kulturalnie bez brudów bez orzekania.
              pierwsza sprawa to faktycznie formalność, dzieci nie mam,sprawa o majątek to
              odrębna kwestia i coz tego? Publiczne pranie brudów,dopowadził do tego że
              każdej nocy śniło mi się że mnie dusi...
              Co mnie nie zabije to mnie wzmocni.Niestety, jest coś takiego ze możesz spisac
              umowę z dowolną osoba na pożyczkę( ha ha ha!) na zakup np.samochodu i już
              małżonkowi nie należy się połowa jego wartości...
              Co mnie nie zabije to mnie wzmocni.
              • Gość: Triss Merigold Słowiczku IP: *.acn.waw.pl 05.12.03, 15:25
                może miałam to szczęście, że trafiliśmy na kulturalną panią sędzię, która
                zadowoliła się zgodnym oświadczeniem stron. Nie było wypytywania o szczegóły
                rozpadu pożycia, ze 3-4 standardowe pytania typu "Czy kocha Pan/Pani żonę?męża"
                czy jest szansa na pogodzenie. Wszystko trwało z 15 minut i z 15 czekania na
                orzeczenie wyroku. Nie wiem dlaczego u Ciebie tak to się odbywało. Złosliwość?
                Chora ciekawość sądu? Przekonanie, że można małżeństwo utrzymać za wszelką
                cenę?
                • Gość: słowiczek Re: Słowiczku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.03, 15:47
                  złościwośc mojego męża- sędzina na każdej sprawie wzywałą go do odstapienia od
                  orzekania bo nie ma przesłanek...nawet po przesłuchaniu świadków, ale on
                  uparcie obstawał przy swoim. co gorsza - powiedział w sądzie że jeżeli on
                  zostanie uznany winnym to będzie się odwoływał:(
                  Wkurza mnie świadomośc że nic nie zalezy ode mnie...
          • lola211 Re: Odpowiadam 05.12.03, 14:29
            A moze postrasz go, ze nie wyrazisz zgody na rozwód, skoro to on go chce?Jesli
            zas chce załatwic sprawe szybko i bez problemów to musi zgodzic sie na danie
            ci czasu poszukania sobie lokum?
            • Gość: magda Re: Odpowiadam IP: 81.210.121.* 05.12.03, 14:45
              Powiem szczerze, ze złość we mnie coraz bardziej narasta, coraz wiecej
              przypomina mi się sytuacji z tego tak krótkiego małżeństwa, kiedy to kładłam
              uszy po sobie i nie walczyłam o równe prawa. Złośc narasta i gdy dojdzie do tej
              sprawy, kto wie, na pojednawczej może powiem, że ja wciąż widzę nadzieję. Ot
              tak.
              Ale nie. Raczej nie. Zobaczę co będzie dziś, czy dalej będzie "szedł na noże"...
              On jest zdolny do tego, by sprowadzic swoich rodziców, by pomogli mu wywalać
              mnie. Choć sprawa trwa dopiero trzy dni, podejrzewma, że jego matka już jest
              poinformowana.
              • Gość: Annette Re: Odpowiadam IP: *.pl.ibm.com / *.de.ibm.com 05.12.03, 14:55
                Odradzam Ci takie posunięcia. Im krócej będzie to wszystko trwało, tym w
                rzeczywistości lepiej dla Ciebie. Mniej zostaniesz poraniona w tej całej
                przykrej sprawie. Na chłodno lepiej się myśli i łatwiej zadbać o swoje prawa.
              • Gość: Rysiekxx Re: Odpowiadam IP: *.gw.ipl.net / *.internetdsl.tpnet.pl 05.12.03, 18:30
                Szkoa ze nie mogłem sie dołaczyc do dyskusji Magda trzymam za Ciebie nie daj
                sie jestem w podobnej sytuacji tylko po drugiej stronie wiel trzeba uporu w
                dazeni a powinnas cel osiagnac gdybys potrzebowała jakichs porad zwiazanych z
                rozwodem daj jakos znac zagladne tu jutro i chetnie pogadam o tym to duzo daje
                a mnie takiego czegos brakuje zostałem sam w tym wsztkim i nikt kto nie jest w
                takiej sytuacji tego nie zrozumie!
