na.rozdrozu
14.05.09, 11:33
Dlaczego tęsknota tak boli? Dlaczego nie można jej niczym zastąpić?
A moze to ja nie potrafię? Pisałam tu wcześniej...
Od niemal trzech miesięcy jestem samotna, rozstaliśmy się przez jego
nielojalne zachowanie. 5 lat razem przepadło. Został ból, żal,
czasami nasze rozmowy. Okazuje się, że on już sobie kogoś znalazł.
Jego emocje dostały pożywkę dopaminy więc nie tęskni, nie wraca... A
ja tak nie umiem... Nie chcę nawet szukać kogoś nowego... Wszystko
mnie boli na myśl, że znów miałabym otwierać się na nowo przed
kolejnym człowiekiem. Nie chcę, ale stan w którym jestem - jest
chyba jeszcze gorszy. Tęsknię do niego, mimo że zawiódł, mimo, że
zranił. Po miesiącu wielkiej złości, przyszła pora na zastanowienie,
aż wreszcie na tęsknotę. Chciałam być szczera sama ze sobą więc nie
spotykałam się z nikim innym by mieć jasność co do siebie. On jednak
szybko znalazł inne pocieszenie, więc nie ma w nim chęci powrotu.
Na własne poniekąd życzenie sama się oszukałam, nie mogę się
pogodzić z tą sytuacją, za mocno boli... I co z tego, że wszyscy
mówią, że nie on jedyny, że tylu ich wokół, tylko się rozejrzeć... A
co jeśli ja nie potrafię, nie mam siły, nie chcę się "rozmieniać na
drobne"... Wariuję, stąd i ten mój post. Jak się z tym uporać? Albo
czy brać pod uwagę jego powrót? Jak zawalczyć o ten związek?