                • Gość: magda Rysiu IP: 81.210.121.* 08.12.03, 09:02
                  Przeczytałam, chętnie porozmawiam, pozdrawiam.
              • Gość: Rysiek Re: Odpowiadam IP: *.gw.ipl.net / *.internetdsl.tpnet.pl 05.12.03, 18:45
                jak tu dopisac bo juz drugi raz sie mi nie udaje??
                • Gość: Triss Merigold Dopisz się IP: *.acn.waw.pl 05.12.03, 19:00
                  Dopisz się do pierwszego postu Magdy. tj. odpowiedz na jej pierwszy post.
            • Gość: Annette Re: Odpowiadam IP: *.pl.ibm.com / *.de.ibm.com 05.12.03, 14:46
              To nie ma znaczenia, czy wyrazi zgodę, czy nie. Rozwodu się nie orzeka z
              powowdu braku zgody tylko jeśli żąda go osoba 'wyłącznie winna rozpadu
              małżeństwa', a strona niewinna nie wyraża zgody, o ile nie jest to sprzeczne z
              interesem społecznym (czy jakoś tak to się nazywa). Ten interes społeczny to
              np. posiadanie przez osobę winną dziecka z kochankiem (wtedy rozwód może zostać
              orzeczony mimo braku zgody strony niewinnej).
    • no.name1 Re: Rozwód - jaki mam prawa? 05.12.03, 14:20
      Skoro jestes tam zameldowana - nie ma prawa Cie wyrzucic. Od tego sa
      odpowiednie sluzby , po przeprowadzeniu postepowania. Poza tym jako maz, ma
      obowiazek lozenia na Twoje utrzymanie. T wynika KRO.
    • Gość: Jaro Madzia podeslij foty to moze cie przygarne... IP: *.dialsprint.net 05.12.03, 16:18
      a tak swoja droga gdybys zyla w konkubinacie to nawet nie mialabys tu o czym
      dyskutowac.
      • Gość: magda Re: Madzia podeslij foty to moze cie przygarne.. IP: 81.210.121.* 08.12.03, 09:04
        I jednocześnie nie miałabym żadnych praw do wspólnego majątku. Nie mam zamiaru
        oddać bez walki tego co mnie równiez się należy, bo wypracowałam to.
        • Gość: Linn Re: Madzia podeslij foty to moze cie przygarne.. IP: *.dialup.tiscali.it 08.12.03, 09:39
          Byliscie malzenstwem przez 1,5 roku. Co bylo Twoje przedtem, jest i teraz.
          Podobnie rzeczy osobiste. Uwzgledniajac wydatki na jedzenie i rachunki, dzielac
          reszte na 2 nie jest tego az tyle, aby wpadac w rozpacz. Nawet we Wloszech nie
          uzyskalabys wiele / pisze nawet, gdyz tutaj mezczyzni rozwodzac sie traca na
          ogol sporo /. Nie macie dzieci, malzenstwo trwalo krotko, pracujesz - tu nie
          uzyskalabys nic. Jedynie podzial prezentow, cos kupionego do domu no i Twoje
          rzeczy osobiste. Spojrz na to inaczej: co zyskujesz? Byc moze zawracasz z
          drogi, ktora zaprowadzilaby Cie do nikad / albo gorzej /. Powodzenia i glowa do
          gory!
          • Gość: magda Re: Madzia podeslij foty to moze cie przygarne.. IP: 81.210.121.* 08.12.03, 10:43
            Gdy nie uzyskam nic, nie wpadnę w rozpacz. Masz rację, nie jest to wielki
            majątek. Ale wciąż jednak dręczy myśl, że taki układ powstał, że ja
            utrzymywałam dom, ja wydawałam moją pensję równiez na niego, by on mógł
            odkładać - na nas. Jeśli będę miała siły powalczę o to. On jest strasznym
            skąpcem, ma chyba lekkego bzika na punkcie pieniędzy i oszczędności. Mogłabym
            dopisac kilka rzeczy do wątku o skąpstwie. Moja sytuacja finansowa jest
            kiepska. Przyda mi się każdy grosz.
            Dzis doszła kolejna rzecz: powiadamianie wszystkich znajomych bez wyjątku o
            rozwodzie. To jak publiczne pranie brudów... Przecież sami prędzej czy później
            by się dowiedzieli, po co to ogłaszać publicznie?
            Można się rozstać kulturalnie, lecz on tego nie robi. Sili się na złośliwości,
            ostentacyjne złośliwości. Dziecko. Rozpieszczone dziecko.
            Uff, jeszcze tydzień i będę mogła się wynieść.
            Pozdrawiam.
            • Gość: Rysiek Re: Madzia podeslij foty to moze cie przygarne.. IP: *.gw.ipl.net / *.internetdsl.tpnet.pl 08.12.03, 11:18
              Magdzie głowa do góry! ja jestem w takiej samej sytuacji tylko po dugiej
              stronie to ona rozpowiada ze uciekłem od niej ale ja wsztko zosatwiłem !!
              wssztko po 15 latach małzenstwa -nie dałem rady z nia jzu zyc i nie bede
              opisywał jej charakteru bo nie ma sensu.Kazdr rozejscie jest trudne nie wazne
              czy po 1,5 rku cy po 15 latach i mówic o tyum moze ktos kto tego doswiadczył!
              chciałbym pogadac z Toba jestem cały czas on line moze uda mi sie !
              Trzymaj sie dzielnie i nie patrz na innych tylko na siebie,musisz byc silna!
              • Gość: magda Do Rysia IP: 81.210.121.* 08.12.03, 12:25
                kar_ina@tlen.pl
                • Gość: Rysiek Re: Do Rysia IP: *.gw.ipl.net / *.internetdsl.tpnet.pl 08.12.03, 13:22
                  Magda masz cos w skrzynce!

                  Asma -zycie w domu z kims kto patzry na Ciebie zpodełba nie ejst chyab
                  przyjemne sam to przeszłem i mam dosyc -ja facet ale wysiadłem co z tego ze
                  piekne niebo jezlie nie miałem ochoty nawet na usmiech?? Racje jest zwsze tam
                  gdzie jej nie ma ! Ale powazniej w takich sytuacjach partnerzy pokazują wsztko
                  co tylko jest mozliwe aby zniszczyc druga osobe od własnei wymiany zamków i
                  wyrzucenia na bruk ale to sa działania tylko na psychikę i wtedy trzeba pokazac
                  ze to jest nic i dam rady sie podniesc to wtedy taka sytuacja działa na nich
                  jeszcze ze zdwojoną siła !!! Wychodzi ich słabosc ze chcac robic krzywde nie
                  daja redy jej zrobic bo tu tylko chodzi o to aby druga osobe zniszczyc wsztkim
                  dostepnym srodkami!!!! Wsztko co pod reka jest dopuszczalne!
                  Jeszcze jedno do Magdy! wsród znajmych to Ty mów ze odchodzisz od niego!!
                  dlaczgo maja Cie widziec jako ta zła która sie wyrzuca???? Ty go nie chcesz
                  bo..i tu przemilcz...Trzymajcie sie dziewczyny!Zaraz bede posadzony o zmowe z
                  babami ale co mi tam sytuacje zjednują ludzie a nie płec!
            • asma1 Re: Madzia podeslij foty to moze cie przygarne.. 08.12.03, 11:27
              Gość portalu: magda napisał(a):

              > Uff, jeszcze tydzień i będę mogła się wynieść.
              > Pozdrawiam.
              Z jednej strony to ulga wynieść się z domu, w którym "nie czujesz sie
              najlepiej". Minie jednak jeszcze troche czasu zanim przezwyczaisz sie do nowej
              sytuacji. A co do "wystawienia walizek" - przeżyłam i żyje. Owszem nie było mi
              miło, gdy przyszłam z pracy ok 19,00 zastałam zmienione zamki w drzwiach
              wejściowych, a w środku nie było nikogo. Chciałam czekać, aż wróci, ale
              telefonicznie poinformował mnie ze nie wróci. Nie zawachałam sie ani przez
              chwilę (chyba dlatego, że nie miałam wyjścia - po prostu nie miałam dokąd
              pójść), zadzwoniłam po policje i ślusarza. Fakt, trwało to trochę, ale ok 24,00
              położyłam sie w "moim" łóżku.
              Pozdrawiam, Asma
              • Gość: magda Re: Madzia podeslij foty to moze cie przygarne.. IP: 81.210.121.* 08.12.03, 12:27
                Tylko co było dalej? Nie próbował drugi raz takiego numeru?
                Czy mieszkanie należźało do niego? Co zrobiłaś póxniej? Jaki był powód
                rozstania?
                Mój mąż twierdzi, że to moja wina, ale on przez całe 1,5 roku nie zrobił nic by
                poprawić nasze stosunki. Każdra rozmowa z nim kończyła się tym, ze się obrażał.
                I dalej robił to samo.
                • asma1 Re: Madzia podeslij foty to moze cie przygarne.. 08.12.03, 13:10
                  Gość portalu: magda napisał(a):

                  > Tylko co było dalej?
                  Ślusarz uszkodził zamek, więc musiałam wymienić na nowy. Miałam w zwiazku z tym
                  3 klucze - mój mąz ani jednego. Zostawiłam sobie jeden klucz, reszte mu oddałam.
                  Nie próbował drugi raz takiego numeru?
                  Drugiego razu nie było.
                  > Czy mieszkanie należźało do niego?
                  Nie nalezało ani do mnie, ani do niego. Nalezało do jego rodziców.
                  Co zrobiłaś póxniej?
                  Wyprowadziłam się, bo numer z drzwiami nie był jedynym jaki zafundował mi mój
                  mąż.
                  Jaki był powód
                  > rozstania?
                  Banalny - całkiem rózne podejscie do życia, łamanie "zasad gry", czyli jednym
                  słowem mówiąc niezgodność.
                  > Mój mąż twierdzi, że to moja wina, ale on przez całe 1,5 roku nie zrobił nic
                  by
                  >
                  > poprawić nasze stosunki. Każdra rozmowa z nim kończyła się tym, ze się
                  obrażał.
                  >
                  > I dalej robił to samo.
                  Mój tez twierdził, że to moja wina, że to ja go skrzywdziłam. A ja uparcie
                  twierdzę na odwrót: To była jego wina i to on mnie skrzywdził. No i tak to
                  mniej więcej wyglądało cały czas jak ja mówiłam A to on B, Jak ja B to on A. W
                  takiej sytuacji bycie razem nie ma najmniejszego sensu.
                  Póżniej był rozwód - myślałam, że nie przeżyję - a przeżyłam. Później było po
                  rozwodzie - tez myślałam, że nie przeżyję - a żyje nadal, trzymam sie świetnie
                  i w którymś momenicie zrozumiałam, że nie ma sensu sie zadręczać, po prostu tak
                  musiało byc. I mimo, że w danym momencie nie rozumiałam dlaczego tak sie
                  dzieje, przyjełam że to co sie stało jest dla mnie dobre.
                  Pozdrawiam, Asma



                  • Gość: magda Do Asmy IP: 81.210.121.* 08.12.03, 13:17
                    Mam dość podobnie. Obwinia mnie. Owszem - ma o co. Lecz to co się stało wynika
                    z tego, że nie zrobił nic, by mnie do siebie przekonać. By przekonać mnie, ze
                    się stara. Zawsze był ważny tylko on i jego rodzina. ja nawet nie mogłam
                    zadecydowac o firankach do domu...
                    Boję się tego wszystkiego, ale pociesza mnie myśl, że mnóstwo kobiet to
                    przeszło i żyją. :)
                    • Gość: Rysiek Re: Do Asmy IP: *.gw.ipl.net / *.internetdsl.tpnet.pl 08.12.03, 13:28
                      sprawdz skrzynke i poczytaj wyzej
                    • asma1 Re: Do Magdy 08.12.03, 13:55
                      Przewaznie tak to juz jest, że to co spotyka nas po raz pierwszy wiąże sie ze
                      strachem czy lekiem. Na niektóre sytuacje mamy wpływ i możemy zadecydować, żeby
                      stało sie tak a nie inaczej. Sa jednak takie sytuacje w życiu, że nie mamy na
                      to wpływu - Twój mąz złożył pozew i tak juz jest musisz sobie poradzić z tym co
                      Cię spotkało. Mozna sobie gdybać, że byc może "ucieczka sprzed ołtarza"
                      postawiłaby Cie w całkiem innej sytuacji - ale po co, teraz i tak to juz nie ma
                      znaczenia - stało się tak a nie inaczej. I jeszcze jedno: piszesz, że Twój mąż
                      obwinia Ciebie i ma o co, może i ma, ale pewne nasze zachowania sa wynikiem
                      tego, jak wobec nas zachowuja sie inni, a wiec "pierwotna" wina moze leżec po
                      stronie Twojego męża. To co Ty zrobiłaś jest tylko skutkiem jego zachowania
                      wobec Ciebie.
                      Trzymaj sie , Asma
    • lilith76 Re: Rozwód - jaki mam prawa? 08.12.03, 14:00
      magda, byli mężowie żyją latami jak tasiemce w mieszkaniach byłych żon i jakoś
      nikt ich nie rusza. nie ma siły, która by ich wymeldowała.
      małżeństwo się posypało i tak będziesz musiała zacząć życie od nowa. nie daj
      się tylko łatwo od razu wystawić na bruk. masz prawo do czasu na znalezienie
      nowego lokum.
    • kaszmirowa Re: Rozwód - jaki mam prawa? 08.12.03, 15:06
      Od roku jestem w separacji. Moje rozstanie z mężem przebiegło kulturalnie i
      cicho, choć nie bez poczucia krzywdy. Kompromis polegał na szybkim podziale
      majątku, bez roszczeń z mojej strony. Krótko mówiąc: ostało mi się łóżko i
      żelazko. W zamian mąż się wyprowadził z wynajmowanego przez nas mieszkania
      do... nowo zakupionego (sic!). Czy żałuję, że nie walczyłam o swoje? Nie. Dodam
      jeszcze, że to ja zapłaciłam za notarialny podział majątku. Długo zastanawiałam
      się nad pozwem rozwodowym, ale to ponad moje siły. Kiedy przeczytałam druk
      pozwu poryczałam się. No i świadomość, że znowu ja poniosę koszty... Mimo to
      jest mi lepiej. To co miało miejsce odcisnęło wystarczające piętno. Buduję swój
      świat od nowa. Pracuję w budżetówce, więc moje możliwości finansowe są bardzo
      skromne. Mimo to jestem optymistką. Jeżeli chodzi o relacje z mężem, staram się
      by były dobre, przede wszystkim ze względu na lata spędzone wspólnie. Cóż...
      kompromis nie jest może najlepszym rozwiązaniem. Zdaję sobie sprawę, że
      poddałam się. Czuję jednak, że oszczędziłam sobie dużo rozczarowań, żalu i
      pretensji...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja